Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą włosy. Pokaż wszystkie posty

#Blogerkipolecaja: Olejki w mojej pielęgnacji - moja historia olejowania włosów, jakich olejków używam?


Miesiąc temu na blogu pojawił się post w ramach akcji #Blogerkipolecaja, w którym to pokazywałam Wam swoje wakacyjne hity. Oprócz wpisu na moim blogu mogliście czytać także posty o tej tematyce na blogach pozostałych, cudownych dziewczyn biorących udział w akcji! Dzisiaj przychodzimy z kolejną odsłoną naszej serii, a tematem będą olejki. Jest to 'Wasz' temat, który zwyciężył w rozdaniu na instagramie u Pani z Kropką. Myślę, że nie będzie to jedyny pomysł z jakiego skorzystamy - chętnie zainspirujemy się Waszymi pomysłami, więc w razie czego w każdej chwili czekamy na pomysły :)
źródło: pixabay
Nie przedłużając zapraszam do czytania zarówno mojego wpisu jak i dziewczyn. U mnie poczytacie m.in. o moim stosunku do olejów, historii mojego olejowania włosów oraz o produktach jakie stosuje w tym celu. Pozostałe dziewczyny na pewno uraczą Was swoimi przemyśleniami dotyczących olejków, więc zapraszam także do nich - linki znajdziecie na końcu wpisu.

Na wstępie zaznaczę, że nie jestem żadnym ekspertem w pielęgnacji włosów. We wpisie opisuję po prostu swoje doświadczenia z kilkuletnim olejowaniem.

OLEJKI W MOJEJ PIELĘGNACJI
Ogólnie rzecz biorąc próbowałam chyba każdego z popularnych zastosowań olejków - zaczynając od pielęgnacji twarzy i ciała, a kończąc na pielęgnacji włosów. Jednak jeśli chodzi o dwa pierwsze zastosowania kompletnie się one u mnie nie sprawdziły. Nie przepadam za tłustą warstwą jaka zostaje po olejkach i tym jak wolno się wchłaniają. Podczas takiego zastosowania bardziej się irytowałam niż relaksowałam, więc mijało się to u mnie z celem. Tak więc często oleje, które próbowałam stosować w pielęgnacji ciała już po kilku użyciach lądowały w kącie. Dopiero po jakimś czasie odkryłam, że przecież mogę stosować je do włosów i to był strzał w dziesiątkę! :)

HISTORIA MOJEGO OLEJOWANIA - JAKICH OLEJKÓW UŻYWAŁAM DOTYCHCZAS?
Od mojego pierwszego olejowania minęło sporo czasu, w czasie którego miałam okazję używać różnych olejków. Poniżej przedstawię Wam krótko oleje jakie miałam, postaram się to zrobić w sposób chronologiczny :)




OLEJ KOKOSOWY
Moim pierwszym olejkiem był olej kokosowy, a dokładniej to jego odlewka. Tak więc nie wiem jaki to konkretnie był olej - zdjęcie ma charakter tylko podglądowy. Szybko okazało się, że olej kokosowy mimo, że bardzo chwalony nie sprawdza się kompletnie na moich średnioporowatych włosów, w kierunku wysokoporowatych. Zazwyczaj użycie kończyło się tym, że pozostawał na włosach, obciążając moje cienkie pasma. Włosy więc musiałam myć kilka razy, często mocnymi szamponami, żeby pozbyć się go z włosów. Sama "stała" konsystencja, którą trzeba było rozgrzewać w dłoniach też niezbyt mi odpowiadała.




DWUFAZOWY OLEJEK EVREE - POWER FRUIT
Jednak mimo słabego początku próbowałam dalej takiego sposobu pielęgnacji włosów. W 2016 r trafił do mnie dwufazowy olejek od Evree. To był właśnie jeden z tych olejków, które nie do końca sprawdziły się w pielęgnacji ciała i w ten sposób trafiły na włosy :D Z tego co pamiętam był na prawdę fajny! Dobrze nawilżał pasma i chyba nawet ich zbytnio nie przeciążał włosów. Pojawił się nawet w jednych z ulubieńców, więc musiał być na prawdę przyzwoity! Teraz jednak już nie jest do dostania..




 

OLEJEK WELLNESS&BEAUTY - MANGO I PAPAJA
Kolejny z olejków jakie miałam był już moim 'świadomym' zakupem z myślą olejowania włosów, a był to produkt Wellness & beauty. Jednak z tego co pamiętam nie był zachwycający (przed nim miałam jeszcze inny olejek, ale o nim - wyjątkowo nieco później), chociaż przyzwoity. Pokazywałam go np. w wieczornej pielęgnacji (tutaj klik), tam też znajdziecie jego skład - chyba nie najgorszy. Teraz nadal kupicie go w Rossmannie, ale w zmienionym opakowaniu :)





 

Rosyjski olejek Babuszki Agafii był pierwszym olejem, który był typowo przeznaczony do pielęgnacji włosów. Miałam go rok temu, więc dość dobrze pamiętam jak się sprawdzał. Był na prawdę fajny, powiedziałabym, że nawet był jednym z najlepszych produktów do olejowania jaki miałam! Dobrze nawilżał włosy, które były błyszczące i super się prezentowały. Jednak musiałam uważać na ilość produktu jaką nakładam na włosy, bo przy przesadzeniu lubił je obciążać. Jednak w rozsądnych ilościach był na prawdę dobrym olejem, godnym polecenia. Kolejnym atutem tego kosmetyku był oryginalny wygląd! :)



OLEJ DO CIAŁA ALTERRA - POMARAŃCZA I BRZOZA, LIMONKA I OLIWKI, ROKITNIK I AMARANTUS
Na koniec zostawiłam  swoich ulubieńców, których mogę polecić każdemu! Pierwszą wersją olejków alterra, de facto przeznaczonych do ciała był wariant pomarańcza i brzoza. Powinien się on pojawić jakoś za olejem kokosowym, ale uznałam, że nie ma sensu rozpisywać tych olejów w 2 miejscach. W każdym razie zarówno ta wersja jak i limonka oraz oliwki (którą miałam nie tak dawno) nie są już dostępne. Teraz do wyboru mamy wersje grejpfrut i brzoza (która jak sądzę jest podobna do mojej pierwszej wersji), piwonia i migdały oraz rokitnik i amarantus (który używam aktualnie). Jak więc widzicie do produktów Alterra wracam najchętniej! Są łatwo dostępne, dobrze nawilżają pasma i co ważne ich nie obciążają! Nie wiem jak w wypadku pomarańczy, ale używając 2 pozostałych wersji (które stosowałam po sobie) nie miałam nigdy problemów z tym, że olej został gdzieś na włosach i je przeciążył :) Co ciekawe obie starsze wersje tych olejków pojawiły się w ulubieńcach na moim blogu także na prawdę są godne uwagi! Wiem, że w ofercie marki znajdziemy także wersję typowo do włosów, ale jeszcze jej nie miałam. Zawsze wybieram wersje do ciała, które są dwa razy większe, więc bardziej ekonomiczne.

MÓJ SPOSÓB OLEJOWANIA
Nie będę tu ściemniać, że idę na łatwiznę i nie znajdziecie u mnie jakiejś rozbudowanej ruty związanej z olejowaniem. Olejki nakładam zazwyczaj raz w tygodniu (chociaż staram się ostatnio robić to częściej) na minimum godzinę przed myciem, tak by olej mógł działać. Czasami uda mi się na dłużej, ale nie nakładałam nigdy oleju na całą noc jak niektóre dziewczyny :) Po tym czasie myję włosy szamponem - najdokładniej przy skalpie. Warto tu zwrócić uwagę na to by wybierać do mycia szampony bez SLS w składzie. Wtedy nie są one tak 'agresywne' i nie zmywają 'efektów' naszego olejowania. Sama jednak często miałam tak, że delikatne szampony nie dawały rady danemu olejowi, także warto znaleść swój idealny 'duet' :)

OLEJOWANIE WŁOSÓW - EFEKTY
Już przy okazji poszczególnych olejków wspominałam krótko o tym jak działają. O ile są odpowiednio dobrane i regularnie stosowane (!) potrafią dać na włosach efekt 'wow'. Włosy są super nawilżone, dociążone, sypkie, a do tego niesamowicie miękkie i lśniące. Jak dla mnie ciężko znaleść podobny efekt w wypadku odżywek i masek do włosów. A przynajmniej ja nie miałam produkty z tej kategorii, który dawałby podobne rezultaty! :)

JAKI OLEJ WYBRAĆ? CZYM SIĘ KIEROWAĆ?
Na rynku dostępna jest masa olejów - jaki wybrać? Jak widać nie koniecznie musi być to olejek typowo przeznaczony do pielęgnacji włosów, można także spokojnie stosować te przeznaczone do ciała :) Przed szukaniem oleju dla siebie warto poznać swoją porowatość włosów. Jest wiele stron, które opisują tą kwestie, poniżej przygotowałam też małą 'ściągę' dla Was która pomoże Wam w określeniu porowatości. W internecie jest dostępnych też wiele testów, które pozwolę to zrobić w najszybszy sposób. Znajdziecie go np. na stronie Anwen --> tutaj.
Warto też zerkać na składy tych produktów, by uniknąć składnika który zupełnie nie odpowiada naszym włosom. Przygotowując ten wpis odkryłam, że na stronie na piękne włosy można znaleść przykładowe produkty dostosowane pod rodzaj naszej porowatości --> tutaj. Nie są to tylko oleje, ale zasadniczo wszystkie produkty do pielęgnacji włosów - jest to więc fajna opcja na upewnienie się czy dany produkt będzie nam pasował :)

Mam nadzieję, że wpis okazał się dla kogoś przydatny. Na pewno jest wiele osób, które przygotowałyby post na ten temat lepiej, ale na prawdę się starałam! :D
Na koniec zapraszam Was oczywiście na blogi pozostałych dziewczyn, które opisały swoje doświadczenia z olejami - nie tylko do włosów :) Poniżej znajdziecie do nich linki:

Dajcie znać jakie jest Wasze podejście do pielęgnacji za pomocą olejków - używacie je do olejowania włosów, czy także w innych 'celach'? Po jakie oleje sięgacie najchętniej?
Czytaj dalej

Normalizujący tonik - wcierka do skóry głowy Vianek. Moje wrażenia po zużyciu opakowania oraz porównanie do wcierki Jantar.


Recenzja na temat sławnej wcierki Jantar jest jednym z najpopularniejszych wpisów na moim blogu, o ile nie najpopularniejszym. Dzisiaj przychodzę do Was z opinią na temat kolejnej wcierki, mam wrażenie równie popularnej co ta z Farmony. Mowa o normalizującym toniku - wcierce marki Vianek. Jeśli jesteście ciekawe jak wypadła w porównaniu do wspominanej wcześniej wcierki Jantar to zapraszam do czytania wpisu. Postaram się częściowo porównać te produkty, więc mam nadzieje, ze wpis okaże się dla kogoś przydatny :)
Standardowo zacznę od opakowania - jest ono utrzymane w takim samym stylu jak wszystkie kosmetyki Vianka. Całość jest minimalistyczna, nieco góralska, ale i bardzo estetyczna. Buteleczka toniku ma pojemność 150 ml, która wystarczyła mi na kilka miesięcy, ale od razu zaznaczę, że tym razem nie używałam jej zbyt regularnie. Był czas kiedy stosowałam ją dzień w dzień, ale były też i np. tygodniowe przerwy..
Wcierkę dozujemy za pomocą niezbyt wygodnego moim zdaniem aplikatora. Średnio jest on przemyślany i jedynym sposobem na nakładanie wcierki jest aplikowanie jej przy spuszczonej w dół głowie. Wtedy idzie to w miarę sprawnie, chociaż mniej więcej w połowie opakowania aplikator lubi się zacinać.. Wiem, że wcześniej aplikacja była standardowa jak przy tonikach do twarzy. Sama próbowałam i tego sposobu, ale wtedy z kolei mam wrażenie, że dużo produktu się marnuje przy dozowaniu na dłoń. Średnio wydajny też to sposób, z kolei przy dozowaniu bezpośrednio na skórę głowy mało produktu dociera na skalp. Jeśli chodzi o ogólną wygodę dozowania i opakowanie to zdecydowanie lepiej sprawdzał się u mnie Jantar.
Konsystencja produktu jest wodnista, jak możecie się domyśleć :D Zapach jest mocno ziołowy, wyczuwam na pewno pokrzywę i skrzyp, ale i inne zioła. Mi zupełnie on nie przeszkadza, bo jak wiecie lubię ziołowe szampony i niemal samych takich używam, więc tutaj woń jest niemal identyczna.
Wcierkę aplikowałam tak jak zaleca producent po umyciu włosów. Tutaj duży plus za to, że nie przeciążała ona skóry głowy. W wypadku Farmony nie możliwa była aplikacja po myciu, bo włosy były wtedy obciążone przy skalpie, jakbym ich nie myła.. Tutaj wszystko jest okej, nie są obciążone, ale na dłuższą metę nie zauważyłam różnicy w przedłużeniu świeżości włosów. Tak samo jak i wcześniej myję je codziennie.. Jeśli chodzi o wypadanie to tutaj znowu nie widzę wielkiej różnicy. Nie mam obecnie może wielkiego problemu z wypadaniem, ale i tak nie zauważyłam żadnej różnicy w ilości włosów jaka pozostaje na szczotce. Moim zdaniem pod tym względem akurat dużo lepiej wypada Jantar, bo tam już po krótkim okresie czasu widać było różnicę, a dodatkowo także sporą ilość baby hair (gdzie tu nie ma praktycznie wcale). Na plus fakt, że wcierka przyjemnie łagodzi skórę głowy.
Według producenta cena wcierki to ok. 21 zł, ale stacjonarnie myślę, że można spokojnie ją dorwać za 15-19 zł. Sama kupiłam go z gazetą za mniej niż dychę, więc super deal :) Z dostępnością nie powinno być problemu, bo znajdziecie ją w hebe, naturze czy innych mniejszych drogeriach, a nawet w aptece. Czy ją polecam? U mnie akurat znacznie lepiej sprawdził się Jantar, mimo słabszego składu. Ale wiem, że wiele osób lubi ten produkt Vianka i chwali, także być może warto wypróbować, by przekonać się samemu ;)

Znacie tą wcierkę? Jak u Was się sprawdziła? 
Jakie wcierki wspomagające wypadanie czy przedłużające świeżość włosów możecie mi polecić? :)
Czytaj dalej

Szampon do włosów Petal Fresh zwiększający objętość - mięta i rozmaryn. Czy jest wart Twojej ceny?


Produkt, który dzisiaj Wam przedstawię wpadł do mojego koszyka podczas promocji 2+2 na naturalne kosmetyki w Rossmannie. Wcześniej wiele osób go polecało, więc znowu uległam pozytywnym opiniom :D Wybór rodzaju szamponu był prosty - uznałam, że wersja dodająca objętości będzie idealna dla moich cienkich włosów. Czy tak było? Zapraszam do czytania :)
Szampon znajduje się w plastikowej butelce o pojemności 355 ml wykonanej z zielonego, ale przeźroczystego plastiku. Dzięki temu można bez problemu kontrolować ilość produktu, jaka nam została do użycia. Grafika na opakowaniu jest minimalistyczna i spójna z wszystkimi produktami marki.
Bardzo fajny jest też sposób dozowania szamponu (który zobaczycie na zdjęciu niżej) - mam wrażenie, że przekłada się na wydajność produktu.
Konsystencja jest raczej standardowa - przeźroczysta, idealnie rzadka. Nie wyróżnia się zbytnio od innych szamponów, ani w dobrą, ani złą stronę :D Zapach jest bardzo świeży i niezwykle przyjemny. Bardzo lubię miętowe wonie w szamponach, które już podczas użycia powodują uczucie świeżości, tutaj jest ona w akompaniamencie ziołowych nut. Całość bardzo mi się spodobała już na samym początku używania ♥
Muszę przyznać, że nigdy nie byłam przeciwniczką mocnych szamponów z sls. Nigdy nie wyrządziły mi krzywy. Ba! Wiele szamponów bez sls, tych z naturalnymi składami nie dawało u mnie rady. Tutaj jednak było inaczej.. Mimo, że producent wspomina, że szampon może pienić się mniej od 'standardowych' szamponów, pieni się moim zdaniem na prawdę nieźle :)
Po jego użyciu włosy są dobrze oczyszczone, co nie często się u mnie zdarza przy szamponach z naturalnym składem. Zazwyczaj są one pod tym względem dla mnie za słabe, a tu jak najbardziej wszystko jest w porządku :) Po wysuszeniu są one odświeżone i uniesione u nasady. Jestem w stanie przyznać rację producentowi, że szampon dodaje im objętości. Dodatkowo nie są one poplątane jak zdarzało się wcześniej np. w wypadku szampony babydream. Nie raz nawet darowałam sobie używanie odżywki, a i tak włosy dobrze się rozczesywały.
Podsumowując jestem naprawdę zadowolona z działania szamponu jak i z samego jego zapachu :) Żałuję nieco, że w Rossmannie kosztuje aż 24 zł. Dla mnie to nie mało, więc warto szukać go na promocji, czy kupić go na obecnie trwającej promocji 2+2 :D

Znacie szampony tej marki? Jaki jeszcze rodzaj mi polecacie?
Czytaj dalej

Maska do włosów Organic shop - awokado i miód, czyli o jednej z najgorszych masek jakie miałam.


Mam wrażenie, że o kosmetykach do włosów nie piszę zbyt często na blogu, zwłaszcza w porównaniu do innych produktów np. do twarzy. W głównej mierze pewnie dlatego, że w tej kategorii produktów raczej nie eksperymentuję i sięgam po sprawdzone produkty - pewniaki. Jednak czasami zdarzają się wyjątki od tej reguły, zwłaszcza po licznych poleceniach danego produktu. Tak właśnie było z maską do włosów od Organic shop. Czytałam o niej bardzo dużo dobrego, jednak po jej zużyciu sama nie mogę jej polecić. Dlaczego? O tym w dzisiejszym wpisie ;)
Opakowanie jest już typowe dla produktów tej marki - to plastikowy słoiczek wykonany z miękkiego plastiku. Już przy peelingu, który wypróbowałam jako pierwszy produkt marki wspomniałam, że są one bardzo słabo zrobione. W wypadku maski opakowanie przeżyło spotkanie z podłogą i o dziwo się nie rozleciało! Za to się otworzyło i część maski wylądowała na podłodze :DD Zdecydowanie przydałoby się tu coś poprawić, chociażby lepsze zamknięcie na zakręcanie..
Jeśli chodzi o zapach to jest on delikatny, ale trudny do zdefiniowania. Długo zastanawiałam się do czego go porównać, ale nie mam pojęcia, serio! Ogólnie może nie jest zły, ale na pewno nie określiłabym go w kategorii tych 'przyjemnych'.
Konsystencja maski jest zdecydowanie gęsta, budyniowa. Nie spływa z włosów, łatwo ją nałożyć i w sumie wypłukać też :) Zanim przejdę do działania zaznaczę, że stosowałam ją zarówno jako zaleca producent na kilka minut, więc w sumie jak odżywkę, jak i na dłużej - jak maskę. Próbowałam dodawać do niej oleju, no wiele sposobów wypróbowałam. Ale od poczatku..
W większości stosowałam maskę tak jak zaleca producent na 2-3 min, a później ją zmywałam. Wtedy efekty dawała na prawdę znikome. Nie zauważyłam zbytnio nawilżenia włosów, które chociaż w sumie były sypkie, były często też spuszone po wysuszeniu.. Brakowało im błysku i zdecydowanie dociążenia, nawet jeśli chodzi o ułatwienie rozczesywania to nie było szału. Po wydłużeniu czasu i stosowaniu produktu rzeczywiście jako maski było nieco lepiej - dało się zauważyć minimalne nawilżenie włosów, ale znowu nie był to efekt wow. Moje włosy nie lubią się z olejem kokosowym, który jest w składzie maski (kupując go na szybko nie zwróciłam na niego uwagi). Więc może dlatego maska nie przypadła mi do gustu. Ale z drugiej strony produktu używałam dość rzadko..
Przy końcówce maski dodałam do niej oleju i zostawiłam na włosach na dłużej, ale to był zupełny niewypał, bo włosy były mega obciążone - zdecydowanie przedobrzyłam :P
Sama z pewnością nie wrócę do tych masek, pozostanę przy Kallosach, które dają u mnie znacznie lepsze efekty! Na całe szczęście maska kosztowała niewiele, bo na promocji w hebe kupiłam ją za ok. 6-7 zł. Ale spokojnie w sklepach internetowych można ją dorwać w podobnej cenie, a na pewno za mniej niż 10 zł.

Znacie maski tej firmy? Jakie macie zdanie na ich temat?
Czytaj dalej

Maska do włosów Garnier Fructis - Papaya Hair Food.


Jeśli chodzi o markę Garnier to jakoś nigdy nie było nam specjalnie po drodze.. Owszem miałam sławny różowy płyn micelarny i w sumie na nim skończyła się moja przygoda z tą marką. Jednak gdy na rynku pojawiła się nowa seria masek do włosów - Hair Food wiedziałam, że w końcu któraś z wersji będzie moja. W ten sposób na wakacjach do moich zbiorów trafiła do mnie wersja z papają, ale kusiła i nadal kusi mnie jeszcze bananowa :) Jeśli jesteście ciekawe czy maska przekonała mnie do kosmetyków tej marki to zapraszam do czytania.
Opakowanie produktu to plastikowy słoiczek o pojemności 390 ml. Wiem, że sporo dziewczyn pisało gdzieś w recenzjach, czy komentarzach, że to duża pojemność - dla mnie jednak nie jest taka wielka w porównaniu do litrowych kallosów :P Zresztą nawet wolę maski w takich większych pojemnościach.
Sam wygląd jest bardzo kolorowy - moim zdaniem miły dla oka i rzucający się w oczy na sklepowych półkach. Pierwsze co zachwyciło mnie po otwarciu maski w domu to zapach - mocno owocowy, słodki jakby tropikalny i niesamowicie intensywny! Czułam go nawet gdy leżał zakręcony w łazienkowej szafce! :D 
Nie wiem jak pachnie papaja, więc nie mogę stwierdzić na ile woń jest do niej zbliżona, ale miałam jakiś czas temu krem do rąk evree też w wersji papaja i to zuuuuupełnie inne zapachy. Ten nie jest tak męczący, także jeśli znacie ten kosmetyk to macie jakieś porównanie ;) W masce jest na prawdę apetyczny, więc zrozumiały jest napis na opakowaniu  'nie połykać' :D
Konsystencja jest gęsta i przyjemnie kremowa, nie ma jednak problemów z rozprowadzeniem maski na włosach. Porównałabym ją do budyniu, nie jest też tak wodnista jak niektóre kallosy. 
Producent na opakowaniu umieszcza 3 sposoby na stosowanie maski, co widzicie powyżej. Sama skorzystałam tylko z 2 i używałam jej jako odżywki lub maski. Za każdym razem włosy po użyciu były niesamowicie miękkie, gładkie, nawilżone i mięsiste. Do tego nie było żadnych problemów z ich rozczesaniem i na długo po myciu pachniały jeszcze owocowo! Muszę przyznać, że to chyba pierwsza maska, przy której zapach utrzymywał się u mnie tak długo :) Jednak należy uważać z ilością nakładaną na włosy, bo kilka razy miałam wrażenie, że delikatnie je obciążyła. Zwłaszcza jak wcześniej jeszcze stosowałam olej.. Minimalna ilość w zupełności wystarczy. Co przekłada się też i na jej wydajność. Na 3 sposób bez spłukiwania nie odważyłam się choćby właśnie ze względu na to obciążenie moich cienkich włosów mimo spłukiwania.
Bardzo spodobał mi się też pomysł z 'rozpisaniem' składu. Pierwszy raz spotykam się z takim omówieniem każdego składnika - duży plus za to się należy dla marki! :) Sam w sobie skład należy do bardzo przyjemnych, zwłaszcza na kosmetyk typowo drogeryjny. Ogólnie maska jest warta uwagi, chociaż to obciążanie znacznie ostudziło mój zapał do niej :D
Maskę znajdziecie na pewno w hebe i rossmannie. W cenie regularniej kosztuje ok. 25 zł, ale często można ją spotkać za ok. 18 zł. W ofercie znajduje się też wersja bananowa, jagody goji i macadamia. Niedługo też w sklepach ma pojawić się nowa wersja aloesowa :) 

Znacie te maski? Jak u Was się sprawdziły? Polecacie inne wersje?
Czytaj dalej

Wcierka Jantar - efekty po ponad miesiącu stosowania.


Dzisiaj recenzja kultowego wręcz produktu, czyli odżywki Jantar. Sama wiele o niej słyszałam i długo nosiłam się z zamiarem jej kupna. Odstraszała mnie jedynie niewygodna szklana butelka i obawiałam się także, że nie będę zbyt systematyczna w jej stosowaniu przez mój słomiany zapał. Jednak po zmianie opakowania wpadła w moje ręce i ku mojemu zaskoczeniu udało mi się używać jej w miarę systematycznie przez nieco ponad miesiąc. Dzisiaj więc opiszę Wam efekty po zużyciu butelki wcierki, czyli właśnie po ponad miesiącu stosowania.
Zmienione opakowanie to plastikowa butelka z atomizerem, który ogromnie ułatwia aplikację! Wcześniej wcierka znajdowała się w szklanej buteleczce, która nie była zbyt wygodna. Trzeba było kombinować, a teraz można bezpośrednio rozpylić ją na skalp. Zmiana opakowania więc jak najbardziej na plus!
Kupując odżywkę - wcierkę obawiałam się nieco jej zapachu, jak się jednak okazało nie potrzebnie. Jest on bowiem całkiem przyjemny - świeży, nie nachalny i przypomina nieco męskie perfumy. Konsystencja wiadomo - jest wodnista i myślę, że tutaj nie ma co się rozpisywać.
Producent obiecuje głównie efekty w postaci redukcji wypadania czy pojawienia się tak zwanych 'baby hair'. Często też czytałam o tym, że wydłuża ona 'świeżość' włosów, więc zapowiadało się idealnie jak dla moich ostatnio kapryśnych włosów :D
Zacznę od tego, że wcierkę stosowałam przez niewiele ponad miesiąc (na tyle pozwoliła mi wydajność jednej butelki) praktycznie codziennie po umyciu włosów. Czyli dokładnie tak jak zaleca producent. Wiem, że poprzednią wersję należało spłukiwać, ale tutaj nie jest to wymagane. Zdarzyło się co prawda, że kilka razy zwyczajnie mi się nie chciało, czy zapomniałam nawet jej użyć, ale byłam raczej regularna, więc efekty jakieś tam powinny być. Czy były i co zaobserwowałam w czasie stosowania? Przede wszystkim pojawiło się na prawdę sporo małych włosków, momentami irytujących, kiedy sterczą we wszystkie strony :D Ale na prawdę ucieszyłam się z tego, że się pojawiły i to w nie małej ilości. Miałam też wrażenie, że włosy szybciej rosną. Za to nie zauważyłam, żeby wcierka ograniczyła ich wypadanie, bo tracę podobną ilość włosów - niestety. Więc w tej (w sumie głównej) roli nie dała rady. Nie zauważyłam też, żeby wydłużyła świeżość włosów, a nawet przeciwnie - miałam wrażenie, że przeciąża ona włosy. U samej nasady włosów krócej pozostawały one świeże, bo kolejnego dnia po południu już były 'oklapnięte' i nadawały się do mycia, kiedy zazwyczaj spokojnie jeszcze wieczorem wyglądają całkiem dobrze. Za to zauważyłam, że miała pozytywny wpływ na sam skalp, gdzie niwelowała jakieś podrażnienia i przetłuszczanie.
Słyszałam też, że w nowej wersji oprócz opakowania zmienił się też skład i to na lepsze. Sama się do tego raczej nie odniosę, bo po pierwsze nie miałam starej wersji, a po drugie nie czuję się zbyt kompetentną osobą w tym temacie :D Tak czy siak wcierka wypadła u mnie całkiem pozytywnie, mimo, że nie spełniła ona wszystkich obietnic to bardzo cieszy mnie pojawienie się nowych 'baby hair'. Do tego należy ona do tańszych produktów tego typu, bo w cenie regularnej kosztuje ok.14 zł, a sama kupiłam ją jeszcze taniej na promocji za jakąś dyszkę :) Z dostępnością nie ma problemu, bo na prawdę łatwo ją dorwać, kupicie ją chociażby w Hebe, Rossmannie (i tym podobnych drogeriach, w tym mniejszych), w sklepach internetowych czy pewnie nawet w aptekach. Dodam, że być może gdybym stosowała ją jeszcze dłużej efekty byłyby lepsze, szczególnie ten dotyczący wypadania. Jeśli skuszę się na kolejną butelkę i zauważę większe efekty - dam znać :)

Znacie ją? Jak oceniacie?
Jesteście w stanie polecić mi inne - warte uwagi wcierki, które wzmocnią włosy i ograniczą ich wypadanie?
Czytaj dalej

Wzmacniający olej do włosów Bania agafii, czyli o najładniejszym oleju jaki stosowałam!

Heeeeej :)
Zdjęcia do dzisiejszego wpisu czekały na publikacje już od ponad roku.. Jednak nie byłam do końca pewna, czy będę pisać o tym produkcie. Jednak muszę przyznać, że jestem z nich na prawdę zadowolona, co nie zdarza się zbyt często,  więc chociażby dlatego warto napisać ten wpis :D Zresztą dzisiejszy bohater, czyli wzmacniający olej do włosów okazał się na tyle ciekawym produktem, że warto o nim wspomnieć na łamach bloga :) Dodam jeszcze na wstępie, że jak wiecie nie jestem włosowym ekspertem, ale oleju używam od roku, więc co nieco mogę o nim opowiedzieć. Jeśli jesteście ciekawe co o nim myślę, zapraszam do czytania.
Pierwsze co przykuwa naszą uwagę to opakowanie. No nie powiecie mi chyba, że nie prezentuje się świetnie!? Mamy plastikową butelkę z zielonym olejem i.. plastikową rurką wypełnioną ziołami. Dokładniej jest to kolendra, rozmaryn i kminek. Przez obecność ziół sprawia wrażenie bycia bardziej EKO i myślę, że nie jedną osobę taki wygląd potrafi skusić do zakupu.
Zamykany jest na 'klik' co jest wygodnym rozwiązaniem. Pewnie zastanawiacie się, czy ziarenka ziół nie wydostają się z butelki.. Otóż nie, przez rok jak używam tego produktu, ani jedno ziarenko nie wypadło razem z olejem z butelki. Jedynie kilka kminków pływa po dnie butelki, ale w żaden sposób nie przeszkadza to w używaniu oleju. Wiem, że wcześniej opakowanie było bodajże odkręcane, a produkt wydostawał się przez plastikową 'nakładkę' ze sporym otworem przez który łatwo wydostawały się nasze ziarenka. Zmiana aplikatora więc jak najbardziej na plus.
Zapach produktu jest ziołowy, ale raczej zbytnio nie nachalny. Kolejnego dnia już raczej nie jest wyczuwalny na włosach. Konsystencja jest rzadka, oleista - może 'uciekać' z dłoni podczas nakładania, dlatego warto robić to np. nad umywalką czy wanną.
Producent zaleca nakładać ciepły olej na włosy i skórę głowy, a po 20-30 minutach go zmyć delikatnym szamponem. Jednak mi nie do końca odpowiada taki sposób, więc 'nieco' go zmodyfikowałam. Po pierwsze nie wiem jak Wam, ale mi nie za bardzo chce się podgrzewać olej zanim wyląduje na włosach. Po 2 czas jest moim zdaniem dość krótki i sama stosowałam go znacznie dłużej. 
 Nakładałam go na długości włosów, mniej więcej od ucha w dół, a resztki, które pozostały na dłoniach na wyższe partie - bliżej czubka głowy. Trzymałam go różnie w zależności ile miałam czasu, ale starałam się by była to minimum godzina. Czasami udało się 1,5 - 2 h. 
Po nałożeniu i (co ważne) dokładnym spłukaniu włosy były przede wszystkim niezwykle miękkie, nawilżone, bardzo sypkie i lepiej się układały. Efekty jak dla mnie były znacznie lepsze niż po samej odżywce, czy masce. Zresztą często pomijałam już ten krok, a kolejnego dnia włosy i tak świetnie się prezentowały. Przy innych olejach często zdarzało mi się, że po wysuszeniu włosy były przeciążone i zwyczajnie.. tłuste. Co kończyło się kolejnym myciem włosów, tutaj zdarzyło mi się to niezwykle rzadko, gdy nałożyłam zbyt dużo oleju na włosy lub nie dokładnie go zmyłam z włosów. Więc warto mieć na uwadze te dwa kroki :) Na mój (i tak problematyczny) skalp nie odważyłam się go nałożyć. Ale czytałam u innych, że przy takim nakładaniu włosy nie prezentowały się najlepiej i zbyt 'wyjściowo'. 
Wiadomo, że efekty zależą przede wszystkim od częstotliwości i regularności nakładania, a z tym bywało u mnie różnie. Ale starałam się by minimum raz w tygodniu włosy były olejowane. Co do samego oleju myślę, że jest to jeden z najfajniejszych produktów do olejowania jaki miałam okazję używać. Razem z wyglądem w parze idzie bardzo dobre działanie i przyjemny skład o czym też warto wspomnieć :)
Jest to produkt co prawda słabiej dostępny niż większości rosyjskich produktów spod szyldu babuszki. Znajdziecie go stacjonarnie w sklepach z naturalnymi kosmetykami i oczywiście w sklepach internetowych. Cena waha się między 27-29 zł z tego co widzę, ale możliwe, że na promocji najdziecie go taniej.

Znacie ten olejek? Jakich produktów używacie do olejowania? Co możecie mi polecić? 
No i jak ogólnie wygląda u Was sprawa z olejowaniem włosów? - czekam na Wasze komentarze :)
Czytaj dalej

Odżywka zwięszająca objętość do włosów cienkich - Elfa pharm.

Heeej :)
W ostatnim poście z denkiem mogłyście zobaczyć odżywkę od Elfa pharm. Nie miałam jednak okazji napisać osobnego posta na jej temat wiec dzisiaj nadrabiam zaległości :) Skusiłam się na nią, chcąc trochę odpocząć od Kallosów, więc w poście znajdziecie także porównanie z nimi. Chociaż produkty mają niewiele wspólnego ze sobą.. :D 
Moja wersja przeznaczona jest do włosów cienkich, a więc wydawała się stworzona dla mnie. Jak się sprawdziła? - zapraszam do dalszego czytania :)
Odżywka znajduje się w plastikowej butelce o całkiem sporej pojemności 500 ml. Mi taka objętość starczyła na kilka miesięcy. W tym okresie używałam praktycznie tylko jej, więc przy używaniu z innymi kosmetykami starczy na znacznie dłużej :)
Posiada ona pompkę, która umożliwia wygodne dozowanie kosmetyku. Pod koniec jednak lubi się zacinać, więc wtedy się z nią odrobinę męczyłam. Zapach odżywki jest typowo ziołowy, intensywny. Utrzymuje się na włosach, chociaż wtedy nie jest już tak mocno wyczuwalny.
Konsystencja jest taka 'w sam raz' - ani nie spływa z włosów, ani też nie jest zbyt gęsta. Nie musimy się specjalnie obawiać obciążenia włosów, bo nie ma problemu z jej wypłukaniem. Przy mojej długości włosów 2-3 pompki wystarczyły na ich pokrycie.
Jeśli chodzi o działanie to było ono całkiem przyjemne. Głównie pomagała ona w rozczesywaniu włosów i delikatnie je odżywiała. Nigdy też nie zdarzyło mi się, aby włosy były obciążone po jej stosowaniu. Przeciwnie jest ona bardzo lekka, a po jej zastosowaniu włosy były sypkie i gładkie. Miałam co prawda wrażenie, że przynosi ona odrobinę gorsze efekty od Kallosa, ale z drugiej strony ma ona lepszy skład od wspomnianych masek. Do stosowania na co dzień jest jak najbardziej warta wypróbowania - zwłaszcza, że nie spotkałam się jeszcze z negatywną opinią na jej temat :)
Cena odżywki w cenie regularnej to ok. 20-22 zł. Dostaniecie ją bez problemu w większości drogerii typu Rossmann, Hebe, a nawet w aptekach.

Znacie ten produkt? A może miałyście pozostałe wersje? Jak u Was się sprawdziły?
Czytaj dalej

Szampon do włosów wypadających - Dermena.

Heeeej :)
Jeśli czytacie mnie dłużej to wiecie jakiś czas temu miałam problem z wypadaniem włosów. Teraz jest dużo lepiej, jednak włosy nadal pozostały osłabione. Ucieszyłam się więc z możliwości przetestowania kolejnego produktu do włosów z problemem wypadania, czyli szamponu Dermena. Jest to szampon 'apteczny' polecany nawet osobom po chemioterapii, więc byłam go bardzo ciekawa już od jakiegoś czasu. Jak się sprawdził? - o tym w dalszej części wpisu :)
Wśród innych szamponów ten na pewno wyróżnia się opakowaniem. Ma ono kształt coś a'la kwadrat z solidnym zatrzaskiem. Dodatkowo szampon znajduje się w kartoniku na którym znajdziemy wszystkie niezbędne informacje. Sam wygląd należy raczej do minimalistycznych, a pojemność produktu to 200 ml.
Konsystencja szamponu jest raczej rzadka. Dzięki temu, że otwór jest niewielki nie musimy obawiać się, że wyleje się nam zbyt dużo produktu. Zapach jest bardzo delikatny, charakterystyczny dla produktów aptecznych. Nawet wybredne nosy będą zadowolone :)
Zanim przejdę do działania napiszę na wstępie, że szampon stosowałam niemal codziennie przez kilka ostatnich tygodni, a obecnie dobija on już dna. Co zauważyłam w tym czasie? Już od pierwszego niemal użycia włosy i skóry głowy były bardzo dobrze oczyszczone. Włosy były też dobrze odbite od nasady i pełne objętości. Wszystko to zapewne zasługa składu z SLS. Jak nie raz wspominałam, że ten składnik nie przeszkadza mi zbytnio w kosmetykach, tak tu zauważyłam, że włosy dość mocno się elektryzowały po myciu. Dlatego moim zdaniem najlepiej stosować go tylko na skalp, a na długości wystarczy sama wytworzona piana ;) 
Na plus to, że nie zauważyłam plątania włosów. Nawet gdy nie zastosowałam po użyciu maski/odżywki to i tak nie miałam problemów z rozczesywaniem. Jeśli chodzi o ograniczenie wypadania/wzmocnienie włosów to w sumie ciężko mi to ocenić po jednym opakowaniu szamponu.. Wiadomo, że takie kosmetyki potrzebują dłuższego czasu stosowania. Nawet sam producent jeśli się nie mylę wspomina o efektach po 3 miesiącach stosowania kuracji. 
W moim przypadku działanie ograniczające wypadanie trudno mi ocenić.. Myślę jednak, że przy regularnym stosowaniu przez dłuższy okres, czy nawet z innymi produktami wchodzącymi w skład tej serii działanie może być zadowalające ;) Cena szamponu to prawie 30 zł, a znajdziecie go w aptekach i jeśli się nie mylę w Rossmannie. W ofercie dostępny jest jeszcze na pewno żel i odżywka do włosów wypadających.

Znacie ten produkt? Jak u Was się sprawdził? :)
Czytaj dalej

Etykiety

#Blogerkipolecaja 4 pory roku AA Alterra alverde anatomicals avon Balea Balmi balsam do ciała balsam do ust Barwa bebeauty bell Bi-es Bielenda Biolove Biotaniqe buna catrice celia ciało cienie do brwi delia denko Dermedic dermena dm Dr.Konopka's ecocera efektima elfa-pharm eos esencja essence Eveline Evree Fa Farmona film Flormar Garnier gliss kur Golden Rose Green Pharmacy hean Himalaya hity roku Holika holika Ingrid Isana Jantar Joanna Kallos KillyS kobo kolastyna kolorówka korektor pod oczy kosmetyczne premiery kosmetyczni ulubieńcy krem bb krem cc krem do rąk krem do twarzy krem pod oczy książki kulturalne podsumowanie roku L'biotica La Rive lakier do paznokci lemax lifestyle Lirene liście manuka Loreal lovely Luksja Makeup Revolution makijaż Marion mariza maseczka do twarzy maseczki w płachcie maska/odżywka do włosów masło do ciała Maxfactor Maybelline mini recenzje miss sporty Miya miyo mus do ciała muzyka my secret mydło do ciała i włosów Nacomi naklejki wodne Natura Estonica naturalnie Neutrogena niekosmetyczni ulubieńcy nivea nowości NYX oceania odżywka do paznokci Oillan olej do włosów olejek do twarzy Organic shop Organique organizacja oriflame Originals Palmolive paznokcie peeling peeling do rąk peeling do skóry głowy peeling do twarzy perfecta Petal Fresh pianka do twarzy pianka pod prysznic pielegnacja pielęgnacja pielęgnacja twarzy planet spa płyn micelarny podkład podróże pomadka promocja na kolorówkę w Rossmannie promocja na pielęgnacje twarzy w Rossmannie prywatnie Przegląd kulturalny przegląd marki puder Rimmel Rival de Loop rosyjskie kosmetyki bani agafii Sally Hansen Seche Vite selfie project serial serum skarpetki złuszczające soraya Stara Mydlarnia Sylveco szampon tag tanie kosmetyki Tatry tołpa tonik top coat treaclemoon tusz do rzęs Tutti Frutti twarz Ulubione blogi usta Venus Vianek Vipera wcierka wibo wieczorna pielęgnacja wishlista włosy wygląd bloga wyjazdowa kosmetyczka wzorki na paznokciach Yves Rocher zagraniczne kosmetyki ziaja żel aloesowy żel do brwi żel pod prysznic
me & my passions © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka