5 kosmetyków do 10 zł, które warto wypróbować (cz.12).


Ostatni post z serii tanich kosmetyków do 10 zł pojawił się w styczniu, więc (znowu) pół roku temu. Muszę przyznać, że nie jestem zbyt regularna w prowadzeniu tej serii. Ale też nie zawsze znajdzie się jednocześnie 5 tanich perełek do pokazania.. Jednak dzisiejszy odcinek to już 12 z tej serii, więc myślę, że to naprawdę ładny wynik! Okazuje się, że razem z dzisiejszym postem poleciłam Wam już 60 kosmetyków za umowną dyszkę (lub mniej)! Wszystkie posty z tej serii znajdziecie - tutaj. Jeśli jesteście ciekawe co tym razem dla Was mam to zapraszam do czytania :)
W dzisiejszej odsłonie możecie zobaczyć standardowo coś z pielęgnacji, ale też i znalazło się coś z kolorówki :)
Na początek moje niedawne odkrycie, czyli bardzo przyjemny podkład marki Bell. Nr 01 nude jest jaśniutki, więc podpasuje sporej części osób. Do tego ma on lekką konsystencję o przyjemnej kremowej formule, nie czuć go na twarzy i wygląda na niej bardzo naturalnie - nie ciemnieje. Minusem może być to, że nie jest super matujący i mega trwały, dlatego może latem nie jest idealnym wyborem, ale na pozostałe pory roku? Jak najbardziej! :) Jego cena regularna przekracza co prawda 10 zł, ale w hebe często można go dorwać nawet za ok. 9 zł.
MYDŁO O'HERBAL - ELFA PHARM (ok. 4 zł)
Mydła ze zdjęcia wyżej używam do mycia twarzy i sprawdza się w tym celu idealnie! Jakiś czas temu pokazywałam Wam w poście z tej serii inne mydła tej firmy i były równie dobre. Tym razem mamy do wyboru kilka wersji z różnymi typami glinek. Moja to akurat zielona glinka i aloes, ale nawet w Rossmannie znajdziemy kilka innych wersji, tam też możemy dorwać te mydła taniej, sama kupiłam je za mniej niż 3 zł na promocji. Do tego kostka jest na prawdę spora, bo ma 100 g więc starczy na dłuuugo :)
MASECZKA POD OCZY I NA USTA ISANA (ok. 2 zł)
Tutaj mamy produkt za śmieszne wręcz pieniądze. Biorąc pod uwagę to, że składa się z 4 mini saszetek o pojemności 1,5 ml, otrzymujemy razem 6 ml. Tak więc praktycznie połowę standardowego kremu pod oczy! Czy więc 2 zł (a na promocji jeszcze mniej) nie jest super ceną!? :D Sama stosuję go właśnie jako zamiennik kremu pod oczy i w tej roli sprawdza się bardzo dobrze. A pojedyncza saszetka starcza na prawdę na długo! Producent informuje, że można stosować ten produkt także na usta, ale szczerze mówiąc nie próbowałam za bardzo takiego zastosowania.
ROZŚWIETLACZ - LOVELY (ok.11,40 zł - cena regularna, na promocji dużo taniej)
Powyższy produkt to tak kultowy produkt, że powinien się chyba pojawić w jednym z pierwszych postów z poleceniem tanich perełek :D Jednak sama mam go stosunkowo od niedawna, ale polubiłam się z nim od pierwszego użycia. Mój egzemplarz to odcień gold, czyli wersja do ciepłych karnacji. Na twarzy wygląda pięknie, daje ładny efekt glow, może nie do końca jest to 'tafla' jak dla mnie, bo ma on w sobie sporo drobinek. Nie jest to jednak efekt tandetnego brokatu. Myślę, że nie trzeba tu wiele o nim pisać, bo większość pewnie go ma, a co najmniej o nim słyszała. Na koniec dodam, że sama lubię też go używać w kąciku oka do rozświetlenia spojrzenia :)
Na koniec bardzo przyjemny kosmetyk do pielęgnacji dłoni. Moim zdaniem jest idealny na okres letni i dla niezbyt wymagających dłoni. Jest leciutki, szybko się wchłania, nie zostawiając po sobie warstwy, więc można od razu wracać do codziennych czynności. Do tego ma ładny - przynajmniej dla mnie zapach :) Jak na krem za 4 zł jest na prawdę wart uwagi.

Znacie któryś z przedstawionych dzisiaj przeze mnie kosmetyków?
Jak zwykle czekam też na Wasze polecenia tanich perełek, chętnie je wypróbuje :)
Czytaj dalej

Duet do letniej pielegnacji twarzy od Bielenda - płyn micelarny i hydro-esencja FRESH JUICE.


Jak wielokrotnie wspominałam marka Bielenda na dobre rozgościła się w mojej pielęgnacji. W ciągu ostatnich tygodni miałam okazję testować stosunkowo nową serię tej marki do pielęgnacji twarzy Fresh Juice. Dlatego dzisiaj przychodzę do Was z opinią na temat płynu micelarnego i esencji. Do wyboru mamy 3 wersje produktów z tej linii - pomarańczową (nawilżającą), limonkową (detoksykującą) oraz ananasową (rozświetlającą). Sama skusiłam się na dwie pierwsze tak aby móc poznać różne warianty. Jeśli jesteście ciekawe mojego zdania na ich temat zapraszam do czytania! :)
Zacznę od produktu, który nieco bardziej mnie ciekawił, czyli hydro-esencji. Muszę przyznać, ze byłam go ciekawa, ale z drugiej strony też nieco się go obawiałam, nie do końca wiedząc jak go stosować.
Zacznę od wyglądu opakowania - jak dla mnie jest genialne! Bardzo wakacyjne, estetyczne i dopasowane do samej serii ♥ Kosmetyk kupujemy w kartoniku na którym znajdziemy wszystkie niezbędne informacje odnośnie składu, stosowania itd. Nie jest on jednak zapakowany dodatkowo w folię, więc dla mnie drobny minus za to. Zwłaszcza, że moje opakowanie było podarte delikatnie, więc nieco obawiałam się, że ktoś się do niego 'dobierał' :P
Właściwe opakowanie to plastikowa buteleczka o pojemności 110 ml, tak więc spora. Jest to niemal 3 razy więcej niż w moim ukochanym serum z kwasem tej marki. Z drugiej strony mamy aż 8 miesięcy na stosowanie produktu, więc myślę, że każdy spokojnie zdąży go zużyć, o ile używa się go regularnie ;)
Coś do czego muszę się przyczepić to dozowanie produktu. Cóż nie jest zbyt wygodne, bo trochę trudno kontroluje się ilość wydobywanej esencji. Dodatkowo często zasycha ona przy aplikatorze i trzeba ją czyścić. Widziałam, że sporo osób zwracało na to uwagę, wiec chyba jednak nie jestem aż tak czepialska :D
Zapach kosmetyku jest mega przyjemny, chociaż nie jestem fanką cytrusów to ten na prawdę umila aplikację! Jest bardzo świeży - idealny na lato :) Konsystencja moim zdaniem jest nieco podobna do serum tej marki, które tak lubię. Może odrobinę rzadsza, ale ogólnie zbliżona, nie jest to typowa woda - jak początkowo myślałam.
Dzięki temu, że jest leciutka szybko się wchłania, chociaż jak przesadzimy z ilością to czuć ją na twarzy. Nawet przy małej ilości nie wchłania się do matu, jak zapewnia producent, dlatego też jak dla mnie odpada przy stosowaniu na dzień. Próbowałam ją tak stosować, ale przez nieco lepką (ale w żaden sposób nie przeszkadzającą wieczorem) warstewkę podkład z nią nie współgra. Stosowany na noc przynosi skórze odświeżenie po ciężkim dniu i ukojenie. Zauważyłam też, że pozwala utrzymać cerę w ryzach o ile jest ona w dobrym stanie. Przy drobnych niedoskonałościach, które już się pojawiły nie daje z nimi rady jak serum z kwasem.
Jak dla mnie jest to produkt idealny na lato, do stosowania solo dla osób niezbyt wymagających. U mnie się idealnie sprawdziła w takim  zastosowaniu, nie obciążając skóry. Wiem jednak, że przy wymagających cerach nie dałaby rady, wtedy już trzeba by wspomagać się innymi produktami :) Na zimę myślę, że nawet dla mnie byłaby niezbyt przydatna.
Płyn micelarny znajdujemy w 500 ml butelce, więc sporej pojemności - co jak dla mnie jest jak najbardziej na plus :) Opakowanie utrzymane jest w podobnym 'klimacie' co i w hydro-esencji. Nawet dozownik jest identyczny. Tu znowu mam pewne 'ale' co do niego, bo zauważyłam, że przy przechyleniu - mimo zamknięcia przecieka.. No ale nikt raczej nie przewozi takich butli np. na wakacje :D
Zapach tutaj przypomina mi sok pomarańczowy, znowu jest niezwykle przyjemny i świeży! :) Konsystencja - wiadomo jest typowo wodnista.
Nie jest to pierwszy płyn micelarny tej marki jaki miałam okazję stosować, miałam ich kilka i niemal każdy super się sprawdzał. Wiedziałam więc czego się spodziewać i się nie zawiodłam! :) Płyn świetnie radzi sobie z demakijażem - szybko i skutecznie zmywa podkład, puder, tusz, cienie, rozświetlacz i pomadkę, czyli mój podstawowy makijaż. Odbywa się to bez pocierania i podrażnień oczu. Nie zauważyłam jakiegoś dodatkowego działania nawilżającego, ale też na nie nie liczyłam. Płyn jest zdecydowanie warty wypróbowania, niezależnie od pory roku :)
Kosmetyki z serii fresh juice znajdziecie w Rossmannie, hebe i naturze. Płyn kosztuje w cenie regularnej ok. 17-19 zł, a esencja 26-30 zł. Warto jednak polować na nie na promocji, bo zwłaszcza płyn często można na niej kupić taniej :)
W ramach tej serii dodatkowo niedawno pojawił się krem i peeling, które z pewnością sama wypróbuję.

Miałyście już okazje wypróbować kosmetyki z tej serii? Jak u Was się sprawdziły?
Czytaj dalej

Zestaw do makijażu brwi od Wibo - eyebrow shaping kit SHAPE&DEFINE.


Moja przygoda z makijażem brwi rozpoczęła się od żeli do brwi, których miałam kilka - od wibo, lovely i essence. Do tej pory chętnie sięgam po tego typu produkty, kiedy nie chcę wykonywać pełnego makijażu, a jedynie podkreślić brwi i rzęsy. Nieco później od maskar do brwi sięgnęłam po zestawy cieni. Moim pierwszym był zestaw catrice, który super się u mnie sprawdził, więc na promocji w Rossmannie postanowiłam wypróbować podobny zestaw do makijażu brwi od wibo. Jak się sprawdził? O tym przeczytacie w dzisiejszym wpisie :)
Opakowanie to plastikowa 'kasetka', mam wrażenie, że nie jest zbyt solidna i nie przeżyła by spotkania z podłogą. Co na szczęście jeszcze nie miałam okazji tego sprawdzić :D Oprócz dwóch cieni znajduje się w niej pędzelek oraz pęseta.
Pędzelek jest co prawda dość miękki i trochę gruby, ale w jakichś kryzysowych sytuacjach myślę, że mógłby dać radę. Mógłby mieć dodatkowo na końcówce szczoteczkę do wyczesania nadmiaru produktu, jak np. u catrice, ale nie czepiajmy się szczegółów. Pęseta za to nie nadaje się moim zdaniem do niczego. Jest strasznie gruba i ciężko złapać nią włoski.
 W sprzedaży znajdziemy 2 warianty zestawów - nr 1 przeznaczony dla blondynek i nr 2 dla brunetek, czyli dla mnie :)
Jeśli chodzi o same cienie to w zestawie znajdziemy 2 odcienie - jaśniejszy i ciemniejszy. Na zdjęciu wyżej możecie zobaczyć jak się prezentują w cieniu i słońcu. Sama używam jedynie ciemniejszego koloru, który bardziej mi pasuje. Mam jednak wrażenie, że odcień mimo, że w opakowaniu jest szaro - brązowy i dość chłodny to po nałożeniu na skórę wpada w ciepłe tony. Na szczęście widać to dopiero przy przyjrzeniu się, więc nie musimy się aż tak obawiać naszego wyglądu :D Jednak uważam, że catrice pod względem koloru wygląda znacznie, znacznie lepiej. Jaśniejszy odcień już w opakowaniu jest znacznie cieplejszy, dla mnie nieco rudawy przez co mało praktyczny - nie jestem przekonana komu by mógł przypasować.
Warto dodać, że cienie są dość miękkie i niestety nie trzymają się dobrze pędzla, ale nieco osypują. Konieczne jest wyczesanie nadmiaru produktu po nałożeniu z brwi.
Na plus fakt, że raczej nie można zrobić sobie nimi krzywdy, a dodatkowo wyglądają całkiem naturalnie na brwiach :)
Zestaw do brwi wibo znajdziecie wyłącznie w Rossmannie w cenie 26,30 zł. Porównując je do catrice, który znajdziemy m.in. w naturze i hebe za ok. 17-19 zł w cenie regularnej znacznie lepiej wypada właśnie catice. Wibo nie dość, że droższe to jest także gorsze jakościowo. Zużyć zużyję, ale sama chętniej wrócę do produktu Catrice niż Wibo :)

Znacie ten zestaw? Jak go oceniacie?
Jakie produkty do brwi od siebie mi polecacie?
Czytaj dalej

Aktualna pielęgnacja twarzy - lato 2019.


Ostatni odcinek z serii dotyczącej mojej aktualnej pielęgnacji twarzy pojawił się wiosną (tutaj link), tak więc na kolejną - letnią odsłonę. Zwłaszcza, że od tej pory sporo się zmieniło i w sumie nie wiele kosmetyków pojawi się z poprzedniej odsłony.
Słowem wstępu napiszę, że latem moja cera nie jest zbyt wymagająca w porównaniu do zimy np. kiedy potrzebuję dodatkowo solidnej dawki nawilżenia, bo cera lubi być wysuszona. Latem ten problem nie występuję, za to cera lubi się przetłuszczać w strefie T, tak więc królują lekkie konsystencje i kosmetyki matujące czy oczyszczające. Jeśli jesteście ciekawe jak zmieniła się moja pielęgnacja to zapraszam do czytania! :)

PŁYN MICELARNY FRESH JUICE - BIELENDA
Pierwszym krokiem mojej wieczornej pielęgnacji jest zmycie makijażu, które na dobrą sprawę zazwyczaj ma miejsce już po południu jak wrócę z pracy :D Tym razem w tym celu służy mi płyn micelarny od Bielendy z nowej owocowej serii - fresh juice. Jak zwykle jestem bardzo zadowolona z płynu tej firmy, bo skutecznie i szybko usuwa makijaż. Nie podrażnia oczu, a aplikację umila przyjemny - pomarańczowy zapach ;) Myślę, że będę często wracać do tej serii, bo jest równie dobra jak ukochana linia Expert Czystej Skóry.

MYDŁO Z ZIELONĄ GLINKĄ I ALOESEM - ELFA PHARM
Kolejnym krokiem jest mycie twarzy, do którego już od jakiegoś czasu używam mydełek. Tym razem jednak skusiłam się na nie znane mi wcześniej mydełko O'herbal z glinką i aloesem. Miałam już kilka innych mydeł tej firmy i były świetne, a ta nowość spisuje się równie dobrze. Dodatkowo mam wrażenie, że jest nieco większe od starszych wersji, ale mogę się mylić.

NAWILŻAJĄCY TONIK DO TWARZY - VIANEK
Odkąd poznałam naturalne toniki Vianka jestem im wierna, bo zobaczyłam jak bardzo różnią się działaniem np. od tych Ziaji. Tamte w sumie tylko odświeżały cerę, a te dodatkowo widocznie ją nawilżają, przygotowując twarz do kolejnych etapów pielęgnacji. Mam jednak wrażenie, że na lato dla mojej cery lepszy byłby tonik z serii normalizującej. Ten z nawilżającej wydaje mi się momentami zbyt 'bogaty' dla mojej przetłuszczającej się cery.

ESENCJA FRESH JUICE - BIELENDA
KREM YOUR TIME IS GREEN - PERFECTA

Kolejno, zależnie od dnia sięgam po esencję Bielendy lub krem Perfecta. Czasami też zdarza mi się używać ich razem, ale szczerze mówiąc rzadko. Pierwszy z produktów ma leciutką konsystencję (bliską do tej w ukochanym serum z kwasem), szybko się wchłania i mam wrażenie, że utrzymuje cerę w ryzach. Latem jest w zupełności dla mnie wystarczający ;) Jeśli chodzi o krem to mam go od niedawna, ale jest równie przyjemny - chociaż konsystencja jest kremowa to jednocześnie także lekka. Ma genialny zapach - jakby cytrusowy, herbaciany, ale i odrobinę miętowy. Daje dobry efekt matu, więc często nakładam go także rano pod makijaż (według przeznaczenia producenta).
KREM POD OCZY I NA POWIEKI - OILLAN
MASECZKA NA OCZY I USTA - ISANA
Krem Oillan to chyba jeden z niewielu produktów w tym zestawieniu, który powtarza się z poprzedniego odcinka. Cóż nie była zbyt regularna w kremowaniu okolic oczu, jednak w ciągu ostatnich tygodni się to zmieniło i chyba nie było dnia bez użycia kremu! Tak więc Oillan jest już na wykończeniu i pewnie następnym razem zobaczycie coś nowego :) Nie mniej jednak jest bardzo dobry - odpowiednio (jak na moje potrzeby) nawilża delikatną okolicę oczu. Zdarzało mi się też zamiast tego produktu używać maski isana, która jest meeeega wydajna. U mnie jedna saszetka (stanowiąca 1/4) starczyła jakoś na nieco ponad tydzień (!). Jak na taką cenę też uważam, że jest godny uwagi.

PEELING POTRÓJNA SIŁA ZŁUSZCZANIA - PERFECTA
MIĘTOWY PEELING DO UST - HANIA BEAUTY
BALSAM DO UST - EOS
Tutaj zaczynają się już produkty, których nie używam codziennie, ale kilka razy w tygodniu - zależnie od potrzeb skóry. Po peeling Perfecta sięgam zazwyczaj przed nałożeniem masek, o których za chwilę. Jak na obietnicę potrójnego złuszczania jest nieco za słaby, niby coś robi, ale jak na moje potrzeby nie jest w 100% zadowalający.
Do pielęgnacji ust używam 2 produktów, pierwszym z nich jest peeling od Hani. Który jest szczególnie fajny właśnie na lato dzięki posiadaniu miętowego zapachu/smaku. W kwestii nakładania pomadek nadal jestem niezbyt regularna w lecie, niestety.. W ciepłych miesiącach moje usta nie są zbyt wymagające, więc nie czuję zbytniego przymusu stosowania tego typu produktów. Jednak jeśli to już następuje sięgam po waniliowy balsam eos, którego.. nie lubię :D

MASECZKI DO TWARZY - BIELENDA, PERFECTA
Oczyszczające maseczki są obowiązkowym punktem programu u mnie w lecie (ale i nie tylko). Tym razem taką maską jest Perfecta, całkiem przyjemna, chociaż bardziej doraźna niż długotrwała. Oprócz tego zawsze otwartą mam także drugą maskę o innym działaniu, często nawilżającym. Ale tym razem jest to odświeżająca maska Bielenda o zapachu ananasa. Uznałam, że lato to idealny okres na jej testowanie, jednak jeszcze nie wyrobiłam na jej temat opinii.

MASKI W PŁACHCIE, SASZETKI - BALEA, SEPHORA, PERFECTA, BEBEAUTY
Jak zawsze znajdą się też saszetki do jednorazowego wypróbowania. Z tego grona miałam już maski bebeauty i czarną peel off. Wszystkie były okej, ale bez szału :D

Tak prezentuje się moja pielęgnacja. Dużo, mało? Powiedziałabym standardowo jak na mnie, bo od lat mam stałe punkty pielęgnacji, zmieniam jedynie marki testując nowości :) Pisząc ten post uświadomiłam sobie, że sporo tutaj Bielendy - ale to raczej standardowe dla mnie i Perfecty - kosmetyki tej marki kupiłam w niskich cenach godnych wypróbowania. Wcześniej jakoś nie kusiła mnie ta marka.

Coś Was kusi? Coś znacie? O czymś chcecie przeczytać? - dajcie znać w komentarzach :)
W najbliższych dniach o sporej części produktów z tego posta będę pisać recenzję, więc dzisiejszy wpis jest niejako ich zapowiedzią :)
Czytaj dalej

Melonowy balsam do ciała Exotic Paradise, czyli nowość od Bielenda.


Bielenda wciąż zaskakuje nas nowościami, często będącymi całą linią produktów. Jedną z takich nowości jest seria Exotic Paradise wśród której znajdziemy balsamy do ciała, peelingi oraz olejki do kąpieli i pod prysznic. Do wyboru mamy kilka wersji w iście wakacyjnych zapachach: melon (nawilżający), papaja (regenerujący), figa (odżywczy) i pitaja (ujędrniający). Mój wybór zapachu był oczywisty, jeśli mnie odwiedzacie dłużej wiecie, że uwielbiam woń melona w kosmetykach :) Akurat potrzebowałam balsamu do ciała, więc skusiłam się właśnie na niego, ale i peelingi wyglądają bardzo kusząco i pewnie też będą moje. Aktualnie kończę powoli swój produkt z tej serii, więc uznałam, że warto o nim napisać. Zwłaszcza, że w poście z nowościami wiele z Was pisało, że jest ciekawe jak się sprawdza, a recenzji tej wakacyjnej serii Bielendy z tego co widziałam nie ma praktycznie wcale :D Tak więc zapraszam, być może komuś moja opinia się przyda!
Już sam wygląd serii Exotic Paradise krzyczy do nas niemal z półki. Jest bardzo oryginalny i letni - każda z wersji utrzymana jest w neonowej kolorystyce, która wyróżnia się w drogeriach. Opakowanie balsamu to miękka, plastikowa tubka o pojemności 250 ml, tak więc nieco większej niż standardowe 200 ml ;) Jest ona zakręcana, co dla mnie jest małym minusem, bo sama wolę jednak zamykania na zatrzask. Mogłabym się też przyczepić do białych napisów, które nie są jakoś super widoczne, ale to takie małe wady - do wybaczenia :D
 Zapach to coś co zdecydowanie wyróżnia ten balsam i jest jednym z jego największych atutów! Jest bardzo soczysty, świeży i wakacyjny ♥ Nie jest moim zdaniem sztuczny, fanki melona z pewnością będą zadowolone :) Warto też wspomnieć, że utrzymuje się na ciele i jest nawet wyczuwalny przez inne osoby w naszym otoczeniu.
Konsystencja z kolei nie wyróżnia się na dobrą sprawę niczym szczególnym, jest typowa dla balsamów. Jest lekka, powiedziałabym jogurtowa - łatwo się ją rozsmarowuje na ciele, nie smuży podczas nakładania. 
Po nałożeniu nie wchłania się może momentalnie, ale nie musimy też jakoś mega długo czekać na całkowite wchłonięcie. O ile oczywiście nie przesadzimy z ilością balsamu.. :D Zostawia on po sobie delikatną warstewkę, ale nie z tych tłustych, a 'ochronnych' dających uczucie nawilżenia. A jeśli już o nim mowa to muszę przyznać, że jeszcze następnego dnia rano czuć, że wieczorem stosowałyśmy balsam, więc całkiem fajnie. Skóra jest wygładzona i pachnąca, a przez to, że konsystencja nie jest jakaś typowo lekka i żelowa balsam nada się nawet na jesień, czy dla niezbyt wymagających na zimę :)
Minusem balsamu może być jego słaba dostępność. Na tą chwilę nie widziałam go w większych drogeriach typu Rossmann, czy Hebe (jeśli się mylę dajcie znać). Sama kupiłam go w drogerii Laboo za 17,90 zł. Ale widziałam je także w wispolu oraz drogeriach internetowych. Jeśli chodzi o ceny to regularne wahają się właśnie tak od 16 do 20 zł. 

Znacie już tą serię? Jakie zapachy w kosmetykach są Waszymi ulubionymi?
Czytaj dalej

Przegląd kulturalny - lipiec (2019). Oryginalny serial, nie odkryte perełki filmowe i ulubiona seria książek.


Od kilkunastu dni mamy sierpień, ale dzisiaj chciałam na chwilę wrócić jeszcze do ubiegłego miesiąca. Lipiec nie rozpieszczał nas pogodą, co sprzyjało spędzaniu wieczorów na oglądaniu filmów, czy seriali. Udało mi się też coś przeczytać, tak więc dzisiejszy - lipcowy przegląd kulturalny będzie dość różnorodny :) Jesteście ciekawi co przygotowałam? W takim razie zapraszam do czytania!

Muzyka
Ania Karwan - Słucham Cię w radiu co tydzień

George Ezra - Pretty Shining People

Daria Zawiałow - Hej Hej!


Filmy
https://www.filmweb.pl/film/Trzy+kroki+od+siebie-2019-814566
Trzy kroki od siebie
Życie chorej na mukowiscydozę Stelli ulega zmianie, gdy podczas pobytu w szpitali poznaje pacjenta Willa.
Na początek szeroko reklamowany film, na podstawie książki (której nie czytałam :D). Opowiadający o ciężkiej chorobie, więc jak lubicie takie historie to z pewnością będziecie zadowoleni! Mocno wzruszający na końcu, więc przygotujcie chusteczki :D Ogólnie ogląda się go na prawdę dobrze, chociaż mi osobiście nieco wadził Cole Sprouse jako Will, nie lubiłam się z nim po nie udanym ostatnim sezonie Riverdale. Ale mimo wszystko, wart polecenia! :)

https://www.filmweb.pl/film/Ca%C5%82e+szcz%C4%99%C5%9Bcie-2019-811697
Całe szczęście
W życie spokojnego muzyka z orkiestry symfonicznej, samotnie wychowującego 10-letniego syna niespodziewanie wbiega pełna energii popularna gwiazda fitness.
Jak wiecie lubię polskie produkcje i zazwyczaj jestem na bieżąco z nowościami, więc i tutaj obejrzałam film zaraz po tym jak pojawił się w internecie. Ale tym razem mam co do niego mieszane uczucia, mam wrażenie, że historia została przedstawiona w sposób jakoś mało przekonujący widza. Do tego fabuła jest raczej prosta i jednowątkowa, więc może przez to aż tak nie wciąga widza. Ogólnie całość oceniam jako 'może być' - jakoś specjalnie nie polecam, ale tragedii też nie ma :)

https://www.filmweb.pl/film/Ocali%C4%87+i+zgin%C4%85%C4%87-2018-808648
 Ocalić i zginąć
Franck jest jednym z najlepszych strażaków w Paryżu. Ma piękną żonę, spodziewają się bliźniąt, są szczęśliwi. Podczas jednej z interwencji gaszenia pożaru z poświęceniem ratuje kolegów, a sam wpada w pułapkę ognia. Kiedy budzi się w centrum leczenia oparzeń, uświadamia sobie, że jego twarz rozpłynęła się w płomieniach, a ciało nigdy nie będzie takie samo.
Nie znany film, który nie był chyba puszczany nawet w kinach, a okazał się prawdziwą perełką. Muszę przyznać, że odkrywanie takich pozycji (i ich polecanie) sprawia mi sporo radości! Nietypowa historia, momentami poruszająca wręcz widza, zapadająca w pamięci. Tak po krótce mogę określić ten film, jeśli lubicie dramaty oparte na realnych historiach to Wam polecam. Zdecydowanie wart uwagi i szczerszego rozpowszechnienia! :)

https://www.filmweb.pl/film/S%C5%82aba+p%C5%82e%C4%87-2015-744056
Słaba płeć?
Po wyrzuceniu z pracy Zośka postanawia zemścić się na szefie oraz znaleść miłość.
Na początku nie byłam przekonana do tego filmu, ale jednak ostatecznie oglądało mi się go całkiem przyjemnie. Chociaż nie jest to z pewnością najlepsza polska produkcja jaką widziałam. Jest dość przewidywalna, momentami trochę nie realna, ale na luźny wieczór całkiem okej :) Nie jest to nic nowego, ale jeśli lubicie polskie komedie romantyczne to jest szansa, że Was zadowoli.
 
https://www.filmweb.pl/film/Rodzina+od+zaraz-2018-808971
Rodzina od zaraz
Małżeństwo decyduje się na powiększenie rodziny poprzez adopcję trójki dzieci. 
Na koniec przypadkowo odkryta perełka - obejrzałam go dzięki pojawieniu się go na liście moich rekomendacji na filmweb. Muszę przyznać, że dzięki temu nie raz na prawdę możemy znaleść coś ciekawego, to jedna z wielu rzeczy za które lubię ten serwis. A wracając do filmu - jest prosty, a jednocześnie życiowy.. Potrafił mnie w wielu momentach rozbawić, ale i wzruszyć. Może być fajną propozycją na rodzinny seans. Podsumowując zdecydowanie polecam, zwłaszcza, że moim zdaniem jeszcze nie jest tak znany :)

Seriale
https://www.filmweb.pl/serial/Las-2017-788868
Las
W ardeńskiej wiosce dochodzi do zaginięcia 16-latki. Kapitanowi policji i miejscowej funkcjonariuszce pomaga tajemnicza samotniczka.
Kryminał z całkiem nieźle rozwijającą się fabułą i niezłym klimatem, jednak jakoś nie skupił mojej uwagi w 100%. Oglądało się go niby okej, ale szczerze mówiąc momentami mnie już nużył. Jednak wiem, że wiele osób go poleca, więc jest duża szansa, że spodoba Wam się bardziej!

https://www.filmweb.pl/serial/Bodyguard-2018-801128
Bodyguard
Weteran wojny w Afganistanie zostaje osobistym ochroniarzem brytyjskiej minister spraw wewnętrznych. Agent nie podziela jednak poglądów pani minister.
Tutaj produkcja na którą zdecydowanie warto zwrócić uwagę! Mimo, że czytając opis sama nie byłam totalnie do niej przekonana i byłam pewna, że skończy się na 1 odcinku. Jednak pierwszy odcinek totalnie mnie wciągnął już od pierwszych minut, co zdarzyło mi się w sumie po raz pierwszy! Ostatni odcinek też był genialny, chociaż wiem, że tu opinie są podzielone. Ogólnie 1 i 6 odcinek są najlepsze w całym sezonie, pozostałe ot przyjemne, ale kilka rzeczy mnie nieco rozczarowało :D Nie będę jednak tu nic zdradzać, ale całość oceniam pozytywnie. Jest to coś całkowicie innego, czego jeszcze nie było jeśli chodzi o fabułę. Świetnie dobrano też aktora do głównej roli - genialnie spisywał się i jako 'bezuczuciowy' ochroniarz i jako żołnierz ze zmienioną psychiką po misji. 

Oprócz powyższych seriali udało mi się też obejrzeć 2 sezon serialu pod powierzchnią, który został udostępniony wcześniej niż będzie miało to miejsce w tv. Ogólnie nadal ogląda się go całkiem fajnie, chociaż mam wrażenie, że już będą robić z tego niekończącą się telenowelę.. :D  

Książki
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4878941/umorzenie
Umorzenie
Udało mi się także dokończyć kolejną książkę z serii z Joanną Chyłką od R. Mroza. Nie żebym ją męczyła, bo znowu mi się bardzo podobała, po prostu miałam od niej przerwę ze względu na inne obowiązki. Mróz znowu zaskakuje - zarówno historią 'prawniczą' jaką zajmuje się główna bohaterka serii jak i losami głównych bohaterów. Na końcu znowu mamy niespodziewany obrót akcji, który sprawia, że nie możemy doczekać się kolejnego tomu! ♥ I to w tej serii jest genialne, że mimo tylu tomów, autor wciąż nas zaskakuje i sprawia, że za każdym razem nie możemy doczekać się kontynuacji! Ponownie bardzo polecam, nie tylko umorzenie, ale całą serię! :D

Znacie coś z moich propozycji? Coś Was zaciekawiło?
Co od siebie mi polecacie? - Chętnie obejrzę coś z Waszego polecenia :)
Czytaj dalej

Nowa wersja peelingu do ciała od Lirene - minerały morskie.


Peelingi Lirene nie są dla mnie jakąś nowością, bo do tej pory miałam kilka ich wersji - grejpfrutową, żurawinową, brzoskwioniową i mango. Co więcej bardzo je lubię, a pierwsza z wymienionych wersji była moją ulubioną i nawet pisałam o niej osobną recenzję (tutaj) 3 lata temu (!). Była ulubioną, bo ostatnio zauważyłam, że 'starych', znanych mi wersji nie ma już na półkach, a pojawiły się nowe wersje - kawowa, mango i morska. Mój wybór wersji był niemal oczywisty - skusiłam się na 'morskie minerały'. Uznałam, że warto odświeżyć nieco recenzję tych peelingów i przy okazji napisać jak nowa wersja peelingu solnego wypada na tle tych starych :) Także jeśli jesteście ciekawe mojego zdania na temat tych nowości to zapraszam do czytania!
Pierwszą zauważalną zmianą jest nowy wygląd peelingu. Wcześniej opakowanie było białe z grafiką przedstawiającą dany zapach. Teraz jest bardziej kolorowo - całość jest w kolorystyce dopasowanej do konkretnej wersji. Samo opakowanie w sumie nie uległo zmianie - nadal jest to miękka tubka o pojemności 200 g zamykana na klik, więc bardzo wygodnie :) 
Zapach jest czymś nowym, bo w poprzednich wersjach nie znalazłyśmy mojej wersji - minerały morskie. Jak niejednokrotnie wspomniałam bardzo lubię takie wonie w kosmetykach latem, ale tutaj nieco zostałam rozczarowana. Zapach jest co prawda morski, ale bardziej perfumowany, jakby nieco mydlany. Nie jest to do końca morska woń jaką lubię, ale też nie jest jakaś zła, bardzo możliwe, że trochę się czepiam :D
Konsystencja jest znowu podobna do tej w starych wersjach. Jest dość gęsta z mnóstwem zatopionych drobinek, które robią robotę. Co prawda tym razem jest to peeling solny, a nie cukrowy jak w poprzednich wersjach jakie miałam, ale nadal daję radę. Mam wrażenie, że drobinki rozpuszczają się nieco szybciej niż te cukrowe, ale zanim to zrobią jestem w stanie wykonać konkretny masaż. Na plus to, że mnie nie podrażniły, ani nie piekły przy jakichś rankach, co często zdarza się przy tym typie produktów :) Skóra po użyciu peelingu jest wygładzona, odświeżona i delikatnie nawilżona. Warto zwrócić właśnie uwagę na delikatny film jaki zostawia, który nie jest w żaden sposób tłusty, ale właśnie taki przyjemny - delikatnie nawilżający. Dzięki niemu możemy sobie nawet darować balsamowanie :)
Cena peelingu w wersji minerały morskie to ok. 19 zł. Warto zwrócić uwagę na to, że teraz cena zależy od konkretnej wersji zapachowej, mango jest za ok. 17 zł, a kawa za ok. 20 zł. Wcześniej nie było różnic i wydaje mi się, że były one nieco tańsze.. Oczywiście można je znaleść nieco taniej, nawet ostatnio widziałam je w Rossmannie za 11 zł. 
Ogólnie nie zaważyłam, żeby wraz ze zmianą wersji zmieniłoby się i działanie produktu - nadal są to świetne, konkretne zdzieraki jak lubię! :) Jednak nie ukrywam, że będzie mi brakowało np. wersji grejpfrutowej, którą tak lubiłam.

Znacie peelingi tej marki - w nowej lub jeszcze starej wersji? :)
Jakie peelingi do ciała same możecie mi polecić? 
Czytaj dalej

Nowości w mojej kosmetyczce - czerwiec, lipiec. Bielenda, Garnier, Bebeauty, Isana, Elfa Pharm i inni.


Lipiec dobiega końca i po raz kolejny ciężko mi uwierzyć jak (i kiedy) to się stało.. Chyba częściowo przez rozpoczęcie pracy dni, a wraz z nimi też wakacje mijają mi jak szalone. Zanim się obejrzymy pewnie skończy się lato, dlatego korzystajmy z niego w jak największym stopniu! :) 
Tym razem przychodzę do Was z bardzo przyjemnym i luźnym postem z nowościami kosmetycznymi. Z czasem pewnie pojawią się recenzje kosmetyków z dzisiejszego wpisu, więc niejako jest on ich zapowiedzią :) Jeśli jesteście ciekawe co kupiłam i czy zmieściłam się w moim limicie 50 zł to zapraszam do czytania.
Czerwcowe nowości rozpocznę od zakupów, które uzupełniły braki w mojej łazience. Potrzebowałam przede wszystkim nowego szamponu do włosów, więc korzystając z okazji postanowiłam wypróbować ten z Elfa Pharm (12,50 zł), który polecała mi Natalia. Już wylądował on w ulubieńcach, więc jak się domyślacie i mi przypadł do gustu :) Dodatkowo skusiłam się na balsam do ciała (17,90 zł), czyli stosunkową nowość od Bielendy. Do wyboru było kilka wersji, ale ja jako fanka melona skusiłam się właśnie na niego. W Rossmannie kupiłam mydełko do twarzy O'Herbal z aloesem i glinką (2,79 zł).
Jeszcze w czerwcu skusiłam się na antyperspirant LSS. Pamiętałam, że Natalia kilkukrotnie go polecała, więc mimo, że nie przepadam za taką formą dezodorantów to postanowiłam się skusić. Kosztował 5 zł w hebe, więc i ten fakt przekonał mnie do zakupu. Na tym produkcie kończą się moje zakupy czerwcowe, reszta produktów ze zdjęcia to już lipcowe zakupy. Przy okazji spożywczych zakupów zobaczyłam na promocji w biedronce maseczki, więc uznałam, że to fajna okazja na wypróbowanie nowej kokosowej wersji. Dobrałam do niej wiśniową, która najbardziej mi odpowiadała z tych starszych wariantów. Za jedną sztukę wychodziło tylko 1,29 zł. Z kolei w Rossmannie natrafiłam na promocję na żele isana i tym sposobem trafiła do mnie wersja kwiatowa (3,19 zł).
Kolejne nowości to morski żel pod prysznic z biedronki (2,99 zł), który bardzo lubię i praktycznie co lato kupuję. W Rossmannie z kolei skusiłam się na ulubiony zmywacz Isana (3,99 zł) oraz krem Perfecta w cenie na do widzenia (8,29 zł).
Przy okazji innej wizyty udało mi się dorwać ananasową maseczkę do twarzy Bielenda. Ponownie znalazłam ją w cenie na do widzenia (7,99 zł), więc super okazja! :) Kupiłam także kolejną wersję olejku Alterra (19,99 zł) z myślą o olejowaniu włosów. Uwielbiam ich oleje w tej roli, a jako, że ostatni się skończył to musiałam uzupełnić braki :)
W Biedronce skusiłam się na melonową mgiełkę do ciała (9,99 zł). Jak wspominałam w poście z serii #Blogerkipolecaja miałam podobną wersję z hebe, więc teraz chciałam sprawdzić, czy rzeczywiście się one od siebie nie różnią. Pod koniec miesiąca Hebe skusiło mnie obniżkami na produkty Garniera. Miałam ochotę na stosunkowo nowy peeling morelowy (11,99 zł), którym kusiła Justyna oraz maskę do włosów w wersji z owocami Goji (14,99 zł). Została ona okrzyknięta najlepszą wersją z serii Hair Food więc jestem ciekawa czy sprawdzi się u mnie lepiej niż papaja :)
Na sam koniec zostawiłam paczkę od Rudej, która jak zawsze nie zapomniała o moim małym święcie ♥ W urodzinowym prezencie znalazło się i coś z pielęgnacji i z kolorówki. Kornelia jak zawsze postanowiła spełnić też kilka chciejstw z mojej wish listy, jak maska Bielenda, peeling Dove i pomadka NYX. Wszystko jest wspaniałe - jeszcze raz dziękuję za miłą niespodziankę! ♥

Na koniec standardowo podsumowanie.. W czerwcu przybyło mi wydałam 38,19 zł, a w lipcu 85,99 zł. Tak więc pierwszym z tych miesięcy poszło mi bardzo dobrze, bo zmieściłam się w limicie 50 zł i to ze sporą rezerwą! W lipcu było 'nieco' gorzej, ale jako, że jest to 'mój' miesiąc to nie kontrolowałam się zbytnio ;) Tak więc.. nie żałuję! :D

Znacie coś z tego grona? Jak u Was się sprawdziło?
Czegoś jesteście szczególnie ciekawi?
Czytaj dalej

Etykiety

#Blogerkipolecaja 4 pory roku AA Alterra alverde anatomicals avon Balea Balmi balsam do ciała balsam do ust Barwa bebeauty bell Bi-es Bielenda Biolove Biotaniqe buna catrice celia ciało cienie do brwi delia denko Dermedic dermena dm Dr.Konopka's ecocera efektima elfa-pharm eos esencja essence Eveline Evree Fa Farmona film Flormar Garnier gliss kur Golden Rose Green Pharmacy hean Himalaya hity roku Holika holika Ingrid Isana Jantar Joanna Kallos kobo kolastyna kolorówka korektor pod oczy kosmetyczne premiery kosmetyczni ulubieńcy krem bb krem cc krem do rąk krem do twarzy krem pod oczy książki kulturalne podsumowanie roku L'biotica La Rive lakier do paznokci lemax lifestyle Lirene liście manuka Loreal lovely Luksja Makeup Revolution makijaż Marion mariza maseczka do twarzy maseczki w płachcie maska/odżywka do włosów masło do ciała Maxfactor Maybelline mini recenzje miss sporty Miya miyo mus do ciała muzyka my secret mydło do ciała i włosów Nacomi naklejki wodne Natura Estonica naturalnie Neutrogena niekosmetyczni ulubieńcy nivea nowości oceania odżywka do paznokci Oillan olej do włosów olejek do twarzy Organic shop Organique organizacja oriflame Originals Palmolive paznokcie peeling peeling do rąk peeling do skóry głowy peeling do twarzy perfecta Petal Fresh pianka do twarzy pianka pod prysznic pielegnacja pielęgnacja pielęgnacja twarzy planet spa płyn micelarny podkład podróże pomadka promocja na kolorówkę w Rossmannie promocja na pielęgnacje twarzy w Rossmannie prywatnie Przegląd kulturalny przegląd marki puder Rimmel Rival de Loop rosyjskie kosmetyki bani agafii Sally Hansen Seche Vite selfie project serial serum skarpetki złuszczające soraya Stara Mydlarnia Sylveco szampon tag tanie kosmetyki Tatry tołpa tonik top coat treaclemoon tusz do rzęs Tutti Frutti twarz Ulubione blogi usta Venus Vianek Vipera wcierka wibo wieczorna pielęgnacja wishlista włosy wygląd bloga wyjazdowa kosmetyczka wzorki na paznokciach Yves Rocher zagraniczne kosmetyki ziaja żel aloesowy żel do brwi żel pod prysznic
me & my passions © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka