4 urodziny bloga + TAG: 20 przypadkowych faktów o mnie! :)

Heeeej! :)
Jak wiecie jestem aktualnie na wakacjach, a post jaki właśnie czytacie zaplanowałam i opublikował się (mam nadzieje :D) automatycznie. Mimo wyjazdu chciałam, żeby się pojawił akurat dzisiaj, bo i okazja jest specjalna.. Mój blog obchodzi 4 urodziny - już od tylu lat jestem z Wami! :) Niesamowicie się cieszę, bo nie spodziewałam się zakładając go, że to miejsce będzie istniało, aż przez tak długi czas. Z tego miejsca dziękuję wszystkim, którzy regularnie mnie odwiedzają i komentują moje wpisy :) Szczególnie tym, którzy są ze mną od samego początku. To wszystko niesamowicie cieszy! :)
Z tej właśnie okazji postanowiłam dodatkowo napisać dla Was kilka faktów o mnie. Rzadko pojawia się tutaj prywata, dlatego postanowiłam to zmienić :) Na początek zapraszam Was na TAG 20 przypadkowych faktów o mnie. Jakiś czas temu był on dość popularny w różnej ilości faktów, ja postawiłam na 20 - żeby Was nie zanudzić na siłę wymyślanymi faktami i żeby wpis nie był zbyt długi. Nie przedłużając zapraszam! :)

1. Nigdy nie lubiłam mówić o sobie, wręcz nienawidziłam tego.. --> Chyba dlatego ten 'tag' pojawia się tak późno na moim blogu :D
2. Od czasów gimnazjum myślałam o studiach związanych z medycyną typu farmacja itp. Ostatecznie wybrałam kierunek techniczny i jak dobrze pójdzie za ok. 2 lata będę panią inżynier :D Czy żałuje wyboru? Na razie nie.
3. Należę do tej grupy kobiet, które od zakupów ubrań znacznie bardziej wolą kupować kosmetyki.
4. Nie lubię jak ktoś robi mi zdjęcia, znacznie bardziej wolę stać po drugiej stronie obiektywu. Nigdy też nie spotkacie mnie robiącej sobie selfie :D
5. Jestem najmłodsza z trójki rodzeństwa z którym bardzo dobrze się dogaduję i cieszę się, że je mam :)
6. Od kilku lat co wakacje (i nie tylko) pokonuję różne trasy rowerowe z moim bratem. Rower to moja ulubiona forma aktywności. W wakacyjne wieczory bardzo często można spotkać mnie właśnie na rowerze :)
7. Tutaj fakt w nawiązaniu do poprzedniego punktu.. W tym roku mocno wkręciłyśmy się w geocatching i opencatching.
8. Jestem strasznie sentymentalna, trudno mi chociażby wyrzucić jakąś rzecz, bo zawsze myślę 'jeszcze mi się przyda' :D
9. W ludziach najbardziej nienawidzę takiej obłudy i dwulicowości, bycia 'przyjacielem' gdy tylko jest się danej osobie potrzebnym (potrzebnej?). Myślę, że wiecie o co mi chodzi.. Dlatego wolę mieć garstkę wiernych przyjaciół, niż masę fałszywych.
10. Brzydzę się ślimaków, robaków, żab i innych oślizgłych stworów.
11. Od morza zdecydowanie bardziej wolę góry - najpiękniejsze miejsce na świecie! Nawet w czasie gdy zapewne czytacie ten wpis tam jestem :)
12. Nie piję za wiele kawy - tzn. rzadko mi się to zdarza, nie jestem typowym 'kawoszem'.
13. Za to jestem typową kociarą i nie wyobrażam już sobie nie mieć w domu kota :D
14. Od seriali znacznie bardziej wolę filmy, bo nie wciągają i nie zabierają, aż tyle czasu :D Chociaż seriale też oglądam --> od lat oglądam te same 'klasyki', ale ostatnio dołożyłam kilka nowości do swojej listy.
15. Uważam się raczej za zorganizowaną osobę - nie lubię odkładać czegoś 'na potem'. Chociaż nie raz zdarza mi się robić coś na ostatnią chwilę :)
16. Jestem typem domatora - lubię spędzać czas ze sobą na oglądaniu filmu, czytaniu książek itp.
17. W przeciwieństwie do wielu osób lubię się pakować :D
18. O ile manicure bardzo lubię robić, to już pedicure przeciwnie.
19. Już od kilku lat noszę okulary ;)
20. Nie lubię zakupów w dużych centrach handlowych, zazwyczaj moja wizyta tam trwa kilka minut - wchodzę, kupuję co zaplanowałam, wychodzę :D Nie chodzę 'pochodzić zobaczyć co jest w sklepach', bo już po godzinie czuje się mega zmęczona..

To wszystko - mam nadzieje, że dowiedzieliście się o mnie czegoś nowego i Was nie zanudziłam :)
Będzie mi bardzo miło jak oprócz/zamiast gratulacji odniesiecie się do jakiegoś faktu, albo napiszecie kilka swoich :) Chciałabym i ja czegoś się o Was dowiedzieć! :)


Ps. Na komentarze jak już wspominałam w ostatnim poście odpowiem po powrocie.

Czytaj dalej

Moja wyjazdowa (minimalistyczna) kosmetyczka. Co zabieram ze sobą na wakacje?

Heeeej :)
Nadszedł w końcu dzień 'urlopu' - jutro wyjeżdżam w nasze piękne polskie góry! :) W związku z tym postanowiłam dzisiaj pokazać Wam w szybkim poście moją wyjazdową kosmetyczkę. 
Jak widzicie już po tytule nie będzie tego wiele, ograniczyłam się do niezbędnego minimum i w kilku przypadkach do próbek. W końcu jadę nie na długo - cztery dni w ciągu których chcę wypocząć i pozwiedzać :) Na testowanie będzie czas w domu :D Nie przedłużając - zaczynamy! :)
Tak prezentuje się całość. Kilka produktów przeleje do mniejszych opakowań, jednej rzeczy też brakuje, ale wszystko zaraz napiszę dokładniej.. :)
Produktów do twarzy biorę chyba z pielęgnacji najwięcej :D Do demakijażu będzie mi służył micelek bebeauty i mydełko Equilibra, którym myje twarz na co dzień. Brakuje go na zdjęciu, ale robiłam je kilka dni przed pakowaniem, o płatkach też zapomniałam.. :D Do tego obowiązkowo krem na dzień i serum Bielendy - w razie pogorszenia stanu mojej cery. Akurat go przeleje do malutkiego opakowania, bo nie ma sensu brać szklanej buteleczki..
Do pielęgnacji ciała i włosów biorę tylko jeden pełnowymiarowy produkt - żel Fa. Pachnie iście wakacyjnie i ma niewielką butelkę więc będzie idealny na wyjazd. W kwestii pielęgnacji włosów postawiłam na próbki, akurat miałam taką ilość jakiej potrzebuje na te kilka dni. Balsamu też biorę dwie saszetki, ale i tak w sumie nie wiem czy je wykorzystam ;)
Do ochrony oczywiście niezbędna Rexona. Do tego mgiełka Balea cudownie, arbuzowo pachnąca - ją przeleję też chyba do mniejszego opakowania :)
Z kolorówki same podstawowe kosmetyki - podkład z Celii, który bardzo lubię, puder KOBO, tusz Lovely i żel do brwi essence. W sumie nie wiem nawet czy będę wszystkiego używać :D

To tyle, mam nadzieje, że niczego nie zapomniałam :D Nie pokazywałam Wam oczywistych rzeczy jak pasta, szczoteczka itp. :)
W czasie mojego wyjazdu pojawi się jeden zaplanowany wpis. Na komentarze odpowiem po powrocie i odezwę się pewnie też ostatniego dnia sierpnia, albo na początku września.

Jak u Was z urlopem - już po, czy może jeszcze przed? Co zabieracie na swoje wakacyjne wyjazdy, podobną ilość czy znacznie więcej? Może o czymś zapomniałam? - czekam na Wasze komentarze, a sama lecę się pakować :)

Ps. Dajcie też znać, czy byłybyście zainteresowane małą relacją z mojego wyjazdu :)
Czytaj dalej

Maska - lifting do twarzy, czyli maseczka tonizująca Banii Agafii.

Heeeej! :)
Czy tylko mi ostatnie dwa miesiące minęły w mgnieniu oka!?  Lato trwa zdecydowanie zbyt krótko i czas strasznie szybko upływa podczas niego.. Plusem jest dla mnie to, że coraz bliżej już do mojego wakacyjnego wyjazdu :) Ale to za kilka dni, póki co przychodzę do Was z kolejnym ciekawym produktem, o którym chciałam napisać kilka słów..

Rosyjskie produkty Bani Agafii już na dobre zagościły w blogosferze. Sama miałam już kilka z ich saszetek.. O ile do produktów do włosów w tych niewielkich opakowaniach podchodzę z rezerwą to maseczki zdążyłam już polubić :) Odkąd je spotkałam kupuję je non stop, zmieniając tylko wersję. Dzisiaj właśnie chciałam Wam napisać o kolejnej - trzeciej już wersji, jaką miałam okazję wypróbować. Mowa o masce - liftingu do twarzy, tonizującej. 
Maseczka znajduje się w charakterystycznej już dla Banii Agafii saszetce. Jest ona zakręcana i ma pojemność 100 ml. Lubię takie rozwiązania - bez problemu możemy dozować potrzebną nam ilość produktu i nic nam nie zastyga. Mamy pewność, że zużyjemy produkt do końca ;)
Sama grafika cieszy oko, nie wiem jak Wam ale mi ich opakowania niesamowicie się podobają! :)  Kolor i rysunki roślinek na opakowaniu są uzależnione od tego jaką wersję posiadamy. 
Zapach jest przyjemny, bardzo delikatny - jak dla mnie pachnie białą herbatą :) Jeśli chodzi o konsystencję to jest ona kremowa. Na pokrycie całej twarzy wystarczy na prawdę niewielka ilość maseczki, dlatego też jest ona niesamowicie wydajna. Mam ją chyba jeszcze od zimy/wiosny jakoś.
Muszę przyznać, że nigdy nie byłam przekona do takich kremowych maseczek. Zwłaszcza do tych, które miały się wchłaniać, a ich nadmiar zbieramy wacikiem. Taaa... u mnie jakoś nigdy to nie działało, bo zostawiały taki tłusty film podczas ich spłukiwania. Nasza bohaterka na szczęście należy do tych zmywalnych i nie ma z tą czynnością najmniejszych problemów :) Po jej użyciu skóra jest mięciutka, nawilżona i jakby rzeczywiście bardziej napięta. Chociaż przyznaję, że potrzebowałam czasu, żeby ją docenić, bo po kilku pierwszych użyciach nie zrobiła na mnie wrażenia. Producent mówi też o wyrównaniu kolorytu twarzy - tutaj trudno mi stwierdzić, czy rzeczywiście to robi. Bowiem u mnie to 'zadanie' wykonuje serum Bielendy :) 
Kolejna jej zaleta to naturalny skład i świetna cena - kupiłam ją za bodajże 6,50. Dostępność ich też jest już coraz lepsza - można je dorwać w mniejszych drogeriach, sklepach z naturalnymi kosmetykami, czy w galeriach. Sama na pewno skuszę się na inne wersje :)
 Znacie ją? Może miałyście inne rodzaje tych maseczek - jak u Was się sprawdziły? :)
Czytaj dalej

Kultowe produkty do brwi, Essence i Wibo. Który wybrać? - porównanie.

Heeeej :)
Dzisiaj chciałam napisać Wam o dwóch żelach do brwi, których używałam w ciągu ostatnich miesięcy. Z wibo jest to moje drugie opakowanie, a essence używałam w ciągu ostatnich tygodni bardzo często. Jako, że teraz mam u siebie obydwa produkty postanowiłam zrobić ich małe porównanie :) Jeśli jesteście ciekawe jak wypadły u mnie oba produkty - zapraszam dalej! :)
Oba produkty znajdują się w poręcznych opakowaniach o prostej minimalistycznej grafice. Na produkcie oprócz nazwy znajdziemy kilka słów od producenta oraz informacje o pojemnościach żeli. W wypadku wibo jest to 6 g, a essence tylko 3,8 g - więc prawie dwa razy mniej..
 Jeśli chodzi o kolory to w ofercie wibo mamy dostępny tylko jeden, dość uniwersalny. Większości osób z ciemniejszymi włosami powinien pasować, nie wiem tylko jak w wypadku blondynek.. Dodatkowo, żel ten posiada małe drobinki, na szczoteczce je widać, ale na brwiach już przynajmniej u mnie nie ma po nich śladu. Więc wcale mi one nie przeszkadzają. 
Firma essence za to wprowadziła na rynek już dwa kolory żeli. Ja mam ciemniejszy - 02 browny brows, 01 będzie idealny dla blondynek zapewne ;)
Oba żele różnią się też szczoteczką w wypadku essence jest ona mała i bardzo wygodna - umożliwia dokładne pomalowanie brwi. Nabiera idealną ilość produktu. Natomiast wibo ma ją znacznie dłuższą i wymaga większej wprawy. Na początku użytkowania często nabiera zbyt dużo produktu i jego nadmiar trzeba jakoś zbierać.. Często też maluje obszary poza brwiami niestety i trzeba radzić sobie patyczkami itp. Po kilku tygodniach użytkowania już jest dużo lepiej ;) 
Oba produkty nadają sie do delikatnego podkreślenia brwi. Z tym, że wibo daje lepszy efekt - odrobinę mocniejszy, więc może być stosowany solo. U essence jest to raczej delikatne podkreślenie, wielbicielki mocniejszych brwi - mogą być zawiedzione.. Tutaj przyda się dodatkowo cień :)
Oba produkty dostaniecie w podobnej cenie ok. 10 zł, z tym, że essence trudniej dorwać :) Dostępność: wibo - Rossmannn, essence - m.in. hebe.
Zaletami wibo jest na pewno fajne naturalne podkreślenie brwi i to, że możemy stosować ten produkt solo. Wadami dla części osób mogą być złote drobinki (mi akurat nie przeszkadzają). Za to trochę trochę denerwuje mnie szczoteczka - trzeba poświęcić trochę czasu, żeby uzyskać fajny efekt na obu brwiach identyczny. 

Największą zaletą essence jest na pewno mała precyzyjna szczoteczka i większa ilość odcieni. Szybciej się też z nią współpracuje - nie wymaga tyle czasu. Za to daje słabszy, delikatniejszy efekt i ma malutką pojemność :)
Trudno zdecydować, który produkt jest lepszy - zależy czego oczekujemy :) Ja oba produkty lubię, chociaż każdy z nich ma wady.
Dodam na koniec, że essence często jest porównywana do żelu do brwi z Benefit-u. Natomiast lovely wypuściło jakiś czas temu bardzo podobny żel do wibo, tyle że z małą szczoteczką (jak u essence). Do tego tam mamy dwa kolory do wyboru, więc myślę, że kilka wad będziemy miały wyeliminowanych :) 

Znacie, któryś z tych żeli? Czego Wy używacie do podkreślenia brwi? :)

Czytaj dalej

PaznokciowyMIX, czyli co ostatnio gościło na moich paznokciach (2).

Heeej :)
O ile posty z prezentacją danego lakieru jeszcze w miarę regularnie się pojawiają to ze zdobieniami jest już ciężej.. Nie wiem, czy pamiętacie jak ponad rok temu rozpoczęłam serię 'paznokciowyMIX' ze zdobieniami, które ostatnio gościły na moich paznokciach. Pierwszą część znajdziecie tutaj. Dzisiaj po kilkunastu miesiącach przychodzę do Was z 2 częścią.. W końcu lepiej późno niż wcale :D Co prawda z żadnego z tych zdobień nie jestem stuprocentowo zadowolona, ale jakbym chciała dodawać same udane zdobienia to musielibyście czekać pewnie kolejny rok :D Najstarsze zdobienie jest i tak z lutego, więc sporo czekało.. Zaczynamy! :)
1. Tęczowy gradient
Zainspirowana tęczowymi hybrydami chciałam zrobić coś podobnego, ale zwykłymi lakierami. Nie do końca wyszło jak chciałam, bo przejścia nie są takie ładne i są słabo widoczne niekiedy.. No, ale przynajmniej wiem co zrobiłam źle :D
2. Niebieskie trójkąty
Zdobienie z którego jestem chyba najbardziej zadowolona, chociaż nie jest idealnie, bo chociażby trójkąty wyszły nierówno. Ale jakby się nie przyglądał tylko z daleka oglądał mani, wyglądało nawet jako-tako! :D Na pewno zdobienie rzucało się w oczy i będę do niego wracać (poprawiając błędy), bo nie zabiera dużo czasu i wygląda efektownie.
3. Romantyczne różyczki
Tutaj z lewej ręki jestem w miarę zadowolona (mimo, że top coat rozmazał trochę zdobienie), z prawej już nie do końca. Ale wzorek robiłam ręcznie więc wiadomo, że prawa dłoń nigdy nie wyjdzie jak lewa :)
4. Delikatna koronka
Minimalistyczne, szybkie zdobienie robione ręcznie :) Zdjęcia lewej ręki nawet nie robiłam, bo wyjątkowo się nie udała :D  Top coat niestety zaczyna już mi bomblować, więc pewnie pójdzie do wymiany.
5. Azteckie neonowe mani
Na koniec wyjątkowo nieudane zdobienie zastanawiałam się nawet czy go wstawiać.. Ale szczerze mówiąc chciałam już opublikować ten post, a nie czekać kolejny miesiąc aż coś zmaluje. O ile palec środkowy wyszedł jeszcze jako tako, to serdeczny jest totalną klapą. Nie potrzebnie dodawałam drugą warstwę tam do zdobienia. Wyjątkowo źle nosiło mi się to nieudane mani :D

To już wszystko :) Które mani najbardziej wpadło Wam w oko? Czekam na Wasze opinie, chociaż wiem, że dzisiejsza piątka nie zachwyca :D


Czytaj dalej

Żele Balea z letniej limitki 2016 - moje pierwsze wrażenia.

Heeeej :)
Kilka dni temu mogłyście zobaczyć w moich ostatnich nowościach żele pod prysznic Balea z letniej limitki. Bardzo ucieszyłam się, że będę miała okazję poznać wszystkie warianty zapachowe tych żeli, gdy wygrałam je w rozdaniu. Pomyślałam, że będzie też to idealna okazja na podzielenie się moimi wrażeniami z Wami :) Zwłaszcza, że nie spotkałam się raczej na blogach z takimi opiniami o tej limitce.. W marcu już pisałam Wam o zimowej edycji żeli --> tutaj.  Jeśli jesteście ciekawi co myślę o teraźniejszej edycji limitowanej i czy przebiła ona moją ulubioną jak dotychczas - zimową to zapraszam dalej :)
Szata graficzna jest jak zawsze przepiękna! Odzwierciedla zapachy kryjące się w opakowaniach :) W kwestii działania --> żele dobrze myją i nie wysuszają jakoś szczególnie mojej skóry (ale sama nigdy nie miałam z tym problemu).
W skrócie - robią co mają robić, ale za co najbardziej lubię te niemieckie żele to zapachy! :) Więc może od razu przejdę do nich.. Tym razem Balea połączyła w swojej limitce kwiatowo-owocowe wonie, podobnie zresztą jak w zimowej edycji.
Zacznę od żelu, który udało mi się już zdenkować.. MEERES - RAUSCHEN to połączenie limonki i mięty. Wiem, że identyczne połączenie wypuściła kilka lat temu Isana.. Mi nie udało się wtedy kupić tych żeli, ale kilka dziewczyn robiło nawet zapasy tych żeli. Bardzo możliwe, więc że ten zapach spodobałby się większości z Was :) Dla mnie był on przyjemny - pobudzający i orzeźwiający, idealny na letnie upały (chociaż pogoda w tym roku nie rozpieszcza). Trudno wyczuć było która woń dominuje - raz bardziej czułam mięte, a raz limonkę :D
ABENTEUER - LUST - brzoskwinia i lilia wodna, czyli chyba najsłabsze jak dla mnie ogniwo z całej trójki. Na pierwszy plan wysuwa się brzoskwinia w tej wersji, ale nie jest to zapach taki oczywisty i czysty. Z tyłu przebijają się zaraz kwiaty - ogólnie zapach jest słodkawy i mi osobiście kojarzy mi się z płynami do płukania. Kilka osób wyczuwa w nim też woń cytrusów. Jest przyjemny, ale jednak bez większego szału.
Na koniec chyba mój ulubiony wariant INSEL - TRAUM, czyli połączenie marakui i frezji. Zdecydowanie tutaj dominuje owoc marakui, ale frezja dodaje mu delikatności. Połączenie pachnie na prawdę pięknie - z jednej strony orzeźwiająco, a z drugiej tak świeżo. Najbardziej z limitki polecam Wam właśnie ten żel - w Polsce trudno znaleźć żel z marakują, a co dopiero z dodatkiem kwiatowym :)
Podsumowując cieszę się, że mogłam wypróbować kolejną limitkę Balea.. Mimo, że nie była aż tak udana jak zimowa to myślę, że warto się na nią skusić ze względu na oryginalne połączenia zapachowe :)

Przy okazji widziałyście zapowiedz kolejnej limitki? W sumie już jest chyba w sprzedaży, bo widziałam ją na kanałach dziewczyn na yt..

Zapowiada się mega słodko! :D Chociaż nie przepadam za słodkimi woniami to mega jestem ich ciekawa. U nas raczej na próżno szukać żelu o zapachu waty cukrowej, czy balsamu o zapachu lodów :D

Znacie żele z letniej edycji Balea? Który najbardziej Was zaciekawił? :)
Czytaj dalej

Nowości w mojej kosmetyczce - czerwiec, lipiec.

Heeej :) 
Witam Was w ten długi weekend sierpniowy. Jestem ciekawa jak go spędzacie - odpoczywacie w domu, czy jesteście może gdzieś na urlopie? :) Sama wyjeżdżam za dwa tygodnie i niesamowicie się cieszę, chociaż to tylko kilka dni :)
Dzisiaj postawiłam na całkowicie luźny wpis.. Co miesiąc na zmianę publikuję dla Was nowości kosmetyczne, albo denko dwumiesięczne. Tym razem (co prawda w połowie sierpnia, ale lepiej późno niż wcale :D) czas podsumować co wpadło do mojej kosmetyczki w czerwcu i lipcu (i po części w sierpniu). Nie przedłużając zapraszam Was do zapoznania z moimi nowościami jeśli jesteście ich ciekawe, a jest kilka perełek wśród nich! :)
Na początek spora paczka z poczatku lipca - wygrana w rozdaniu u Cathy. W niej same wspaniałości - m.in. Balea i żele z letniej limitki, które chciałam bardzo wypróbować, podobnie jak i mgiełkę arbuzową ♥ Do tego zestaw z perfumami incandessence, którymi kusiła mnie Monia, a mi jakoś nie było po drodze z zamówieniem ich z Avon-u. Teraz w końcu je mam :D Do tego jeszcze mamy lakiery i moją ulubioną maseczkę rosyjską. Jeszcze raz dziękuje Kasi za wspaniałą paczkę! :)
Tu mamy przesyłkę z sierpnia co prawda, ale o wygranej dowiedziałam się w lipcu, więc postanowiłam zamieścić ją tutaj. Jej zawartość to zasługa Frambuesy - najbardziej ciekawi mnie mydełko, ale też cieszę się z pędzelka do cieni, bo był na mojej wish liście ;) Tusz Rimmel po pierwszym teście zapowiada się bardzo fajnie. Ale całość jest wspaniała - dziękuje jeszcze raz! :*
Na zdjęci wyżej widzicie paczkę - niespodziankę urodzinową od Fabrycznej. W przesyłce znalazłam cudownie pachnące mydełko BBW ♥ i żel Neutogeny, który mocno mnie ciekawił :) Do tego coś do makijażu - paletka KOBO w 'bezpiecznych' odcieniach (idealnych dla mnie :D) oraz lakier i pomadka ze stosunkowo nowej firmy dostępnej w Naturze. Wszystko jest cudowne - dziękuje jeszcze raz :*
Urodzinową przesyłkę - niespodziankę dostałam także od Rudej, zmówiły się chyba i obie paczki przyszły w jednym dniu :D Kornelia jak zwykle spełniła kilka moich chciejstw, czyli żel Fa, peeling Nacomi  i tonik Evree. Oprócz tego dostałam krem tołpa, który mnie zainteresował i kosmetyki Gliss kur - chciałam je swego czasu wypróbować. Do tego w paczce znalazło się pięknie pachnące mydełko, maseczki, trochę kolorówki i coś słodkiego :) Dziękuje kochana :*

Najbardziej i tak ucieszyła mnie pamięć dziewczyn i życzenia! :) Chociaż wiadomo, że i paczki sprawiły wiele radości ^^
 Tutaj mamy czerwcowe zakupy na dzień dziecka (kiedy to było!? :D), czyli szampon 'nalewka ziołowa' (w sumie to w ciągu dwóch miesięcy kupiłam 2 buteleczki, ale nie robiłam już kolejnego zdjęcia), który bardzo chciałam wypróbować oraz glinkę niebieską z peelingiem. Dodatkowo w GR wypatrzyłam ładny chabrowy lakier z serii color expert, którą bardzo lubię :)
W czerwcu w biedronce na obniżce były żele, więc skusiłam się na nowość bebeauty - to nic, że w zapasie mam jeszcze sporo żeli :D Pięknie pachnie, ogólnie ta seria jest łudząco podobna do limitki zimowej Balea, więc warto wypróbować jeśli nie macie dostępu do niemieckich żeli. Do tego w hebe skusiłam się na kolejną buteleczkę ukochanego serum Bielendy. W naturze już w minionym miesiącu kupiłam stosunkowo nowy peeling Lirene :)
Dwie maski Kallosa - jagodową do wypróbowania kupiłam na poczatku czerwca, a bananowego ulubieńca już w lipcu :)
Do fluidu z Celii (którego miałam i miło wspominałam) powróciłam jak tylko zobaczyłam go stacjonarnie. Do tego trochę przypadkowo znalazła się u mnie kredka do ust z matowej serii GR o numerku 8. Będzie idealna na jesień/zimę, już ją pokochałam :)
Przy okazji biedronkowych zakupów do koszyka wpadła Rexona, kupiona '2 w cenie 1', druga jest u mamy. Do zwyczajnych japonek dołączone były lakiery GR, ja wybrałam te z niebieskim lakierem. Już miałam go na paznokciach - wygląda pięknie. Mam wrażenie, że szybko go zużyje :D

Było tego trochę jak na 2,5 miesiąca w sumie, ale część z tych kosmetyków już zużyłam :) W ciągu najbliższych tygodni planuję zakupy po-urodzinowe. Mam nadzieje, że uda mi się kupić kilka kosmetyków z mojej wish listy :D

Coś Was zainteresowało szczególnie, czegoś jesteście ciekawi? :) 
Czytaj dalej

Nawilżenie i zmatowienie - czy to możliwe? Krem do twarzy, Eveline hydra impact.

Heeej :)
Lato to czas kiedy praktycznie rezygnuję z makijażu, a maluję się jedynie na wieczorne wyjścia. Rano zamiast podkładu nakładałam jedynie sam krem. Nie wiem jak Wy, ale ja w wakacyjne, ciepłe miesiące stawiam na coś matującego. Tym razem powróciłam do kremu z Eveline, który w czasach gimnazjum bodajże podkradałam swojej siostrze :D Teraz mogłam sama dokładniej go przetestować i po ponad miesiącu używania mogę Wam co nieco o nim opowiedzieć :) Jeśli ciekawi Was, czy obietnice producenta czyli zmatowienie i nawilżenie zostały spełnione zapraszam dalej.
Nasz kosmetyk kupujemy w papierowym białym kartoniku z zielono-srebrnymi elementami. Całość prezentuje się bardzo przyjemnie dla oka :) Po otworzeniu kartonu naszym oczom ukazuje się plastikowy, matowy słoiczek w kolorystyce identycznej, jak na pudełku. Jego pojemność to 50 ml.
Po odkręceniu zakrętki mamy sreberko, co daje nam pewność, że nikt wcześniej nie otwierał naszego kremu. Lubie takie rozwiązania :) Zapach kosmetyku jest delikatny i świeży - nie kojarzy się z niczym konkretnym, ale jest przyjemny. Idealny na lato, bo w tym czasie nie lubię jakichś mocnych, intensywnych zapachów.
Jego konsystencja jest żelowo - kremowa. W opakowaniu trochę zbita, ale w kontakcie ze skórą ładnie się rozprowadza i szybko wchłania. Krem zawiera filtry uv i nie zawiera parabenów, dodatkowo producent informuje, że jest idealny dla skóry tłustej, czy mieszanej - zapowiada się bardzo fajnie :) A jak było?
Krem rzeczywiście ładnie matuje cerę na kilka godzin. Aplikując go rano do południa cieszyłam się matową i gładką cerą. Po południu zaczynałam się świecić w strefie T, więc moim zdaniem taki wynik jak na gorące dni nie jest zły :) Kilka razy zdarzyło mi się użyć go pod makijaż i też całkiem fajnie spisywał się jako baza. W trakcie jego stosowania nie miałam problemów ze suchymi skórkami, więc nawilżenie też dawał zadowalające. Może nie tak mocne jak w typowo nawilżających kremach, ale byłam zadowolona z takiego działania. Dodatkowo zauważyłam, że rzeczywiście delikatnie zwęża pory..
Jak dla mnie jest to krem godny wypróbowania, sama pewnie będę do niego wracać jeszcze, bo polubiłyśmy się :) Zwłaszcza, że nie jest drogi - sama kupiłam go na promocji w hebe za ok. 10 zł. W cenie regularnej dorwiecie go za ok. 13 zł. Z dostępnością nie powinno być problemu, znajdziecie go np. w Rossmannie, czy jak wspominałam hebe. Nie wiem tylko jak wygląda sprawa ze składem, ale skoro nie wyrządził mi żadnej krzywdy - wręcz przeciwnie to nie widzę powodów, żeby go nie stosować :)

Znacie ten krem? Może macie swojego ulubieńca w tej kategorii? - chętnie poznam Wasze typy :)

Czytaj dalej

Kosmetyczni ulubieńcy lata (2016)

Heeeej :)
Na dzisiejszą niedzielę przygotowałam dla Was całkiem przyjemny wpis, który zresztą sama bardzo lubię czytać :) Mowa o sezonowych kosmetycznych ulubieńcach, w których w końcu pokazuję same perełki! Tym razem czas na letnią edycję, wszakże lato już w pełni. Jeśli jesteście ciekawi jakie kosmetyki szczególnie spodobały mi się w ostatnim czasie to zapraszam dalej :)
Tak prezentuje się całość, musicie mi wybaczyć trochę nieostre zdjęcie, ale aparat nieco się buntował.. Teraz czas opowiedzieć o każdym z ulubieńców po kolei :)
Na początek kosmetyki, które część z Was może kojarzyć, bo już przewijały się przez bloga.. O grejpfrutowym peelingu, czyli nowości od Lirene pisałam nie tak dawno tutaj. Bardzo polubiłam go za porządne działanie, a jak wiecie jestem dość wybredna w tej kwestii :D Do tego ma on piękny, świeży zapach grejpfrutowy - idealny na lato. Nawet to, że za samym owocem nie przepadam nie przeszkodziło mu w tym, żeby znalazł się w tym gronie :)
Kolejny produkt, który widzicie nie po raz pierwszy, czyli szampon Bani Agafii 'ziołowa nalewka'. Pełną recenzję znajdziecie pod tym linkiem. W skrócie - świetnie oczyszcza moje włosy i delikatnie je pielęgnuje. Nawet gdy zdarza mi się nie nałożyć po nim odżywki to moje niesforne włosy prezentują się dobrze i ładnie błyszczą. Zresztą jak wiecie jestem fanką ziołowych szamponów, wiec nawet sls-y w nim mi nie straszne. Na zdjęciach widzicie już drugą butelkę tego szamponu :)
Było coś do włosów, coś pod prysznic teraz czas na twarz.. :D Od dawna chwalę sobie rosyjskie naturalne maseczki, czy glinki. Tutaj mamy wersję z błękitną glinką peelingującą, która świetnie oczyszcza cerę i daję uczucie takiego zmatowienia i głębokiego oczyszczenia. Lubię ją za to, nawet mimo tego, że trzeba poświęcić więcej czasu na jej przygotowanie.
Latem odstawiam perfumy na rzecz mgiełek.Tą ze zdjęcia mam już od jakiegoś czasu, ale właśnie podczas ostatnich tygodni najbardziej intensywnie jej używałam. Lubię ją za świeży zapach melona i odświeżenie jakie daje. Dostawałam nawet nieraz pytania czego używałam, bo tak ładnie pachnie :D Mgiełki z tej serii dostaniecie w hebe, gdzie jest wiele wariantów do wyboru m.in. z owocami leśnymi, mango, czy kwiatem wiśni.
Z kolorówki chciałam wspomnieć o tuszu Lovely, który pozytywnie mnie zaskoczył. Dostałam go od siostry do wypróbowania i wykończenia i jestem z niego naprawdę zadowolona. Mimo dużej tradycyjnej szczoteczki jakiej nie lubię pięknie rozdzielał i wydłużał rzęsy dając efekt firanek. Nie wiem jak sprawdzałby się od samego początku użytkowania jakby był bardziej mokry, ale cieszę się, że go poznałam całkiem przypadkowo :)
Podczas wakacyjnego okresu najczęściej stawiam na pastelowe kolory na moich paznockciach. Tutaj prym wiódł mój zdecydowany fioletowy ulubieniec - miss sporty clubbing color o numerze 190 (na paznokciach możecie zobaczyć go w akcji tutaj). O idealnym różowym lakierze wibo extreme nails 181 też pisałam tutaj. Ostatni z ulubieńców, który nie miał (jeszcze :D) premiery na blogu to miss selene 258, czyli piękny niebiesko-miętowy lakier idealnie prezentujący się z opaloną skórą :)

Tym razem nie miałam większego problemu z wyborem kosmetycznych perełek. Mogłam dodać jeszcze do tego zestawienia wodę oliwkową Ziaji, ale chyba pojawiła się ona już w tej serii, więc sobie darowałam :D

Znacie któregoś z moich ulubieńców? Jakie kosmetyki ostatnio szczególnie przypadły Wam do gustu?

Miłej niedzieli! :)
Czytaj dalej

Etykiety

4 pory roku AA Alterra alverde anatomicals avon Balea Balmi balsam do ciała balsam do ust Barwa bebeauty bell Bielenda Biolove catrice celia ciało denko dm efektima elfa-pharm eos essence Eveline Evree Farmona film Flormar Garnier gliss kur Golden Rose Green Pharmacy Himalaya hity roku Isana Joanna Kallos kobo kolastyna kolorówka kosmetyczne premiery kosmetyczni ulubieńcy krem bb krem cc krem do rąk krem do twarzy krem pod oczy książki kulturalne podsumowanie roku L'biotica lakier do paznokci lemax lifestyle Lirene liście manuka lovely makijaż Marion mariza maseczka do twarzy maseczki w płachcie maska/odżywka do włosów masło do ciała Maxfactor Maybelline mini recenzje miss sporty miyo mus do ciała muzyka my secret mydło do ciała i włosów Nacomi naklejki wodne naturalnie Neutrogena niekosmetyczni ulubieńcy nivea nowości oceania odżywka do paznokci olejek do twarzy Organic shop Organique organizacja Palmolive paznokcie peeling peeling do rąk peeling do skóry głowy peeling do twarzy perfecta pianka do twarzy pianka pod prysznic pielęgnacja pielęgnacja twarzy planet spa płyn micelarny podkład podróże pomadka promocja na kolorówkę w Rossmannie prywatnie Przegląd kulturalny puder Rimmel Rival de Loop rosyjskie kosmetyki bani agafii Sally Hansen Seche Vite serial serum skarpetki złuszczające soraya Stara Mydlarnia Sylveco szampon tag tanie kosmetyki Tatry tołpa tonik treaclemoon Tutti Frutti twarz Ulubione blogi usta Vipera wcierka wibo wieczorna pielęgnacja wishlista włosy wygląd bloga wyjazdowa kosmetyczka wzorki na paznokciach Yves Rocher zagraniczne kosmetyki ziaja żel do brwi żel pod prysznic
me & my passions © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka