Przegląd kulturalny - marzec, kwiecień (2019). Świąteczne filmy, dobry serial od Netflixa i dalsza część zachwytów nad serią książek.


Pod koniec kwietnia przychodzę do Was z dwumiesięcznym przeglądem kulturalnym. W marcu nie nazbierało się wiele pozycji do pokazania, ale w kwietniu już tak. Nadrabiałam między innymi polskie produkcje - w tym te świąteczne, udało mi się też obejrzeć ciekawy serial Netfilxa i przeczytać kolejne tomy Chyłki Remigiusza Mroza. Jeśli jesteście ciekawi co dokładniej dla Was mam to zapraszam do czytania :) Być może znajdziecie coś ciekawego do obejrzenia na weekend majowy, bo pogoda póki co jest średnia.. :D

Muzyka
Kygo - I see you

Calvin Harris, Rag'n'Bone Man - Giant

Stephen Puth - Sexual Vibes

Linia Nocna - Hulajnogi

Muzycznie królowały głównie typowo radiowe, znane hity jak I see you, Giant i Sexual Vibes. Oprócz tego bardzo wpadła mi w ucho polska piosenka Hulajnogi - mało znana nowość wpadająca u ucho :)

Serial
Ruchome piaski
W prywatnej szkole średniej dochodzi do strzelaniny. Podczas procesu uczennicy Mai Norberg wychodzą na jaw sekrety dotyczące feralnego dnia, a także jej relacji z Sebastianem Fagermanem i jego dysfunkcyjną rodziną.
Stosunkowo nowa, jeszcze mało znana produkcja netflixa. Według filmwebu to thriller, a według mnie też serial psychologicznych, będący studium uczuć postaci. Zaczyna się on masakrą w szkole, a w dalszych odcinkach dzięki licznym retrospekcjom i wspomnieniom dowiadujemy się co na prawdę się wydarzyło. Dużo tutaj takich 'chorych' relacji między bohaterami. Całość bardzo fajnie zrobiona, z dobrym nieco mrocznym klimatem, plus też za nieznane postacie - dla mnie całkiem dobrze zagrane. Jeśli lubicie seriale z tajemnicą, fajnym klimatem to ten może Wam się spodobać. Warto też wspomnieć, że ma on zaledwie 6 odcinków, więc jeśli jesteście fanami krótkich seriali jak ja to ruchome piaski są pozycją wręcz obowiązkową! :D

Filmy
https://www.filmweb.pl/film/Planeta+Singli+2-2018-804915
Planeta singli 2
Związek Ani i Tomka przeżywa kryzys, bo oboje mają względem siebie inne zamiary. Tymczasem na horyzoncie pojawia się zakochany w dziewczynie milioner.
Bez wątpienia 2 część Planety pozostaje w tyle względem 1, która bardzo mi się podobała. Tej jednak czegoś zabrakło, chociaż całość oglądało się całkiem przyjemnie :) Jeśli jesteście fanką pierwszej części produkcji to myślę, że warto obejrzeć i tą, zwłaszcza jeśli lubicie polskie kino tak samo jak ja :D

Powieść Henry'ego
Samotna matka, podążając za instrukcjami pamiętnika swojego genialnego syna, próbuje uratować dziewczynkę przed złym ojczymem.
Film, który był dość wysoko na liście moich rekomendacji na filmwebie, miał dobre oceny i ogólnie zapowiadał się na prawdę dobrze. A wyszło tak sobie.. Sama fabuła z jednej strony jest super - fajny pomysł, co prawda kolejny o genialnym dziecku, ale do połowy jest na prawdę ciekawy ;) W drugiej niestety już trochę taki naciągany moim zdaniem. Zamysł był niezły, ale dla mnie czegoś zabrakło, podobnie jak wyżej przyjemna produkcja, ale.. mogło być lepiej! :D

https://www.filmweb.pl/film/Wynajmij+sobie+ch%C5%82opaka-2019-827130
Wynajmij sobie chłopaka
Licealista tworzy aplikację, dzięki której można go wynająć na różne uroczystości.
Tą pozycję nazwałabym typową propozycją od netflixa skierowaną raczej do młodszego grona osób. Mamy prostą, 'szkolną' historię, aktorzy już też się powtarzają z innych filmów netfilxa.. Ale ogólnie jest spoko - luźny, nie wymagając film na wieczór, jeśli szukacie czegoś takiego i nie nastawiacie się na nic wielkiego to może być dobrym wyborem :)

https://www.filmweb.pl/film/Mi%C5%82o%C5%9B%C4%87+jest+wszystkim-2018-796753
Miłość jest wszystkim
Po przybyciu Św. Mikołaja mieszkańcy doznają miłosnych wzlotów i upadków.
Kolejna świąteczna propozycja, tutaj akurat byłam jej mniej ciekawa.. Nie nastawiałam się na nic szałowego, a o dziwo spodobała mi się bardziej niż 2 część Planety singli! Widać w niej spore podobieństwo do Listów do M, bo mamy kilka historii różnych osób, które się przeplatają tak, że każdy znajdzie coś dla siebie ;) Do tego ma ona na prawdę fajny klimat, który można poczuć nawet w kwietniu :DD Myślę, że na zimę tym bardziej będzie idealna - mnie samą bardzo zaskoczyła i Wam także ją polecam :)

https://www.filmweb.pl/film/Teraz+albo+nigdy-2018-810070
Teraz albo nigdy
Pracownica supermarketu wymyśla historię swojego życia, by udowodnić, że w dużej korporacji dadzą sobie radę również osoby bez wykształcenia.
Tutaj z kolei mamy film jakich wiele, niczym się on nie wyróżnia - taki typowy przeciętniak. Ani nie jest dla mnie paździerzem, ani też nie zasługuje zbytnio na uwagę. Być może to po części dlatego, że nie utożsamiam się do końca z całą fabułą filmu. Czy obejrzeć? Zdecydujecie sami :D

https://www.filmweb.pl/film/Konw%C3%B3j-2016-754545
Konwój
Dyrektor więzienia ściga doświadczonego strażnika do transportu groźnego więźnia. Wkrótce dowiaduje się, że nieoczekiwanie w skład ekipy konwojentów wszedł też jego zięć.
Kolejna świetna polska produkcja, ale zupełnie inna od tych przedstawionych wcześniej! Opowiada m.in o tym, czy więzień zasługuje na drugą szansę i 'nowe' życie. Został super zrobiony, na wysokim poziomie, z fajnym 'cięższym' klimatem i dobrym pomysłem na fabułę. Mam wrażenie, że jeszcze czegoś takiego u nas nie było! Fajne jest też to, że cała fabuła nie jest podoba na tacy od razu, ale rozwija się z każdą minutą filmu. Na prawdę Wam polecam, chociaż jest to trochę męski film, myślę że można spokojnie oglądać z chłopakiem, mężem czy baratem. Ba! Im może się nawet bardziej spodobać niż Wam :D

Książki

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4822167/testamenthttp://lubimyczytac.pl/ksiazka/4860112/kontratyp
Testament i Kontratyp - Remigiusz Mróz
W kolejnych tomach Chyłki Mróz znowu wodzi czytelnika za nos, ponownie jest dużo zwrotów akcji i zaskoczeń. Szczególnie w 8 tomie - Kontratyp jest sporo niespodzianek, a samo zakończenie szczególnie mnie zaskoczyło, bo tego akurat się nie spodziewałam. Cała akcja jest bardzo bogata - sporo wątków, z początku trudnych do powiązania. Dla niektórych wyprawa Annapurnę może być nieco abstrakcyjna - czytałam takie opinie, ale mi znowu aż tak to nie przeszkadzało. Fajne w książkach Mroza jest to, że jest sporo odwołań do obecnych czasów i światu chociażby polskiej kultury - dużo nawiązań do świata muzyki, czy youtube :) Podsumowując Mróz znowu mnie nie zawiódł i obie książki są godne polecenia, a kontratyp trafił u mnie na listę ulubionych powieści :D

Znacie którąś z moich propozycji? 
Jakie książki lub filmy od siebie możecie mi polecić? :)
Czytaj dalej

Serum nawadniające Hydra In - Dermedic.


Produkty Dermedic z serii Hydra In chodziły za mną od dłuższego czasu. Kilka lat temu bardzo chwalone było serum nawadniające, które od tego czasu widniało na mojej chciejliście. Teraz z kolei bardziej popularny stał się krem, który ma swoich zwolenników jak i przeciwników. Wiem bowiem, że u kilku osób się nie sprawdził, ze względu na zapychanie skóry. Do serum podeszłam więc z pewną obawą, ale i ciekawością - jak się sprawdziło? O tym w dzisiejszym poście ;)
Serum kupujemy w kartoniku z informacjami na temat produktu, których nie znajdziemy już na właściwym opakowaniu, czyli buteleczce. Jest ona niebieska, wykonana z grubego szkła. Jest ona wyposażona w pipetę, która umożliwia higieniczne dozowanie produktu i pozwala kontrolować jego ilość :)
Konsystencja jest płynna, mi przypomina nieco mleczko, tylko w takiej rozwodnionej formie. Zapach jest delikatny, ale i nieco sztuczny moim zdaniem. Z jednej strony jest świeży i jakby nieco ogórkowy, ale z drugiej zalatuje jak dla mnie klejem :D Tutaj więc nie do końca mnie zadowolił.
Do pokrycia całej twarzy wystarczają 2-3 pipety, mimo to pojemność 30 ml starczyła mi na dość długo. Moje początki z tym kosmetykiem nie były zbyt udane, stosowany solo zostawiał lepką warstwę, która praktycznie się nie wchłaniała. Jak wiecie nie przepadam za wszelkimi tłustymi warstwami, a tutaj twarz się dość konkretnie lepiła.. Na szczęście po pewnym czasie przeczytałam o stosowaniu na twarz popsikaną tonikiem i tutaj rzeczywiście sprawdza się moim zdaniem dużo lepiej! Nadal nie wchłania się 'do 0' ale jest dużo, dużo lepiej :) Mimo to zawsze stosowałam go na noc, bo jednak na dzień wolę produkty, które szybko się wchłaniają nie zostawiając jakiejkolwiek warstwy.
Jeśli chodzi o efekty to cera po użyciu wieczorem serum rano była gładka i widocznie nawodniona. Było widać, że produkt coś robi, jednak było to jak dla mnie bardziej nawodnienie, niż nawilżenie. Na dłuższą metę musiałam i tak wspomagać się kremem Bielenda, bo serum nie radziło sobie z suchymi skórkami.
Jeśli chodzi o ceny to wahają się one od 32 zł do 40 zł. Czy warto wydać taką kwotę? Czy ja wiem, chyba nie.. Nie jest to produkt, który zachwyciłby mnie swoim działaniem, znam dużo lepszych produktów. Jeśli macie na niego ochotę to szukałabym go na promocji :) Co do dostępności to tutaj też jest trochę słabo, bo nie wiem czy jest dostępny gdzieś stacjonarnie. Możliwe, że w hebe, bo tam widziałam na pewno krem z tej serii. W drogeriach internetowych i aptekach spokojnie jest do zdobycia :)

Znacie ten produkt? Jak sprawdził się u Was?
Czytaj dalej

Kosmetyczne premiery, czyli co nowego czeka na nas w drogeriach? - maj 2019.


W minionymi miesiącu zapomniałam o wpisie dotyczącym nadchodzących nowości kosmetycznych, jednak teraz naprawiam swój błąd i przychodzę do Was z premierami już majowymi. Wiem, że wiele osób lubi czytać takie wpisy, więc wiele osób pewnie ucieszy się z tego postu :)
W nawiasach przy większości produktów zamieściłam orientacyjne ceny.
Zacznę od Bielendy, czyli dość standardowo - w końcu co to byłby za przegląd bez nowości tej marki :D Do linii Botanic Spa o dość przyjemnym składzie dołączy linia do włosów składająca się z maski (ok.28 zł), odżywki (ok.20 zł) i szamponu (ok. 24 zł). Oprócz serii do włosów zniszczonych i farbowanych ze zdjęcia dostępna będzie także linia do włosów przetłuszczających się z kozieradką i tatarakiem.
Jakiś czas temu masła i mleczka ze wspomnianej naturalnej linii były w cenie na do widzenia, jak się okazuje zastąpią je wersje konopie i figa oraz aloes i opuncja figowa. Masło będzie można kupić za ok. 24 zł, a mleczko za ok. 28 zł.
Ciekawa i z pewnością przyciągająca wzrok jest seria ujędrniająco - wygładzająca z efektem optycznej korekty ciała. W jej skład wchodzi serum (ok.23 zł), koncentrat (ok.24 zł) i żel (ok. 23 zł), którego akurat nie ma na kolażu. Perfecta z kolei postawiła na nowe peelingi do ciała (ok. 13 zł) inspirowane koreańską pielęgnacją. Z tej serii widziałam też na instagramie maseczki, ale sama w sklepach ich jeszcze nie dostrzegłam.
Seria no problem Perfecty ma zastąpić chyba Time is green, którą widziałam jakiś czas temu w cenie na do widzenia. Asortyment zastępczyni, będzie podobny, chociaż chyba nieco bardziej rozbudowany, bo składa się z serum - kremu na noc, matującego kremu na dzień, glinowej pasty do mycia twarzy, peelingu, toniku, matującego serum i chyba płynu micelarnego.
Z produktów typowo dostępnych w rossmannie pojawią się: kapsułki z witaminą C, E i retinolem, nowa - kwiatowa wersja żeli pod prysznic (tym razem jakoś średnio kusząca dla mnie) i całkowita nowość - kula do kąpieli (ok. 7 zł).
Najbardziej kuszące jak dla mnie są chyba nowości Alterra - nawilżające mleczko do ciała (ok. 12 zł) i krem na noc (ok.20 zł). Kolejna z marek dostępnych jedynie w rossmannie - selfie project wypuści w maju nowe maski - rękawiczki z ciekawymi motywami. Mnie akurat taka forma pielęgnacji dłoni średnio przekonuje, ale fajnie, że marka rozszerza swój asortyment poza pielęgnacje twarzy :)

Eveline jest kolejną marką z serią 'bio', tym razem mamy naturalne kremy do twarzy (ok. 20 zł). Składowo na pewno szału nie ma, ale miałam kilka kremów do twarzy tej marki jakiś czas temu i z każdego byłam zadowolona. Jestem ciekawa jak byłoby teraz, więc myślę, że skuszę się na którąś z tych wersji :)
Kolejne nowości do twarzy to plastry pod oczy (ok. 10 zł), oczyszczająca maska bąblująca (ok. 17 zł) i hydro - żel dotleniający (ok. 26 zł) od Lirene. W ofercie under 20 pojawią się ciekawe plastry na noc (ok. 11 zł) i matująca baza pod makijaż, która ma za zadanie zmniejszać pory (ok. 18 zł). Z kolei soraya wypuści całą nową serię do pielęgnacji twarzy w oryginalnych kwiatowych opakowaniach. Na zdjęciu nie umieściłam wszystkich nowości od nich, bo oprócz płynu micelarnego, żelu (ok. 19 zł) i toniku (ok. 16 zł) w ofercie będą dostępne też pianka do twarzy (ok. 19 zł) i chyba peeling (?).

W ofercie Farmony czekają na nas nowości do pielęgnacji włosów - sporo rodzajów masek (ok. 20 zł) i szamponów (ok.17 zł).
Kilka włosowych nowości znajdziemy też w ofercie 4 long lashes, najciekawsza z nich jest zdecydowanie seria przyśpieszająca wzrost włosów. Zarówno maska jak i szampon będą kosztować ok. 30 zł. Z kolei maski w saszetkach znajdziemy w cenie 7,50 zł.
Jak zawsze na koniec przygotowałam sporo nowości dla fanów kolorówki - bardzo kusząca wydaje się paleta charming mocha Eveline (ok. 49 zł) i gąbeczka tej samej firmy (ok.19 zł). Wiele osób skuszą też nowe kolory pomadek wibo i Loreal. 

Tak prezentują się majowe premiery, mnie samą skusiły nowości Alterry i kremy Eveline. Ale nie na tyle by włączyło mi się wielkie chciejstwo :D 

Czym Was skusiłam? Czy może nie znalazłyście nic ciekawego dla siebie?
Czytaj dalej

Maseczki do twarzy z Lidla - Cień i Food for skin. Perełki za grosze?


Kilka tygodni temu w Lidlu panowały wielkie wyprzedaże na kosmetyki, na których można było się konkretnie obkupić. U mnie obyło się w prawdzie bez szaleństw, początkowo nawet planowałam nie zaglądać na tą promocję. Jednak w głównej mierze maseczki za grosze (dosłownie, bo część z nich kosztowała 50 gr!) skusiły mnie by jednak z niej skorzystać. Jak się sprawdziły? - o tym dowiecie się czytając wpis ;)
Słowem wstępu napiszę, że maski pod logiem Cien są produkowane przez nikogo innego jak markę Perfecta. Kiedyś nawet były dostępne identyczne maski w sprzedaży już bezpośrednio pod znakiem firmy, wiec możecie nawet je znać ;) Każda z nich ma 10 ml i ta pojemność za każdym razem wystarczała mi na 2 użycia. Z kolei linia food for skin jest produkowana przez Tołpa, więc tu zdecydowanie ciekawiej.. :) Każda z masek jest podzielona na dwie saszetki o różnych (aczkolwiek podobnych) działaniach - bardzo podoba mi się takie rozwiązanie! Tutaj maski mają pojemność 2x6ml. Producent zaleca stosować je na wybrane części twarzy, jak na rysunkach, jednak ja stosowałam je osobno i połówka o pojemności 6 ml wystarczyła mi na 1 użycie.
Na pierwszy ogień poszła maska z serii food for skin w wersji różowo - żółtej. Na początku skusiłam się na różową część z maską i peelingiem 2 w 1. Konsystencja maseczki jest dość gęsta, ale nie sprawia problemów z nakładaniem, przeciwnie - mi osobiście bardzo odpowiada! :) Zapach z tego co pamiętam był taki nieco męski, moim zdaniem przyjemny. Zmywanie maski sprawia nieco trudności, bo chwilę jednak trwa, ale nie ma znów tragedii. Jeśli chodzi o działanie to jest na prawdę super! Zostałam pozytywnie zaskoczona, bo twarz była bardzo dobrze oczyszczona, wręcz skrzypiąca z czystości, co sama bardzo lubię :) Dodatkowo podoba mi się jej połączenie z peelingiem, bo nawet podczas nakładania czuć drobinki.
Jeśli chodzi o peeling enzymatyczny to tutaj byłam szczególnie go ciekawa, bo kusi mnie kupno sławnego produktu w tubce. Jednak po porównaniu składów muszę przyznać, że się one różnią. Zapach produktu mnie nieco rozczarował, bo tym razem jest dość sztucznie.. Konsystencja jest taka żelowa. Po nałożeniu czuć było dość konkretne pieczenie na policzkach, ale liczyłam się z tym, że może ono wystąpić także mnie nie przeraziło. Zresztą po chwili już ono minęło, a skóra po zmyciu produktu nie była nawet odrobinę podrażniona. Za to na prawdę gładka, a suche skórki zostały w większości usunięte! :)
Jeśli chodzi o drugą maskę z 'naturalnej' serii to tutaj najpierw nałożyłam wersję odświeżającą. Zapach maski rzeczywiście jest ogórkowy i świeży - miły dla nosa :) Konsystencja przyjemnie gęsta i kremowa. Po nałożeniu da się wyczuć delikatne szczypanie w okolicy nosa, ale znowu nie ma mowy o jakichkolwiek podrażnieniach. Zmywanie moim zdaniem jest nieco łatwiejsze niż w poprzedniej wersji. Działanie za to ponownie świetne! Skóra jest mega oczyszczona, radzi sobie nawet z oczyszczeniem porów! Czuć odświeżenie, a niedoskonałości są jakby złagodzone, po jej użyciu skóra domaga się kremu, ale dla mnie to nie problem :D
Czarna maska z peelingiem była bardzo zbliżona do swojej siostry z białą glinką. Podobnie jak i tam, tak i w wersji z węglem zapach przypominał męskie perfumy - z tym, że tutaj da się dodatkowo wyczuć cytrynowe nuty ;) Konsystencja znowu jest przyjemnie gęsta, glinkowo - kremowa z drobinkami, które są wyczuwalne pod palcami podczas nakładania. Działanie jest mocno oczyszczające, początkowo czułam delikatnie szczypanie na policzkach, które na szczęście szybko minęło. Po zmyciu twarz była wyraźnie odświeżona i oczyszczona, było widać sporą różnicę przed i po zastosowaniu maski. Dodatkowo cera domagała się oczywiście nawilżenia, ale jak już wspominałam - akurat to dla mnie nie problem, bo i tak zawsze nakładam krem. Ogólnie jak wspominałam obie wersje glinkowych masek z peelingiem są do siebie zbliżone, jedyną różnicę jaką pomiędzy nimi dostrzegam to łatwiejsze zmywanie właśnie w tej, czarnej wersji :)
Jeśli chodzi o maski z Cienia to tu zaczęłam oczywiście od wersji oczyszczającej z gruszką. Chociaż akurat z gruszką zapach nie ma sporo wspólnego, tzn. jest gruszkowy, ale to taka prze dojrzała nieco gruszka. Ale być może się czepiam :D Konsystencja maski nie jest już tak gęsta jak poprzedniczki, działanie też nie jest zachwycające, ale.. nie jest też źle! Przeciwnie - za zawrotną cenę 50 gr na prawdę jest przyzwoicie. Da się wyczuć delikatne oczyszczenie skóry, ale nie jest to już taki efekt jak w maskach od Tołpa. Jednak myślę, że jest w stanie pokonać nawet kilka innych masek oczyszczających i to droższych :P Warta spróbowania!
Kolejną maską Cien jest wersja odżywcza o konsystencji gęstego kremu. Myślę, że można by spokojnie stosować ją jako jego zamiennik, ale ja jednak stosowałam ją wedle podstawowego przeznaczenia jako maskę. Po użyciu dało się wyczuć wygładzenie i delikatne odżywienie, czy nawilżenie skóry. Znowu nie był to jakiś super efekt, który długo się utrzymuje, bo nie poradził sobie chociażby z przesuszeniami skóry, które miałam w kilku miejscach. Ale znowu muszę przyznać, że jak za taką cenę działanie było na prawdę fajne! Zapach był słodki, jak przystało na połączenie miodu i migdałów, ale tutaj akurat o dziwo mi podpasował :D

Ostatnia z testowanych przeze mnie masek to wersja nawilżająca maseczki Cien z aloesem i pomarańczą. Konsystencja podobnie jak i w poprzedniej wersji jest zbliżona do gęstego kremu. Działanie również jest bardzo podobne - po użyciu maski skóra jest miękka i delikatnie nawilżona, chociaż efekt nie utrzymuje się na długo. Nie jest też to na pewno głębokie nawilżenie o jakim mówi producent.. Jeśli chodzi o zapach - dominuje aloes jak dla mnie w towarzystwie kremowych nut, pomarańczy zupełnie tam nie czuję :)

Podsumowując: Maski z linii Food for skin okazały się kozackie! ♥ Najsłabiej z czwórki wypadł dla mnie peeling enzymatyczny, bo tam działanie było najmniej widoczne. Pozostała trójka świetnie oczyszczała cerę! Sama chętnie do nich wrócę i jeśli macie cerę tłustą, czy mieszaną zdecydowanie Wam je polecam :) Przy cerach wrażliwych czy suchych mogą być zbyt mocne, bo oczyszczają na prawdę konkretnie!
Jeśli chodzi o trzy maseczki Cien to tu działanie było przyjemne, ale nie szałowe. To raczej takie saszetki 'na raz', które fajnie wypróbować (zwłaszcza ze względu za niską cenę), ale sama do nich nie wrócę :)
Obie serie są dostępne w Lidlu, Cien kosztował mnie 0,50 zł, a Food for skin 1 zł. W cenie regularnej Cien kosztuje 1 zł, a food for skin 2 zł - co i tak jest moim zdaniem super ceną! :)

Znacie te maski? Jak u Was się sprawdziły? :)
Czytaj dalej

Aktualizacja pielęgnacji twarzy - wiosna 2019. Przejście na naturalną stronę mocy.


Dawno nie dodawałam wpisu z aktualizacją mojej pielęgnacji twarzy. Staram się wpisy z tej serii dodać wtedy, kiedy część kosmetyków których używam ulegnie zmianie, a jednocześnie używam ich już przez jakiś czas, żeby móc coś powiedzieć na ich temat. Teraz jest idealny moment na dodanie aktualizacji, bo w ostatnim czasie zaszło sporo zmian w mojej armii do pielęgnacji twarzy. Częściowo staram się bowiem zamienić kosmetyki drogeryjne na naturalne :)
Nie znajdziecie co prawda tu samym kosmetyków z dobrym składem, bo nadal kusi mnie sporo kosmetyków łatwo dostępnych w drogeriach. Ale spora gromadka ze zdjęcia wyżej to kosmetyki naturalne. Jak się póki co sprawdzają? O tym przekonacie się czytając wpis.
PŁYN MICELARNY BIELENDA - BOTANIC SPA
Standardowo zacznę od płynu micelarnego, czyli mojego pierwszego kroku przy wieczornej rutynie. Jak wiecie bardzo lubię płyny micelarne z Bielendy, jednak mam wrażenie, że ta wersja z serii Botanic Spa jest odrobinę słabsza od ulubionego płynu z serii Expert Czystej Skóry. Nie jest zła, bo radzi sobie z demakijażem, ale mam wrażenie, że potrzebuje więcej czasu na zmycie np. tuszu, a przy zmywaniu podkładu muszę użyć większej ilości płatków.
MYDŁO DO MYCIA TWARZY - MYDŁO STACJA
Do zmycia pozostałości makijażu, czy po prostu zanieczyszczeń po całym dniu nadal używam mydełek. Tym razem jest to mydło 'czarne złoto' od Mydło Stacji. Muszę przyznać, że sprawdza się równie dobrze jak inne mydła, które używałam w tym celu.
TONIK - MGIEŁKA DO TWARZY - VIANEK
Odkąd poznałam tonik Vianka w wersji normalizującej nabrałam ochoty na pozostałe wersje. Wersja łagodząca jest już na wykończeniu, a w zapasie czeka kolejna - nawilżająca. Jak się sprawdzała wersja z różą? Mimo mojej początkowej niechęci przez jej zapach polubiłam ją niemal tak samo bardzo jak wersję do cer mieszanych. Ładnie koi cerę, delikatnie nawilża i przygotowuje ją do kolejnych zabiegów pielęgnacyjnych.
SERUM NAWADNIAJĄCE - DERMEDIC
Serum nawadniające nie bez powodu umieściłam na zdjęciu obok toniku. Bowiem odkryłam, że najlepiej sprawdza się aplikowane na skórę spsikaną tonikiem. Wtedy ładnie się wchłania i rzeczywiście widać jakieś działanie. Stosując je solo miałam  wrażenie, że praktycznie się nie wchłania i pozostawia po sobie nieprzyjemną warstwę. Więcej na pewno napiszę o nim w recenzji :)
KREM RÓŻANY - BIELENDA
Jeśli chodzi o nawilżający krem do twarzy to u mnie ląduje on na twarzy najczęściej rano, przed wykonaniem makijażu w cienkiej warstwie. Wtedy ładnie się wchłania, a makijaż się na nim nie roluje. Na noc stosuję zazwyczaj serum, bo chcę je w pierwszej kolejności wykończyć. Tutaj znowu za jakiś czas pojawi się recenzja.
SERUM DO TWARZY Z KWASEM MIGDAŁOWYM - BIELENDA
Nie mogło zabraknąć i mojego ulubieńca, którego używam na noc podczas gorszych dni mojej cery. Wtedy jest nieoceniony! Ładnie wyrównuje koloryt, rozjaśnia blizny, a niedoskonałości szybko znikają :)
MULTI - REGENERUJĄCY KREM POD OCZY - OILLAN 
BALSAM DO UST - EOS
Produkty ze zdjęcia możecie kojarzyć już z poprzednich przeglądów, bo nadal staram się je wykończyć. O ile krem pod oczy jest na prawdę fajny i przyjemnie nawilża o tyle do pomadek eos zupełnie nie jestem przekonana o czym niejednokrotnie wspominałam :D
PEELING DO TWARZY - NACOMI
Tutaj przechodzimy już do produktów, które używam kilka razy w tygodniu. Peeling nacomi miałam już kilka lat temu w innej wersji i wtedy nie byłam do niego przekonana. Wersja z pokrzywą nie spowodowała póki co, żebym zmieniła zdanie.. Przyjemnie peelinguje cerę i częściowo usuwa suche skórki, ale ma taką tłustawą konsystencję, której nie lubię. Brakuje mi uczucia oczyszczenia po zastosowaniu tego produktu, ale być może wraz z dłuższym używaniem zmienię o nim zdanie :)
MASKI DO TWARZY - BIELENDA, BOTANIC SPA I SASZETKI - BIELENDA, CIEN
Jeśli chodzi o maseczki to w ostatnim czasie skupiłam się raczej na zużywaniu saszetek. Większość saszetek ze zdjęcia już zużyłam - tutaj muszę przyznać, że mocno zaskoczyły mnie te z serii food for skin. Więcej o nich i o maskach cien napiszę najprawdopodobniej w następnym poście, a za kilka tygodni pewnie pojawi się też wpis na temat chmurek bielendy. Maski z serii Botanic Spa używałam póki co raz, miałam już z tej serii regenerującą i była świetna, więc liczę, że z tą będzie podobnie :) Oprócz tego do grona maseczek dołączyła ostatnio oczyszczająca maska od Miya, która akurat nie załapała się na zdjęcie..

Znacie któryś z produktów z mojej pielęgnacji twarzy? Jak się u Was sprawdza? 
Jak u Was wygląda taka pielęgnacyjna rutyna? Używacie więcej, czy może mniej produktów? :)
Czytaj dalej

Jagodowa konfitura? - masło do ciała Dairy Fun Delia w oryginalnej odsłonie.


Kilka postów wstecz, w poście z nowościami mogliście zobaczyć kosmetyk w bardzo oryginalnej odsłonie - znajdujący się w opakowaniu w formie słoika. Mówię tutaj o maśle do ciała Delia, która w ofercie ma całą linię produktów do pielęgnacji ciała o podobnym wyglądzie. W podobnych opakowaniach znajdują się chociażby peelingi o których wiele osób wspominało w komentarzach, mam wrażenie myląc ze sobą te dwa kosmetyki.. Samego masła używałam bodajże od początku lutego, więc zdążyłam sobie wyrobić zdanie na jego temat. Jeśli jesteście go ciekawe - zapraszam do czytania :)
Masło jak wspomniałam znajduje się w ceramicznym słoiczku. Od razu przyciąga wzrok i dla wielu osób może być jednym z decydujących czynników o kupnie :D Tak było właśnie u mnie, skusiło mnie opakowanie, które można później wykorzystać - bardzo fajny pomysł od firmy. 
Na słoiczku nie znajdziemy zbyt wielu informacji na temat produktu, w sumie nie ma ich wcale.. :D Znajdują się one jedynie na 'zawieszce', przymocowanej do słoika za pomocą gumki recepturki. Jeśli chcemy chociażby sprawdzić ile masło ma pojemności, czy jaki ma skład to pasowałoby zachować zawieszkę. Przy okazji wspomnienia o pojemności dodam, że wynosi ona 300 ml więc całkiem sporo. Masła używam od lutego, a aktualnie została mi jakaś 1/3.
Jeśli chodzi o zapach to nie jest to w 100% naturalny aromat. Owszem czuć borówki, ale raczej w takiej słodkiej odsłonie, mi osobiście zapach przypomina jagodowy dżem. Nie ma tragedii, ale np. przy bólu głowy omijam jego używanie, bo naprawdę ma moc! Już podczas otwarcia słoika go mocno czuć :)
Konsystencja jest jak dla mnie taka jogurtowa - dosyć gęsta, ale łatwo się rozsmarowuje i nie smuży. Jednak trzeba dać jej chwilę na wchłonięcie, a i tak u mnie zazwyczaj zostawia odrobinę tłustej warstwy. Masło nawilża jednak dość dobrze, na zimniejsze miesiące moim zdaniem jest dobrym wyborem. Na lato już przez swoją nieco cięższą konsystencję i dłuższe wchłanianie nie koniecznie.. :)
Główną zaletą tego produktu jest ciekawy wygląd i sama idea ponownego wykorzystania opakowania. Poza tym masło nie zachwyciło mnie na tyle by do niego wrócić, a przynajmniej nie w tej wersji zapachowej :) Z tego co kojarzę oprócz mojej borówki można kupić wersję brzoskwiniową i mleko i miód. Składowo też z pewnością nie zachwyca, ale jak na jednorazową przygodę było całkiem, całkiem. Jego cena regularna to ok. 22-28 zł, sama kupiłam go za ok. 14 zł w hebe - myślę, że w takiej cenie warto go właśnie szukać :)
Miałyście kosmetyki z tej serii? A może znacie inne kosmetyki w podobnych opakowaniach, które można ponownie wykorzystać?
Czytaj dalej

Etykiety

4 pory roku AA Alterra alverde anatomicals avon Balea Balmi balsam do ciała balsam do ust Barwa bebeauty bell Bi-es Bielenda Biolove buna catrice celia ciało cienie do brwi delia denko Dermedic dermena dm Dr.Konopka's ecocera efektima elfa-pharm eos essence Eveline Evree Fa Farmona film Flormar Garnier gliss kur Golden Rose Green Pharmacy hean Himalaya hity roku Holika holika Ingrid Isana Jantar Joanna Kallos kobo kolastyna kolorówka korektor pod oczy kosmetyczne premiery kosmetyczni ulubieńcy krem bb krem cc krem do rąk krem do twarzy krem pod oczy książki kulturalne podsumowanie roku L'biotica La Rive lakier do paznokci lemax lifestyle Lirene liście manuka Loreal lovely Luksja Makeup Revolution makijaż Marion mariza maseczka do twarzy maseczki w płachcie maska/odżywka do włosów masło do ciała Maxfactor Maybelline mini recenzje miss sporty Miya miyo mus do ciała muzyka my secret mydło do ciała i włosów Nacomi naklejki wodne Natura Estonica naturalnie Neutrogena niekosmetyczni ulubieńcy nivea nowości oceania odżywka do paznokci Oillan olej do włosów olejek do twarzy Organic shop Organique organizacja oriflame Originals Palmolive paznokcie peeling peeling do rąk peeling do skóry głowy peeling do twarzy perfecta Petal Fresh pianka do twarzy pianka pod prysznic pielegnacja pielęgnacja pielęgnacja twarzy planet spa płyn micelarny podkład podróże pomadka promocja na kolorówkę w Rossmannie promocja na pielęgnacje twarzy w Rossmannie prywatnie Przegląd kulturalny przegląd marki puder Rimmel Rival de Loop rosyjskie kosmetyki bani agafii Sally Hansen Seche Vite selfie project serial serum skarpetki złuszczające soraya Stara Mydlarnia Sylveco szampon tag tanie kosmetyki Tatry tołpa tonik top coat treaclemoon Tutti Frutti twarz Ulubione blogi usta Venus Vianek Vipera wcierka wibo wieczorna pielęgnacja wishlista włosy wygląd bloga wyjazdowa kosmetyczka wzorki na paznokciach Yves Rocher zagraniczne kosmetyki ziaja żel aloesowy żel do brwi żel pod prysznic
me & my passions © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka