5 kosmetyków do 10 zł, które warto wypróbować (cz.12).


Ostatni post z serii tanich kosmetyków do 10 zł pojawił się w styczniu, więc (znowu) pół roku temu. Muszę przyznać, że nie jestem zbyt regularna w prowadzeniu tej serii. Ale też nie zawsze znajdzie się jednocześnie 5 tanich perełek do pokazania.. Jednak dzisiejszy odcinek to już 12 z tej serii, więc myślę, że to naprawdę ładny wynik! Okazuje się, że razem z dzisiejszym postem poleciłam Wam już 60 kosmetyków za umowną dyszkę (lub mniej)! Wszystkie posty z tej serii znajdziecie - tutaj. Jeśli jesteście ciekawe co tym razem dla Was mam to zapraszam do czytania :)
W dzisiejszej odsłonie możecie zobaczyć standardowo coś z pielęgnacji, ale też i znalazło się coś z kolorówki :)
Na początek moje niedawne odkrycie, czyli bardzo przyjemny podkład marki Bell. Nr 01 nude jest jaśniutki, więc podpasuje sporej części osób. Do tego ma on lekką konsystencję o przyjemnej kremowej formule, nie czuć go na twarzy i wygląda na niej bardzo naturalnie - nie ciemnieje. Minusem może być to, że nie jest super matujący i mega trwały, dlatego może latem nie jest idealnym wyborem, ale na pozostałe pory roku? Jak najbardziej! :) Jego cena regularna przekracza co prawda 10 zł, ale w hebe często można go dorwać nawet za ok. 9 zł.
MYDŁO O'HERBAL - ELFA PHARM (ok. 4 zł)
Mydła ze zdjęcia wyżej używam do mycia twarzy i sprawdza się w tym celu idealnie! Jakiś czas temu pokazywałam Wam w poście z tej serii inne mydła tej firmy i były równie dobre. Tym razem mamy do wyboru kilka wersji z różnymi typami glinek. Moja to akurat zielona glinka i aloes, ale nawet w Rossmannie znajdziemy kilka innych wersji, tam też możemy dorwać te mydła taniej, sama kupiłam je za mniej niż 3 zł na promocji. Do tego kostka jest na prawdę spora, bo ma 100 g więc starczy na dłuuugo :)
MASECZKA POD OCZY I NA USTA ISANA (ok. 2 zł)
Tutaj mamy produkt za śmieszne wręcz pieniądze. Biorąc pod uwagę to, że składa się z 4 mini saszetek o pojemności 1,5 ml, otrzymujemy razem 6 ml. Tak więc praktycznie połowę standardowego kremu pod oczy! Czy więc 2 zł (a na promocji jeszcze mniej) nie jest super ceną!? :D Sama stosuję go właśnie jako zamiennik kremu pod oczy i w tej roli sprawdza się bardzo dobrze. A pojedyncza saszetka starcza na prawdę na długo! Producent informuje, że można stosować ten produkt także na usta, ale szczerze mówiąc nie próbowałam za bardzo takiego zastosowania.
ROZŚWIETLACZ - LOVELY (ok.11,40 zł - cena regularna, na promocji dużo taniej)
Powyższy produkt to tak kultowy produkt, że powinien się chyba pojawić w jednym z pierwszych postów z poleceniem tanich perełek :D Jednak sama mam go stosunkowo od niedawna, ale polubiłam się z nim od pierwszego użycia. Mój egzemplarz to odcień gold, czyli wersja do ciepłych karnacji. Na twarzy wygląda pięknie, daje ładny efekt glow, może nie do końca jest to 'tafla' jak dla mnie, bo ma on w sobie sporo drobinek. Nie jest to jednak efekt tandetnego brokatu. Myślę, że nie trzeba tu wiele o nim pisać, bo większość pewnie go ma, a co najmniej o nim słyszała. Na koniec dodam, że sama lubię też go używać w kąciku oka do rozświetlenia spojrzenia :)
Na koniec bardzo przyjemny kosmetyk do pielęgnacji dłoni. Moim zdaniem jest idealny na okres letni i dla niezbyt wymagających dłoni. Jest leciutki, szybko się wchłania, nie zostawiając po sobie warstwy, więc można od razu wracać do codziennych czynności. Do tego ma ładny - przynajmniej dla mnie zapach :) Jak na krem za 4 zł jest na prawdę wart uwagi.

Znacie któryś z przedstawionych dzisiaj przeze mnie kosmetyków?
Jak zwykle czekam też na Wasze polecenia tanich perełek, chętnie je wypróbuje :)
Czytaj dalej

Duet do letniej pielegnacji twarzy od Bielenda - płyn micelarny i hydro-esencja FRESH JUICE.


Jak wielokrotnie wspominałam marka Bielenda na dobre rozgościła się w mojej pielęgnacji. W ciągu ostatnich tygodni miałam okazję testować stosunkowo nową serię tej marki do pielęgnacji twarzy Fresh Juice. Dlatego dzisiaj przychodzę do Was z opinią na temat płynu micelarnego i esencji. Do wyboru mamy 3 wersje produktów z tej linii - pomarańczową (nawilżającą), limonkową (detoksykującą) oraz ananasową (rozświetlającą). Sama skusiłam się na dwie pierwsze tak aby móc poznać różne warianty. Jeśli jesteście ciekawe mojego zdania na ich temat zapraszam do czytania! :)
Zacznę od produktu, który nieco bardziej mnie ciekawił, czyli hydro-esencji. Muszę przyznać, ze byłam go ciekawa, ale z drugiej strony też nieco się go obawiałam, nie do końca wiedząc jak go stosować.
Zacznę od wyglądu opakowania - jak dla mnie jest genialne! Bardzo wakacyjne, estetyczne i dopasowane do samej serii ♥ Kosmetyk kupujemy w kartoniku na którym znajdziemy wszystkie niezbędne informacje odnośnie składu, stosowania itd. Nie jest on jednak zapakowany dodatkowo w folię, więc dla mnie drobny minus za to. Zwłaszcza, że moje opakowanie było podarte delikatnie, więc nieco obawiałam się, że ktoś się do niego 'dobierał' :P
Właściwe opakowanie to plastikowa buteleczka o pojemności 110 ml, tak więc spora. Jest to niemal 3 razy więcej niż w moim ukochanym serum z kwasem tej marki. Z drugiej strony mamy aż 8 miesięcy na stosowanie produktu, więc myślę, że każdy spokojnie zdąży go zużyć, o ile używa się go regularnie ;)
Coś do czego muszę się przyczepić to dozowanie produktu. Cóż nie jest zbyt wygodne, bo trochę trudno kontroluje się ilość wydobywanej esencji. Dodatkowo często zasycha ona przy aplikatorze i trzeba ją czyścić. Widziałam, że sporo osób zwracało na to uwagę, wiec chyba jednak nie jestem aż tak czepialska :D
Zapach kosmetyku jest mega przyjemny, chociaż nie jestem fanką cytrusów to ten na prawdę umila aplikację! Jest bardzo świeży - idealny na lato :) Konsystencja moim zdaniem jest nieco podobna do serum tej marki, które tak lubię. Może odrobinę rzadsza, ale ogólnie zbliżona, nie jest to typowa woda - jak początkowo myślałam.
Dzięki temu, że jest leciutka szybko się wchłania, chociaż jak przesadzimy z ilością to czuć ją na twarzy. Nawet przy małej ilości nie wchłania się do matu, jak zapewnia producent, dlatego też jak dla mnie odpada przy stosowaniu na dzień. Próbowałam ją tak stosować, ale przez nieco lepką (ale w żaden sposób nie przeszkadzającą wieczorem) warstewkę podkład z nią nie współgra. Stosowany na noc przynosi skórze odświeżenie po ciężkim dniu i ukojenie. Zauważyłam też, że pozwala utrzymać cerę w ryzach o ile jest ona w dobrym stanie. Przy drobnych niedoskonałościach, które już się pojawiły nie daje z nimi rady jak serum z kwasem.
Jak dla mnie jest to produkt idealny na lato, do stosowania solo dla osób niezbyt wymagających. U mnie się idealnie sprawdziła w takim  zastosowaniu, nie obciążając skóry. Wiem jednak, że przy wymagających cerach nie dałaby rady, wtedy już trzeba by wspomagać się innymi produktami :) Na zimę myślę, że nawet dla mnie byłaby niezbyt przydatna.
Płyn micelarny znajdujemy w 500 ml butelce, więc sporej pojemności - co jak dla mnie jest jak najbardziej na plus :) Opakowanie utrzymane jest w podobnym 'klimacie' co i w hydro-esencji. Nawet dozownik jest identyczny. Tu znowu mam pewne 'ale' co do niego, bo zauważyłam, że przy przechyleniu - mimo zamknięcia przecieka.. No ale nikt raczej nie przewozi takich butli np. na wakacje :D
Zapach tutaj przypomina mi sok pomarańczowy, znowu jest niezwykle przyjemny i świeży! :) Konsystencja - wiadomo jest typowo wodnista.
Nie jest to pierwszy płyn micelarny tej marki jaki miałam okazję stosować, miałam ich kilka i niemal każdy super się sprawdzał. Wiedziałam więc czego się spodziewać i się nie zawiodłam! :) Płyn świetnie radzi sobie z demakijażem - szybko i skutecznie zmywa podkład, puder, tusz, cienie, rozświetlacz i pomadkę, czyli mój podstawowy makijaż. Odbywa się to bez pocierania i podrażnień oczu. Nie zauważyłam jakiegoś dodatkowego działania nawilżającego, ale też na nie nie liczyłam. Płyn jest zdecydowanie warty wypróbowania, niezależnie od pory roku :)
Kosmetyki z serii fresh juice znajdziecie w Rossmannie, hebe i naturze. Płyn kosztuje w cenie regularnej ok. 17-19 zł, a esencja 26-30 zł. Warto jednak polować na nie na promocji, bo zwłaszcza płyn często można na niej kupić taniej :)
W ramach tej serii dodatkowo niedawno pojawił się krem i peeling, które z pewnością sama wypróbuję.

Miałyście już okazje wypróbować kosmetyki z tej serii? Jak u Was się sprawdziły?
Czytaj dalej

Zestaw do makijażu brwi od Wibo - eyebrow shaping kit SHAPE&DEFINE.


Moja przygoda z makijażem brwi rozpoczęła się od żeli do brwi, których miałam kilka - od wibo, lovely i essence. Do tej pory chętnie sięgam po tego typu produkty, kiedy nie chcę wykonywać pełnego makijażu, a jedynie podkreślić brwi i rzęsy. Nieco później od maskar do brwi sięgnęłam po zestawy cieni. Moim pierwszym był zestaw catrice, który super się u mnie sprawdził, więc na promocji w Rossmannie postanowiłam wypróbować podobny zestaw do makijażu brwi od wibo. Jak się sprawdził? O tym przeczytacie w dzisiejszym wpisie :)
Opakowanie to plastikowa 'kasetka', mam wrażenie, że nie jest zbyt solidna i nie przeżyła by spotkania z podłogą. Co na szczęście jeszcze nie miałam okazji tego sprawdzić :D Oprócz dwóch cieni znajduje się w niej pędzelek oraz pęseta.
Pędzelek jest co prawda dość miękki i trochę gruby, ale w jakichś kryzysowych sytuacjach myślę, że mógłby dać radę. Mógłby mieć dodatkowo na końcówce szczoteczkę do wyczesania nadmiaru produktu, jak np. u catrice, ale nie czepiajmy się szczegółów. Pęseta za to nie nadaje się moim zdaniem do niczego. Jest strasznie gruba i ciężko złapać nią włoski.
 W sprzedaży znajdziemy 2 warianty zestawów - nr 1 przeznaczony dla blondynek i nr 2 dla brunetek, czyli dla mnie :)
Jeśli chodzi o same cienie to w zestawie znajdziemy 2 odcienie - jaśniejszy i ciemniejszy. Na zdjęciu wyżej możecie zobaczyć jak się prezentują w cieniu i słońcu. Sama używam jedynie ciemniejszego koloru, który bardziej mi pasuje. Mam jednak wrażenie, że odcień mimo, że w opakowaniu jest szaro - brązowy i dość chłodny to po nałożeniu na skórę wpada w ciepłe tony. Na szczęście widać to dopiero przy przyjrzeniu się, więc nie musimy się aż tak obawiać naszego wyglądu :D Jednak uważam, że catrice pod względem koloru wygląda znacznie, znacznie lepiej. Jaśniejszy odcień już w opakowaniu jest znacznie cieplejszy, dla mnie nieco rudawy przez co mało praktyczny - nie jestem przekonana komu by mógł przypasować.
Warto dodać, że cienie są dość miękkie i niestety nie trzymają się dobrze pędzla, ale nieco osypują. Konieczne jest wyczesanie nadmiaru produktu po nałożeniu z brwi.
Na plus fakt, że raczej nie można zrobić sobie nimi krzywdy, a dodatkowo wyglądają całkiem naturalnie na brwiach :)
Zestaw do brwi wibo znajdziecie wyłącznie w Rossmannie w cenie 26,30 zł. Porównując je do catrice, który znajdziemy m.in. w naturze i hebe za ok. 17-19 zł w cenie regularnej znacznie lepiej wypada właśnie catice. Wibo nie dość, że droższe to jest także gorsze jakościowo. Zużyć zużyję, ale sama chętniej wrócę do produktu Catrice niż Wibo :)

Znacie ten zestaw? Jak go oceniacie?
Jakie produkty do brwi od siebie mi polecacie?
Czytaj dalej

Aktualna pielęgnacja twarzy - lato 2019.


Ostatni odcinek z serii dotyczącej mojej aktualnej pielęgnacji twarzy pojawił się wiosną (tutaj link), tak więc na kolejną - letnią odsłonę. Zwłaszcza, że od tej pory sporo się zmieniło i w sumie nie wiele kosmetyków pojawi się z poprzedniej odsłony.
Słowem wstępu napiszę, że latem moja cera nie jest zbyt wymagająca w porównaniu do zimy np. kiedy potrzebuję dodatkowo solidnej dawki nawilżenia, bo cera lubi być wysuszona. Latem ten problem nie występuję, za to cera lubi się przetłuszczać w strefie T, tak więc królują lekkie konsystencje i kosmetyki matujące czy oczyszczające. Jeśli jesteście ciekawe jak zmieniła się moja pielęgnacja to zapraszam do czytania! :)

PŁYN MICELARNY FRESH JUICE - BIELENDA
Pierwszym krokiem mojej wieczornej pielęgnacji jest zmycie makijażu, które na dobrą sprawę zazwyczaj ma miejsce już po południu jak wrócę z pracy :D Tym razem w tym celu służy mi płyn micelarny od Bielendy z nowej owocowej serii - fresh juice. Jak zwykle jestem bardzo zadowolona z płynu tej firmy, bo skutecznie i szybko usuwa makijaż. Nie podrażnia oczu, a aplikację umila przyjemny - pomarańczowy zapach ;) Myślę, że będę często wracać do tej serii, bo jest równie dobra jak ukochana linia Expert Czystej Skóry.

MYDŁO Z ZIELONĄ GLINKĄ I ALOESEM - ELFA PHARM
Kolejnym krokiem jest mycie twarzy, do którego już od jakiegoś czasu używam mydełek. Tym razem jednak skusiłam się na nie znane mi wcześniej mydełko O'herbal z glinką i aloesem. Miałam już kilka innych mydeł tej firmy i były świetne, a ta nowość spisuje się równie dobrze. Dodatkowo mam wrażenie, że jest nieco większe od starszych wersji, ale mogę się mylić.

NAWILŻAJĄCY TONIK DO TWARZY - VIANEK
Odkąd poznałam naturalne toniki Vianka jestem im wierna, bo zobaczyłam jak bardzo różnią się działaniem np. od tych Ziaji. Tamte w sumie tylko odświeżały cerę, a te dodatkowo widocznie ją nawilżają, przygotowując twarz do kolejnych etapów pielęgnacji. Mam jednak wrażenie, że na lato dla mojej cery lepszy byłby tonik z serii normalizującej. Ten z nawilżającej wydaje mi się momentami zbyt 'bogaty' dla mojej przetłuszczającej się cery.

ESENCJA FRESH JUICE - BIELENDA
KREM YOUR TIME IS GREEN - PERFECTA

Kolejno, zależnie od dnia sięgam po esencję Bielendy lub krem Perfecta. Czasami też zdarza mi się używać ich razem, ale szczerze mówiąc rzadko. Pierwszy z produktów ma leciutką konsystencję (bliską do tej w ukochanym serum z kwasem), szybko się wchłania i mam wrażenie, że utrzymuje cerę w ryzach. Latem jest w zupełności dla mnie wystarczający ;) Jeśli chodzi o krem to mam go od niedawna, ale jest równie przyjemny - chociaż konsystencja jest kremowa to jednocześnie także lekka. Ma genialny zapach - jakby cytrusowy, herbaciany, ale i odrobinę miętowy. Daje dobry efekt matu, więc często nakładam go także rano pod makijaż (według przeznaczenia producenta).
KREM POD OCZY I NA POWIEKI - OILLAN
MASECZKA NA OCZY I USTA - ISANA
Krem Oillan to chyba jeden z niewielu produktów w tym zestawieniu, który powtarza się z poprzedniego odcinka. Cóż nie była zbyt regularna w kremowaniu okolic oczu, jednak w ciągu ostatnich tygodni się to zmieniło i chyba nie było dnia bez użycia kremu! Tak więc Oillan jest już na wykończeniu i pewnie następnym razem zobaczycie coś nowego :) Nie mniej jednak jest bardzo dobry - odpowiednio (jak na moje potrzeby) nawilża delikatną okolicę oczu. Zdarzało mi się też zamiast tego produktu używać maski isana, która jest meeeega wydajna. U mnie jedna saszetka (stanowiąca 1/4) starczyła jakoś na nieco ponad tydzień (!). Jak na taką cenę też uważam, że jest godny uwagi.

PEELING POTRÓJNA SIŁA ZŁUSZCZANIA - PERFECTA
MIĘTOWY PEELING DO UST - HANIA BEAUTY
BALSAM DO UST - EOS
Tutaj zaczynają się już produkty, których nie używam codziennie, ale kilka razy w tygodniu - zależnie od potrzeb skóry. Po peeling Perfecta sięgam zazwyczaj przed nałożeniem masek, o których za chwilę. Jak na obietnicę potrójnego złuszczania jest nieco za słaby, niby coś robi, ale jak na moje potrzeby nie jest w 100% zadowalający.
Do pielęgnacji ust używam 2 produktów, pierwszym z nich jest peeling od Hani. Który jest szczególnie fajny właśnie na lato dzięki posiadaniu miętowego zapachu/smaku. W kwestii nakładania pomadek nadal jestem niezbyt regularna w lecie, niestety.. W ciepłych miesiącach moje usta nie są zbyt wymagające, więc nie czuję zbytniego przymusu stosowania tego typu produktów. Jednak jeśli to już następuje sięgam po waniliowy balsam eos, którego.. nie lubię :D

MASECZKI DO TWARZY - BIELENDA, PERFECTA
Oczyszczające maseczki są obowiązkowym punktem programu u mnie w lecie (ale i nie tylko). Tym razem taką maską jest Perfecta, całkiem przyjemna, chociaż bardziej doraźna niż długotrwała. Oprócz tego zawsze otwartą mam także drugą maskę o innym działaniu, często nawilżającym. Ale tym razem jest to odświeżająca maska Bielenda o zapachu ananasa. Uznałam, że lato to idealny okres na jej testowanie, jednak jeszcze nie wyrobiłam na jej temat opinii.

MASKI W PŁACHCIE, SASZETKI - BALEA, SEPHORA, PERFECTA, BEBEAUTY
Jak zawsze znajdą się też saszetki do jednorazowego wypróbowania. Z tego grona miałam już maski bebeauty i czarną peel off. Wszystkie były okej, ale bez szału :D

Tak prezentuje się moja pielęgnacja. Dużo, mało? Powiedziałabym standardowo jak na mnie, bo od lat mam stałe punkty pielęgnacji, zmieniam jedynie marki testując nowości :) Pisząc ten post uświadomiłam sobie, że sporo tutaj Bielendy - ale to raczej standardowe dla mnie i Perfecty - kosmetyki tej marki kupiłam w niskich cenach godnych wypróbowania. Wcześniej jakoś nie kusiła mnie ta marka.

Coś Was kusi? Coś znacie? O czymś chcecie przeczytać? - dajcie znać w komentarzach :)
W najbliższych dniach o sporej części produktów z tego posta będę pisać recenzję, więc dzisiejszy wpis jest niejako ich zapowiedzią :)
Czytaj dalej

Melonowy balsam do ciała Exotic Paradise, czyli nowość od Bielenda.


Bielenda wciąż zaskakuje nas nowościami, często będącymi całą linią produktów. Jedną z takich nowości jest seria Exotic Paradise wśród której znajdziemy balsamy do ciała, peelingi oraz olejki do kąpieli i pod prysznic. Do wyboru mamy kilka wersji w iście wakacyjnych zapachach: melon (nawilżający), papaja (regenerujący), figa (odżywczy) i pitaja (ujędrniający). Mój wybór zapachu był oczywisty, jeśli mnie odwiedzacie dłużej wiecie, że uwielbiam woń melona w kosmetykach :) Akurat potrzebowałam balsamu do ciała, więc skusiłam się właśnie na niego, ale i peelingi wyglądają bardzo kusząco i pewnie też będą moje. Aktualnie kończę powoli swój produkt z tej serii, więc uznałam, że warto o nim napisać. Zwłaszcza, że w poście z nowościami wiele z Was pisało, że jest ciekawe jak się sprawdza, a recenzji tej wakacyjnej serii Bielendy z tego co widziałam nie ma praktycznie wcale :D Tak więc zapraszam, być może komuś moja opinia się przyda!
Już sam wygląd serii Exotic Paradise krzyczy do nas niemal z półki. Jest bardzo oryginalny i letni - każda z wersji utrzymana jest w neonowej kolorystyce, która wyróżnia się w drogeriach. Opakowanie balsamu to miękka, plastikowa tubka o pojemności 250 ml, tak więc nieco większej niż standardowe 200 ml ;) Jest ona zakręcana, co dla mnie jest małym minusem, bo sama wolę jednak zamykania na zatrzask. Mogłabym się też przyczepić do białych napisów, które nie są jakoś super widoczne, ale to takie małe wady - do wybaczenia :D
 Zapach to coś co zdecydowanie wyróżnia ten balsam i jest jednym z jego największych atutów! Jest bardzo soczysty, świeży i wakacyjny ♥ Nie jest moim zdaniem sztuczny, fanki melona z pewnością będą zadowolone :) Warto też wspomnieć, że utrzymuje się na ciele i jest nawet wyczuwalny przez inne osoby w naszym otoczeniu.
Konsystencja z kolei nie wyróżnia się na dobrą sprawę niczym szczególnym, jest typowa dla balsamów. Jest lekka, powiedziałabym jogurtowa - łatwo się ją rozsmarowuje na ciele, nie smuży podczas nakładania. 
Po nałożeniu nie wchłania się może momentalnie, ale nie musimy też jakoś mega długo czekać na całkowite wchłonięcie. O ile oczywiście nie przesadzimy z ilością balsamu.. :D Zostawia on po sobie delikatną warstewkę, ale nie z tych tłustych, a 'ochronnych' dających uczucie nawilżenia. A jeśli już o nim mowa to muszę przyznać, że jeszcze następnego dnia rano czuć, że wieczorem stosowałyśmy balsam, więc całkiem fajnie. Skóra jest wygładzona i pachnąca, a przez to, że konsystencja nie jest jakaś typowo lekka i żelowa balsam nada się nawet na jesień, czy dla niezbyt wymagających na zimę :)
Minusem balsamu może być jego słaba dostępność. Na tą chwilę nie widziałam go w większych drogeriach typu Rossmann, czy Hebe (jeśli się mylę dajcie znać). Sama kupiłam go w drogerii Laboo za 17,90 zł. Ale widziałam je także w wispolu oraz drogeriach internetowych. Jeśli chodzi o ceny to regularne wahają się właśnie tak od 16 do 20 zł. 

Znacie już tą serię? Jakie zapachy w kosmetykach są Waszymi ulubionymi?
Czytaj dalej

Etykiety

#Blogerkipolecaja 4 pory roku AA Alterra alverde anatomicals avon Balea Balmi balsam do ciała balsam do ust Barwa bebeauty bell Bi-es Bielenda Biolove Biotaniqe buna catrice celia ciało cienie do brwi delia denko Dermedic dermena dm Dr.Konopka's ecocera efektima elfa-pharm eos esencja essence Eveline Evree Fa Farmona film Flormar Garnier gliss kur Golden Rose Green Pharmacy hean Himalaya hity roku Holika holika Ingrid Isana Jantar Joanna Kallos kobo kolastyna kolorówka korektor pod oczy kosmetyczne premiery kosmetyczni ulubieńcy krem bb krem cc krem do rąk krem do twarzy krem pod oczy książki kulturalne podsumowanie roku L'biotica La Rive lakier do paznokci lemax lifestyle Lirene liście manuka Loreal lovely Luksja Makeup Revolution makijaż Marion mariza maseczka do twarzy maseczki w płachcie maska/odżywka do włosów masło do ciała Maxfactor Maybelline mini recenzje miss sporty Miya miyo mus do ciała muzyka my secret mydło do ciała i włosów Nacomi naklejki wodne Natura Estonica naturalnie Neutrogena niekosmetyczni ulubieńcy nivea nowości oceania odżywka do paznokci Oillan olej do włosów olejek do twarzy Organic shop Organique organizacja oriflame Originals Palmolive paznokcie peeling peeling do rąk peeling do skóry głowy peeling do twarzy perfecta Petal Fresh pianka do twarzy pianka pod prysznic pielegnacja pielęgnacja pielęgnacja twarzy planet spa płyn micelarny podkład podróże pomadka promocja na kolorówkę w Rossmannie promocja na pielęgnacje twarzy w Rossmannie prywatnie Przegląd kulturalny przegląd marki puder Rimmel Rival de Loop rosyjskie kosmetyki bani agafii Sally Hansen Seche Vite selfie project serial serum skarpetki złuszczające soraya Stara Mydlarnia Sylveco szampon tag tanie kosmetyki Tatry tołpa tonik top coat treaclemoon tusz do rzęs Tutti Frutti twarz Ulubione blogi usta Venus Vianek Vipera wcierka wibo wieczorna pielęgnacja wishlista włosy wygląd bloga wyjazdowa kosmetyczka wzorki na paznokciach Yves Rocher zagraniczne kosmetyki ziaja żel aloesowy żel do brwi żel pod prysznic
me & my passions © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka