Serum do twarzy Zielona Herbata od Bielenda - jak się sprawdziło i czy pokonało mojego dotychczasowego ulubieńca? Porównanie z serum z kwasem migdałowym Bielenda.


Jak doskonale wiecie, jeśli odwiedzacie mnie regularnie serum z kwasem migdałowym od Bielenda to mój niekwestionowany ulubieniec! Zużyłam niezliczoną ilość buteleczek i wracam do niego praktycznie non stop :D Tym  razem postanowiłam jednak wypróbować serum z serii zielona herbata również firmy Bielenda. Polecało je wiele osób, więc chciałam i ja je wypróbować by porównać go z moim ulubieńcem. Recenzję serum z kwasem znajdziecie tutaj, a w dzisiejszym wpisie opiszę Wam to z serii zielona herbata. Odniosę się też do różnic między nimi, więc jeśli zastanawiacie się które wybrać to dzisiejszy wpis być może Wam pomoże :)
Kosmetyk kupujemy w kartoniku, który zawiera wszelkie interesujące nas informacje. Nie są one już powtórzone na właściwym opakowaniu, czyli szklanej buteleczce. Jeśli chcemy np zerknąć na skład to warto zostawić sobie kartonik. Pojemność serum to 15 ml, a więc jest to taki maluszek. Tutaj z miejsca jak dla mnie serum miało minus, bo mój ulubieniec jest 2 razy większy! :D
Aplikacja bardzo wygodna, bo znowu mamy pipetę, która to umożliwia. U mnie wystarczają zazwyczaj 2 'porcje' na pokrycie całej twarzy :) Konsystencja jest wodnista, jak dla mnie niemal identyczna jak we wspomnianym serum korygującym. Szybko się wchłania, więc nie musimy obawiać się żadnego filmu.
Zapach należy jednak już do bardziej charakterystycznych. Jest identyczny jak i w całej herbacianej serii, a miałam już krem, płyn micelarny i maseczkę. Został jak dla mnie dobrze odwzorowany, ale może być na dłuższą metę nieco męczący. Zwłaszcza, że czuć go nawet na długo po aplikacji. W mezo serum jest o wiele delikatniejszy - nie znudził mi się, nawet pomimo zużycia tylu buteleczek :)
Oba sera ładnie rozjaśniają cerę i przebarwienia stają się mniej widoczne. Oba też mają całkiem przyjemne składy jak na kosmetyki typowo drogeryjne. Jeśli chodzi o działanie na zmiany trądzikowe to z tym znacznie lepiej jak dla mnie radzi sobie serum z kwasem migdałowym, czyli mój ulubieniec. Tam powstałe niedoskonałości dużo szybciej znikają i przeciwdziała ono pojawianiu się nowych. W wypadku stosowania dzisiejszego bohatera w gorszych dniach mojej cery musiałam wspomagać się dodatkowo maścią Benzacne, gdzie wcześniej nie było to konieczne. Miałam wrażenie, że mimo stosowania serum jakieś drobne niedoskonałości nadal się pojawiają gdzie wtedy gdy stosowałam serum korygujące nie miało to miejsca. Dodatkowo przy stosowaniu serum z kwasami cera była niesamowicie gładka, nie było żadnych grudek i tym podobnych niedoskonałości.. Tutaj w wypadku zielonej herbaty bardzo mi tego niesamowitego wygładzenia brakowało! W lepszych dniach mojej cery, a ich na szczęście jest nieco więcej (:D) serum ZH było już jak najbardziej wystarczające i obeszło się bez jakiegokolwiek wysypu. Wydaje mi się, że delikatnie dbało ono o poziom nawilżenia skóry, lepiej niż serum z kwasem migdałowym. Ale też nie był to efekt spektakularny, czy nawet na dłuższą metę wystarczający - bez kremu to się nie obejdzie :)
Cieszę się, że wypróbowałam to serum, bo okazało się na prawdę fajne. Na dłuższą metę pozostanę jednak przy moim ulubieńcu, bo przy mojej mieszanej cerze sprawdza się jednak lepiej. Na korzyść działa też jego większa pojemność i przez co korzystniejsza cena. Oba kosztują bowiem w cenie regularnej 30 zł, ale na promocji często można dorwać je taniej za ok. 15-17 zł. Znajdziecie je w większości drogerii - na pewno w hebe, czy rossmannie. Przy mniejszych problemach z niedoskonałościami jednak myślę, że i serum herbaciane da radę :)

Znacie ten produkt? A może miałyście także serum z kwasem migdałowym Bielenda? - Jak wypadają te kosmetyki w Waszym porównaniu? :)
Czytaj dalej

Przegląd kulturalny - październik, listopad (2018). Nowy 'ulubiony' film, świetny polski serial, małomiasteczkowa płyta i ostatni odcinek serii?


Mamy już grudzień, więc najwyższy czas podsumować ubiegłe miesiące pod względem kulturalnym. Październik nie obfitował w wiele propozycji, ale już po listopadzie udało się w sumie ich kilka(naście) uzbierać :)
Zanim przejdę do konkretów dodam, że zastanawiam się nad zmianą formy tej serii. Nie raz opisywanie tych słabszych propozycji jest już dla mnie nieco męczące, kiedy w sumie nie wiadomo co na jej temat napisać. Dlatego od nowego roku najprawdopodobniej zamiast 'przeglądów kulturalnych' pojawią się 'ulubione rzeczy' (tytuł póki co jest roboczy). W nowej serii obok serialów, muzyki, filmów i książek - tym razem wyłącznie tych wartych uwagi, pojawiałyby się kosmetyki. W ten sposób połączyłabym dwie serie i byłoby to może ciekawsze dla Was i dla mnie - dajcie znać co myślicie :) Z polecania kulturalnych propozycji nie zamierzam jednak rezygnować, bo bardzo to lubię! Tyle słowem wstępu.. :)

Muzyka
Dawid Podsiadło - Nie ma fal

Piotr Cugowski - Kto nie kochał

Dean Lewis - Be Alright

Dermot Kennedy - Power Over Me

W ostatnich miesiącach w moich głośnikach rozbrzmiewała głównie najnowsza płyta Dawida Podsiadło, która okazała się prawdziwą petardą! Zaczęło się od 'nie ma fal' chociaż, nie ukrywam, że nie jest to mój ulubiony utwór z płyty i dla większości może być już męczący przez częstotliwość puszczania go w radiu. W każdym razie płyta jest bardzo różnorodna, polecam przesłuchać - każdy znajdzie coś dla siebie. Kolejny polski utwór jaki często leciał w głośnikach to 'Kto nie kochał' Piotra Cugowskiego. Nigdy nie byłam jego specjalną fanką, ale dzięki jego obecności w the voice na prawdę go polubiłam. Z zagranicznych piosenek niesamowicie spodobała mi się spokojna 'be alright' i 'power over me'.

Filmy
https://www.filmweb.pl/film/Forever+My+Girl-2018-801981
Forever My Girl
Jeden z najsłynniejszych piosenkarzy muzyki country na świecie, 8 lat temu zostawił swoją narzeczoną przed ołtarzem. Liczyła się dla niego sława i pieniądze. Gdy przyjeżdza do rodzinnego miasta na pogrzeb przyjaciela musi stawić czoła konsekwencją porzucenia dawnego życia.
Na początek film, który z jednej strony bardzo mnie ciekawił, a z drugiej nieco się go obawiałam. Chodziło głównie o muzykę country - nie do końca to moje klimaty i obawiałam się nieco, że wyjdzie z tego western ;D Na szczęście baaaardzo, bardzo się myliłam! Muzyka bowiem jest tylko tłem i daje fajny klimat filmowi, który był na prawdę świetny! Wbrew pozorom nie jest to zwykłe romansidło - ma ważne przesłanie, opowiada o tym co w życiu najważniejsze. Do tego jest na prawdę fajnie zagrany, aktorzy chociaż mniej znani idealnie są dopasowani jak dla mnie :) Warto obejrzeć, u mnie trafił na listę ulubionych filmów ♥

https://www.filmweb.pl/film/Carrie+Pilby-2016-734131
Carrie Pilby
Inteligentna samotniczka o niezłomniej moralności dostaje od swojego terapeuty listę rzeczy do zrealizowania.
Tą propozycję zobaczyłam u którejś z Was i mówiąc szczerze nie była szałowa. Taki typowy średniak jak dla mnie - niewymagający, oglądany np do porządków (jak u mnie :D) był całkiem okej. Ale dużo mu brakuje do dobrego filmu.

https://www.filmweb.pl/film/I+%C5%BCe+ci+nie+odpuszcz%C4%99-2018-796933
I że Ci nie odpuszczę
 Gdy bogaty playboy traci pamięć, samotna Kate udaje, że jest jego żoną. Ku jej zaskoczeniu beztroski macho zaczyna doskonale się odnajdywać jako tata i obowiązkowy mąż.
Na temat tego filmu słyszałam sporo, kilkukrotnie widziałam go na blogach, insta - ale jakoś byłam przekonana, że będzie to kolejna głupkowata komedia. Jednak myliłam się, bo był na prawdę przyjemny, idealny na wieczór i nawet kilka razy mnie rozbawił, a to nie zdarza się często :)
https://www.filmweb.pl/film/Dziewczyna+we+mgle-2017-796891#
Dziewczyna we mgle
Agent specjalny Vogel zostaje wysłany do górskiego miasteczka, aby rozwiązać sprawę zaginięcia 16-letniej dziewczyny.
Połączenie thrilleru i kryminału, który trzeba oglądać dość uważnie. Sama przyznaję, że niezbyt uważnie go śledziłam, przez co może nie do końca zrozumiałam na początku zakończenie. Do połowy oglądało mi się go na prawdę fajnie, ale po połowie jakoś zaczął mnie rozczarowywać.. Nie jest zły, ma fajny klimat, jednak liczyłam na inne zakończenie.

https://www.filmweb.pl/film/Upadli-2016-554720
Upadli
Po traumatycznych przeżyciach Lucinda trafia do szkoły z internatem, gdzie poznaje dwóch nietypowych mężczyzn.
Typowa młodzieżówka ze sporym elementem fantastyki. Poleciła mi go koleżanka, ale ja niestety nie mogę go polecić dalej :P Chyba wyrosłam już z tego typu filmów, propozycja raczej skierowana do nastoleniego odbiorcy. 

Seriale
https://www.filmweb.pl/serial/Ksi%C4%99ga+czarownic-2018-800443
Księga czarownic
Serial, który polecało mi na prawdę wiele osób. Początkowo pozostawałam wobec niego obojętna, ale z kolejnymi poleceniami w końcu się skusiłam :D Na luźny wieczór jest całkiem fajną propozycją, nie wymagającą szczególnej uwagi. Największa zaleta tego filmu to chyba jej klimat - wszystko jest idealnie do siebie dopasowane.. Niektóre odcinki podobały mi się bardziej, drugie mniej (te mocno fantasty), ale ogólnie całkiem przyjemny serial. Aktorzy też idealnie dopasowani - mimo, że początkowo byłam do nich sceptycznie nastawiona.

https://www.filmweb.pl/serial/Ty-2018-801283
Ty 
Kolejna propozycja o której było ostatnio całkiem głośno. Muszę przyznać, że jednak nie przypadła mi do gustu. Jest bardzo, baaaaardzo monotematyczna.  Na początku jeszcze byłam ciekawa do czego posunie się główny bohater, ale pod koniec już było to po prostu nudne - nie polecam.

https://www.filmweb.pl/serial/Pod+powierzchni%C4%85-2018-810069
Pod powierzchnią
Na koniec perełka i to nasza rodzima polska produkcja! Która dowodzi, że mamy na prawdę potencjał jeśli chodzi o seriale. Bo jest to kolejny świetny, polski serial trzymający widza w napięciu i sprawiający, że nie można się doczekać kolejnego odcinka. Do tego w każdym odcinku jest mnóstwo zwrotów akcji, a tajemnice są rozwiązywane stopniowo. Polecam Wam obejrzeć, bo obok Belfra, Pułapki to jeden z najlepszych seriali jeśli chodzi o te polskie ;)

Znacie którąś z moich propozycji? Jak ja oceniacie?
Co możecie od siebie mi polecić?

Nie zapomnijcie wyrazić swojego zdania na temat zmiany formy 'przeglądów kulturalnych' - będzie to dla mnie bardzo pomocne ;)
Czytaj dalej

Nowości w mojej kosmetyczce - październik, listopad (2018). Czy udało mi się przeżyć te miesiące za 50 zł?


Tym razem wpis zacznę od małego ogłoszenia.. W ciągu najbliższych 2/3 miesięcy może być mnie tu nieco mniej.. Są sprawy ważne i ważniejsze, dlatego postanowiłam zmniejszyć ilość publikowanych postów w tygodniu z dwóch na jeden.
Tyle słowem wstępu, a dzisiaj zapraszam Was na wpis z nowościami kosmetycznymi. Jako, że listopad dobiega końca pora je pokazać i 'rozliczyć' się z moich wydatków. Jeśli jesteście ciekawe co kupiłam i czy udało mi się nie przekroczyć magicznego progu 50 zł to zapraszam do czytania! :)
W pierwszym tygodniu października po małym dwumiesięcznym detoksie udałam się do hebe, które jak zawsze kusiło mnie atrakcyjnymi promocjami. W ten sposób dzięki obniżkom bodajże -40% na pielęgnacje twarzy do koszyka wpadł ulubiony płyn micelarny Bielenda (10,20 zł) i serum do twarzy (16,80 zł). Tym razem postanowiłam wypróbować to z chwalonej serii zielona herbata. Już mam małe porównanie do mojego ulubieńca i zdradzę Wam, że na dłuższą metę ten produkt ze mną nie zostanie. Do tego postanowiłam kupić podkład Catrice - all matt, który również wiele osób od dawna chwaliło. Na niego też była niezła promocja - kosztował 16,20 zł.
Nie mogłam sobie także odpuścić zakupów podczas sławnej promocji na kolorówkę w Rossmannie. Muszę przyznać, że jestem na prawdę zadowolona z zakupów, bo jak nigdy udało mi się kupić wszystko co planowałam. Podczas zamówienia online udało mi się dorwać ulubiony zmywacz Isana (1,80 zł), matowy błyszczyk Lovely (4,95 zł), ryżowy puder wibo (7,65 zł) i podkład Eveline (16,43 zł). Z kolei podczas odbioru zamówienia w drogerii skusiłam się jeszcze na żel do brwi Lovely (4,40 zł), który jest już stałym bywalcem u mnie i puder bananowy wibo (7,65 zł). Najbardziej jestem ciekawa pudrów i podkładu, który wiele osób chwaliło :)
Przy okazji innej wizyty w Rossmannie trafiłam na maskę Perfecta w 'cenie na do widzenia' za zawrotną kwotę 8,40 zł. W sumie to żałuję, że nie wzięłam też wersji węglowej :D Przy okazji zakupów spożywczych do moich zbiorów dołączył szampon Babuszki, chociaż jego (na szczęście) nie wliczam do rachunku, bo zapłaciła za niego mama :) W innej drogerii z kolei kupiłam peeling Organic shop (ok. 10 zł).
Pod koniec października wpadły jeszcze zakupy 2 niezbędnych kosmetyków. Są to produkty do podstawowej pielęgnacji, czyli dezodorant adidas (8,60 zł) i siarkowe mydło do mycia twarzy (3,90 zł), które bardzo lubię :)
Listopadowe zakupy rozpoczęłam od kupna żeli Isana z limitowanej edycji. Zazwyczaj nie dane było mi wypróbować edycji limitowanych, ale tym razem skorzystałam z tego, że moje zapasy się uszczupliły. Darowałam sobie zakup wersji 'fall in love', bo wydawała się w opakowaniu obrzydliwie słodka :P Wersję herbacianą używam aktualnie i w sumie nie ma wielkiego szału, pomarańczę z cynamonem zostawię sobie na grudzień. Za dwie sztuki na promocji zapłaciłam ok. 7 zł. W mniejszej drogerii skusiłam się na krem Evree (7 zł). Uwielbiam kremy do rąk tej firmy, ale ta wersja jest dla mnie nowością :)
Skusiłam się jak większość z Was także na zakup zwierciadła z tonikiem Vianek (8 zł) - jako, że wersja normalizująca powoli sięga dna. Brakowało mi w moich zbiorach mocno oczyszczającej maseczki, więc postanowiłam kupić klasyczną czarną glinkę (5 zł).
Na promocji 'black week' w hebe skusiłam się na ulubione serum Bielenda, które było w bardzo korzystnej cenie - 14,20 zł. Do tego w koszyku wylądował melonowy sorbet Soraya (9 zł). Dłuuugo kusiła mnie ta seria, więc cieszę się, że będę miała możliwość w końcu ją wypróbować :D Szampon Babuszki to znowu zakup przy okazji jedzeniowych zakupów, za który zapłaciła mama :)

To wszystko - chyba nie jest tego, aż tak dużo :D
W październiku kupiłam 14 produktów za które zapłaciłam ok. 116,98 zł, a w listopadzie - 8 produktów na które wydałam ok. 50,20 zł. Tak więc w pierwszym miesiącu trochę poszalałam, ale już w (jeszcze) trwającym poszło mi bardzo ładnie :D

Coś znacie? Coś Was ciekawi?
Czytaj dalej

Normalizujący tonik i maseczka do twarzy - Vianek.


Muszę przyznać, że nie testowałam zbyt wielu produktów Sylveco, czy jej siostrzanych marek. A dzisiaj będzie właśnie mowa o produktach siostrzanej marki - Vianek. Wcześniej miałam od nich jedynie krem do rąk, który zresztą niezbyt się u mnie sprawdził.. Tym razem mam jednak do przedstawienia kosmetyki do pielęgnacji twarzy - maseczkę i tonik. Jak się sprawdziły? - o tym przeczytacie w dzisiejszym wpisie :)
Zacznę od toniku do twarzy, który będzie ze mną nieco dłużej niż maseczka :) Kupujemy go w buteleczce o pojemności 150 ml z zamykaniem na 'klik'. Mówiąc szczerze znacznie bardziej wolę rozwiązania z atomizerem, które rozpylają delikatną mgiełkę. Wygląd jest minimalistyczny charakterystyczny dla marki - kojarzy się z 'naturalnością' i jest miły dla oka. 
 Żeby nie tracić cennych właściwości toniku zamiast na płatek wylewam go bezpośrednio na dłoń i delikatnie wklepuję w twarz. Jego zapach jest przyjemny i w głównej mierze miętowy. Przez co rankiem fajnie rozbudza, a wieczorami odświeża zmęczoną skórę. Mi przypadł do gustu - jest bardzo świeży i zarazem nie męczący, ale jeśli ktoś nie lubi miętowych woni zapewne nie będzie zadowolony.
Jeśli chodzi o działanie to moim zdaniem w tonikach ciężko do końca je w 100% ocenić, bo np. trudno stwierdzić czy przywraca cerze optymalne pH :) W tej kwestii możemy jedynie ufać producentowi. Na pewno tak jak wspominałam przyjemne odświeża cerę, przez co rankiem, czy wieczorem z przyjemnością po niego sięgam. Dodatkowo fajnie koi skórę i ją 'uspokaja' - na mojej problematycznej cerze jak najbardziej dobrze się sprawdza. Warto jednak zaznaczyć, że nie zauważyłam podczas jego stosowania wpływu na nawilżenie skóry, dlatego moim zdaniem lepiej sprawdzi się w okresie letnio - jesiennym. Na zimę może nie być wystarczający, jeśli szukamy toniku, który będzie miał wpływ na nawilżenie skóry. Na duży plus zasługuje naturalny skład toniku.
Jeśli chodzi o cenę, to sama kupiłam go za ok. 16-17 zł, co jak dla mnie nie jest zbyt wygórowaną ceną. Zwłaszcza biorąc pod uwagę przyjemne działanie. Kupicie go w aptekach i wielu już drogeriach np. hebe czy naturze.
Maseczkę z kolei kupujemy w saszetce o pojemności 10 ml - u mnie taka pojemność wystarczyła spokojnie na dwa użycia. Sam wygląd jest identyczny jak w toniku, więc tu nie ma co się rozwodzić. Za to zapach jest nieco inny, powiedziałabym, że mniej czuć mięte i jest bardziej ziołowy. Konsystencja jest przyjemnie glinkowo - kremowa, bez problemu nakłada się ją na twarz. Początkowo jej barwa jest zielonkawa, ale zasychając zmienia kolor na nieco szarawy. Co do zasychania - na pewno nie zasycha tak szybko jak glinki, ale też trzeba mieć to na uwadze. Fajnie pod ręką mieć jakiś tonik czy cokolwiek do spryskania ;)
Jeśli chodzi o działanie to już podczas 1 użycia byłam nim zdecydowanie oczarowana! ♥ Używałam jej podczas gorszych dni mojej cery i wtedy zdała na prawdę dobrze egzamin. Skóra była dobrze oczyszczona, ale nie wysuszona jak to czasami ma miejsce przy glinkach. Dodatkowo po zmyciu była przyjemnie matowa. Niedoskonałości były przygaszone i mniej widoczne - co szczególnie mi się spodobało ;) Mało która maska daje pod tym względem tak fajny efekt! Jak dla mnie jest ona idealna właśnie na takie gorsze dni naszej cery. Z pewnością do niej jeszcze wrócę. Cena saszetki to ok.5-6 zł. Normalnie powiedziałabym, że jak na saszetkę to nie mało, ale jako, że jest jej w opakowaniu całkiem sporo to na prawdę nie jest źle. Biorąc pod uwagę efekty, czy naturalny skład.

Znacie te produkty? Jak u Was się sprawdziły? A może znacie jakieś inne kosmetyki tej serii/tej firmy? Co mi od nich polecacie?
Czytaj dalej

Maska do włosów Garnier Fructis - Papaya Hair Food.


Jeśli chodzi o markę Garnier to jakoś nigdy nie było nam specjalnie po drodze.. Owszem miałam sławny różowy płyn micelarny i w sumie na nim skończyła się moja przygoda z tą marką. Jednak gdy na rynku pojawiła się nowa seria masek do włosów - Hair Food wiedziałam, że w końcu któraś z wersji będzie moja. W ten sposób na wakacjach do moich zbiorów trafiła do mnie wersja z papają, ale kusiła i nadal kusi mnie jeszcze bananowa :) Jeśli jesteście ciekawe czy maska przekonała mnie do kosmetyków tej marki to zapraszam do czytania.
Opakowanie produktu to plastikowy słoiczek o pojemności 390 ml. Wiem, że sporo dziewczyn pisało gdzieś w recenzjach, czy komentarzach, że to duża pojemność - dla mnie jednak nie jest taka wielka w porównaniu do litrowych kallosów :P Zresztą nawet wolę maski w takich większych pojemnościach.
Sam wygląd jest bardzo kolorowy - moim zdaniem miły dla oka i rzucający się w oczy na sklepowych półkach. Pierwsze co zachwyciło mnie po otwarciu maski w domu to zapach - mocno owocowy, słodki jakby tropikalny i niesamowicie intensywny! Czułam go nawet gdy leżał zakręcony w łazienkowej szafce! :D 
Nie wiem jak pachnie papaja, więc nie mogę stwierdzić na ile woń jest do niej zbliżona, ale miałam jakiś czas temu krem do rąk evree też w wersji papaja i to zuuuuupełnie inne zapachy. Ten nie jest tak męczący, także jeśli znacie ten kosmetyk to macie jakieś porównanie ;) W masce jest na prawdę apetyczny, więc zrozumiały jest napis na opakowaniu  'nie połykać' :D
Konsystencja jest gęsta i przyjemnie kremowa, nie ma jednak problemów z rozprowadzeniem maski na włosach. Porównałabym ją do budyniu, nie jest też tak wodnista jak niektóre kallosy. 
Producent na opakowaniu umieszcza 3 sposoby na stosowanie maski, co widzicie powyżej. Sama skorzystałam tylko z 2 i używałam jej jako odżywki lub maski. Za każdym razem włosy po użyciu były niesamowicie miękkie, gładkie, nawilżone i mięsiste. Do tego nie było żadnych problemów z ich rozczesaniem i na długo po myciu pachniały jeszcze owocowo! Muszę przyznać, że to chyba pierwsza maska, przy której zapach utrzymywał się u mnie tak długo :) Jednak należy uważać z ilością nakładaną na włosy, bo kilka razy miałam wrażenie, że delikatnie je obciążyła. Zwłaszcza jak wcześniej jeszcze stosowałam olej.. Minimalna ilość w zupełności wystarczy. Co przekłada się też i na jej wydajność. Na 3 sposób bez spłukiwania nie odważyłam się choćby właśnie ze względu na to obciążenie moich cienkich włosów mimo spłukiwania.
Bardzo spodobał mi się też pomysł z 'rozpisaniem' składu. Pierwszy raz spotykam się z takim omówieniem każdego składnika - duży plus za to się należy dla marki! :) Sam w sobie skład należy do bardzo przyjemnych, zwłaszcza na kosmetyk typowo drogeryjny. Ogólnie maska jest warta uwagi, chociaż to obciążanie znacznie ostudziło mój zapał do niej :D
Maskę znajdziecie na pewno w hebe i rossmannie. W cenie regularniej kosztuje ok. 25 zł, ale często można ją spotkać za ok. 18 zł. W ofercie znajduje się też wersja bananowa, jagody goji i macadamia. Niedługo też w sklepach ma pojawić się nowa wersja aloesowa :) 

Znacie te maski? Jak u Was się sprawdziły? Polecacie inne wersje?
Czytaj dalej

Etykiety

4 pory roku AA Alterra alverde anatomicals avon Balea Balmi balsam do ciała balsam do ust Barwa bebeauty bell Bi-es Bielenda Biolove catrice celia ciało cienie do brwi denko dermena dm Dr.Konopka's ecocera efektima elfa-pharm eos essence Eveline Evree Farmona film Flormar Garnier gliss kur Golden Rose Green Pharmacy Himalaya hity roku Holika holika Ingrid Isana Jantar Joanna Kallos kobo kolastyna kolorówka korektor pod oczy kosmetyczne premiery kosmetyczni ulubieńcy krem bb krem cc krem do rąk krem do twarzy krem pod oczy książki kulturalne podsumowanie roku L'biotica La Rive lakier do paznokci lemax lifestyle Lirene liście manuka Loreal lovely Luksja makijaż Marion mariza maseczka do twarzy maseczki w płachcie maska/odżywka do włosów masło do ciała Maxfactor Maybelline mini recenzje miss sporty Miya miyo mus do ciała muzyka my secret mydło do ciała i włosów Nacomi naklejki wodne Natura Estonica naturalnie Neutrogena niekosmetyczni ulubieńcy nivea nowości oceania odżywka do paznokci Oillan olej do włosów olejek do twarzy Organic shop Organique organizacja Originals Palmolive paznokcie peeling peeling do rąk peeling do skóry głowy peeling do twarzy perfecta pianka do twarzy pianka pod prysznic pielęgnacja pielęgnacja twarzy planet spa płyn micelarny podkład podróże pomadka promocja na kolorówkę w Rossmannie promocja na pielęgnacje twarzy w Rossmannie prywatnie Przegląd kulturalny przegląd marki puder Rimmel Rival de Loop rosyjskie kosmetyki bani agafii Sally Hansen Seche Vite selfie project serial serum skarpetki złuszczające soraya Stara Mydlarnia Sylveco szampon tag tanie kosmetyki Tatry tołpa tonik top coat treaclemoon Tutti Frutti twarz Ulubione blogi usta Venus Vianek Vipera wcierka wibo wieczorna pielęgnacja wishlista włosy wygląd bloga wyjazdowa kosmetyczka wzorki na paznokciach Yves Rocher zagraniczne kosmetyki ziaja żel aloesowy żel do brwi żel pod prysznic
me & my passions © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka