Aktualizacja pielęgnacji twarzy - zima/wiosna 2018.

Heeej :)
Czas nadrobić zaległości w seriach prowadzonych na blogu. Ostatnia aktualizacja mojej pielęgnacji twarzy pojawiła się w styczniu, więc czas najwyższy na kolejną odsłonę.
Muszę jednak przyznać, że większość kosmetyków z dzisiejszego zestawienia zostało już wykończonych i zastąpionych nowymi. Jednak jako, że szkoda mi zdjęć, które już zrobiłam to zdecydowałam się umieścić tą aktualizację. Zwłaszcza, że sporo produktów z tego zestawienia będzie  nowością na blogu. Za jakiś czas pojawi się za to kolejna - letnia odsłona ;) Jeśli jesteście ciekawi jak wyglądała moja pielęgnacja cery na wiosnę to zapraszam do czytania!
Zaczynając standardowo od oczyszczania.. Jak wielokrotnie pisałam do zmywania makijażu preferuje płyny micelarne i w tej kwestii nic się nie zmieniło :D Zmieniła się za to firma, bo zamiast Bielendy widzicie Eveline. Słyszałam o płynach tej marki wiele dobrego i rzeczywiście radzą sobie z oczyszczaniem bardzo dobrze. Nie podrażniają oczu, chociaż moim numerem 1 tutaj jest nadal Bielenda :)
Jako tonik nadal służy mi Ziaja z serii jagody acai. Mam nadzieję, że w kolejnej odsłonie zobaczycie już coś nowego, aczkolwiek sprawdza się całkiem przyzwoicie. Bardzo lubię taką formę aplikacji - zwłaszcza rano ;)
Zanim używam toniku w ruch idzie oczywiście coś do mycia twarzy i zmycia pozostałości makijażu. Tym razem jednak zamiast mydełek w kostce używałam białego mydła Banii Agrafii, które bardzo fajnie się sprawdziło. Dobrze oczyszczało i jednocześnie było łagodne dla skóry.
Po małej przerwie wróciłam także do pasty Ziaji z serii Liście manuka, która dobrze sprawdza się w roli peelingu. Używam jej kilka razy w tygodniu, dobrze radzi sobie z usuwaniem martwego naskórka, dzięki całkiem sporej ilości drobinek peelingujących.
W zimniejszych miesiącach do nawilżania twarzy używałam sławnego już kremu MIYA z masłem shea. Muszę jednak przyznać, że mam co do niego mocno mieszane uczucia - więcej jednak zdradzę w osobnym poście na jego temat ;) Jako, że potrzeby mojej cery zmieniają się wraz z porami roku, postanowiłam zamienić na cieplejsze miesiące kremy na żel aloesowy holika holika. Mam go od niedawna, więc więcej powiem pewnie w kolejnej aktualizacji.. :)
Nie mogło zabraknąć i maseczek do twarzy. Jak zapewne kiedyś już pisałam staram się mieć zarówno w tej kwestii coś oczyszczającego jak i nawilżającego. Maskę Originals mam od kilku tygodni i jest dla mnie nowością. Nie wróżę jej jednak świetlanej przyszłości, bo póki co mnie nie zachwyciła. Za to maseczka rosyjska z mlekiem łosia jest u mnie nie pierwszy raz i bardzo ją lubię :) Oprócz tego często korzystam z saszetek, gdy robiłam zdjęcia miałam akurat tylko dwie maski. Obie już zużyłam i obie bardzo fajnie się u mnie sprawdziły ;)
Do nawilżenia ust nadal dzielnie służy mi balsam Evree i muszę przyznać, że jestem z niego bardzo zadowolona. Na zewnątrz nie byłby może najtrafniejszym wyborem, ale do stosowania w domu jest idealny. Oprócz tego co jakiś czas zdarza mi się użyć maści Benzacne, przy wysypie niedoskonałości. Używam ją już od dobrych miesięcy, więc jest sprawdzonym produktem. Chociaż obecnie sięgam po niej dużo rzadziej niż wcześniej :)

To wszystko w tej aktualizacji, za jakiś czas postaram się zrobić nową - bardziej aktualną :D
Coś znacie z tych produktów? Jak u Was się one sprawdziły? Jak ogólnie wygląda Wasza pielęgnacja twarzy? :)
Czytaj dalej

Nowości w mojej kosmetyczce - czy udało mi się przeżyć kwiecień i maj za 50 zł?

Heeeej :)
Dzisiaj co prawda miał pojawić się zupełnie inny wpis, ale ze względu na niewielką ilość czasu przychodzę do Was z szybkim przeglądem kosmetycznych nowości. Jak zawsze będzie on obejmował minione dwa miesiące, a na koniec podsumuję ile wydałam na kosmetyki i czy udało mi się przeżyć dany miesiąc za 50 zł. Jeśli jesteście ciekawe na co tym razem się skusiłam to zapraszam do czytania :)
Na początku kwietnia skorzystałam z bardzo korzystnej ceny płynów micelarnych od Eveline. Moimi dotychczasowymi ulubieńcami były co prawa płyny Bielendy, ale i o tych słyszałam wiele dobrego, że postanowiłam wypróbować je na własnej skórze. Kupiłam go w hebe za 8 zł, co jak dla mnie jest świetną ceną jak na tak dużą pojemność ;) W tym samym czasie w drogerii obowiązywała obniżka -70% na zapachy jeśli się nie mylę. Do koszyka wylądował więc zapach do torebki od La Rive - Have fan (6 zł), który sporo osób lubi i poleca. Na lato będzie idealny ;) Maskę do twarzy Originals kupiłam już w Rossmannie za 7 zł, przy okazji zamówienia online podczas promocji na kolorówkę.
Wtedy właśnie do koszyka wpadł tusz Lovely, który bardzo lubiłam swego czasu. Muszę przyznać, że nie pamiętam dokładnie jego ceny, ale podejrzewam, że wyszedł jakoś po 5 zł. Do tego dołożyłam puder miss sporty (ok. 6 zł), o którym słyszałam sporo dobrego. Planowałam co prawda kupno innych pudrów, ale jak to zazwyczaj bywa - nie były dostępne. Podczas drugiego podejścia do promocji kupiłam 2 podkłady 'w zastępstwie' dla innych - niedostępnych. Podkład od AA wyszedł za 6,30 zł, a od Bielendy bodajże za 5,80 zł. Mimo, że w sumie tylko tusz Lovely był planowanym zakupem, to całość wyszła dość korzystnie cenowo ;)
W kwietniu dotarł do mnie także szampon Dermena do testów. Od dawna byłam go ciekawa, więc ucieszyłam się z możliwości jego wypróbowania. O moich wrażeniach już pisałam tutaj.
W poprzednim przeglądzie nowości pokazywałam Wam peeling Bielenda w wersji z trawą cytrynową. Spodobał mi się on na tyle, że tym razem sięgnęłam po drugą dostępną wersję zapachową. Kosztował 14,50 zł. Pod koniec kwietnia udało mi się upolować w hebe żel aloesowy Holika Holika za 20 zł. Od dawna chciałam go wypróbować, czekałam tylko na dobrą cenę. Myślę, że na lato będzie idealnym zamiennikiem kremu. Przy innej okazji do koszyka wpadła gąbeczka do nakładania podkładu (15 zł).
Pierwsze zakupy w maju z kolei to spełnienie dwóch chciejstw, czyli kosmetyki Lirene. Oba kupiłam oczywiście na promocji :D Peeling przy okazji obniżki na pielęgnacje twarzy w hebe za 11,40 zł, a balsam w super pharm za 12 zł. Ostatni 'nawilżacz' do ciała od Venus nie dawał rady, więc mam nadzieje, że ten okaże się dużo lepszy.
Maseczki z biedronki ostatnio zyskały nie małą popularność na instagramie. Postanowiłam, więc i ja wypróbować wszystkie trzy. Wersja peel off z poprzedniego zdjęcia wpadła do koszyka przy okazji zakupów żywieniowych, wiec nie wliczam jej do mojego rozrachunku. Kolejne dwie kupiłam już sama i zapłaciłam za nie ok. 3 zł. Postaram się napisać post zbiorowy o całej trójce jak tylko wszystkie zużyje :) Do tego dezodorant Rexona za 8,90 zł.
Na koniec zakupy z trwającej jeszcze w Rossmannie promocji 2 + 2 na pielęgnację twarzy. Podobnie jak w wypadku promocji na kolorówkę zakupy robiłam wspólnie z siostrą. Wyszła więc nam w sumie promocja 1 + 1 i każda płaciła za droższy kosmetyk. U mnie była to maseczka, więc zapłaciłam 24 zł. Muszę przyznać, w przeciwieństwie do promocji na makijaż tutaj jestem bardzo zadowolona z zakupów. Udało mi się bowiem kupić dokładnie to co chciałam, więc jestem w 100% zadowolona. Zakupy odbyły się też w dużo lepszej atmosferze niż te na kolorówkę. Obyło się bez tłumów i przepychanek, co w sumie zawsze mnie zadziwia, porównując promocję na pielęgnację z tą makijażową :D

Podsumowując w kwietniu wydałam ok. 93,60 zł, a do kosmetyczki wpadło 11 nowych kosmetyków. W maju z kolei zapłaciłam ok. 59,30 zł, a kupiłam 8 produktów (wliczając saszetki). Cel więc jak to zwykle bywa nie został osiągnięty, ale specjalnie nie żałuje :D

Znacie produkty z dzisiejszego zestawienia? Co szczególnie wpadło Wam w oko? :)
Czytaj dalej

Regenurujący balsam do ciała z mango - Venus Nature.

Heeeej :)
Kilka miesięcy temu wokół marki Venus pojawił się całkiem spory szum za sprawą ich nowej - 'naturalnej' serii Venus Nature. W jej skład weszło kilka 'półproduktów' oraz kilka gotowych kosmetyków. Ja skusiłam się na produkt z drugiej grupy, a dokładniej na balsam do ciała.
Na wstępnie dodam, że nigdy nie miałam większych problemów z przesuszoną skórą. Większość balsamów dawała u mnie radę i nie musiałam zbytnio szukać tych bardziej nawilżających..
Jak sprawdziła się u mnie ta nowość? - zapraszam do czytania :)
Opakowanie było bardzo dobrym początkiem znajomości z tym balsamem. Jest ono bowiem bardzo wygodne - zamykana tuba na klik. Do tego wykonana jest z miękkiego plastiku, nawet pod koniec nie ma problemów z wydobyciem produktu.
Zapach jest baaardzo delikatny, przyznam szczerze, że nie wyczuwam w nim zbytnio mango. Jednak umieszczam go w kategorii tych miłych dla nosa :) Konsystencja jest dla mnie jest rzadka i łatwo 'ucieka' z dłoni, więc trzeba uważać przy wydobywaniu balsamu.
Samo rozprowadzanie produktu może sprawiać sporo problemów, bo za każdym razem smuży i zostawia białe ślady na ciele. Przy dość dokładnym rozsmarowaniu jednak można sobie z nimi poradzić. Nawet gdy pozostawimy go do wchłonięcia to nie musimy zbyt długo czekać. Jednak mimo szybkiego wchłaniania za każdym razem zostawiał on u mnie 'tępą' warstwę. Pewnie w tym momencie nie wiecie za bardzo o co mi chodzi, bo sama spotkałam się z tym po raz pierwszy. Po prostu nie daje on uczucia miękkiej, nawilżonej skóry, a zostawia właśnie ją właśnie taką 'tępą' w dotyku. 
Mimo, że nigdy nie miałam większych problemów z nawilżaniem skóry ciała, a przynajmniej tak myślałam to ten balsam pod tym kątem zupełnie się u mnie nie sprawdził. W okolicy łydek zauważyłam szczególnie suche miejsca, którym produkt nie podołał. Skład z tego co się zorientowałam jest całkiem przyjemny i można go uznać za 'naturalny'. Mimo tego sama nie jestem z niego zadowolona, wielokrotnie balsamy z gorszymi składami sprawdzały się u mnie dużo lepiej. Czytałam jednak wiele pozytywnych opinii na jego temat, więc być może u Was sprawdziłby się lepiej ;)
Koszt tego balsamu to mniej niż 10 zł, więc bardzo tanio. Do kupienia w Rossmannie.

Znacie ten produkt lub inne z linii Venus Nature? Jak sprawdził/y się u Was?
Czytaj dalej

Kosmetyczne premiery, czyli co nowego czeka na nas w drogeriach? - czerwiec, lipiec.

Heeej :)
Dzisiaj przychodzę do Was z wpisem, który zainteresuje pewnie wiele osób. Czemu w sumie specjalnie się nie dziwie, bo sama lubię go przygotowywać i obczajać co nowego pojawi się na półkach w drogerii. Ostatni post z serii kosmetycznych premier pojawił się w marcu i dotyczył głównie maja i kwietnia (do przeczytania --> tutaj). Dzisiaj skupię się na czerwcu i lipcu, dokładne daty jak zawsze znajdziecie pod danym kolarzem ;)
Zacznę z przytupem od jednych z najfajniejszych nowości, czyli maseczek Bielendy. Tym razem marka postawiła na owocowe maseczki w słoiczkach. Arbuzowa wersja na pewno będzie moja, bo baaaardzo lubię ten owoc i ogólnie wszystko co z nim związane :D Ale wersja z ananasem też wygląda bardzo kusząco. Niestety musimy na nie nieco dłużej poczekać, bo pojawią się w lipcu.
Kolejne nowości od tej marki to tym razem szaszetki.. Do zwierzakowych masek, już dostępnych na rynku dołączy wersja z lwem. Całkiem ciekawym produktem jest też maska peel off w wersji 'dla niej i dla niego' - coś zupełnie nowego wśród masek ;) Obie nowości pojawią się w lipcu, za to już w następnym miesiącu swoją premierę mają mieć węglowe plastry na nos. Jednak z tego co wiem już można je dorwać w drogeriach :P
Do serii Botanic Spa w lipcu dołączą kremy do rąk, a w skład oferty dove już w czerwcu wejdą balsamy do ciała w spreju.
W kolejnym miesiącu możemy też szukać nowych dezodorantów Fa, a w lipcu balsamu eos o nowej lekkiej formule. Wersja ze zdjęcia to hibiskus i brzoskwinia.
Całkiem ciekawe nowości przygotowała dla nas Alterra. W jej ofercie pojawi się m.in. węglowa maska, która przewijała się już gdzieś przez Instagram, ale do zdobycia była zagranicą. Zaskoczyła mnie też obecność żelu aloesowego w nowościach tej marki. Niestety nie znalazłam jego składu, więc nie jestem pewna czy jest to 'czysty aloes'.. W ofercie Herbal Care (Farmona) pojawi się krem z węglem, ciekawe czy ma taką samą czarną formułę jak ten od Bielendy :D Wszystkie nowości pojawią się w czerwcu.
 Kolejne produkty, które szczególnie przykuły moją uwagę to maseczki Selfie project. Wyglądają bajerancko i skuszą na pewno nie jedną maseczkomaniaczke i srokę :D Dostrzegam tutaj też inspirację maseczkami glamglow, w ich ofercie widziałam zdaje się podobną brokatową, czarną maseczkę ;) Dostępność --> lipiec.

W czerwcu pojawią się nowe produkty do włosów marki Petal Fresh. Wiem, że wiele osób bardzo lubi tą markę, więc pewnie ucieszy ich pojawienie się kolejnych nowości. W ofercie garniera od lipca będzie dostępna mniejsza wersja różowego płynu micelarnego, który jest hitem wielu osób. W czerwcu pojawić się ma czarna maska w płachcie, ale ją także widziałam już chociażby w hebe ;)
W kolejnym miesiącu czeka nas też sporo nowych szamponów i odżywek Herbal Essences. Przyznaję, że nie kojarzę bardzo tej firmy, ale zapachy wydają się interesujące ;)

Tołpa zyskała już sporą rzeszę fanów, więc zapewne nie jednego ucieszy pojawienie się mazideł do ciała w różnej formie m.in. balsamu, mleczka i sorbetu. Do kupienia od czerwca.
Kolejni moi faworyci wśród nowości to kremy do rąk od Eveline - wyglądają przepięknie. Zapachy też mają bardzo ciekawe, więc prędzej czy później któryś będzie mój :P Kolejna nowość to woda różana, a tak właściwie to po prostu płyn micelarny.
Wielbiciele kolorówki także znajdą coś dla siebie, bo wśród nowości Eveline pojawi się m.in. seria holo i nowy tusz do rzęs. Mi w oko wpadł przede wszystkim niebieski lakier - zobaczę swatche na internecie i być może się na niego skuszę ;) Co do błyszczyków to one jak dla mnie akurat wyglądają dość tandetnie :D Wszystkie nowości od Eveline pojawią się w czerwcu.
AA tym razem postawiło na rozświetlacze wśród swoich nowości - znajdziemy je w 'klasycznej' i płynnej wersji. Oprócz tego w czerwcu pojawi się także paleta holograficzna do twarzy i ciała, oraz cienie i pudry mineralne. 

Co tym razem wpadło Wam w oko? A może tym razem pozostaniecie niewzruszone? :D 
Mnie samej jak mogłyście przeczytać wpadło do oka kilka nowości :)

Miłego weekendu! ♥
Czytaj dalej

Maska i peeling 2 w 1? - maseczka do twarzy AA.

Heeeeeej :)
Dzisiaj znowu zaległa recenzja, bo dzisiejszą maseczkę widzieliście już w ostatnim denku. Jednak myślę, że jest to produkt o którym warto wspomnieć, chociażby dlatego, że jest stosunkową nowością na rynku :)
Nie wiem czy kojarzycie maseczki od AA w saszetkach - właśnie w takiej formie spotkałam się wcześniej z formą maski i peelingu '2 w 1'. Bardzo miło wspominam to spotkanie, więc tym bardziej byłam ciekawa czy to nie ten sam produkt. Oczywiście podczas używania znalazłam odpowiedź na to pytanie, także i o tym wspomnę w tym poście. Zapraszam do czytania! :)
Maseczkę kupujemy w papierowym kartoniku z wszystkimi niezbędnymi informacjami o kosmetyku. Co więcej wszystkie informacje nie są powtarzane już na właściwym opakowaniu, więc jeśli się nie mylę to np. składu możemy szukać jedynie na kartoniku.
Właściwe opakowanie to zakręcana tubka o pojemności 30 ml, więc w sumie szału z ilością nie ma. Chociażby maseczki z Bani agrafii mają aż 100 ml, a Loreal 50 ml. Cenowo co prawda nie ma tragedii, bo maskę znajdziemy za ok. 10-15 zł. Ale gdyby porównywać je z innymi maskami, to np. w porównaniu do rosyjskich saszetek wypada nieco mniej ekonomicznie.
Konsystencji nie mam nic do zarzucenia - nie ma problemów z nakładaniem maseczki, czy ogólnie wydobyciem jej z opakowania ;) Zapach nie jest zbyt charakterystyczny, trudno go do czegoś porównać, ale jest raczej przyjemny dla nosa.
Jeśli chodzi o działanie, zacznę od tego, że maska dedykowana jest mojemu typowy cery czyli skórze mieszanej i tłustej. Według producenta ma głęboko oczyszczać, złuszczać i zmniejszać widoczność porów. Oczyszczanie rzeczywiście jest widoczne, aczkolwiek gdybym miała porównać ją z innymi maskami jakie miałam okazje używać to znam lepiej oczyszczające. Na plus jednak to, że nie wysusza ona zbyt bardzo skóry. Po jej użyciu cera jest odświeżona i rzeczywiście gładka. Drobinek peelingujących jest całkiem sporo więc przyjemnie masują one skórę przy zmywaniu. Co do widoczności porów to akurat to działanie ciężko mi ocenić, ale raczej nic takiego nie zaważyłam.
Maska okazała się być przyjemniaczkiem, który sprawdzi się szczególnie wtedy gdy mamy niewiele czasu. W jednym produkcie znajdziemy wtedy działanie dwóch kosmetyków. 
Jeśli chodzi o porównanie składów z wersją saszetkową to z mojego porównania wynika, że nie różnią się one niczym. Wiem, że sporo osób bardzo lubiło te jednorazowe maluchy, więc pojawienie się większej wersji na pewno je ucieszy. Słyszałam też, że w saszetkach maska lubiła zastygać, więc tu mamy ten problem z głowy :)
Poniżej wstawiam składy obu wersji do porównania, a krótką opinię na temat saszetkowej wersji znajdziecie tutaj.

Nowe maseczki od AA znajdziecie w Hebe i Rossmannie, do wyboru jest kilka wersji m.in z glinką czerwoną, zieloną, węglowa (bez peelingu) i sodowa. Sama na pewno skuszę się za jakiś czas inne wersje :)

Znacie już tą maseczkę? Jak się sprawdziła? A może miałyście inne wersje?
Czytaj dalej

Etykiety

4 pory roku AA Alterra alverde anatomicals avon Balea Balmi balsam do ciała balsam do ust Barwa bebeauty bell Bielenda Biolove catrice celia ciało cienie do brwi denko dermena dm ecocera efektima elfa-pharm eos essence Eveline Evree Farmona film Flormar Garnier gliss kur Golden Rose Green Pharmacy Himalaya hity roku Isana Joanna Kallos kobo kolastyna kolorówka kosmetyczne premiery kosmetyczni ulubieńcy krem bb krem cc krem do rąk krem do twarzy krem pod oczy książki kulturalne podsumowanie roku L'biotica lakier do paznokci lemax lifestyle Lirene liście manuka Loreal lovely makijaż Marion mariza maseczka do twarzy maseczki w płachcie maska/odżywka do włosów masło do ciała Maxfactor Maybelline mini recenzje miss sporty miyo mus do ciała muzyka my secret mydło do ciała i włosów Nacomi naklejki wodne naturalnie Neutrogena niekosmetyczni ulubieńcy nivea nowości oceania odżywka do paznokci olejek do twarzy Organic shop Organique organizacja Palmolive paznokcie peeling peeling do rąk peeling do skóry głowy peeling do twarzy perfecta pianka do twarzy pianka pod prysznic pielęgnacja pielęgnacja twarzy planet spa płyn micelarny podkład podróże pomadka promocja na kolorówkę w Rossmannie promocja na pielęgnacje twarzy w Rossmannie prywatnie Przegląd kulturalny przegląd marki puder Rimmel Rival de Loop rosyjskie kosmetyki bani agafii Sally Hansen Seche Vite selfie project serial serum skarpetki złuszczające soraya Stara Mydlarnia Sylveco szampon tag tanie kosmetyki Tatry tołpa tonik treaclemoon Tutti Frutti twarz Ulubione blogi usta Venus Vianek Vipera wcierka wibo wieczorna pielęgnacja wishlista włosy wygląd bloga wyjazdowa kosmetyczka wzorki na paznokciach Yves Rocher zagraniczne kosmetyki ziaja żel do brwi żel pod prysznic
me & my passions © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka