Nawilżający peeling pod prysznic, czyli nowość od Tołpa.

Heeej :)
Jak mijają Wam pierwsze dni lata? :)
Na dzisiaj przygotowałam wpis na temat peelingu pod prysznic, stosunkowej nowości w ofercie marki Tołpa. Jak wiecie bardzo lubię różnego rodzaju peelingi, więc ucieszyłam się gdy otrzymałam ten produkt od Korneli <3 Jak się sprawdził przeczytacie w dalszej części wpisu :)
Produkt otrzymujemy w plastikowym przeźroczystym opakowaniu z naklejkami w trzech kolorach. Są one dobrze do siebie dopasowane, że całość prezentuje się bardzo minimalistycznie i estetycznie. Na opakowaniu znajdziemy obietnice producenta i wszystkie niezbędne informacje. Swoją drogą napisane w nieco inny sposób - specyficzny dla marki. Co zresztą bardzo lubię w ich opakowaniach :) Pojemność peelingu to 200 ml.
Peeling 'stoi na głowie' i jest zamykany na zatrzask, więc całość jest bardzo wygodna. Nie ma problemu z wydobyciem go do końca, ani z dozowaniem odpowiedniej ilości kosmetyku.
 Jeśli chodzi o zapach to nie jest on zbyt charakterystyczny, więc trudno mi z czymś go porównać.. Ogólnie jest on taki kwiatowo-owocowy. Może nie jest to najpiękniejszy zapach jaki miałam, ale ogólnie jest przyjemny :)
 Konsystencja nie jest ani zbyt lejąca, więc nie przecieka przez palce, ani nie jest zbyt gęsta. Ma w sobie zatopionych mnóstwo białych drobinek, z dodatkiem brązowych - podejrzewam, że są to pestki moreli o których wspomina producent :)
Drobinki peelingujące nie są zbyt duże, więc na pewno nie jest to mocny peeling. Należy do tych raczej delikatniejszych, które możemy stosować codziennie i nie wyrządzą nam krzywdy. W kwestii działania peelingującego nie jestem więc jako fanka mocnych zdzieraków do końca zadowolona. Za to na plus zasługuje fakt, że skóra po jego użyciu jest na prawdę delikatnie nawilżona, tz. na tyle, że można darować sobie stosowanie balsamu :D
Skład także jest przyjemny, bez szkodliwych składników :)
Znacie tą nowość? :)
Czytaj dalej

Kosmetyki do 10 zł, które warto wypróbować (cz.4)

Heeeej :)
Wracam do Was wcześniej niż myślałam, bo ostatecznie sesja w tym semestrze okazała się bardzo łaskawa dla mnie :D Cały ten rok na studiach miną mi baaaardzo szybko, ale i pozytywnie. Zastanawiam się nawet nad postem na temat studiów, ale nie jestem przekonana czy byłby on ciekawy dla kogoś.. Więc póki co zaczynam wakacje razem ze sporą częścią z Was i powoli będę nadrabiać zaległości :) Mam kilka ciekawych recenzji do napisania, ale zanim to zapraszam Was na dzisiejszy wpis. Na dobry początek wybrałam jeden z wpisów, które mam wrażenie chętnie czytacie i który ja sama lubię zresztą czytać u innych. Mowa o tanich perełkach kosmetycznych - czyli kosmetykach do 10 zł wartych wypróbowania :)
Cała dzisiejsza gromadka przedstawia się tak:
Mamy praktycznie samą pielęgnację, ale dość różnorodną, bo jest coś do ciała, do włosów i do twarzy :) Do każdego produktu podam cenę przy opisie i link do recenzji, bo kilka produktów przewijało się już przez bloga.
Pomadka z peelingiem - Sylveco (ok. 10 zł)
Kosmetyk łączący w sobie działanie dwóch produktów.. Oprócz porządnego nawilżenia ust, dobrze radzi sobie z ich peelingowaniem i usuwaniem suchych skórek. Do tego ma całkowicie naturalny skład i korzystną cene - czego chcieć więcej? :) Pełną jego recenzję przeczytać można tutaj.
Woda brzozowa Isana (ok. 4/7 zł)
Produkt, który nie tak dawno opisywałam szerzej w osobnej recenzji - tutaj. Przyczynia się do powstawania mnóstwa baby hair i miałam wrażenie, że przyśpiesza wzrost włosów.. Na promocji można dorwać go za grosze praktycznie,więc nawet jakby się nie sprawdził nie tracimy wiele :)
Krem do rąk - tutti frutti (ok. 6 - 8 zł) 
Nie raz już wspominałam jak bardzo lubię serię kosmetyków z tej firmy :) Krem nie odstaje od reszty - dobrze się wchłania, jest lekki, a więc idealny na lato. Do tego przyzwoicie nawilża i nie zostawia tłustej warstwy. Pojawił się on nawet w ulubieńcach zimowych bodajże :)
Żele pod prysznic Balea (poniżej 10 zł)
Tutaj już trudniej dostępny kosmetyk, ale zdecydowanie wart wypróbowania. Bardzo polubiłam się z tymi żelami ze względu na świetne zapachy. Ten ze zdjęcia jest tylko przykładowym, chociaż nie ukrywam, że ta zimowa limitka im się chyba najbardziej udała. Ten malinowy pachnie cudownie, więc jak tylko jeszcze dorwiecie je to nie zastanawiajcie się tylko kupujcie. Sama niedługo mam nadzieje wypróbuję letnią edycję :) Ich dostępność u nas to przede wszystkim internet, chociaż wiadomo najtaniej kupimy je w dm-ie (za ok. 3 zł). Dokładniejsze wrażenia na temat zimowej limitki Balea przeczytacie tutaj
Rosyjska maseczka do twarzy z glinką niebieską (zależnie od rodzaju 5-10 zł)
Miałam okazję wypróbować już kilka tych rosyjskich kosmetyków i to ta maseczka szczególnie przypadła mi do gustu. Świetnie oczyszcza dzięki obecności glinki, tonizuje i uspokaja cerę. Więcej o niej pisałam jakiś czas temu - tutaj. Do tego jest coraz łatwiej dostępna w naszych drogeriach :) Sama wypróbuję na pewno inne rodzaje, a tą ze zdjęcia szczególnie Wam polecam :)

Tak prezentowała się dzisiejsza piątka. Znacie coś? Do wypróbowania czegoś Was skusiłam? :) 
Czekam także i na Wasze propozycje tanich i sprawdzonych kosmetyków, chętnie je wypróbuję.

Do napisania niebawem! :)

Czytaj dalej

Aktualna pielęgnacja twarzy - wiosna 2016. Aktualizacja! :)

Heeeej :)
Przychodzę do Was z kolejnym postem o pielęgnacji twarzy, a dokładniej z jego wiosenną aktualizacją :) Lubię czytać takie zestawienia u Was i miałam wrażenie, że ostatni wpis też cieszył się u mnie niezłą popularnością - tutaj można zobaczyć zimową pielęgnacje. Jeśli jesteście ciekawe jakich produktów używam w ciągu ostatnich miesięcy to zapraszam dalej :)
Całość prezentuje się tak, jak na zdjęciu poniżej. Ilość jest podobna do tej pokazanej w zimowej odsłonie ;) Tym razem są tutaj produkty zarówno takie których używam rano, jak i te należące do wieczornej pielęgnacji..
Dodam, że część produktów używam nadal, bo jeszcze ich nie zużyłam.. Albo po prostu są na tyle dobre, że kupiłam kolejne opakowanie :)
 Płyn micelarny Green Pharmacy
Jak widzicie swojego ulubieńca z bebeauty zamieniłam na GP :D Ten jest równie dobry - nie podrażnia, dobrze radzi sobie ze zmywaniem makijażu i do tego kosztuje niewiele jak na tak dużą pojemność :)
Mydełko Alterra
Używam go do mycia twarzy zarówno rano i wieczorem. Dobrze sprawdza się do usunięcia pozostałości po makijażu, której nie zmył płyn micelarny, czy też resztek wieczornej pielęgnacji rano. Już jakiś czas temu przerzuciłam się na mydełka, które są wydajniejsze od żeli. Te z alterry mają całkiem niezłe składy, więc zmieniłam tylko wersję na granat :)
Peeling do twarzy himalaya
Chciałam wypróbować coś nowego, bo pasta ziaji mi się już trochę znudziła. Średnio mi to wyszło.. :D Peeling nie jest zły, bo nieźle peelinguje, ale brakuje mi głębokiego oczyszczenia jakie dawała mi ziaja. Dlatego wracam z podkulonym ogonem do pasty :) O produkcie himalaya pisałam tutaj.
Rosyjskie maseczki do twarzy - wersja oczyszczająca i tonizująca
Już od jakiegoś czasu używam już tych maseczek - polubiłam je za naturalne składy i dobre efekty. O wersji z glinką niebieską (oczyszczającej) pisałam już nie raz --> ulubieniec!! :) Jeśli chodzi o  wersję zieloną to tu już średnio mi ona podpasowała - jest całkiem przyjemna, ale bez większego szału..
Oliwkowa woda tonizująca Ziaja
O tym produkcie pisałam już nie raz - świetna aplikacja w formie mgiełki, do tego fajne odświeżające działanie sprawiają, że się polubiłyśmy. Szczególnie w ciepłe dni nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez niej :D
Kremy do twarzy - Rival de loop i Eveline
Na noc używam kończącego się już i całkiem przyzwoicie nawilżającego kremu RdL za grosze. Pisałam o nim już kilka razy, więc już się nie powtarzam.. Do tego doszedł matująco-nawilżający krem Eveline, który miałam już jakiś czas temu i miło wspominam. Więcej o nim za jakiś czas - dopiero się poznajemy :)
Serum Bielenda
Jedno z moich odkryć tego roku :) Pomogło mi w walce o piękną cerę - ujednoliciło koloryt i sprawiło, że niespodzianek pojawia się zdecydowanie mniej. To już moje drugie opakowanie, używam go w dni kiedy nie nakładam kremu..
Krem pod oczy Balea
Kolejna nowość w mojej kosmetyczce i pielęgnacji. Dopiero się poznajemy, ale pierwsze wrażenia na tak - fajnie nawilża okolice oczu.
Benzacne
Pomocnik w walce z nieprzyjacielami niezmienny już od roku, jak nie dłużej :)
Pomadki do ust Alterra i Sylveco
Naturalne i dobrze nawilżające pomadki do ust, których używam na przemian. Podejrzewam, że obie znacie więc nie rozwodzę się nad nimi :)

Znacie któryś z moich produktów? Jak u Was wygląda pielęgnacja twarzy - używacie podobnej ilości produktów? :)

Ps. W związku z tym, że sesja jest już blisko i skończyły mi się praktycznie wpisy zaplanowane jest to ostatni wpis przed przerwą. Myślę, że nie będzie ona jednak zbyt długa i wrócę pod koniec miesiąca/ na poczatku kolejnego. Tymczasem trzymajcie za mnie kciuki w najbliższym tygodniu! :D

Czytaj dalej

Lakier w kolorze kwiatu wiśni? - Kobo, 39 cherry flover.

Cześć :)
W kopiach roboczych powoli kończą mi się już posty wcześniej zaplanowane i napisane.. Pewnie za niedługo będzie mała przerwa w nadawaniu spowodowana też sesją. Ale po zdaniu wszystkich egzaminów (mam nadzieje :D) znowu wrócę do Was m.in z postem denkowym :)
Tymczasem zapraszam Was na dzisiejszy, krótki wpis.. Jakiś czas temu pokazywałam Wam fioletowy lakier od Kobo (tutaj) - tym razem chciałam pokazać Wam kolejny kolor od tej marki..  Nie będę skupiać się już tak na kwestiach technicznych, bo w obu emaliach są one identyczne. Krótko je omówię i zobaczycie jak wygląda na paznokciach :)
Buteleczka zawiera 7,5 ml emalii, a sam jej wygląd podoba mi się :) Pędzelek jest krótki i płasko ścięty - wygodny, nie zalewa skórek. Możliwe jest to także dzięki konsystencji, która nie jest zbyt rzadka.
 Wysychanie nie jest najmocniejszą stroną tego lakieru. Potrzebuje on sporo czasu na wyschnięcie więc konieczne jest raczej nałożenie wysuszacza. Ja używam insta-dri od Sally Hansen, który świetnie nabłyszcza i dodatkowo przedłuża trwałość lakieru nawet do tygodnia :)
Kolor jaki posiadam to 39 cherry flover, czyli taki typowy róż. Nie do końca dobrze czuję się z lakierem na paznokciach w takim kolorze. Jednak myślę, że fajnie wyglądałby z ciemniejszym odcieniem w gradiencie.. Tak też pewnie następnym razem go wykorzystam :)
Zdjęcie poniżej lepiej odzwierciedli jego kolor, u góry wyszedł trochę przekłamany :)

Co Wy o nim myślicie? Macie lakiery Kobo w swojej kolekcji? :)
Czytaj dalej

Woda brzozowa Isana - jak poradziła sobie z moimi osłabionymi włosami?

Heeej :)
Jak mija Wam weekend? :) Ja planowałam zacząć naukę do sesji, ale póki co jeszcze mi to nie wyszło :D
Na dzisiaj przygotowałam dla Was wpis na temat wody brzozowej. Dużo dobrego czytałam na jej temat, że w końcu musiałam wypróbować i ja :) Oczywiście używałam jej jako wcierki i oceniałam ją głównie pod kątem wpływu na moje osłabione wypadaniem włosy. Jeśli jesteście ciekawe jak wypadła zapraszam dalej :)
 Zacznę jak zawsze od opakowania - wodę otrzymujemy w wielkiej pół litrowej butelce. Bardzo niepraktycznej swoją drogą. Otwór jest dość spory, więc jak dla mnie konieczne jest przelanie wcierki do innego opakowania - najlepiej z atomizerem :) Inaczej bardzo trudno jej się używa.
 Jeśli chodzi o samą aplikację to sposobów jest na prawdę wiele - przed myciem, po myciu, strzykawką, butelką z atomizerem w formie mgiełki.. Sama początkowo używałam jej po myciu właśnie, ale ta metoda nie sprawdziła się u mnie, bo włosy były jakby przyklapnięte i nieświeże. Teraz przed myciem (najczęściej z godzinę wcześniej) spryskuję skalp wodą za pomocą butelki z atomizerem i ten patent sprawdza się u mnie najlepiej :)
Zapach wcierki jest dość specyficzny trochę alkoholowy, trochę można porównać go do sfermentowanych jabłek.. Mnie osobiście 'ni grzeje ni ziębi' :)
Nasza wcierka oparta jest na alkoholu, więc może przesuszać skalp, dlatego ja nie nakładam jej za często raz do max. trzech razy w tygodniu. Dodatkowo nawilżam skórę głowy olejami czy maskami i jest okej :) Jeśli chodzi o samo działanie i pomoc w wypadaniu - to raczej nie zauważyłam spektakularnej różnicy. Producent mówi także o pomocy w walce z łupieżem - tego problemu nie mam więc się nie wypowiem pod tym kątem. Odnośnie przedłużania świeżości włosów, to nadal myje je codziennie - może bardziej w sumie dla własnego komfortu :D Na razie wpada dość przeciętnie, ale na koniec zostawiłam najlepsze.. Dzięki jej regularnemu stosowaniu na głowie pojawia się mnóstwo babyhair!! Mam też wrażenie, że włosy szybciej rosną :) Więc jeśli szukacie czegoś na porost włosów to polecam wypróbować wodę brzozową. Na wypadanie raczej nie pomoże, ale na porost jak najbardziej :) Do jej zalet należy też łatwa dostępność i cena - znajdziecie ją w każdym Rossmannie w cenie regularnej ok. 6,80 zł. Często też jest na nią promocja i możecie ją kupić już za 4,30 :)
Znacie ją? Jak wypadła u Was?
Macie do polecenia inne wcierki? Chętnie je przetestuje po wykończeniu tej butelki :)
Czytaj dalej

Mini recenzje cz.3 - Treaclemoon | Bebeauty | Efektima

Heeeej :)
Tym razem mam dla Was kolejny wpis z serii mini recenzji. Tym razem opowiem Wam krótko o 3 produktach do codziennej pielęgnacji. Nie ma sensu się nad nimi dużo rozwodzić, a warto o nich wspomnieć, dlatego połączyłam je w jednym wpisie :)
Tak prezentuje się dzisiejsza trójka - ciekawi? :)

Malinowy żel pod prysznic - treaclemoon
Na pierwszy ogień - żel pod prysznic raczej niedostępnej u nas marki. Treaclemoon znane jest przede wszystkim z wierszyków umieszczonych na opakowaniach i chwytliwych nazw produktów :) Największym atutem tego żelu jest zdecydowanie zapach - piękny malinowy, nie chemiczny z kwaśnymi nieco nutami ♥ Cudowny i idealny na lato! Dzięki sporemu 500 ml opakowaniu możemy się cieszyć nim dłużej.. :) Jeśli chodzi o działanie to robi co ma robić - nie wysusza, ani nie nawilża, ale nie oczekuje tego od żeli :) Swego czasu wydaje mi się, że widziałam produkty tej marki w tesco, chociaż pewna nie jestem.. Ktoś coś? :) Z przyjemnością skusiłabym się na inne wersje i inne kosmetyki marki, bo tym konkretnym jestem zauroczona! :) Pamiętam, że miałam jeszcze kiedyś cynamonową wersję i też miło wspominam.

Peeling brzoskwiniowy Bebeauty
Ten produkt pewnie kojarzy się części po opakowaniu z peelingami tutti frutti. Słusznie z resztą, bo jest on produkowany, właśnie przez Farmonę :) Opakowanie jest wykonane z nie tak twardego plastiku jak w wypadku serii tutti frutti. Jest zamykane na wygodne otwarcie typu 'klik', które bez problemu dozuje odpowiednią ilość produktu. Działanie peelingujące jest niemal identyczne jak w produktach farmony. Mamy sporo zatopionych drobinek, a sam produkt zaliczyłabym do grupy mocniejszych zdzieraków - więc sama jako ich fanka jestem zadowolona :) Zapach jednak jest nieco chemiczny, nie do końca przypomina mi brzoskwinie - w tej kwestii znacznie lepiej wypadają peelingi tutti frutti. A szkoda, bo takiego zapachu nie ma w ich stałej ofercie. Produkt kupiłam za ok. 3 zł w biedronce ;)

Masło do ciała Efektima
Masełko znajdujemy w plastikowym opakowaniu z srebrną nakrętką - całość przypomina mi trochę słoiczki organique. Sama posiadam mini wersję 50 ml, ale w sklepie znajdziemy duże wersje o pojemności 250 ml. Co od razu przyciąga uwagę to brązowe drobinki - tu zauważam podobieństwo do musów Farmony. Lubię takie 'dodatki', które sprawiają, że jeszcze przyjemniej używa mi się produktu. Jednak niestety są one trochę kłopotliwe, bo zdarza się, że nie chcą się do końca rozpuścić tylko zostawiają brązowe ślady. Jednak nie zawsze tak się dzieje, czasami rozpuszczają się bez jakichś większych problemów.. Nie wiem od czego to zależy :D Samo masełko jest dość zbite i całkiem przyzwoicie nawilża, chociaż składu szałowego z tego co wiem nie ma :) Jednak to głównie zapach mnie kusił do wypróbowania go, a pachnie całkiem przyjemnie - otulająco, ale nie przytłaczająco i czuć właśnie głownie olejek kokosowy. Chociaż sama określiłabym go jako bardziej zimowy niż letni zapach.. Masełko nie jest może do końca tym czego oczekiwałam, ale jest przyjemnym produktem i cieszę się, że mogłam je wypróbować ;) Pełnowartościowe opakowanie kupicie np. w Rossmannie za ok 15 zł.

Znacie któryś z moich kosmetyków? Jak się sprawdził u Was? :)
Czytaj dalej

Pomadka z peelingiem Sylveco - 2 działania jeden produkt!?

Heeej :)
Nie wiem jak u Was, ale maj miną mi nie wiadomo kiedy, a sam czerwiec zaczął się pracowicie i taki będzie już do samego końca.. Mam nadzieje, że jednak wszystko pójdzie po mojej myśli i mimo wszystko znajdę czas na publikację nowych wpisów :)

Tymczasem dzisiaj napiszę co nieco na temat mojego pierwszego produktu firmy Sylveco. Konkretnie o sławnej i znanej już pewnie większości pomadce z peelingiem.
Na samym poczatku dodam, że nigdy nie byłam jakąś szczególną fanką peelingów do ust - wszakże taki produkt możemy zrobić sobie same :) Ale skoro tak wiele z Was ją polecało skusiłam się i ja. Jak wypadła i czy się sprawdziła przeczytacie poniżej :)
Po zakupie produkt otrzymujemy zapakowany w papierowy kartonik, zawierający wszystkie niezbędne dla nas informacje. Sam wygląd jest raczej skromny - nie ma zbędnych informacji, ale przy tym jest bardzo ładny :)
Sama pomadka zamknięta już jest w plastikowym opakowaniu, które przy upadku może pękać (potwierdzone info :D). Na szczęście nie wpływa na wysuwanie pomadki i całość działa bez problemu. Pojemność produktu to 4,6 g.
Sam zapach jest słodki o kojarzy mi się trochę z migdałami, albo marcepanem. Nie są to może moje ulubione zapachy, ale nie przeszkadzają przy używaniu produktu. Nawet nakładając pomadkę można poczuć słodki smak - wszakże to nic innego jak drobinki cukru odpowiadają za działanie peelingujące - a jest ich sporo.
Sama pomadka jest dość twarda i zbita. Przy nakładaniu zawsze przejeżdżam nią kilka razy po ustach zyskując dość dobry peeling przy tym. W kontakcie z ustami i wpływem ciepła drobinki cukru się roztapiają i są mało wyczuwalne. Ustępują przy tym miejsca olejom i ich działaniu pielęgnacyjnemu. To także jest bardzo dobre, bo pomadka ładnie nawilża usta i nie jest to efekt krótkotrwały. Na uwagę zasługuje też fakt, że kosmetyk jest w 100 % naturalny :)
Podsumowując jeden produkt daje nam dwa super działania. Dodam, że świetnie sprawdza się szczególnie przy pomadkach matowych. Jako jeden z niewielu produktów tego typu radzi sobie tak szybko ze suchymi skórkami. Jednak sama wolę stosować, go na wieczór, bo drobinki cukru lubią zostawać czasami na ustach :)

Pomadkę znajdziecie na pewno w drogeriach internetowych, a także stacjonarnie w sklepach z naturalnymi produktami i niektórych aptekach. Jej koszt to ok. 9-10 zł.

Znacie ją? Jak sprawdziła się u Was?

Miłego weekendu! :)
Czytaj dalej

Etykiety

4 pory roku AA Alterra alverde anatomicals avon Balea Balmi balsam do ciała balsam do ust Barwa bebeauty bell Bielenda Biolove catrice celia ciało denko dm efektima elfa-pharm eos essence Eveline Evree Farmona film Flormar Garnier gliss kur Golden Rose Green Pharmacy Himalaya hity roku Isana Joanna Kallos kobo kolastyna kolorówka kosmetyczne premiery kosmetyczni ulubieńcy krem bb krem cc krem do rąk krem do twarzy krem pod oczy książki kulturalne podsumowanie roku L'biotica lakier do paznokci lemax lifestyle Lirene liście manuka lovely makijaż Marion mariza maseczka do twarzy maska/odżywka do włosów masło do ciała Maxfactor Maybelline mini recenzje miss sporty miyo mus do ciała muzyka my secret mydło do ciała i włosów Nacomi naklejki wodne naturalnie Neutrogena niekosmetyczni ulubieńcy nivea nowości oceania odżywka do paznokci olejek do twarzy Organic shop Organique organizacja Palmolive paznokcie peeling peeling do rąk peeling do skóry głowy peeling do twarzy perfecta pianka do twarzy pianka pod prysznic pielęgnacja pielęgnacja twarzy planet spa płyn micelarny podkład podróże pomadka promocja na kolorówkę w Rossmannie prywatnie Przegląd kulturalny puder Rimmel Rival de Loop rosyjskie kosmetyki bani agafii Sally Hansen serial serum skarpetki złuszczające soraya Stara Mydlarnia Sylveco szampon tag tanie kosmetyki Tatry tołpa tonik treaclemoon Tutti Frutti twarz Ulubione blogi usta Vipera wcierka wibo wieczorna pielęgnacja wishlista włosy wygląd bloga wyjazdowa kosmetyczka wzorki na paznokciach Yves Rocher zagraniczne kosmetyki ziaja żel do brwi żel pod prysznic
me & my passions © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka