Przegląd kulturalny - wrzesień (Hej Wy, hiszpańskie zaskoczenie i nowe polskie seriale kryminalne).


Przed nami ostatni wrześniowy weekend, więc to ostatni dzwonek aby podsumować ten miesiąc pod względem kulturalnym. Ostatnio pogoda sprzyja już bardziej spędzaniu wieczorów pod kocem z dobrą książką, serialem, czy filmem, więc być może akurat znajdziecie coś dla siebie w dzisiejszym zestawieniu. Tym razem będzie dość różnorodnie, bo znajdzie się kilka propozycji z każdej kategorii. Nie przedłużając zapraszam do czytania! 

Muzyka
KORTEZ - Hej Wy ♥

BARANOVSKI - Luźno

Ania Karwan - Głupcy

The Chainsmokers - Side Effects

Jeśli chodzi o muzykę to często jest tak, że albo słucham tych samych - ulubionych kawałków, albo mam sporo nowych świetnych utworów do pokazania. We wrześniu akurat była ta druga sytuacja i jak widzicie piosenek do pokazania jest nieco więcej (część z nich i tak sobie darowałam :D). Zdecydowanym ulubieńcem i moim nr 1 jest najnowszy utwór Korteza - Hej Wy. Nie oszukujmy się, większość jego piosenek mi się podoba, ale ta zdecydowanie spodobała mi się już od pierwszego odsłuchania wersji koncertowej i z niecierpliwością oczekiwałam na jej 'oficjalną' premierę :) Często słuchałam też najnowszych singli osób znanych mi z the Voice of Poland, czyli Wojtka Baranowskiego i Ani Karwan. Z zagranicznych, radiowych hitów w ucho wpadł mi wakacyjny kawałek od The Chainsmokers.

Filmy
https://www.filmweb.pl/film/To+tylko+chemia-2015-688835
To tylko chemia
22-letnia Oli marzy o wielkiej miłości. Pewnego dnia jej marzenie się spełnia, nieoczekiwanie dziewczyna wkracza do świata sławy, luksusu i wielkich pieniędzy. Wybrankiem jej serca jej sławny aktor. Wydaje się, że znalazła ona swojego księcia z bajki, szybko jednak okazuje się, że pożądanie i miłość nie są tym samym. Oli odkrywa w końcu, że prawdziwe uczucie czeka na nią tam, gdzie zupełnie by się tego nie spodziewała.
Na początek nieznana zupełnie produkcja, do której podchodziłam z ogromnym dystansem. Nie jestem bowiem fanką hiszpańskich produkcji, a do tego opis wydawał się niezbyt przekonywujący. Okazała się ona jednak bardzo miłym zaskoczeniem - przyjemnym i lekkim romansidłem z nutą humoru. Wbrew pozorom ma jakiś przekaz, a kilka zabawnych momentów sprawia, że oglądało się ją bardzo przyjemnie :) Na plus także wybór aktorów - zostali na prawdę fajnie dopasowani. Może nie jest to nic szczególnego, jednak jeśli szukacie czegoś niewymagającego na jesienny wieczór to ta pozycja będzie idealna!

https://www.filmweb.pl/film/Plan+B-2010-496156
Plan B
Marząca o dziecku singielka decyduje się na sztuczne zapłodnienie. W tym samym momencie spotyka mężczyznę swojego życia.
Bardzo znana produkcja, więc nie będę się zbytnio o niej rozpisywać. Dla mnie jest mocno przeciętna, ani nie ma szału, ani tragedii :P

https://www.filmweb.pl/film/Lady+Bird-2017-762864
Lady Bird
Rok z życia zbuntowanej dziewczyny, która uczy się w katolickim liceum.
Za to tutaj zdecydowanie bliżej jest do tragedii.. :D Skusiłam się na ten film ze względu na liczne nominacje, w tym do oskarów, a okazało się, że jest on po prostu nudny. Dlatego nie polecam, zresztą sama głównie przewijałam ten film, także to, że go oglądałam to za dużo powiedziane :P

https://www.filmweb.pl/film/Sierra+Burges+jest+przegrywem-2018-803647
Sierra Burgess jest przegrywem
Inteligentna, ale niezbyt lubiana licealistka nawiązuje internetową znajomość z przystojniakiem, któy myśli, że dziewczyna jest kimś innym.
Najnowsza produkcja Netflixa, powiedziałabym, że już typowa dla innych filmów tej produkcji. Tutaj jednak jak dla mnie historia jest mocno naciągana i nierealna. Jednak na luźny wieczór jeśli mimo wszystko lubicie takie 'szkolne' filmy to warto zobaczyć ;) Mi samej oglądało się ją całkiem przyjemnie. 

https://www.filmweb.pl/film/Zabi%C5%82am%2C+aby+%C5%BCy%C4%87-2015-731961#
Zabiłam, aby żyć
Młoda Alexandra poznaje dużo starszego od siebie mężczyznę. Nieznajomy od początku nie wzbudza zaufania u ojca dziewczyny, jednakże dziewczyny ignoruje rady ojca i wyprowadza się z domu. Z pozoru idealny i kochający partner, z biegiem czasu zamienia życie Alexandry w piekło...
Cięższy film na bardzo ważny temat, momentami aż mnie szokował.. Momentami nieco się mi dłużył - zwłaszcza podczas rozpraw w sądzie, ale ogólnie zostaje w pamięci na dłużej i myślę, że warto go obejrzeć ;)

Seriale
Postanowiłam także wspomnieć o 2 nowych polskich serialach kryminalnych. Zaczęły się one we wrześniu, więc będą to takie 'wstępne' wrażenia, po tych kilku odcinkach jestem w stanie co nieco o nich powiedzieć :)
https://www.filmweb.pl/serial/Pu%C5%82apka-2018-809621
Pułapka jest serialem realizowanym przez twórców Bogów i Belfra - obie pozycje przypadły mi do gustu, więc liczyłam, że i z tą będzie podobnie. Muszę przyznać, że po połowie sezonu (serial ma jedynie 6 odcinków w 1 sezonie) jest na prawdę ciekawy! Klimat jak dla mnie jest podobny jak w belfrze, ale przy tym w każdym odcinku jest mnóstwo zwrotów akcji - bardzo dużo się dzieje. W tej sposób przez cały czas utrzymuje uwagę widza, ciągle pojawiają się nowe wątki i do końca nie wiadomo ani o co chodzi, ani kto jest dobry, a kto zły. Aktorzy też są jak dla mnie świetnie dobrani, gra aktorska na wysokim poziomie i ogólnie całościowo serial wypada na prawdę dobrze! Warto zobaczyć :)

https://www.filmweb.pl/serial/%C5%9Alad-2018-812001
Ślad
Tutaj z kolei nieee do końca przekonuje mnie ten serial. Dużo w nim takich niedociągnięć, można wyłapać ich już kilka w pierwszych 4 odcinkach. Aktorzy może i częściowo są dobrani nieźle, ale jak dla mnie grają strasznie sztucznie. Momentami ma się wrażenie, że obraz nie jest dopasowany do dźwięku jakby serial był dubbingowany :DD Przez 3 pierwsze odcinki bohaterowie zajmowali się jedną sprawą, a kolejną już tylko przez 1 odcinek - więc to też mogłoby być lepiej rozplanowane, ale być może już się czepiam :D Kolejna sprawa to pojawiający się z nie wiadomo skąd nowi bohaterowie, - nie są ani przedstawiani, nic o nich nie wiemy, a pojawiają się już jako skład zespołu. Tak więc ta pozycja wypada dla mnie dużo, dużo słabiej - nie jestem nawet pewna czy dotrwam do końca sezonu.

Książki
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4623794/we-dwoje
We dwoje
Dawno już nie czytałam Sparksa, więc ucieszyłam się z możliwości przeczytania jednej z jego najnowszych książek. Podobnie jak reszta jego książek tak i ta została napisana w specyficzny dla tego autora sposób - dzięki czemu czytało się ją na prawdę szybko i przyjemnie. Ogólnie zawsze uważałam, że jego historie są trochę pisane 'na jedno kopyto', ale ta jednak mnie zaskoczyła tym, że tym razem jest to coś innego i nowego. Warto się na nią skusić, zwłaszcza jeśli lubicie książki tego autora! :)


http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4845745/moje-serce-w-dwoch-swiatach
Moje serce w dwóch światach
Trzecia część losów Lou znanej wielu z 'Zanim się pojawiłeś'. Pierwszej części ta na pewno nie przebiła, ale wypada na pewno lepiej niż druga - 'Kiedy odszedłeś'. Ogólnie czytało się ją przyjemnie, chociaż pod koniec już zaczynała mnie nudzić. Było w niej jednak wiele zabawnych momentów i ogólnie oceniam ją pozytywnie. Spodoba się wielbicielkom romansów, a szczególnie historii z pierwszej części trylogii.

Tym razem wyszło całkiem różnorodnie - dajcie koniecznie znać, czy coś znacie i jakie macie zdanie na temat danej pozycji. Szczególnie jestem ciekawa czy znacie najnowsze serialowe produkcje i czy podzielacie moje zdanie :D

Miłego weekendu!
Czytaj dalej

Kosmetyczne premiery, czyli co nowego czeka na nas w drogeriach? - październik.

Heeeej :)
Wrzesień dobiega końca, a tym samym sporą część z nas czeka powrót na uczelnie. Ja zupełnie nie czuję się na to gotowa, ale cóż poradzić - taka kolej rzeczy... Jednak na dzisiaj przygotowałam dużo przyjemniejszy temat, czyli post z nowościami, które znajdziemy już w październiku w drogeriach. Mogę już na wstępie zdradzić, że będzie sporo kolorówki, więc jej fanki będą zapewne zadowolone :) Zresztą na początku miesiąca czeka nas podobno kolejna promocja -55%/-49% na kosmetyki do makijażu, więc będzie to fajna okazja do przetestowania nowości. O ile oczywiście uda się je dorwać :D Jeśli jesteście ciekawe co tym razem ciekawego wybrałam - nie przedłużając zapraszam do czytania!
Na pierwszy ogień jedna z ciekawszych nowości, czyli zupełna nowość - naturalne pomadki do ust Bee Natural. Do wyboru jeśli się nie mylę będzie 3 wersje - waniliowo - kokosowa, mango i granat.
Wśród nowych pomadek pojawi się także kolejna wersja eos i także będzie to wariant mango. Fanów naturalnej pielęgnacji ucieszą też nowości w ofercie Alterra, czyli węglowy szampon do włosów przetłuszczających się i krem do rąk z rokitnikiem. Muszę przyznać, że szampon pewnie wpadnie do mojego koszyka, bo brzmi na prawdę fajnie :) Niezłą propozycją wydaje się też duet Janda - maska i krem - serum.
Fanki masek w płachcie ucieszą też nowości od Perfecta, tym bardziej, że pojawi się ciekawa wersja z 'ekstraktem śliny z jaskółczych gniazd' :D Pierwsze słyszę o takim 'wariancie', sama z kolei jestem ciekawa wersji z witaminą C.
To jednak nie koniec nowości do pielęgnacji twarzy od Perfecta - w ofercie marki pojawi się bowiem cała gama peelingów. Będzie sporo wersji przeznaczonych do różnych typów cery, w moim kolażu brakuje wersji dla cery naczyniowej z ekstraktem z papai. Każdy znajdzie więc peeling przeznaczony do swojego typu cery ;)
Oprócz kosmetyków do twarzy pojawią się także olejkowe balsamy do ciała. Swoją drogą widzę tutaj małą 'inspiracje' jedną z najnowszych serii bielenda :D Skoro jesteśmy przy olejkach to w ofercie AA z kolei pojawi się olejek do paznokci, który prezentuje się jak dla mnie całkiem fajnie.
Młodsze osoby być może ucieszy obecność żelu, toników i kremu punktowego od Under Twenty. Sama nie miałam nigdy kosmetyków z tej serii, ale wiem, że sporo osób jest zadowolonych z efektów ich działania :) Nie mogłam sobie też odpuścić umieszczenia nowego - arbuzowego żelu od Fa, jako że jestem fanką tego zapachu.

W tym momencie kończy się pielęgnacyjna część premier - czas przejść do makijażowych zapowiedzi, których jest nieco więcej! 

 

Nie mogło zabraknąć nowości od Lovely. Wiele osób pewnie zainteresuje sławny tusz Pump Up w wersji.. niebieskiej! Sama bardzo lubię klasyczną wersję i przy niej jednak pozostanę, bo nie jestem przekonana do kolorowych maskar. Oprócz tego ciekawą propozycją są holograficzne rozświetlacze, bo trzy wersje w słoiczku wydaje mi się, że mają tylko zmienione opakowanie. Ale być może się mylę :) W oko wpadł mi też niebieski - brokatowy lakier, jeśli będzie tylko fajnie prezentował się na swatche to się na niego skuszę. Z kolei maska peel off z brokatem i zielony róż zmieniający kolor po aplikacji mają jak dla mnie bardziej zadatki na kit, niż hit :D 
Same opakowania marki pozostawią jak dla mnie także sporo do życzenia, marka w końcu mogłaby bardziej nad nimi popracować. Kojarzą mi się z kosmetykami dodawanymi do gazet kilka lat temu :P
 
 
Wibo z kolei postawiło na brokatowe lakiery hybrydowe, które swoją drogą wyglądają bardzo fajnie :) Dodatkowo w ich ofercie pojawią się paletki cieni i matowo - metaliczne pomadki mocno inspirowane innymi kosmetykami - droższych marek do których podobieństwo widać gołym okiem. Jednak same opakowania wyglądają już dużo lepiej od tych Lovely i to należy im przyznać! :)
Wielbicielki hybryd ucieszą także nowe i swoją drogą jak dla mnie bardzo ładne jesienne kolory wśród lakierów Eveline. W szafie Revlon z kolei znajdziemy m.in nowy podkład i cienie, które nie załapały się już na kolaż.

Tym razem może nie jest tego szczególnie dużo.. Sama nie jestem zbyt zainteresowana kolorówką, za to kilka nowości z pielęgnacji wpadło mi w oko np. szampon Alterra, pomadki Bee natural i peeling węglowy Perfecta. 

Standardowo zapytam - czym Was skusiłam? Czy może jednak tym razem nie wyłapałyście nic dla siebie? :)
Czytaj dalej

Nowości w mojej kosmetyczce - czy udało mi się przeżyć sierpień i wrzesień za 50 zł?

Heeeej :)
Wrzesień niestety powoli dobiega końca, więc czas na podsumowania. Na pierwszy rzut zapraszam Was na dwumiesięczne nowości, jak zwykle starałam się 'przeżyć' każdy z miesięcy za 50 zł. Jak wiecie różnie z tym u mnie bywa, ale w tych miesiącach wyjątkowo pomagał mi ograniczony dostęp do hebe i tym podobnych sklepów. 
Swoją drogą czasami dostaję komentarze, że dana osoba chyba mieści się w limicie i chyba nie jest trudne. Sama też tak myślałam, dopóki nie zaczęłam prowadzić tej serii :D Tak racjonalnie myśląc nawet takie podstawowe kosmetyki kosztują ok. 10 zł, więc 5 produktów (przy dobrych wiatrach) i po limicie.. :P 
Jeśli jesteście ciekawe czy podołałam tym razem zadaniu i przede wszystkim co kupiłam to zapraszam do czytania :)
Pierwsze zakupy sierpnia to puder MIYA (ok.13 zł), który kusił mnie od jakiegoś czasu obietnicą miętowego zapachu. Muszę przyznać, że póki co (a malowałam się na wakacjach niezwykle rzadko) jestem z niego zadowolona :) Przy okazji wizyty w Rossmannie trafiłam na promocję na sławne maseczki Selfie Project - skusiłam się więc na czarną wersję, płacąc za nią 3,50 zł. Już pisałam o niej na IG także jeśli jesteście ciekawe mojego zdania to zapraszam tam :P Na 'wielkich wyprzedażach' w biedronce udało mi się dorwać duże płatki i dezodoranty Fa. Nie są one może szałowe w działaniu, ale cenowo wychodziły całkiem fajnie - 7 zł za dwupak. Za dwa ostatnie produkty płaciła mama, wiec nie wliczam go do mojego rachunku :D
Nie byłabym sobą gdybym nie skusiła się na promocję 2+2 w Rossmannie. W moje ręce wpadł mus Neutrogeny, który był planowanym zakupem - bardzo ciekawiła mnie ta nowa seria. Dodatkowo do koszyka wrzuciłam maskę z sodą, której byłam ciekawa i peeling Selfie Project (już mi znany). Planowałam zakup maseczek Bielenda, ale standardowo ich nie było.. Mimo to jestem zadowolona, bo wszystko było w podobnych cenach (kupiłam także balsam, który powędrował do siostry), więc wyszło całkiem korzystnie. Za moją część zapłaciłam ok. 25 zł.
Jeszcze w sierpniu przyszła do mnie paczka od Rudej, która zapytała mnie czy próbowałam już maseczek bąbelkowych od AA. Jak widzicie oprócz nich znalazłam mnóstwo innych masek w saszetkach i jak możecie się domyślić mojej radości nie było końca ♥ Oprócz maseczek dostałam też m.in. peeling, podkład, krem pod oczy i serum do włosów. 
 Na zdjęciu wyżej widzicie już wrześniowe zakupy. Tym razem podczas promocji 2+2 w Rossmannie większość zakupów zgarnęła siostra. Mój był jedynie żel z Luksji, który wyszedł za ok. 4,60 zł. W biedronce z kolei skusiłam się na sławną na instagramie maseczkę Marion. Początkowo miałam kupić większość wersji, ale ostatecznie sięgnęłam tylko po bananową (2 zł). W hebe z kolei trafiłam na promocję na najnowsze maski do włosów Garnier (20 zł), które widniały na mojej wish liście i tym sposobem trafiła do mnie wersja z papają.
Ostatnie już nowości to spełnienie kolejnych dwóch chciejstw. Po tym jak skończył mi się tonik Ziaja, szukałam czegoś nowego do wypróbowania. Miałam na oku 3 typy, ale ostatecznie stanęło na Vianku. Przy okazji do koszyka wpadła też maseczka z tej samej serii. Tonik kosztował 16,90 zł, a maseczka 5,90 zł.

Podsumowując w sierpniu wydałam ok. 41,50 zł, a we wrześniu ok.49,40 zł. Tak więc cel został osiągnięty :D Jestem tym bardziej zadowolona, że udało mi się spełnić 3 kosmetyczne zachcianki. 

Znacie moje nowości? Coś wpadło Wam w oko? O czymś chciałybyście przeczytać? :)
Czytaj dalej

Zagadkowy peeling do twarzy Natura Estonica - zostałam oszukana?

Heeeej :)
W końcu udało mi się przygotować wpis na temat peelingu, który od samego początku był dla mnie zagadką. Rozwiązanie jej zajęło mi sporo czasu, ale w końcu się udało :D
Bohater dzisiejszego wpisu znalazł się u mnie głównie dzięki pozytywnym opiom na instagramie, wypatrzyłam go m.in u Korneli. Dodatkowo skusiła mnie nowa dla mnie marka - Natura Estonica i obietnica naturalnego składu. W domu okazało się jednak, że trafił mi się peeling nieco 'oszukany'.. Dlaczego? O tym przeczytacie w dzisiejszym poście! :D
Zanim przejdę do konkretów, kilka słów wstępu na temat opakowania. Należy ono do wygodnych, peeling zamknięty jest bowiem w tubie o pojemności 150 ml, z zamykaniem na zatrzask. Nie sprawiało mi ono problemów :) Zapach należy do tych trudnych do określenia, jednak jest delikatny i przyjemny, jakby odrobinę kwiatowy.
Produkt skusił mnie obietnicą mocnego peelingu i sporą ilością, niemałych zresztą drobinek. Miał być mocnym peelingiem z drobinkami zmielonych łupin orzechów cedrowych, a jego konsystencja miała wyglądać mniej więcej tak jak u Korneli (zdjęcie zapożyczone za zgodą właścicielki - jej recenzję znajdziecie tutaj):
Musicie wyobrazić sobie moje zdziwienie gdy podczas pierwszego użycia w żelu nie było ANI JEDNEJ drobinki. Czysty - przeźroczysty żel.. Z kolejnymi zużyciami, zobaczyłam, że zaczynają pojawiać się białe, przeźroczyste drobinki, a konsystencja wyglądała mniej więcej tak jak na zdjęciu poniżej.
Na pewno nie są to drobinki cedrowca, prawda!? Co jeszcze dziwne to w czasie użytkowania ilość drobinek się zmieniała i bardzo żałuję, że nie zrobiłam kilku zdjęć z różnych 'etapów' używania żelu. Na poczatku nie było ich wcale tak jak wspomniałam, po kilu użyciach zaczynały się pojawiać, ale bliżej było mu do żelu peelingującego niż konkretnego peelingu. Potem było ich coraz więcej, a teraz - gdy peeling się kończy jest ich na prawdę sporo! Widać dużą różnicę w ich ilości, a peeling stał się dużo gęstszy. Wiem, że brzmi to niemal absurdalnie, bo sama byłam bardzo zdziwiona sprawą ilości drobinek, ale tak właśnie było :D
Pozostała jednak sprawa drobinek - w składzie jak widzicie wszystko się zgadza i na 3 miejscu są zmielone łupiny orzeszków cedrowych, tyle że nie ma ich w środku :DD Zrobiłam jednak research w internecie i zobaczyłam, że w starszych recenzjach przewijają się niemal same peelingi w których w składzie na miejscu zaginionych orzeszków był polietylen. Tak więc zagadka została rozwiązana - mam starą wersję peelingu w nowym opakowaniu, a dokładniej opakowaniu ze zmienionym składem :D Swoją drogą plastikowe drobinki w kosmetyku bio to dość słabe rozwiązanie. Chyba wszyscy już słyszeli o szkodliwym ich wpływie na środowisko, więc sobie daruję :P Także zmiana składniku na +, szkoda tylko, że mi trafił się 'feralny' egzemplarz..
To było chyba najdłuższy opis konsystencji w historii tego bloga :D Teraz więc krótko o działaniu: żel w którym zatopione są drobinki ładnie się pieni i dobrze oczyszcza cerę. W końcowym etapie używania peelingu, gdy drobinek było już na prawdę sporo całkiem nieźle radził sobie z usuwaniem martwego naskórka, a cera była przyjemnie wygładzona. Szkoda tylko, że nie było tak przez cały okres używania produktu..
Nasza historia była jak widać długa i zawiła.. :D Ale jeśli mimo wszystko macie na niego ochotę to znajdziecie go głównie w sklepach z naturalnymi kosmetykami oraz w drogeriach internetowych. Jego cena to ok. 13 - 14 zł.

Znacie ten produkt? A może miałyście inne kosmetyki tej marki, które są warte wypróbowania?
Czytaj dalej

Porównanie kultowych korektorów od Catrice. Kamuflaż i korektor - która z wersji zasługuję na uwagę?.

Heeeej :)
Wpisy na temat kolorówki pojawiają się na moim blogu znacznie rzadziej niż te dotyczące pielęgnacji. Dzisiaj jednak chciałam wspomnieć o dwóch kultowych wręcz produktach marki catrice - korektorach, a dokładniej wersji w słoiczku i jej płynnej siostrze z aplikatorem :) Będzie ich małe porównanie i ostateczny rozrachunek, która wersja zasługuje na uwagę, a która już nie koniecznie.
Jeśli należycie do niewielkiej grupy osób, która jeszcze ich nie miała to być może mój wpis okaże się dla Was pomocny :) Na początek jednak mam dla Was kilka zdań na temat czysto technicznych spraw dotyczących korektorów.
Kremowa wersja korektora znajduje się w zakręcanym słoiczku, co nie jest zbyt wygodnym, ani też higienicznym rozwiązaniem. Posiada on pojemność 3 g za którą według producenta płacimy ok.13 zł. 
 Z kolei płynna wersja znajduje się w wygodnym opakowaniu z aplikatorem, który nabiera jak dla mnie optymalną ilość produktu. Pojemność w tym wypadku to 5 ml, za które płacimy ok. 15 zł.
W ofercie producenta kamuflaż znajduje się w trzech odcieniach. Sama posiadam nr 010 Ivory, który jest najjaśniejszym w całej gamie. Moim zdaniem jest on jednak dość ciemny, wielu osobom o bladej cerze nie będzie odpowiadał. Nie mówiąc o tym, że mi samej ciężko było dobrać tak korektor i podkład by do siebie pasowały, na większości podkładów się odznaczał.
Wersja płynna po raz kolejny wypada o niebo lepiej, bo w ofercie znajdziemy aż 5 odcieni. Tutaj także mam nr 010 Porcellain, jednak tutaj nie widzę takiego 'odznaczenia' od podkładu jak w poprzedniej wersji. Po lecie jest on idealnym kolorem, jednak na zimę myślę, że skuszę się na nieco jaśniejszy nr 005 :)
Na zdjęciu wyżej widzicie porównanie obu wersji - na górze wersja w słoiczku, a na dole z aplikatorem :) Obie wersje łączy to, że mają ładne żółte odcienie bez różowych tonów.
Pierwsze co nie przypadło mi do gustu w kamuflażu to konsystencja - niesamowicie tempa podczas nakładania. Jednocześnie jest ona dosyć tłusta i wymaga przypudrowania. Tak jak wspominałam za każdym razem miałam wrażenie, że jej odcień nie zgrywa się z podkładem i zwyczajnie na nim brzydko wygląda. Sprawę pogarszało to, że jest to dość ciężki i gęsty korektor, który u mnie łatwo wchodził w załamania, podkreślając pory, czy każdą z niedoskonałości.. Co mija się moim zdaniem z celem, bo powinien on raczej maskować niedoskonałości, a nie je podkreślać. Pod delikatne obszary pod oczami przez swoją ciężkość także nie zda on egzaminu.
Wersja w płynie jest duuuużo lżejsza od swojej starszej siostry, przez co od razu dużo bardziej mi się spodobała. Sama używałam jej głównie pod oczy i tak jak wspominałam już jeden aplikator wystarczał na pokrycie tego obszaru twarzy. Jeśli chodzi o działanie to bardzo dobrze radził sobie z przykrywaniem cieni pod oczami, mimo, że krycie określiłabym jednak jako nieco mniejsze od tego w wypadku kamuflażu. Nie podkreśla on moim zdaniem zmarszczek, ani nie wchodzi w załamania. Kilka razy nakładałam go też i na niedoskonałości i tam także dawał radę :)
Ogólnie w każdej kwestii wersja z aplikatorem sprawdza się dużo lepiej od starszej wersji :D To już obecnie moje drugie opakowanie korektora i na pewno nie ostatnie. Kamuflaż mimo tego, że posiada wielu zwolenników u mnie zupełnie nie zdał egzaminu i więcej do niego nie wrócę. Nie mówiąc o tym, że ciężko będzie mi zdenkować obecne opakowanie :P Obie wersje znajdziecie w sklepach posiadających szafy catrice czyli np. w hebe, czy naturze. Najjaśniejsze odcienie bywają ciężko dostępne, więc warto wcześniej zacząć poszukiwania :)

Znacie korektory tej marki? Która wersja bardziej przypadła Wam do gustu? :)
Czytaj dalej

Marka pod lupą: BIELENDA - moje HITY. Na jakie kosmetyki tej firmy warto zwrócić uwagę?

Heeeej :)
Dzisiaj postanowiłam odnowić mocno zapomnianą już na moim blogu serię marka pod lupą, w której opisywałam kosmetyki spod szyldu jednej firmy na które warto zwrócić uwagę. Ostatni (i zarazem pierwszy) wpis z tej serii pojawił się w grudniu i dotyczył rosyjskiej firmy Bania agafii (tutaj go znajdziecie). Na pewno przygotowanie tej serii jest nieco czasochłonne, w końcu nie łatwo znaleść dobre, sprawdzone kosmetyki od jednej firmy. Bowiem nikt nie używa kosmetyków jednej marki, ale testuje się ich kilkanaście..
Ale po tym (powiedzmy :D) niemal roku znalazłam już sporo udanych kosmetyków produkcji marki, która przewija się u mnie bardzo często, czyli Bielendy. W większości są to jednak te same produkty, które kupuję non stop i od nich właśnie zacznę! :)
Na wstępie dodam, że każdy produkt podlinkuję do jego recenzji, jeśli tylko taka pojawiła się na blogu.
Czym byłby ten wpis bez serum, które polecam na każdym kroku!? :D Używam go od jakiś 3 lat i nadal tak samo mocno go lubię! W tym czasie bardzo poprawił stan mojej cery, jak żaden kosmetyk. Przede wszystkim wygładził cerę, rozjaśnił przebarwienia i zniwelował ilość niedoskonałości. Teraz pojawiają się one dużo rzadziej, a jeśli już się pojawią to dzięki serum znikają dużo szybciej. Wiem, że wiele osób jest z niego także zadowolonych, więc jest to zdecydowanie kosmetyk warty uwagi, szczególnie dla osób z cerą mieszaną/tłustą z pojawiającymi się niespodziankami. 
Cena: ok. 29 zł w cenie regularnej, sama kupuję go zawsze na promocji za 15-17 zł.
NAWILŻAJĄCY PŁYN MICELARNY
Kolejny ulubieniec do którego zawsze wracam! Miałam także wersję różową z tej samej samej serii - Expert Czystej Skóry, jak i płyn z serii zielona herbata. Wszystkie 3 spisały się u mnie bardzo dobrze, ale to niebieska wersja została ze mną najdłużej i podobnie jak do powyższego serum wracałam do niej z przerwami przez ostatnie 3 lata. Bez problemu usuwała makijaż (składający się u mnie z cieni/żelu do brwi, tuszu, pomadki, podkładu i pudru) oraz wszelkie zanieczyszczenia. Dodatkowo nie podrażnia oczu, ma przyjemny zapach i jest bardzo ekonomiczna. Ma więc wszystkie cechy jakich oczekuje od płynu micelarnego :)
Cena: ok. 17 zł (na promocji ok. 10 zł)
Tutaj z kolei mamy produkty, które moim zdaniem są nieco niedocenione. Są dość słabo reklamowane, rzadko przewijają się przez blogi - sama odkryłam je stosunkowo niedawno. Do wyboru mamy dwie wersję:
  •  bambus i zielona herbata --> mój ulubieniec z tej dwójki, ma piękny, świeży zapach - idealny zwłaszcza w cieplejszych miesiącach
  • kwiat pomarańczy i miód --> przyjemny zapach, aczkolwiek bardziej otulający, idealny na zimne miesiące
Jeśli chodzi o zapachy to jak widzicie jest i coś typowo letniego i zimowego :) Obie wersje są mocnymi zdzierakami, więc są to peelingi na prawdę konkretne. Po użyciu skóra jest wyraźnie wygładzona i delikatnie nawilżona. Nie pozostawiają tłustej warstwy. Z tej serii dostępne są także żele/olejki pod prysznic, ale sama JESZCZE ich nie miałam :)
Cena: ok. 14 zł
Nie jestem pewna czy ten produkt jest jeszcze dostępny w sprzedaży, ale był na tyle przyjemny, że nie mogłam go pominąć :) Miał bardzo przyjemną, szybko wchłaniającą się konsystencję (przypominającą mleczko do ciała), dość dobrze nawilżał skórę i do tego miał przyjemny zapach. Bardzo lubiłam go także za wygodne opakowanie z pompką. Wiem, że oprócz mleczka w tej serii dostępne było serum do ciała. Jeśli tylko jeszcze gdzieś go znajdziecie warto się skusić, bo u mnie pozostawiło po sobie bardzo miłe wspomnienia.
Cena: 17-18 zł
Tym razem mamy jeden z fajniejszych drogeryjnych kremów do twarzy jaki miałam okazje stosować. Świetnie sprawdza się przy cerach takich jak moja, czyli mieszanych ze skłonnością  do niedoskonałości. Podczas jego stosowania miałam wrażenie, że nie pojawiały się zbyt często (a nie stosowałam go akurat razem z serum), dodatkowo oprócz matowienia cery - chociaż moim zdaniem nie jest to krem typowo matujący, dbał i o poziom nawilżenia skóry. Kolejny atut to przyjemny i świeży zapach.
Koszt: ok. 19-20 zł, na promocji - ok. 13 zł.
Nie mogło zabraknąć i maseczki, która jest zarazem jednym z najnowszych odkryć marki. Pierwsze co zachwyciło mnie w tym produkcie to zapach - dla mnie jest niesamowicie relaksujący, ale wiem też, że sporo osób nie jest do końca z niego zadowolonych. Ale na szczęście jeszcze ważniejsze jest działanie, a ono jest także bardzo dobre! Sama sięgałam po maskę najczęściej gdy moja cera miała gorszy dzień - po jej zastosowaniu cera była zregenerowana, wygładzona i uspokojona. Dodatkowo maska delikatnie oczyszczała, ale nie był to na pewno mocny efekt. Należy wspomnieć o jednym z minusów produktu czyli barwieniu skóry na żółto - u mnie nie był on kłopotem, bo maskę i tak nakładałam wieczorem, ale jest to jednak dość istotna informacja :D
Cena: ok. 24 zł
MASECZKI W SASZETKACH
Na sklepowych półach warto też zwrócić uwagę na maseczki w saszetkach. Sama swego czasu bardzo lubiłam ich maski węglowe, o których pisałam tutaj. Jakiś czas temu też fajnie sprawdziły się u mnie te peel off oraz maska w płachcie - wersja z mopsem. Nie są to może produkty do których będziemy wracać po kilka razy, ale wypróbować - warto, zwłaszcza na jakiś promocjach :)
Koszt: 3 zł (na promocji ok. 2 zł - węglowa), 11 zł (na promocji ok. 7 zł - w płachcie), 4,50 zł (na promocji ok. 3 zł - peel off).

Na dzisiaj to wszystko, może za jakiś czas pojawi się kolejna część z produktami tej firmy. W końcu nigdy nie ukrywałam, że samą markę lubię. W ostatnim czasie niemal co miesiąc pojawiają się też ich nowości, więc szybko się ona rozwija :)

Jaki macie stosunek do marki? Co z ich oferty możecie mi polecić? Znacie moje propozycje?
Czytaj dalej

Etykiety

4 pory roku AA Alterra alverde anatomicals avon Balea Balmi balsam do ciała balsam do ust Barwa bebeauty bell Bi-es Bielenda Biolove catrice celia ciało cienie do brwi denko dermena dm Dr.Konopka's ecocera efektima elfa-pharm eos essence Eveline Evree Farmona film Flormar Garnier gliss kur Golden Rose Green Pharmacy Himalaya hity roku Holika holika Ingrid Isana Jantar Joanna Kallos kobo kolastyna kolorówka korektor pod oczy kosmetyczne premiery kosmetyczni ulubieńcy krem bb krem cc krem do rąk krem do twarzy krem pod oczy książki kulturalne podsumowanie roku L'biotica La Rive lakier do paznokci lemax lifestyle Lirene liście manuka Loreal lovely Luksja makijaż Marion mariza maseczka do twarzy maseczki w płachcie maska/odżywka do włosów masło do ciała Maxfactor Maybelline mini recenzje miss sporty Miya miyo mus do ciała muzyka my secret mydło do ciała i włosów Nacomi naklejki wodne Natura Estonica naturalnie Neutrogena niekosmetyczni ulubieńcy nivea nowości oceania odżywka do paznokci Oillan olej do włosów olejek do twarzy Organic shop Organique organizacja Originals Palmolive paznokcie peeling peeling do rąk peeling do skóry głowy peeling do twarzy perfecta pianka do twarzy pianka pod prysznic pielęgnacja pielęgnacja twarzy planet spa płyn micelarny podkład podróże pomadka promocja na kolorówkę w Rossmannie promocja na pielęgnacje twarzy w Rossmannie prywatnie Przegląd kulturalny przegląd marki puder Rimmel Rival de Loop rosyjskie kosmetyki bani agafii Sally Hansen Seche Vite selfie project serial serum skarpetki złuszczające soraya Stara Mydlarnia Sylveco szampon tag tanie kosmetyki Tatry tołpa tonik top coat treaclemoon Tutti Frutti twarz Ulubione blogi usta Venus Vianek Vipera wcierka wibo wieczorna pielęgnacja wishlista włosy wygląd bloga wyjazdowa kosmetyczka wzorki na paznokciach Yves Rocher zagraniczne kosmetyki ziaja żel aloesowy żel do brwi żel pod prysznic
me & my passions © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka