Regenerująco - odżywczy krem do twarzy i ciała od MIYA.

Heeeej :)
Jeszcze nie tak dawno temu w drogeriach pojawiły się kremy nowej marki kosmetyków, które szybko podbiły rynek kosmetyczny. Było o nich bardzo głośno i w większości czytałam na temat kremów Miya, bo o nich mowa same pozytywne opinie. Skuszona nimi skusiłam się i ja na wersję z masłem shea o ciekawej nazwie Call Me Later. Jeśli jesteście ciekawe czy podzielam zachwyty nad tym produktem to zapraszam do czytania :)
Nasz produkt kupujemy w kartonowym opakowaniu, na którym znajdują się wszystkie niezbędne informacje. Na właściwym opakowaniu czyli tubce jest już ich zdecydowanie mniej. Jej pojemność wynosi 75 ml i jest ona zamykana na zatrzask. Opakowanie jest więc jak najbardziej wygodne, zadowoli większość osób. Bardzo ładnie też prezentuje się w łazience, a sam wygląd należy raczej do minimalistycznych.
 Bardzo podobał mi się też pomysł z różnymi kolorami kremów, które pozwalają rozróżnić każdą z wersji i w sumie całkiem nieźle pasują do zapachów. W ofercie oprócz wersji z masłem shea znajdziemy wariant z kokosem, mango i różą. Jak dla mnie niebieska wersja pod względem zapachu jest najbardziej neutralna ze wszystkich dostępnych wersji. Nie ukrywam, że w sumie mój wybór w sklepie w głównej mierze opierał się na zapachu poszczególnych testerów. Wiele osób porównuje ten zapach do perfum, dla mnie jest on dość przyjemny, aczkolwiek potrafi się po czasie znudzić.
Konsystencja kremu jest zbita i gęsta. Bardziej jak dla mnie przypomina masło niż krem. Mimo to ładnie rozsmarowuje się na twarzy i względnie szybko wchłania. Wszystko oczywiście zależy od tego ile produktu nałożymy na twarz. Ale potrzeba go niewiele, bo wystarczy minimalna ilość ze względu na treściwą konsystencję. Jest on więc piekielnie wydajny!
Producent informuje, że kremu można używać zarówno rano jak i wieczorem, do twarzy i do ciała. Jak już wspominałam sama stosowałam go głównie do twarzy na noc, końcem zimy/wiosną. Po nałożeniu zostawiał on na twarzy ochronną warstwę, ale w żadnym wypadku nie tłustą. W zimę był to efekt jak najbardziej pożądany, wydawało się, że dobrze chroni cerę przed mrozami. Cera po jego stosowaniu była zregenerowania, miękka i odżywiona. Jednak przy większych skórkach np. w okolicy nosa nie radził sobie wystarczająco dobrze. Poziom nawilżania był więc nie do końca zadowalający, przy cerach suchych raczej nie zdałby egzaminu. Przy braku większych problemów dawał sobie radę. 
Jak wspominałam używałam go także wiosną i wraz z rosnącymi temperaturami wydawał się mi już nieco za ciężki. Miałam wrażenie, że wtedy już był zbyt bogaty dla mojej cery, dlatego końcówkę zużyłam jako balsam do ciała. W tej roli sprawdził się bardzo dobrze, bowiem tutaj nie mam większych problemów ze suchą skórą. Jednak w roli balsamu będzie on zdecydowanie mało wydajny i wychodzi niezbyt ekonomicznie, jeśli chodzi o cenę.
Jak widzicie mam co do niego mieszane uczucia, jeśli już bym ta konkretną wersję polecała to raczej na zimę dla niezbyt wymagających cer. W cieplejszym miesiącach u mnie nie zdał egzaminu jeśli chodzi o stosowanie do twarzy. Czytałam też sporo opinii, że kremy te potrafią zapychać, także warto podchodzić do nich dość ostrożnie.

W cenie regularnej kremy miya kosztują ok. 30 zł, więc nie mało. Sama kupiłam go za połowę ceny bodajże, więc warto zdecydowanie polować na promocje. Znajdziecie je w chociażby Rossmannie, czy hebe.

Znacie kremy od Miya? Jak się u Was sprawdziły?
Czytaj dalej

Nowości w mojej kosmetyczce - czerwiec, lipiec.

Heeeeej :)
Jako, że mamy weekend zapraszam Was na nie wymagający i raczej przyjemny post z nowościami kosmetycznymi. Co prawda lipiec się jeszcze nie skończył, ale nie przewiduje już kolejnych zakupów. Zresztą w ciągu 2 ostatnich miesięcy uzbierała się i tak całkiem spora gromadka kosmetyków. Tak więc warto zapatrzeć się w kawę, czy herbatę do czytania :D

Musicie mi wybaczyć różną jakość zdjęć, ale robię je na bieżąco, więc były robione w różnych warunkach ;) Nie przedłużając zapraszam do czytania!
Czerwiec upłyną pod względem nowości głównie pod znakiem żeli Balea. Wszystko to dzięki uprzejmości Moniki, która zakupiła i wysłała mi te cuda :D Zaopatrzyłam się m.in. w żele z letniej limitki. Dwa z nich już wykończyłam, więc za jakiś czas postaram się opisać moje wrażenia o całej trójce.
 Oprócz tego skusiłam się na żel z trawą cytrynową, który bardzo dużo osób poleca oraz nowość w ich ofercie o zapachu truskawki i awokado. Oba czekają na swoją kolej :)
Monia dodatkowo dołożyła mi maseczki do twarzy (już zużyte :D) i antyperspirant dove. Jest to wersja nie dostępna w Polsce, aczkolwiek mi osobiście nieco kojarzy się z wariantem gruszka i aloes. Zamówienie robiłam z siostrą, ale moja część kosztowała mnie ok. 22 zł :)
Na powyższym zdjęciu widzicie już moje stacjonarne zakupy w Rossmannie. Skusiłam się na jeden z nowszych żeli Isany (3,50 zł), który zresztą już zużyłam :D Dodatkowo do koszyka wpadło jedno z ulubionych mydełek do twarzy Vis Plantis (4 zł). Wykorzystałam z siostrą także jeden z kuponów 1+1 za zdobyte punkty i tym sposobem trafił do mnie peeling Lirene. Muszę przyznać, że to już moja 3 wersja peelingu tej firmy - bardzo je lubię, ten kosztował 8 zł.
Ostatnie nowości czerwca to szampon Barwy (zakupiony przez mamę, więc nie wliczam go do mojego 'rachunku') i najnowsza maska Kallos - mango (13 zł). Oba produkty to już moi stali ulubieńcy, na pewno nie widzicie ich po raz pierwszy :)
W lipcu udało mi się wygrać rozdanie na blogu Subiektywne Piękno i tym sposobem przybyła do mnie kolejna dawka wspaniałości Balea ♥ Praktycznie wszystko to dla mnie nowość, także tym bardziej jestem ciekawa jak się sprawdzą :) W paczce znalazłam m.in. żel do golenia, wodę arbuzową, krem w piance do rąk i maseczkę w płachcie. Jeśli miałyście tą wodę arbuzową, albo inną tej firmy np. kokosową to koniecznie dajcie znać jak jej używacie :)
Ponadto wygrałam także piankę pod prysznic i balsam w piance oraz arbuzowy żel pod prysznic. Ten widzicie już w tych nowościach po raz drugi, ale spokojnie na pewno się nie zmarnuje, bo nie ukrywam, że to jedna z moich ulubionych wersji :D
Lipiec jest miesiącem moich urodzin i jak co roku tak i teraz Kornelia nie zapomniała o moim święcie i przysłała paczkę niespodziankę pełną wspaniałości! Znalazłam w niej m.in. szampon aloesowy, który baaaardzo chciałam wypróbować, żel biolove i balsamy do ciała.
Oczywiście wszystko nie zmieściło się na jednym zdjęciu :D Tutaj widzicie część z 'kolorówką'. Z tego grona najbardziej zainteresował mnie tusz, puder i lakier o pięknym kolorze.
Dalsza część paczki to znowu wspaniałości pielęgnacyjne - mydełka, peeling i krem Tołpa, którego obecność także bardzo mnie ucieszyła :)
Jeśli myślicie, że to koniec to jesteście w błędzie :D Tutaj mamy z kolei różnego typu akcesoria - szczotka TT w wersji kompaktowej, szczoteczka do makijażu i sampler yc o zapachu wody aloesowej. Muszę przyznać, że ten ostatni w opakowaniu pachnie pięknie :)
Na koniec garść próbek i maseczek. Jak widzicie Kornelia na prawdę się postarała, wręcz przesadziła! :D Dzięki jeszcze raz Ruda :*
W tym tygodniu dotarły do mnie także próbki od autorki bloga GlamGirl, które z chęcią zużyję ;)
Na początku lipca uzupełniłam braki w produktach do pielęgnacji twarzy. Tym sposobem trafił do mnie mój ulubiony płyn micelarny Bielenda. Akurat była na niego promocja w Rossmannie i za dużą butlę (chociaż od niedawna w ofercie jest jeszcze większa :D) zapłaciłam 11,80 zł. W sklepie z naturalnymi kosmetykami z kolei kupiłam peeling do twarzy Natura Estonica (13 zł) i maskę do twarzy dr.Konopka's (13,90 zł). Oba produkty to dla mnie nowości, które kusiły mnie od jakiegoś czasu - tym bardziej więc się cieszę, że mogę je wypróbować ;)
Hebe jak zawsze skusiło mnie ciekawymi promocjami :D Nie wiem jak to jest u Was, ale u mnie zdecydowanie jest on najlepszą drogerią zarówno pod względem asortymentu jak i cen :) Podczas trwającej od tego tygodnia obniżce na polskie marki kupiłam ulubione serum z kwasami Bielenda (17,50 zł) i krem Ziaja (7 zł), który swego czasu był przez wiele osób bardzo polecany. Przy innej okazji skusiłam się na ulubiony korektor Catrice, za który zapłaciłam 9 zł.
Ostatnie już zakupy pochodzą tym razem z drogerii natura i standardowo wszystko było na promocji :D Skusiłam się na ulubione złuszczające skarpetki (10 zł), które poczekają jeszcze chwilę na użycie. Od jakiegoś czasu chodziłam koło zapachu Bies - Love forever, który jest 'inspirowany' sławnym jabłuszkiem. Jak zobaczyłam go na promocji za 9 zł nie zastanawiałam się zbyt długo :P Postanowiłam też wypróbować kultowy wręcz produkt Farmony, czyli wcierkę Jantar (10 zł). Jestem chyba ostatnią osobą, która dopiero teraz będzie ją próbować :D

Na koniec standardowo podsumowanie: w czerwcu przybyło do mnie 14 produktów za które zapłaciłam ok. 50,50 zł. W lipcu z kolei wydałam ok. 101,20 zł, a do moich zbiorów dołączyło ok. 35 kosmetyków. Cóż wyszło średnio, ale jako że miałam urodziny czuję się usprawiedliwiona :D Niemniej jednak plan na sierpień i wrzesień jest prosty - wydać mniej, a najlepiej to zmieścić się w limicie! :D

O większości produktów postaram się napisać osobne wpisy. Co Was szczególnie zaciekawiło? - o czym chcecie przeczytać najpierw?
Znacie któreś produkty? Jak się u Was sprawdziły?
Czytaj dalej

Miętowy peeling do twarzy od Lirene, czyli ideał na lato!

Heeeej :)
W ostatnim poście mogłyście poczytać o moich ulubieńcach, a dzisiaj chciałam wspomnieć o produkcie, który także bardzo przypadł mi do gustu :) Mowa o bambusowym peelingu gruboziarnistym od Lirene. Teraz dobił już dna, więc najwyższa pora na recenzję! Jeśli jesteście ciekawi czym mnie tak zachwycił to zapraszam do czytania :)
Zaczynając standardowo od opakowania.. Muszę przyznać, że jest to jedno z najładniejszych opakowań kosmetyków jakie miałam okazję używać! Utrzymane w pastelowych barwach, minimalistyczne i bardzo czytelne. Wiem, że wcześniej produkty Lirene miały inną szatę graficzną, ale była ona zdecydowanie mniej udana, więc zmiana bardzo na plus :) Jednocześnie tubka w jakiej znajduje się peeling jest bardzo wygodna - zamykana na klik, co jak dla mnie jest najlepszym rozwiązaniem w tego typu produktach.
Konsystencja produktu jest idealna - nie ma problemów z jej wydobyciem z opakowania, ani też nie ucieka przez palce. Jest kremowa ze średnią ilością drobinek, których mamy w sumie dwa rodzaje: drobne przeźroczyste i nieco większe - czarne, które podejrzewam są drobinami z bambusa o których wspomina producent na opakowaniu. Ze względu na ilość drobinek w opakowaniu peeling nazwałabym raczej średnim zdzierakiem. Nie mniej jednak są one dość ostre, więc radzą sobie na prawdę dobrze.
Zapach jest baaardzo przyjemny - świeży i miętowy, ale delikatny - nie musimy obawiać się mocnej mentolowej woni. Po zastosowaniu peelingu buzia jest przyjemnie wygładzona, miękka i odświeżona. Jak na miętowe produkty przystało ten także przyjemnie chłodzi twarz podczas mycia. Na lato więc jest idealny, mimo, że upalnych dni było dotychczas niewiele :) Muszę przyznać, że produkt wywarł na mnie bardzo dobre wrażenie. Co prawda mógłby mieć nieco więcej drobinek, zwłaszcza, że producent nazywa go peelingiem gruboziarnistym..
W cenie regularnej za 75 ml zapłacimy ok. 17 zł. Jednak często bywa na promocji, sama kupiłam go za ok. 10 zł. Nawet teraz jest chociażby w Rossmannie na niego promocja i kosztuje 12 zł. W ofercie znajdziemy także dwie inne wersje peelingów - migdałowy enzymatyczny i drobnoziarnisty z olejkiem z czarnej porzeczki, wiec każdy znajdzie coś dla siebie. Oprócz peelingów w skład tej serii wchodzą także żele do mycia twarzy.
Znacie ten produkt? Może miałyście go w innej wersji? - Dajcie znać jak się u Was sprawdził :)
Czytaj dalej

Wiosenni ulubieńcy kosmetyczni 2018.

Heeeej :)
Od dobrych kilku tygodni mamy lato, chociaż pogoda za oknem wskazuje na coś zupełnie innego.. Tymczasem chciałam wrócić jeszcze na chwilę do wiosennych miesięcy, by krótko wspomnieć Wam o produktach z którymi bardzo się polubiłam w tamtym czasie :) Zastanawiałam się czy o nich pisać, wszakże część  z nich dobija już powoli dna, ale uznałam, że są to produkty na tyle fajne, że warto o nich wspomnieć i je wyróżnić.
Tym razem wszystkie produkty to pielęgnacja, chociaż pewnie w moim przypadku nie jest to specjalnym zaskoczeniem :D
BALSAM DO CIAŁA - LIRENE
Na początek produkt, który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Po przygodzie z balsamem Venus, który okazał się dla mnie małym bublem szukałam czegoś co naprawdę nawilży moją skórę. Ten balsam okazał się strzałem w 10! Bardzo dobrze nawilża skórę, pozostawiając na niej ochronną, ale nie tłustą warstewkę. Jeszcze kolejnego dnia rano widać, że stosowałyśmy wieczorem balsam :) Do tego ma przepiękny zapach - morski i świeży, idealny na ciepłe miesiące. Podsumowując mogę nazwać go spokojnie jednym z lepszych balsamów jakie używałam ♥
OLEJEK DO WŁOSÓW - BANIA AGAFII
 Zastanawiam się w sumie dlaczego dopiero teraz wspominam o tym produkcie, bo mam go prawie od roku. Używam go oczywiście do olejowania włosów i myślę, że to chyba najlepszy olej jaki używałam. Na uwagę zasługuje na pewno bardzo dobry skład. Olej sam w sobie bardzo dobrze nawilża włosy, są one niesamowicie miękkie i gładkie. Daje na nich efekt, którego nie uzyskałam za pomocą żadnej maski. Ehh.. gdyby jeszcze nie wymagał tyle czasu, bo nie raz trochę z lenistwa pomijam ten produkt w mojej pielęgnacji :D
REGENERUJĄCA MASECZKA DO TWARZY - BIELENDA
O linii produktów z tej serii było ostatnio bardzo głośno, ja sama skusiłam się na maseczkę do twarzy, która okazała się być bardzo dobrym produktem. Na samym początku bardzo spodobał mi się jej zapach, nie jest on ziołowy, jak mogłoby się wydawać. Jest bardziej świeży, może nieco 'męski'? :D Trudno go określić, ale zdecydowanie umila samą aplikację! Jeśli chodzi o działanie to najchętniej stosowałabym ją codziennie. Czego oczywiście nie robię, sięgam po nią bardziej w okresach kiedy widzę, że moja cera nie wygląda za dobrze. Po aplikacji jest ona wyraźniej uspokojona i po prostu lepiej się prezentuje :)
ŻEL ALOESOWY - HOLIKA HOLIKA
Na sam koniec zostawiłam dość kontrowersyjny produkt, w sumie sama nie wiedziałam czy go tutaj umieszczać.. Sięgałam po niego jednak w ostatnim czasie na prawdę często zamiast kremu do twarzy. Działanie nawilżające może nie jest jakieś spektakularne i nie zastąpi jak dla mnie dobrego kremu. Mimo to jest niesamowicie lekki, szybko się wchłania i przyjemnie chłodzi cerę. Wszystko to sprawia, że jest bardzo ciekawym zamiennikiem kremów w cieplejszych miesiącach i ja sama sięgam po niego bardzo często w ostatnim czasie.

Znacie któryś z kosmetyków? Jak się u Was sprawdził? 
Jakie kosmetyki w ostatnim czasie Wam szczególnie przypadły do gustu?

Miłego weekendu!
Czytaj dalej

Białe mydło do ciała i włosów - Bania agafii.

Heeej :)
Dzisiaj jeszcze u mnie nadrabiania zaległości ciąg dalszy, bo mam dla Was recenzję produktu, który mogłyście zobaczyć w ostatnim poście z denkiem. Mowa o kwiatowym mydle do ciała i włosów rosyjskiej firmy Bani agafii. Jakiś czas temu pisałam już o czarnym mydle tej firmy (tutaj) i miodowym (tutaj), więc i w tym wpisie na pewno znajdzie się małe porównanie tych wersji z białą.
Podobnie jak poprzednie wersje jakie miałam okazję używać tak i ta znajduje się w dużym plastikowym słoiczku o pojemności 500 ml. Pod zakrętką czeka na nas dodatkowe zabezpieczenie w postaci plastikowego wieczka.
Konsystencja moim zdaniem jest dużo bardziej gęsta w porównaniu do chociażby czarnej wersji. Przypomina - nawet na zdjęciu niżej zsiadłe mleko, czy maślankę :D Wraz z kolejnymi użyciami staje się jednak coraz łatwiejsze w wydobyciu ;) Zapach jest typowo kwiatowy, a przynajmniej na początku. Trudno powiedzieć jakie kwiaty wyczuwam, ale ogólnie pachnie delikatnie i przyjemnie. 
Napisałam, że zapach jest ładny na początku, bo wraz z kolejnymi użyciami zauważyłam, że się on zmienia i staje mało przyjemny. Coś jakby zaczynał się psuć? Myślę, że wszystko dlatego, że dostała się do niego woda. Niestety jest to nieuniknione przy tak dużym opakowaniu pod prysznicem, chociaż starałam się zawsze je zatykać. We wcześniejszych wersjach nie miałam z tym problemu i zapach do końca pozostawał taki sam..
Tak jak i w poprzednich wersjach tak i tutaj mydła używałam głównie do mycia twarzy i włosów. W pierwszej roli sprawdzało się tak samo dobrze jak poprzednie wersje. Dobrze oczyszczało twarz z zanieczyszczeń czy resztek makijażu. Nie podrażniając przy tym oczu czy wysuszając skóry. Do włosów akurat tym razem wypadło nieco gorzej. Włosy był nadal oczyszczone, ale miałam wrażenie, że nie tak dobrze jak przy czarnej wersji. Brakowało też zwiększenia objętości czy odbicia włosów u nasady. Ogólnie w porównaniu z poprzednimi wersjami wypada nieco gorzej.
Białe mydło podobnie jak i inne wersje znajdziecie w sklepach z naturalnymi czy rosyjskimi kosmetykami. Widziałam je nawet ostatnio w hebe, być może są także w naturze, ale tego nie jestem pewna :) W zależności od miejsca zakupu kosztują ok. 20-30 zł.

Znacie ten produkt? Może miałyście inne wersje mydeł do ciała i włosów? - jak się u Was sprawdziły?
Czytaj dalej

Denko - maj, czerwiec (2018).

Heeej :)
Mamy dokładnie połowę lipca, a ja dopiero teraz przychodzę do Was ze zużyciami czerwca i maja. W końcu znalazłam czas na ich ogarnięcie, więc jak to mówią - lepiej późno niż wcale :D Nie przedłużając zapraszam do czytania, jeśli jesteście ciekawi co tym razem zużyłam.
Tak wygląda cała gromadka ;)
Na wstępie dodam, że postanowiłam nieco zmienić oznaczenia do zużytych produktów. Zamiast kolorów, pojawią się znaczki: ✔ --> kupię ponownie,  ~  --> być może wrócę, ✘ --> nie kupię ponownie. Pomysł zaczerpnięty od Basi, oczywiście za pozwoleniem :D Myślę, że takie oznaczenia będą bardziej przejrzyste - dajcie znać co myślicie o takiej zamianie ;) Przechodząc już do poszczególnych produktów..
✔ Żel pod prysznic Isana 
Już nie raz wspominałam o tym jak bardzo lubię te żele pod prysznic. Ale z tegoroczną limitką Isana przeszła samą siebie :D Wersja z mandarynką i kwiatem pomarańczy (?) bardzo przypadła mi do gustu. Mogłabym mieć nawet perfumy w takim zapachu :D Gdyby nie moje zapasy żeli pod prysznic to z chęcią kupiłabym także inne wersje limitowane, a jest ich w tym roku aż 2.
~ Żele pod prysznic - Be beauty
Kolejne tanie i bardzo przyjemne żele. Należę do grona osób, które nie lubią przepłacać na tego typu produktach. Te mają spore pojemności, więc są na prawdę wydajne. Osobiście przypominają mi chociażby konsystencją żele dove - podobnie jak tam tak i w tych żelach jest ona kremowa, ale nieco rzadsza. Bardziej do gustu przypadła mi wersja z granatem i miętą, pomarańcza i migdał będzie lepsza na zimę.
✔ Cukrowy peeling do ciała Bielenda
Jakiś czas temu pisałam Wam o bambusowej wersji, która szybko stała się moim ulubieńcem. Zachwycona nią kupiłam jej siostrę o zapachu pomarańczy i miodu. W działaniu jest tak samo dobra, ale zapach będzie jednak zdecydowanie lepszy na zimę niż lato.. :D 
Bubel o którym pisałam kilka tygodni temu.. Nawilżenie dawał bardzo nikłe i do tego zostawiał tępą warstwę na ciele, zapach także był nie za ciekawy. Zdecydowanie nie wrócę do niego ponownie!
✔ Antyperspirant - Rexona
Może jednak w końcu przekonam się do zapachów tych dezodorantów :D Ta wersja pachniała całkiem przyjemnie i świeżo, a przede wszystkim nie dusząco. Działanie miała bardzo dobre podobnie jak i inne wersje..
✔ Szampon do włosów - Venita
Dobrze oczyszczające szampony do mocniejszego oczyszczania włosów, pojawiają się już nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni :P
~ Oleo - krem Biovax
Co do tego produktu mam mieszane uczucia.. Ogólnie dopiero tak w 1/3 opakowania zorientowałam się, że jest to produkt bez spłukiwania :D Był całkiem przyjemny, ale jednak wolę maski, które nakładamy i spłukujemy. 
Mył bardzo dobrze, ale nie pomógł mi jakoś specjalnie z wypadaniem, więc raczej już się nie spotkamy. Zwłaszcza, że nie należy do najtańszych szamponów.
✘ Białe mydło do ciała i włosów - Bania agafii
Było całkiem przyjemne, ale z wszystkich przetestowanych przeze mnie mydeł rosyjskich wypadło najsłabiej, więc podejrzewam, że już się nie spotkamy. Ale więcej szczegółów przeczytacie w osobnej recenzji na jego temat, która czeka na napisanie :D
Bardzo przyjemna maseczka, którą mam po raz kolejny. Przyjemnie nawilża cerę i do tego jest tania - jeszcze nie raz się spotkamy.
Jeden z lepszych produktów Ziaji i ogólnie peelingów do twarzy. Konkretnie peelinguje i zarazem oczyszcza cerę, pozostawiając ją świeżą. Do tego jest bardzo tania - jeśli jeszcze jej nie znacie to polecam przyjrzeć się jej bliżej.
Przyjemny maluszek do torebki. Mimo, że całkiem fajnie działał to sama wolę jednak większe 'klasyczne' wersje kremów tej firmy. Z tej serii na zimę był jak dla mnie za słaby, zapach też miał mega intensywny i pod koniec trochę już mnie męczył.. Jeśli do niego wrócę to w innej wersji zapachowej.
✔ Korektor Catrice
Ulubieniec! Lekki, dobrze kryjący korektor pod oczy. Nie wysuszający tych delikatnych okolic. Cenę także ma przyjemną - kolejne opakowanie jest już u mnie :)
Jeden z lepszych pudrów jakie miałam okazję używać, dobrze matujący i trzymający cały makijaż w rydzach. Był do tego niesamowicie wydajny, bo używałam go jakoś przez pół roku :D 
✔ Płatki bebeauty
Ulubione duże płatki z biedronki, które pojawiają się w każdym denku.
Na koniec zużyte maseczki w saszetkach, tym razem taki miks - część się u mnie sprawdziła, a część nie. Warto na pewno zwrócić uwagę na maseczki Bielendy - w płachcie i peel off z serii zielona herbata. Bardzo przyjemna okazała się także różowa od Balea także z serii peel off. Wyjątkowo nie sprawdziła się u mnie czarna maska be beauty - niezwykle mnie irytowała :D Reszta była dość neutralna, przyjemna, ale nie na tyle by do nich wracać :)

To już wszystko :) Standardowo zapytam - co z tego grona znacie? Jak u Was sprawdziły się te produkty?
Czytaj dalej

Przegląd kulturalny - maj, czerwiec.

Heeeej :)
Witam Was po dłuższej przerwie, bo ostatni post pojawił się tutaj 1 czerwca.. Muszę przyznać, że brakowało mi tego, także wracam z nowymi siłami i pomysłami!
Ostatnie tygodnie były u mnie bardzo pracowite i mówiąc szczerze, jeszcze żaden 'koniec semestru' nie dał mi się tak we znaki jak ten :D Na szczęście to już za mną, bo właśnie dzisiaj miałam wyniki ostatniego zaliczenia :) Teraz powoli będę nadrabiać blogowe zaległości. Na początek zacznę od bardzo przyjemnego postu, który sama bardzo lubię czytać u innych, czyli przeglądu kulturalnego. Jeśli jesteście ciekawe co tym razem mam do polecenia to zapraszam dalej :)

Muzyka
Męskie Granie Orkiestra 2018 - Początek

Dawid Podsiadło - Małomiasteczkowy

Paweł Domagała - Weź nie pytaj

Krzysztof Iwaneczko i Paulina Sykut - Jeżyna - Daj nam chwilę

Shawn Mendes - In My Blood 

Jeśli chodzi o muzykę to zacznę od prawdziwej petardy czyli Męskiego Grania. Od jakiegoś czasu jestem już jego wielką fanką, ale w tym roku przeszli samych siebie! Zalewski, Kortez, Podsiadło - praktycznie trzech moich ulubionych wykonawców w jednym utworze ♥ To musiało się udać! Początek zdecydowanie wpadł mi w ucho od pierwszego odsłuchania i ciągle rozbrzmiewa w moich głośnikach :D Kolejny hit to piosenka nikogo innego jak Dawida Podsiadło, który powraca z nową płytą, co zresztą ogromnie mnie cieszy! Małomiasteczkowy jest zapowiedzią powrotu, bardzo udaną zapowiedzią zresztą :) Oprócz tych 2 moich absolutnych hitów, często słuchałam: nowości od Domagały - Weź nie pytaj i Daj nam chwile z filmu o którym przeczytacie niżej. Zagranicznym nr 1 okazało się In my blood od Shawn Menders.

Filmy
https://www.filmweb.pl/film/Gotowi+na+wszystko.+Exterminator-2017-787951
Gotowi na wszystko. Exterminator.
Piątka przyjaciół postanawia reaktywować swój dawny zespół o nazwie Exterminator. Pani burmistrz postanawia im w tym pomóc dając dotację.
Film na który baaaardzo czekałam, rozważałam nawet pójście na niego do kina, jednak.. dobrze, że tego nie zrobiłam. Nie zrozumcie mnie jednak źle, bo film nie jest wcale zły, jednak liczyłam na coś na prawdę mega, a okazał się przyjemny - ot tyle. Na plus na pewno muzyka - dużo polskich klasyków, które umilają oglądanie. Poza tym przed oglądaniem czytałam opinie, że zwiastun zawiera niemal wszystkie najlepsze momenty i rzeczywiście tak jest.. Także jeśli nie oglądaliście zwiastuna to może lepiej nie oglądajcie, tylko sięgnijcie po film, bo ogólnie obejrzeć warto ;)

https://www.filmweb.pl/film/Narzeczony+na+niby-2018-790257
Narzeczony na niby
Karina, starając się stworzyć swój pierwszy szczęśliwy związek, okłamuje swojego partnera. Jedno małe kłamstewko doprowadza do serii nieprzewidzianych zdarzeń.
Kolejna propozycja z kolei bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Nie spodziewałam się niczego wielkiego po niej, a jak dla mnie była na prawdę świetna! Super się przy niej bawiłam, bo było też wiele zabawnych momentów podczas oglądania. Fabuła zadowoli na pewno fanki wszelkich komedii romantycznych i wbrew pozorom nie jest to kolejna polska komedia podobna do wszystkich pozostałych. Z wszystkich filmów z dzisiejszego zestawienia ten podobał mi się zdecydowanie najbardziej! :)

https://www.filmweb.pl/film/Podatek+od+mi%C5%82o%C5%9Bci-2018-783032
Podatek od miłości
Klara ściga cynicznego i pełnego uroku oszusta podatkowego. Po pewnym czasie traci kontrolę i zakochuje się w mężczyźnie.
Ten przegląd zdecydowanie został zdominowany przez polskie filmy :D Tutaj znowu polska komedia romantyczna, ale mniej udana niż poprzednia propozycja. Może nie należy do najgorszych, ale mamy też zdecydowanie lepsze produkcje. Jeśli jednak tak jak i ja należycie do zapewne niewielkiego grona osób lubiących oglądać polskie kino to jak najbardziej można zobaczyć :)

https://www.filmweb.pl/film/Plan+B-2018-779975
Plan B
Historia czterech osób, których życia wywracają się przed walentynkami.
Ostatnia już propozycja miała na prawdę spory potencjał. Oryginalna, wielowątkowa historia, jakiej jeszcze nie było w naszych produkcjach zapowiadała się na prawdę super. Jednak po całych seansie pozostawia ona widza z niedosytem.. Bowiem historie są nie do końca rozwinięte, jakby nie dokończone.. Ogląda się go jednak mimo wszystko bardzo przyjemnie - podobnie jak wszystkie pozostałe filmy :DD Tak jak i poprzednie, tak i ten można obejrzeć jak najbardziej :) Zwłaszcza, że wiele osób na prawdę dobrze go ocenia!

 Serial
https://www.filmweb.pl/serial/Trzyna%C5%9Bcie+powod%C3%B3w-2017-762209/episodes#sezon2
 13 powodów
Serial którego nie trzeba chyba nikomu przedstawiać, bo nie ma chyba osoby, która choćby o nim nie słyszała.. :D Sama pisałam jakiś czas temu o pierwszym sezonie, który w sumie początkowo średnio mi się podobał. Ostatecznie jednak spodobał mi się on na tyle, by obejrzeć także 2 sezon.. Powiem Wam, że tak jak wtedy myślałam, że jest on 'mocny' i niektóre sceny są nie do przejścia tak teraz mogę powiedzieć, że w 2 sezonie są one dopiero brutalne.. Niektóre sceny wręcz pozostawiają 'niesmak' i aż ciężko uwierzyć, że takie rzeczy zdarzają się w rzeczywistości.. Podsumowując drugi sezon jest moim zdaniem jeszcze lepszy od pierwszego, wywarł na mnie dużo większe wrażenie. Na pewno należy do cięższych i pozostających w pamięci widza na dłużej. Bardzo polecam!

To już wszystkie propozycje, jak widzicie tym razem przegląd zdominowały nasze rodzime filmowe produkcje :D Muszę przyznać, że na większość z nich czekałam z niecierpliwością od daty premiery. Obstawiam, że będzie wiele komentarzy o tym, że nie lubicie polskich filmów :DD Może jednak się mylę? 
Jestem też ciekawa czy oglądałyście 13 powodów i jak porównujecie 2 sezon do poprzedniego - koniecznie dajcie znać :)

Do napisania już za niedługo! :)
Czytaj dalej

Etykiety

#Blogerkipolecaja 4 pory roku AA Alterra alverde anatomicals avon Balea Balmi balsam do ciała balsam do ust Barwa bebeauty bell Bi-es Bielenda Biolove Biotaniqe buna catrice celia ciało cienie do brwi delia denko Dermedic dermena dm Dr.Konopka's ecocera efektima elfa-pharm eos esencja essence Eveline Evree Fa Farmona film Flormar Garnier gliss kur Golden Rose Green Pharmacy hean Himalaya hity roku Holika holika Ingrid Isana Jantar Joanna Kallos kobo kolastyna kolorówka korektor pod oczy kosmetyczne premiery kosmetyczni ulubieńcy krem bb krem cc krem do rąk krem do twarzy krem pod oczy książki kulturalne podsumowanie roku L'biotica La Rive lakier do paznokci lemax lifestyle Lirene liście manuka Loreal lovely Luksja Makeup Revolution makijaż Marion mariza maseczka do twarzy maseczki w płachcie maska/odżywka do włosów masło do ciała Maxfactor Maybelline mini recenzje miss sporty Miya miyo mus do ciała muzyka my secret mydło do ciała i włosów Nacomi naklejki wodne Natura Estonica naturalnie Neutrogena niekosmetyczni ulubieńcy nivea nowości oceania odżywka do paznokci Oillan olej do włosów olejek do twarzy Organic shop Organique organizacja oriflame Originals Palmolive paznokcie peeling peeling do rąk peeling do skóry głowy peeling do twarzy perfecta Petal Fresh pianka do twarzy pianka pod prysznic pielegnacja pielęgnacja pielęgnacja twarzy planet spa płyn micelarny podkład podróże pomadka promocja na kolorówkę w Rossmannie promocja na pielęgnacje twarzy w Rossmannie prywatnie Przegląd kulturalny przegląd marki puder Rimmel Rival de Loop rosyjskie kosmetyki bani agafii Sally Hansen Seche Vite selfie project serial serum skarpetki złuszczające soraya Stara Mydlarnia Sylveco szampon tag tanie kosmetyki Tatry tołpa tonik top coat treaclemoon tusz do rzęs Tutti Frutti twarz Ulubione blogi usta Venus Vianek Vipera wcierka wibo wieczorna pielęgnacja wishlista włosy wygląd bloga wyjazdowa kosmetyczka wzorki na paznokciach Yves Rocher zagraniczne kosmetyki ziaja żel aloesowy żel do brwi żel pod prysznic
me & my passions © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka