Nowości w mojej kosmetyczce - czy udało mi się przeżyć czerwiec i lipiec za 50 zł?

Heeej :)
W przerwie między pakowaniem przychodzę do Was z szybkim i przyjemnym wpisem z nowościami kosmetycznymi z ostatnich dwóch miesięcy. Tak jak poprzednio kontynuuje serię 'przeżyć miesiąc za 50 zł', jednak obawiam się, że tym razem zarówno w lipcu jak i czerwcu mi się nie udało. Cóż.. było dużo okazji - moje urodziny, imieniny, zdana sesja i kolejny rok studiów, wakacje.. :D Jeśli jesteście więc ciekawe ile wydałam i przede wszystkim co nowego do mnie przybyło to zapraszam! :) 

Jeszcze dodam tylko, że w czerwcu zapomniałam notować ceny produktów dokładnie, więc większość będzie przybliżona.. 
Początkiem czerwca zrobiłam dość spore jednorazowe zakupy jak na mnie. Cóż były spore promocje, a wszystko jak na złość się pokończyło.. Brzmi znajomo? :D W oko wpadła mi wtedy nowa wersja Kallosa - figowa, kosztowała coś koło 12 zł. Potrzebowałam też szamponu, a że była promocja zamiast 20 zł, zapłaciłam 10 zł. Do tego kończył się antyperspirant, a na promocji była Rexona za 7(?), więc wzięłam wmawiając sobie, że może tym razem zapach choć odrobinę przypadnie mi do gustu :D
Po skończeniu bardzo udanego kremu z Evree skusiłam się na swego czasu często polecany z Bielendy. Oczywiście trafiłam tym razem bodajże na obniżkę na całą markę i zapłaciłam jak dobrze pamiętam ok. 12 zł za niego. Do tego kolejna rosyjska maseczka do wypróbowania tym razem odświeżająca (7,50 zł) + saszetka Pilaten (1,90 zł), której daję kolejną (zapewne ostatnią) szansę.
Ostatni zakup czerwca to zestaw sławnych maseczek z hebe. Sporo w tym przeglądzie maseczek, nie mogłam sobie odpuścić jednak kolejnej promocji ja, jako maseczkomaniaczka. Zamiast 30 zł zapłaciłam 20 zł za komplet 7 maseczek, więc wyszło całkiem ekonomicznie, nieprawdaż? :) W lipcu w końcu kupiłam arbuzowy (♥) peeling Bielendy (13,90 zł) i polecany podkład Fit me, akurat był na promocji za 17 zł.
Od jakiegoś czasu szukałam jakichś cieni do brwi, wahałam się między GR, a catrice - ostatecznie jak widać padło na to drugie. Zapłaciłam za nie 17 zł. Do tego trafiłam na olejek alterra w cenie na do widzenia (11,40 zł). Znałam wersję brzoza & pomarańcza, która całkiem fajnie sprawdzała się do olejowania włosów, więc nie wahając się zbyt długo - kolejna wylądowała w koszyku. Do tego ulubione duże płatki z biedronki (bodajże 3 zł).
Tutaj już ostatnie nowości, w sumie moje zakupy to 2 produkty --> peeling do twarzy Evree z nowej serii i żel do brwi lovely - w końcu trafiłam na świeży, nie macany. Oba kosmetyki kosztowały mnie ok. 20 zł. Szampon i chusteczki do demakijażu z myślą wyjazdu kupiła mi już mama (na szczęście dla mojego portfela! :D).
Na koniec zostawiłam urodzinowe prezenty, pierwszy widzicie na zdjęciu wyżej - od Korneli. Kochana jak zawsze pamiętała o moich urodzinach i w paczce znalazłam same perełki ♥ Sporo rzeczy z mojej wish listy, czyli olejek do włosów, czarne mydło i puder ryżowy. Do tego pędzelek Hakuro, woski YC, paletka do konturowania, próbki i coś słodkiego - wszystko ucieszyło mnie tak samo mocno ♥ Całość w pięknym pudełku - dziękuje Ruda! :)
Tutaj widzicie drugi prezent, który przyszedł w tym tygodniu od Fabrycznej. W niej piękny złocisty rozświetlacz Inglot i kasetka tej samej marki. Do tego miętowy lakier essence i maseczka Marion, której nie mogłam nigdzie znaleść :D Dziękuję! ♥

Teraz czas na podsumowanie moich zakupów --> w czerwcu wydałam ok. 70 zł, a w lipcu ok. 82 zł. Czyli teoretycznie powinno wystarczyć na sierpień :D Myślę, że zarówno w nowym miesiącu, który już za kilka dni, jak i we wrześniu nie kupię za wiele. Przynajmniej nic nie planuję, a brak dostępu do hebe, rossmanna itd podczas wakacji działa na moją korzyść :D

Znacie któryś z kosmetyków? Czegoś jesteście szczególnie ciekawe? :)


Ps. Tak jak wspominałam jutro wyjeżdżam na krótki urlop w Tatry, więc Wasze blogi odwiedzę po powrocie pod koniec tygodnia jakoś :) U mnie pojawi się jeden zaplanowany wpis na początku następnego tygodnia jakoś :)
Czytaj dalej

Mus do ciała Organic Shop o zapachu jogurtu truskawkowego - czy na pewno?

Heeej :)
Marka, której produkt dzisiaj Wam przedstawię stała się bardzo popularna w ostatnich miesiącach. Wiele osób ją pokochało za naturalne składy przyjazne dla każdej z nas. Mowa oczywiście o Organic Shop. Jakiś czas temu pisałam o peelingu do ciała, a dzisiaj chciałam co nieco napisać na temat musu. Do wypróbowania zostały mi jeszcze m.in. maski do włosów, ale zanim to zapraszam Was na recenzję dzisiejszego produktu do ciała, jeśli jesteście ciekawe jak się sprawdził :)
Podobnie jak inne produkty tej firmy mus znajduje się zatykanym słoiczku wykonanym z cieniutkiego plastiku. Już przy peelingu narzekałam na takie opakowanie, a w wypadku tego produktu jest jeszcze gorzej. Konsystencja jest bowiem jak dla mnie rzadka, więc niebezpieczeństwo wylania się przez niestabilne opakowanie jest spore np. w czasie podróży. Także raczej nie ryzykowałabym, więc zabierając go na wakacje :D Przydałoby się stabilniejsze opakowanie, wykonane z grubszego plastiku, albo chociaż zakręcane 'wieczko'.
Musicie jednak przyznać, że deser przedstawiony na wieczku wygląda mocno atrakcyjnie. Chyba to on skusił mnie na zakup tego produktu :D Chociaż w sumie jak dla mnie przypomina on bardziej deser panna cotta od 'truskawkowego jogurtu' :DD Rozumiem, że był to celowy zabieg producenta mający skusić potencjalnego klienta do zakupu? Cóż.. zadziałało :P Przechodząc do właściwego zapachu produktu to nie przypomina on ani pięknie wyglądającego deseru z opakowania, ani nawet truskawkowego jogurtu. Mogę się już skłonić do tego, że pachnie on jogurtem.. ale naturalnym. Truskawek na pewno nie czuć. Pachnie po prostu nijak jak dla mnie, a szkoda..
Konsystencja jest leciutka, ale jak już wspominałam na początku - bardzo rzadka, łatwo przelewa się w opakowaniu. Można porównać ją do jogurtu właśnie jak dla mnie :) Przy rozsmarowaniu lubi jednak smużyć zostawiając białe ślady..
Na szczęście ta warstewka dość szybko się wchłania i po chwili nie ma po niej śladu. Mus pozostawia po zastosowaniu skórę miękką i dość dobrze nawilżoną. Może nie jest to jakieś spektakularne nawilżenie, jednak mi odpowiada. Osoby z bardziej przesuszoną skórą mogą nie być do końca zadowolone. Na plus także fakt, że nie zawiera parabenów, silikonów i ma dość dobry skład.
Nie jest to kosmetyk bez wad na pewno, mimo to części osób pewnie przypadnie do gustu jako produkt naturalny. Zwłaszcza, że nie kosztuje wiele - sama kupiłam go na promocji za ok. 10 zł za 250 ml. Dodam, że taka pojemność wystarczyła mi naprawę na długo - jest to więc kosmetyk bardzo wydajny. Znajdziecie go w hebe i innych sklepach z naturalnymi kosmetykami :) Sama nie wiem czy do niego wrócę, bo jednak kwestia zapachu jest dla mnie kluczowa przy produktach do pielęgnacji ciała.

Znacie go albo inne wersje tych musów? Jestem ciekawa jak oceniacie jego zapach?
A może miałyście inne produkty tej marki? Możecie mi coś od nich polecić?
Czytaj dalej

Brazylijska pielęgnacja, czyli o szamponie Vis Plantis słów kilka. Czy jest wart swojej ceny?

Heeej :)
Muszę przyznać, że rzadko piszę o szamponach do włosów. Zwyczajnie wydaje mi się, że są to dość zwyczajne produkty, od których nie wymagam zbyt wiele. Jednak dzisiaj postanowiłam napisać kilka słów o produkcie marki Vis Plantis (Elfa - Pharm). Ich brazylijska seria zbierała bowiem ostatnio sporo pochwał. Według producenta jest ona przeznaczona do włosów wypadających. Jak wiecie miałam swego czasu taki problem, więc byłam mega ciekawa tej serii. W jej skład wchodzi maska, mleczko, odżywka i właśnie szampon, który sama posiadam. Jesteście ciekawe jak się sprawdził? - Jeśli tak zapraszam dalej :)
Szampon znajduje się w plastikowej butelce o pojemności 300 ml, zamykanej na 'klik'. Takie rozwiązanie jest jak dla mnie bardzo wygodne, bo nie wylewa się nam zbyt wiele produktu dzięki niemu. Dodatkowo produkt znajduje się w kartoniku utrzymanym w podobnym minimalistycznym wyglądzie co i butelka.
Konsystencja jest perłowa i idealna jeśli chodzi o gęstość - ani za rzadka, ani za gęsta. Przechodząc do działania - od szamponów jak wspominałam nie wymagam wiele, mają dobrze oczyszczać włosy i w sumie na tym ich rola się kończy. Super jak pomagają w wypadaniu włosów, ale jako że są to produkty, które trzymamy krótko na włosach to na spektakularne efekty nie liczę.
Jak było z tym szamponem? Całkiem nieźle się pienił mimo, że nie posiada SLS-ów w składzie i dobrze radził sobie z oczyszczaniem włosów. Niestety plącze włosy, więc konieczne jest użycie odżywki/maski po nim. Nie pomógł według mnie zbytnio z wypadaniem włosów, bo nadal tracę podobną ich ilość. Można by powiedzieć więc, że spełnił swoje podstawowe działanie, ale jak dla mnie nie wyróżnił się niczym szczególnym na tle innych szamponów. Wiem, że wielu osobom bardzo podoba się zapach, dla mnie jest po prostu świeży i ziołowy. Ot zwyczajny..
Producent zapewnia, że szampon nie posiada SLS i owszem nie znajdziemy ich w składzie, ale za to na początku mamy podobno inne silne detergenty. Podobno, bo czytałam o tym u innych dziewczyn - wiecie jak ja się znam na składach, ekspertem nie jestem :D Mi akurat ten fakt jakoś mocno nie przeszkadza, bo sama nie mam problemów z używaniem 'mocniejszych' szamponów. Był więc przyzwoity, a za cenę ok. 20 zł jednak oczekiwałabym czegoś lepszego.. Sama co prawda kupiłam go na promocji za ok. 10 zł (na szczęście), ale jak dla mnie to i tak wysoka cena na tak przeciętny szampon. O wiele lepszy i do tego pomagający nieco z wypadaniem jest szampon łopianowy tej firmy - tutaj moja recenzja. Jeśli więc chcecie go wypróbować to warto szukać go na promocji, jeśli już chcemy kupować, bo sama nie wrócę do niego na pewno. Dostępny jest raczej łatwo, w Rossmannie chociażby. 

Jestem ciekawa jak sprawdził się u Was jeśli go znacie? Miałyście może inne produkty z tej serii? 
Czytaj dalej

Pielęgnacja mojej cery - aktualizacja, wiosna 2017.

Heeej :)
Zdaję sobie sprawę, że ostatnio pojawiało się tutaj sporo postów na temat kosmetyków do pielęgnacji twarzy. Dzisiaj przychodzę z kolejnym.. Jest on mocno spóźniony, bo chciałam pokazać gromadkę kosmetyków, której używałam do pielęgnacji mojej kapryśnej cery wiosną. Nie miałam wcześniej jakoś czasu, żeby napisać cały post, a skoro mam już zdjęcia to szkoda byłoby je zmarnować. Zwłaszcza, że zebranie wszystkich kosmetyków i zrobienie im zdjęć wbrew pozorom zajmuje trochę czasu.
Tak prezentuje się całość, sporo produktów pewnie już widziałaś u mnie.. Jest wśród tej gromadki bowiem sporo ulubieńców, które pojawiają się niemal regularnie w tym przeglądzie. Jeśli jesteś ciekawa co jak się sprawdziło (bo jednak większość kosmetyków już zużyłam) to zapraszam dalej! :)
Pierwszym krokiem w mojej wieczornej pielęgnacji jest zawsze zmycie makijażu. W tym celu niezmiennie od kilku miesięcy służył mi płyn micelarny Bielenda. Nie podrażnia, nie szczypie w oczy przy zmywaniu i wszystko dokładnie zmywa bez większego wysiłku. Do tego duża butla starcza na na prawdę długo i kosztuje niewiele :)
Do zmycia resztek makijażu i dokładnego oczyszczenia służył mi żel - krem bebeauty. Jak wiesz zapewne, często w tym celu używam mydełek z w miarę naturalnym składem. Jednak wtedy skusiłam się na produkt z biedronki, który bardzo lubiłam w czasach.. powiedzmy nastoletnich :D Teraz mogę powiedzieć, że jest przyzwoity i jak na tak niską cenę radzi sobie z oczyszczaniem całkiem nieźle.
Różany tonik evree jest niesamowicie wydajny! Uwielbiam go latem, kiedy używam go chyba najbardziej regularnie. Jest wtedy zbawienny podczas upałów. Wiosną staram się doceniać jego działanie wyciszające i przywracające naturalne pH :)
Po oczyszczeniu i użyciu toniku przychodzi czas na nawilżenie. Wiosną używałam w tym celu nawilżającego kremu do twarzy Evree. Służył mi zresztą jeszcze do ubiegłego miesiąca. Szerszą jego recenzję znajdziecie tutaj. Ale w skrócie był na prawdę dobry, szczególnie w zimniejszych miesiącach właśnie ze względu na swoją treściwą konsystencję, która zapewniała porządną dawkę nawilżenia.
Serum Bielenda to jak wiesz mój wieeeeeelki hit i zarazem produkt bez którego nie wyobrażam sobie już pielęgnacji. W zależności od stanu mojej cery, używałam (i nadal używam zresztą) go naprzemiennie z nawilżającymi kremami. Świetnie radzi sobie z niespodziankami na mojej cerze - sprawia, że szybciej znikają, redukuje ich ilość i wygładza cerę wyrównując do tego jej koloryt.
Dodatkowo od czasu do czasu stosowałam olejek różany Evree. Jednak do teraz coś nie możemy się dogadać, nie pasuje mi do końca tłusta powłoka jaką zostawia po sobie. Teraz dodaję go głównie jako dodatek do glinek, ale może dam mu jeszcze szansę w celu do jakiego jest przeznaczony.
W kwestii kremów pod oczy nadal nie jestem zbyt regularna. W wiosennych miesiącach wykańczałam krem Balea. Dzięki zawartości mocznika był na prawdę przyjemny i zapewniał przyzwoite nawilżenie.
Pozostając w temacie nawilżenia, nie mogło zabraknąć czegoś do ust. Na noc używałam głównie balsamu nivea - nakładałam wtedy jego grubszą warstwę, by rano móc cieszyć się miękkimi ustami bez suchych skórek. Rano przy okazji makijażu głównie służyła mi pomadka rumiankowa Alterra.
Teraz już przechodzimy do produktów, których nie używałam codziennie, ale od czasu do czasu. Do nich należał właśnie peeling z powyższego zdjęcia. Doskonale radził sobie ze zdzieraniem martwego naskórka, dobrze oczyszczając przy tym cerę. Śmiało mogę nazwać go najlepszym peelingiem jakiego używałam :) W ostatnim poście pisałam o nim szerzej tutaj.
Jeśli chodzi o maseczki to zawsze staram się mieć coś nawilżającego i typowo oczyszczającego. Do pierwszego celu służyła mi odmładzająca maseczka na bazie mleka łosia. W swojej roli sprawdzała się świetnie, bo po każdym użyciu cieszyłam się gładką i miękką skórą. Tutaj pełna recenzja.
Jeśli chodzi o oczyszczanie to wiosną prym wiódł węgiel i saszetkowe maseczki z Bielendy i AA. Obie były super, a dokładniej pisałam o nich tutaj.
Do pojedynczych niedoskonałości z powodzeniem nadal służyła mi maść Benzacne z apteki. Nie używałam jej zbyt często, ale w kryzysowych sytuacjach bywa niezastąpiona.

To wszystko, teraz czas na letnią aktualizację.. ale to dopiero za jakiś czas, coby nie zamęczać zbytnio pielęgnacją twarzy :D

Coś z mojej gromadki jest Ci znane? Jak wygląda u Ciebie pielęgnacja twarzy, ilość kosmetyków jest podobna? 

Miłego weekendu!
Czytaj dalej

Oczyszczający peeling do twarzy - Sylveco, czyli moje odkrycie ostatnich miesięcy.

Heeeej :)
W ostatnim poście pisałam Wam o peelingu do ciała Biolove, dzisiaj nadal pozostajemy w temacie kosmetyków naturalnych, ale czas na coś do twarzy. Marka Sylveco jest znana i lubiana przez większość dziewczyn, a dla mnie dzisiejszy bohater jest drugim produktem tej firmy, który miałam okazje wypróbować. Polubiłam go jednak tak samo, a nawet bardziej niż pomadkę z peelingiem o której pisałam rok temu (tutaj). Jeśli jesteś ciekawa za co - zapraszam dalej! :)
Produkt kupujemy w papierowym kartoniku, na którym producent zawarł wszelkie interesujące nas informacje. Po jego otwarciu naszym oczom ukazuje się właśnie opakowanie, czyli plastikowy słoiczek z metalową zakrętką o pojemności 75 ml.
Początkowo taka pojemność nie wiedzieć czumu wydawała mi się niewielka. Jednak peeling okazał się dość wydajny, bowiem kupiłam go początkiem marca, a pojawił się nie tak dawno w denku z maja i czerwca. Myślę więc, że jakieś ponad 2 miesiące nie są takim złym wynikiem. Sam wygląd minimalistyczny, charakterystyczny dla marki - ogólnie miły dla oka :)
Zapach produktu jest typowo ziołowy, nie wszystkim się zapewne spodoba, ale muszę przyznać, że dla mnie jest całkiem przyjemny. Konsystencja przypomina jak dla mnie pastę i używa się jej niezwykle przyjemnie, nie jest ani za rzadka, ani za gęsta. Na zdjęciach nie zobaczysz na pewno zdzierających drobinek, ale musisz mi wierzyć, że peeling jest wręcz napakowany sporą ilością ostrych drobinek korundu :)
Za co polubiłam ten produkt? Przede wszystkim za porządne oczyszczanie, po jego użyciu skóra aż skrzypi od czystości. Drobinki korundu w nim zawarte zapewniają bardzo dobry peeling i świetnie wygładzają cerę. Co do regulowania wydzielania serum, mogę rzeczywiście przyznać, że rzeczywiście delikatnie je ogranicza i skóra mniej się świeci.
 Kolejną zaletą produktu jest skład pełny samych dobroczynnych, naturalnych składników, które nie wyrządzą naszej skórze krzywdy. Produkty tej marki są dostępne w sklepach posiadających w asortymencie naturalne kosmetyki. Ja sama kupiłam mój peeling nawet w naturze. Cena w zależności od sklepu wynosi ok. 18-20 zł. Czasami nawet można go dorwać w promocji, jak to miało miejsce u mnie :)

Jestem ciekawa czy znasz go? Co możesz polecić mi z asortymentu tej firmy? Jaki jest Twój ulubieniec jeśli chodzi o peeling do twarzy? :)
Czytaj dalej

Peeling do ciała Biolove - wiśnia&wanilia, czyli nowość w mojej pielęgnacji.

Heeej :)
Jeśli jesteś ze mną od dłuższego czasu pewnie wiesz, że wszelkiego rodzaju peelingi, czy to do twarzy, czy do ciała darzę ogromną miłością. Podobnie jak i w przypadku maseczek  stosuję je regularnie i to z niemałą przyjemnością. Dzisiaj opowiem nieco o produkcie nowej dla mnie marki Biolove. Ostatnio jest ona bardzo popularna, więc ucieszyłam się kiedy jakieś czas temu wygrałam kilka produktów tej marki u Agnieszki. O reszcie kosmetyków tej marki, czyli np. pięknie pachnącym musie do ciała też zapewne opowiem. Ale dzisiaj zapraszam na recenzję wiśniowo - waniliowego peelingu do ciała! :)
Nasz produkt znajduje się w plastikowym słoiczku o pojemności 100 ml - więc nie za wielkim. Prawdę powiedziawszy nie liczyłam na ile użyć mi starczył, ale był to mniej więcej nie cały miesiąc. Sam wygląd opakowania jest jak dla mnie przepiękny! Trochę w stylu vintage jak dla mnie, ogólnie minimalistyczny i nie przesadzony.
Pod wieczkiem znajduje się dodatkowe plastikowe zabezpieczenie. Po odkręceniu słoiczka naszym oczom ukazuje się nieco zbita konsystencja. Początkowo sądziłam, że będzie źle nabierać produkt, ale w sumie jakiś wielkich problemów z tym nie było :) 
Niejednokrotnie wspominałam, że nie jestem fanką słodkich zapachów takich jak właśnie wanilia. Jeśli chodzi o wiśnie to też z nią bywa różnie.. :D Jednak muszę przyznać, że takie połączenie zapachowe było na prawdę przyjemne. Trudno tutaj powiedzieć, która nuta dominuje, mi osobiście całość przypomina ciasto z wiśniami ♥ Ogólnie zapach jest słodko - cierpki, nie przytłacza i jest miły dla nosa. 
Pod spodem opakowania znajdujemy wszelkie obietnice od producenta. Jak widzicie nie ma ich zbyt wiele - nie ma obiecanek cudów itd.  Podobnie jest ze składem - jest on króciutki i pełen dobroczynnych składników. 
Jak było w rzeczywistości z działaniem? Drobinki cukru, których było całkiem sporo dobrze zdzierały i wygładzały skórę. Peeling dodatkowo zostawiał po sobie delikatnie tłustą warstewkę. Jednak nie była to tłusta warstwa parafiny rodem z peelingów drogeryjnych, ale raczej była ona zasługą olejków m.in.z pestek winogron. Można było więc sobie darować nawet balsamowanie po użyciu peelingu, bo nawilżał on delikatnie skórę :) 
Peeling podobnie jak i wiele innych produktów tej marki jest dostępnych na stronie internetowej sklepu Kontigo. Do wyboru mamy wiele kuszących wersji zapachowych w wypadku peelingów są to m.in. kokos, kawa, pomarańcza, malina.

Znasz produkty Biolove? Co możesz mi polecić z oferty ich sklepu i w jakich zapachach? A może znasz peeling dzisiaj przedstawiony przeze mnie?  Czekam na Twój komentarz :)
Czytaj dalej

Odmładzająca maseczka do twarzy na mleku łosia - Bania Agafii.

Heeeej :)
Na dzisiaj przygotowałam (zaległą zresztą :D) recenzję kolejnej z rosyjskich maseczek do twarzy Bani Agrafii. Kiedyś pewnie już wspominałam, że chciałam wypróbować je wszystkie. 
W denku w ostatnim poście znalazła się wersja odmładzająca z mlekiem łosia. Nie miała jeszcze swojego 5 minut na blogu, więc jeśli jesteś ciekawa jak wypadła w ogólnym rozrachunku to zapraszam do dalszego czytania! :)
Maseczka podobnie do wszystkich z tej serii znajduje się w mega wygodniej saszetce o pojemności 100 ml. Taka pojemność wystarcza nam na kilkanaście dobrych użyć, co jak dla mnie jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Dzięki zakręcaniu nic nam nie zasycha podczas jej używania.
Zapach jak to bywa w wypadku produktów Bani Agafii jest dosyć intensywny, w tej wersji jak dla mnie przypomina jakby biszkopty, czy jakieś waniliowe ciastka. Konsystencja jest kremowa i ani nie za gęsta, ani nie za rzadka - nie sprawia problemów przy nakładaniu.
Producent zaleca stosować maseczkę 1-2 razy w tygodniu i zmyć ją po 10 min. Sama starałam się trzymać tego czasu, ale wiadomo.. bywało różnie, czasem przetrzymałam ją dłużej, a czasami pewnie nie mając czasu zdarzało mi się ją zmyć wcześniej :D Jednak za każdym razem byłam bardzo zadowolona z efektów, skóra po użyciu była wyraźnie nawilżona i miękka niczym skóra niemowlaka. Nigdy nie zdarzyło się, żeby maska mnie podrażniła, czy spowodowała wysyp niedoskonałości. Piszę o tym, bo wiem, że u sporej liczby dziewczyn te maski wywołały niestety takie 'nieprzyjemności'. U mnie wręcz przeciwnie - niejednokrotnie przynosiła ukojenie podrażnionej skórze.
Skład jak przystało na te maseczki jest niezwykle przyjemny, oparty raczej na naturalnych składnikach, więc cena ok. 6-8 zł przy tak dobrym działaniu wydaje się wręcz śmieszna. Sama na pewno jeszcze niejednokrotnie do niej wrócę, bo zalicza się do grona moich ulubieńców tej firmy, ale i nie tylko. Z dostępnością mam wrażenie jest coraz lepiej, bo wiele sklepów (nawet stacjonarnych) wprowadza już rosyjskie kosmetyki do swojej oferty. Nie mówiąc już o sklepach internetowych gdzie kupimy ją (i inne z tej serii) bez problemu.

Jestem ciekawa czy znasz tą maskę i ogólnie maseczki do twarzy tej rosyjskiej firmy? Jak wypadły u Ciebie? :)


Ps. Do wypróbowania wszystkich rodzai tych maseczek pozostała mi tylko jedna, więc zastanawiam się nad ogólnym zestawieniem ich w jednym z postów. Nie wiem tylko czy umieścić taki ranking razem z ostatnią recenzją, czy może zrobić to w osobnym wpisie? - daj znać która forma byłaby dla  Ciebie ciekawsza i co ogólnie myślisz o takim pomyśle :)
Czytaj dalej

Denko - maj, czerwiec.

Czeeeeść! :)
Nowy miesiąc jest zawsze czasem różnego typu podsumowań, w tym zużyć. Tym razem nieco spóźniona przychodzę i ja z denkiem z maja i czerwca. Nie jest może tego zbyt wiele, za to mam całkiem sporo sprawdzonych produktów do pokazania. Jeśli jesteś ciekawa co tym razem przygotowałam to zapraszam do lektury :)
 

Standardowo: Sprawdzone produkty/odkrycia, średniakibuble lub produkty, które nie przebiły innych już sprawdzonych.


Maska do włosów Kallos ALOE
Kolejna wypróbowania maska tej marki i mimo, że nie przebiła moich ulubieńców (banana i multiwitaminy) to wypadła całkiem przyzwoicie. Zapach był nieco sztuczny, przez co męczył, ale za to całkiem fajnie nawilżała. Trzeba było jedynie uważać, żeby nie przesadzić z ilością i nie obciążyć włosów.
Rosyjski szampon przeciw wypadaniu
Mam co do niego mieszane uczucia, niby działał bez zarzutu - dobrze oczyszczał włosy, jednak szału nie było większego. Ale jak na szampon bez sls nie był zły..
Szampon avea - aloes i ogórek
Bardzo fajny, przypadkiem odkryty szampon za grosze. Był świetny do mocniejszego oczyszczania raz na jakiś czas - kolejna butelka już stoi w łazience.
 

Żele pod prysznic Balea ♥
Jak pewnie wiesz jestem wielką fanką żeli z dm-u, te były wyjątkowo udane pod względem zapachu. Malina i bratek czekał ponad rok na swoją kolej w zapasach, ale było warto - pięknie pachniał, trochę cierpko, kwiatowo - owocowo. Myślę, że to najlepszy żel jeśli chodzi o edycję limitowane :) Nowa wersja granat i kwiat brzoskwini znalazł się we wiosennych ulubieńcach co mówi samo za siebie :D


Peeling do ciała Organic shop - algi i sól morska (recenzja)
Działanie bez zarzutu - mocny z niego zdzierak, taki jakie lubię najbardziej. Ale co do zapachu liczyłam na coś lepszego, dlatego inne wersje wypróbuję, ale do tej nie wrócę :)
Peeling do ciała Biolove - wiśnia i wanilia
Bardzo dobry produkt z ciekawym zapachem i naturalnym składem - więcej o nim niedługo. 


Żel - krem do mycia twarzy Bebeauty
Całkiem fajny produkt jak na tak niską cenę, delikatnie oczyszczał twarz, nie wysuszając przy tym. Chociaż na dłuższą metę wolę mydełka to raz na jakiś czas jest niezłą opcją :)
Płyn micelarny Bielenda ♥
Mój wieeelki ulubieniec jeśli chodzi o demakijaż. Nie raz pojawiał się w denku już i na pewno jeszcze będzie się pojawiał przez dłuższy czas, bo nie znalazłam nic lepszego. Aktualnie mam różową wersję dla odmiany, ale nie jest ona tak dobra jak ta - niebieska.
Antyperspirant Rexona
Narzekam na zapachy dezodorantów tej firmy co denko niemal, a jednak ponownie do nich wracam łudząc się, że tym razem zapach będzie lepszy (bo co do działania nie mam zarzutów). Ten nie był lepszy.. - przeciwnie, był wyjątkowo duszącym koszmarkiem.


Nawilżający krem do twarzy Evree 20+ (recenzja)
Bardzo dobrze nawilżający krem, nie zapychał nawet przy codziennym stosowaniu, a do tego przyjemnie pachniał. Nie mam mu nic do zarzucenia i z chęcią kupię ponownie :)
Peeling do twarzy Sylveco ♥
Pojawił się we wiosennych ulubieńcach, podobnie zresztą jak i produkt opisany wyżej. Był na prawdę świetny - porządnie oczyszczał cerę i wygładzał. Na pewno jeszcze się spotkamy, niedługo też napiszę o nim coś więcej.
Płatki Bebeauty
Muszę przyznać, że po zmianie nie odpowiadają mi już tak ja wcześniej - wydają mi się strasznie cienkie. Niby płatki, jak płatki, ale chyba poszukam czegoś innego..


Kapsułki nawilżające Balea 
Były.. przyzwoite - tak po prostu. Przyjemnie się ich używało, ale na dłuższą metę raczej bym  się na nie nie zdecydowała.
Maseczka do twarzy Bani Agafii z mlekiem łosia ♥
Bardzo lubię te rosyjskie maseczki, a ta wyjątkowo przypadła mi do gustu porównując ją do innych z tej serii. Na pewno jeszcze będę wracać do niej. Swoją drogą właśnie uświadomiłam sobie, że nie napisałam jeszcze o niej recenzji - na pewno nadrobię :D
Podkład Lasting Finish - Rimmel
Ulubiony podkład, niestety już wycofany nad czym bardzo ubolewam :( Jeśli masz coś godnego polecenia z tej kategorii to koniecznie podziel się w komentarzu.

To wszystko :) Jak widzisz, mam kilka zaległych recenzji do napisania.. Zawsze denko uświadamia mnie ile mam zaległości, ale będę powoli nadrabiać :D
Znasz któryś z produktów? Jak sprawdził się u Ciebie? :)

Miłego wieczoru i słoneczniej niedzieli! :)
Czytaj dalej

Etykiety

4 pory roku AA Alterra alverde anatomicals avon Balea Balmi balsam do ciała balsam do ust Barwa bebeauty bell Bielenda Biolove catrice celia ciało denko dm efektima elfa-pharm eos essence Eveline Evree Farmona film Flormar Garnier gliss kur Golden Rose Green Pharmacy Himalaya hity roku Isana Joanna Kallos kobo kolastyna kolorówka kosmetyczni ulubieńcy krem bb krem cc krem do rąk krem do twarzy krem pod oczy książki kulturalne podsumowanie roku L'biotica lakier do paznokci lemax Lirene liście manuka lovely makijaż Marion mariza maseczka do twarzy maska/odżywka do włosów masło do ciała Maxfactor Maybelline mini recenzje miss sporty miyo mus do ciała muzyka my secret mydło do ciała i włosów Nacomi naklejki wodne naturalnie Neutrogena niekosmetyczni ulubieńcy nivea nowości oceania odżywka do paznokci Organic shop Organique Palmolive paznokcie peeling peeling do rąk peeling do twarzy perfecta pianka do twarzy pielęgnacja pielęgnacja twarzy planet spa płyn micelarny podkład podróże pomadka promocja na kolorówkę w Rossmannie prywatnie Przegląd kulturalny puder Rimmel Rival de Loop rosyjskie kosmetyki bani agafii Sally Hansen serial serum skarpetki złuszczające soraya Stara Mydlarnia Sylveco szampon tag tanie kosmetyki Tatry tołpa tonik treaclemoon Tutti Frutti twarz Ulubione blogi usta Vipera wcierka wibo wieczorna pielęgnacja wishlista włosy wygląd bloga wyjazdowa kosmetyczka wzorki na paznokciach Yves Rocher zagraniczne kosmetyki ziaja żel do brwi żel pod prysznic
me & my passions © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka