Matujący krem nawilżający Bielenda - Ogórek & Limonka.

Heeeej :)
Jeśli czytacie od jakiegoś czasu mojego bloga to doskonale wiecie, że Bielenda jest jedną z moich ulubionych marek. Sporo kosmetyków z jej asortymentu stało się moimi ulubieńcami. Inne spodobały mi się mniej, jednak nie trafiłam jeszcze na jakieś szczególne buble :) Dzisiaj chciałabym napisać Wam co nieco na temat matującego kremu nawilżającego. Pochodzi on dostępnej już od jakiegoś czasu serii i mam wrażenie nieco zapomnianej. 
Kiedyś u jednej z Was przeczytałam sporo dobrego na temat dzisiejszego bohatera, więc jak tylko zobaczyłam go w drogerii szybko wpadł do mojego koszyka. Jeśli jesteście ciekawe czy stał się także moim ulubieńcem - zapraszam dalej :)
Nasz krem kupujemy standardowo w kartoniku, w którym znajduje się już właściwy słoiczek. Wiem, że są zarówno przeciwnicy jak i zwolennicy takiego opakowania. Ja osobiście lubię takie rozwiązania, przecież i tak takich kremów używamy w domu. Całość prezentuje się dość prosto i mało oryginalnie jak dla mnie. Dominuje biało - zielona kolorystyka.. Jednak przecież nie sam wygląd jest najważniejszy :D
Po odkręceniu naszego plastikowego słoiczka naszym oczom ukazuje się dodatkowe zabezpieczenie w postaci sreberka. Konsystencja jest leciutka, kremowo - żelowa powiedziałabym.
Sam zapach także należy do przyjemnych i delikatnych dla nosa. Sama bardziej wyczuwam tam ogórkowe nuty, chociaż te cytrusowe także im towarzyszą. Pachnie przede wszystkim świeżo, więc myślę, że nawet najbardziej wybrednym nosom przypadnie do gustu.
Po rozsmarowaniu początkowo zostawia po sobie ochronną warstewkę, która jednak po kilku minutach się wchłania. Nie musimy zbyt długo czekać.. Po tym czasie daje lekko matowe wykończenie, ale daleko mu jak dla mnie do typowego matującego kremu. Jeśli chodzi o wykorzystanie go jako bazy pod makijaż to u mnie w tej roli się nie sprawdził. Co prawda tylko raz wypróbowałam go w tej roli, ale więcej nie miałam ochoty. Podkład wyglądał zwyczajnie brzydko, a pory i wszelkie niedoskonałości na twarzy były jeszcze bardziej widoczne..
 Na szczęście działanie nawilżenie było już lepsze i jak na lato było dla mnie jak najbardziej wystarczające. Skóra po jego zastosowaniu była gładka i przyzwoicie nawilżona. Jednak bliżej jesieni na twarzy zauważyłam suche skórki i krem już nie uporał się z nimi tak szybko. Po jakimś czasie rzeczywiście zniknęły, ale nie było to 'nawilżenie natychmiastowe'. 
Podczas używania kremu zauważyłam także, że pory stały się jakby mniej widoczne, więc być może to po części jego zasługa :) Całkiem nieźle też łagodzi on podrażnienia, ale nie zauważyłam, żeby skóra mniej się błyszczała. Podczas jego stosowania nie zauważyłam pogorszenia stanu mojej cery, przeciwnie - była ona w całkiem niezłej kondycji.
Za 50 ml kremu zapłacimy jeśli się nie mylę ok. 15 zł. Często także jest on na promocji za nieco ponad dychę. Sama kupiłam go w hebe, ale pewnie i w innych drogeriach będzie on do kupienia :) 
Jak na taką cenę uważam, że jest to na prawdę przyjemny produkt, szczególnie na lato. Idealnie sprawdzi się dla cery takiej jak moja, czyli mieszanej czy tłustej. Bardziej wymagające osoby oczekujące natychmiastowego działania nawilżającego może nie zadowolić.

Znacie ten produkt lub inne kosmetyki z tej serii? Jakich kremów aktualnie używacie? :)
Czytaj dalej

Nowości w mojej kosmetyczce - czy udało mi się przeżyć sierpień i wrzesień za 50 zł?

Heeej :)
Korzystając jeszcze z tego, że niedawno zaczął się nowy miesiąc chciałbym podsumować moje kosmetyczne nowości z ubiegłych dwóch - wakacyjnych miesięcy. Z założenia miały to byś miesiące oszczędzania i kupowania samych niezbędników. Z drugiej strony Rossmann kusił promocjami najpierw na różnego typu 'letnie kosmetyki', a później promocją 2+2. Czy mi się więc udało przeżyć ubiegłe miesiące za 50 zł? Jeśli jesteście tego ciekawe i ogólnie kosmetyków, które do mnie trafiły to zapraszam dalej! :)
Nie uwierzycie pewnie jeśli powiem Wam, że na jednym zdjęciu zmieściłam wszystkie moje zakupy z sierpnia? Musicie, bo na prawdę tak jest :D Jak widać kupiłam same potrzebne rzeczy, których aktualnie potrzebowałam. Był to antyperspirant Fa (7,90 zł) o pięknym zapachu (ale nieco gorszej ochronie) i mydło Elfa pharm (3,50 zł). Po siarkowej wersji, którą byłam zachwycona skusiłam się na salicylowe. Do tego po skończeniu toniku Evree skusiłam się tym razem na Ziaje ze stosunkowo nowej serii (8,20 zł). Można kupić tylko to czego naprawdę brakuje? Jak widać można :DD
Zastanawiacie się pewnie co z sierpniową promocją w Rossmannie, czyż nie? Zamysł był taki, żeby rzeczywiście nie kupować NIC. Ale, ale.. nie mogłam odmówić siostrze, gdy zadzwoniła czy coś mi kupić. Skusiłam się na 2 maseczki --> Ziaji, którą miałam i miło wspominam i Bielenda, która była dla mnie nowością. Obie jak wspominałam zostały przez nią kupione, więc nie wliczam ich do mojego 'rachunku' :P
W sierpniu uśmiechnęło się do mnie szczęście i to podwójnie po dłuższym czasie :D Udało mi się wygrać m.in. konkurs u Justyny. Zawartość to takie niezbędniki, które na pewno się nie zmarnują u mnie :) Szczególnie ucieszyła mnie woda z Adidasa i żel Isana, bo na oba produkty miałam ochotę od jakiegoś czasu. Dziękuję! ♥
Pod koniec sierpnia szczęście uśmiechnęło się do mnie także u Moniki, gdzie wygrałam same wspaniałości. Tym bardziej się cieszę, bo niemal żadnego kosmetyku wcześniej nie znałam :) Jeśli czytacie mnie od dłuższego czasu to doskonale wiecie, że najbardziej zapewne ucieszyły mnie maseczki :D Ale też i kremu do twarzy jestem bardzo ciekawa, bo ogólnie kremy z Eveline bardzo lubię :) Dziękuję Monika jeszcze raz za super zawartość! ♥
Pierwszym zakupem września był top coat seche vite. Skończył się mój ulubieniec z Sally Hansen, ale tym razem skusiłam się na coś nowego. Kosztował mnie razem z przesyłką 16,50 zł. Zmywacz Isana (3,20 zł) wpadł do koszyka przy robieniu zamówienia podczas promocji 2+2 w sklepie internetowym Rossmanna.
Z owej promocji skorzystałam razem z siostrą, więc wyszło nam 1+1. U mnie droższym produktem był żel dove (12,50 zł) - od dawna miałam na niego ochotę. Dezodorant adidas wyszedł mi 'gratis', miałam go już kiedyś i miło wspominam :)
Siostra przy okazji odbierania zamówienia wzięła nam także żele Isana. Co prawda zostawiła mi dwie wersje, ale myślę, że ta z miętą wróci do niej. Sama mam jeszcze kilka żeli w zapasie :D 
Na powyższym zdjęciu widzicie już ostatnią turę nowości. Jako, że skończył mi się peeling tym razem skusiłam się na Tutti frutti. Ich maluszki bardzo lubiłam swego czasu, ale te nowe wersję jakoś nie do końca się u mnie sprawdzają.. Miałam wcześniej wersję z kokosem i była okropna. Tutaj liczyłam na lepszy zapach, ale szału nie ma. Zapłaciłam za niego bodajże 11,90 zł. Do zdjęcia wzięłam przez przypadek zły szampon. Bowiem w tym miejscu powinna pojawić się wersja skrzypowa, a nie łopianowa - należąca do mamy. Płatki to już standardowy zakup. Oba kosmetyki były kupione przy okazji codziennych zakupów przez mamę, więc nie wliczam ich do 'mojego rachunku'.

Czas na podsumowanie.. W sierpniu wydałam 19,60 zł, a we wrześniu 44,10 zł. Tak więc poszło mi tym razem bardzo dobrze, szczególnie w pierwszym miesiącu :D Sprawę ułatwiał zdecydowanie fakt braku dostępu do hebe i innych drogerii dostępnych w moim studenckim mieście :DD
W październiku skuszę się zapewne na kilka rzeczy na zbliżającej się promocji na kolorówkę w Rossmannie. Oprócz tego uzupełnię też braki kilku produktów w pielęgnacji twarzy, więc pewnie nie uda się nie przekroczyć limitu. Ale zobaczymy.. :D

Coś wpadło Wam szczególnie w oko z dzisiejszego przeglądu nowości? Może któryś z kosmetyków doskonale znacie? :)
Czytaj dalej

Podkład Maybelline Fit me! - czy warto skusić się na niego podczas najbliższej promocji?

Heeeej :)
Jak zapewne wiecie wielkimi krokami zbliża się sławna już promocja w Rossmannie na kolorówkę. Tym razem odbędzie się ona w dniach 10 - 19 października, więc już niedługo. Dlatego postanowiłam napisać dzisiaj kilka zdań na temat produktu, który cieszył się niezłym powodzeniem podczas ostatniej promocji. Mowa o podkładzie marki Maybelline - Fit me! Akurat ja kupiłam go nieco później, ale już zdążyłam wyrobić sobie o nim całkiem jasne zdanie. Jak się sprawdził u mnie i przede wszystkim czy warto mu się przyjrzeć bliżej podczas obniżek w R.? - tego dowiecie się czytając dzisiejszy wpis ;)
Sam wygląd produktu jak dla mnie jest przyjemny dla oka, sprawia wrażenie jakby wszystko do siebie pasowało. Niestety podczas używania sprawa wygląda nieco gorzej, bowiem czarne - matowe elementy bardzo łatwo się brudzą.. Pojemność produktu to 30 ml.
Kolor podkładu jaki posiadam to 105, a więc najjaśniejszy odcień z całej gromadki liczącej 6 odcieni. Niestety odcień nie jest wcale taki jasny - podejrzewam, że dla typowych 'bladziochów' będzie zbyt ciemny. U mnie pasuje idealnie teraz - po lecie, gdy cera jest nieco opalona. Podejrzewam, że zimą i mnie by nie zadowolił. Ostatnio czytałam, że zagranicą jest dostępny jeszcze jaśniejszy odcień (bodajże 100) i on mógłby być już całkiem fajny - nawet zimą. Co samego koloru, jest to typowy ciepły odcień z żółtymi tonami. Na całe szczęście nie zawiera tych różowych, świnkowych :D
Zapach jest baaaardzo delikatny i raczej nie męczący dla nosa. Jeśli chodzi o konsystencję to podobnie jak wypadku innego podkładu tej marki - affinitone jest ona dość rzadka. Nie przepadam jak wiecie za taką, aczkolwiek ostatnio nauczyłam się już z nią obchodzić i już tak mi nie przeszkadza. 
Podczas nakładania nie tworzy smug i przeciwnie wydaje się, że od razu wtapia się w cerę tworząc przyjemne matowe, wręcz pudrowe wykończenie. Myślę, że można by nawet na szybkości zrezygnować z pudru, jednak z przyzwyczajenia i dla większej trwałości zawsze go dawałam. Nie zauważyłam, żeby produkt oscylował i znacząco ciemniał na twarzy. Co do jego krycia określiłabym go jako średnie. Na pewno nie jest to mocno kryjący podkład, bo nawet u mnie podczas gorszych dni mojej cery nie przykrywał pojedynczych niedoskonałości na tyle, żeby były niewidoczne. Raczej delikatnie je maskował.. Osoby mające problemy skórne - liczące, że ten podkład zapewni im efekt nieskazitelnej gładkiej cery mogą być rozczarowane. Zauważyłam także, że lubi on podkreślać suche skórki. 
Wyżej możecie zobaczyć małe porównanie z 2 innymi podkładami, które miałam 'na stanie' kiedy robiłam zdjęcia. Od góry: Rimmel lasting finish w najjaśniejszym odcieniu, nasz bohater Fit me i Affinitone o którym pisałam tutaj. Jak widać oba podkłady marki Maybelline mają bardzo zbliżone kolory. Jednak wybierając między nimi skłaniałabym się do Fit me właśnie :)
Na plus jak dla mnie ciepły kolor podkładu i bardzo ładne wykończenie, brak drobinek. Jeśli mamy cerę w dobrym stanie prezentuje się na prawdę ładnie i co ważne - nie czuć go wcale na twarzy. Poza tym ma jednak kilka minusów o których należy pamiętać podczas zakupu.

Znajdziecie go w Rossmannie i innych drogeriach. W regularnej cenie kosztuje ok. 28-29 zł. Sama kupiłam go za ok. 16 zł w mniejszej drogerii. Na najbliższej promocji w Rossmannie dostaniecie go za ok. 13 zł. 

Znacie ten sławny już podkład? Jak u Was się sprawdził? 
Jakich podkładów aktualnie używacie? Możecie mi coś polecić? :)
Czytaj dalej

Przegląd kulturalny - wrzesień.

Heeeej :)
Wszystko co dobre szybko się kończy.. Nadszedł czas i dla studentów do powrotu po wakacjach do codziennych obowiązków. Na pocieszenie przychodzę do Was z przeglądem kulturalnym września. Może akurat coś podejrzycie i obejrzycie w ten ostatni w pełni wolny weekend :)

Muzyka
Krzysztof Zalewski - Miłość, miłość

Krzysztof Zalewski - Luka

Calvin Harris - Feels

Muzycznym odkryciem miesiąca okazał się zdecydowanie Krzysztof Zalewski. Co prawda słyszałam o nim już wcześniej, ale dopiero we wrześniu wkręciłam się w jego piosenki na maksa. Zdecydowanie ma coś hipnotyzującego w głosie :D Moi ulubieńcy to Luka i Miłość miłość.
Kolejna piosenka, czyli Feels Calvina Harrisa jest niezłym zaskoczeniem. Początkowo wcale mi się bowiem nie podobała, ale po czasie jednak tak mi się wkręciła, że słuchałam kilka razy dziennie :D Jest mega wakacyjna dla mnie i od razu wprawia w pozytywny nastrój :D

Film
http://www.filmweb.pl/film/Porady+na+zdrady-2016-767724
Porady na zdrady
Dwie kobiety, zostawione przez swoich partnerów postanawiają założyć firmę zajmującą się rozwiązywaniem problemów z niewiernością facetów. Gdy jedna z nich ma uwieść coacha Macieja, cały plan spala na panewce.
Niby znowu Karolak, niby niezbyt zachęcający tytuł, niby znowu rodzima produkcja jakich wiele.. ale ogląda się ją całkiem przyjemnie :D Nie był to film, który chciałam jakoś bardzo obejrzeć, więc nie spodziewałam się niczego szczególnego. Jednak pozytywnie mnie zaskoczył. Wiadomo jest mega przewidywalny, więc nie ma co oczekiwać od niego cudów. Jednak na leniwy wieczór jest niezłym wyborem jeśli szukacie czegoś niewymagającego :) Jeśli jesteście przeciwnikami tego typu kina, na pewno po tym filmie nie zmienicie zdania.

http://www.filmweb.pl/film/Dom+na+ko%C5%84cu+ulicy-2012-576014
Dom na końcu ulicy
Nastolatka wraz z matką zamieszkują w domu, który znajduje się naprzeciwko miejsca, gdzie 4 lata temu doszło do makabrycznej zbrodni.
Pewnie większość z Was dobrze zna ten film, bo sama miałam wrażenie, że już go oglądałam. Nie jest to na pewno najlepszy thriller jaki widziałam, a nazywanie go horrorem to już w ogóle pomyłka :D Jednak potrafi zaskoczyć widza i jest w nim całkiem ciekawy motyw drzewa przewijający się przez film (jeśli widzieliście pewnie wiecie co mam na myśli, jeśli nie - zwróćcie na to uwagę). Dla mnie nie był zły i całkiem przyjemnie się go oglądało, ale wiem, że sporo osób jest zawiedzionych tą produkcją. Myślę, że 6/10 na filmwebie jest idealną oceną dla niego :D

http://www.filmweb.pl/film/O%C5%9Bwiadczyny+po+irlandzku-2010-493235


Oświadczyny po irlandzku
Amerykanka Anna wyrusza do Irlandii, gdzie przebywa jej chłopak, by korzystając z tradycji oświadczyć się mu 29 lutego.
Jak wiecie oprócz kryminałów, czy thrillerów lubię oglądać i komedie romantyczne. Tą propozycję, mimo początkowej niechęci obejrzałam z przyjemnością. Pomijając fakt, że sam plakat sporo już zdradza i spojleruje :D Nie jest to typowe romansidło, bo posiada także nazwijmy to 'puentę', która pozwala nam się 'zatrzymać' i zastanowić nad pewną kwestią.. Ale nie będę tego zdradzać. Dodam, że można się podczas jej oglądania po prostu dobrze bawić, bo jest kilka zabawnych momentów :)

http://www.filmweb.pl/film/Opiekun-2016-736002
Opiekun
Mężczyzna po wielu życiowych zakrętach spotyka młodego chłopaka chorego na dystrofię mięśniową. 
Kolejna produkcja Netflixa, ale tym razem mam wrażenie - mniej znana. Sama trafiłam na nią całkowicie przypadkowo, bo wyświetliła mi się w rekomendacjach na filmwebie. Bardzo się z tego cieszę, bo film jest jedną z perełek w tym zestawieniu. Jeśli chodzi o fabułę - jest ona oryginalna i nie taka jak we wszystkich filmach tego typu. Nie jest on bowiem w żaden sposób przygnębiający, wręcz przeciwnie jest sporo zabawnych scen. Jest to produkcja z przekazem i nie brakuje w niej problemów, jednak wzbudza w widzu od razu sympatię i daje taką nadzieje - jeśli wiecie o co mi chodzi :D Zdecydowanie warto zobaczyć! :)

http://www.filmweb.pl/film/Umys%C5%82+w+ogniu-2016-727030
Umysł w ogniu
Młoda dziennikarka z New York Post zaczyna powoli tracić zmysły zmysły i popada w stan katatonii.
Kolejna mam wrażenie niezbyt rozpoznawalna propozycja.. Sam pomysł na film był na prawdę niezły i niezaprzeczalnie opowiada o ważnych tematach. Sama nie miałam pojęcia przed obejrzeniem, że istnieje taka choroba. Zaliczyłabym go do tych 'cięższych' i pozostających w pamięci na dłużej. Ale.. nie do końca przekonała ta propozycja, strasznie jakoś mi się dłużyło jej oglądanie.. Mimo wszystko uważam, że należy do mocniejszego kina na które warto znaleść chwilę ;)

http://www.filmweb.pl/film/Rozumiemy+si%C4%99+bez+s%C5%82%C3%B3w-2014-710638
Rozumiemy się bez słów
16-letnia Paula, córka głuchoniemych rodziców, za namową nauczyciela muzyki decyduje się wziąć udział w konkursie wokalnym.
Jest to propozycja po którą sięgnęłam z nadzieją na dobrą rozrywkę, niestety nieco się rozczarowałam. Co prawda film nie jest zły i można wyciągnąć z niego nie jedną lekcję.. Jest też scena końcowa, która może rozczulić widza.. Jednak jak dla mnie to taki średniak, przeciętniak.. Wśród obejrzanych filmów w tym miesiącu ten znajduje się u mnie na szarym końcu ;D Myślę jednak, że większości z Was może bardziej przypaść do gustu.

http://www.filmweb.pl/film/%C5%9Awiat%C5%82o+mi%C4%99dzy+oceanami-2016-719676
Światło między oceanami
Latarnik i jego żona żyjący u wybrzeży Zachodniej Australii, wychowują dziecko, które uratowali z dryfującej łodzi.
Bardzo popularny ostatnio film, na podstawie światowego bestsellera. Opisując go w trzech słowach: klimatyczny, ciężki, trudny. Porusza niełatwe tematy i nie jeden widz może uronić na nim łzę. Godny polecenia.

Seriale i programy
Jeśli chodzi o tą kategorię to tym razem nie będę zbyt odkrywcza. Nastał wrzesień, więc powróciły i moje ulubione programy w tv.. Ogólnie nie oglądam za dużo telewizji ale zawsze staram się znaleść czas (lub ewentualnie nadrobić w internecie) moich już corocznych ulubieńców: na dobre i na złe czy the voice of poland. Oprócz tego do tej gromadki za sprawą mojego brata dodałam wyspę przetrwania. Kilka lat temu, jeszcze za dzieciaka pamiętam jak oglądałam podobny program właśnie z rodzeństwem. Teraz kontynuuje 'tradycję' z bratem i tą produkcję podobnie jak jej starą wersję polubiłam :) Jeśli jesteście jej ciekawe to leci na Polsacie w piątki o 20.
http://www.filmweb.pl/tvshow/Wyspa+przetrwania-2017-790704

Teen wolf 
Nie mogłabym także zapomnieć o moim ulubionym serialu.. Pisałam Wam o nim pewnie nie raz, ale akurat teraz (nieco ze smutkiem) nie mogłam o nim nie wspomnieć. Bowiem, właśnie w mijającym tygodniu serial zakończył swój 'żywot' po 6 sezonach. Każdy z nich oglądałam z wielką przyjemnością, bo w każdym odcinku się coś działo i zawsze byłam ciekawa kolejnego. 
Bardzo mylące moim zdaniem bywają skojarzenia, że to serial o wilkołakach itp. Sama podobnie co prawda tak myślałam przed oglądaniem (:D), ale na prawdę w późniejszych sezonach (pewnie oprócz 1) ta tematyka już tak nie dominuje. Moim zdaniem nie o nią w serialu chodzi.. :) Dlatego zachęcam Was chociaż do spróbowania i obejrzenia kilku odcinków, bo sama bardzo polubiłam nawet już samą obsadę, a serial niejednokrotnie poprawiał mi humor. W roli poprawiacza nastroju sprawdza się idealnie i jak dla mnie póki co zajmuje 1 miejsce wśród seriali. Na pewno jeszcze chociaż raz obejrzę go od samego poczatku, jak tylko będę miała wystarczającą ilość czasu :P
http://www.filmweb.pl/serial/Teen+Wolf%3A+Nastoletni+Wilko%C5%82ak-2011-558695

To wszystko jeśli chodzi o ten miesiąc. Mam nadzieję, że i w kolejnym będę miała co Wam pokazać, mimo powrotu do studenckich obowiązków :D

Znacie którąś z moich propozycji? Podzielacie moją opinię?
Co sami możecie mi polecić jeśli chodzi o filmy/seriale? :)
Czytaj dalej

Peeling do skóry głowy Organic Garden - kosmetyk (nie)zbędny?

Heeej :)
Dzisiejszy produkt będzie miał swoją premierę na blogu, bowiem nigdy nie pisałam na jego łamach o produktach tego typu. Co więcej, dzisiejszy bohater jest pierwszym kosmetykiem przeznaczonym stricte do skóry głowy jaki miałam okazję stosować :) Mowa o peelingu do skóry głowy Organic Garden. W internecie pojawiają się też nazwy tej firmy jako Organic Hair, a w rzeczywistości producentem jest nikt inny jak Stara Mydlarnia. Na początku uprzedzę, że dzisiejsza opinia bazuje tylko na odczuciach po zastosowaniu tego konkretnego peelingu, nie mam porównania z innymi - podobnymi kosmetykami. Jeśli jesteście ciekawe co myślę na temat tego typu kosmetyków to zapraszam dalej! :)
Nasz kosmetyk zamknięty jest w plastikowym słoiczku o pojemności 200 ml. Jest on zaciemniany, dzięki czemu dodatkowo chroni przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych. Po otwarciu naszym oczom ukazuje się przyjemna kremowa konsystencja produktu. Zawiera on w sobie całkiem sporą ilość drobinek z łupin orzechów. Pełnią one rolę peelingującą, dzięki czemu nie musimy obawiać się jakichkolwiek podrażnień jak np. w przypadku soli. Konsystencja należy do nieco gęstszych, dzięki czemu 'nie ucieka' nam między palcami, ale przyjemnie się ją nakłada.
Co do samej aplikacji producent zaleca nakładać peeling po umyciu włosów. Osobiście trudno mi to sobie wyobrazić, bo pewnie sporo drobinek nadal zostałoby we włosach. Jest z nimi trochę zabawy. Sama nakładam go zazwyczaj raz na tydzień lub dwa tygodnie - tuż przed myciem. Dzięki temu drobinki mają okazję być dobrze wypłukane --> zaraz po masażu skóry głowy produktem, po umyciu szamponem i po zmywaniu maski. Nie raz też włosy płuczę nawet i 4 raz w zależności od tego czy wyczuwam jeszcze drobinki. Po wszystkich zabiegach oczywiście zawsze jakieś tam drobinki się 'zapodzieją' przy moich włosach średniej długości. Ale szczotka TT całkiem nieźle sobie z nimi radzi - na tyle, że po wszystkim mogę stwierdzić, że na włosach nie wyczuwam większej ilości drobin.
Zapach w tym peelingu jest niezwykle przyjemny i świeży - mentolowy. Dzięki czemu kosmetyku używa mi się jeszcze przyjemniej, bo dodatkowo zapewnia przyjemne uczucie chłodu i odświeżenia :) Skóra głowy po jego zastosowaniu sprawia wrażenie dobrze oczyszczonej i gotowej do nałożenia kolejnych kroków w naszej pielęgnacji włosów. Same włosy po jego zastosowaniu są odbite u nasady i mają jakby większą objętość - co szczególnie mi się podoba, bo mało produktów zapewnia taki efekt. Zdarza mi się używać tylko tego produktu + szamponu (wtedy dłużej muszę płukać włosy) i nawet mimo pominięcia maski włosy są mięciutkie i wyglądają po prostu dobrze.
Jest to więc bardzo przyjemny produkt, który wystarczył mi na kilka dobrych miesięcy. Producent informuje, że powinno się go zużyć w ciągu 3 miesięcy. U mnie było ich więcej i nie widzę nic w tym złego, trzymałam go w szafce więc nie miał dostępu do promieni słonecznych itd. Nic też nie stało się z nim podczas używania - konsystencja i zapach jest taka sama jak na poczatku. Plusem też jest na pewno całkiem przyjemny skład - 71,8 % to składniki naturalne, jak informuje producent.
Produkt jest dostępny w naturze za ok. 25 zł. Dostępna jest równiej druga wersja - wzmacniająca, być może teraz właśnie na nią się skuszę ;)

Znacie ten produkt? Używacie same peelingów do skóry głowy? Może macie jakieś domowe sposoby na tego typu kosmetyki? Jestem ciekawa co myślicie na ich temat :)
Czytaj dalej

Różany olejek do twarzy Evree - dla kogo? Dlaczego nie sprawdził się u mnie i jak go wykorzystałam?

Heeeej :)
Jak już nie raz wspominałam bardzo lubię się z produktami marki Evree i zawsze z chęcią po nie sięgam. Pamiętacie czasy szału na punkcie olejków do twarzy tej marki, a szczególnie różanego? Skusiłam się na niego i ja, zachęcona pozytywnymi opiniami. Pomimo, że za olejkowymi formułami nie przepadam. Ostatecznie nie byłam w stanie w 100% sprawdzić jego właściwości, dlaczego przekonacie się czytając dzisiejszy wpis :)
Zacznę jednak od początku.. Olejek kupujemy zapakowany w papierowy kartonik na którym znajdują się wszystkie niezbędne informacje na temat używania. Musicie mi wybaczyć brak zdjęcia pudełka 'z przodu', ale przez przypadek je usunęłam :(
Właściwe opakowanie to szklana buteleczka o pojemności 30 ml z aplikatorem w formie pipety. Umożliwia ona wydobycie niezbędnej ilości produktu i jak dla mnie jest idealnym i przede wszystkim mega wygodnym rozwiązaniem. Zapach produktu jest przyjemny i różany. Sama nie jestem wielką fanką różanych nut w kosmetykach, ale tutaj są one neutralne i nie męczące dla nosa. Nie musimy się obawiać babcinego zapachu. Sama konsystencja jak nie trudno się domyślić jest typowo olejkowa :D
Producent na opakowaniu podaje nam 7 sposobów na wykorzystanie kosmetyku, o których możecie przeczytać na poniższym zdjęciu. Myślę że większość z nich wypróbowałam.. Ale po kolei, zacznę od końca :DD Jak już wspominałam aplikacja jest niezwykle wygodna, a samo nakładanie niezwykle przyjemne dzięki wykonywanemu masażowi (7)
Olejek kupiłam jednak z zamysłem stosowania go jako serum (1) i niestety nie mogłam zbytnio nacieszyć się takim jego zastosowaniem. Za każdym razem bowiem niezależnie od ilości nałożonego 'serum' na twarzy pozostawiał tłusty olejkowy film. Powiedzie zapewne czego spodziewałam się kupując olejek do twarzy.. Ano tego, że chociaż w minimalnym stopniu będzie się wchłaniał. Niestety miałam wrażenie, że tyle samo olejku znajduję się na twarzy ile go nałożyłam i praktycznie wcale się nie wchłania. 
Zazwyczaj więc całe używanie kończyło się na jego 'usunięciu' po kilkunastu minutach. Można więc powiedzieć, że głównie używałam go jako maseczki (3). Kilka razu udało mi się oczywiście wytrzymać i nie irytować tym, że włosy i dosłownie wszystko przykleja mi się do twarzy (coś irytującego jak błyszczyki :D). Ale jest to za mało bym mogła ocenić olejek w roli serum. Tym bardziej ciężko mi sobie wyobrazić aby stosować go jako bazę pod makijaż (4). Po kilkunastominutowym przetrzymaniu jako maseczka twarz była przyjemnie miękka i wygładzona, ale ogólnie bez większego szału. 
Sprawdziłam też jednorazowo i jego zastosowanie do demakijażu (5) - tutaj olejek nic nie zdziałał. Nie zmył nic a nic makijażu. Mimo, że nie używam zbyt mocnych kosmetyków.. Być może należałoby spróbować jeszcze raz, sama drugi raz akurat w tym zastosowaniu tego nie sprawdzałam. W roli dodatku do kremu (2) przyznaję, że go nie próbowałam - być może tutaj sprawdziłby się lepiej. Podobnie z działaniem ochronnym od wiatru i mrozu (6), chociaż jak dla mnie akurat to zastosowanie wydaje mi się pośrednie.
Skład ma jak na moje oko całkiem przyzwoity. Mamy sporo olejków, nie tylko różany.

Dla kogo więc olejek się sprawdzi?
Myślę, że będzie idealnym rozwiązaniem dla wszelkich wielbicielek różnego rodzaju olejków i różanego zapachu. Przede wszystkim dla tych którym olejkowata konsystencja nie przeszkadza. Jeśli tak jak ja tolerujecie tylko olej na włosach (albo wcale go nie tolerujecie) i nie lubicie tłustych konsystencji to myślę, że ten produkt Was nie zadowoli i nie będziecie w stanie go dobrze wypróbować.
Jak więc wykorzystałam resztę olejku? 
Należę zdecydowanie do grona osób, które nie lubią wyrzucać kosmetyków. Dlatego też resztę olejku wykorzystałam dodając go do glinki. Końcówkę natomiast wylałam do maski do włosów wzbogacając ją :) Myślę, że to całkiem niezłe patenty na wykorzystanie olejków (nie tylko tego konkretnego), które nie do końca nas zadowalają.

Na koniec zaznaczę, że nie mogę nazwać tego kosmetyku bublem --> nie sprawdziłam jego działania w 100%, więc to że mi nie podpasował nie znaczy, że nie sprawdzi się u Was :) Przeciwnie czytałam, że właśnie u większości osób się sprawdza - pięknie nawilżając skórę, wyrównując koloryt i nawet redukując niedoskonałości. Mi nie zrobił krzywdy więc tym bardziej ciężko go nazywać nieudanym kosmetykiem. Tym postem chciałam podzielić się  moimi wrażeniami na temat tego produktu, a nie odradzać go, bo jak wspominałam nie dałam rady go dobrze przetestować :)

Co do dostępności dostaniecie go w większości drogerii. W cenie regularnej w Rossmannie kosztuje ok. 40 zł. Warto jednak polować na promocję (szczególnie jeśli nie jesteśmy pewne czy to produkt dla nas :DD), sama kupiłam go bodajże za coś koło 20 zł. 

Znacie ten produkt? Jestem ciekawa jakie są Wasze wrażenia na jego temat :D

Ps1. Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze pod poprzednim postem, niektóre bardzo wyczerpujące. Czytałam je z największą przyjemnością! ♥

Ps2. W poście z okazji urodzin bloga zawierającym ankietę umieściłam odpowiedzi na Wasze pytania. Było ich dosłownie kilka (a dokładniej 6), że nie widziałam sensu publikować ich w osobnym wpisie. A w sumie szkoda.. Mimo wszystko dziękuję za wszystkie pytania i osoby zainteresowane odsyłam tutaj <-- klik!
Czytaj dalej

Organizacja czasu - jak pogodzić studia, bloga i codzienne obowiązki?

Heeej :)
Tym razem mam dla Was nieco inny wpis, który planowałam od dosyć dawna jednak zawsze ciężko było mi się do niego zabrać.. Oprócz kosmetyków mam także małego hopla na punkcie organizacji czasu. Bardzo lubię czytać różnego typu artykuły, czy właśnie posty na ten temat.
Dzisiaj postaram się właśnie napisać co nieco na temat mojej pseudo organizacji. Pseudo, bo nadal nie jestem ideałem w tym temacie. Wciąż niejednokrotnie doba jest dla mnie zbyt krótka i brakuje czasu na przyjemności.. Pewnie też nie będę zbyt odkrywcza w tym wpisie, ale być może znajdziecie coś dla siebie :)
Do napisania w końcu tego wpisu zmotywowała mnie nieco Natalia, która prosiła w ankiecie o post na temat mojej.. nazwijmy to blogowej rutyny :D Tego także dowiecie się w tym poście.. Nie przedłużając więc zapraszam do czytania jeśli jesteście zainteresowani! :)

(zdjęcia będą dzisiaj wyjątkowo nie moje, wszystkie pochodzą ze strony pixabay

Uporządkuj przestrzeń
Zacznę od pierwszej niby błahej czynności, od której zaczynam nim rozpocznę wypełnianie jakichkolwiek obowiązków (szczególnie tych studenckich). Sprzątanie wydaje się niby rzeczą mało związaną z organizacją, a jednak potrafi 'zrobić robotę'. Porządek, szczególnie na biurku ułatwia nam skupienie się na danej rzeczy. Uporządkowane biurko, a raczej brak zbędnych rzeczy na nim nie rozprasza naszej uwagi i dzięki czemu szybciej możemy wykonać zaplanowane czynności.

Rozpraszacze
Chyba każdy z nas łapie się na tym, że często zamiast wypełnić zaplanowane czynności przegląda social media. Warto więc podczas obowiązków odłożyć telefon tak by nie był w zasięgu wzroku, najlepiej na drugi koniec pokoju :D Wiem także, że są różne aplikacje, które mają w tym pomagać np. ta z sadzeniem drzewek. Sama ich nie próbowałam, ale na pewno bywają pomocne.
Reguła 5 minut
Na ten 'trik' trafiłam na blogach, albo yt i muszę przyznać u mnie szybko stał się bardzo pomocny. Bywa różnie nazywany - regułą 2 minut, 5 minut.. Czas tutaj akurat jest kwestią umowną. Ogólnie chodzi o to, aby robić rzeczy, które możemy zrobić szybko (powiedzmy do 15 min) od razu. Mowa np. o odpisaniu na maile, wyprasowaniu i przygotowaniu ubrań na kolejny dzień, podlaniu kwiatów.. W ten sposób zamiast martwić się, że 'mamy tyle rzeczy do zrobienia' możemy szybko wykreślić je z listy i nie zaprzątać sobie nimi głowy :)
Kalendarz? Planer? Czy może zwykła lista rzeczy do zrobienia?
W dzisiejszych czasach modne stały się kalendarze, różnego typu planery czy tz. bullet journal. Sama muszę przyznać, że słabo się takie rzeczy u mnie sprawdzają.. Zazwyczaj mam do nich słomiany zapał i tylko w pierwszych miesiącach coś tam zapisuję. Dużo większą swobodę dają mi kalendarze miesięczne, gdzie mogę zapisać ważne daty o których muszę pamiętać, a jednocześnie nie narzucają mi one sztywnych reguł. Nie lubię się ograniczać. Dlatego nie sprawdza się u mnie planowanie dnia co godziny. Ciężko mi zaplanować dzień wcześniej co będę robić konkretnie o danej godzinie kolejnego dnia. Czasami coś po prostu niespodziewanego wyskoczy, czasami ciężko mi ocenić ile np. dany projekt zajmie mi czasu, a czasami najzwyczajniej w świecie nie mam ochoty w danej chwili czegoś robić. Z tego względu kalendarze z dokładnym miejscem na zaplanowanie dnia nie są dla mnie.. Próbowałam ich oczywiście, ale nigdy mi się taki sposób organizacji nie udawał. Zamiast pomagać, miałam wrażenie, że jeszcze bardziej mnie stresuje tym, że miałam coś zrobić, a jeszcze tego nie zrobiłam/robię coś za długo.
Co w takim razie najlepiej się u mnie sprawdza? Oprócz kalendarza na dany miesiąc zwyczajne listy rzeczy do zrobienia. Często robię je w piątki i dotyczą one najbliższego tygodnia. Wtedy robię je na jakichś większych notesach, najczęściej z wyrywanymi kartkami - tak mi najwygodniej :) Dodatkowo zdarza mi się panować czynności do zrobienia w danym dniu. Wtedy najczęściej sięgam po karteczki samoprzylepne.
Ogólnie jeśli chodzi o ten punkt ciężko doradzać, każdy musi znaleźć tutaj swój system.
Ustalanie priorytetów i multitasking
Jeśli mamy już przygotowaną listę rzeczy, albo ją robimy warto ustalić priorytety. Wiadomo, że jesteśmy tylko ludźmi i nie jesteśmy w stanie zrobić wszystkiego na raz. Warto więc ustalić kilka czynności, które są dla nas ważnymi danego dnia. Sama często robię u siebie podział na: muszę coś zrobić, powinnam i mogę odłożyć to na później.
Gdy mamy już wszystko ustalone warto skupić się na jednej rzeczy. Na swoim przykładzie zauważyłam, że dużo lepiej pracuje mi się gdy zrobię 1 rzecz i mogę ją wykreślić z listy niż gdy wszystko mam zaczęte a nic nie skończone. Tak zwany multitasking jest dobry np. przy oglądaniu filmów, kiedy dodatkowo możemy pomalować paznokcie, czy zrobić inną błahą rzecz. Wtedy możemy zrobić dwie rzeczy na raz oszczędzając czas. W przypadku większych obowiązków zamiast robić coś szybciej, często uzyskujemy odwrotną sytuację.

Co masz zrobić jutro.. zrób dziś - trzymanie się terminów
Tutaj podpunkt szczególnie przydatny na uczelni, czy w szkole. Gdy mamy zapowiedziany sprawdzian/kolokwium warto usiąść do nauki kilka dni wcześniej niż dzień przed nim. To samo wykorzystuję często podczas robienia projektów/prac na studiach. Wolę przysiąść na spokojnie na weekendzie do tego, niż później panikować noc przed, że nie dam rady. Pomijając fakt, że podejrzewam iż często nawet w dzień nie wyrobiłabym się z danym zadaniem :D
Co z blogiem? - jak powstają zdjęcia i posty?
Muszę przyznać, że jeśli chodzi o bloga nie trzymam się zbyt wielu 'reguł'. Chociaż.. może kilka się znajdzie :D 
Pierwsza i chyba najważniejsza z nich to pisanie wtedy gdy mam chęci i czas, 'na siłę' wiele nie zdziałamy. W ten sposób zazwyczaj powstają posty 'na zapas'. To właśnie one są jednym z moich sposobów na w miarę regularne blogowanie :) Dzięki wcześniej zapisanym wpisom mam co publikować nawet gdy w danym dniu brakuje mi czasu. Nie muszę się wtedy martwić, że na blogu zapanuje na jakiś czas cisza. Nie ma tutaj za bardzo reguły kiedy piszę takie posty..
Zapomniałabym o wpisach typu przegląd kulturalny, czy od niedawna denko i nowości.. Te serię staram się pisać w miarę na bieżąco np. jak obejrzę dany film - wtedy też 'na świeżo' mogę napisać Wam moje zdanie na temat danej produkcji. Wiem ile czasu zabierają takie wpisy, dlatego zaczynam je zazwyczaj wcześniej.. ale wiadomo różnie wychodzi :D
Co do zdjęć --> nie ma tu większej filozofii trzymam się 2 poprzednich reguł, a oprócz tego często robię je hurtowo. Korzystam dzięki temu z dobrego światła np. w danym dniu, albo ładnych scenerii, gdy zabieram dane produkty na 'sesję plenerową' (:D). W ten sposób też niejednokrotnie mam zapas zdjęć nawet na zimniejsze miesiące, gdy już światło jest dużo gorsze niż np.latem :)
Ciężko tutaj również doradzać - myślę, że każdy z nas musi znaleźć swoją rutynę, swój złoty środek..
Nagradzanie i odpoczynek
Przechodzimy już do przyjemniejszych lecz nie mniej ważnych punktów :D W całej organizacji nie możemy też zapominać o sobie i swoim organizmie, który też domaga się przerwy czy snu.
Nagradzanie działa myślę, że nie tylko u mnie motywująco. Z tym drugim czyli odpoczynkiem u mnie bywa różnie.. Staram się zazwyczaj (szczególnie w roku akademickim) mieć jeden dzień na przyjemności i odpoczynek. Wtedy wybór między obejrzeniem filmu, nadrobieniem blogowej zaległości czy snem jest niezwykle trudny :DD Zazwyczaj takim dniem jest to u mnie piątek, kiedy odpoczywam po całym tygodniu pracy. Aczkolwiek.. wychodzi różnie, czasami zdarza mi się mimo wszystko zrobić coś na uczelnie. Ale w tym nie bierzcie ze mnie przykładu.. i sama postaram się w tym jeszcze poprawić! :D


Na koniec najważniejsze.. Dystans i bycie dla siebie wyrozumiałym! :)
Nikt z nas nie jest idealny, ani tym bardziej nie jest robotem. Dlatego wszystkie 'rady' należy brać z przymrożeniem oka i nie raz w tym wszystkim po prostu dać sobie więcej luzu.. :)

To wszystko, jestem ciekawa czy ktoś dobrnął do końca :D Starałam się, aby było najkrócej, ale.. średnio mi wyszło :DD
Mam nadzieje, że bardzo Was nie zanudziłam. Jestem też bardzo ciekawa jak to u Was wygląda?
Koniecznie podzielcie się w komentarzach swoimi spostrzeżeniami - zapraszam do dyskusji! :)
Jeśli macie jakiekolwiek pytania - śmiało piszcie w komentarzach. Z przyjemnością na nie odpowiem :D

Ps. Dajcie też znać co myślicie o tego typu postach. Kiedyś byłam pewna, że u mnie takie wpisy nie zdają egzaminu. Może po tych kilku latach coś się zmieniło?

Czytaj dalej

Kosmetyczni ulubieńcy lata 2017.

Heeej :)
Na początek zanim przejdę do właściwego tematu przypominam o ankiecie z okazji 5 urodzin bloga - jeśli jeszcze jej nie wypełniliście to byłabym bardzo wdzięczna za zrobienie tego teraz ♥ Znajdziecie ją w tym poście --> klik.  Muszę przyznać, że ilość odpowiedzi dotychczas nie powala.. Dlatego tym bardziej dziękuje tym, którzy znaleźli czas na jej wypełnienie! :) Nie jestem pewna też czy opublikuję osobny wpis z odpowiedziami na Wasze pytania, bo jest ich niewiele. Ale na pewno umieszczę je edytując wpis z ankietą, albo połączę z innym wpisem. Poczekam jeszcze z tydzień może jeszcze ktoś zdecyduje się na wypełnienie ankiety :)
 
Przechodząc już do głównego tematu tym razem zapraszam Was do zapoznania się z moimi letnimi kosmetycznymi odkryciami! Nie wiem jak Wam, ale dla mnie wakacyjne miesiące mijają zbyt szybko.. Nim się obejrzałam zaczął się wrzesień. U mnie co prawda jest on ostatnim misiącem wakacji, ale w powietrzu czuć już zdecydowanie jesień.. 
Nie przedłużając i tak dziś długiego wstępu zapraszam do dalszego czytania, jeśli jesteście ciekawe moich letnich hitów :)
Jak to u mnie bywa przeważa pielęgnacja, ale znalazło się też i miejsce na kolorówkę :) Część z produktów już doczekała się recenzji, więc podlinkuję Wam wtedy dany produkt do wpisu.
Nie wyobrażam sobie tego posta bez niej. Podczas letnich, upalnych dni (których co prawda tego roku było niewiele) była zbawieniem dla mojej cery - doskonale ją chłodząc i dając uczucie odświeżania. Włożona do lodówki na chwilę przed nałożeniem na twarz dopiero miała mooooc :D Od tego roku myślę, że będzie moim letnim niezbędnikiem i jeszcze nie raz zobaczycie ją na blogu.
Kolejny produkt, którego zdecydowanie nie mogło zabraknąć w tym zestawieniu :D Muszę przyznać, że jeśli chodzi o balsamowanie mam wzloty i upadki - często bywam mało regularna. Jednak gdy produkt szczególnie z jakiś względów przypadnie mi do gustu to nie mam z tym problemu :) Tak było właśnie w wypadku tego balsamu. Mega wygodna aplikacja sprawiała, że sięgałam po niego bardzo często i nawet w miarę regularnie :P Do tego pachnie on malinową mambą i szybko się wchłania, dając uczucie dobrego nawilżenia - na lato jest idealny! ♥
Mydło siarkowe - Vis Plantis
Jak wiecie do mycia twarzy już od jakiegoś czasu z powodzeniem używam mydełek. Muszę przyznać, że to szczególnie się u mnie sprawdziło. Świetnie oczyszczało cerę i przy regularnym używaniu kremu do tego specjalnie nie wysuszało. Jak typowe produkty siarkowe miało dobre właściwości antybakteryjne. Skład chyba tez niezły? Ale tą ocenę zostawiam tym którzy lepiej ode mnie się na tym znają. Niby zwykłe mydło, ale nie mogłam go pominąć w tym poście :)
Zestaw do brwi - Catrice
Niedawny zakup (bo pojawił się w ostatnich nowościach), ale już zdążył mnie oczarować :) Dzięki niemu moje brwi i cała twarz zyskały 'nowy wygląd'. Umożliwia ładne i przede wszystkim naturalne podkreślenie brwi, co jest dla mnie bardzo ważne w tego typu produktach. Sama używam raczej tego ciemniejszego cienia. Na pewno jeszcze o nim napiszę po dłuższym stosowaniu :)
W sumie zastanawiałam się czy umieszczać ten produkt w tym zestawieniu.. Zawsze chętnie sięgałam po niego przy robieniu makijażu, więc to zdecydowało o umieszczeniu go w tym rankingu :) Na twarzy wygląda bardzo naturalnie jak dla mnie i nie bieli - bardzo przyjemny produkt, który okazał się niezłym zaskoczeniem jeśli chodzi o ogólne działanie. Przy okazji możecie zobaczyć jak opakowanie wygląda po kilku miesiącach stosowania, gdy już się kończy :)

Znacie któryś z moich ulubieńców? Może czymś Was skusiłam?
Po jakie produkty w ostatnich miesiącach sięgaliście najczęściej?

Miłego weekendu! :)

Ps. Zdjęcia standardowo - wyglądały lepiej w zamyśle w mojej głowie.. Ale cóż muszę zacząć przyzwyczajać się do jesienno-zimowych warunków :D
Czytaj dalej

Etykiety

4 pory roku AA Alterra alverde anatomicals avon Balea Balmi balsam do ciała balsam do ust Barwa bebeauty bell Bielenda Biolove catrice celia ciało denko dm efektima elfa-pharm eos essence Eveline Evree Farmona film Flormar Garnier gliss kur Golden Rose Green Pharmacy Himalaya hity roku Isana Joanna Kallos kobo kolastyna kolorówka kosmetyczne premiery kosmetyczni ulubieńcy krem bb krem cc krem do rąk krem do twarzy krem pod oczy książki kulturalne podsumowanie roku L'biotica lakier do paznokci lemax lifestyle Lirene liście manuka lovely makijaż Marion mariza maseczka do twarzy maska/odżywka do włosów masło do ciała Maxfactor Maybelline mini recenzje miss sporty miyo mus do ciała muzyka my secret mydło do ciała i włosów Nacomi naklejki wodne naturalnie Neutrogena niekosmetyczni ulubieńcy nivea nowości oceania odżywka do paznokci olejek do twarzy Organic shop Organique organizacja Palmolive paznokcie peeling peeling do rąk peeling do skóry głowy peeling do twarzy perfecta pianka do twarzy pianka pod prysznic pielęgnacja pielęgnacja twarzy planet spa płyn micelarny podkład podróże pomadka promocja na kolorówkę w Rossmannie prywatnie Przegląd kulturalny puder Rimmel Rival de Loop rosyjskie kosmetyki bani agafii Sally Hansen serial serum skarpetki złuszczające soraya Stara Mydlarnia Sylveco szampon tag tanie kosmetyki Tatry tołpa tonik treaclemoon Tutti Frutti twarz Ulubione blogi usta Vipera wcierka wibo wieczorna pielęgnacja wishlista włosy wygląd bloga wyjazdowa kosmetyczka wzorki na paznokciach Yves Rocher zagraniczne kosmetyki ziaja żel do brwi żel pod prysznic
me & my passions © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka