Maybelline Affinitone - jak sławny podkład sprawdził się u mnie?

Heeej :)
Dzisiaj znowu nadrabiam zaległości w kolorówce i przychodzę do Was z kolejną recenzją, tym razem na temat podkładu. Bohaterem dzisiejszego wpisu jest sławny Affinitone marki Maybelline. Według producenta jest to podkład kryjący dopasowujący się do koloru skóry, który nawilża i upiększa skórę. Czy na pewno? - o tym dowiecie się czytając mój wpis :)

Znowu będzie sporo zdjęć, bo nie umiałam wybrać tylko kilku. Nieskromnie powiem, że jestem z nich bardzo zadowolona, co nie zdarza się często :D
Podkład znajduje się w plastikowej odkręcanej tubce o pojemności 30 ml. Osobiście wolę dużo bardziej takie rozwiązania od szklanych buteleczek - mniejsze ryzyko upuszczenia produktu (co mi się często zdarza :D) i zbicia butelki. 
W ofercie producenta znajdziemy 8 odcieni tego podkładu z tym, że ich numeracja jest strasznie dziwna. Sama posiadam numer 03 i jest to najjaśniejszy odcień z wszystkich dostępnych. Dodam, że numeracja nie idzie po kolei, bo kolejnym odcieniem jest nr 09, a najciemniejszy to 30. Więc gdy pierwszy raz zbierałam się do kupna miałam nie lada zagadkę który kolor wybrać :D Dopiero po ogarnięciu po jakimś czasie w internecie udało mi się kupić swój egzemplarz. 
Wracając właśnie do niego - nr 03 mimo, że najjaśniejszy nadal jak dla mnie jest dość ciemny (a nie jestem raczej 'córką młynarza'). Gdy kupiłam go na wiosnę mocno się odznaczał i musiałam go mieszać z najjaśniejszym odcieniem Rimmela z serii Lasting Finish, żeby jako tako wyglądał --> poniżej możecie zobaczyć ich porównanie. 
Teraz na lato jest jak najbardziej odpowiedni - idealnie zgrywa się z kolorem mojej nieco opalonej skóry :) Na plus to, że nie posiada różowych tonów, a jego odcień należy ciepłychKonsystencja jest mocno lejąca, na pewno nie tak kremowa jak Rimmela. Niezbyt mi osobiście odpowiada wolę zdecydowanie bardziej kremowe i nie tak rzadkie podkłady. Na początku często zdarzało mi się wylewać za dużo podkładu przy nakładaniu - trzeba na to uważać. Powiedziałabym też, że konsystencja jest nieco oleista - pewnie to zasługa olejku arganowego o którym wspomina producent. Opakowanie łatwo się brudzi.
Dodatkowo zawiera w sobie całkiem sporą ilość złotych drobinek rozświetlających. O ile po wyciśnięciu podkładu tego nie widać zupełnie, to na twarzy już niestety tak.. Wykończenie określiłabym więc jako rozświetlające. Ale nie z takim 'zdrowym błyskiem', czy efektem glow, a coś a'la mieniące się drobinki brokatu --> może trochę przesadzam, bo z większej odległości na pewno ich nie widać, ale gdy maluję się przy świetle słonecznym to już owszem.. Nałożenie pudru jest więc jak dla mnie konieczne. 
Co oprócz dopasowania się do odcienia skóry (z którym nie mogę się zgodzić) obiecuje producent? 
Nawilżająca konsystencja --> tutaj rzeczywiście można się zgodzić, że jest to zasługa olejku, bo sam produkt aktualnie (czyt. latem gdy kolor jest odpowiedni) nałożony w małej ilości całkiem ładnie wygląda na twarzy. Trzeba jednak uważać na ilość produktu, bo dużą ilością łatwo o efekt maski. Nie podkreśla on suchych skórek, krycie także mnie zadowala. Określiłabym je jako średnie - dla niewymagających osób będzie jak najbardziej odpowiednie. Natomiast osoby z większymi problemami skórnymi mogą być nie do końca z niego zadowolone, bo pewnie wtedy może nie zapewnić wystarczającego krycia. 
Z dostępnością produktu nie powinno być problemu - dostaniecie go bowiem w większości drogerii, od Rossmanna do tych mniejszych osiedlowych :) Cena regularna to ok. 25-29 zł. Często można go spotkać na promocji - nawet do niedzieli jest w Ross. za 23 zł. Jednak nawet taka cena jak dla mnie szału nie robi, bo sama kupiłam go za poniżej 20 zł.

Znacie ten produkt? Jestem ciekawa jakie Wy macie zdanie o nim? :)

Wszystkie podkłady jakie doczekały się moich opinii na blogu znajdziecie tutaj.
Czytaj dalej

5 kosmetyków do 10 zł, które warto wypróbować (cz.8).

Heeeej :)
Na koniec weekendu przychodzę do Was z luźnym wpisem na temat tanich kosmetyków wartych wypróbowania. Oczywiście nadal staram się trzymam się kwoty 10 zł :) Jak widzicie to już 8 część tej serii - co daje nam 40 tanich perełek kosmetycznych. Można kupić coś tanio? A no można :D Mam nadzieje, że uda mi się jeszcze stworzyć kilka(naście) postów w tej tematyce, a póki co zapraszam na dzisiejszy jeśli jesteście ciekawe co tym razem umieściłam w rankingu :)
Tak przedstawia się całość - jak widzicie trochę pielęgnacji, ale udało się też znaleźć 2 produkty do makijażu i od nich zaczniemy! :)
Tusz do rzęs Eveline - magnetic look (ok. 12-14 zł)
Wydaje mi się, że niejednokrotnie pisałam (chociażby w komentarzach u Was), że ogólnie bardzo lubię tusze Eveline. Wszystkie jakie miałam dawały bardzo ładny dzienny efekt. Do teraz używana przeze mnie zielona wersja bardzo ładnie przede wszystkim wydłuża rzęsy i delikatnie je podkręca. Co prawda dopiero po tym jak nieco wyschła daje w 100% zadowalający mnie efekt, wcześniej nabierała zbyt dużo tuszu i sprawiała nieco problemów. Teraz nie skleja, nie osypuje się i jak dla mnie na co dzień jest idealna. Do tego ma bardzo wygodną silikonową szczoteczkę, jak wiele tuszy tej marki zresztą np. sławny złoty Volume Celebrities ;) Cena co prawda przekracza 10 zł, ale często są obniżki na tą markę np. w hebe. Ja kupiłam ją na obniżkach w Rossmannie i wtedy kosztowała mnie mniej niż dyszkę :D
Puder do twarzy Essence - all about matt! (ok. 12-13 zł)
O tym produkcie pisałam osobną recenzję tutaj - więc nie będę się nad nim rozwodzić. W skrócie - ładnie wygląda na twarzy, jest całkowicie transparentny, nie daje efektu płaskiego matu, ani nie bieli twarzy. Nie jest to może puder idealny, ale myślę, że wart wypróbowania za taką cenę. Dla nie wymagających powinien być okej. Dodam tylko, że używałam go zimą - nie wiem jak zdałby egzamin w te letnie upały..
Krem do rąk Evree (ok. 8 zł)
Tutaj mój wieeeeeeelki, wieeeeeeeelki ulubieniec do rąk :D Co prawda lepiej od białej wersji widocznej na zdjęciu sprawdziła się u mnie czerwona (tutaj macie ich porównanie). Obie wersje jednak bardzo dobrze nawilżają dłonie, nie pozostawiają tłustej warstwy i pięknie pachną :) Jeśli do tego dodamy świetną cenę (często w promocji --> 5 zł) mamy krem idealny jak dla mnie! Na pewno skuszę się na pozostałe wersje i Wam też szczególnie je polecam jeśli jeszcze nie znacie :)
Peeling do ciała - Organic shop (ok. 10 zł)
Jeśli lubicie mocne zdzieraki to mam dla Was peeling niemal idealny, bo w działaniu był super. Co prawda w tej wersji nie byłam do końca zadowolona z zapachu. Ale wiele dziewczyn mówiło mi, że pozostałe są mega - więc im wierzę i na pewno wypróbuję :D Co do cen są na prawdę różne - sama kupowałam go kilka miesięcy temu za ok. 8 zł, a kilka dni temu z kolei widziałam go w sklepie za jakąś dyszkę. Tak czy siak produkt wychodzi bardzo korzystnie :) Jego pełna recenzja tutaj.
Szampon do włosów przeciw wypadaniu - receptury Babci Agrafii (poniżej 10 zł ?)
Już raz w tym zestawieniu polecałam Wam rosyjskie szampony do włosów, ale w nieco innym opakowaniu. Tym razem mam do polecenia wersję w 550 ml buteleczce i podobnie jak jej bracia dobrze radziła sobie z oczyszczaniem włosów. Dobrze odświeżała i w sumie robiła co miała robić - wiele od szamponów nie wymagam jak wiecie :) Na plus także fakt, że nie posiada w składzie sls-ów. Nie pamiętam tylko dokładnie za ile go kupiłam, w sklepach internetowych jest dostępny za 7-9 zł. Więc jak znacie ten produkt i orientujecie się w dokładnej cenie dajcie znać - będę wdzięczna ;)

Tak prezentuje się dzisiejsza 5 - jest Wam coś znane z tego zestawienia? :)
Co Wy umieściłybyście w kolejnym odcinku z tej serii? - koniecznie dajcie znać, chętnie poznam Wasze typy i być może właśnie one znajdą się w następnej części :)

Pozostałe wpisy z tej serii znajdziecie pod tym linkiem.
Czytaj dalej

Peeling arbuzowy od Bielenda - kolejny hit marki?

Heeeej :)
Jak wiecie jestem wielką fanką arbuza w każdej postaci - także w kosmetykach. Markę Bielenda też darzę sporą sympatią, więc jak tylko zobaczyłam ich nowy peeling do ciała wiedziałam, że w końcu będzie mój :D Jeśli jesteście ciekawe czy rzeczywiście okazał się wielkim hitem to zapraszam do czytania :)
Nasz peeling znajduje się w plastikowym opakowaniu o pojemności 200 ml. Opakowanie chociaż kolorowe jest miłe dla oka i charakterystyczne dla tej serii. Całość jest zamykania na klik - co jest bardzo wygodnym rozwiązaniem.
Mimo wygodnego dozownika produkt sprawia nieco problemów przy używaniu. Mam wrażenie, że zawiera w sobie bowiem sporo powietrza przez co trzeba się trochę pomęczyć przy wydobywaniu go z opakowania. Konsystencja jest dość gęsta z widocznymi w niej drobinkami cukru i pestek kokosa - o których wspomina producent. Jest ich całkiem sporo, a cukier nie rozpuszcza się zaraz po kontakcie z wodą.
Przy stosowaniu konsystencja wydaje się nieco tłustawa, jednak kosmetyk nie zostawia po sobie tłustej warstwy, której tak nie lubię. Po jego użyciu skóra jest wygładzona i oczyszczona. Mogę nawet przyznać producentowi rację odnośnie nawilżenia. Może nie jest to super nawilżenie jakie zapewnia balsam czy masło, ale widać delikatną różnicę porównując kąpiel w dniu gdy go używam, a gdy używam jedynie żeli pod prysznic.
Zapach jest rzeczywiście soczysty i czuć wyraźnie arbuza, więc zdecydowanie jest idealny na lato. Chociaż mówiąc szczerze zdążył się on mi nieco znudzić - chyba zbyt dużo arbuzowych kosmetyków używałam ostatnio i już woń arbuza mi się uprzykrzyła :D
 Na plus to, że jest to kosmetyk wegański - ucieszy ten fakt pewnie wiele osób :D Co do dostępności - myślę, że znajdziecie go w większości drogerii np. w hebe. Sama kupiłam go za bodajże 13 zł, ale na promocji bywa często za dyszkę :D

Znacie ten produkt? Jak u Was się sprawdził? A może macie inne kosmetyki z tej serii? - Mnie teraz mocno kusi masło kokosowe :)
Czytaj dalej

Nietucząca czekolada, czyli ryżowy puder Lovely moim okiem...

Heeeej :)
Motyw czekolady przewija się wśród kosmetyków kolorowych ostatnimi czasy bardzo często - powstała niezliczona ilość czekoladek, czyli palet cieni (tych oryginalnych i nie). Do tego sławne bronzery Bourjois, które zapewne posiada większość fanek makijażu. 
W kwietniu marka własna Rossmanna, czyli Lovely także dołączyła do tego grona wprowadzając do swojej oferty bronzery w dwóch odcieniach i puder ryżowy. Ten ostatni szczególnie mnie ciekawił i zaraz po kupnie podczas 'wielkich obniżek' po zrobieniu zdjęć zaczęłam testowanie. Jeśli jesteście ciekawe czy jest tak samo dobry jak pięknie wygląda to zapraszam do czytania :) Będzie sporo zdjęć! :D
Samo opakowanie produktu już przykuwa wzrok, bo wygląda pięknie! Nieco może słodko, przez dominujący róż, ale jak dla mnie jest to w granicach 'dobrego smaku' i podoba mi się. Używam go od końcówki kwietnia do teraz i mogę powiedzieć, że wiele się od tego czasu nie zmieniło --> nadal wygląda estetycznie, jedynie złote elementy nieco się starły.
Z kwestii technicznych - kartonowe opakowanie zamyka się na magnes, który działa do teraz, kiedy już powoli widać dno. Jego pojemność to 9 g. Producent zadbał o każdy szczegół, bo w samym pudrze mamy wytłoczony wzór czekolady. Całość od strony wizualnej jak dla mnie na wielki plus! ♥
Zapachem też powinna przypominać czekoladę według obietnic firmy. Tutaj też im się to udało, bo chociaż zapach nie jest w 100% naturalny to przypomina czekoladę. Mimo chemicznych nut nie jest nachalny i raczej nie wyczuwa się go już po nałożeniu. Większość z Was wie, że nie przepadam za takimi słodkimi woniami w kosmetykach, a tutaj jestem jak najbardziej zadowolona, więc myślę, że i większość będzie :D 
Jest to puder całkowicie transparentny, więc nie musimy się martwić o kolor i to czy będzie nam odpowiadał. Pomimo, że jest ryżowy nie bieli specjalnie twarzy - oczywiście wszystko zależy też od tego ile produktu nakładamy.. Jeśli chodzi o samo działanie to całkiem dobrze utrwala nasz makijaż i matuje cerę na kilka godzin. Nie jest to cały dzień, ale na co dzień jak dla mnie jest idealny. Na twarzy wygląda bardzo ładnie - nie daje efektu płaskiego matu, ani się nie 'ciastkuje'. 
Prawie zapomniałam o aplikacji - nakładam go pędzlem kabuki i jestem jak najbardziej zadowolona. Nie zauważyłam większego pylenia podczas aplikacji.
Producent obiecuje też nawilżenie (:DD) i zmniejszenie widoczności porów.. tsaaa :D Oczywiście ani 1 ani 2 nie zauważyłam, ale też i tego nawet nie oczekuje od pudrów. Z minusów mogę wymienić brak składu na opakowaniu.. Puder mnie nie uczulił, nie podrażnił - nie wywołał żadnych nieprzyjemnych skutków.
Jeśli chodzi o dostępność to dostaniecie go w Rossmannie, jak wszystkie inne produkty Lovely. Cena to 23,70 zł, sama na obniżkach kupiłam go za nieco ponad 10 zł :) 

Znacie ten puder? Jak sprawdził się u Was? :)
Czego aktualnie używacie? Jakie inne pudry transparentne możecie mi polecić? 
Teraz jestem ciekawa ryżowego od wibo - tym razem sypkiego :D
Czytaj dalej

Pasta węglowa Bielenda - jeden produkt, wiele zastowowań?

Heeeeej :)
Szał na kosmetyki z węglem trwa w najlepsze. Zaczęło się, jeśli się nie mylę od maseczek do twarzy Bielenda, potem były krem, żel i pasta do twarzy. Ja także szybko stałam się fanką węglowych produktów i nie poprzestałam na samych maseczkach, których powstało już teraz zresztą całkiem sporo. Stosunkowo szybko sięgnęłam po kolejny produkt Bielendy, czyli pastę węglową 3 w 1. To właśnie dzisiaj o tym produkcie chciałam Wam co nieco napisać, jako że testuje go już dłuższy czas i powoli dobija on dna. Jeśli jesteście ciekawe co o nim myślę to zapraszam :)
Nasz produkt znajduje się w plastikowej tubie o pojemności 150 ml zamykanej na 'klik', co jest bardzo wygodnym rozwiązaniem. Grafika jest podobna jak w wypadku maseczek i innych produktów z tej serii. Przeważa czerń i podglądnięcie, nawet pod światło zawartości tubki w celu skontrolowania ilości pozostałego produktu jest raczej niemożliwe. Dodatkowo w opakowaniu znajduje się sporo powietrza, więc tutaj także słabo z ocenieniem ilości na podstawie wyglądu tubki.
Na szczęście mimo obecności powietrza nie mamy żadnych problemów z wydobyciem pasty z opakowania. Samą konsystencję oceniłabym jako rzadką, ale nie spływającą z twarzy nawet gdy wybieramy 3 opcję i stosujemy pastę jako maseczkę. Zapach jest niezwykle przyjemny - mi kojarzy się z arbuzową gumą balonową :D
Według producenta nasz produkt możemy stosować na 3 różne sposoby: jako pasta myjąca, peeling i maseczka. Zacznę od ostatniego przeznaczenia, bo u mnie najlepiej się ono sprawdziło. Po nałożeniu maseczka nie spływa nam z twarzy i podobnie jak w wypadku saszetkowych masek tej firmy po jakimś czasie zasycha. Po jej zmyciu skóra jest przede wszystkim ładnie zmatowiona - myślę, że nie bez powodu producent określił 'maseczkę' jako matującą. Cera nie błyszczy się, jest gładsza i jakby delikatnie oczyszczona. Ogólnie efekty po jej zastosowaniu mogę porównać z tymi po zastosowaniu maseczek z tej serii :) Oczyszczenie może nie jest tak dobre, ale ogólnie działają podobnie.
Jako peeling produkt sprawdza się baaaaardzo przeciętnie, bowiem drobinek peelingujących jest 'tyle co kot napłakał'. Być może lepiej sprawdzi się u wielbicielek delikatniejszego zdzierania, ale ja wolę mocniejsze peelingi. Jako pasta myjąca delikatnie oczyszcza, ale nie jest to na pewno efekt 'skrzypiącej cery'. 
Jak to ma miejsce ze wszystkimi węglowymi produktami i ta pasta mocno brudzi wszystko w koło. Trzeba też uważać i porządnie zmyć ją z twarzy, jeśli nie chcemy pobrudzić ręcznika itd. Ale z tym już trzeba się liczyć kupując węglowe kosmetyki.. Zauważyłam też, że lubi wchodzić w rozszerzone pory - na szczęście nie mam ich wiele :D
Nie jest to produkt bez wad i zdaję sobie sprawę, że nie każdy może być zadowolony. Ja też mam mieszane uczucia, bo w sumie tylko jako maseczka u mnie spisuje się całkiem nieźle i na pewno wychodzi ekonomiczniej od maseczek w saszetkach. Bowiem w normalnej cenie kosztuje ok. 15 zł, a na promocji kupiłam ją nawet za dychę :) Co do dwóch pozostałych zastosowań --> mam już swoich ulubieńców, których nie przebiła. Dodam, że produkt jest raczej wydajny, bo używam jej już pewnie z 2 miesiące i jeszcze zostało mi jej na tydzień lub 2.

Znacie tą pastę? Jak sprawdziła się u Was? :)

Ps. Nie tak dawno firma wypuściła kolejne węglowe kosmetyki m.in. krem micelarny, szampon, maskę i odżywkę do włosów, peeling do ciała oraz maseczkę peel-off --> znacie któryś z tych produktów? :)
Czytaj dalej

Przegląd kulturalny - lipiec.

Heeej :)
Jak zapowiadałam we wcześniejszym wpisie dzisiaj pojawia się (mam nadzieję) zaplanowany wpis, jako że aktualnie jestem na 'urlopie'. Na wszystkie komentarza odpowiem po powrocie :) Tymczasem zapraszam Was na przegląd kulturalny lipca, w którym poznacie muzykę, filmy, książki i seriale jakie odkryłam w tym miesiącu :D

Muzyka
Jeśli chodzi o pierwszą kategorię to mam sporo piosenek do pokazania, jako że w czerwcu przegląd się nie pojawił. W minionych tygodniach zdecydowanie królował mega motywujący utwór 100 od znanego polskiego chóru i Filipa Lato, którego dobrze znam z the voice. Wpadła mi też w ucho piosenka Harrego z 1D - właściwie to niedawno odkryłam z jakiego zespołu pochodzi wokalista :D Bovska to odkrycie lipca, dzięki serialowi o którym za chwilę. Męskie granie nie zawiodło mnie i w tym roku, chociaż brakuje Dawida Podsiadło zdecydowanie jak dla mnie. Shawn to stały bywalec w moich głośnikach :D
Sound'n'Grace & Filip Lato - 100

Harry Styles - Sign of the Times

Bovska - Składak

Męskie Granie 2017 - Niebieskoskłon

Shawn Mendes - There's Nothing Holdin' Me Back


Filmy
http://www.filmweb.pl/film/La+Cara+oculta-2011-627333
La cara oculta
Belen, narzeczona młodego hiszpańskiego dyrygenta filharmonii, znika bez śladu w niewyjaśnionych okolicznościach. On szybko układa sobie życie z inną kobietą.
Na początek hiszpańska produkcja, obejrzana z polecenia jednej z Was. Według filmwebu to thriller, chociaż ja nie umieściłabym akurat tego filmu w tym gatunku. Mimo tego bardzo przyjemnie się go oglądało, a prawie 2 h minęły bardzo szybko. Warto obejrzeć! :)

http://www.filmweb.pl/film/Pokot-2017-690820
Pokot
W Sudetach dochodzi do serii morderstw, którymi ofiarami są myśliwi. Wobec bezradności policji śledztwo rozpoczyna emerytowana inżynierka.
Jak wiecie bardzo lubię kryminały i uważam też, że ostatnio nasze rodzime produkcje z tego gatunku są naprawdę udane. Tak więc, gdy zobaczyłam, że dostępny jest kolejny nowy polski kryminał z przyjemnością zasiadłam do seansu. Niestety przeżyłam nie małe rozczarowanie, bo już prędzej nazwałabym go filmem z gatunku przyrodniczych. Do tego nie do końca rozumiałam poglądy głównej bohaterki. Ratowały go tylko całkiem niezłe ujęcia i widoki gór. Mimo to nie przekonał mnie do siebie (cóż chyba nie polubię się z produkcjami pani Holland) i Wam też go nie polecam.

http://www.filmweb.pl/film/Wielki+Mike.+The+Blind+Side-2009-394398
Wielki Mike
Bezdomny nastolatek zostaje otoczony opieką przez bogatą rodzinę. Dzięki temu wyrasta na gwiazdę amerykańskiego futbolu.
Baaaardzo znana propozycja, pewnie oglądana przez większość z Was. Mi mówiąc szczerze dłużyła się, ale myślę, że znacznej liczbie osób przypadnie do gustu. Idealna propozycja na rodzinny seans.

http://www.filmweb.pl/film/Cuda+z+nieba-2016-746547
Cuda z nieba
Cierpiąca na rzadką chorobę dziewczyna ulega wypadkowi. Niespodziewanie po tym wydarzeniu dochodzi do jej całkowitego wyzdrowienia. 
Kolejny film idealny do rodzinnego oglądania. Jak dla mnie znacznie ciekawszy od propozycji wyżej. Super mi się go oglądało i Wam też polecam :)

http://www.filmweb.pl/film/Sing-2016-700243
Sing
Aby uratować swój teatr przed ruiną miś koala organizuje konkurs piosenki.
Zdecydowanie najlepsza propozycja w całym zestawieniu! :D Zaraz obok Zwierzogrodu należy do moich ulubionych bajek. Posiada morał, więc jest idealna nie tylko dla dzieci. Bardzo lubię filmy z dobrą muzyką (chociaż nie koniecznie musicale :D), a tutaj mamy same wielkie hity więc bawiłam się świetnie oglądając je 'w wykonaniu' zwierzątek :DD Do tego jeden z moich ulubionych aktorów, czyli Dorociński dubbingujący główną postać.. no sztos! ♥ Bardzo polecam! :D

http://www.filmweb.pl/film/Sing-2016-700243
Before I fall
Mniej znana propozycja, chociaż ostatnio często polecana w przeglądach różnego typu. Na filmwebie nie ma nawet opisu tego filmu. Tak w skrócie opowiada on o dziewczynie, która teoretycznie umiera w wypadku samochodowym w dniu walentynek. Jednak zawsze budzi się ponownie tego samego dnia próbując coś w nim zmienić na lepsze. Film 'z głębszym dnem' pokazujący jak duży wpływ mamy na innych ludzi nie do końca o tym wiedząc.. Warto obejrzeć ;)

http://www.filmweb.pl/film/A%C5%BC+do+ko%C5%9Bci-2017-771035
Aż do kości
Jedna z nowszych produkcji Netflix opowiadający o ważnym problemie jakim jest anoreksja. Przedstawia z czym muszą się zmagać ludzie cierpiący na tą chorobę. Warto obejrzeć - zwłaszcza, że jest super wykonany jak dla mnie :) Chociaż muszę przyznać, że w zakończeniu brakowało mi czegoś, kropki nad i.. Ale więcej już nie zdradzam :D

Książki
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/203042/losing-hopehttp://lubimyczytac.pl/ksiazka/243483/szukajac-kopciuszka

Losing hope i Szukając kopciuszka
W lipcu udało mi się przeczytać dwie znane książki C. Hoover. Są to kolejne części Hopeless, która była niezła, ale w sumie nie było u mnie takiego szału, jak pewnie u większości osób. Losing Hope jest dokładnie tą samą historią z 1 części, tyle, że jest przedstawiona z perspektywy Holdera. Fajnie było sobie przypomnieć tą historię, bo w sumie czytałam ja chyba z rok lub nawet dwa temu.. Jednak jakoś specjalnie nie polecam jeśli nie wciągnęła Was część 1 - w tej nie ma nic odkrywczego, ani nowego. Szukając kopciuszka na tle 2 pozostałych wypadło dla mnie najsłabiej. Jak dla mnie jest pisane nieco 'na siłę'. Bardzo szybko ją się czyta (na szczęście), ale w sumie fabuła nie jest jakoś super rozwinięta. Podsumowując jak to bywa w wypadku książek to co jest światowym bestsellerem nie koniecznie staje się moim hitem :D

Seriale
http://www.filmweb.pl/serial/Pakt-2015-736614
Pakt
Dziennikarz śledczy wpada na trop oszustwa międzynarodowej korporacji .
Serial określany niejednokrotnie razem z 'Belfrem' mianem najlepszego polskiego serialu. Składa się on z 2 sezonów i rzeczywiście oba są wykonane na bardzo wysokim poziomie. Pierwszy sezon to dla mnie sztos - trzymał w napięciu i z każdym odcinkiem coraz bardziej ciekawił. Zdarzało się, że pochłaniałam po 2 odcinki na raz. Drugi z kolei jak dla mnie był znacznie słabszy. Ale to pewnie dlatego, że dominowała tam tematyka polityczna, co nie ukrywajmy niezbyt mnie interesuje :D Jednak w ogólnych rozrachunku podobał mi się i zgadzam się z wszelkimi dobrymi opiniami na jego temat. Wam także polecam, szczególnie jeśli lubicie Dorocińskiego, bowiem on łączy oba sezony :D

http://www.filmweb.pl/serial/Druga+szansa-2016-756850
Druga Szansa
Historia Moniki, producentki i agentki gwiazd, która w wyniku intrygi osoby z bliskiego jej otoczenia traci wszystko.
Jestem chyba ostatnią osobą, która odkryła ten serial :D Obejrzałam z polecenia i muszę przyznać, że wciągnął mnie na tyle, że obejrzałam 3 sezony w ciągu miesiąca. Muszę przyznać, że najbardziej podobał mi się 1 i 2 sezon, a 3 był najsłabszy jak dla mnie. Strasznie tam irytowała mnie postać Kożuchowskiej, strasznie ciągnął mi się jej wątek. Dopiero pod koniec zaczęło się coś dziać, więc w sumie oglądałam ten ostatni sezon tylko dla innych wątków :D Nie będę się rozpisywać dalej, bo myślę, że serial jest dobrze znany. Jeśli nie to polecam go osobom które lubią takie lekkie, trochę babskie seriale :) Dodam tylko jeszcze, że dodatkowo byłam (i nadal jestem!) zauroczona ścieżką dźwiękową wykonywaną przez aktorów serialu, czyli M. Musiałowskiego i M. Berus - na dole wstawiam kilka piosenek :)

Maciej Musiałowski - Melancholy

Magdalena Berus - green meadows

Maciej Musiałowski & Magdalena Berus - Vanishing Kings 

Uff to wszystko :D Mam nadzieję, że ktoś dotrwał do końca i Was nie zanudziłam. Miałam bowiem sporo wydaje mi się ciekawych propozycji wartych polecenia :)

Znacie coś? Zgadzacie się z moim zdaniem?
Może macie mi coś do polecenia od siebie, co szczególnie przypadło Wam do gustu w ostatnim czasie? Bardzo chętnie poznam Wasze propozycje ;)
Czytaj dalej

Nowości w mojej kosmetyczce - czy udało mi się przeżyć czerwiec i lipiec za 50 zł?

Heeej :)
W przerwie między pakowaniem przychodzę do Was z szybkim i przyjemnym wpisem z nowościami kosmetycznymi z ostatnich dwóch miesięcy. Tak jak poprzednio kontynuuje serię 'przeżyć miesiąc za 50 zł', jednak obawiam się, że tym razem zarówno w lipcu jak i czerwcu mi się nie udało. Cóż.. było dużo okazji - moje urodziny, imieniny, zdana sesja i kolejny rok studiów, wakacje.. :D Jeśli jesteście więc ciekawe ile wydałam i przede wszystkim co nowego do mnie przybyło to zapraszam! :) 

Jeszcze dodam tylko, że w czerwcu zapomniałam notować ceny produktów dokładnie, więc większość będzie przybliżona.. 
Początkiem czerwca zrobiłam dość spore jednorazowe zakupy jak na mnie. Cóż były spore promocje, a wszystko jak na złość się pokończyło.. Brzmi znajomo? :D W oko wpadła mi wtedy nowa wersja Kallosa - figowa, kosztowała coś koło 12 zł. Potrzebowałam też szamponu, a że była promocja zamiast 20 zł, zapłaciłam 10 zł. Do tego kończył się antyperspirant, a na promocji była Rexona za 7(?), więc wzięłam wmawiając sobie, że może tym razem zapach choć odrobinę przypadnie mi do gustu :D
Po skończeniu bardzo udanego kremu z Evree skusiłam się na swego czasu często polecany z Bielendy. Oczywiście trafiłam tym razem bodajże na obniżkę na całą markę i zapłaciłam jak dobrze pamiętam ok. 12 zł za niego. Do tego kolejna rosyjska maseczka do wypróbowania tym razem odświeżająca (7,50 zł) + saszetka Pilaten (1,90 zł), której daję kolejną (zapewne ostatnią) szansę.
Ostatni zakup czerwca to zestaw sławnych maseczek z hebe. Sporo w tym przeglądzie maseczek, nie mogłam sobie odpuścić jednak kolejnej promocji ja, jako maseczkomaniaczka. Zamiast 30 zł zapłaciłam 20 zł za komplet 7 maseczek, więc wyszło całkiem ekonomicznie, nieprawdaż? :) W lipcu w końcu kupiłam arbuzowy (♥) peeling Bielendy (13,90 zł) i polecany podkład Fit me, akurat był na promocji za 17 zł.
Od jakiegoś czasu szukałam jakichś cieni do brwi, wahałam się między GR, a catrice - ostatecznie jak widać padło na to drugie. Zapłaciłam za nie 17 zł. Do tego trafiłam na olejek alterra w cenie na do widzenia (11,40 zł). Znałam wersję brzoza & pomarańcza, która całkiem fajnie sprawdzała się do olejowania włosów, więc nie wahając się zbyt długo - kolejna wylądowała w koszyku. Do tego ulubione duże płatki z biedronki (bodajże 3 zł).
Tutaj już ostatnie nowości, w sumie moje zakupy to 2 produkty --> peeling do twarzy Evree z nowej serii i żel do brwi lovely - w końcu trafiłam na świeży, nie macany. Oba kosmetyki kosztowały mnie ok. 20 zł. Szampon i chusteczki do demakijażu z myślą wyjazdu kupiła mi już mama (na szczęście dla mojego portfela! :D).
Na koniec zostawiłam urodzinowe prezenty, pierwszy widzicie na zdjęciu wyżej - od Korneli. Kochana jak zawsze pamiętała o moich urodzinach i w paczce znalazłam same perełki ♥ Sporo rzeczy z mojej wish listy, czyli olejek do włosów, czarne mydło i puder ryżowy. Do tego pędzelek Hakuro, woski YC, paletka do konturowania, próbki i coś słodkiego - wszystko ucieszyło mnie tak samo mocno ♥ Całość w pięknym pudełku - dziękuje Ruda! :)
Tutaj widzicie drugi prezent, który przyszedł w tym tygodniu od Fabrycznej. W niej piękny złocisty rozświetlacz Inglot i kasetka tej samej marki. Do tego miętowy lakier essence i maseczka Marion, której nie mogłam nigdzie znaleść :D Dziękuję! ♥

Teraz czas na podsumowanie moich zakupów --> w czerwcu wydałam ok. 70 zł, a w lipcu ok. 82 zł. Czyli teoretycznie powinno wystarczyć na sierpień :D Myślę, że zarówno w nowym miesiącu, który już za kilka dni, jak i we wrześniu nie kupię za wiele. Przynajmniej nic nie planuję, a brak dostępu do hebe, rossmanna itd podczas wakacji działa na moją korzyść :D

Znacie któryś z kosmetyków? Czegoś jesteście szczególnie ciekawe? :)


Ps. Tak jak wspominałam jutro wyjeżdżam na krótki urlop w Tatry, więc Wasze blogi odwiedzę po powrocie pod koniec tygodnia jakoś :) U mnie pojawi się jeden zaplanowany wpis na początku następnego tygodnia jakoś :)
Czytaj dalej

Mus do ciała Organic Shop o zapachu jogurtu truskawkowego - czy na pewno?

Heeej :)
Marka, której produkt dzisiaj Wam przedstawię stała się bardzo popularna w ostatnich miesiącach. Wiele osób ją pokochało za naturalne składy przyjazne dla każdej z nas. Mowa oczywiście o Organic Shop. Jakiś czas temu pisałam o peelingu do ciała, a dzisiaj chciałam co nieco napisać na temat musu. Do wypróbowania zostały mi jeszcze m.in. maski do włosów, ale zanim to zapraszam Was na recenzję dzisiejszego produktu do ciała, jeśli jesteście ciekawe jak się sprawdził :)
Podobnie jak inne produkty tej firmy mus znajduje się zatykanym słoiczku wykonanym z cieniutkiego plastiku. Już przy peelingu narzekałam na takie opakowanie, a w wypadku tego produktu jest jeszcze gorzej. Konsystencja jest bowiem jak dla mnie rzadka, więc niebezpieczeństwo wylania się przez niestabilne opakowanie jest spore np. w czasie podróży. Także raczej nie ryzykowałabym, więc zabierając go na wakacje :D Przydałoby się stabilniejsze opakowanie, wykonane z grubszego plastiku, albo chociaż zakręcane 'wieczko'.
Musicie jednak przyznać, że deser przedstawiony na wieczku wygląda mocno atrakcyjnie. Chyba to on skusił mnie na zakup tego produktu :D Chociaż w sumie jak dla mnie przypomina on bardziej deser panna cotta od 'truskawkowego jogurtu' :DD Rozumiem, że był to celowy zabieg producenta mający skusić potencjalnego klienta do zakupu? Cóż.. zadziałało :P Przechodząc do właściwego zapachu produktu to nie przypomina on ani pięknie wyglądającego deseru z opakowania, ani nawet truskawkowego jogurtu. Mogę się już skłonić do tego, że pachnie on jogurtem.. ale naturalnym. Truskawek na pewno nie czuć. Pachnie po prostu nijak jak dla mnie, a szkoda..
Konsystencja jest leciutka, ale jak już wspominałam na początku - bardzo rzadka, łatwo przelewa się w opakowaniu. Można porównać ją do jogurtu właśnie jak dla mnie :) Przy rozsmarowaniu lubi jednak smużyć zostawiając białe ślady..
Na szczęście ta warstewka dość szybko się wchłania i po chwili nie ma po niej śladu. Mus pozostawia po zastosowaniu skórę miękką i dość dobrze nawilżoną. Może nie jest to jakieś spektakularne nawilżenie, jednak mi odpowiada. Osoby z bardziej przesuszoną skórą mogą nie być do końca zadowolone. Na plus także fakt, że nie zawiera parabenów, silikonów i ma dość dobry skład.
Nie jest to kosmetyk bez wad na pewno, mimo to części osób pewnie przypadnie do gustu jako produkt naturalny. Zwłaszcza, że nie kosztuje wiele - sama kupiłam go na promocji za ok. 10 zł za 250 ml. Dodam, że taka pojemność wystarczyła mi naprawę na długo - jest to więc kosmetyk bardzo wydajny. Znajdziecie go w hebe i innych sklepach z naturalnymi kosmetykami :) Sama nie wiem czy do niego wrócę, bo jednak kwestia zapachu jest dla mnie kluczowa przy produktach do pielęgnacji ciała.

Znacie go albo inne wersje tych musów? Jestem ciekawa jak oceniacie jego zapach?
A może miałyście inne produkty tej marki? Możecie mi coś od nich polecić?
Czytaj dalej

Etykiety

4 pory roku AA Alterra alverde anatomicals avon Balea Balmi balsam do ciała balsam do ust Barwa bebeauty bell Bielenda Biolove catrice celia ciało denko dm efektima elfa-pharm eos essence Eveline Evree Farmona film Flormar Garnier gliss kur Golden Rose Green Pharmacy Himalaya hity roku Isana Joanna Kallos kobo kolastyna kolorówka kosmetyczni ulubieńcy krem bb krem cc krem do rąk krem do twarzy krem pod oczy książki kulturalne podsumowanie roku L'biotica lakier do paznokci lemax Lirene liście manuka lovely makijaż Marion mariza maseczka do twarzy maska/odżywka do włosów masło do ciała Maxfactor Maybelline mini recenzje miss sporty miyo mus do ciała muzyka my secret mydło do ciała i włosów Nacomi naklejki wodne naturalnie Neutrogena niekosmetyczni ulubieńcy nivea nowości oceania odżywka do paznokci Organic shop Organique Palmolive paznokcie peeling peeling do rąk peeling do twarzy perfecta pianka do twarzy pielęgnacja pielęgnacja twarzy planet spa płyn micelarny podkład podróże pomadka promocja na kolorówkę w Rossmannie prywatnie Przegląd kulturalny puder Rimmel Rival de Loop rosyjskie kosmetyki bani agafii Sally Hansen serial serum skarpetki złuszczające soraya Stara Mydlarnia Sylveco szampon tag tanie kosmetyki Tatry tołpa tonik treaclemoon Tutti Frutti twarz Ulubione blogi usta Vipera wcierka wibo wieczorna pielęgnacja wishlista włosy wygląd bloga wyjazdowa kosmetyczka wzorki na paznokciach Yves Rocher zagraniczne kosmetyki ziaja żel do brwi żel pod prysznic
me & my passions © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka