Nowości w mojej kosmetyczce - czy udało mi się przeżyć kwiecień i maj za 50 zł?

Heeej :)
Pod koniec miesiąca zapraszam Was na krótki przegląd nowości kosmetycznych z ostatnich 2 miesięcy. Co prawda, do końca maja zostało jeszcze kilka dni jednak nie planuję większych zakupów, dlatego postanowiłam dodać wpis już teraz :)
Tak jak zapowiadałam dzisiaj po raz pierwszy pojawia się ta seria w nowej formie - 'przeżyć miesiąc za 50 zł'. U kilku z Was czytałam wpisy z zakupami kosmetycznymi prowadzone w taki sposób i bardzo mi się on spodobał. Na tyle, że i ja go wprowadzam z nadzieją, że pomoże mi on bardziej kontrolować wydatki kosmetyczne :D Tyle tytułem wstępu, jeśli jesteście ciekawie czy udało mi się nie przekroczyć kwoty 50 zł w każdym z ostatnich miesięcy to zapraszam dalej!
Na pierwszy ogień paczki! Jakoś początkiem kwietnia poszczęściło mi się w rozdaniu u Agnieszki. Dawno już nic nie wygrałam, a tu w końcu się udało i to same wspaniałości! :) Z marką Biolove spotykam się po raz pierwszy i pierwsze co mnie zachwyciło to zapachy ♥ Każdy produkt pachnie cudownie, ale to zdecydowanie jagodowy mus do ciała wygrywa pod tym względem. Malinowy duet będzie idealny na lato, a peeling wiśnia&wanilia jest już w użyciu. Oprócz niego w paczce była też wersja kokosowa, ale ją podkradła siostra, dlatego nie ma jej na zdjęciu. Aga dziękuję jeszcze raz! :*
Kolejna paczka jest od Moni - kochana zaproponowała, że może mi kupić kilka rzeczy w dm-ie. Nie mogłam sobie odmówić nowej limitki Balea :D Oprócz niej kusiła mnie też pianka pod prysznic i żel z olejkiem o zapachu brzoskwini. Arbuzowa wersja jest mi dobrze znana - bardzo ją lubię.
No właśnie miały być tylko żele, a jest wiele więcej.. :D Maseczkę Balea mam po raz pierwszy, kapsułki nawilżające zresztą też - już je zużyłam i były bardzo przyjemne. Monika dołożyła mi też m.in. kilka(naście) swoich lakierów - część z nich już miała swoją premierę na moich paznokciach, a reszta czeka na swoją kolej :) Dziękuje kochana po raz kolejny! ♥
Teraz już moje zakupy z kwietnia - minął mi on oczywiście jak większości z Was pod znakiem promocji w Rossmannie. Ale jest też kilka produktów z innych kategorii.. Maseczkę Bielenda z nowej serii chciałam kupić jak tylko się pojawiła na rynku, a że była na promocji (2,20 zł) to nie mogłam sobie odmówić. Jeszcze przed obniżkami w R. skusiłam się na dwa podkłady, jako że już wszystkie mi się kończyły. Udało mi się dorwać jeszcze wycofanego już mojego ulubieńca z Rimmel (18,60 zł). Drugi podkład to sławny Affinitone z Maybelline - jego akurat kupiłam pod koniec marca, ale zapomniałam Wam pokazać więc nadrabiam teraz. Na koniec niezbędnik, czyli Rexona za ok.8 zł, z zapachem niestety nie trafiłam - znowu..
Tutaj już mamy kolorówkę z Rossmanna, część rzeczy kupiła mi siostra - balsam Evree i lakier Miss sporty, więc ich nie doliczam do wydatków. Kolejne dwie rzeczy chciałam bardzo wypróbować. Odżywka Sally Hansen (8,15 zł) była polecana przez wieeele z Was, a puder Lovely (12,08 zł) kusił już samym opakowaniem :D
Znacie to uczucie, kiedy w danym czasie kończy Wam  się wszystko na raz? :D U mnie tak było z kosmetykami do pielęgnacją twarzy w maju. Początkiem tego miesiąca skusiłam się na żel pod oczy (ok. 8zł) i na razie mogę powiedzieć, że jest mega wygodny w użyciu :) Skusiłam się też na promocji na maseczkę pod oczy z Rival de loop za 1,50 zł - nie wiem czemu byłam przekonana, że to są płatki :D Tak czy tak zużyję.
Po przetestowaniu kilku nowości saszetkowych jeśli chodzi o maseczki wracam do bardziej ekonomicznej wersji czyli glinek. Tym razem padło na błękitną - kosztowała 4,90 zł. Po przerwie wracam też do mydełek, siarkowe z Elfa pharm (3,50 zł) mam po raz pierwszy i zapowiada się super. Podczas promocji w hebe uzupełniłam braki w moich ulubieńcach czyli serum bielendy (15 zł) i płynie micelarnym tej samej firmy (9,90 zł).
Ostatni zakup maja czyli pasta z serii węglowej (9 zł) to też uzupełnienie braku w peelingu do twarzy, ale też i spełnienie małego chciejstwa z wish listy. Szampon kupiła mama - to już druga jego butelka, kosztuje grosze (dosłownie), a jestem z niego mega zadowolona :)

To byłoby wszystko - sporo kolorówki i pielęgnacji twarzy, a najlepsze jest to, że nadal muszę uzupełnić  kilka braków z tej kategorii :D Ogółem w moje ręce wpadło 41 kosmetyków - w kwietniu wydałam ok. 49 zł , a w maju 51,80 zł. Poszło mi więc bardzo dobrze - oby w kolejnych miesiącach było podobnie! :D

Znacie któryś z kosmetyków? Jak u Was się sprawdził? Coś szczególnie Was ciekawi?
Dajcie też znać jak podoba się Wam taka - nowa forma nowości :)
Czytaj dalej

Kremy do rąk Evree max repair i instant help - porównanie.

Heeeej :)
Jeśli chodzi o markę Evree to spokojnie mogę się nazwać jej 'fanką', bo wiele produktów tej firmy przypadło mi do gustu. Dzisiaj mam dla Was małe porównanie (chyba najbardziej popularnych) 2 kremów do rąk tej firmy. Czerwoną wersję - max repair mogłyście już zobaczyć gdzieś na blogu, a biała - instant help ma dopiero dzisiaj swoją premierę. Jesteście ciekawe jak wypadły? Jeśli tak - zapraszam dalej :)
 Zaczynając od opakowania - nasze kremy znajdują się w plastikowych tubkach zamykanych na klik. Jest to jak dla mnie dużo bardziej wygodniejsze rozwiązanie niż zakręcanie, także duży + za to :) Grafika jest charakterystyczna dla marki - minimalistyczna, jednokolorowa. Pojemnościowo nieco się one różnią, bo biała wersja jest nieco mniejsza (75 ml) od czerwonego brata (100 ml).
Jeśli chodzi o zapachy to oba są przyjemne i kremowe. W białej wersji czuć wyraźnie mango i mam wrażenie, że zapach jest bardziej intensywny i dłużej czuć go na dłoniach. Czerwona wersja pachnie bardzo delikatnie i subtelnie - woń jest mało charakterystyczna, ale mi osobiście chyba odrobinę bardziej przypadła do gustu. Pewnie dlatego, że należę do niewielu osób, która średnio przepada za zapachem mango w kosmetykach :D
W kwestii działania wiele się one nie różnią między sobą. Oba dobrze nawilżają przy regularnym stosowaniu. Chociaż biały może działa nieco szybciej - już po kilku dniach widać różnicę. Czerwony potrzebuje nieco więcej czasu.. Wielką zaletą tych kremów jest dla mnie to, że nie pozostawiają po sobie śladu na dłoniach. Nie ma dla mnie nic gorszego niż warstwa filmu po aplikacji. Po nakremowaniu nasze dłonie są wygładzone i bez problemu można kontynuować codzienne czynności. 
Instant help sprawia wrażenie bardziej treściwego, dlatego jak dla mnie idealnie nadaje się na zimę zapewniając dawkę porządnego i zarazem natychmiastowego nawilżenia. Szybciej upora się z przesuszoną i ewentualną popękaną skórą dłoni. Max repair jest lżejszy jeśli chodzi o konsystencję (i zapach :D), dlatego będzie jak dla mnie lepszy na lato. Mimo, że mi bardziej podpasowała czerwona wersja to obie są warte wypróbowania i działają bez zarzutu - kwestia własnych preferencji ;)
W Rossmannie w cenie regularnej kremy kupicie za 8,40 zł - ale ceny są różne, zależne od sklepu. Często też są na promocji, gdzie kosztują nawet 5 zł. Z dostępem nie powinno być problemu - nawet w mniejszych sklepach :)

Znacie już te kremy? Jaką wersję miałyście?
Co z tej firmy szczególnie przypadło Wam do gustu?
Czytaj dalej

Jak 'pachną' wodorosty? - Peeling do ciała Organic Shop.

Heeeej :)
Mam wrażenie, że już dawno nie pisałam tutaj o kosmetykach typowo do pielęgnacji ciała, nie mówiąc już o peelingach, a przecież zawsze goszczą w mojej łazience. Dzisiaj nadrabiam zaległości i mam dla Was moją opinię o produkcie, który wykończyłam stosunkowo niedawno. Jest to też pierwszy produkt sławnej ostatnio marki organic shop, którego miałam okazje używać. Dzisiejszy bohater to peeling do ciała w wersji 'sól morska i wodorosty' - jesteście ciekawe jak wypadł u mnie na tle innych peelingów? W takim razie zapraszam :)
Nasz produkt znajduje się w charakterystycznym dla marki opakowaniu wykonanym z cienkiego plastiku. Nie jest ono nawet zakręcane, a 'zatykane' - przez to mało stabilne i szczerze mówiąc średnio mi odpowiada. Brakuje przede wszystkim mi chociażby dodatkowego zabezpieczenia w postaci sreberka, albo lepszego zakręcania. Raczej nie polecałabym go zabierać np. w  podróż, bo jest duże prawdopodobieństwo, że tego nie wytrzyma :D
Sam wygląd jest bardzo prosty i minimalistyczny. Przez samo opakowanie, jako że jest ono przeźroczyste możemy podejrzeć już jego zawartość. Konsystencja jest dosyć zbita ze sporą ilością drobinek soli. Jeśli macie jakieś ranki, czy podrażnia peeling może więc spowodować pieczenie.
Sam w sobie jest dla mnie dość dobrym zdzierakiem - drobinki soli są dość sporych rozmiarów i jest ich nie mało, nie rozpuszczają się też jakoś szybko. Wszystko to sprawia, że produkt zapewnia nam dobrą dawkę wygładzenia. Dodatkowo powiedziałabym, że po jego użyciu skóra jest delikatnie nawilżona, więc darowanie sobie balsamu nie będzie wielkim przewinieniem :D Wiele dziewczyn zauważyło też, że peelingi tej marki pienią się w kontakcie z wodą i muszę przyznać, że rzeczywiście tak jest.. ;)
Na koniec zostawiłam dość kluczową sprawę, czyli zapach - jest on dość specyficzny, na pewno nie wszystkim przypadnie do gustu. Określiłabym jako jakby męski, trochę morski, a trochę 'ziemisty' (?) - coś podchodzącego pod 'zapach' glinek :D Trudno go mi opisać, nie wszystkim się spodoba - sama nie jestem do niego przekonana, chociaż nie zaliczam go do kategorii 'brzydkich' :)
Jeśli o mnie chodzi - do tej wersji zapachowej pewnie nie wrócę, ale do innych owszem, a mamy do wyboru ich sporo od owocowych typu malina, mango po dość oryginalne jak glinka, bambus. Cena też nie jest zbyt wysoka, sama kupiłam go za ok. 7-8 zł. Dostępność też już teraz nie jest wielkim problemem, bo widziałam je chociażby w hebe. Na koniec dodam, że wielbicielki naturalnych kosmetyków powinny być zadowolone, bo nas peeling ma całkiem przyzwoity skład :)

Znacie ten peeling? Jestem ciekawa co myślicie o tym zapachu :)
Polecacie jakąś inną wersję zapachową? Może miałyście z tej firmy peelingi w tych większych, bodajże 0,5 - litrowych opakowaniach? - Jestem ich też bardzo ciekawa :)
Czytaj dalej

5 kosmetyków do 10 zł, które warto wypróbować (cz.7).

Heeej :)
Jako, że mamy weekend przychodzę do Was z całkowicie luźnym i bardzo przyjemnym wpisem. W końcu, która z nas nie lubi poznawać perełek, które kosztują grosze!? :) Ostatni post z serii tanich kosmetyków do 10 zł, które warto wypróbować ukazał się jeszcze w minionym roku. Zdjęcia do dzisiejszej - 7 już części robiłam zresztą też jeszcze w 2016 :D Jednak kilka z kosmetyków jakie dzisiaj Wam pokażę nadal mam w swoich zbiorach. Do reszty zresztą chętnie bym wróciła :)

 Jeśli jesteście ciekawe co umieściłam w dzisiejszym zestawieniu to zapraszam dalej :)


Tym razem sporo kosmetyków z działu pielęgnacji, kilka z nich pewnie jest Wam dobrze znanych. A może i wszystkie? :)


ZMYWACZ DO PAZNOKCI ISANA (ok. 7 zł)
Nie ma chyba osoby, która nie znałaby tego produktu.. Dla mnie to chyba najlepszy ze zmywaczy jakich miałam okazję używać. Co prawda zapach ma intensywny, ale za to świetnie działa - a to chyba ważniejsze :) Szybko usuwa lakier, bez zbędnego czekania, radzi sobie całkiem nieźle nawet z brokatowymi czy piaskowymi lakierami. W Rossmannie znajdziemy też jeszcze mniejszą jego wersję za ok. 4 zł.


ŻEL BEBEAUTY - BERRIES PASSION (ok. 3,50)
Żel do złudzenia przypominający żel Balea z zimowej limitki sprzed 2 lat bodajże o identycznym połączeniu zapachowym jak dobrze pamiętam. Pachnie dla mnie przepięknie i oryginalnie - elegancko, ale zarazem świeżo. Pieni się też nie najgorzej. Także jeśli nie macie dostępu do Balea to ta seria z biedronki ma łudząco podobne wersje zapachowe do tych sławnych żeli z dm-u. Dostępne są jeszcze 2 inne wersje - aloes i limonka oraz owoce lasu i jakieś kwiaty bodajże :D


TONIK DO TWARZY EVREE (ok. 15 zł)
Tonik, który świetnie wycisza cerę i ją odświeża. Do tego aplikacja w formie mgiełki mi bardzo odpowiada :) Lubiłam go szczególnie latem, kiedy dodatkowo chłodził i koił cerę. Cena co prawda przekracza 10 zł, ale często można go dorwać na promocji :)


KREM DO TWARZY EVELINE (10 - 15 zł)
Jeden z moich ulubieńców w pielęgnacji twarzy i póki co to chyba mój ulubieniec jeśli chodzi o matujące kremy. Miałam też wersję nawilżającą (niebieską) i z obu byłam zadowolona. Dają przyjemny efekt matowej skóry, całkiem przyzwoicie nawilżają i do tego kosztują niewiele - na promocji często można je dorwać za dychę :)


POMADKA RUMIANKOWA ALTERRA (ok. 5 zł)
Kolejny produkt, którego nie trzeba chyba przedstawiać :) Regularnie stosowany dobrze nawilża usta i ma naturalny skład. Do tego można go stosować na rzęsy w celu ich wzmocnienia i w tej roli też się super sprawdza.

Tak prezentowała się dzisiejsza piątka - znacie te produkty? Co Wy umieściłybyście w takim zestawieniu? :)

Pięknego i słonecznego tygodnia!
Czytaj dalej

Witaminowa maseczka do twarzy fitoaktywna Bania agrafii - głebokonawilżająca, czy na pewno?

Heeeej :)
Jak wiecie, albo i nie jestem ogromną fanką wszelkich maseczek do twarzy. Kilka miesięcy temu postanowiłam, że wypróbuję wszystkie typy maseczek Banii agrafii. Póki co całkiem nieźle mi to idzie - część z wypróbowanych maseczek już Wam opisywałam.. Dzisiaj czas na kolejną, tym razem witaminową, której zadaniem jest przede wszystkim głębokie nawilżenie. Czy sprawdziła się w takiej roli dowiecie się czytając dalej, zapraszam :)
Opakowanie jest charakterystyczne dla maseczek z tej firmy - odkręcana saszetka. Wersję różnią się tylko kolorystycznie, ta wersja witaminowa jest akurat mega podobna do dziegciowej. Już niejednokrotnie pisałam, że takie opakowanie bardzo mi odpowiada, więc nie będę się powtarzać :D
Jeśli chodzi o zapach to pachnie owocami, ale przeważają truskawki jak dla mnie. Ogólnie zapach jest przyjemny i umila stosowanie maseczki :) Konsystencja też bardzo przypomina dżem truskawkowy, zawiera nawet w sobie pestki owoców. Jest dosyć gęsta i jak dla mnie ciężko nieco się ją nakłada, bo tak oblepia twarz - nie wiem czy wiecie o co mi chodzi.. Nie lubię tego uczucia i to dla mnie jeden z największych minusów tej maski.
Po nałożeniu czuć delikatne rozgrzewanie twarzy. Mi akurat zupełnie ono nie przeszkadza, chociaż nie wiem jak byłoby gdybym stosowała ją latem :D Zimą było jak najbardziej okej.. Czytałam, że kilka dziewczyn podrażniła, u mnie nic takiego nie miało miejsca. Ale nie miałam nigdy większych problemów z podrażnieniami :)
Jeśli chodzi o działanie to nawilża, ale raczej delikatnie - na pewno nie jest to głębokie nawilżenie, jakie obiecuje producent. Po jej zastosowaniu skóra jest rozjaśniona i wygląda bardziej promiennie, ale jest to efekt krótkotrwały. Na plus prosty, naturalny skład i zawartość olejków :) Jednak nie ma co liczyć na efekt wow, bo dla mnie niczym szczególnym się nie wyróżniła. U mnie osobiście wypadła najsłabiej na tle wszystkich wypróbowanych przeze mnie maseczek tej firmy. Mimo, że jest najdroższa ze wszystkich, bo kupimy ją za ok. 10-12 zł..
Znacie? Jak u Was się sprawdziła? Jaka maseczka Bani Agrafii jest Waszą ulubioną? :)

Ps. Wiem, że nie tak dawno pisałam Wam o maseczkach, a dzisiaj znowu nieco monotematycznie.. Jednak wpis przygotowałam dobrych kilka miesięcy temu, więc nastał najwyższy czas na jego publikację. To już chyba ostatni wpis z tych pisanych kilka miesięcy wstecz, teraz wpisy będą pojawiać się w miarę na bieżąco - a przynajmniej mam taką nadzieje :D

Czytaj dalej

Denko - marzec, kwiecień.

Heeej :) 
Pierwszy weekend nowego miesiąca to ostatni dzwonek na podsumowanie poprzedniego. Dlatego dzisiaj zapraszam Was na zużycia dwóch ostatnich miesięcy - pierwsze chyba ze zdjęciami 'plenerowymi' w tym roku :D 


 Nie jest tego zbyt wiele, sporo kosmetyków typowo 'prysznicowych', ale też i trochę kolorówki. Jeśli jesteście ciekawe co zużyłam - zapraszam dalej!


Płyn do kąpieli
Używałam w sumie głównie pod prysznicem, a nie do kąpieli (bo jednak tą opcję częściej wybieram) i w tej roli też super się sprawdzał. Przede wszystkim pięknie pachniał, lubię takie świeże morskie wonie :) Może jeszcze kiedyś wrócę do niego.
Peeling Lirene
Baaaardzo fajny peeling, mocniejszy zdzierak z niego o przepięknym słodko - kwaśnym zapachu żurawiny. Na zimę był idealny, zresztą sam fakt, że pojawił się w zimowych ulubieńcach mówi samo za siebie :)


Żele Balea
Moi ulubieńcy jeśli chodzi o żele! Uwielbiam je za niespotykane zapachy, ale w kwestii działania też robią co mają robić :) Z tej gromadki najbardziej spodobała mi się mandarynka i kwiat lotosu. Wersje z wanilią, czyli róża&wanilia i kokos&wanilia, były przyjemniakami na zimne miesiące. Na cieplejsze wolę jednak bardziej orzeźwiające owocowe wonie :)


Szampon Barwa - skrzyp polny
Bardzo go lubiłam, ale mam wrażenie, że ostatnio moje włosy się do niego przyzwyczaiły. Robię więc sobie przerwę, ale za parę miesięcy wrócę :) Jeśli za to Wy szukacie czegoś do mocniejszego oczyszczania to polecam!
Szampon trzy zioła
Bardzo fajny oczyszczający szampon - w sumie używałam go tylko kilka razy, ale polubiłam się z nim. Być może wypróbuję inne wersje :)
Dezodorant dove
Jak wiecie jestem mocno wybredna w kwestii zapachu antyperspirantów i te z dove najbardziej mi odpowiadają. Zresztą z działania też jestem bardzo zadowolona - moi ulubieńcy! Ta nowa wersja szczególnie mi się spodobała jeśli chodzi o zapach, więc polecam ♥


Zmywacz bebeauty
Całkiem niezły zmywacz, mam jednak wrażenie, że ten z isany lepiej i szybciej radzi sobie ze zmywaniem lakierów.. Dlatego raczej nie wrócę - chyba, że będę potrzebować 'czegoś na już'.
Płatki bebeauty
Tą większą wersję płatków bardzo polubiłam do zmywania makijażu - będę wracać na pewno.
Podkład Lasting Finish Rimmel (recenzja)
Ulubieniec! Bardzo żałuję, że został wycofany - teraz muszę szukać czegoś  równie dobrego o co nie łatwo :(
Baza pod lakier Kobo
Była na prawdę przyzwoita, fajnie się sprawdzała w swojej roli, ale znam lepsze produkty, więc raczej nie wrócę.


Puder transparentny prasowany - Essence (recenzja)
Chociaż nie był ideałem to śmiało mogę go nazwać jednym z lepszych pudrów jakie używałam :) Końcówka umarła śmiercią tragiczną po upadku na podłogę :D Być może jeszcze kiedyś do niego wrócę, jeśli nie znajdę nic lepszego.
Serum do twarzy Bielenda (recenzja)
Mój wielki, wieeeeelki ulubieniec bez którego już nie wyobrażam sobie pielęgnacji twarzy. Widzicie je nie pierwszy raz i na pewno nie ostatni :)
Krem pod oczy Balea (recenzja)
Bardzo fajny, całkiem nieźle nawilżający krem o pięknym zapachu umilającym aplikację. Jeśli macie tylko możliwość wypróbowania - warto się skusić moim zdaniem ;)

To wszystko - niewiele jak na dwa miesiące prawda? Znacie coś z przedstawionych produktów? Jak u Was się sprawdziły? :)
Czytaj dalej

Węglowe maseczki do twarzy Bielenda i AA - porównanie.

Heeej :)
W ostatnich nowościach kosmetycznych mogłyście zobaczyć maseczki węglowe Bielenda i AA, wtedy też zapowiadałam Wam post porównawczy. Teraz po dobrym miesiącu, kiedy zużyłam wszystkie myślę, że mogę już Wam zdradzić co o nich myślę. 
Dodam na wstępnie, że z maseczkami Bielendy znałam  się już wcześniej (zużyłam 2 opakowania niebieskiej wersji), a co do AA - to było nasze pierwsze spotkanie. Jesteście ich ciekawe? Jeśli tak - zapraszam! :)

Zaczynając od opakowania - każda z maseczek zapakowana jest w saszetkę. (Musicie mi wybaczyć tym razem brak grupowego zdjęcia - jestem pewna, że je robiłam, a w folderze ze zdjęciami go nie mam. Musiałam usunąć jakoś przez przypadek.) Zarówno w wypadku Bielendy jak i AA pojemność wynosi  8 ml. U mnie starcza ona na jedno użycie, przy nakładaniu grubszej warstwy :)

 
Zapachowo wygrywa maseczka AA - pachnie kremowo i przyjemnie jak dla mnie. W wypadku Bielendy zapach jest głównie węglowy i nie wyczuwam większej różnicy pomiędzy poszczególnymi wariantami zapachowymi. Nie pachnie jakoś szczególnie nieprzyjemnie, po prostu specyficznie - znośnie :D Konsystencja B. jest nie za gęsta, bez problemu nakłada się ją na twarz, podobnie zresztą jak maseczkę od AA. Z tym, że ona zawiera oprócz tego całkiem spore drobinki peelingujące - więc może być używana jako produkt 2 w 1, co mi osobiście bardzo się spodobało :D

 
Po nałożeniu na twarz każda z nich niezależnie od firmy zasycha podobnie jak glinki po jakimś czasie. Zresztą w składzie każdej na 2 miejscu znajdziemy glinkę, więc nie ma w tym nic dziwnego :D W kwestii działania maseczki te super oczyszczają twarz i ją wygładzają. Gdy potrzebuję mocniejszego oczyszczenia to właśnie one są świetnym wyborem. Najbardziej przypadła mi do gustu zielona Bielendy i ta z AA - przez ciekawe i przede wszystkim udane połączenie peelingu z maseczką i zawartość cynku. On także dobrze działa na moją cerę, swego czasu nawet używałam go w postaci maści :) Warianty Bielendy z algami i winogronami nie pozostają jednak w tyle, może odrobinę gorzej oczyszczają, ale prawdę mówiąc nie widzę większych różnic w poszczególnych rodzajach masek tej firmy.


Jak na maseczki w saszetkach wypadają więc bardzo dobrze, no może pod względem ekonomicznym mniej :D Te z Bielendy wypadają cenowo lepiej, bo kosztują ok. 2,50 za sztukę i często można je dorwać taniej na promocji nawet za niecałe 2 zł (wydaje mi się, że w hebe kupiłam je swego czasu za 1,50). AA kosztuje 3 zł, a na promocji 2,50 - więc nieco gorzej, ale nadal nie są to jakieś wielkie pieniądze. Sama zawsze chętnie do nich wracam i Wam też polecam się z nimi zapoznać jeśli jeszcze nie miałyście ich :)

Znacie maseczki węglowe tych firm? Jak u Was się sprawdziły?
A może używaliście innych? Chętnie i ja je poznam :)
Czytaj dalej

Etykiety

4 pory roku AA Alterra alverde anatomicals avon Balea Balmi balsam do ciała balsam do ust Barwa bebeauty bell Bielenda Biolove catrice celia ciało denko dm efektima elfa-pharm eos essence Eveline Evree Farmona film Flormar Garnier gliss kur Golden Rose Green Pharmacy Himalaya hity roku Isana Joanna Kallos kobo kolastyna kolorówka kosmetyczne premiery kosmetyczni ulubieńcy krem bb krem cc krem do rąk krem do twarzy krem pod oczy książki kulturalne podsumowanie roku L'biotica lakier do paznokci lemax lifestyle Lirene liście manuka lovely makijaż Marion mariza maseczka do twarzy maseczki w płachcie maska/odżywka do włosów masło do ciała Maxfactor Maybelline mini recenzje miss sporty miyo mus do ciała muzyka my secret mydło do ciała i włosów Nacomi naklejki wodne naturalnie Neutrogena niekosmetyczni ulubieńcy nivea nowości oceania odżywka do paznokci olejek do twarzy Organic shop Organique organizacja Palmolive paznokcie peeling peeling do rąk peeling do skóry głowy peeling do twarzy perfecta pianka do twarzy pianka pod prysznic pielęgnacja pielęgnacja twarzy planet spa płyn micelarny podkład podróże pomadka promocja na kolorówkę w Rossmannie prywatnie Przegląd kulturalny puder Rimmel Rival de Loop rosyjskie kosmetyki bani agafii Sally Hansen Seche Vite serial serum skarpetki złuszczające soraya Stara Mydlarnia Sylveco szampon tag tanie kosmetyki Tatry tołpa tonik treaclemoon Tutti Frutti twarz Ulubione blogi usta Vipera wcierka wibo wieczorna pielęgnacja wishlista włosy wygląd bloga wyjazdowa kosmetyczka wzorki na paznokciach Yves Rocher zagraniczne kosmetyki ziaja żel do brwi żel pod prysznic
me & my passions © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka