5 urodziny bloga - ankieta, niewielkie zmiany i Wasze pytania.

Heeeej :)
Dzisiaj przychodzę do Was z nieco nietypowym wpisem, bo właśnie dzisiaj mija 5 lat odkąd prowadzę to miejsce :) Zakładając bloga nie spodziewałam się przede wszystkim, że 'wytrzymam' aż tak długo. Teraz po 5 latach pisanie go sprawia mi tyle samo radości.. albo i więcej :)
Ten dzień co roku jest dla mnie dniem, kiedy to mogę podziękować WAM za Waszą obecność i każdy komentarz! Daje on dużo radości i motywuje do dalszego działania i rozwoju. To dzięki Wam możemy nadal tworzyć to miejsce ♥
Mam nadzieję, że z każdym rokiem idzie mi coraz lepiej, albo przynajmniej nie gorzej :D Staram się jak najbardziej ulepszać to miejsce pod każdym względem.
Z ostatnio wprowadzonych małych zmian w szablonie i nie tylko --> Zamieściłam więcej zakładek na pasku pod nagłówkiem - mam nadzieję, że pomogą one poznać Wam mnie lepiej. Zmieniłam też maila i znajdziecie go w zakładce 'kontakt', ale spokojnie na starego też będę jeszcze przez kilka miesięcy odpowiadać :)

W minionym roku z okazji urodzin robiłam tag 20 faktów o mnie, a tym razem postanowiłam zrobić ankietę. Pomoże mi ona rozwijać bloga, ale także chciałbym abyście w niej zadali mi także pytania jeśli tylko jakieś macie. Chciałabym zrobić coś na zasadzie Q&A znanego z yt. Zwróćcie więc uwagę na ostatnie pytanie :D Jeśli tylko uzbiera się wystarczająca ilość pytań odpowiem na nie w osobnym poście. Na wypełnienie ankiety macie 2 tygodnie :)
Będę więc bardzo wdzięczna jeśli znajdziecie chwilkę na jej uzupełnienie. Starałam się, by była jak najkrótsza i zawierała same najważniejsze dla mnie informacje.
W niektórych pytaniach np. dotyczącego najchętniej czytanych postów możesz wybrać kilka odpowiedzi :)

Jeśli są jakieś problemy z ankietą to dajcie znać w komentarzu :)
Jeszcze raz dziękuję za każdą Waszą aktywność i do napisania już w 'normalnym' poście! :D

EDIT - Wasze pytania i moje odpowiedzi :)

1. Czy miewasz czasami chwilę zwątpienia w prowadzeniu bloga? Takie chwilę, kiedy masz ochotę rzucić wszystko w kąt i usunąć bloga/przestać publikować?
Tak, zdarzają mi się takie momenty, jak każdemu blogerowi myślę.. Jednak teraz miewam je na prawdę sporadycznie, wcześniej miałam je dużo częściej :)
2. Czy masz taką osobę, która inspiruje Cię np. jeśli chodzi o makijaż? Chodzi o osobę, której styl Ci się podoba i lubisz go odwzorowywać :)
Nieeee, zdecydowanie nie mam takiej osoby :D Jeśli chodzi ogólnie o makijaż w moim wykonaniu to jestem raczej laikiem w tej kwestii i panuje u mnie minimalizm. Więc raczej nie czerpię zbyt wielu inspiracji akurat tutaj.
 3. Gdybyś miała używać samej kolorówki lub samych kosmetyków do pielęgnacji do końca życia to co byś wybrała?
Zdecydowanie kosmetyki do pielęgnacji. Pewnie jak większość osób uważam, że to pielęgnacja jest podstawą w kwestiach urodowych. Przykładowo jeśli nie zadbamy o naszą cerę, to chociażbyśmy używali nie wiem jak dobrych kosmetyków do makijażu nasza cera nie będzie się dobrze prezentować. Pielęgnacja od lat przewyższa u mnie kolorówkę co widać chociażby po moich zakupach, czy ogólnie na blogu :)
4. Czy masz zamiar się kiedyś nam 'ujawnić'? 
Na blogu - nie planuję :) Kilku osobom już ujawniłam się 'prywatnie', ale póki co jest dobrze jak jest i akurat tutaj na razie nie planuję zmian i nadal pozostanę 'anonimowa'. Ale 'kiedyś' kto wie.. ;)
5. Jak podobają mi się moje studia? 
Podobają mi się inaczej chyba bym nie studiowała tego kierunku :D Bywa ciężko, ale wyboru raczej nie żałuję póki co.
6. Co zrobić rano, żeby szybko się ogarnąć przed wyjściem do szkoły?
Na pewno pomoże w tym wcześniejsze ogarnięcie rzeczy, które możemy ogarnąć. Czyli np. przygotowanie ubrań, spakowanie się na kolejny dzień. W ten sposób zyskamy kilka dobrych minut jakże cennego snu :D
Czytaj dalej

Kosmetyczne premiery, czyli co nowego czeka na nas jesienią w drogeriach? (cz.1)

Heeej :)
Dzisiejszy post mam nadzieję będzie pierwszą częścią nowej serii na moim blogu. Będzie ona jak widzicie po tytule dotyczyć kosmetycznych nowości, które lada moment pojawią się w drogeriach :) Sama bardzo lubię czytać posty tego typu u innych, więc mam nadzieję, że i u mnie ta seria zostanie przez Was dobrze przyjęta. Myślę, że sezonowe przeglądy na poszczególne pory roku będą optymalne dla tej serii, bo jednak takie posty wymagają nie małej ilości czasu na ich przygotowanie. Jednak wszystko zależy od Was, więc liczę na Wasze opinie w komentarzach! :)
Tyle słowami wstępu, a teraz zapraszam na jesienny przegląd! Nowości 'posegregowałam' głównie firmami. Większość z nich ma pojawić się we wrześniu/październiku, a mniejsza część w listopadzie - jednak wszystko będę zaznaczać w dalszej części :)
Na pierwszy ogień - eos, czyli marka którą jeszcze jakiś czas temu można było dostać jedynie w sklepach internetowych. We wrześniu do dostępnych w Rossmannie balsamów do ust dołączy wersja grejpfrutowa. W październiku z kolei dołączą do niej kremy do rąk.
Sporym zaskoczeniem jest dla mnie pojawienie się w zapowiedziach pianek pod prysznic od Isany. Póki co znalazłam informacje o dwóch wersjach zapachowych - róża & kokos i cytryna. Premiera zapowiedziana jest na październik. Jeszcze we wrześniu natomiast możemy liczyć na nowe warianty żeli. Woda kokosowa brzmi na prawdę kusząco i pewnie znajdzie się w moim koszyku :)
Wyżej widzicie miks maseczkowych nowości. Wśród nich znajdziemy dwie ekspresowe wersje, czyli 1-minutową od nivea i maskę pod prysznic Neutrogena. Całkiem ciekawą propozycją będzie też złuszczająca maseczka od Barwy. Do glinowych maseczek Loreal dołączy całkiem ciekawa wersja wygładzająca zmarszczki. Propozycja Barwy dostępna będzie we wrześniu, a reszta w październiku.
Jedną z ciekawszych październikowych propozycji są dla mnie maski peel off od Lirene. Te na zdjęciu nie są wszystkimi wersjami jakie zostaną wprowadzone, poza nimi widziałam jeszcze min. 2 inne wersje.
Z włosowych nowości wypatrzyłam dla Was odżywki w piance od Biovax, sama nie miałam nawet tych klasycznych wersji masek, czy odżywek, ale na pewno nadrobię ;) W sprzedaży będą od października. Do grona szczotek TT w listopadzie dołączy wersja nadająca objętość i 2 nowe (podejrzewam limitowane) odsłony klasycznych szczotek - brokatowa ze zdjęcia i bajkowa z bałwanem Olafem bodajże.
W listopadzie także w sklepach pojawią się nowe produkty marki Le petit marseillais - dezodoranty. Wyglądają naprawdę ciekawie i marka pozytywnie zaskoczyła mnie zapowiedzią takich nowości. Wcześniej, bo już w następnym miesiącu możemy spodziewać się nowych kremów do rąk od Evree. W październiku pojawi się ciekawy produkt marki Delia - zmywacz w kremie. Brzmi ciekawie, ale nie jestem przekonana czy sprawdzi się w swojej roli - zmywacza 2 w 1.. 

Bielenda oprócz nowej serii z zieloną herbatą zaskakuje też innymi nowościami tj. dwufazą i płynem micelarnym. Oba z różanej serii - płyn zapewne sama wypróbuję, bo inny tej marki jest moim ulubieńcem :D Do serii węglowej z kolei dołączy serum - wszystkie 3 produkty będzie można kupić w październiku. Natomiast olejki pod prysznic w ciekawych wersjach zapachowych pojawią się wcześniej - we wrześniu.
Teraz czas na kolorówkę - zaczynamy od wibo :) Najciekawszą z nowości jak dla mnie są rozświetlacze, szczególnie te w oryginalnych kolorach np. fioletowym. Do tego w ofercie tej marki pojawi się utrwalacz do makijażu w formie mgiełki, matowe pomadki w płynie i lakiery. Wszystkie te produkty mają pojawić się w październiku.
Lovely jednak w pojedynku z wibo jak dla mnie zwycięża - pojawi się wiele bardzo ciekawych nowości. Marka głównie postawiła na motyw ombre i wszystkie produkty z tej 'serii' pojawią się w październiku. Oprócz tego w tym samym miesiącu można spodziewać się matowej pomadki i zestawu do makijażu oka - kredki, eyelinera i pędzelka. Później - w listopadzie pojawi się nowy tusz i pomadka o matowo-metalicznym wykończeniu. Ponadto trzy bardzo ciekawe i transparentne pudry - m.in z glinką, olejem jojoba i bambusowy. Wszystkie 3 mają 'zniewalać słodkim zapachem' --> czego akurat się obawiam :D
Rimmel wypuści coś dla maniaczek podkreślania ust - matowe błyszczyki. Oprócz klasycznych kolorów, pojawią się też mocniejsze kolory. Do tego sztyft do konturowania i transparentny puder - wszystkie wymienione przed chwilą produkty pojawią się we wrześniu. W listopadzie z kolei możemy liczyć na korektor z serii Lasting finish. Może wraz z nim wróci także i mój ukochany podkład? Byłabym zachwycona :D
Na koniec miks nowości różnych firm :D W październiku można oczekiwać nowego zestawu do brwi od Eveline i podkładu o płynnej, lekkiej konsystencji. Czy tylko mi przypomina on produkt catrice? W nowej szafie rossmanna marki AA we wrześniu pojawi się serum do rzęs i tusz z tej samej serii. W szafie loreal natomiast znajdziemy puder mineralny i korektor - oba z serii true match.

Uff i tym sposobem dobrnęliśmy do końca :D Oczywiście nie są to wszystkie nowości, a te wybrane przeze mnie, które najbardziej wpadły mi w oko. Mam nadzieję, że chociaż kilku osobom post w jakiś sposób się przydał.  
Dajcie koniecznie znać co myślicie o tej nowej serii - będzie to dla mnie bardzo cenna informacja :)

Czym Was skusiłam? :D
Czytaj dalej

Pianka pod prysznic Balea, Vanilla Cream - zastępczyni żeli pod prysznic?

Heeeej :)
Moja przygoda z piankami rozpoczęła się kilka lat temu od pianek do twarzy. Okazały się one całkiem przyjemnymi produktami - zwłaszcza przy porannej rutynie ;) Dzisiaj jednak nie o piankach do twarzy, a o piance do ciała, którą akurat mam po raz pierwszy. Jest to konkretnie pianka pod prysznic Balea o zapachu lodów waniliowo - pomarańczowych. Brzmi super co nie? :D Jak było z nią w rzeczywistości dowiecie się w dalszej części wpisu.

Tym razem nie jestem zbytnio zadowolona ze zdjęć, no ale skoro nie chciało mi się robić nowych to.. niech już będą :D
Opakowanie to nic innego jak aluminiowa buteleczka o pojemności 200 ml. Coś na kształt opakowań pianek do golenia, czy dezodorantów. Sama grafika jest przeurocza, może nieco słodka jednak miła dla oka - zdecydowanie przykuwa wzrok :)
Aplikacja pianki jest bezproblemowa - nic się nie zacina. Przed użyciem trzeba nieco wstrząsnąć opakowaniem, a po naciśnięciu wydobędziemy odpowiednią dla nas ilość musującej piany! Co do samej konsystencji piana o lekko pomarańczowym zabarwieniu jest zbita i gęsta, nie ucieka przez palce. Z łatwością jednak sunie po mokrej skórze, przy czym czuć jak przyjemnie musuje pod palcami :)
W kontakcie z wodą jednak jak dla mnie szybko zanika - dlatego lepiej najpierw się 'napiankować', a potem zmyć wodą. Na pewno konsystencja to największa zaleta tego produktu - coś nowego, oryginalnego. Ucieszy na pewno nie jedno dziecko - to małe i.. to nieco większe :D
Jeśli chodzi o zapach to przeważają słodkie nuty wanilii, przełamane cytrusowym aromatem pomarańczy - chociaż jej nie czuć zbyt mocno. Ogólnie zapach w porównaniu do żeli Balea jest mało intensywny, czuć go tylko przez chwilę, a szkoda.. 
Co do działania - pianka robi co ma robić, czyli delikatnie oczyszcza skórę, chociaż mam wrażenie, że nieco słabiej niż żele pod prysznic. Dlatego na dłuższą metę nadal u mnie wygrywają żele, a pianki mogą być tylko na prawdę przyjemną odmianą :) Podczas ich używania nie zauważyłam ani nawilżenia (na które też i nie liczyłam), ani też i przesuszenia (o których słyszałam od dziewczyn). Balsamowanie nadal jest raczej konieczne po prysznicu.
Pianka, jak i wszystkie produkty Balea jest dostępna w niemieckich drogeriach dm. W Polsce jedynie w sklepach internetowych. Nad czym ubolewam szczególnie ze względu na żele Balea. Do samej pianki póki co powrotu nie planuję, ale cieszę się, że mogłam wypróbować taką formułą :) Chociaż za jakiś czas kto wie... może znowu skuszę się na jakąś inną wersję.

O piankach Balea pisały także:
Znacie tą piankę? Może miałyście inne wersje zapachowe tych z Balea, albo z innej firmy?
Jestem ciekawa co myślicie o takiej formule - koniecznie dajcie znać w komentarzach :)
Czytaj dalej

Odświeżająca maska Bani Agafii, czyli kosmetyk bez którego nie wyobrażam sobie lata.

Heeej :)
Gdyby teraz ktoś zapytał mnie bez jakiego kosmetyku nie wyobrażam sobie lata i wakacji - bez wahania odpowiedziałabym, że jest nim dzisiejszy bohater. Konkretniej - odświeżająca maseczka Bani Agafii. Zazwyczaj używam tego typu produktów wieczorami, ale z tą było inaczej - w ostatnich tygodniach zdarzało mi się sięgać po nią nawet przed południem. Jeśli jesteście ciekawe dlaczego tak przypadła mi do gustu to zapraszam do dalszego czytania :)
Nasza maseczka znajduje się w charakterystycznej dla tej marki odkręcanej saszetce. Jak wiele razy wspominałam przy okazji recenzji pozostałych maseczek bardzo mi to odpowiada. Dzięki zakręcaniu nic nam nie zasycha i na spokojnie możemy zużyć produkt do samego końca. Pojemność saszetki to 100 ml --> taka ilość zazwyczaj wystarcza mi na kilka miesięcy.
Konsystencja jest żelowa i dosyć gęsta - bez problemu nakłada się ją na twarz i zmywa. Zapach jest niezwykle przyjemny i  świeży --> mentolowy, miętowy. Utrzymuje się nawet już na twarzy.
Jeśli chodzi o działanie to kosmetyk przede wszystkim świetnie odświeża cerę i chłodzi. Dlatego jego działanie okazywało się zbawienne podczas letnich upałów. Po włożeniu go na chwilę przed użyciem do lodówki dopiero ma mooooc :D Doskonale też koi zmęczoną skórę (np. po tylko kilku godzinach snu) poprawiając jej koloryt i redukując opuchliznę. Całkiem przyzwoicie też tonizuje skórę, wygładza ją i delikatnie, ale na prawdę delikatnie nawilża. Na pewno nie liczyłabym tu na nic wielkiego, bo można się rozczarować w tej kwestii. 
Muszę też zaznaczyć, że wiele dziewczyn maski tej firmy podrażniają. U mnie nigdy się to nie zdarzyło, a miałam na prawdę wiele opakowań tych maseczek. Nie mniej jednak trzeba mieć to na uwadze :)
Co do dostępności - maseczki tej firmy znajdziecie w wielu sklepach internetowych. Ale też i stacjonarnie w sklepach z naturalnymi kosmetykami. Cenowo wychodzą bardzo korzystnie, sama kupiłam ją za bodajże 7,50 zł. 

Znacie ją? Jak u Was się sprawdziła? Bez jakiego kosmetyku nie wyobrażacie sobie lata i upałów? :)
Czytaj dalej

Maybelline Affinitone - jak sławny podkład sprawdził się u mnie?

Heeej :)
Dzisiaj znowu nadrabiam zaległości w kolorówce i przychodzę do Was z kolejną recenzją, tym razem na temat podkładu. Bohaterem dzisiejszego wpisu jest sławny Affinitone marki Maybelline. Według producenta jest to podkład kryjący dopasowujący się do koloru skóry, który nawilża i upiększa skórę. Czy na pewno? - o tym dowiecie się czytając mój wpis :)

Znowu będzie sporo zdjęć, bo nie umiałam wybrać tylko kilku. Nieskromnie powiem, że jestem z nich bardzo zadowolona, co nie zdarza się często :D
Podkład znajduje się w plastikowej odkręcanej tubce o pojemności 30 ml. Osobiście wolę dużo bardziej takie rozwiązania od szklanych buteleczek - mniejsze ryzyko upuszczenia produktu (co mi się często zdarza :D) i zbicia butelki. 
W ofercie producenta znajdziemy 8 odcieni tego podkładu z tym, że ich numeracja jest strasznie dziwna. Sama posiadam numer 03 i jest to najjaśniejszy odcień z wszystkich dostępnych. Dodam, że numeracja nie idzie po kolei, bo kolejnym odcieniem jest nr 09, a najciemniejszy to 30. Więc gdy pierwszy raz zbierałam się do kupna miałam nie lada zagadkę który kolor wybrać :D Dopiero po ogarnięciu po jakimś czasie w internecie udało mi się kupić swój egzemplarz. 
Wracając właśnie do niego - nr 03 mimo, że najjaśniejszy nadal jak dla mnie jest dość ciemny (a nie jestem raczej 'córką młynarza'). Gdy kupiłam go na wiosnę mocno się odznaczał i musiałam go mieszać z najjaśniejszym odcieniem Rimmela z serii Lasting Finish, żeby jako tako wyglądał --> poniżej możecie zobaczyć ich porównanie. 
Teraz na lato jest jak najbardziej odpowiedni - idealnie zgrywa się z kolorem mojej nieco opalonej skóry :) Na plus to, że nie posiada różowych tonów, a jego odcień należy ciepłychKonsystencja jest mocno lejąca, na pewno nie tak kremowa jak Rimmela. Niezbyt mi osobiście odpowiada wolę zdecydowanie bardziej kremowe i nie tak rzadkie podkłady. Na początku często zdarzało mi się wylewać za dużo podkładu przy nakładaniu - trzeba na to uważać. Powiedziałabym też, że konsystencja jest nieco oleista - pewnie to zasługa olejku arganowego o którym wspomina producent. Opakowanie łatwo się brudzi.
Dodatkowo zawiera w sobie całkiem sporą ilość złotych drobinek rozświetlających. O ile po wyciśnięciu podkładu tego nie widać zupełnie, to na twarzy już niestety tak.. Wykończenie określiłabym więc jako rozświetlające. Ale nie z takim 'zdrowym błyskiem', czy efektem glow, a coś a'la mieniące się drobinki brokatu --> może trochę przesadzam, bo z większej odległości na pewno ich nie widać, ale gdy maluję się przy świetle słonecznym to już owszem.. Nałożenie pudru jest więc jak dla mnie konieczne. 
Co oprócz dopasowania się do odcienia skóry (z którym nie mogę się zgodzić) obiecuje producent? 
Nawilżająca konsystencja --> tutaj rzeczywiście można się zgodzić, że jest to zasługa olejku, bo sam produkt aktualnie (czyt. latem gdy kolor jest odpowiedni) nałożony w małej ilości całkiem ładnie wygląda na twarzy. Trzeba jednak uważać na ilość produktu, bo dużą ilością łatwo o efekt maski. Nie podkreśla on suchych skórek, krycie także mnie zadowala. Określiłabym je jako średnie - dla niewymagających osób będzie jak najbardziej odpowiednie. Natomiast osoby z większymi problemami skórnymi mogą być nie do końca z niego zadowolone, bo pewnie wtedy może nie zapewnić wystarczającego krycia. 
Z dostępnością produktu nie powinno być problemu - dostaniecie go bowiem w większości drogerii, od Rossmanna do tych mniejszych osiedlowych :) Cena regularna to ok. 25-29 zł. Często można go spotkać na promocji - nawet do niedzieli jest w Ross. za 23 zł. Jednak nawet taka cena jak dla mnie szału nie robi, bo sama kupiłam go za poniżej 20 zł.

Znacie ten produkt? Jestem ciekawa jakie Wy macie zdanie o nim? :)

Wszystkie podkłady jakie doczekały się moich opinii na blogu znajdziecie tutaj.
Czytaj dalej

5 kosmetyków do 10 zł, które warto wypróbować (cz.8).

Heeeej :)
Na koniec weekendu przychodzę do Was z luźnym wpisem na temat tanich kosmetyków wartych wypróbowania. Oczywiście nadal staram się trzymam się kwoty 10 zł :) Jak widzicie to już 8 część tej serii - co daje nam 40 tanich perełek kosmetycznych. Można kupić coś tanio? A no można :D Mam nadzieje, że uda mi się jeszcze stworzyć kilka(naście) postów w tej tematyce, a póki co zapraszam na dzisiejszy jeśli jesteście ciekawe co tym razem umieściłam w rankingu :)
Tak przedstawia się całość - jak widzicie trochę pielęgnacji, ale udało się też znaleźć 2 produkty do makijażu i od nich zaczniemy! :)
Tusz do rzęs Eveline - magnetic look (ok. 12-14 zł)
Wydaje mi się, że niejednokrotnie pisałam (chociażby w komentarzach u Was), że ogólnie bardzo lubię tusze Eveline. Wszystkie jakie miałam dawały bardzo ładny dzienny efekt. Do teraz używana przeze mnie zielona wersja bardzo ładnie przede wszystkim wydłuża rzęsy i delikatnie je podkręca. Co prawda dopiero po tym jak nieco wyschła daje w 100% zadowalający mnie efekt, wcześniej nabierała zbyt dużo tuszu i sprawiała nieco problemów. Teraz nie skleja, nie osypuje się i jak dla mnie na co dzień jest idealna. Do tego ma bardzo wygodną silikonową szczoteczkę, jak wiele tuszy tej marki zresztą np. sławny złoty Volume Celebrities ;) Cena co prawda przekracza 10 zł, ale często są obniżki na tą markę np. w hebe. Ja kupiłam ją na obniżkach w Rossmannie i wtedy kosztowała mnie mniej niż dyszkę :D
Puder do twarzy Essence - all about matt! (ok. 12-13 zł)
O tym produkcie pisałam osobną recenzję tutaj - więc nie będę się nad nim rozwodzić. W skrócie - ładnie wygląda na twarzy, jest całkowicie transparentny, nie daje efektu płaskiego matu, ani nie bieli twarzy. Nie jest to może puder idealny, ale myślę, że wart wypróbowania za taką cenę. Dla nie wymagających powinien być okej. Dodam tylko, że używałam go zimą - nie wiem jak zdałby egzamin w te letnie upały..
Krem do rąk Evree (ok. 8 zł)
Tutaj mój wieeeeeeelki, wieeeeeeeelki ulubieniec do rąk :D Co prawda lepiej od białej wersji widocznej na zdjęciu sprawdziła się u mnie czerwona (tutaj macie ich porównanie). Obie wersje jednak bardzo dobrze nawilżają dłonie, nie pozostawiają tłustej warstwy i pięknie pachną :) Jeśli do tego dodamy świetną cenę (często w promocji --> 5 zł) mamy krem idealny jak dla mnie! Na pewno skuszę się na pozostałe wersje i Wam też szczególnie je polecam jeśli jeszcze nie znacie :)
Peeling do ciała - Organic shop (ok. 10 zł)
Jeśli lubicie mocne zdzieraki to mam dla Was peeling niemal idealny, bo w działaniu był super. Co prawda w tej wersji nie byłam do końca zadowolona z zapachu. Ale wiele dziewczyn mówiło mi, że pozostałe są mega - więc im wierzę i na pewno wypróbuję :D Co do cen są na prawdę różne - sama kupowałam go kilka miesięcy temu za ok. 8 zł, a kilka dni temu z kolei widziałam go w sklepie za jakąś dyszkę. Tak czy siak produkt wychodzi bardzo korzystnie :) Jego pełna recenzja tutaj.
Szampon do włosów przeciw wypadaniu - receptury Babci Agrafii (poniżej 10 zł ?)
Już raz w tym zestawieniu polecałam Wam rosyjskie szampony do włosów, ale w nieco innym opakowaniu. Tym razem mam do polecenia wersję w 550 ml buteleczce i podobnie jak jej bracia dobrze radziła sobie z oczyszczaniem włosów. Dobrze odświeżała i w sumie robiła co miała robić - wiele od szamponów nie wymagam jak wiecie :) Na plus także fakt, że nie posiada w składzie sls-ów. Nie pamiętam tylko dokładnie za ile go kupiłam, w sklepach internetowych jest dostępny za 7-9 zł. Więc jak znacie ten produkt i orientujecie się w dokładnej cenie dajcie znać - będę wdzięczna ;)

Tak prezentuje się dzisiejsza 5 - jest Wam coś znane z tego zestawienia? :)
Co Wy umieściłybyście w kolejnym odcinku z tej serii? - koniecznie dajcie znać, chętnie poznam Wasze typy i być może właśnie one znajdą się w następnej części :)

Pozostałe wpisy z tej serii znajdziecie pod tym linkiem.
Czytaj dalej

Peeling arbuzowy od Bielenda - kolejny hit marki?

Heeeej :)
Jak wiecie jestem wielką fanką arbuza w każdej postaci - także w kosmetykach. Markę Bielenda też darzę sporą sympatią, więc jak tylko zobaczyłam ich nowy peeling do ciała wiedziałam, że w końcu będzie mój :D Jeśli jesteście ciekawe czy rzeczywiście okazał się wielkim hitem to zapraszam do czytania :)
Nasz peeling znajduje się w plastikowym opakowaniu o pojemności 200 ml. Opakowanie chociaż kolorowe jest miłe dla oka i charakterystyczne dla tej serii. Całość jest zamykania na klik - co jest bardzo wygodnym rozwiązaniem.
Mimo wygodnego dozownika produkt sprawia nieco problemów przy używaniu. Mam wrażenie, że zawiera w sobie bowiem sporo powietrza przez co trzeba się trochę pomęczyć przy wydobywaniu go z opakowania. Konsystencja jest dość gęsta z widocznymi w niej drobinkami cukru i pestek kokosa - o których wspomina producent. Jest ich całkiem sporo, a cukier nie rozpuszcza się zaraz po kontakcie z wodą.
Przy stosowaniu konsystencja wydaje się nieco tłustawa, jednak kosmetyk nie zostawia po sobie tłustej warstwy, której tak nie lubię. Po jego użyciu skóra jest wygładzona i oczyszczona. Mogę nawet przyznać producentowi rację odnośnie nawilżenia. Może nie jest to super nawilżenie jakie zapewnia balsam czy masło, ale widać delikatną różnicę porównując kąpiel w dniu gdy go używam, a gdy używam jedynie żeli pod prysznic.
Zapach jest rzeczywiście soczysty i czuć wyraźnie arbuza, więc zdecydowanie jest idealny na lato. Chociaż mówiąc szczerze zdążył się on mi nieco znudzić - chyba zbyt dużo arbuzowych kosmetyków używałam ostatnio i już woń arbuza mi się uprzykrzyła :D
 Na plus to, że jest to kosmetyk wegański - ucieszy ten fakt pewnie wiele osób :D Co do dostępności - myślę, że znajdziecie go w większości drogerii np. w hebe. Sama kupiłam go za bodajże 13 zł, ale na promocji bywa często za dyszkę :D

Znacie ten produkt? Jak u Was się sprawdził? A może macie inne kosmetyki z tej serii? - Mnie teraz mocno kusi masło kokosowe :)
Czytaj dalej

Nietucząca czekolada, czyli ryżowy puder Lovely moim okiem...

Heeeej :)
Motyw czekolady przewija się wśród kosmetyków kolorowych ostatnimi czasy bardzo często - powstała niezliczona ilość czekoladek, czyli palet cieni (tych oryginalnych i nie). Do tego sławne bronzery Bourjois, które zapewne posiada większość fanek makijażu. 
W kwietniu marka własna Rossmanna, czyli Lovely także dołączyła do tego grona wprowadzając do swojej oferty bronzery w dwóch odcieniach i puder ryżowy. Ten ostatni szczególnie mnie ciekawił i zaraz po kupnie podczas 'wielkich obniżek' po zrobieniu zdjęć zaczęłam testowanie. Jeśli jesteście ciekawe czy jest tak samo dobry jak pięknie wygląda to zapraszam do czytania :) Będzie sporo zdjęć! :D
Samo opakowanie produktu już przykuwa wzrok, bo wygląda pięknie! Nieco może słodko, przez dominujący róż, ale jak dla mnie jest to w granicach 'dobrego smaku' i podoba mi się. Używam go od końcówki kwietnia do teraz i mogę powiedzieć, że wiele się od tego czasu nie zmieniło --> nadal wygląda estetycznie, jedynie złote elementy nieco się starły.
Z kwestii technicznych - kartonowe opakowanie zamyka się na magnes, który działa do teraz, kiedy już powoli widać dno. Jego pojemność to 9 g. Producent zadbał o każdy szczegół, bo w samym pudrze mamy wytłoczony wzór czekolady. Całość od strony wizualnej jak dla mnie na wielki plus! ♥
Zapachem też powinna przypominać czekoladę według obietnic firmy. Tutaj też im się to udało, bo chociaż zapach nie jest w 100% naturalny to przypomina czekoladę. Mimo chemicznych nut nie jest nachalny i raczej nie wyczuwa się go już po nałożeniu. Większość z Was wie, że nie przepadam za takimi słodkimi woniami w kosmetykach, a tutaj jestem jak najbardziej zadowolona, więc myślę, że i większość będzie :D 
Jest to puder całkowicie transparentny, więc nie musimy się martwić o kolor i to czy będzie nam odpowiadał. Pomimo, że jest ryżowy nie bieli specjalnie twarzy - oczywiście wszystko zależy też od tego ile produktu nakładamy.. Jeśli chodzi o samo działanie to całkiem dobrze utrwala nasz makijaż i matuje cerę na kilka godzin. Nie jest to cały dzień, ale na co dzień jak dla mnie jest idealny. Na twarzy wygląda bardzo ładnie - nie daje efektu płaskiego matu, ani się nie 'ciastkuje'. 
Prawie zapomniałam o aplikacji - nakładam go pędzlem kabuki i jestem jak najbardziej zadowolona. Nie zauważyłam większego pylenia podczas aplikacji.
Producent obiecuje też nawilżenie (:DD) i zmniejszenie widoczności porów.. tsaaa :D Oczywiście ani 1 ani 2 nie zauważyłam, ale też i tego nawet nie oczekuje od pudrów. Z minusów mogę wymienić brak składu na opakowaniu.. Puder mnie nie uczulił, nie podrażnił - nie wywołał żadnych nieprzyjemnych skutków.
Jeśli chodzi o dostępność to dostaniecie go w Rossmannie, jak wszystkie inne produkty Lovely. Cena to 23,70 zł, sama na obniżkach kupiłam go za nieco ponad 10 zł :) 

Znacie ten puder? Jak sprawdził się u Was? :)
Czego aktualnie używacie? Jakie inne pudry transparentne możecie mi polecić? 
Teraz jestem ciekawa ryżowego od wibo - tym razem sypkiego :D
Czytaj dalej

Pasta węglowa Bielenda - jeden produkt, wiele zastowowań?

Heeeeej :)
Szał na kosmetyki z węglem trwa w najlepsze. Zaczęło się, jeśli się nie mylę od maseczek do twarzy Bielenda, potem były krem, żel i pasta do twarzy. Ja także szybko stałam się fanką węglowych produktów i nie poprzestałam na samych maseczkach, których powstało już teraz zresztą całkiem sporo. Stosunkowo szybko sięgnęłam po kolejny produkt Bielendy, czyli pastę węglową 3 w 1. To właśnie dzisiaj o tym produkcie chciałam Wam co nieco napisać, jako że testuje go już dłuższy czas i powoli dobija on dna. Jeśli jesteście ciekawe co o nim myślę to zapraszam :)
Nasz produkt znajduje się w plastikowej tubie o pojemności 150 ml zamykanej na 'klik', co jest bardzo wygodnym rozwiązaniem. Grafika jest podobna jak w wypadku maseczek i innych produktów z tej serii. Przeważa czerń i podglądnięcie, nawet pod światło zawartości tubki w celu skontrolowania ilości pozostałego produktu jest raczej niemożliwe. Dodatkowo w opakowaniu znajduje się sporo powietrza, więc tutaj także słabo z ocenieniem ilości na podstawie wyglądu tubki.
Na szczęście mimo obecności powietrza nie mamy żadnych problemów z wydobyciem pasty z opakowania. Samą konsystencję oceniłabym jako rzadką, ale nie spływającą z twarzy nawet gdy wybieramy 3 opcję i stosujemy pastę jako maseczkę. Zapach jest niezwykle przyjemny - mi kojarzy się z arbuzową gumą balonową :D
Według producenta nasz produkt możemy stosować na 3 różne sposoby: jako pasta myjąca, peeling i maseczka. Zacznę od ostatniego przeznaczenia, bo u mnie najlepiej się ono sprawdziło. Po nałożeniu maseczka nie spływa nam z twarzy i podobnie jak w wypadku saszetkowych masek tej firmy po jakimś czasie zasycha. Po jej zmyciu skóra jest przede wszystkim ładnie zmatowiona - myślę, że nie bez powodu producent określił 'maseczkę' jako matującą. Cera nie błyszczy się, jest gładsza i jakby delikatnie oczyszczona. Ogólnie efekty po jej zastosowaniu mogę porównać z tymi po zastosowaniu maseczek z tej serii :) Oczyszczenie może nie jest tak dobre, ale ogólnie działają podobnie.
Jako peeling produkt sprawdza się baaaaardzo przeciętnie, bowiem drobinek peelingujących jest 'tyle co kot napłakał'. Być może lepiej sprawdzi się u wielbicielek delikatniejszego zdzierania, ale ja wolę mocniejsze peelingi. Jako pasta myjąca delikatnie oczyszcza, ale nie jest to na pewno efekt 'skrzypiącej cery'. 
Jak to ma miejsce ze wszystkimi węglowymi produktami i ta pasta mocno brudzi wszystko w koło. Trzeba też uważać i porządnie zmyć ją z twarzy, jeśli nie chcemy pobrudzić ręcznika itd. Ale z tym już trzeba się liczyć kupując węglowe kosmetyki.. Zauważyłam też, że lubi wchodzić w rozszerzone pory - na szczęście nie mam ich wiele :D
Nie jest to produkt bez wad i zdaję sobie sprawę, że nie każdy może być zadowolony. Ja też mam mieszane uczucia, bo w sumie tylko jako maseczka u mnie spisuje się całkiem nieźle i na pewno wychodzi ekonomiczniej od maseczek w saszetkach. Bowiem w normalnej cenie kosztuje ok. 15 zł, a na promocji kupiłam ją nawet za dychę :) Co do dwóch pozostałych zastosowań --> mam już swoich ulubieńców, których nie przebiła. Dodam, że produkt jest raczej wydajny, bo używam jej już pewnie z 2 miesiące i jeszcze zostało mi jej na tydzień lub 2.

Znacie tą pastę? Jak sprawdziła się u Was? :)

Ps. Nie tak dawno firma wypuściła kolejne węglowe kosmetyki m.in. krem micelarny, szampon, maskę i odżywkę do włosów, peeling do ciała oraz maseczkę peel-off --> znacie któryś z tych produktów? :)
Czytaj dalej

Etykiety

4 pory roku AA Alterra alverde anatomicals avon Balea Balmi balsam do ciała balsam do ust Barwa bebeauty bell Bielenda Biolove catrice celia ciało denko dm efektima elfa-pharm eos essence Eveline Evree Farmona film Flormar Garnier gliss kur Golden Rose Green Pharmacy Himalaya hity roku Isana Joanna Kallos kobo kolastyna kolorówka kosmetyczne premiery kosmetyczni ulubieńcy krem bb krem cc krem do rąk krem do twarzy krem pod oczy książki kulturalne podsumowanie roku L'biotica lakier do paznokci lemax lifestyle Lirene liście manuka lovely makijaż Marion mariza maseczka do twarzy maseczki w płachcie maska/odżywka do włosów masło do ciała Maxfactor Maybelline mini recenzje miss sporty miyo mus do ciała muzyka my secret mydło do ciała i włosów Nacomi naklejki wodne naturalnie Neutrogena niekosmetyczni ulubieńcy nivea nowości oceania odżywka do paznokci olejek do twarzy Organic shop Organique organizacja Palmolive paznokcie peeling peeling do rąk peeling do skóry głowy peeling do twarzy perfecta pianka do twarzy pianka pod prysznic pielęgnacja pielęgnacja twarzy planet spa płyn micelarny podkład podróże pomadka promocja na kolorówkę w Rossmannie prywatnie Przegląd kulturalny puder Rimmel Rival de Loop rosyjskie kosmetyki bani agafii Sally Hansen Seche Vite serial serum skarpetki złuszczające soraya Stara Mydlarnia Sylveco szampon tag tanie kosmetyki Tatry tołpa tonik treaclemoon Tutti Frutti twarz Ulubione blogi usta Vipera wcierka wibo wieczorna pielęgnacja wishlista włosy wygląd bloga wyjazdowa kosmetyczka wzorki na paznokciach Yves Rocher zagraniczne kosmetyki ziaja żel do brwi żel pod prysznic
me & my passions © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka