Maska do włosów Garnier Fructis - Papaya Hair Food.


Jeśli chodzi o markę Garnier to jakoś nigdy nie było nam specjalnie po drodze.. Owszem miałam sławny różowy płyn micelarny i w sumie na nim skończyła się moja przygoda z tą marką. Jednak gdy na rynku pojawiła się nowa seria masek do włosów - Hair Food wiedziałam, że w końcu któraś z wersji będzie moja. W ten sposób na wakacjach do moich zbiorów trafiła do mnie wersja z papają, ale kusiła i nadal kusi mnie jeszcze bananowa :) Jeśli jesteście ciekawe czy maska przekonała mnie do kosmetyków tej marki to zapraszam do czytania.
Opakowanie produktu to plastikowy słoiczek o pojemności 390 ml. Wiem, że sporo dziewczyn pisało gdzieś w recenzjach, czy komentarzach, że to duża pojemność - dla mnie jednak nie jest taka wielka w porównaniu do litrowych kallosów :P Zresztą nawet wolę maski w takich większych pojemnościach.
Sam wygląd jest bardzo kolorowy - moim zdaniem miły dla oka i rzucający się w oczy na sklepowych półkach. Pierwsze co zachwyciło mnie po otwarciu maski w domu to zapach - mocno owocowy, słodki jakby tropikalny i niesamowicie intensywny! Czułam go nawet gdy leżał zakręcony w łazienkowej szafce! :D 
Nie wiem jak pachnie papaja, więc nie mogę stwierdzić na ile woń jest do niej zbliżona, ale miałam jakiś czas temu krem do rąk evree też w wersji papaja i to zuuuuupełnie inne zapachy. Ten nie jest tak męczący, także jeśli znacie ten kosmetyk to macie jakieś porównanie ;) W masce jest na prawdę apetyczny, więc zrozumiały jest napis na opakowaniu  'nie połykać' :D
Konsystencja jest gęsta i przyjemnie kremowa, nie ma jednak problemów z rozprowadzeniem maski na włosach. Porównałabym ją do budyniu, nie jest też tak wodnista jak niektóre kallosy. 
Producent na opakowaniu umieszcza 3 sposoby na stosowanie maski, co widzicie powyżej. Sama skorzystałam tylko z 2 i używałam jej jako odżywki lub maski. Za każdym razem włosy po użyciu były niesamowicie miękkie, gładkie, nawilżone i mięsiste. Do tego nie było żadnych problemów z ich rozczesaniem i na długo po myciu pachniały jeszcze owocowo! Muszę przyznać, że to chyba pierwsza maska, przy której zapach utrzymywał się u mnie tak długo :) Jednak należy uważać z ilością nakładaną na włosy, bo kilka razy miałam wrażenie, że delikatnie je obciążyła. Zwłaszcza jak wcześniej jeszcze stosowałam olej.. Minimalna ilość w zupełności wystarczy. Co przekłada się też i na jej wydajność. Na 3 sposób bez spłukiwania nie odważyłam się choćby właśnie ze względu na to obciążenie moich cienkich włosów mimo spłukiwania.
Bardzo spodobał mi się też pomysł z 'rozpisaniem' składu. Pierwszy raz spotykam się z takim omówieniem każdego składnika - duży plus za to się należy dla marki! :) Sam w sobie skład należy do bardzo przyjemnych, zwłaszcza na kosmetyk typowo drogeryjny. Ogólnie maska jest warta uwagi, chociaż to obciążanie znacznie ostudziło mój zapał do niej :D
Maskę znajdziecie na pewno w hebe i rossmannie. W cenie regularniej kosztuje ok. 25 zł, ale często można ją spotkać za ok. 18 zł. W ofercie znajduje się też wersja bananowa, jagody goji i macadamia. Niedługo też w sklepach ma pojawić się nowa wersja aloesowa :) 

Znacie te maski? Jak u Was się sprawdziły? Polecacie inne wersje?
Czytaj dalej

Aktualna wieczorna pielęgnacja twarzy - jesień 2018.


Czas na aktualizację kolejnej z serii prowadzonych na moim blogu. Tym razem podzielę się z Wami moją aktualną pielęgnacją twarzy. Muszę przyznać, że w ostatnich tygodniach moja cera była mocno kapryśna i ciężko było mi ją okiełznać. Na szczęście w ostatnich dniach sporo się poprawiło, więc mam nadzieję, że zostanie tak na dłużej. Chociaż już teraz dostrzegam kilka braków wśród aktualnie używanej gromadki - co nadrobię podczas listopadowych zakupów :)
Tak prezentuje się tym razem mój zestaw - pojawiło się kilka nowych produktów, ale jest też parę ulubieńców. Jeśli jesteście ciekawe co się u mnie sprawdziło, a co nie do końca to zapraszam na moje wstępne wrażenia :)
DEMAKIJAŻ - PŁYN MICELARNY EXPERT CZYSTEJ SKÓRY BIELENDA
Pierwszym kosmetykiem po który sięgam podczas wieczornej pielęgnacji jest płyn micelarny. Nadal jestem wierna takiej formie zmywania makijażu - tutaj nic się nie zmieniło ;) Nadal jestem też wierna temu gagatkowi od Bielendy, który radzi sobie doskonale ze zmywaniem makijażu i nie podrażnia oczu. Nie ma też mowy o wysuszeniu cery, nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że delikatnie ją pielęgnuje :) Zapach jest na tyle delikatny, że uprzyjemnia cały rytuał i nie męczy nosa. Do tego opakowanie płynu jest spore i można często je dorwać w fajnej cenie ok. 10 - 12 zł. Na zdjęciu widzicie końcówkę, ale nowe opakowanie jest już podmienione.
OCZYSZCZANIE I PEELING - MYDŁO SIARKOWE ELFA PHARM I PEELING SELFIE PROJECT
Kolejnym krokiem w mojej pielęgnacji jest oczyszczenie twarzy i zmycie pozostałości makijażu w tym celu używam od dawna mydełek z przyjemniejszymi składami. Tym razem nie załapały się one na zdjęcie, bo jeden egzemplarz już się kończył gdy robiłam zdjęcia i z wiadomych względów się do nich nie nadawał :D Są jednak dni, gdy zamiast mydła (zazwyczaj gdy w danym dniu nie wychodziałam z domu i nie miałam makijażu) lub też dodatkowo sięgam po peeling. Staram się o nim pamiętać zwłaszcza przed nakładaniem maski. Tym razem w tym celu służy mi produkt od Selfie Project. Jak już wspominałam w jednym z wpisów bardzo go lubię. Ma spore drobinki dzięki czemu zapewnia konkretny peeling, a dzięki zawartości glinki daje uczucie porządnego oczyszczenia cery.
TONIZOWANIE - NORMALIZUJĄCY TONIK DO TWARZY VIANEK
Tutaj mamy jedną z nowości w mojej pielęgnacji, którą stosuję już ponad miesiąc i bardzo się z nią polubiłam. Ma przyjemny miętowy zapach dzięki któremu daje świetne uczycie odświeżenia cery. Do tego doskonale przygotowuje skórę na kolejne etapy pielęgnacji i wierzę producentowi na słowo, że przywraca cerze naturalne pH :D
PIELĘGNACJA - KREM-MASKA DO TWARZY TOŁPA I SERUM ZIELONA HERBATA BIELENDA
Tutaj kolejne nowości, które podobnie jak i w poprzednich odsłonach stosuje w zależności od potrzeb mojej cery. Kiedy pojawiają się na niej niedoskonałości sięgam po serum Bielenda, chociaż muszę przyznać, że nie działa tak fajnie jak mój ulubieniec z kwasem migdałowym. Musiałam się wspomagać w walce z niedoskonałościami maścią Benzacne (której zapomniałam do zdjęć :D). Chociaż nie mogę go też nazwać złym produktem, bo jest niezły, ale więcej zdradzę Wam osobnym poście na jego temat. Zaś gdy cera domaga się nawilżenia sięgam po produkt Tołpy, którego z początku się obawiałam. Miałam już bowiem podobny produkt tej marki, który się u mnie nie sprawdził. Ten jednak wzbudził we mnie pozytywne pierwsze wrażenie, ale by ocenić go dokładnie potrzebuję jeszcze trochę czasu.
PIELĘGNACJA - KREM POD OCZY OILLAN
Kolejna nowością, znowu całkiem udaną jest krem pod oczy Oillan. Muszę przyznać, że nigdy jakoś specjalnie nie kusiła mnie ta firma, ale krem okazał się pozytywnym zaskoczeniem. Polubiłam go przede wszystkim za przyjemną, nieco treściwą powiedziałabym konsystencję. Dzięki niej produkt przyjemnie nawilża delikatne okolice oczu i w końcu znalazłam produkt, który używam (w miarę) regularnie :)
PIELĘGNACJA - BALSAM DO UST EVREE
Tutaj produkt, który już możecie znać z poprzednich odsłon, a który bardzo polubiłam. Ma mega przyjemną konsystencję - co prawda w słoiczku wydaje się mocno zbita, ale pod wpływem ciepła zamienia się w przyjemny olejek, który natychmiastowo przynosi ulgę ustom. Nie nadaje się przez słoiczek może do stosowania na zewnątrz, ale w domu taka forma nie stanowi dla mnie problemu. Dodatkowo przez swoją konsystencję jest na prawdę wydajnym produktem!
PIELĘGNACJA - MASECZKI DO TWARZY
Maseczki nie są produktem po który sięgam każdorazowo, chociaż nie ukrywam, że jestem ich maniaczką i mogłabym je stosować nawet codziennie! :D W każdym razie są idealnym uzupełnieniem pielęgnacji i u mnie miały duży wpływ na poprawienie stanu cery. Z tego grona Perfecta wywarła na mnie całkiem fajne wrażenie - przyjemnie koi cerę, która po użyciu jest gładziutka :) Maski Marion nie używałam zbyt regularnie (użyłam jej może 2-3 razy), bo chciałam zużyć najpierw wszystkie zalegające u mnie saszetki. Ale pierwsze wrażenie wskazują, że będzie całkiem przyzwoita - może nie szałowa, ale niezła. Postaram się o obu jeszcze wspomnieć ;) Do dwójki ze zdjęcia dołączy na pewno jakaś glinka, bo to produkt o którym wspomniałam na wstępnie - brakuje mi czegoś typowo oczyszczającego :)

Znacie produkty z dzisiejszego zestawienia? - Jak u Was się sprawdziły?
Jak wygląda u Was pielęgnacja twarzy? Stosujecie podobną ilość produktów, czy jest ich może nieco więcej?
Czytaj dalej

Podkład 'mineralny' za grosze - Ingrid Silk & Lift. Jak hit internetu sprawdził się u mnie.


Na dzisiaj wyjątkowo zaplanowałam recenzję kosmetyku do makijażu. O podkładzie 'mineralnym' od Ingrid było swego czasu bardzo głośno na blogach czy youtube. Wiele osób pokazywało go w ulubieńcach, że i ja po pewnym czasie zdecydowałam się na jego kupno. Jak się sprawdził u mnie i jak go oceniam? - O tym przekonacie się czytając wpis :)
Podkład zamknięty w miękkiej plastikowej tubie z zakręcanym zamknięciem. Pamiętam, że kupując go był on dodatkowo zabezpieczony taśmą także miałam pewność, że nikt wcześniej nie otwierał mojego egzemplarza. Jeśli chodzi o wygląd to prezentuje się całkiem nieźle jak dla mnie - nie można mu nic zarzucić pod tym względem :)
Zapach jest nie szczególnie przyjemny - trochę pachnie jak inne tanie podkłady. Ale nie ma też tragedii i nie przeszkadza w aplikacji - nie jest wtedy zbytnio wyczuwalny. Jeśli chodzi o gamę kolorystyczną to aktualnie w ofercie z tego co widzę znajdziemy 5 kolorów. Gdy kupowałam go wiosną w ofercie było ich 4 i moja - 29 w odcieniu porcelanowym była wtedy najjaśniejsza. Kupując obawiałam się nieco różowych tonów, ale w drogeryjnym świetle wydawała mi się dla mnie najbardziej odpowiednia. W domu okazało się jednak, że jak na wiosnę jest zdecydowanie za ciemna, zwłaszcza, że jak się okazało po czasie kolor ciemnieje. W ten sposób czekała na lato i dopiero wtedy, gdy cera nabrała koloru wydał się być odpowiedni. 
źródło
Także dobrze, że producent pokusił się na nowy kolor - jeszcze jaśniejszy (280). Na zdjęciu powyżej możecie zobaczyć wszystkie dostępne odcienie. Najjaśniejszy - najnowszy wygląda na prawdę jaśniutko, ale warto pamiętać przy wyborze odpowiedniego koloru, że podkład po nałożeniu ciemnieje. Poniżej możecie zobaczyć jak wyglądała moja 29, która znajduje się po prawej. Po lewej jest bodajże rozświetlający podkład z bell (dostępny w biedronce) w kolorze 01 light beige. Nie jestem tego w 100% pewna, bo zdjęcia robiłam w marcu, ale najprawdopodobniej to był on :)
Jak można też zauważyć oba podkłady znacznie różnią się konsystencją - podczas gdy bell był rzadki, Ingrid należał do tych gęstych. Pierwsza próba nałożenia go palcami zakończyła się klęską - wyglądał tragicznie! Bardzo ciężko było go rozprowadzić w odpowiedniej ilości przez co tworzył efekt maski i wyglądał na prawdę źle. Podjęłam wtedy jeszcze kilka prób, ale za każdym razem wyglądał tak samo źle, zwłaszcza, że był stanowczo za ciemny. Sytuacja zmieniła się dopiero latem, gdy podjęłam próby nałożenia go gąbeczką. Taki sposób aplikacji okazał się strzałem w 10! Wtedy nałożony na prawdę w małej ilości i przypudrowany wyglądał zaskakująco ładnie! Jeśli chodzi jeszce o różowe tony to na buzi zdecydowanie ich nie dostrzegam, dopiero podczas zmywania mam wrażenie, że na waciku są one niekiedy delikatnie widoczne. Ale ogólnie 29 należy raczej do tych beżowych, aczkolwiek nieco ciemnych kolorów.
Patrząc na skład myślę, że nazywanie go 'mineralnym' jest zdecydowanie określeniem nad wyraz :D Bo ani nie jest on krótki, ani zbytnio 'naturalny'.
Warto jeszcze wspomnieć, że dzięki konsystencji krycie jest całkiem dobre. Mogę nawet pokusić się o stwierdzenie, że podkład należy do jednego z najbardziej kryjących jeśli chodzi o tanie podkłady jakie miałam okazję stosować. Wiadomo, że daleko mu do np. Revlona, ale jest na prawdę nieźle ;)
Podsumowując trzeba z nim się trochę pobawić, żeby uzyskać zadowalający efekt. Nie należy przesadzać przede wszystkim z ilością i jeśli macie jasną cerę to warto poczekać na lato z jego kupnem, albo wypróbować najnowszy nr 280 - być może będzie odrobinę jaśniejszy (ciężko mi stwierdzić, bo nie widziałam nawet testera) :) 
Podkład znajdziecie w drogeriach internetowych oraz stacjonarnie tam gdzie dostępne są szafy Ingrid, czyli na pewno w Naturze, bo tam właśnie go kupowałam. Być może będzie też w Hebe. Jego ceny z tego co zdążyłam się zorientować wahają się między 8-13 zł. Sama dorwałam go jeszcze taniej za 6 zł - z tego co pamiętam podczas jakiś promocji typu -50%.

Znacie tego gagadka? Jak się u Was sprawdził?
Czytaj dalej

Sobotnie spa, czyli moja wieczorna pielęgnacja (3) - jesień 2018.


Jak mogliście zauważyć w ostatnim czasie na blogu wzięłam się za nadrabianie zaległości w prowadzonych przeze mnie seriach. Jedne serie publikowałam całkiem regularnie, a z innymi szło mi nieco gorzej. Wpisy z serii sobotnie spa, czyli moja wieczorna pielęgnacja mogę zaliczyć niestety do tej drugiej grupy. Ostatni post pojawił się bowiem (o zgrozo!!) jakoś półtora roku temu! Zupełnie nie wiem dlaczego skoro jak nie raz wspominałam lubię pisać wpisy z takimi 'zbiorczymi zestawieniami'. Chyba trochę zapomniałam o tej serii, ale już nadrabiam i zapraszam Was na jesienną odsłonę ;)
Tak prezentuje się mniej więcej całość. Wiadomo, że nie zawsze używam wszystkich produktów ze zdjęcia, ale chciałam pokazać taki pełny zestaw, który zabieram pod prysznic. Tyle słowem wstępu, a teraz czas po kolei opisać poszczególne produkty.
Zacznę od produktu, który nakładam około godzinę przed myciem. Oczywiście nie zawsze mam czas i chęci na olejowanie, ale staram się minimum raz w tygodniu to robić ;) Na zdjęcie już praktycznie ostatnim rzutem załapał się rosyjski olej, który był na prawdę świetny! Jeśli śledzicie mnie w miarę na bieżąco to z recenzji wiecie jak bardzo przypadł mi do gustu.
Kolejny krok w mojej wieczornej rutynie to peeling, który przygotuje twarz przed nałożeniem maseczki. Tym razem używam peelingu Selfie Project z Rossmanna i muszę przyznać, że to jeden z lepszych peelingów jakie miałam. Nie jest to moje pierwsze opakowanie, bo na prawdę lubię do niego wracać. Zawiera on drobinki w postaci pestek moreli, które świetnie radzą sobie z usuwaniem skórek. Do tego w składzie znajdziemy glinkę, która daje świetne uczucie oczyszczenia. Podsumowując - dobry i tani produkt, zdecydowanie wart wypróbowania ♥
MASKA BĄBELKOWA - AA
Jeśli chodzi o maseczki to zazwyczaj wolę te w większych opakowaniach, ale zdarza się mi też stosować saszetki. Postanowiłam zamieścić tutaj bąbelkową, która ostatnio stała się dość popularna. Pisałam o nich na moim instagramie, ale stwierdziłam, że i tu o warto o nich wspomnieć. Główna zaleta tych maseczek to jak można domyślić się sam efekt bąbelek i przyjemne uczucie musowania podczas aplikacji. Chociaż muszę przyznać, że trwa ono króciutko, a sama maska jest wręcz błyskawiczna! Efekty zdecydowanie nie są spektakularne, ale dzięki delikatnemu 'masażowi' jest wręcz idealna na wieczorne spa po ciężkim dniu/tygodniu! Gdyby była jeszcze tańsza, bo według mnie nie jest warta swojej regularnej ceny, zważywszy na jej bardzo oszczędną pojemność (2x4 ml).
ŻEL POD PRYSZNIC - LUKSJA
Jeśli chodzi o żele najważniejszy jest dla mnie zapach i tutaj wystarczają mi najtańsze żele Isany czy Balea. W tej kategorii nie jestem zbyt wymagająca - mają myć, pachnieć i tyle :D Nie sięgam za często po duże opakowania myjadeł, ale na jednej z promocji w Rossmannie skusiłam się na pół litrowy żel Luksja. Który okazał się zresztą bardzo dobrym produktem - ślicznie owocowo pachnie i do tego ma przyjemną kremową konsystencję. Jak dla mnie jest dużo lepszy od dove, którego fenomen średnio rozumiem :P
 
PEELING - ORGANIC SHOP
Pod prysznicem nie może zabraknąć też i peelingu do ciała. Jeśli chodzi o markę Organic shop to jak dla mnie oferuje jedne z najlepszych peelingów! Miałam zarówno wersję w wielkich słoikach (450 ml), jak i te mniejsze (200 ml). Oba zapewniają porządny peeling dzięki zawartości bardzo dużej ilości drobinek - fanki mocnego zdzierania będą na pewno zadowolone. Dodatkowo te w większych wersjach mają genialne zapachy! Z tymi mniejszymi nie do końca trafiam w swoje gusta, ale tym razem nie jest źle. Bambusowy wariant pachnie dość świeżo i przyjemnie, będzie idealny na lato :)
MUS DO CIAŁA - NEUTROGENA
O nawilżenie po prysznicu tym razem dba mus od Neutrogena, który od dłuższego czasu mnie kusił. Muszę jednak przyznać, że z wszystkich przedstawionych tu produktów ten najbardziej mnie rozczarował. Głównie przez konsystencję, która krótko mówiąc jest dziwna. Więcej zdradzę w recenzji,ale na pewno nie zachęca od do regularnego używania.
SZAMPON - BANIA AGAFII
Kolejny produkt do włosów od Babuszki i kolejny udany produkt :) Dobrze radzi sobie z myciem włosów, nawet po olejowaniu! Do tego ma przyjemną cenę, ogólnie szampony to jedne z moich ulubionych produktów tej marki. Jeśli nie znacie - warto nadrobić!
MASKA DO WŁOSÓW - GARNIER
Na koniec kolejny internetowy hit, co do którego.. mam mieszane uczucia. Na pewno cudownie pachnie! Od pierwszego użycia jestem oczarowana tym zapachem :) Co do działania mam mieszane uczucia, więc jeszcze powstrzymam się od dokładnych ocen. Na pewno jeszcze wspomnę o tym produkcie :)

To wszystko, jak widzicie coś mało jesienna ta moja odsłona :D W kolejnej zapewne będzie więcej otulających zapachów, jak zużyję to co mam :)
Znacie któryś z produktów? Jak u Was się sprawdził?
Jak u Was wygląda takie wieczorne spa?
No i oczywiście dajcie znać co myślicie o samej serii i czy chcecie kolejne odcinki :)
Czytaj dalej

Denko - wrzesień, październik 2018.


Październik zmierza ku końcowi, więc czas podsumować go ostatnim wpisem z dwumiesięcznym denkiem. Swoją drogą to już przedostatni wpis z tej serii w tym roku.. Początkowo myślałam, że minione miesiące nie będą zbytnio obfitować w zużycia, jednak ostatecznie zebrała mi się nie mała gromadka. Zwłaszcza, że zrobiłam mały przegląd kolorówki.. 
Mam jednak wrażenie, że ostatnio trafiło mi się sporo słabych produktów, czy nawet kilka wyjątkowych bubli! Jednak będzie też kilka fajnych produktów, z których w sumie większość to stali już bywalcy w moich zbiorach :D Bez przedłużania zapraszam do czytania! :D
Zacznę od trzech kosmetyków, których zdjęcie mi gdzieś zaginęło w akcji, ale sokole oko dostrzeże je na zdjęciu zbiorowym :D
Jeden z niewielu kosmetyków marki, który się u mnie zupełnie nie sprawdził. Zdzieranie było na prawdę słabe - praktycznie zerowe dla mnie. 
~ Krem do rąk Anida
W sumie to taka większa próbka, która przypadła mi do gustu. Dobrze nawilżała dłonie i nawet z tego co pamiętam miała mocznik na drugim miejscu. Co prawda mam swoich ulubieńców do kremowania dłoni, ale możliwe, że poszukam pełnowymiarowego opakowania na sklepowych półkach :)
✔ Zmywacz Isana
Ulubieniec! Świetnie radzi sobie nawet z ciemnymi lakierami, czy brokatami.
~ Żel pod prysznic Balea - truskawka i awokado
Żel zdecydowanie pachniał truskawką, awokado było jak dla mnie niewyczuwalne. Mimo to, żel był na prawdę przyjemny pod względem zapachu. W kwestii działania też nie ma co mu zarzucić, bo robił co miał robić.
✘ Żel pod prysznic Biolove - smoczy owoc
Jakoś nie do końca przekonują mnie naturalne żele pod prysznic tej firmy. Mają bardzo rzadką konsystencję, przez co są niezbyt wydajne, słabo się pienią i przede wszystkim zapachy nie są szczególnie szałowe. Ta wersja i tak była lepsza od maliny, którą miałam wcześniej, ale i tak uważam, że była słabo odwzorowana i woń była nieco chemiczna.
✘ Pianka pod prysznic Balea - sernik truskawkowy
Nie jestem fanką pianek jeśli chodzi o mycie - mam wrażenie, że radzą sobie pod prysznicem słabiej niż żele. Raz na jakiś czas są okej, ale na dłuższą metę nie dla mnie. Tutaj woń była słodka i nieco mdła, dlatego niezbyt mi podpasywała.
Największym atutem tego balsamu jest zdecydowanie zapach! Do tego miał ciekawą konsystencję, przez co chętnie po niego sięgałam. Działaniem może nie powalał, ale na okres letni był całkiem fajnym rozwiązaniem.
✘ Odżywka do włosów Kallos - mango
Jak wiecie lubię maski tej firmy - jak na tak niską cenę są na prawdę fajne. Jednak wersja z mango niezbyt przypadła mi do gustu, a w końcowych tygodniach jej używania już ją męczyłam. Nie jestem bowiem zbytnią fanką tego owocu, a dodatkowo miałam wrażenie, że miała słabsze działanie od innych wersji. Zamiast 'maski' na opakowaniu pojawiła się 'odżywka' więc może coś przy niej zmieniali (?).
 ✔ Szampon Barwa - pokrzywowy
Widzicie go już nie po raz pierwszy i spisuje się na prawdę fajnie :) Dobrze oczyszcza włosy, czyli robi co ma robić. Ostatnio zauważyłam, że moje włosy się nieco przyzwyczaiły do niego, ale i tak za jakiś czas się spotkamy po przerwie.
Myślę, że nie przesadzę nazywając go jednym z najlepszych olejów do włosów :) Moje włosy bardzo się z nim polubiły, po jego zastosowaniu były nawilżone, dociążone i błyszczące.  
Mimo, że poprzednia wersja przeciw przetłuszczaniu się włosów bardzo przypadła mi do gustu to ta okazała się dużo słabsza. Drobinki były dużo, dużo mniejsze i ciężko było sam peeling dobrze rozprowadzić tak, by dotarł do skóry głowy. Działanie więc było dużo słabsze od wcześniej wspomnianej wersji, dlatego jeśli zastanawiacie się którą z wersji wybrać to.. już wiecie ;)
Znana chyba już wszystkim wcierka i u mnie całkiem fajnie się sprawdziła. Chociaż nie spełniła wszystkich obietnic producenta to była na prawdę niezła - zwłaszcza za tak niską cenę, chętnie do niej wrócę.
✘ Arbuzowa woda Balea
Nie widziałam za bardzo zastosowania dla niej - podczas aplikacji dodatkowo dziwnie się pieniła, więc już do niej nie wrócę.
Przez przyjemny chłód jaki zapewniała maska z przyjemnością sięgałam po nią latem. Efekt po jej zastosowaniu tez nie był zły - buzia była przyjemna w dotyku i przede wszystkim zauważyłam, że miała delikatny wpływ na rozszerzone pory (wraz z innymi kosmetykami do pielęgnacji twarzy).
Ta wersja nie przypadła mi do gustu za bardzo, mimo, że na początku użytkowania zapowiadało się na prawdę dobrze. Na dłuższą metę mnie zapchała, więc nie wrócę do niej ponownie.
To co przeszłam z tym peelingiem to dłuuuga historia. W skrócie zawartość okazała się nie taka jaka być powinna przez co już do niego nie wrócę.
✔ Płyn micelarny Bielenda
Mój wielki hit jeśli chodzi o demakijaż, często do niego wracam - tym razem też nie było inaczej :) 
Niekwestionowany ulubieniec, do którego zawsze wracam! Chwalę go za każdym razem jak go pokazuję, wiec może tym razem sobie daruję :D 
✘ Krem do twarzy Ziaja
 Bubel jakich mało - miałam do niego kilka podejść, ale za każdym razem miałam wrażenie, że ma negatywny wpływ na stan cery i ją zapycha. Ostatecznie zużyłam go jako balsam do ciała.
~ Podkład do twarzy Bielenda
Całkiem przyjemny podkład na lato, który kosztuje niewiele. Chociaż nie jest idealny ładnie wygląda na twarzy i jest bardzo lekki. Jednak trzeba uważać na kolory, bo 1 jest dość ciemna - u mnie była idealna latem, teraz zaczynała być już nieco za ciemna. 
✘ Podkład do twarzy Ingrid
Sławy podkład za grosze, mi podczas jego używania towarzyszyły mocno mieszane uczucia. Ostatecznie mogę stwierdzić, że miłości z tego nie będzie. Trzeba było się mocno postarać, żeby wyglądał jako tako na twarzy. Kolor znowu jest dość ciemny, będzie okej tylko w cieplejszych miesiącach. Więcej spodziewajcie się na dniach w recenzji :)
~ Gabeczka do makijażu Hebe
Była całkiem fajna, chociaż miałam wrażenie, że szybko zrobiła się twarda. Ale jest tania, więc można jej to wybaczyć, może się jeszcze spotkamy :)
Hit wielu osób, a dla mnie totalny bubel! Nawilżenie jest znikome, dla mnie stanowczo za słabe. Ostatecznie zużyłam jakąś połowę opakowania, po czym zmienił się w nim zapach, więc bez żalu się rozstajemy. Więcej na pewno go nie kupię!
~ Tusz do rzęs Lash Sensational - Maybelline
Początkowo byłam nim niemal rozczarowana, bo przez mokrą konsystencję mocno sklejał rzęsy. Jak poleżał i nieco wysechł dawał całkiem niezły efekt, ale było to już praktycznie pod koniec opakowania. Jednak nie było to nic spektakularnego, więc nie wiem czy się spotkamy. Podobny efekt daje jak dla mnie sławny żółty tusz Lovely, a z podobnej półki cenowej mam już swojego ulubieńca :)
✔ Żel do brwi Lovely 
Stały element mojej kosmetyczki - idealny do szybkiego podkreślenia brwi i do tego mega tani.
~ Pomadka Isa Dora - 01 Nude Attitude
Ach co to była za pomadka! Dzięki niej w końcu odkryłam swój idealny kolor na co dzień :) Piękny dzienny nude z odcieniami różu - jestem na etapie szukania tańszego zamiennika, także.. ktokolwiek widział ktokolwiek wie :D
Na koniec ostatnio zużyte saszetki.. Z powyższego grona największym hitem okazała się maseczka Vianka - jeszcze nie raz o niej wspomnę :) Miło wspominam też Soraya, która miała obłędny zapach i maski Marion, do reszty nie wrócę :)

Uff.. dobrnęliśmy do końca :)
Coś znacie? Podzielacie moją opinię?
Czytaj dalej

Etykiety

4 pory roku AA Alterra alverde anatomicals avon Balea Balmi balsam do ciała balsam do ust Barwa bebeauty bell Bi-es Bielenda Biolove catrice celia ciało cienie do brwi denko dermena dm Dr.Konopka's ecocera efektima elfa-pharm eos essence Eveline Evree Farmona film Flormar Garnier gliss kur Golden Rose Green Pharmacy Himalaya hity roku Holika holika Ingrid Isana Jantar Joanna Kallos kobo kolastyna kolorówka korektor pod oczy kosmetyczne premiery kosmetyczni ulubieńcy krem bb krem cc krem do rąk krem do twarzy krem pod oczy książki kulturalne podsumowanie roku L'biotica La Rive lakier do paznokci lemax lifestyle Lirene liście manuka Loreal lovely Luksja makijaż Marion mariza maseczka do twarzy maseczki w płachcie maska/odżywka do włosów masło do ciała Maxfactor Maybelline mini recenzje miss sporty Miya miyo mus do ciała muzyka my secret mydło do ciała i włosów Nacomi naklejki wodne Natura Estonica naturalnie Neutrogena niekosmetyczni ulubieńcy nivea nowości oceania odżywka do paznokci Oillan olej do włosów olejek do twarzy Organic shop Organique organizacja Originals Palmolive paznokcie peeling peeling do rąk peeling do skóry głowy peeling do twarzy perfecta pianka do twarzy pianka pod prysznic pielęgnacja pielęgnacja twarzy planet spa płyn micelarny podkład podróże pomadka promocja na kolorówkę w Rossmannie promocja na pielęgnacje twarzy w Rossmannie prywatnie Przegląd kulturalny przegląd marki puder Rimmel Rival de Loop rosyjskie kosmetyki bani agafii Sally Hansen Seche Vite selfie project serial serum skarpetki złuszczające soraya Stara Mydlarnia Sylveco szampon tag tanie kosmetyki Tatry tołpa tonik top coat treaclemoon Tutti Frutti twarz Ulubione blogi usta Venus Vianek Vipera wcierka wibo wieczorna pielęgnacja wishlista włosy wygląd bloga wyjazdowa kosmetyczka wzorki na paznokciach Yves Rocher zagraniczne kosmetyki ziaja żel aloesowy żel do brwi żel pod prysznic
me & my passions © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka