Nowe prebiotyczne maseczki Smoothie Mask od Bielenda - detoksykująca, normalizująca, energetyzująca i nawilżająca.


Jakiś czas temu w Rossmannie można było kupić sporo rodzai maseczek do twarzy w obniżonych cenach. Sama oczywiście skorzystałam z tej okazji i skusiłam się m.in na stosunkowo nową serię od Bielendy - Smoothie Mask. Zdążyłam już wypróbować wszystkie 4 wersje, więc postanowiłam napisać na ich temat zbiorowy wpis. Jak wypadły i która była najlepsza? - tego dowiecie się czytając dzisiejszy post :)
Zanim przejdę do opisu każdej z masek, napiszę o tym co łączy maski. Zaczynając od opakowania - każda z maseczek znajduje się w saszetce w kształcie butelki, która od razu przyciąga wzrok. Różnią się jedynie kolorami i nadrukiem owoców. Według producenta saszetka o pojemności 10 g ma wystarczyć nam na 2 użycia i rzeczywiście maski jest na tyle dużo, że spokojnie wystarcza na tyle. Konsystencja każdej z masek jest lekka, taka kremowo - żelowa. Co prawda przy masce zielonej z kiwi i awokado producent wspomina o tym, że ma być żelowa, ale nie różni się niczym od pozostałych ;) Każda z nich w sporej części się wchłania, ale i tak konieczne jest zmycie, które jest raczej bezproblemowe.

PREBIOTYCZNA MASECZKA DETOKSYKUJĄCA - BRZOSKWINIA I PAPAJA
Pierwszą maską po jaką sięgnęłam była wersja z papają i brzoskwinią. Jeśli chodzi o zapach to oba owoce były w niej wyczuwalne, raczej bez dominacji któregoś z tej dwójki. Nie był to jednak 'czysty' owocowy zapach, przywodził mi przy pierwszym użyciu na myśl jakieś lekarstwa w proszku :P Za drugim razem jakoś bardziej się do niego przekonałam i już tego nie czułam. Ogólnie był całkiem fajny :) Jeśli chodzi o działanie to po użyciu maski rzeczywiście cera była wygładzona i gładka. Nie był to jednak efekt długotrwały i już następnego dnia zauważyłam, że maska nie poradziła sobie z suchymi miejscami na twarzy, które wymagały dodatkowego nawilżenia. Dodatkowo koloryt cery po użyciu był wyrównany.

PREBIOTYCZNA MASECZKA NORMALIZUJĄCA - KIWI I AWOKADO
Kolejną wypróbowaną przeze mnie wersją była normalizująca z kiwi i awokado. Muszę przyznać, że jeśli producent opisał ją tak, jakby była wręcz idealna dla mojej cery. Chociaż zapachowo najmniej mnie kusiła, więc może zacznę od tej kwestii.. Po otwarciu na początku czułam kiwi, ale po chwili stwierdziłam, że pachnie jakby cytrusowo. Dokładniej woń skojarzyła mi się z jakimś odświeżaczem do powietrza :D Nie jest może źle - bardzo orzeźwiająco i świeżo moim zdaniem, ale nieco chemicznie. W przeciwieństwie do pozostałych wersji nie wyczuwam mlecznych woni. Po nałożeniu i odczekaniu odpowiedniego czasu zauważyłam, że maska w znacznym stopniu się wchłonęła (wcześniej nie zwróciłam na to uwagi). Noszeniu maski z kolei moim zdaniem towarzyszyło przyjemne, aczkolwiek delikatne uczucie chłodu. Po zmyciu skóra była przede wszystkim odświeżona i przyjemnie matowa, a koloryt ujednolicony. Nawilżenia raczej nie zauważyłam, ale wygładzenie i miękkość owszem. Maska jak dla mnie jest fajna przede wszystkim właśnie dla cer mieszanych dla takiego odświeżenia, cery suche może nie do końca zadowolić, ze względu na brak nawilżenia.

PREBIOTYCZNA MASECZKA ENERGETYZUJĄCA - BANAN I MELON
Jako trzecią wypróbowałam wersję z melonem i bananem. Od razu napiszę, że bardzo lubię wonie tych owoców w kosmetykach, więc liczyłam na na prawdę fajny zapach! No i muszę przyznać, ze jestem w pełni usatysfakcjonowana, bo zapachy zarówno melona jak i banana są dobrze wyczuwalne :) Dominuje jak dla mnie chyba ten pierwszy, ale ogólnie zapach jest na prawdę przyjemny owocowo - jogurtowy, szkoda jedynie, że nie jest bardziej wyczuwalny. Ze wszystkich masek z tej serii zapach jest moim zdaniem najbardziej udany :) Jeśli chodzi o działanie to jest ono bardzo podobne do tego w pierwszej wersji - skóra jest wygładzona, miękka i delikatnie nawilżona, ale nie jest to na pewno efekt długotrwały.

PREBIOTYCZNA MASECZKA NAWILŻAJĄCA - TRUSKAWKA I ARBUZ
Ostatnią maską do wypróbowania była wersja z truskawką i arbuzem. Jak wiecie jestem fanką arbuzowych woni, więc tutaj znowu moje oczekiwania były spore. Niestety się zawiodłam dość mocno, bo nie czuje truskawki, a tym bardziej arbuza :( Zapach kojarzył mi się z.. wiśniami tym razem :D Pod tym względem maska wypada chyba najsłabiej z całej czwórki. Jeśli chodzi o działanie to jak możecie się domyśleć było bardzo podobnie jak w wypadku poprzednich rodzajów. Cera była wygładzona i ten efekt utrzymywał się jeszcze kolejnego dnia. Mimo, że miała być nawilżająca to tak jak wcześniej szału nie było, nawilżenie określiłabym jako delikatne, następnego dnia nie zauważalne. 

Podsumowując maseczki nie różnią się zbytnio działaniem, a jedynie zapachami, które swoją drogą nie są jakieś szałowe. Liczyłam tutaj na coś zdecydowanie dużo lepszego! Jedynie w wypadku maseczki zielonej z kiwi i awokado widzę nieco inne efekty od tych w pozostałych i właśnie tą maskę bym wyróżniła. Cery mieszane mogą być całkiem  zadowolone z jej przyjemnego działania, dlatego w moim rankingu umieszczam ją na pierwszym miejscu. Na drugim ze względu na najlepiej oddany zapach znajduje się żółta maseczka z bananem i melonem. Natomiast na trzecim i czwartym odpowiednio pomarańczowa - brzoskwinia i papaja i różowa - truskawka i arbuz. Tu różnice są minimalne, bo działają podobnie. Pomarańczowa ma odrobinę lepszy zapach. Każda z masek jest fajna przed jakimś wyjściem, bo na działanie długotrwałe nie ma co liczyć :D Ogólnie są przyjemne, ale moim zdaniem bez szału, raczej tak do jednorazowego spotkania. Dobrze polować na nie na promocji, bo w cenie regularnej kosztują ok. 5 zł - dla mnie nie mało jak na taką pojemność i działanie. Na promocji za 3,50 zł (jak je kupiłam) już do przeżycia :P Znajdziecie je m.in w Rossmannie.

Znacie już te maseczki? Jakie macie zdanie na ich temat?
Czytaj dalej

Szampon do włosów Petal Fresh zwiększający objętość - mięta i rozmaryn. Czy jest wart Twojej ceny?


Produkt, który dzisiaj Wam przedstawię wpadł do mojego koszyka podczas promocji 2+2 na naturalne kosmetyki w Rossmannie. Wcześniej wiele osób go polecało, więc znowu uległam pozytywnym opiniom :D Wybór rodzaju szamponu był prosty - uznałam, że wersja dodająca objętości będzie idealna dla moich cienkich włosów. Czy tak było? Zapraszam do czytania :)
Szampon znajduje się w plastikowej butelce o pojemności 355 ml wykonanej z zielonego, ale przeźroczystego plastiku. Dzięki temu można bez problemu kontrolować ilość produktu, jaka nam została do użycia. Grafika na opakowaniu jest minimalistyczna i spójna z wszystkimi produktami marki.
Bardzo fajny jest też sposób dozowania szamponu (który zobaczycie na zdjęciu niżej) - mam wrażenie, że przekłada się na wydajność produktu.
Konsystencja jest raczej standardowa - przeźroczysta, idealnie rzadka. Nie wyróżnia się zbytnio od innych szamponów, ani w dobrą, ani złą stronę :D Zapach jest bardzo świeży i niezwykle przyjemny. Bardzo lubię miętowe wonie w szamponach, które już podczas użycia powodują uczucie świeżości, tutaj jest ona w akompaniamencie ziołowych nut. Całość bardzo mi się spodobała już na samym początku używania ♥
Muszę przyznać, że nigdy nie byłam przeciwniczką mocnych szamponów z sls. Nigdy nie wyrządziły mi krzywy. Ba! Wiele szamponów bez sls, tych z naturalnymi składami nie dawało u mnie rady. Tutaj jednak było inaczej.. Mimo, że producent wspomina, że szampon może pienić się mniej od 'standardowych' szamponów, pieni się moim zdaniem na prawdę nieźle :)
Po jego użyciu włosy są dobrze oczyszczone, co nie często się u mnie zdarza przy szamponach z naturalnym składem. Zazwyczaj są one pod tym względem dla mnie za słabe, a tu jak najbardziej wszystko jest w porządku :) Po wysuszeniu są one odświeżone i uniesione u nasady. Jestem w stanie przyznać rację producentowi, że szampon dodaje im objętości. Dodatkowo nie są one poplątane jak zdarzało się wcześniej np. w wypadku szampony babydream. Nie raz nawet darowałam sobie używanie odżywki, a i tak włosy dobrze się rozczesywały.
Podsumowując jestem naprawdę zadowolona z działania szamponu jak i z samego jego zapachu :) Żałuję nieco, że w Rossmannie kosztuje aż 24 zł. Dla mnie to nie mało, więc warto szukać go na promocji, czy kupić go na obecnie trwającej promocji 2+2 :D

Znacie szampony tej marki? Jaki jeszcze rodzaj mi polecacie?
Czytaj dalej

Przegląd kulturalny - luty. Oscarowa produkcja, polskie seriale i ulubiona seria książek!


Marzec jest z nami już od kilku dni, więc najwyższy czas podsumować kulturalnie luty. Muszę przyznać, że jestem z niego całkiem zadowolona, bo mam dla Was kilka filmów, seriale, muzykę i sporo książek. Z tych ostatnich jestem szczególnie dumna, dawno nie przeczytałam tylu książek w ciągu miesiąca :D Nie przedłużając zapraszam do czytania, bo propozycji jest sporo - każdy znajdzie coś dla siebie :)

Muzyka
Dean Lewis - 7 minutes

Don Diablo - Survive

Jeśli chodzi o muzykę to tym razem mam dla Was dwa typowo radiowe kawałki. 7 minutes jest bardzo spokojne idealne do takiego wieczornego relaksu. Zresztą muszę przyznać, że z samym autorem piosenki bardzo się ostatnio polubiłam i zdarza mi się ostatnio często go słuchać :D Survive z kolei to całkiem inne klimaty, powiedziałabym nawet, że nie do końca moje, ale jako, że leciało często w radiu to wpadło mi w ucho.


Filmy
https://www.filmweb.pl/film/Green+Book-2018-809630
Green book
Drobny cwaniaczek z Bronxu zostaje szoferem ekstrawaganckiego muzyka z wyższych sfer i razem wyruszają na wielotygodniowe tournee. Ich wspólna podróż, pełna zaskakujących przygód, okaże się początkiem nieprawdopodobnej przyjaźni.
Na początek film, który ja dla mnie jest bardzo podobny do kultowych 'nietykalnych'. Oczywiście role są tutaj odwrócone, ale widać zdecydowane podobieństwo. Oczywiście takie pozytywne, nie jest on jego kopią. Mimo, że jest on stosunkowo nowy zdobył już mnóstwo nagród i nominacji, w tym te oskarowe. Które są moim zdaniem zdecydowanie zasłużone! Film jest bowiem genialny w swojej prostocie, potrafi zarówno widza rozbawić jak i zasmucić, zmuszając go do refleksji. Opowiada o przyjaźni, tolerancji i samotności. Zdecydowanie jest wart zobaczenia, nie tylko przez fanów nietykalnych :D

https://www.filmweb.pl/film/Serce+nie+s%C5%82uga-2018-791875
Serce nie sługa
Związki ludzi, którzy przestali wierzyć w miłość, choć w głębi duszy, właśnie na nią czekają.
Jak wiecie należę do niewielu osób, które bardzo lubią polskie filmy i zazwyczaj chętnie podchodzę do nowości. W wypadku tej produkcji było podobnie :) Jednak co do niego mam nieco mieszane uczucia, początkowo zapowiadało się bowiem słabo. Ba! Do połowy filmu nie wiedziałam, czy dotrwam do końca. Fabuła była słabo ze sobą powiązana, zapowiadało się na prawdę słabo. Jednak druga połowa uratowała cały film i pozytywnie mnie zaskoczyła! Myślę, że większość osób może być na prawdę zaskoczona zakończeniem, o ile ktoś wcześniej zrobi Wam spojleru :D Dziwię się, że film nazwano komedią romantyczną, bo zdecydowanie nie zaliczyłabym go do tego gatunku, ale chyba tak to już u nas jest - jakakolwiek nasza produkcja jest z góry umieszczana w tej kategorii :P Ostatecznie uważam, że warto obejrzeć ten film i przecierpieć pierwszą połowę, bo opowiada on o ważnych tematach i potrafi zmusić nas do 'zatrzymania'.

https://www.filmweb.pl/Jak.W.Niebie
Jak w Niebie
Elizabeth jest zapracowaną lekarką. Po wypadku budzi się w domu i odkrywa, że zamieszkał tam David.
Ta propozycja jest znana chyba wszystkim, więc daruję sobie rozpisywanie na jej temat. W sumie też nie ma nad czym się rozwodzić - ot typowa komedia romantyczna, jak to bywa nieco naciągana. Nic szałowego, ale z braku laku można się skusić :P

https://www.filmweb.pl/film/Jutro+b%C4%99dziemy+szcz%C4%99%C5%9Bliwi-2016-757040
Jutro będziemy szczęśliwi
Prowadzący beztroskie życie mężczyzna musi niespodziewanie zaopiekować się córką, o istnieniu której nie wiedział.
Tutaj tematyka jest bardzo podobna, jeśli nie taka sama jak w 'Instrukcji nie załączono'. Znowu taki średniak, który można obejrzeć :D

Seriale
Echo serca
Psycholog Magda wraca do Polski po kilku latach nieobecności i podejmuje się pracy w szpitalu. Od pierwszego dnia musi zmierzyć się nie tylko z problemami pacjentów, ale też niechęcią całego zespołu medycznego, szczególnie ordynatora chirurgii. Pracownicy szpitala ukrywają traumę po nieudanej akcji ratunkowej jaka miała miejsce kilka miesięcy wcześniej.
Muszę przyznać, że seriali medycznych oglądałam sporo! Jednak nie przeszkodziło mi to w rozpoczęciu kolejnego :D Echo serca co prawda nie zachęciło mnie zwiastunem - widać na pierwszy rzut oka, że serial jest niskobudżetowy i nie jest tak idealnie zrobiony jak np. w na dobre i na złe. Ale z drugiej strony przez co jest bardziej realny dla mnie :) Przypadki medyczne są jak dla mnie dużo ciekawsze niż we wspomnianym na dobre, niektóre nawet mnie zaskakiwały :) Także tu na prawdę jest ciekawie! Wspomniana w opisie historia nieudanej akcji nie jest podana na tacy, ale fakty są stopniowo dozowane. Jest więc całkiem nieźle, duży plus dla 'realności' szpitala i ciekawych medycznych historii :) Wielbiciele takich medycznych seriali powinni być usatysfakcjonowani ;)

https://www.filmweb.pl/serial/Zakochani+po+uszy-2019-817459?ref=ls_d_0_zakochanipouszy
Zakochani po uszy 
Tutaj jest już nieco gorzej.. Mimo dobrego początku po kilku odcinkach zaczęła robić się z tego serialu typowa telenowela. Trochę przesłodzona dla mnie, ale fajna dla relaksu, kiedy nie mamy ochoty na nic ambitnego :) Odcinek trwa jedynie 20 min, wiec ogląda się go błyskawicznie.

https://www.filmweb.pl/serial/Wataha-2014-697374
Wataha 
Kapitan Wiktor Rebrow próbuje rozwikłać zagadkę zamachu bombowego, w którym zginęli jego przyjaciele ze straży granicznej w Bieszczadach. 
O tej produkcji swego czasu było mega głośno, wiele osób oceniało ją jako jeden z najlepszych polskich seriali. Zresztą nie bez powodu znalazła się w top 100 filmwebu! Długo zabierałam się za jej obejrzenie, ale po 2 sezonach mogę zdecydowanie potwierdzić wszelkie pozytywne opinie na jego temat! Fakt faktem jest mocno skomplikowany moim zdaniem, jest dużo wątków, dużo bohaterów.. Trzeba się na prawdę skupić oglądając go, bo można łatwo się 'zgubić' - sama często musiałam go zatrzymywać, żeby ogarnąć np. o kogo chodzi w dialogach :D Jest zdecydowanie wart uwagi - akcja jest ciekawa, trzyma cały czas uwagę widza no i jest świetnie zrobiony - na światowym poziomie! Fajne jest też to, że 2 sezon trzyma poziom poprzedniego, a dla mnie ejst nawet jeszcze lepszy od 1. Dużym plusem są krajobrazy i piękne ujęcia Bieszczadów :)

Książka
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/266379/zaginieciehttp://lubimyczytac.pl/ksiazka/290229/rewizja
 http://lubimyczytac.pl/ksiazka/314003/immunitethttp://lubimyczytac.pl/ksiazka/4261191/inwigilacja
 http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4775891/oskarzenie
Seria z Joanną Chyłką - Remigiusz Mróz, tomy 2-5: Zaginięcie, Rewizja, Immunitet, Inwigilacja, Oskarżenie
Muszę przyznać, że jeśli chodzi o książki to poszło mi wręcz znakomicie! Zwłaszcza biorąc pod uwagę ilość przeczytanych książek, która obecnie wynosi tyle ile przeczytałam w ciągu całego roku 2018 :DD Nie pamiętam, kiedy przeczytałam tyle pozycji, ale w sumie nic w tym dziwnego bo cała seria jest mega wciągająca! Zacznę może od ogólników na temat wszystkich pięciu tomów: każdy jest świetnie napisany - wciągająco, oprócz sprawy którą zajmuję się Chyłka i Zordon opisana jest równolegle historia tej dwójki. Każdy tom kończy się zaskoczeniem, więc chce się jak najszybciej poznać kolejne losy bohaterów :) Tom drugi to nic innego jak powieść na której podstawie powstał serial o tym samym tytule wspominany w poprzednim przeglądzie. Mimo, że częściowo znałam historię to książkę czytało mi się równie dobrze jak resztę tomów. Dało się zobaczyć całkiem nie mało różnic między wersją na ekranie, a tą na papierze. Chociaż tak na prawdę czytając tomy 1-3 da się je w pełni zobaczyć, bo serial w sumie bazuje też częściowo na 1 i 3 części. Rewizja (3 tom) powraca do historii Langera, który tym razem jest związany z inną sprawą. Znowu jest ciekawie i historia jest na równym poziomie jak w tomie 1, 2, 5 i 6. Immunitet, czyli 4 cześć wypada moim zdaniem nieco słabiej, historia w niej opisana nie jest moim zdaniem tak rozbudowana jak w pozostałych tomach. Nie było tylu zwrotów akcji co w innych częściach. Nie jest źle, dalej czytało się ją nieźle, ale jednak jest nieco słabiej. Chociaż to właśnie w tej części poznajemy historię Joanny, więc za to ogromy plus! W inwigilacji i oskarżeniu Mróz znowu wraca z klasą! Ogólnie Inwigilacja póki co mocno wysuwa się na podium jeśli chodzi o całą serię, następuje tutaj duży progres w relacji bohaterów, na prawdę sporo się dzieje. Wygląda, że wszystko idzie w dobrym kierunku, jednak nie u Mroza! :D Zaskoczenie zaskakuje i sprawia, że po tom Oskarżenie sięga się niema od razu i tak właśnie było u mnie :) Oskarżenie z kolei jest mooooooocno pogmatwane, sporo bohaterów, znowu pojawia się Langer, a historia zawarta w lekturze bazuje w sporej części na historii i przeszłości Zordona. Podsumowując nadal pozostaję zachwycona całą serią - wiem, że czytelnicy dzielą się na tych którzy Mroza nie tolerują lub uwielbiają, ja póki co należę do drugiej grupy :D Nie mogę też zapomnieć o świetnym bohaterze drugoplanowym - przyjacielu Zordona - Kormaku którego od razu polubiłam. Szczególnie w duecie właśnie z Kordianem! :D 

To wszystko, nie wiem czy ktokolwiek dotrwał do końca i przeczytał post w całości :D Mam jednak nadzieje, że czymś kogoś zaciekawiłam. 

Znacie coś z mojego zestawienia? - Jakie macie zdanie na temat tej propozycji? 
Jakie filmy, seriale czy książki możecie mi polecić od siebie? 
Czytaj dalej

Drożdżowo - glinkowa maseczka oczyszczająca Buna.


Marka Buna pojawiła się stosunkowo niedawno na rynku, pewnie z rok temu. Jej oferta jest mocno rozbudowana, bo dostępne znajdziemy w niej zarówno kosmetyki do ciała i włosów, jak i te do twarzy. Mnie osobiście od początku kusiły maski tej firmy, co nie powinno chyba nikogo specjalnie dziwić :D Na początek skusiłam się na wersję oczyszczającą, czyli mój ulubiony rodzaj masek. Niedawno maseczka wylądowała w denku, więc czas najwyższy na jej recenzję.
Na początek jak zwykle kilka spraw technicznych - maska zamknięta jest w miękkiej tubie o pojemności 75 ml. Niejednokrotnie wspominałam o tym, że bardzo lubię takie opakowania. Bez problemu wszystko spływa na dół, nic nie zasycha, dzięki czemu maskę można zużyć do samego końca. Zamykanie jest na klik, więc bardzo wygodnie się ją wydobywa. Szata graficzna jest minimalistyczna, dominuje zieleń, a sama grafika jest podobna do tej na pozostałych kosmetykach firmy :)
Zapach jest delikatny - ziołowy, ale miły dla nosa, nie musimy się go obawiać. Jeśli chodzi o konsystencję to jest przyjemna i kremowa. Nic nie zasycha jak przy glinkach, chociaż pod koniec nieco zastyga. Przez co jak dla mnie konieczne jest jej zmycie, a nie tak jak mówi producent pozostawienie do wyschnięcia. Zmywa się na szczęście szybko i bezproblemowo :)
Opis działania zacznę od tego, że nie jest to na pewno maska mocno oczyszczająca. Dzięki czemu będzie odpowiednia moim zdaniem nawet dla cer suchych - dla nich może być w zupełności wystarczająca. Jednak jeśli ktoś tak jak ja ma cerę mieszaną, skłonną do przetłuszczania to działanie oczyszczające może nie być wystarczające. U mnie drugiego dnia cera potrafi nadal domagać się oczyszczenia, więc niejednokrotnie sięgałam po nią nawet codziennie. Z zauważalnego działania bezpośrednio po użyciu należy wymienić przyjemne wygładzenie i zmatowienie cery. Dodatkowo czuć delikatne nawilżenie, chociaż wiadomo - bez szaleństw :D Robiąc research do dzisiejszego wpisu czytałam u niektórych dziewczyn, że u nich maska powoduje, że niedoskonałości 'wychodzą na wierzch'. Rzeczywiście drożdże mają taką właściwość i nie raz po użyciu maski następnego dnia zdarzyło się, że pojawiło się na twarzy kilka pojedynczych niedoskonałości. Nie jestem pewna, że to 'zasługa' maski, ale jest to możliwe. Jednak nie zrozumcie mnie źle nie jest to jakiś wysyp niedoskonałości, a bardziej pojedyncze przypadki ;)
Maska okazała się być przyjemna, chociaż nie do końca mnie zadowalająca. Mimo wszystko uważam, że warto ją wypróbować - zwłaszcza, że jej skład jest nie najgorszy. Ceny masek są równie przyjemne, bo nie przekraczają 10 zł. Na pewno w przyszłości skuszę się też na dwie pozostałe wersje - z melisą i aloesem :)
Znacie tą maskę? Jak sprawdziła się u Was? A może znacie pozostałe jej wersje?
Czytaj dalej

Pierwsze denko w nowym roku - styczeń, luty.


Pierwsze denko w nowym roku nie zachwyca pod względem ilości zużytych produktów. Szczerze mówiąc liczyłam na nieco większe zużycia, a tymczasem jak na dwa miesiące jest ich na prawdę niewiele. Chyba to najmniejsze denko w historii bloga.. :D Za to kolejne powinno być zdecydowanie większe, bo widzę, że nadchodzi moment kiedy wszystkie kosmetyki kończą się na raz :D Jeśli jesteście ciekawe co wykończyłam w styczniu i lutym to zapraszam do lektury! ;)

~ Żel Balea "for girls"
Już nie raz wspominałam Wam o tym, że lubię żele z dm-u, ta wersja miała ciekawy - słodkawy lecz trudny do określenia zapach. Na początku wyczuwałam w nim wiśnie, ale słyszałam też porównanie do pianek marshmallow i jest ono w sumie całkiem trafne :) Miałam jednak wrażenie, że po wydobyciu z butelki staje się on nieco sztuczny - nie wiem czy kupię go ponownie.
~ Żel Balea - arbuz i karambola

Nie zliczę ile miałam już żeli Balea w wersji z arbuzem :D Samej wersji z karambolą jest to już moja 2 butelka. Długo uważałam go za mój ulubiony wariant niemieckich żeli, teraz zdążył mi się już trochę znudzić.. :P
✘ Maska do włosów Organic Shop
Nie pamiętam już maski do włosów, która by się u mnie tak wyjątkowo nie sprawdziła jak właśnie ta z Organic shop. Trudno mi zauważyć jakiekolwiek jej działanie, na pewno już do niej nie wrócę.
✔ Szampon do włosów Bania Agafii
To już kolejna butla tych rosyjskich szamponów, co potwierdza to jak dobrze się u mnie sprawdzają :)

~ Krem - maska do twarzy Nature Story
Tego produktu używałam jako kremu w codziennej pielęgnacji i w tej roli bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Dobrze nawilżał i odżywiał cerę jednak ze względu na jego dostępność pewnie już go nie kupię. Nie mniej jednak warto zwrócić na niego uwagę :)
~ Maseczka do twarzy Buna - oczyszczająca
Tą maskę mogę określić jako przyzwoitą i to chyba idealne określenie dla jej działania. Było widać jakieś tam efekty, ale na pewno nie jest to mocno oczyszczająca maska. Znam wiele lepszych produktów, ale też i kilka gorszych :)
✔ Melonowy sorbet do ciała Soraya
Przyjemny produkt do ciała o ciekawej konsystencji i świetnym, świeżym zapachu :) Warto jednak pamiętać, że bardziej nadaje się na letnie miesiące, niż te zimowe.
✔ Zmywacz Isana
Ulubieniec, który nigdy mnie nie zawodzi i zawsze do niego wracam. Nowa wersja ma moim zdaniem nieco przyjemniejszy zapach, nie tak uciążliwy dla nosa.
 ✔ Top coat Seche Vite
Genialny produkt! Dobrze utrwalał lakier, który dłużej trzymał się na paznokciach, powodował też jego szybkie wysychanie i nadawał połysk. Teraz mam co prawda wysuszacz insta dri Sally Hansen, ale myślę, że ten jest nieco lepszy - na pewno będę do niego wracać.
✔ Podkład All matt plus Catrice
Kolejny świetny produkt! Jest bardzo komfortowy w noszeniu, nie ciemnieje, ma ładny jasny odcień i przyjemną konsystencję - łatwą do nakładania. Mat mógłby być co prawda mocniejszy, ale na zimę byłby jak najbardziej wystarczający. Na pewno będę do niego wracać! ♥
✘ Tusz do rzęs Oriflame
Pozytywnie mnie zaskoczył - ładnie podkręcał rzęsy, pogrubiał je i wydłużał, ale chyba nie na tyle by sięgnąć po niego ponownie. Zwłaszcza, że nie mam dostępu i nie jestem przekonana do firmy oriflame :D
✔ Duże płatki Bebeauty
Ulubieńcy, do których zawsze wracam.
 Jeśli chodzi o maseczki w saszetkach to tu także nie było szaleństw, bo zużyłam tylko 3 produkty. Jak wiecie nie przepadam za maskami w płachcie, więc do maski garniera nie wrócę. Chociaż jakieś tam działanie było widoczne ;) Maski Smoothie mask pojawią się w osobnym poście jak zużyję wszystkie rodzaje, więc tu wstrzymam się z oceną.

Znacie produkty z dzisiejszego zestawienia? Jakie macie zdanie na ich temat?

Czytaj dalej

Etykiety

4 pory roku AA Alterra alverde anatomicals avon Balea Balmi balsam do ciała balsam do ust Barwa bebeauty bell Bi-es Bielenda Biolove buna catrice celia ciało cienie do brwi denko dermena dm Dr.Konopka's ecocera efektima elfa-pharm eos essence Eveline Evree Farmona film Flormar Garnier gliss kur Golden Rose Green Pharmacy hean Himalaya hity roku Holika holika Ingrid Isana Jantar Joanna Kallos kobo kolastyna kolorówka korektor pod oczy kosmetyczne premiery kosmetyczni ulubieńcy krem bb krem cc krem do rąk krem do twarzy krem pod oczy książki kulturalne podsumowanie roku L'biotica La Rive lakier do paznokci lemax lifestyle Lirene liście manuka Loreal lovely Luksja Makeup Revolution makijaż Marion mariza maseczka do twarzy maseczki w płachcie maska/odżywka do włosów masło do ciała Maxfactor Maybelline mini recenzje miss sporty Miya miyo mus do ciała muzyka my secret mydło do ciała i włosów Nacomi naklejki wodne Natura Estonica naturalnie Neutrogena niekosmetyczni ulubieńcy nivea nowości oceania odżywka do paznokci Oillan olej do włosów olejek do twarzy Organic shop Organique organizacja oriflame Originals Palmolive paznokcie peeling peeling do rąk peeling do skóry głowy peeling do twarzy perfecta Petal Fresh pianka do twarzy pianka pod prysznic pielęgnacja pielęgnacja twarzy planet spa płyn micelarny podkład podróże pomadka promocja na kolorówkę w Rossmannie promocja na pielęgnacje twarzy w Rossmannie prywatnie Przegląd kulturalny przegląd marki puder Rimmel Rival de Loop rosyjskie kosmetyki bani agafii Sally Hansen Seche Vite selfie project serial serum skarpetki złuszczające soraya Stara Mydlarnia Sylveco szampon tag tanie kosmetyki Tatry tołpa tonik top coat treaclemoon Tutti Frutti twarz Ulubione blogi usta Venus Vianek Vipera wcierka wibo wieczorna pielęgnacja wishlista włosy wygląd bloga wyjazdowa kosmetyczka wzorki na paznokciach Yves Rocher zagraniczne kosmetyki ziaja żel aloesowy żel do brwi żel pod prysznic
me & my passions © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka