Kosmetyczne perełki odkryte w minionym roku - HITY 2018.


Na wielu blogach w ostatnim czasie można było zaobserwować wysyp postów z kosmetykami, które okazały się odkryciem minionego roku. Z wielką przyjemnością je czytałam, bo uważam, że to świetna okazja na poznanie bardzo dobrych kosmetyków wartych wypróbowania. Dlatego i ja nie pozostaję w tyle i już dzisiaj pokazuję Wam kosmetyki, które poznałam w minionym roku i które to okazały się być na prawdę genialne. Z przyjemnością będę do nich wracać i bez wahania mogę je Wam polecić :) Będzie typowo już dla mnie sporo pielęgnacji, ale znajdzie się też kilka produktów z działu 'kolorówka'. Nie przedłużając zapraszam do czytania, nie zapomnijcie jednak o kubku kawy/herbaty, bo jest tego 'trochę' :D
Zacznę od maseczek do twarzy, bo ich w 2018 zużyłam całkiem sporo, ale wyróżnić chciałam szczególnie dwie. Pierwszą z nich jest detoksykująca maska do twarzy - Black Rose od Evree. Poznałam ją na początku 2018 r, ale swoim działaniem zdecydowanie zapadła mi w pamięci. Sięgałam po nią gdy cera domagała się oczyszczenia i detoksu. Po jej użyciu skóra twarzy była ukojona, zauważalnie oczyszczona i po prostu prezentowała się o niebo lepiej niż przed użyciem maski. Do tego jak pisałam w recenzji miałam wrażenie, że przyczyniała się do redukcji zaskórników - a taki efekt powoduje niewiele masek. Dla cer mieszanych i tłustych moim zdaniem jest idealna!
Kolejna świetna maska dla cer mieszanych z tendencją do niedoskonałości to Regenerująca maseczka Kurkuma + Chia od Bielenda. Pochodzi ona ze stosunkowo nowej serii Bielenda o całkiem niezłym składzie, także już na wstępie mamy plus dla maski. Nie jest ona może tak oczyszczająca jak czarna maska Evree, bardziej powiedziałabym oczyszczająco - regenerująca. Ale łączy obie maski to, że obie były najczęstszym wyborem przy gorszych dniach mojej cery. Tutaj po użyciu cera była niezwykle miękka i promienna. Muszę tutaj dopowiedzieć, że lubiła ona barwić skórę, przez zawartość kurkumy, ale nie był to efekt transparentny i mi nie przeszkadzał w częstym jej używaniu :D Do tego ma ona jak dla mnie świetny - mega relaksujący zapach! Chociaż wiem, że nie wszyscy podzielają mój entuzjazm..
Bardzo rzadko polecam kremy do twarzy, bo jestem wybredna w tej kwestii. Także obecność kremu w tym zestawieniu to na prawdę coś! Jestem bardzo zadowolona z matującego kremu Bielenda z serii zielona herbata, więc musiałam o nim tutaj wspomnieć. Zwłaszcza, że zapomniałam o nim w postach z ulubieńcami. Stosowałam go latem i właśnie na tą porę roku jest moim zdaniem idealny! Ma lekką, kremowo - żelową konsystencję, błyskawicznie się wchłania i ma świeży zapach. Nie jest moim zdaniem typowo matujący, daje raczej taki satynowy efekt wygładzenia. Dodatkowo dba o stan nawilżenia i wpływa na niedoskonałości, podczas jego używania nie miałam bowiem problemu ani z suchymi skórkami, ani też nie pojawiały się zbyt często niedoskonałości. Osoby o cerze podobnej do mojej powinny się nim zainteresować :)
Ostatnim produktem do pielęgnacji twarzy jaki chciałam Wam polecić jest normalizujący tonik do twarzy Vianek. Tutaj znowu się powtórzę, że będzie idealny do cer z niedoskonałościami i skłonnych do przetłuszczania np. w strefie T. Nie jest on zbytnio nawilżający także inne cery mogę już nie być z niego zadowolone. Zresztą jak dla mnie nawet jest on lepszym wyborem na gorące miesiące, niż te zimne. Latem oprócz tonizowania przyniesie fajne odświeżenie i delikatnie uczucie chłodu podczas stosowania :) 
Jeśli chodzi o żele pod prysznic to bywam w tego typu produktach monotonna i zazwyczaj sięgam po sprawdzoną i tanią Isanę czy żele Balea. Jednak nie mogę nie wspomnieć o żelu Luksji, który w minionym roku okazał się prawdziwym odkryciem! Nie powiem Wam, że nawilża skórę, bo takich cudów nie ma od żeli co wymagać, ale polubiłam go za mega przyjemną kremową konsystencję i piękny tropikalny zapach! Na pewno sięgnę po inne wersję zapachowe, a Wam bardzo polecam żele z tej serii jeśli jeszcze ich nie mieliście. Dla mnie są dużo, dużo lepsze od żeli Dove, które są tak zachwalane przez wiele osób.
Kolejnym już kosmetyk marki Bielenda, który bardzo polubiłam minionego roku to peeling do ciała - bambus i zielona herbata. Jest to peeling cukrowy, więc działanie jest na prawdę konkretne, fanki mocnych zdzieraków będą zadowolone zdecydowanie! Do tego ma piękny, świeży zapach, który spodobał mi się od pierwszego użycia. Żałuję, że nie jest dostępnych więcej wersji zapachowych, oprócz mojej którą szczególnie polecam mamy jeszcze wariant z miodem i pomarańczą.
Gdybym miała wyróżnić balsam do ciała to z pewnością byłby to multi-regenerujący balsam do ciała Lirene z serii minerały morza martwego. Całkiem nieźle radził sobie z nawilżaniem ciała, chociaż dla skór mocno suchych może nie dać rady. Po jego użyciu skóra była gładka i miękka, na okres letni był dla mnie idealny. Do tego miał świetny morski zapach, który bardzo lubię w kosmetykach :) Fajnym dodatkiem były też niebieskie kulki zatopione w balsami, ale wiadomo, że to rzecz  bardziej ciesząca oko niż o jakichś większych właściwościach pielęgnacyjnych :D
Pierwszym kosmetykiem kolorowym, który absolutnie musiał znaleść się w tym zestawieniu jest podkład all matt plus - Catrice. Długo szukałam czegoś co zastąpi mi ukochany podkład Rimmela, który został wycofany i chyba w końcu znalazłam zamiennik! Podkładu używam od jesieni, więc nie wiem do końca jak radziłby sobie latem, ale na zimniejsze miesiące był idealny. Polubiłam go przede wszystkim za przyjemną, kremową konsystencję, która bez problemu rozprowadza się nawet bez użycia gąbeczki. Na twarzy jest totalnie nie wyczuwalny - na co zwracam szczególnie uwagę i co też ważne nie ciemnieje po nałożeniu. Wiem, że wiele osób podziela moje zdanie na jego temat, więc pewnie większość z Was doskonale go zna. Sama żałuję, że poznałam go dopiero teraz i z pewnością będę do niego wracać!
Pomadka która totalnie skradła moje serce to Isa Dora - ultra matt liquid Lipstick. Numer 01 Nude attitude okazał się być idealnym nudziakiem, którego od dawna szukałam! Nie jest brązowy jak większość odcieni nude, przeciwnie - ma w sobie jak dla mnie nuty brudnego różu. Jest idealny na codzień - po prostu :) Aktualnie szukam jego zamiennika, bo niestety to tylko miniaturka, którą znalazłam w kalendarzu douglas. Także, ktokolwiek widział ktokolwiek wie.. :D
Korektor Catrice jest doskonale znany większości osób, więc nie ma co się nad nim rozwodzić. Zastanawiałam się, czy w ogóle go tutaj umieszczać, jednak okazał się na tyle fajny, że mam już kolejne opakowanie, a w planach następne także.. musiałam! :) Używam go pod oczy, ale wiem, że i na niedoskonałości u wielu dziewczyn się sprawdza.
Odżywka Maxium growth - Sally Hansen to kolejny kultowy produkt, którego nie mogłam pominąć w tym zestawieniu. Nie jestem pewna czy poznałam go w 2018 r, czy nieco wcześniej, za to jestem przekonana, że jest to jedna z najlepszych, jeśli nie najlepsza odżywka jaka miałam! Bardzo poprawiła stan moich paznokci, które stały się mocniejsze i przestały się rozdwajać. Być może miała też wpływ na ich wzrost, ale w sumie nigdy nie miałam problemu akurat z wolnym wzrostem, więc tutaj nie jestem do końca pewna tego działania.
Balsam do ust My Super Balm od Evree to z pewnością produkt z którym znam się dłużej niż od roku. Jednak podczas minionego roku, sięgałam po niego na prawdę często. Jest on piekielnie wydajny przez swoją zbitą konsystencję! Nie jestem pewna, czy nawet zdołam go zużyć do końca daty ważności.. Jednak w kontakcie ze skórą zmienia swoją konsystencję na przyjemny olejek, który od razu przynosi ulgę ustom. Skład też jest bardzo fajny jak na drogeryjny kosmetyk, na pewno będę wracać do balsamów tej firmy, bo to jedne z najlepszych produktów do ust jakie używałam :)

Znacie moich ulubieńców? Jesteście tak samo z nich zadowolone jak ja?
Jakie kosmetyki zachwyciły Was w 2018 roku?
Czytaj dalej

Aksamitny mus do ciała do skóry suchej - czy na pewno? Czyli o kolejnym rozczarowaniu od Neutrogena.


Muszę przyznać, że nigdy nie byłam specjalną fanką marki Neutrogena, niewiele kosmetyków tej marki mnie kusi ogólnie i rzadko decyduje się na ich produkty. Jednak po pojawieniu nowej serii Hydro Boost byłam nią mega zaciekawiona, że postanowiłam skusić się na któryś z produktów do pielęgnacji ciała. Ostatecznie zdecydowałam się na aksamitny mus do skóry suchej i w sumie był to zakup w ciemno, bo wcześniej nie czytałam opinii na jego temat.
Opakowanie to plastikowy słoiczek o pojemności 200 ml. Jest on dodatkowo zabezpieczony sreberkiem, więc mamy pewność, że nikt wcześniej nie próbował dostać się do środka. Szata graficzna jest w sumie podobna w całej serii - niebieska, minimalistyczna, miła dla oka. Na opakowaniu nie ma zbyt wielu informacji w języku polskim na temat produktu - oprócz składu znajdziemy jedynie krótki opis, który zobaczycie na jednym z kolejnych zdjęć.
Po odkręceniu słoiczka pierwsze na co zwróciłam uwagę to zapach. Początkowo byłam nim wręcz zachwycona! Mimo, że dość sztuczny bardzo mi się spodobał - wydawał się taki delikatny, kwiatowo - wodny, no cudo :D Jednak wraz z kolejnym użyciami na myśl przywodził mi zapach płynu do prania i nieco ostudził mój zapał wobec niego.
 Konsystencja musu jest jednym słowem dziwna.. Niby lekka, ale przy większej ilości lubi smużyć i zostawiać ślady na ciele. Określiłam to jako coś a'la miąższ przy sokach, ale spotykałam się też z porównaniem do wosku, także coś w tym jest. Przy mniejszej ilości wydaje się, że skóra jest mega wygładzona, ale po przejechaniu ręką czuć znowu tą woskową warstwę, która zaczyna się rolować.
 Właśnie to spowodowało, że mus męczyłam bardzo dłuuugo. Dobrze, że zdecydowałam się go używać po lecie, bo w gorących miesiącach byłby zapewne jeszcze większą katastrofą.. Nawilżenie na pewno nie jest tak intensywne jak to opisuje producent, dla mnie raczej złudne, przez tą warstwę jaką zostawia.
Mus znajdziecie w Rossmannie za ok. 17 zł, na promocji można go dorwać nawet za 12 zł. Jednak nie mogę go od siebie zbytnio polecić, jeśli już kusi Was ta seria to myślę, że lepszym wyborem byłby balsam. Jest nieco droższy, ale wiele osób go poleca, więc będzie zapewne też lepszy :)

Znacie tego gagadka? Jak się sprawdził? A może miałyście balsam i macie jakieś porównanie? :)
Czytaj dalej

Denko - listopad, grudzień + ile kosmetyków zużyłam w 2018 roku?


Z małym opóźnieniem przychodzę do Was z denkiem z ostatnich miesięcy minionego roku. Ostatnio byłam zabiegana i wciąż brakowało mi czasu, stąd ta mała obsuwa. Oprócz zużyć, jak rok temu w poście przedstawię zestawienie moich zużyć z całego minionego roku. Jeśli jesteście ciekawe ile kosmetyków zużyłam w 2018 to zapraszam do czytania. Ale na początku czas rozliczyć się z listopadowych i grudniowych zużyć.
✔ Żel pod prysznic Luksja - marakuja i granat
Bardzo fajny żel o przyjemnej kremowej konsystencji i pięknym egzotycznym zapachu ♥ Chętnie do niego wrócę i wypróbuję inne wersje, bo pozytywnie mnie zaskoczył.
✔ Żel pod prysznic Isana - pomarańcza i cynamon
Używałam tego żelu w okresie przedświątecznym i wtedy sprawdzał się idealnie. Na dłuższą metę nie jest to może mój zapach, ale na zimowy okres jak najbardziej - chętnie wrócę do niego za rok o ile będzie dostępny :D
✘ Żel Isana - biała herbata
Ta wersja limitowana z kolei mnie specjalnie nie zachwyciła. Na początku było spoko, nawet mi się podobała, ale im dłużej jej używałam tym bardziej wydawała mi się zwyczajna.
~ Peeling do ciała Organic Shop - trawa cytrynowa
 Bardzo fajny peeling - lubię ogólnie zdzieraki tej firmy za dobre działanie. Tutaj też nie było gorzej, ale zapach nie do końca mi się podobał, więc będę szukać czegoś lepszego w innych wersjach :)
✘ Mus do ciała Neutrogena
Jeden z gorszych kosmetyków do pielęgnacji ciała jakich używałam - zostawiał nieprzyjemną woskową warstwę, nawilżenie było znikome i zapach też na dłuższą metę mnie męczył.
✔ Szampon Bania Agafii
Często wracam do szamponów tej marki - dobrze myją włosy, a przy tym jakoś specjalnie ich nie plączą. Przy mniejszej ilości czasu można nawet sobie darować odżywkę ;) Do tego kosztują niewiele.
Przyjemna maska, choooociaż nie zachwycająca moim zdaniem :) Trzeba było uważać, żeby nie przesadzić z jej ilością. Ale ogólnie miło się jej używało, kiedyś może jeszcze do niej wrócę, a na pewno wypróbuję inne wersje z tej serii.
Całkiem przyjemny produkt, warty wypróbowania. Jednak w porównaniu do mojego ulubieńca z kwasem migdałowym również Bielenda wypada znacznie słabiej. Na dłuższą metę przy nim nie zostanę, ale cieszę się, że go wypróbowałam ;)
Świetny produkt, który bardzo przypadł mi do gustu ♥ Z pewnością wrócę do niego latem, bo oprócz dobrego działania fajnie chłodził podczas używania.
Mam mocno mieszane uczucia co do niego - latem fajnie koił i chłodził cerę, ale już w zimniejszych miesiącach nie widziałam za bardzo zastosowania dla niego. Wyjątkiem jest zastosowanie do włosów np. pod olejowanie - tutaj sprawdzał się super, niezależnie od pory roku. Jeśli do niego wrócę to na pewno bliżej cieplejszych miesięcy :)

✘ Maseczka do twarzy Marion
Nie widziałam zbytnio efektów jej działania - krzywdy mi nie zrobiła, ale była mocno przeciętna. Nie spotkamy się ponownie.
Świetny produkt w niskiej cenie! Lubię do niego wracać, bo zdzieranie jest na prawdę dobre, a do tego daje przyjemne uczucie oczyszczenia :)
Kolejny przyjemny produkt w tym denku, ale znowu czegoś mi w nim zabrakło. Fajnie wygładzał cerę, która była po jego zastosowaniu niesamowicie gładka i ukojona - to jego największe zalety. Jednak z drugiej strony znam wiele masek o takim działaniu i kilka o znacznie lepszym.
✘ Dezodorant Fa 
Działanie na zimę było całkiem dobre, ale na dłuższą metę zapach mnie męczył. Dodatkowo podejrzewam, że latem działanie by mi już nie odpowiadało więc już do niego nie wrócę.
~ Żel do golenia Balea
Ułatwiał depilację i miał ładny zapach - robił co miał robić. Jak będę miała okazję to może do niego wrócę.
Bardziej z niego gadżet niż dobrze nawilżający dłonie kosmetyk. Czasami miałam wręcz wrażenie, że wysuszał dłonie, zamiast je nawilżać.. 
✔ Płatki Bebeauty 
Moi ulubieńcy, odkąd poznałam duże wersje tylko je kupuję :) 
Maseczki w saszetkach
Tym razem nie ma tutaj specjalnego szału - Lirene i Marion były całkiem okej, ale bez większych zachwytów. Kolagenowa w płachcie z kolei od razu wylądowała w koszu, bo rozdarła się podczas nakładania :D

Na koniec podsumowanie zużyć z 2018 roku. Myślę, że to fajny sposób na zobrazowanie tego ile zużywamy kosmetyków w ciągu roku - i w takim celu głównie go zrobiłam ;) Można zobaczyć ile tak na prawdę produktów używamy, żeby nie gromadzić niepotrzebnych zapasów. Tym razem daruje sobie długie komentarze, żeby nie wyszedł post tasiemiec :D Ale dodam kilka zdań porównując zużycia z 2018 do 2017 (zestawienie z nimi znajdziecie tutaj).


ml sztuk
Pielęgnacja twarzy 3420 28
Pielęgnacja ciała 8705 35
Pielęgnacja włosów 8455 20
Zapachy  855 7
Kolorówka 289,1 17

21724,1 107

 W minionym roku zużyłam więcej produktów z 'kategorii' pielęgnacja twarzy, ciała, włosów i kolorówki. Wśród zapachów liczba zmalała o 1 sztukę. Ogólnie jednak zużyłam więcej opakowań wszystkich produktów o 9 sztuk i nieco ponad 1200 ml.


Wśród produktów do pielęgnacji zabrakło żeli do twarzy, które zostały całkowicie porzucone na rzecz mydeł, których z kolei nie podliczam w denkach więc brakuje też ich na wykresie. Nie ma też kremu pod oczy (niestety i to należy poprawić!), ale w sumie po części to dlatego, że jeden z produktów którego używałam oddałam siostrze, bo u mnie się nie sprawdzał. Wzrosła liczba peelingów o 2 sztuki, maseczek - 2 krotnie (:D) i toników znowu o 2, co najbardziej mnie cieszy! Reszta produktów na podobnym poziomie.


Wśród produktów do włosów nie ma większych zmian, za wyjątkiem szamponów (+2 szt.), mydła (-1 szt.) i wcierki (+1 szt. --> co bardzo znowu cieszy) nie zmieniło się nic.


Ilość zużytych kosmetyków do ciała zwiększyła się o 1 opakowanie w wypadku żeli pod prysznic i kremów do rąk - co znowu cieszy, bo tutaj zależało mi na poprawie. Reszta bez zmian, podobnie jak w zapachach na poniższym wykresie.



Wśród kolorówki zmniejszyła się liczba zużytych żeli do brwi (-2 szt.), jako że przerzuciłam się częściowo na cienie do brwi. Liczba podkładów wzrosła (+2) podobnie jak i pomadek (+1). Pojawiły się też gąbeczki i korektor, więc jest jakiś progres :D

W czym należy się poprawić w tym roku? Zdecydowanie z liczbą pomadek, kremów pod oczy, wcierek i ewentualnie olejów do włosów.

Znacie coś z moich zużyć? Jak te produkty sprawdziły się u Was?
Robiłyście u siebie podobne zestawienie z rocznymi zużyciami? Jeśli tak to koniecznie zostawcie linki do tych postów - jestem ciekawa jak to u Was wygląda :)
Czytaj dalej

5 kosmetyków do 10 zł, które warto wypróbować (cz.11).


Ostatni post z serii tanich kosmetyków do 10 zł, które warto wypróbować cieszył się zaskakująco dużą oglądalnością. Co bardzo mnie zresztą ucieszyło i zmotywowało do stworzenia kolejnej osłony, tym razem bez długiej rocznej przerwy :D Musicie mi jednak wybaczyć jakoś zdjęć - robiłam je 'na szybkości' i sporo brakuje im do ideału. Część opakowań już wyrzuciłam, więc nie mam możliwości powtórzenia zdjęć. Jeśli jesteście ciekawi co tym razem przygotowałam to zapraszam :)
Tym razem mamy bardzo różnorodną piątkę - jest coś z kolorówki, do pielęgnacji twarzy, włosów i ciała :)
NORMALIZUJĄCA MASECZKA DO TWARZY (OK.6 ZŁ)
Jedna z najlepszych maseczek do cer problematycznych, mieszanych czy tłustych. Jest jak dla mnie idealnym wyborem podczas gorszych dni naszej cery. Bardzo dobrze oczyszcza, niedoskonałości stają się mniej widoczne i ogólnie cera wygląda o niebo lepiej! :) Nie musimy się też obawiać wysuszenia skóry jak przy tradycyjnych glinkach. Opakowanie 10 ml spokojnie wystarczy nam dwa użycia.
BALSAM DO UST EVREE (7-17 ZŁ)
Kolejny produkt to znowu totalna perełka w tym zestawieniu - używam go już rok, a nadal lubię tak samo mocno ♥ Balsam ma przede wszystkim bardzo przyjemną olejkową konsystencję, która  świetnie nawilża usta. Początkowo jest ona co prawda mocno zbita, ale pod wpływem ciepła 'topnieje'. Do tego produkt ma bardzo dobry skład, jak na kosmetyk drogeryjny, ogólnie uważam go za najlepszy balsam z tych łatwo dostępnych, jaki miałam okazję używać. Jest na pewno lepszy od nivea, zdecydowanie musicie go wypróbować! :) Ceny są różne, ale nie ma większych problemów z dostaniem go za dychę (i mniej) na promocji.
FLUID MATUJĄCY - BIELENDA (OK. 12-13 ZŁ W CENIE REGULARNEJ)
Jeśli chodzi o ten podkład to zapewne wiele osób go doskonale zna i lubi, bo sama przed kupnem naczytałam się mnóstwa pozytywnych opinii. Może nie należę do grupy osób, która jest nim zachwycona, ale w lecie używało mi się go bardzo przyjemnie. Muszę tu zaznaczyć, że 1 jest dość ciemna (ciemnieje nieco po nałożeniu), więc na zimę warto sięgnąć po jaśniejszy nr 0. Dla bladych karnacji nawet w lecie może on być bardziej odpowiedni. Tutaj by kupić go za dyszkę trzeba szukać go na promocji, ale myślę, że nawet to 13 zł nie jest dużą ceną.
WCIERKA JANTAR (OK.10-14 ZŁ)
Kultowy wręcz produkt, który sama poznałam dość nie dawno. Jednak jestem z niego na tyle zadowolona, że chętnie będę do niego wracać. Główna jego zaleta to wysyp baby hair jaki powoduje i uczucie 'czystej' skóry głowy. Cena też jest jak najbardziej fajna - zwłaszcza, że widziałam je nie raz nawet za 7-8 zł.
ŻEL DO GOLENIA BALEA (OK.10 ZŁ)
Na koniec produkt, który często pojawia się we wpisach typu 'produkty które warto kupić w dm'. Sama zazwyczaj sięgałam po żele pod prysznic od Balea, ale i produkty do depilacji są warte uwagi wśród oferty tej marki. Ułatwiają golenie i przyjemnie pachną, słowem robią co mają robić :D Ceny są różne - zależnie od miejsca kupna. Na allegro w chwili pisania wpisu wypatrzyłam najtańsze (z wysyłką) za równą dychę. Jednak za granicą bezpośrednio w dm z tego co wiem kosztują grosze - obstawiam, że z połowę tej ceny.

Znacie dzisiejszą piątkę? Co od siebie możecie mi polecić z tanich kosmetyków za taką kwotę? :)
Czytaj dalej

Glinkowy enzymatyczny peeling + maska - Perfecta (stop naczynkom + kojenie).


Marka Perfecta nigdy nie była dla mnie specjalnie kusząca. Kilka kosmetyków wpadło mi w oko, ale ogólnie nie zwracałam na nich specjalnie uwagi na sklepowej półce. Jednym z niewielu produktów, którego byłam ciekawa odkąd pojawił się na rynku były maseczki do twarzy. Co prawda dość długo mi zeszło zanim się na nie skusiłam, bo swoją maskę kupiłam w 'cenie na do widzenia' w Rossmannie, ale w końcu się mi udało. Czy jestem zadowolona? - O tym przekonacie się czytając dzisiejszy wpis ;)
Maska zamknięta jest w dość ciężkim szklanym opakowaniu. Mówiąc szczerze nie jestem wielką fanką takich rozwiązań - zawsze obawiam się upadku, która zakończy żywot kosmetyku :D Tutaj na szczęście się bez tego obyło, ale kształt opakowania nie jest zbyt poręczny. Pod koniec wydobycie resztek produktu sprawiało trochę zachodu..
Na słoiczku nie ma żadnych danych na temat produktu, więc jeśli szukamy np. składu to znajdziemy go wyłącznie na kartoniku. Pojemność opakowania to 55 g, według producenta wystarczy ona tylko na 10 aplikacji, ale u mnie było ich nieco więcej.
Zapach kosmetyku jest typowo różany, ale raczej delikatny i nie nachalny. Zaliczyłabym go raczej do kategorii tych miłych dla nosa, nawet osobom, które nie są zbytnio fankami tej woni nie powinien przeszkadzać.
Konsystencja jest glinkowo - kremowa, przyjemnie rozsmarowuje się po twarzy, nie sprawia też problemów przy zmywaniu. Co do zasychania - nie dochodzi do niego tak szybko jak w wypadku glinek, więc nie musimy się aż tak tego obawiać.
Jeśli chodzi o najważniejsze, czyli działanie.. Cera po użyciu maski jest przede wszystkim przyjemnie ukojona i wygładzona. Jestem nawet w stanie dostrzec działanie peelingu enzymatycznego o jakim  mówi producent. Co prawda nie jest to jakiś efekt spektakularny, bo nie jest w stanie na pewno zastąpić dobrego peelingu mechanicznego. Ale z pojedynczymi drobnymi skórkami daje radę ;) Dodatkowo cera jest miła w dotyku i widać różnicę między efektem 'przed' i 'po'. Chociaż ten efekt nie jest zbyt długotrwały.
Ogólnie maska okazała bardzo przyjemna. Co prawda po opiniach innych chyba liczyłam na coś lepszego, ale i tak cieszę się, że miałam okazję ją wypróbować. Na cenę nieco ponad 8 zł za ile ją kupiłam w 'cenie na do widzenia' była na prawdę bardzo fajna :) Ale jeśli dałabym za nią 20 zł w cenie regularnej to już nie byłam aż tak zachwycona :D
Znacie tą maskę? Jak u Was się sprawdziła? Jakie maski lub ogólnie kosmetyki tej firmy możecie mi polecić?
Czytaj dalej

Etykiety

4 pory roku AA Alterra alverde anatomicals avon Balea Balmi balsam do ciała balsam do ust Barwa bebeauty bell Bi-es Bielenda Biolove catrice celia ciało cienie do brwi denko dermena dm Dr.Konopka's ecocera efektima elfa-pharm eos essence Eveline Evree Farmona film Flormar Garnier gliss kur Golden Rose Green Pharmacy Himalaya hity roku Holika holika Ingrid Isana Jantar Joanna Kallos kobo kolastyna kolorówka korektor pod oczy kosmetyczne premiery kosmetyczni ulubieńcy krem bb krem cc krem do rąk krem do twarzy krem pod oczy książki kulturalne podsumowanie roku L'biotica La Rive lakier do paznokci lemax lifestyle Lirene liście manuka Loreal lovely Luksja makijaż Marion mariza maseczka do twarzy maseczki w płachcie maska/odżywka do włosów masło do ciała Maxfactor Maybelline mini recenzje miss sporty Miya miyo mus do ciała muzyka my secret mydło do ciała i włosów Nacomi naklejki wodne Natura Estonica naturalnie Neutrogena niekosmetyczni ulubieńcy nivea nowości oceania odżywka do paznokci Oillan olej do włosów olejek do twarzy Organic shop Organique organizacja Originals Palmolive paznokcie peeling peeling do rąk peeling do skóry głowy peeling do twarzy perfecta pianka do twarzy pianka pod prysznic pielęgnacja pielęgnacja twarzy planet spa płyn micelarny podkład podróże pomadka promocja na kolorówkę w Rossmannie promocja na pielęgnacje twarzy w Rossmannie prywatnie Przegląd kulturalny przegląd marki puder Rimmel Rival de Loop rosyjskie kosmetyki bani agafii Sally Hansen Seche Vite selfie project serial serum skarpetki złuszczające soraya Stara Mydlarnia Sylveco szampon tag tanie kosmetyki Tatry tołpa tonik top coat treaclemoon Tutti Frutti twarz Ulubione blogi usta Venus Vianek Vipera wcierka wibo wieczorna pielęgnacja wishlista włosy wygląd bloga wyjazdowa kosmetyczka wzorki na paznokciach Yves Rocher zagraniczne kosmetyki ziaja żel aloesowy żel do brwi żel pod prysznic
me & my passions © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka