Porównanie kultowych korektorów od Catrice. Kamuflaż i korektor - która z wersji zasługuję na uwagę?.

Heeeej :)
Wpisy na temat kolorówki pojawiają się na moim blogu znacznie rzadziej niż te dotyczące pielęgnacji. Dzisiaj jednak chciałam wspomnieć o dwóch kultowych wręcz produktach marki catrice - korektorach, a dokładniej wersji w słoiczku i jej płynnej siostrze z aplikatorem :) Będzie ich małe porównanie i ostateczny rozrachunek, która wersja zasługuje na uwagę, a która już nie koniecznie.
Jeśli należycie do niewielkiej grupy osób, która jeszcze ich nie miała to być może mój wpis okaże się dla Was pomocny :) Na początek jednak mam dla Was kilka zdań na temat czysto technicznych spraw dotyczących korektorów.
Kremowa wersja korektora znajduje się w zakręcanym słoiczku, co nie jest zbyt wygodnym, ani też higienicznym rozwiązaniem. Posiada on pojemność 3 g za którą według producenta płacimy ok.13 zł. 
 Z kolei płynna wersja znajduje się w wygodnym opakowaniu z aplikatorem, który nabiera jak dla mnie optymalną ilość produktu. Pojemność w tym wypadku to 5 ml, za które płacimy ok. 15 zł.
W ofercie producenta kamuflaż znajduje się w trzech odcieniach. Sama posiadam nr 010 Ivory, który jest najjaśniejszym w całej gamie. Moim zdaniem jest on jednak dość ciemny, wielu osobom o bladej cerze nie będzie odpowiadał. Nie mówiąc o tym, że mi samej ciężko było dobrać tak korektor i podkład by do siebie pasowały, na większości podkładów się odznaczał.
Wersja płynna po raz kolejny wypada o niebo lepiej, bo w ofercie znajdziemy aż 5 odcieni. Tutaj także mam nr 010 Porcellain, jednak tutaj nie widzę takiego 'odznaczenia' od podkładu jak w poprzedniej wersji. Po lecie jest on idealnym kolorem, jednak na zimę myślę, że skuszę się na nieco jaśniejszy nr 005 :)
Na zdjęciu wyżej widzicie porównanie obu wersji - na górze wersja w słoiczku, a na dole z aplikatorem :) Obie wersje łączy to, że mają ładne żółte odcienie bez różowych tonów.
Pierwsze co nie przypadło mi do gustu w kamuflażu to konsystencja - niesamowicie tempa podczas nakładania. Jednocześnie jest ona dosyć tłusta i wymaga przypudrowania. Tak jak wspominałam za każdym razem miałam wrażenie, że jej odcień nie zgrywa się z podkładem i zwyczajnie na nim brzydko wygląda. Sprawę pogarszało to, że jest to dość ciężki i gęsty korektor, który u mnie łatwo wchodził w załamania, podkreślając pory, czy każdą z niedoskonałości.. Co mija się moim zdaniem z celem, bo powinien on raczej maskować niedoskonałości, a nie je podkreślać. Pod delikatne obszary pod oczami przez swoją ciężkość także nie zda on egzaminu.
Wersja w płynie jest duuuużo lżejsza od swojej starszej siostry, przez co od razu dużo bardziej mi się spodobała. Sama używałam jej głównie pod oczy i tak jak wspominałam już jeden aplikator wystarczał na pokrycie tego obszaru twarzy. Jeśli chodzi o działanie to bardzo dobrze radził sobie z przykrywaniem cieni pod oczami, mimo, że krycie określiłabym jednak jako nieco mniejsze od tego w wypadku kamuflażu. Nie podkreśla on moim zdaniem zmarszczek, ani nie wchodzi w załamania. Kilka razy nakładałam go też i na niedoskonałości i tam także dawał radę :)
Ogólnie w każdej kwestii wersja z aplikatorem sprawdza się dużo lepiej od starszej wersji :D To już obecnie moje drugie opakowanie korektora i na pewno nie ostatnie. Kamuflaż mimo tego, że posiada wielu zwolenników u mnie zupełnie nie zdał egzaminu i więcej do niego nie wrócę. Nie mówiąc o tym, że ciężko będzie mi zdenkować obecne opakowanie :P Obie wersje znajdziecie w sklepach posiadających szafy catrice czyli np. w hebe, czy naturze. Najjaśniejsze odcienie bywają ciężko dostępne, więc warto wcześniej zacząć poszukiwania :)

Znacie korektory tej marki? Która wersja bardziej przypadła Wam do gustu? :)
Czytaj dalej

Marka pod lupą: BIELENDA - moje HITY. Na jakie kosmetyki tej firmy warto zwrócić uwagę?

Heeeej :)
Dzisiaj postanowiłam odnowić mocno zapomnianą już na moim blogu serię marka pod lupą, w której opisywałam kosmetyki spod szyldu jednej firmy na które warto zwrócić uwagę. Ostatni (i zarazem pierwszy) wpis z tej serii pojawił się w grudniu i dotyczył rosyjskiej firmy Bania agafii (tutaj go znajdziecie). Na pewno przygotowanie tej serii jest nieco czasochłonne, w końcu nie łatwo znaleść dobre, sprawdzone kosmetyki od jednej firmy. Bowiem nikt nie używa kosmetyków jednej marki, ale testuje się ich kilkanaście..
Ale po tym (powiedzmy :D) niemal roku znalazłam już sporo udanych kosmetyków produkcji marki, która przewija się u mnie bardzo często, czyli Bielendy. W większości są to jednak te same produkty, które kupuję non stop i od nich właśnie zacznę! :)
Na wstępie dodam, że każdy produkt podlinkuję do jego recenzji, jeśli tylko taka pojawiła się na blogu.
Czym byłby ten wpis bez serum, które polecam na każdym kroku!? :D Używam go od jakiś 3 lat i nadal tak samo mocno go lubię! W tym czasie bardzo poprawił stan mojej cery, jak żaden kosmetyk. Przede wszystkim wygładził cerę, rozjaśnił przebarwienia i zniwelował ilość niedoskonałości. Teraz pojawiają się one dużo rzadziej, a jeśli już się pojawią to dzięki serum znikają dużo szybciej. Wiem, że wiele osób jest z niego także zadowolonych, więc jest to zdecydowanie kosmetyk warty uwagi, szczególnie dla osób z cerą mieszaną/tłustą z pojawiającymi się niespodziankami. 
Cena: ok. 29 zł w cenie regularnej, sama kupuję go zawsze na promocji za 15-17 zł.
NAWILŻAJĄCY PŁYN MICELARNY
Kolejny ulubieniec do którego zawsze wracam! Miałam także wersję różową z tej samej samej serii - Expert Czystej Skóry, jak i płyn z serii zielona herbata. Wszystkie 3 spisały się u mnie bardzo dobrze, ale to niebieska wersja została ze mną najdłużej i podobnie jak do powyższego serum wracałam do niej z przerwami przez ostatnie 3 lata. Bez problemu usuwała makijaż (składający się u mnie z cieni/żelu do brwi, tuszu, pomadki, podkładu i pudru) oraz wszelkie zanieczyszczenia. Dodatkowo nie podrażnia oczu, ma przyjemny zapach i jest bardzo ekonomiczna. Ma więc wszystkie cechy jakich oczekuje od płynu micelarnego :)
Cena: ok. 17 zł (na promocji ok. 10 zł)
Tutaj z kolei mamy produkty, które moim zdaniem są nieco niedocenione. Są dość słabo reklamowane, rzadko przewijają się przez blogi - sama odkryłam je stosunkowo niedawno. Do wyboru mamy dwie wersję:
  •  bambus i zielona herbata --> mój ulubieniec z tej dwójki, ma piękny, świeży zapach - idealny zwłaszcza w cieplejszych miesiącach
  • kwiat pomarańczy i miód --> przyjemny zapach, aczkolwiek bardziej otulający, idealny na zimne miesiące
Jeśli chodzi o zapachy to jak widzicie jest i coś typowo letniego i zimowego :) Obie wersje są mocnymi zdzierakami, więc są to peelingi na prawdę konkretne. Po użyciu skóra jest wyraźnie wygładzona i delikatnie nawilżona. Nie pozostawiają tłustej warstwy. Z tej serii dostępne są także żele/olejki pod prysznic, ale sama JESZCZE ich nie miałam :)
Cena: ok. 14 zł
Nie jestem pewna czy ten produkt jest jeszcze dostępny w sprzedaży, ale był na tyle przyjemny, że nie mogłam go pominąć :) Miał bardzo przyjemną, szybko wchłaniającą się konsystencję (przypominającą mleczko do ciała), dość dobrze nawilżał skórę i do tego miał przyjemny zapach. Bardzo lubiłam go także za wygodne opakowanie z pompką. Wiem, że oprócz mleczka w tej serii dostępne było serum do ciała. Jeśli tylko jeszcze gdzieś go znajdziecie warto się skusić, bo u mnie pozostawiło po sobie bardzo miłe wspomnienia.
Cena: 17-18 zł
Tym razem mamy jeden z fajniejszych drogeryjnych kremów do twarzy jaki miałam okazje stosować. Świetnie sprawdza się przy cerach takich jak moja, czyli mieszanych ze skłonnością  do niedoskonałości. Podczas jego stosowania miałam wrażenie, że nie pojawiały się zbyt często (a nie stosowałam go akurat razem z serum), dodatkowo oprócz matowienia cery - chociaż moim zdaniem nie jest to krem typowo matujący, dbał i o poziom nawilżenia skóry. Kolejny atut to przyjemny i świeży zapach.
Koszt: ok. 19-20 zł, na promocji - ok. 13 zł.
Nie mogło zabraknąć i maseczki, która jest zarazem jednym z najnowszych odkryć marki. Pierwsze co zachwyciło mnie w tym produkcie to zapach - dla mnie jest niesamowicie relaksujący, ale wiem też, że sporo osób nie jest do końca z niego zadowolonych. Ale na szczęście jeszcze ważniejsze jest działanie, a ono jest także bardzo dobre! Sama sięgałam po maskę najczęściej gdy moja cera miała gorszy dzień - po jej zastosowaniu cera była zregenerowana, wygładzona i uspokojona. Dodatkowo maska delikatnie oczyszczała, ale nie był to na pewno mocny efekt. Należy wspomnieć o jednym z minusów produktu czyli barwieniu skóry na żółto - u mnie nie był on kłopotem, bo maskę i tak nakładałam wieczorem, ale jest to jednak dość istotna informacja :D
Cena: ok. 24 zł
MASECZKI W SASZETKACH
Na sklepowych półach warto też zwrócić uwagę na maseczki w saszetkach. Sama swego czasu bardzo lubiłam ich maski węglowe, o których pisałam tutaj. Jakiś czas temu też fajnie sprawdziły się u mnie te peel off oraz maska w płachcie - wersja z mopsem. Nie są to może produkty do których będziemy wracać po kilka razy, ale wypróbować - warto, zwłaszcza na jakiś promocjach :)
Koszt: 3 zł (na promocji ok. 2 zł - węglowa), 11 zł (na promocji ok. 7 zł - w płachcie), 4,50 zł (na promocji ok. 3 zł - peel off).

Na dzisiaj to wszystko, może za jakiś czas pojawi się kolejna część z produktami tej firmy. W końcu nigdy nie ukrywałam, że samą markę lubię. W ostatnim czasie niemal co miesiąc pojawiają się też ich nowości, więc szybko się ona rozwija :)

Jaki macie stosunek do marki? Co z ich oferty możecie mi polecić? Znacie moje propozycje?
Czytaj dalej

Maseczka do twarzy dr.Konopka's - idealny kosmetyk na lato!?

Heeeeeej :)
Kosmetyki marki dr.Konopka's kusiły mnie już od jakiegoś czasu, a szczególnie maseczki do twarzy (co chyba zbytnio Was nie zaskoczyło :D). Jednak są to kosmetyki przynajmniej jak dla mnie dość ciężko dostępne, więc chwilę trwało zanim udało mi się je kupić. Aktualnie już kończę swoją ochładzającą maseczkę do twarzy, więc najwyższy czas napisać co nieco na jej temat. Zwłaszcza, że zaważyłam, że kosmetyki tej marki dość rzadko przewijają się w internetach. Jeśli jesteście jej ciekawe to zapraszam! :)
Maska znajduje się w metalowej tubie o pojemności 75 ml. Wiem, że sporo osób je lubi uważając za jedno z najbardziej higienicznych rozwiązań. Inni przeciwnie - nie lubią tego, że podczas używania się gniotą i tracą na wyglądzie. Ja należę raczej do tej pierwszej grupy, chociaż nieco denerwujący bywa mały korek zakręcający tubkę - łatwo go zgubić. 
Uprzednio maseczka znajduje się oczywiście w kartoniku ze sporą ilością informacji, niestety nie w naszym języku, więc jakaś nalepka jest jak najbardziej wskazana. Jeśli chodzi o zapach to nazwałabym go ziołowym z kremowymi nutami. Wiem, że niektórzy czują tam bez, ale ja na pewno nie należę do tych osób :D Dla mnie jest on dość neutralny dla nosa i nawet całkiem przyjemny.
Konsystencja jest lekka i kremowa, zasychając robi się nieco gumowa jeśli wiecie co mam na myśli. Jednak nie sprawia żadnych problemów - łatwo się nakłada i zmywa samą wodą. Producent nazywa maseczkę ochładzającą i ma rację już podczas nakładania da się wyczuć przyjemny chłód. Ale dopiero podczas zmywania chłodzi, aż miło - dlatego z dużą przyjemnością nakładałam ją podczas upałów ;) Szczególnie wtedy, gdy spędzałam sporo czasu poza domem - wtedy przynosiła cerze  ukojenie. Jednak nie jest to tak mocny 'efekt mięty' jak w maseczce Bani agrafii o której pisałam rok temu (tutaj), jest dużo bardziej subtelny i delikatny.
Ma ona także dużo lepsze działanie od wspomnianej rosyjskiej maski. Po jest zastosowaniu cera także jest przyjemnie odświeżona i ukojona, ale na tym jej działanie się nie kończy jak w wypadku Agafii. Dodatkowo cera zyskuje na elastyczności, jest przyjemnie miękka i napięta. Prezentuje się dużo lepiej i wygląda po prostu zdrowiej. Jeszcze kolejnego dnia da się dostrzec działanie maski. Producent wspomina także o działaniu oczyszczającym pory i tu już mam mały dylemat. Rzeczywiście ostatnim czasem pory stały się u mnie mniej widoczne (szczególnie na policzkach), ale szczerze wątpię, żeby był to efekt samego działania maski. Ale wraz z innymi produktami (niezastąpione serum bielendy ♥) mogła się przyczynić do takiego efektu :)
Na uwagę na pewno zasługuje także przyjemny, chociaż dosyć długi skład maseczki i to, że jest to produkt wegański. Sama jestem zadowolona z maseczki i pewnie jeszcze do niej wrócę, szczególnie latem. Mam także ochotę na inne kosmetyki tej marki, ale tak jak wspomniałam są one dość słabo dostępne. Sama maseczkę kupiłam w sklepie z naturalnymi kosmetykami, ale na pewno dorwiecie ją też w którymś ze sklepów internetowych :) Koszt maseczki to ok.14 zł. 

Znacie kosmetyki tej marki? Może jesteście w stanie mi coś polecić?
Czytaj dalej

Wzmacniający olej do włosów Bania agafii, czyli o najładniejszym oleju jaki stosowałam!

Heeeeej :)
Zdjęcia do dzisiejszego wpisu czekały na publikacje już od ponad roku.. Jednak nie byłam do końca pewna, czy będę pisać o tym produkcie. Jednak muszę przyznać, że jestem z nich na prawdę zadowolona, co nie zdarza się zbyt często,  więc chociażby dlatego warto napisać ten wpis :D Zresztą dzisiejszy bohater, czyli wzmacniający olej do włosów okazał się na tyle ciekawym produktem, że warto o nim wspomnieć na łamach bloga :) Dodam jeszcze na wstępie, że jak wiecie nie jestem włosowym ekspertem, ale oleju używam od roku, więc co nieco mogę o nim opowiedzieć. Jeśli jesteście ciekawe co o nim myślę, zapraszam do czytania.
Pierwsze co przykuwa naszą uwagę to opakowanie. No nie powiecie mi chyba, że nie prezentuje się świetnie!? Mamy plastikową butelkę z zielonym olejem i.. plastikową rurką wypełnioną ziołami. Dokładniej jest to kolendra, rozmaryn i kminek. Przez obecność ziół sprawia wrażenie bycia bardziej EKO i myślę, że nie jedną osobę taki wygląd potrafi skusić do zakupu.
Zamykany jest na 'klik' co jest wygodnym rozwiązaniem. Pewnie zastanawiacie się, czy ziarenka ziół nie wydostają się z butelki.. Otóż nie, przez rok jak używam tego produktu, ani jedno ziarenko nie wypadło razem z olejem z butelki. Jedynie kilka kminków pływa po dnie butelki, ale w żaden sposób nie przeszkadza to w używaniu oleju. Wiem, że wcześniej opakowanie było bodajże odkręcane, a produkt wydostawał się przez plastikową 'nakładkę' ze sporym otworem przez który łatwo wydostawały się nasze ziarenka. Zmiana aplikatora więc jak najbardziej na plus.
Zapach produktu jest ziołowy, ale raczej zbytnio nie nachalny. Kolejnego dnia już raczej nie jest wyczuwalny na włosach. Konsystencja jest rzadka, oleista - może 'uciekać' z dłoni podczas nakładania, dlatego warto robić to np. nad umywalką czy wanną.
Producent zaleca nakładać ciepły olej na włosy i skórę głowy, a po 20-30 minutach go zmyć delikatnym szamponem. Jednak mi nie do końca odpowiada taki sposób, więc 'nieco' go zmodyfikowałam. Po pierwsze nie wiem jak Wam, ale mi nie za bardzo chce się podgrzewać olej zanim wyląduje na włosach. Po 2 czas jest moim zdaniem dość krótki i sama stosowałam go znacznie dłużej. 
 Nakładałam go na długości włosów, mniej więcej od ucha w dół, a resztki, które pozostały na dłoniach na wyższe partie - bliżej czubka głowy. Trzymałam go różnie w zależności ile miałam czasu, ale starałam się by była to minimum godzina. Czasami udało się 1,5 - 2 h. 
Po nałożeniu i (co ważne) dokładnym spłukaniu włosy były przede wszystkim niezwykle miękkie, nawilżone, bardzo sypkie i lepiej się układały. Efekty jak dla mnie były znacznie lepsze niż po samej odżywce, czy masce. Zresztą często pomijałam już ten krok, a kolejnego dnia włosy i tak świetnie się prezentowały. Przy innych olejach często zdarzało mi się, że po wysuszeniu włosy były przeciążone i zwyczajnie.. tłuste. Co kończyło się kolejnym myciem włosów, tutaj zdarzyło mi się to niezwykle rzadko, gdy nałożyłam zbyt dużo oleju na włosy lub nie dokładnie go zmyłam z włosów. Więc warto mieć na uwadze te dwa kroki :) Na mój (i tak problematyczny) skalp nie odważyłam się go nałożyć. Ale czytałam u innych, że przy takim nakładaniu włosy nie prezentowały się najlepiej i zbyt 'wyjściowo'. 
Wiadomo, że efekty zależą przede wszystkim od częstotliwości i regularności nakładania, a z tym bywało u mnie różnie. Ale starałam się by minimum raz w tygodniu włosy były olejowane. Co do samego oleju myślę, że jest to jeden z najfajniejszych produktów do olejowania jaki miałam okazję używać. Razem z wyglądem w parze idzie bardzo dobre działanie i przyjemny skład o czym też warto wspomnieć :)
Jest to produkt co prawda słabiej dostępny niż większości rosyjskich produktów spod szyldu babuszki. Znajdziecie go stacjonarnie w sklepach z naturalnymi kosmetykami i oczywiście w sklepach internetowych. Cena waha się między 27-29 zł z tego co widzę, ale możliwe, że na promocji najdziecie go taniej.

Znacie ten olejek? Jakich produktów używacie do olejowania? Co możecie mi polecić? 
No i jak ogólnie wygląda u Was sprawa z olejowaniem włosów? - czekam na Wasze komentarze :)
Czytaj dalej

Żel aloesowy Holika holika - jak HIT internetu sprawdził się u mnie?

Heeeej :)
Nie ma chyba osoby, która przynajmniej nie słyszałaby o żelu aloesowym. Kilka miesięcy temu najpopularniejszą wersją była ta z apteki, a teraz prym wiedzie żel azjatyckiej firmy Holika holika. Sama dość długo nosiłam się z planem jego zakupu, ale w końcu się udało :) Używam go już od wiosny, więc mogę już co nieco o nim powiedzieć. Jeśli jesteście ciekawe czy i dla mnie okazał się hitem to zapraszam do czytania! :)
Opakowanie to plastikowa, zielona butelka w kształcie liścia aloesu. Z jednej strony świetnie się prezentuje, ale z drugiej dostrzegam w niej kilka wad.. Przede wszystkim plastik jest bardzo twardy i kontrolowanie ilości kosmetyku jaka wydostaje się z opakowania jest praktycznie niemożliwe. Często wydostaje się go zbyt dużo.. Obstawiam, że pod koniec opakowania może być też spory problem z wydobyciem resztek produktu.
Dodatkowo egzemplarz 250 ml jest dość wysoki przez co miałam problemy z jego umieszczeniem w łazienkowej szafce. Fajnie, że posiada on zabezpieczenie w postaci naklejki - dzięki temu mamy pewność, że nikt nie próbował przed nami dobrać się do zawartości.
Zapach żelu jest przyjemny - świeży, delikatny, ogórkowy. Myślę, że zadowoli niemal wszystkich :) Konsystencja jest typowo żelowa, szybko się wchłania i nie pozostawiając po sobie śladu. Nawet jeśli produktu wyciśnie się nam zbyt wiele to i tak nie musimy czekać wieków na wchłonięcie.
Jeśli chodzi o zastosowanie to aloes jest bardzo wielofunkcyjnym i uniwersalnym produktem. Producent wymienia sporo zastosowań tego kosmetyku o których możecie przeczytać na zdjęciu wyżej. Sama stosuje go głównie jako zamiennik kremu do twarzy. Lato miałyśmy w tym roku dość ciepłe, więc świetnie sprawdzał się w upalne dni, kiedy nie miałam ochoty nakładać na twarz treściwych konsystencji. Sięgałam po niego szczególnie chętnie po całym dniu na dworze, czy np. po aktywności fizycznej. Wtedy doskonale koił on cerę i dawał uczucie przyjemnego chłodu. Często nakładałam go też w większej ilości jako maseczkę. Jeśli chodzi o nawilżenie to było ono na przyzwoitym poziomie. Na lato sprawdzał się całkiem nieźle (chociaż na początku byłam nieco rozczarowana), ale podejrzewam, że zimą u mnie solo nie dałby rady. Bowiem moja cera w zimie potrafi być na prawdę sucha, więc wtedy mógłby się dobrze sprawdzić jedynie jako dodatek do kremów. 
Często stosowałabym go także pod olej podczas olejowania włosów, gdzie 'wzmacniał' i zwiększał jego działanie oraz na skalp. W drugiej roli świetnie go nawilżał i łagodził wszelkie podrażnienia. Wiem, że sporo dziewczyn stosuje go także z powodzeniem na końcówki włosów, jako dodatek do masek (co i mi się zdarzyło) czy do ujarzmienia 'baby hair'.
Dodatkowo bardzo fajnie łagodzi podrażnienia po goleniu. Wiele dziewczyn także lubi go używać jako balsam, ale dla mnie jest to już mało ekonomiczne rozwiązanie, bo musimy go nałożyć więcej niż zwykłego balsamu. 
Jak widzicie rozwiązań jest na prawdę wiele, pewnie o części z nich nawet zapomniałam wspomnieć :D Jest to na tyle uniwersalny kosmetyk, że sprawdzi się świetnie np podczas wyjazdu. Sama byłam nim nieco rozczarowana na początku, bo po tak wielu 'ochach i achach' liczyłam na nie wiadomo co.. Jednak z czasem bardzo go polubiłam i nie raz w gorącą pogodę jego działanie było wręcz zbawienne. Chociaż myślę, że zimą już nie sprawdziłby się u mnie tak fajnie.
Ceny żelu są różne - zdarza się, że dochodzą do 35 zł. Sama kupiłam go za 20 zł w hebe i na takich promocjach warto go szukać, żeby nie przepłacić :)

Jestem ciekawa teraz żelu ze skin79 - dajcie znać czy macie porównanie produktów tych dwóch firm :)

Znacie ten kultowy już żel? Jak sprawdził się u Was?
Czytaj dalej

Etykiety

4 pory roku AA Alterra alverde anatomicals avon Balea Balmi balsam do ciała balsam do ust Barwa bebeauty bell Bielenda Biolove catrice celia ciało cienie do brwi denko dermena dm Dr.Konopka's ecocera efektima elfa-pharm eos essence Eveline Evree Farmona film Flormar Garnier gliss kur Golden Rose Green Pharmacy Himalaya hity roku Holika holika Isana Joanna Kallos kobo kolastyna kolorówka korektor pod oczy kosmetyczne premiery kosmetyczni ulubieńcy krem bb krem cc krem do rąk krem do twarzy krem pod oczy książki kulturalne podsumowanie roku L'biotica lakier do paznokci lemax lifestyle Lirene liście manuka Loreal lovely makijaż Marion mariza maseczka do twarzy maseczki w płachcie maska/odżywka do włosów masło do ciała Maxfactor Maybelline mini recenzje miss sporty Miya miyo mus do ciała muzyka my secret mydło do ciała i włosów Nacomi naklejki wodne Natura Estonica naturalnie Neutrogena niekosmetyczni ulubieńcy nivea nowości oceania odżywka do paznokci olej do włosów olejek do twarzy Organic shop Organique organizacja Originals Palmolive paznokcie peeling peeling do rąk peeling do skóry głowy peeling do twarzy perfecta pianka do twarzy pianka pod prysznic pielęgnacja pielęgnacja twarzy planet spa płyn micelarny podkład podróże pomadka promocja na kolorówkę w Rossmannie promocja na pielęgnacje twarzy w Rossmannie prywatnie Przegląd kulturalny przegląd marki puder Rimmel Rival de Loop rosyjskie kosmetyki bani agafii Sally Hansen Seche Vite selfie project serial serum skarpetki złuszczające soraya Stara Mydlarnia Sylveco szampon tag tanie kosmetyki Tatry tołpa tonik treaclemoon Tutti Frutti twarz Ulubione blogi usta Venus Vianek Vipera wcierka wibo wieczorna pielęgnacja wishlista włosy wygląd bloga wyjazdowa kosmetyczka wzorki na paznokciach Yves Rocher zagraniczne kosmetyki ziaja żel aloesowy żel do brwi żel pod prysznic
me & my passions © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka