K'Lips vs Extra Lasting - porównanie najpopularniejszych pomadek Lovely. Na którą warto zwrócić uwagę podczas promocji w Rossmannie?


Dzisiaj ruszyła promocja na kolorówkę w Rossmannie, więc uznałam, że to dobra okazja na porównanie jednych z najsławniejszych pomadek z niższej półki cenowej od Lovely. Mowa tutaj o matowych pomadkach Extra Lasting oraz K'Lips. Kiedyś były co prawda o wiele bardziej popularne, ale może ktoś zastanawia się, która z tych serii jest lepsza i czy ogólnie są warte zakupu. Sama mam w sumie 4 kolory tych pomadek, których używam od dłuższego czasu, więc jestem w stanie je porównać i coś o nich napisać. Jeśli jesteście ciekawe jak je oceniam to zapraszam do czytania, w poście znajdziecie także swatche posiadanych przeze mnie odcieni.
Co ciekawe jest to moja pierwsza opinia pomadek odkąd prowadzę to miejsce, a niedawno minęło 7 lat od pierwszego posta! :D
Zaczynając od opakowania - każda z pomadek znajduje się w plastikowym opakowaniu, które nie wyróżnia się jakoś wyglądem. Ot zwyczajne jak to w pomadkach bywa.. K'lips jest dodatkowo zapakowane w kartonowe pudełeczko, w którym znajdziemy też konturówkę w kolorze odpowiadającym pomadce.
Pojemność pomadek Extra Lasting wynosi 6 ml, natomiast nie doszukałam się informacji o pojemności pomadek K'lips.
Warto wspomnieć, że oznaczenie kolorów w wypadku Extra Lasting znajduje się na przyklejanych naklejkach i łatwo o ich zmycie. Natomiast w wypadku K'Lips kolory i odpowiadające im numerki znajdują się zarówno na opakowaniu pomadki, konturówki jak i kartoniku.
Jeśli chodzi o aplikatory pomadek Extra Lasting to są one dość spore i z gatunku tych włochatych. Moim zdaniem dużo mniej wygodne od K'lips. Nie ma może tragedii, ale konsystencja jest bardzo gęsta i szybko zastygająca na mocny mat, co nie ułatwia aplikacji. Zapach jest typowy dla tanich błyszczyków - niby owocowy, ale i chemiczny.
Przy pomadkach K'lips już nie wyczuwam zapachu. Aplikatory są mniejsze, gąbeczkowe i moim zdaniem bardziej precyzyjne. Konsystencja także jest dużo przyjemniejsza - jakby oleista, rzadsza, dopiero po chwili zastyga tworząc mat, ale dużo delikatniejszy niż w wypadku Extra Lasting. Jak wspominałam w zestawie są także konturówki, jednak szczerze mówiąc rzadko ich używam. Może trochę z lenistwa, jednak i bez nich można bez problemu wyrysować porządny kształt ust.
Sama posiadam po 2 odcienie z każdej serii pomadek. Poniżej znajdziecie ich krótki opis oraz swatche:
K'Lips Lovely lips (nr.5) - ciemny róż, na ustach podchodzący już nieco pod bordo. Muszę przyznać, że bardzo go lubię i często po niego sięgam :) Będzie idealny także na jesień.
K'Lips Pink Poison (nr 2) - przygaszona malina, mnie samą jakoś nie do końca przekonuje i po niego sięgam chyba najrzadziej.
Extra Lasting nr.4 - najjaśniejszy kolor z wszystkich posiadanych przeze mnie, brudny róż mający dla mnie szare tony. Bardzo fajny zarówno do typowych dziennych makijaży, jak i do wieczorowych z mocniejszym podkreśleniem oczu.
Extra Lasting nr.1 - odcień, który był moim pierwszym z całej 4. To taki pudrowy róż, dość neutralny. Kiedyś go bardzo lubiłam, a teraz stał się dla mnie nieco nijaki.
Skoro opis kolorów i kwestie techniczne mamy za sobą czas na zachowanie obu serii pomadek na ustach. Zacznę od Extra Lasting, które moim zdaniem wyglądają dużo gorzej niż K'Lips. Są MOCNO matowe, błyskawicznie zasychają (chociaż na swatche tego nie widać) ściągając nieco usta i podkreślając każe załamanie. Lubią przesuszać usta, więc sama sięgam po nie bardziej latem niż zimą, ze względu na różnice w kondycji ust. Wybieram je zazwyczaj wtedy, gdy wychodzę na krótko, bo brzydko się zjadają - zwłaszcza nr 1.
K'lips przeciwnie do swojej konkurencji jest bardzo komfortowy w noszeniu. Nie wyczuwam, żebym miała cokolwiek na ustach przy ich używaniu. Wyglądają naturalnie na ustach, nie podkreślając załamań, czy suchych skórek. Z ust schodzą także równomiernie i w całości.
Trwałość obu serii jest podobna - wytrzymują bez poprawek kilka godzin.
Jeśli miałabym polecać którąś z serii to byłaby to K'lips. Kosztuje w cenie regularniej ok. 26 zł, a więc dwa razy więcej od Extra Lasting - ok. 11,30 zł, ale jest dużo lepsza pod każdym względem. Jednak biorąc pod uwagę cenę i to, że konturówki są mi raczej w tym zestawie zbędne nie skuszę się na nie ponownie. Chyba, że powstaną jakieś ciekawe kolory, bo żadna z pozostałych w serii mnie nie kusi :)
Czy jest jeszcze ktoś kto nie zna tych pomadek? 
Jak oceniacie obie serie? Polecacie jakiś konkretny kolor?
Czytaj dalej

#Blogerkipolecaja: Promocja na kolorówkę w Rossmannie - 5 kosmetyków do makijażu za grosze na które warto zrócić uwagę.


Jak pewnie większość z Was wie od poniedziałku rusza kolejna promocja na kolorówkę w Rossmannie. Tak więc we wrześniu nie mogłyśmy z dziewczynami z akcji #Blogerkipolecają podjąć innego tematu niż ten dotyczący tej promocji! :D Dlatego dzisiaj zapraszam Was na wpis z moją 5 kosmetyków do makijażu za grosze na które warto zwrócić uwagę. 
Co prawda teraz zasady promocji są nieco inne, bo nie ma jednego rabatu -55%, a kilka: -40, -50, -60 i -70%. Nie mogłam więc przewidzieć w chwili pisania postu ile będzie kosztować dany kosmetyk, ale wybrałam tańsze marki, więc zakup powinien być jak najbardziej opłacalny :)
Na końcu wpisu standardowo umieszczę linki do blogów pozostałych dziewczyn, a na nich znajdziecie więcej polecanych produktów do makijażu. W sumie kosmetyków będzie aż 30, więc każdy powinien znaleść coś dla siebie! :)
Więcej szczegółów o promocji znajdziecie oczywiście na stronie Rossmanna - tutaj.
Wybierając moją 5 starałam się, by była różnorodna i każdy mógł znaleść coś dla siebie. Część kosmetyków pewnie już znacie, ale może czymś Was zaskoczę - mam taką nadzieję :D Każdy kosmetyk podlinkuję w tytule do strony Rossmanna, a w nawiasie pojawią się ceny regularne danego produktu. Gdy rozpocznie się promocja dopiszę te po obniżce :)
Na początek produkt, który jest w mojej kosmetyczce od dawna, więc nie mogłam go pominąć w tym zestawieniu! W sumie był to jeden z moich pierwszych kosmetyków do podkreślania brwi.. Pierwszym był żel do brwi wibo - zasadniczo te produkty różni głównie szczoteczka. W wypadku Lovely jest dużo bardziej wygodna, bo znacznie krótsza, więc z łatwością można podkreślić brwi nadając im delikatny kolor. Wibo ma w ofercie 1 odcień, a Lovely 2, więc to kolejna zaleta nowszego żelu Lovely :) Sama mam ciemniejszy odcień, którym z łatwością można utrwalić brwi i je podkreślić w szybki sposób. Często sięgam po niego gdy nie mam zbyt wiele czasu, albo gdy chcę osiągnąć delikatniejszy efekt - co ostatnio ma bardzo często miejsce :D Dodam na koniec, że na szczoteczce da się dostrzec delikatne drobinki, ale na brwiach zupełnie ich nie widać, więc nie ma się czego obawiać. Sama z pewnością skuszę się ponownie na ten żel na zbliżającej się promocji, nie wiem, które to będzie już moje opakowanie :D
W tym miejscu w sumie mogłabym ogólnie polecić tusze firmy Eveline. Myślę, że nie jestem jedyną osobą, które je lubi, a tusze w metalicznych opakowaniach są szczególnie polecane. Sama posiadam ten w kolorze różowego złota, który zdecydowanie wyróżnia szczoteczka! Możecie ją zobaczyć na powyższym zdjęciu - jest silikonowa i wygięta w łuk, z grzebyczkiem po obu stronach. Z pewnością trzeba się do nie przyzwyczaić, ale efekty są tego warte! Rzęsy są pięknie wydłużone, ale i pogrubione. Początkowo konsystencja może być zbyt mokra, ale jak podeschnie już jest okej i nie trzeba się obawiać sklejania i 'pajęczych nóżek' :D Dla mnie ten tusz Eveline daje efekty lepsze od wielu maskar z droższej półki, ale i inne tusze od nich dają radę, tak więc warto poszukać w ich ofercie czegoś dla siebie! :)
Kolejny produkt to już jedno z nowszych odkryć, a zarazem produkt do którego będę chętnie wracać i też planuję kupić kolejne opakowanie na promocji :) Zanim wypróbowałam ten podkład czytałam wiele dobrego o podkładach tej firmy, czy kremach cc. Ten konkretny jest leciutki, ma przyjemną kremową konsystencje, a numer 01 jest dosyć jasny i neutralny, ani nie wpada w róż, ani w pomarańczę. Bardzo polubiłam go za to, że nie czuć go na twarzy i nie ciemnieje. Być może osoby z większymi problemami nie będą do końca zadowolone, bo nie jest to produkt mocno kryjący. Nie sprawdzi się też moim zdaniem latem, bo nie trzyma zbytnio matu, daje raczej satynowy efekt. Dokładnie opisywałam go w tym poście, więc jeśli chcecie dowiedzieć się o nim coś więcej to tam Was odsyłam :)
Puder Rice Powder od Wibo to chyba najbardziej znany produkt z mojego zestawienia. Można powiedzieć, że jest już kultowy i rozchodzi się w mig, zwłaszcza podczas promocji na kolorówkę. Sama długo się przymierzałam do zakupu, a często nie był dostępny. Mimo to warto go szukać, bo moim zdaniem jest to jeden z najlepszych pudrów sypkich, a z pewnością najlepszy wśród tych drogeryjnych! :) Pięknie matuje cerę na kilka godzin, przez co uwielbiałam go stosować nawet podczas bardzo ciepłych dni. Ale jeśli szukacie czegoś satynowego, czy macie skórę suchą to zapewne nie będziecie zadowolone. Bo tutaj efekt jest typowo matowy, idealny dla mnie na cieplejsze miesiące dla cer mieszanych/tłustych. Więcej o nim przeczytacie w tym poście, gdzie porównywałam go do równie sławnego pudru bananowego.
Długo zastanawiałam się jaki produkt umieścić jako 5, bo miałam tutaj dwa typy. Ostatecznie zdecydowałam się na lakiery od miss sporty. Przyznaję, że nie jestem fanką tej marki, miałam od nich podkład, krem bb oraz puder i każdy z nich okazał się bublem. Jednak lakiery mają na prawdę fajne. Lubię je przede wszystkim za bardzo wygodne pędzelki - szerokie i zaokrąglone jak lubię najbardziej :) Z top coatem utrzymują się do tygodnia, a wybór kolorów jest ogromny! Do tego odcienie nie są takie typowe jak w wibo i lovely, ale bardziej nieoczywiste. Z tych tańszych marek zdecydowanie u mnie wygrywają. Na kolażu na początku wpisu umieściłam akurat 2 kolory, które najbardziej lubię - pistacjowy i fioletowy (który pokazywałam w tym poście). Ten ostatni już zużyłam, a na najbliższej promocji kupię z pewnością nowe opakowanie. Na koniec dodam, że od niedawna lakiery zyskały nowy wygląd buteleczek, więc różnią się od tych na moich zdjęciach :)

Tak prezentowała się moja piątka, a na blogach dziewczyn znajdziecie kolejne propozycje produktów, na które warto zwrócić uwagę. Poniżej - standardowo zostawiam linki do ich wpisów :)

Znacie polecane przeze mnie produkty?
Jakie kosmetyki umieściłybyście od siebie w takim zestawieniu?
Czytaj dalej

Odświeżająca maska JUICY JELLY z ananasem i witaminą C od Bielenda, czyli o moim letnim hicie.


Lato co prawda ma się ku końcowy, co nie szczególnie mi się podoba, ale dzisiaj przychodzę do Was z recenzją produktu, który towarzyszył mi podczas letnich wieczorów. W ciągu minionych tygodni bowiem bardzo chętnie sięgałam po żelowa maseczkę Juicy Jelly od Bielenda z ananasem i witaminą c podczas wieczornego spa. Jeśli jesteście ciekawi za co ją tak polubiłam zapraszam do czytania :)
Uprzedzam na wstępie, że będzie sporo zdjęć, bo nieskromnie mówiąc.. jestem z nich niesamowicie dumna :D
Musicie przyznać, że samo opakowanie zdecydowanie przyciąga wzrok i jest niesamowicie fotogeniczne! ♥ Maskę kupujemy w kartonowym neonowym opakowaniu z ananasową grafiką. Znajdziemy na nim także wszystkie niezbędne informacje - typu skład, obietnice itd.
Właściwe opakowanie to już przeźroczysty, zakręcany słoiczek o pojemności 50 ml. Według producenta taka pojemność powinna starczyć na ok. 12 użyć. U mnie została jeszcze ilość na jakieś 2 użycia, ale myślę, że w sumie będzie ich max. 10. Co prawda dokładnie tego nie liczyłam, ale z pewnością będzie ich mniej niż 12. Być może byłam mało oszczędna, sprawdzę przy okazji kolejnej wersji, bo w zapasie mam jeszcze wariant z kiwi :D Całość jest bardzo wygodna, bez problemu można kontrolować ilość produktu i wydobyć go do końca.
 Zapach maski jest letni i owocowy, przypomina rzeczywiście słodkiego ananasa :) Konsystencja jest bardzo przyjemna i żelowa. Mi osobiście przypomina kisiel czy zastygającą galaretę właśnie. Jak wiecie bardzo lubię takie konsystencje latem, więc stosowało mi się ją niezwykle przyjemnie. Zapomniałabym o żółtych kuleczkach, które są w niej zatopione.. Cóż dodają jej uroku, sama lubię takie dodatki o ile nie sprawiają problemów. Tutaj rozpuszczają się przy nakładaniu maski, więc sama aplikacja czy zmywanie jest bezproblemowe ;)
Główne działanie maski to według producenta odświeżenie cery i dodanie jej blasku. Muszę przyznać, że zgadzam się z nimi w 100%! Cera po użyciu maski prezentuje się zdecydowanie lepiej - jest gładka, ukojona, odświeżona, a koloryt cery jest wyrównany. Zauważyłam, że twarz jest także delikatnie rozświetlona i bardziej promienna :) Da się dotrzeć także delikatne nawilżenie - nic wielkiego, bo producent nawet o takim działaniu nie wspomina, ale na lato u mnie wystarczające w zupełności.
Jak na produkt za 8 zł maska okazała się dla mnie zaskakująco dobra - na miarę hitu, idealnego na lato :) Co prawda z dostępnością może być już mały problem, bo w sumie od początku było z tym ciężko. Nie widziałam jej nigdy w hebe, w Rossmannie była w cenie na do widzenia. Być może będzie w super pharm, bo jakiś czas temu tam ją jeszcze widziałam. Możecie jej też szukać w mniejszych drogeriach - sama widziałam ją w wispolu, Laboo i drogeriach internetowych :) Cena regularna to 12-24 zł, ogólnie są spore różnice w cenach, więc warto przed kupnem się rozejrzeć. Sama mam jeszcze wersję kiwi o której także z pewnością jeszcze wspomnę :)
Znacie te galaretki od Bielenda? Jak się u Was sprawdziły?
Po jakie maski najchętniej sięgałyście tego lata?
Czytaj dalej

Tonik-mgiełka do twarzy Vianek - porównanie wersji nawilżającej i łagodzącej.


Toniki do twarzy Vianek na dobre zagościły w mojej pielęgnacji, od kilku miesięcy używam tylko ich zmieniając jedynie wersje. Pierwszym wariantem jaki miałam był normalizujący tonik z ekstraktem ze skrzypu polnego (jego recenzję znajdziecie tutaj). Następnie przyszedł czas na wersję łagodzącą z ekstraktem z owoców róży, kupioną wraz z gazetą, a później na wersję nawilżającą z ekstraktem z ziela owsa. Dzisiaj nadszedł czas na recenzje tych dwóch wariantów, więc jeśli jesteście ciekawe jak się sprawdziły - zapraszam do czytania :)
Zacznę od wspólnych cech obu produktów, czyli opakowania. Oba toniki znajdują się w białych buteleczkach o pojemności 150 ml, które zostały zaopatrzone w atomizer. Co prawda nie jest on pozbawiony wad, bo lubi się zacinać (u mnie miało to miejsce w wersji łagodzącej) i aplikuje odrobinę zbyt duży strumień produktu. Mgiełka mogłaby być drobniejsza, a tak raczej nie nada się do stosowania na makijaż.. Dodatkowo oba toniki się pienią, wiele osób na to narzeka, ale w sumie mi akurat to nie przeszkadza aż tak :) Ilość produktu do końca opakowania możemy kontrolować 'pod światło'. Tyle słowem wstępu z kwestii 'technicznych' :D
Zapach toniku z różanej serii łagodzącej jest.. różany (:D) i to raczej w intensywnej wersji, dla mnie nieco babcinej. Ogólnie nie jestem ani fanką, ani antyfanką zapachu róży, jest ona dla mnie neutralna. Tutaj jednak początkowo mnie nieco zniechęciła, ale z czasem intensywność przestała mi tak przeszkadzać. W wypadku niebieskiej - nawilżającej wersji toniku jest wręcz przeciwnie. Początkowo zapach bardzo mi się podobał - jest trochę słodki, jakby pudrowy, ale jednocześnie świeży (ciężko w sumie go opisać :D). Co ciekawe, jest zupełnie inny niż w kremie do rąk także z niebieskiej, nawilżającej linii. Teraz jednak momentami mi przeszkadza, gdy jest na wykończeniu.
Łagodzący tonik Vianek - opis działania
Nawilżający tonik Vianek - opis działania
Oba toniki aplikowałam po umyciu twarzy, głównie wieczorem, ale też i czasami rano. Każdy z nich przyjemnie odświeżał cerę, dzięki aplikacji w formie spreju. Przygotowywał twarz na przyjęcie kolejnych produktów do jej pielęgnacji i dodatkowo przywracał odpowiednie pH. Wersja łagodząca świetnie koiła cerę, uspokajała ją, a także łagodziła wszelkie podrażnienia. Nawilżająca zasadniczo miała porównywalne działanie z tym, że widocznie nawilżała cerę. Podczas upalnych miesięcy miałam wręcz wrażenie, że jest zbyt 'bogata' dla mojej przetłuszczającej się cery. Za to myślę, że będzie ona super opcją na zimę, kiedy skórze przyda się taka dodatkowa dawka nawilżenia ;) Wersję łagodzącą można spokojnie stosować w każdej porze roku, a normalizująca, wspominana na początku jest idealnym wyborem na lato :)
Łagodzący tonik Vianek - skład
Nawilżający tonik Vianek - skład
Oba produkty mają naturalny skład, za co duży plus! Ogólnie ich działanie jest o niebo lepsze niż toników typu Ziaja (w sumie w wypadku tych produktów oprócz odświeżenia nie widziałam większych efektów :D). Także moim zdaniem lepiej zainwestować w lepszy produkt, niż kupować taki o słabym składzie. Cena toników na stronie producenta to ok. 20 zł, ale często można je dostać na promocji dużo taniej - teraz nawet w hebe kosztują ok. 16,80 zł. Oprócz tego dostaniecie je także w naturze, aptekach i mniejszych drogeriach typu Laboo czy wispol :)

Miałyście okazje używać toników Vianka?
Jakie inne produkty tej marki możecie mi polecić? :)
Czytaj dalej

Denko - lipiec, sierpień.


Mamy początek września, więc to idealny moment na napisanie jednego z moich ulubionych postów, jakim jest denko. Często posty ze zużyciami są jedyną okazją by wspomnieć o danym kosmetyku, a także pozwalają na ostateczną opinię na temat jakiegoś produktu. Dlatego tak je lubię zarówno pisać, jak i czytać u innych :) Jeśli Wy także należycie do grona zwolenników tych postów - zapraszam do czytania!
Tym razem udało mi się zrobić zdjęcie całej gromadki :D Jak widzicie uzbierała się standardowa jak na mnie gromadka dwumiesięcznych zużyć. Jak zawsze dominuje pielęgnacja, ale udało mi się zużyć także kilka kosmetyków do makijażu i lakiery - co niezmiernie mnie cieszy! :)
✔ Żel pod prysznic Fa - woda ogórkowa i frezja
Baaardzo przyjemny żel o świeżym, odświeżającym zapachu - idealnym na lato. Dodatkowo był na prawdę wydajny, chętnie do niego wrócę :)
✔ Żel pod prysznic Oceania - ozonowa świeżość
Kolejny żel o zapachu idealnym na wakacje i upały - wracam do niego praktycznie co rok, więc z pewnością to nie ostatnie jego opakowanie u mnie.
Produkt, który z pewnością wyróżniał się na tle innych pięknym zapachem. Aczkolwiek.. można znaleść także inne produkty do nawilżania ciała o melonowej woni np. sorbet Soraya, który wydawał mi się ciekawszy. Ten miał przyjemne działanie nawilżające, ale chyyyyba nie wyróżnił się na tyle bym kupiła go ponownie, zwłaszcza, że cena regularna jest nieco przesadzona. Na promocji może kupię inny wariant z tej serii :)
✔ Peeling do ciała Lirene - regenerujący, brzoskwinowy
Peelingi tej firmy to jedne z moich ulubionych zdzieraków! Miałam już większość 'starszych' wersji, oprócz kokosowej i każda była świetna jeśli chodzi o działanie. Skóra była wygładzona, a dodatkowo jakby delikatnie nawilżona. Zdzieranie jest także na bardzo dobrym poziomie - fanki mocnych peelingów będą zadowolone. Jednym minusem może być zapach, bo w wersji brzoskwiniowej niestety nie zachwyca i jest dość sztuczny. Teraz jednak pojawiły się nowe warianty zapachowe, które nie wiem, czy nawet nie zastąpiły tych starych wersji.
~ Maska do włosów Kallos - Biotin
Miałam wiele masek Kallos, ten wariant też jest już moim drugim opakowaniem. Na tle innych wersji umieściłabym go gdzieś w środku rankingu :D Ogólnie zawsze chętnie wracam do tych produktów, jednak to opakowanie wyjątkowo męczyłam, więc chyba potrzebuję odmiany.
✔  Szampon do włosów cienkich - Elfa Pharm
Bardzo lubię szampony tej marki i ten także mnie nie zawiódł, zresztą pojawił się nawet w ulubieńcach, a to mówi samo za siebie. Miał delikatny skład, a mimo to dobrze oczyszczał włosy, nawet z oleju. Robił co miał robić i to bardzo dobrze - chętnie do niego wrócę.
✔ Antyperspirant Rexona
Jeśli jesteście ze mną dłużej to doskonale wiecie, że bywam wybredna jeśli chodzi o zapachy antyperspirantów tej firmy. Tutaj jednak było na prawdę okej, działanie także było bardzo dobre, więc są spore szanse, że jeszcze się spotkamy :D
✘ Płyn micelarny Botanic Spa Bielenda - regenerujący
O ile płyny tej marki są moimi ulubieńcami, tak ten nie specjalnie mi się spodobał. Dużo słabiej zmywał makijaż niż wersja Expert Czystej Skóry. Trochę go męczyłam, więc nie wrócę do tej wersji.
Bardziej moim zdaniem jest to bardziej żel oczyszczający niż peeling. Dla mnie był za słaby i nie wystarczający w swojej roli, więc nie wrócę do niego.
Przyjemna maska, chociaż nie szałowa. Nie zauważyłam spektakularnego nawilżenia, na jakie liczyłam po tylu zachwytach. Dużo bardziej wolę wersję regenerującą, do tej nie wiem czy wrócę.
✘ Krem do twarzy - Soraya
 Bubel! Jedynym jego plusem jest lekka konsystencja żelowo - galaretkowa. Poza tym nie widzę żadnych plusów - nie zauważyłam, żeby matowił cerę, a dodatkowo okropnie 'pachnie' alkoholem. Ostatecznie zużyłam jako balsam do ciała, nie chcąc się z nim męczyć.
Kiedyś ją wręcz uwielbiałam, teraz - przy drugim opakowaniu nadal była przyjemna, aczkolwiek nie jakaś szałowa :D Nie kupię jej ponownie, dlatego że nie jest już dostępna po upadłości firmy..
✘ Glinkowa maska do twarzy Perfecta
Mam co do niej mieszane uczucia - niby coś robiła, ale raczej na krótko. Jeszcze o niej napiszę, ale działanie nie było na tyle zachwycające by do niej wrócić.
~ Tusz do rzęs L'Oreal - Volume Million Lashes
Początkowo byłam rozczarowana tym produktem po tak wielu zachwytach jakie o nim czytałam, jednak po tym jak nieco wysechł byłam nim oczarowana na tyle, że wylądował w ulubieńcach. Pięknie rozdziela rzęsy i je wydłuża, ale nie jest to jakiś super efekt, raczej taki tusz na codzień. Podobne działanie znajdziemy w innych tańszych tuszach, więc raczej nie wrócę do niego, głównie ze względu na cenę.
Bardzo lubię tą czekoladkę, nie jest to moje pierwsze jej opakowanie. Ładnie matuje cerę, chociaż nie jest najtrwalsza. Dodatkowo aplikacje umila nam zapach - produkt wart polecenia.
✘ Balsam do ust Eos - wanilia
Zdecydowanie nie jestem fanką balsamów tej firmy - moim zdaniem za słabo nawilżają i są strasznie twarde, źle się rozsmarowują na ustach. Jak na tak wysoką cenę uważam je za buble i na pewno do nich nie wrócę. Tego opakowania też zresztą nie zużyłam do końca, bez żalu wyrzuciłam jakąś połowę, bo męczyłam go ponad rok!
Bardzo przyjemny podkład, w dodatku w niskiej cenie! Może nie koniecznie na lato, bo nie matuje jakoś mocno, ale na pozostałe pory roku jest idealny. Numer 1 jest dość jasny, ładnie wyrównuje koloryt, jest lekki i nie ciemnieje. Chętnie do niego wrócę.
✔ Płatki Bebeauty
Ulubione, moim zdaniem dużo lepsze od tych mniejszych okrągłych wersji :)
✔ Zmywacz Isana
Totalny ulubieniec, nie wiem, które to już moje opakowanie. Dobrze zmywa lakiery, nawet te ciemne, więc jeszcze nie raz się spotkamy.
To chyba najbardziej polecany produkt jeśli chodzi o kosmetyki do usuwania skórek. U mnie był on jedynym jaki miałam i muszę przyznać, że był na prawdę fajny! Bardzo dobrze zwiększał skórki i ułatwiał ich usuwanie. Do tego był piekielnie wydajny - nie pamiętam odkąd go miałam, ale bardzo długo! :D
Jeden z moich ulubionych lakierów. Uwielbiałam ten kolor i w sumie dość szybko go zużyłam, biorąc pod uwagę to kiedy go kupiłam i porównując do innych lakierów w mojej kolekcji. Jednak nie zawsze mi się trzymał na paznokciach i ostatnio ciężej dostać lakiery tej firmy, więc myślę, że poszukam jakiegoś odpowiednika, bo kolor był cudowny :)
Kolejny ulubieniec - miał piękny kolor, wygodny pędzelek i dobrze się trzymał na paznokciach. Do tego cena tych lakierów jest bardzo przyjemna dla portfela, na pewno kupię ten odcień ponownie.
Udało się się zużyć także kilka masek w saszetkach. Na uwagę zasługuje maska w płachcie z Biedronki z serii koreańskiej, a także glinkowa od Perfecta. Bardzo fajne są też maseczki Isana pod oczy i do tego mega tanie. Pozostałe czyli kremowe maski Bebeauty i czarna maska a'la Pilaten mnie nie zachwyciły - ich działanie było słabe, a nawet zerowe.

Udało mi się zużyć 22 pełnowymiarowych opakowań oraz 8 saszetek - maseczek, więc całkiem fajnie :)
Znacie coś z moich zużyć? Jakie macie zdanie na temat tych produktów?
Czytaj dalej

Etykiety

#Blogerkipolecaja 4 pory roku AA Alterra alverde anatomicals avon Balea Balmi balsam do ciała balsam do ust Barwa bebeauty bell Bi-es Bielenda Biolove Biotaniqe buna catrice celia ciało cienie do brwi delia denko Dermedic dermena dm Dr.Konopka's ecocera efektima elfa-pharm eos esencja essence Eveline Evree Fa Farmona film Flormar Garnier gliss kur Golden Rose Green Pharmacy hean Himalaya hity roku Holika holika Ingrid Isana Jantar Joanna Kallos kobo kolastyna kolorówka korektor pod oczy kosmetyczne premiery kosmetyczni ulubieńcy krem bb krem cc krem do rąk krem do twarzy krem pod oczy książki kulturalne podsumowanie roku L'biotica La Rive lakier do paznokci lemax lifestyle Lirene liście manuka Loreal lovely Luksja Makeup Revolution makijaż Marion mariza maseczka do twarzy maseczki w płachcie maska/odżywka do włosów masło do ciała Maxfactor Maybelline mini recenzje miss sporty Miya miyo mus do ciała muzyka my secret mydło do ciała i włosów Nacomi naklejki wodne Natura Estonica naturalnie Neutrogena niekosmetyczni ulubieńcy nivea nowości oceania odżywka do paznokci Oillan olej do włosów olejek do twarzy Organic shop Organique organizacja oriflame Originals Palmolive paznokcie peeling peeling do rąk peeling do skóry głowy peeling do twarzy perfecta Petal Fresh pianka do twarzy pianka pod prysznic pielegnacja pielęgnacja pielęgnacja twarzy planet spa płyn micelarny podkład podróże pomadka promocja na kolorówkę w Rossmannie promocja na pielęgnacje twarzy w Rossmannie prywatnie Przegląd kulturalny przegląd marki puder Rimmel Rival de Loop rosyjskie kosmetyki bani agafii Sally Hansen Seche Vite selfie project serial serum skarpetki złuszczające soraya Stara Mydlarnia Sylveco szampon tag tanie kosmetyki Tatry tołpa tonik top coat treaclemoon tusz do rzęs Tutti Frutti twarz Ulubione blogi usta Venus Vianek Vipera wcierka wibo wieczorna pielęgnacja wishlista włosy wygląd bloga wyjazdowa kosmetyczka wzorki na paznokciach Yves Rocher zagraniczne kosmetyki ziaja żel aloesowy żel do brwi żel pod prysznic
me & my passions © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka