Denko - wrzesień, październik.

Heeej :)
Ostatni dzień miesiąca to zawsze idealny czas na podsumowanie ubiegłego miesiąca/miesięcy.. Tym razem nie zobaczycie u mnie podsumowania kulturalnego, bo obejrzałam jedynie jeden film. Co jak na mnie nie jest szałowym wynikiem.. :D Post z tej serii ukarze się więc za miesiąc, a tymczasem zapraszam Was na denko. 
W ciągu ostatnich 2 miesięcy zużyłam sporo ulubieńców, których używam od dobrych miesięcy lub też nowości, które świetnie się u mnie sprawdziły. Jeśli jesteście więc ciekawe tych produktów to zapraszam do czytania :)
Żel pod prysznic Balea
Bardzo lubię te niemieckie żele, ale ten nie zachwycił mnie szczególnie zapachem.
Żel pod prysznic Isana
Tutaj jestem zdecydowanie zadowolona! Ogólnie lubię te żele z Rossmanna, ale ta edycja limitowana się im wyjątkowo udała. Muszę przyznać, że wypada ona nawet lepiej od tej z Balea. Żel pachniał przepięknie - otulająco, a jednocześnie świeżo.
W porównaniu do innych produktów tej marki ten okazał się największym rozczarowaniem. Nie odpowiadała mi przede wszystkim bardzo rzadka konsystencja i zapach niezbyt przypominający malinę. Akurat w kwestii żeli wolę te z Balea lub Isany, mimo nieco gorszych składów - akurat tutaj mi to zupełnie nie przeszkadza :)
Balsam Avon
Zapach bez szału (kojarzył mi się z syropami :D) i działanie także, więc nie widzę powodów by do niego wrócić. Chociaż nie uważam go za jakiegoś bubla :)
Bardzo przyjemny produkt, który oprócz iście letniego zapachu zachwycił mnie działaniem. Wspaniale wygładzał skórę i miałam wrażenie, że radził sobie też z bliznami. Na pewno jeszcze do niego wrócę, a przede wszystkim wypróbuję wersję pomarańczową.
W porównaniu do żelu o tym samym zapachu ten produkt wypadł duuuużo lepiej. Na tyle by znaleść się w letnich ulubieńcach. Uwielbiałam go przede wszystkim za mega wygodną aplikację i dobre nawilżenie.
Maska do włosów Kallos
Jak wiecie lubię te maski i kupię je zamiennie. Tym razem skusiłam się na najnowszą wersję figową, która jak i pozostałe tej firmy była na prawdę fajna. Jedynie zapach pod koniec zaczął mnie męczyć..
Szampon Bania agafii
Bardzo lubię te rosyjskie szampony, ten także miło wspominam. Dobrze oczyszczał i miał łagodniejsze działanie od drogeryjnych szamponów. Na pewno jeszcze nie raz sięgnę po szamony tej marki, a może i po ten konkretny.
Mój pierwszy kosmetyk tego typu i już miłość ♥ Sam fakt, że był w ulubieńcach kosmetycznych mówi za siebie. Pewnie pojawi się też i w perełkach kosmetycznych z całego roku.
Czarne mydło do ciała i włosów
Używałam go głównie do mycia włosów, dlatego pojawia się wśród włosowych produktów i bardzo się z nim polubiłam. Wyróżnia go przede wszystkim konsystencja i działanie, ale więcej napiszę w recenzji na jego temat :)
Dezodorant Fa
Zapach miał super, z działaniem już gorzej - w gorące dni nie dawał rady.
O mojej przygodzie z tym olejkiem pisałam dokładnie tutaj. W skrócie - nie polubiłyśmy się zdecydowanie przez jego formę. Mimo, że u wielu osób się sprawdza, my już się nie spotkamy :)
Mój wielki ulubieniec o czym wspominałam już niejednokrotnie, wiec daruję sobie już kolejne pochwały :D
Płyn micelarny Bielenda
Płyny tej marki to mój numer 1 jeśli chodzi o demakijaż, zawsze jak tylko skończę jedną butlę to kupuję drugą. Co prawda zawsze sięgam po wersję niebieską, ale tym razem skusiła mnie różowa. Jednak mam wrażenie, że nie radzi sobie ona aż tak dobrze z makijażem jak poprzedniczka, chociaż wiele od siebie się nie różnią :)
Była moim wakacyjnym hitem. Co prawda w tym roku lato nie rozpieszczało, ale super radziła sobie w gorące dni odświeżając cerę i ochładzając ją :) Podczas upalnych miesięcy jest idealna, ale na teraz już tak dobrze by się nie sprawdziła podejrzewam. Wrócę do niej za rok :D
Bardzo przyjemny krem, chociaż nie bez wad. Wiosną - latem sprawdzał się na prawdę przyzwoicie i miał piękny zapach. W zimniejszych miesiącach raczej nie dałby rady, sama nie wiem czy wrócę do niego ponownie.
Zmywacz do paznokci Isana
Stały bywalec, który radzi sobie świetnie z zmywaniem lakierów - nawet tych ciemnych :)
Kremy tej marki to moi wielcy ulubieńcy (kolejni w tym denku :D), dzięki którym polubiłam kremowanie dłoni i zaczełam to robić w miarę regularnie. Co prawda wolałam czerwoną wersję, ale i ta się świetnie sprawdzała - miała przyjemny zapach i dobrze nawilżała dłonie. Na pewno skuszę się na pozostałe wersje :)
Duże płatki bebeauty
Ulubione płatki, jak dla mnie dużo lepsze od tych mniejszych - standardowych.
Bardzo lubię ten produkt za naturalne podkreślenie brwi :) Co prawda teraz odkryłam, że nieco lepiej wypada Lovely z ich żelem, ze względu na wygodniejszą szczoteczkę. Ale poza tym te produkty praktycznie się między sobą nie różnią.
Przyjemny produkt, na tle innych używanych przeze mnie pudrów transparentnych ten wypada bardzo dobrze :) Znalazł się nawet w ulubieńcach lata - z przyjemnością sięgałam po niego w tym okresie.
Top coat Sally hansen
Denko kończę kolejnym ulubieńcem - tutaj widzicie już 2 butelkę tego wysuszacza. Świetnie radził sobie z wysuszaniem i utrwalaniem lakieru. Jedynym minusem jest jego gęstnięcie pod koniec buteleczki.. Taka ilość jak widzicie na zdjęciu jest już praktycznie nie do zużycia..
Na sam koniec maseczki - postanowiłam i te saszetkowe zamieszczać w denku. Sama chętnie czytam o nich w postach ze zużyciami, więc stwierdziłam - dlaczego i ja nie mogłabym o nich wspomnieć. Z tego grona na uwagę zdecydowanie zasługuje maseczka peel off z Bielendy i oliwkowa Ziaja. Obie świetnie oczyszczały cerę. W płachcie najlepiej wypadła ta z Mizon, bo te Lomi lomi większego zachwytu nie spowodowały. Podobnie jak kremowa z Janda..

Znacie produkty z mojego denka? Jak u Was się sprawdziły? :)
Czytaj dalej

Maseczki na każdy dzień tygodnia od Lomi lomi, czyli o najtańszych maskach w płachcie..

Heeej :)
Mam wrażenie, że już niemal każdy słyszał o sławnych maseczkach w płachcie od Lomi lomi dostępnych w hebe. Po wielu opiniach w internecie o nich postanowiłam skusić się na nie i ja, jako że trafiłam jeszcze na promocje na cały komplet 7 masek. Producent mówi o stosowaniu ich każdego dnia w ciągu tygodnia. Sama nie stosowałam ich w ten sposób, tylko zamiennie z maskami innych firm. Wystarczyły mi więc na kilka dobrych miesięcy - dlatego mój post nie będzie typową opinią o każdej z maseczek, ale ogólnym wrażeniu na ich temat :)
 Zaczynając od kwestii technicznych --> maseczki kupujemy w papierowym kartoniku. Na odwrocie znajdziemy krótki opis każdej z masek, która ma zapewnić określone działanie. Po otworzeniu naszym oczom ukazuje się 7 saszetek w wersjach:
  • aloesowa
  • miłorzęb japoński
  • winogrono
  • ogórek
  • acerola
  • granat
  • jaśmin
Sama stosowałam 6 z nich, bowiem miłorzęb oddałam siostrze :)
Każda z płacht jest mocno nasączona w żelu, który zostaje jeszcze w opakowaniu. Na plus także idealna wielkość płachty, która super dopasowuje się do twarzy i do niej przylega :) Nie spada w ciągu noszenia, więc spokojnie możemy wykonywać inne, codzienne czynności.
Jeśli chodzi o zapach, to już tutaj zaczynają się schody.. Bowiem jest on w większości rodzai mega chemiczny i średnio przyjemny. Raczej nie przypomina konkretnego rodzaju masek. Najgorzej pod tym względem wspominam winogrono, które w żaden sposób nie pachniało tym owocem.
Żel, którym nasączone były maski był dość lepki i słabo wchłaniał się w skórę w wypadku większości z maseczek. Pozostawiał po sobie nieprzyjemną, klejącą warstwę - każdorazowo u mnie zmywałam ją wodą. Nie wyobrażam więc sobie wsmarowywania reszty żelu jak zaleca producent.
Najmilej wspominam wersje z granatem i acerolą, z poniższego zdjęcia. Ładnie wygładzały one twarz i koiły cerę. Jednak nie był to efekt spektakularny i długotrwały. W sumie dlatego też jestem w stanie zrozumieć idee stosowania tych masek codziennie :D Reszta z nich wypadła dość przeciętnie, więc ciężko pisać o jakichś różnych efektach w wypadku poszczególnych masek. Nie ma tutaj dla mnie mowy o jakimś efekcie 'wow', a nawilżenie jest bardzo 'powierzchowne'..
Maseczki są fajną opcją na wieczór spa, ale raczej dla mnie tak jednorazowo.. Niemniej jednak cieszę się, że miałam okazje je wypróbować i Wam także polecam na spróbowanie. Wiele osób jest bowiem z nich bardzo zadowolonych, więc są szanse, że i Wam przypadną do gustu :) Dodatkowo jest to fajna opcja jeśli dopiero chcemy spróbować taką formę masek.
Jeśli kupicie je tak jak ja na promocji za 20 zł, to wychodzą na prawdę korzystnie. 3 zł za sztukę, więc jak na maski w płachcie są na prawdę tanie. W cenie regularnej komplet kosztuje 30 zł jak się nie mylę, a jeśli kupujemy je pojedynczo to 5 zł za sztukę :) Dostępne są tylko w hebe.

Znacie je? Która z maseczek tej firmy najlepiej się u Was sprawdziła?
Jakie maski w płachcie jesteście w stanie mi polecić? A może jedna jak ja wolicie tradycyjne maseczki?
Czytaj dalej

Peeling do twarzy Pure Neroli - najsłabsze ogniwo marki?

Heeeej :)
Dzisiaj przychodzę do Was z opinią na temat produktu, który zbiera w większości same niezbyt pozytywne opinie. Jego ocena na wizażu wynosi 1,1 - zapowiada się więc nie za ciekawie.. Przyznam, że gdy go kupowałam nie czytałam przed tym zbyt wielu opinii na jego temat. Nie miałam, więc się za bardzo czym kierować. Byłam ciekawa po prostu nowej serii - jako, że większość kosmetyków tej marki się u mnie sprawdziła. Jak więc peeling wypadł u mnie? Jeśli jesteście ciekawe zapraszam dalej :)
Zacznę klasycznie od opakowania.. Nasz produkt znajduje się w wygodnej tubie wykonanej z miękkiego plastiku. Jest zamykana na klik, więc z dozowaniem nie ma najmniejszych problemów. Na plus także fakt, że przez opakowanie możemy kontrolować ile produktu zostało nam do zużycia. Co do kolorystyki, jak w wypadku całej marki dominuje kolor pomarańczowo - żółty. Wyróżnia się na łazienkowej półce. Pojemność peelingu to 200 ml i starcza ona na całkiem długo, bo używam go już ok. 2 miesiące i wystarczy mi pewnie jeszcze na  kilka tygodni. Ale czy to zaleta w tym przypadku?
Zapach peelingu jest bardzo specyficzny. Pokazując ten produkt zaraz po zakupie na instagramie dziewczyny ostrzegały mnie przed nim. Jest porównywany do sztucznej/zepsutej pomarańczy, stęchlizny, wymiocin.. Sama długo zastanawiałam się co mi przypomina, ale ostatecznie ciężko mi go do czegoś porównać.. Tak czy siak zapach jest niezbyt świeży, dość chemiczny i ma mało wspólnego z pomarańczą. Chociaż sama nie oceniam woni tego kosmetyku tak negatywnie jak inne dziewczyny :D Dla mnie jest neutralny i tak bardzo mi nie przeszkadza - jestem w stanie go znieść. Nie jest to jednak zapach umilający aplikację i podejrzewam, że mało komu przypadnie do gustu, więc trzeba brać go pod uwagę kupując produkt. 
Na plus zasługuje fakt, że zawiera 'naturalne' drobinki. Nie są to plastikowe kulki często spotykane w peelingach (zabijające ryby w oceanach). Rzeczywiście przypominają coś na kształt drobinek jakiejś morskiej gąbki. Jednak jak na moje oko z ilością nie ma szału - nie jest ich specjalnie dużo, chociaż mało też nie. Prawda jest taka, że niewiele peelingów jest mnie w stanie zadowolić pod tym względem :D Sama baza, w której zatopione są drobinki jest kremowa.
Do tego ich właściwości złuszczające są mizerne jak na moje potrzeby.. Co prawda ich działanie można stopniować dociskając je bardziej przy używaniu do skóry, ale nadal nie ma tu szału. Bardziej one jak dla mnie masują skórę niż ją peelingują. Dlatego zgadzam się z producentem, że spokojnie można stosować produkt codziennie. Warto jednak w tym miejscu wspomnieć, że kilka razy zdarzyło mi się, że przy używaniu produkt piekł mnie delikatnie w policzki. Ale nigdy mnie nie podrażnił. Nie zauważyłam też na szczęście zapchania cery, czy ogólnie pogorszenia się jej stanu. Co jeszcze nie odpowiada mi w tym peelingu to konsystencja. Bowiem jest ona dość tłustawa i czuć olejkowatość przy myciu. Po zastosowaniu cera jest wygładzona i napięta, czyli niby całkiem fajnie.. Ale brakuje mi takiego głębokiego oczyszczenia - o którym bądź co bądź, mówi producent.. Na ten efekt jednak najbardziej zwracam uwagę przy peelingach. Nie zauważyłam także większego wpływu na niedoskonałości.
Za produkt zapłacimy regularnie ok. 20 zł, a znajdziemy go na pewno w Rossmannie i większości drogerii podejrzewam :)  Sama kupiłam go za niewiele ponad dychę i właśnie w cenie promocyjnej polecam go szukać, jeśli już chcecie kupić. Jak widać nie jest on pozbawiony wad, chociaż moja opinia mam wrażenie nie jest jeszcze taka najgorsza dla niego w porównaniu do innych :D

Znacie go? Jak sprawdził się u Was? Może macie inne produkty z tej serii - jak one się sprawdzają? Jestem też ciekawa jak tam wygląda kwestia zapachu? :)
Czytaj dalej

5 kosmetyków do 10 zł, które warto wypróbować (cz.9).

Heeeej :)
Dzisiaj przychodzę do Was z kolejnym - już 9 wpisem z serii tanich kosmetyków do 10 zł wartych wypróbowania. Z ankiety wiem, że chętnie czytacie tą serię.. Zresztą sama z chęcią poznaję Wasze tanie perełki :D Jeśli jesteście ciekawe co tym razem przygotowałam - zapraszam dalej :)
Tak prezentuje się dzisiejsza piątka, muszę przyznać, że spora część to kosmetyki do których z przyjemnością wracam. Tudzież - mam je już od kilku dobrych miesięcy. Tylko jeden z nich jest nowym produktem :D
ŻEL POD PRYSZNIC ISANA (ok.4 zł)
Na początek zacznę od bardzo znanego produktu.. W sumie nie wiem czemu jeszcze nie pojawił się w tym zestawieniu :D Jestem pewna, że każda z Was miała chociaż jedną sztukę tego żelu. Od myjadeł pod prysznic nie oczekuję wiele - mają dobrze oczyszczać i pięknie pachnieć. Ta wersja spełnia obydwie te kwestie, a do tego kosztuje niewiele, często można ją dostać jeszcze taniej na promocji. Btw. Ta letnia limitka wyszła im super! Sama chciałabym dokupić jeszcze pozostałe wersje z niej :D

TONIK ZIAJA - JAGODY ACAI (ok. 8-9 zł)
Wydaje mi się, że w którejś z części tej serii polecałam Wam już tonik z tej firmy. Był on z serii liście zielonej oliwki. Ten z jednej z nowszych serii także świetnie się spisuję, za niedługo postaram się o nim napisać coś więcej. Najbardziej lubię go za odświeżenie cery wieczorem po całym dniu i pomoc w przebudzeniu rano.

MASECZKI ZIAJA (poniżej 2 zł)
Kolejny 'kultowy' wręcz produkt, którego nie trzeba specjalnie przedstawiać :) Muszę przyznać, że sama wolę jeśli chodzi o maski co prawda większe opakowania, ale od czasu do czasu sięgam także i po takie saszetki. Jeśli chodzi o Ziaję to najbardziej lubię ich maseczki z glinkami. Jedną z moich ulubionych jest właśnie ta z cynkiem z serii Zielone Oliwki. Zielona wersja nawilżająca z kolei kiedyś była moim ulubieńcem, na blogu pewnie można znaleść jego recenzję sprzed kilku lat :DD Całkiem przyjemna była też maseczka ogórkowa odświeżająca, ale to opcja bardziej na lato :)

MYDŁO ELFA PHARM (3,50 zł)
Jak doskonale wiecie do oczyszczania twarzy z powodzeniem od jakiegoś czasu używam mydełek. Te z Elfa pharm wyjątkowo przypadły mi do gustu, chociaż bardziej chyba wolę wersję siarkową. Jednak obie wersję dobrze oczyszczają i domywają skórę twarzy. O ile używamy regularnie kremu to nie przesuszają specjalnie skóry. Kosztują grosze, więc jeśli czujecie się zachęcone to może warto wypróbować :)

LAKIERY GOLDEN ROSE - COLOR EXPERT (5,90 zł)
Dawno nie pokazywałam Wam w postach z tej serii lakierów do paznokci, pojawiły się one bodajże w pierwszym odcinku, więc dosyć dawno.. Akurat ta seria z golden rose jest chyba jedną z moich ulubionych. Limonkowy lakier należy nawet do moich większych ulubieńców :D Lubię je za szerokie bardzo wygodne pędzelki, dobre krycie (1 grubsza warstwa lub 2 cieńsze) i całkiem niezłą trwałość :) Na pewno na tych 2 sztukach się nie skończy u mnie.. :D

Znacie coś z tego grona? Jakie kosmetyki za umowną dyszkę polecacie? Być może to właśnie one znajdą się w kolejnej części!? :D

Miłego weekendu!
Czytaj dalej

Matujący krem nawilżający Bielenda - Ogórek & Limonka.

Heeeej :)
Jeśli czytacie od jakiegoś czasu mojego bloga to doskonale wiecie, że Bielenda jest jedną z moich ulubionych marek. Sporo kosmetyków z jej asortymentu stało się moimi ulubieńcami. Inne spodobały mi się mniej, jednak nie trafiłam jeszcze na jakieś szczególne buble :) Dzisiaj chciałabym napisać Wam co nieco na temat matującego kremu nawilżającego. Pochodzi on dostępnej już od jakiegoś czasu serii i mam wrażenie nieco zapomnianej. 
Kiedyś u jednej z Was przeczytałam sporo dobrego na temat dzisiejszego bohatera, więc jak tylko zobaczyłam go w drogerii szybko wpadł do mojego koszyka. Jeśli jesteście ciekawe czy stał się także moim ulubieńcem - zapraszam dalej :)
Nasz krem kupujemy standardowo w kartoniku, w którym znajduje się już właściwy słoiczek. Wiem, że są zarówno przeciwnicy jak i zwolennicy takiego opakowania. Ja osobiście lubię takie rozwiązania, przecież i tak takich kremów używamy w domu. Całość prezentuje się dość prosto i mało oryginalnie jak dla mnie. Dominuje biało - zielona kolorystyka.. Jednak przecież nie sam wygląd jest najważniejszy :D
Po odkręceniu naszego plastikowego słoiczka naszym oczom ukazuje się dodatkowe zabezpieczenie w postaci sreberka. Konsystencja jest leciutka, kremowo - żelowa powiedziałabym.
Sam zapach także należy do przyjemnych i delikatnych dla nosa. Sama bardziej wyczuwam tam ogórkowe nuty, chociaż te cytrusowe także im towarzyszą. Pachnie przede wszystkim świeżo, więc myślę, że nawet najbardziej wybrednym nosom przypadnie do gustu.
Po rozsmarowaniu początkowo zostawia po sobie ochronną warstewkę, która jednak po kilku minutach się wchłania. Nie musimy zbyt długo czekać.. Po tym czasie daje lekko matowe wykończenie, ale daleko mu jak dla mnie do typowego matującego kremu. Jeśli chodzi o wykorzystanie go jako bazy pod makijaż to u mnie w tej roli się nie sprawdził. Co prawda tylko raz wypróbowałam go w tej roli, ale więcej nie miałam ochoty. Podkład wyglądał zwyczajnie brzydko, a pory i wszelkie niedoskonałości na twarzy były jeszcze bardziej widoczne..
 Na szczęście działanie nawilżenie było już lepsze i jak na lato było dla mnie jak najbardziej wystarczające. Skóra po jego zastosowaniu była gładka i przyzwoicie nawilżona. Jednak bliżej jesieni na twarzy zauważyłam suche skórki i krem już nie uporał się z nimi tak szybko. Po jakimś czasie rzeczywiście zniknęły, ale nie było to 'nawilżenie natychmiastowe'. 
Podczas używania kremu zauważyłam także, że pory stały się jakby mniej widoczne, więc być może to po części jego zasługa :) Całkiem nieźle też łagodzi on podrażnienia, ale nie zauważyłam, żeby skóra mniej się błyszczała. Podczas jego stosowania nie zauważyłam pogorszenia stanu mojej cery, przeciwnie - była ona w całkiem niezłej kondycji.
Za 50 ml kremu zapłacimy jeśli się nie mylę ok. 15 zł. Często także jest on na promocji za nieco ponad dychę. Sama kupiłam go w hebe, ale pewnie i w innych drogeriach będzie on do kupienia :) 
Jak na taką cenę uważam, że jest to na prawdę przyjemny produkt, szczególnie na lato. Idealnie sprawdzi się dla cery takiej jak moja, czyli mieszanej czy tłustej. Bardziej wymagające osoby oczekujące natychmiastowego działania nawilżającego może nie zadowolić.

Znacie ten produkt lub inne kosmetyki z tej serii? Jakich kremów aktualnie używacie? :)
Czytaj dalej

Nowości w mojej kosmetyczce - czy udało mi się przeżyć sierpień i wrzesień za 50 zł?

Heeej :)
Korzystając jeszcze z tego, że niedawno zaczął się nowy miesiąc chciałbym podsumować moje kosmetyczne nowości z ubiegłych dwóch - wakacyjnych miesięcy. Z założenia miały to byś miesiące oszczędzania i kupowania samych niezbędników. Z drugiej strony Rossmann kusił promocjami najpierw na różnego typu 'letnie kosmetyki', a później promocją 2+2. Czy mi się więc udało przeżyć ubiegłe miesiące za 50 zł? Jeśli jesteście tego ciekawe i ogólnie kosmetyków, które do mnie trafiły to zapraszam dalej! :)
Nie uwierzycie pewnie jeśli powiem Wam, że na jednym zdjęciu zmieściłam wszystkie moje zakupy z sierpnia? Musicie, bo na prawdę tak jest :D Jak widać kupiłam same potrzebne rzeczy, których aktualnie potrzebowałam. Był to antyperspirant Fa (7,90 zł) o pięknym zapachu (ale nieco gorszej ochronie) i mydło Elfa pharm (3,50 zł). Po siarkowej wersji, którą byłam zachwycona skusiłam się na salicylowe. Do tego po skończeniu toniku Evree skusiłam się tym razem na Ziaje ze stosunkowo nowej serii (8,20 zł). Można kupić tylko to czego naprawdę brakuje? Jak widać można :DD
Zastanawiacie się pewnie co z sierpniową promocją w Rossmannie, czyż nie? Zamysł był taki, żeby rzeczywiście nie kupować NIC. Ale, ale.. nie mogłam odmówić siostrze, gdy zadzwoniła czy coś mi kupić. Skusiłam się na 2 maseczki --> Ziaji, którą miałam i miło wspominam i Bielenda, która była dla mnie nowością. Obie jak wspominałam zostały przez nią kupione, więc nie wliczam ich do mojego 'rachunku' :P
W sierpniu uśmiechnęło się do mnie szczęście i to podwójnie po dłuższym czasie :D Udało mi się wygrać m.in. konkurs u Justyny. Zawartość to takie niezbędniki, które na pewno się nie zmarnują u mnie :) Szczególnie ucieszyła mnie woda z Adidasa i żel Isana, bo na oba produkty miałam ochotę od jakiegoś czasu. Dziękuję! ♥
Pod koniec sierpnia szczęście uśmiechnęło się do mnie także u Moniki, gdzie wygrałam same wspaniałości. Tym bardziej się cieszę, bo niemal żadnego kosmetyku wcześniej nie znałam :) Jeśli czytacie mnie od dłuższego czasu to doskonale wiecie, że najbardziej zapewne ucieszyły mnie maseczki :D Ale też i kremu do twarzy jestem bardzo ciekawa, bo ogólnie kremy z Eveline bardzo lubię :) Dziękuję Monika jeszcze raz za super zawartość! ♥
Pierwszym zakupem września był top coat seche vite. Skończył się mój ulubieniec z Sally Hansen, ale tym razem skusiłam się na coś nowego. Kosztował mnie razem z przesyłką 16,50 zł. Zmywacz Isana (3,20 zł) wpadł do koszyka przy robieniu zamówienia podczas promocji 2+2 w sklepie internetowym Rossmanna.
Z owej promocji skorzystałam razem z siostrą, więc wyszło nam 1+1. U mnie droższym produktem był żel dove (12,50 zł) - od dawna miałam na niego ochotę. Dezodorant adidas wyszedł mi 'gratis', miałam go już kiedyś i miło wspominam :)
Siostra przy okazji odbierania zamówienia wzięła nam także żele Isana. Co prawda zostawiła mi dwie wersje, ale myślę, że ta z miętą wróci do niej. Sama mam jeszcze kilka żeli w zapasie :D 
Na powyższym zdjęciu widzicie już ostatnią turę nowości. Jako, że skończył mi się peeling tym razem skusiłam się na Tutti frutti. Ich maluszki bardzo lubiłam swego czasu, ale te nowe wersję jakoś nie do końca się u mnie sprawdzają.. Miałam wcześniej wersję z kokosem i była okropna. Tutaj liczyłam na lepszy zapach, ale szału nie ma. Zapłaciłam za niego bodajże 11,90 zł. Do zdjęcia wzięłam przez przypadek zły szampon. Bowiem w tym miejscu powinna pojawić się wersja skrzypowa, a nie łopianowa - należąca do mamy. Płatki to już standardowy zakup. Oba kosmetyki były kupione przy okazji codziennych zakupów przez mamę, więc nie wliczam ich do 'mojego rachunku'.

Czas na podsumowanie.. W sierpniu wydałam 19,60 zł, a we wrześniu 44,10 zł. Tak więc poszło mi tym razem bardzo dobrze, szczególnie w pierwszym miesiącu :D Sprawę ułatwiał zdecydowanie fakt braku dostępu do hebe i innych drogerii dostępnych w moim studenckim mieście :DD
W październiku skuszę się zapewne na kilka rzeczy na zbliżającej się promocji na kolorówkę w Rossmannie. Oprócz tego uzupełnię też braki kilku produktów w pielęgnacji twarzy, więc pewnie nie uda się nie przekroczyć limitu. Ale zobaczymy.. :D

Coś wpadło Wam szczególnie w oko z dzisiejszego przeglądu nowości? Może któryś z kosmetyków doskonale znacie? :)
Czytaj dalej

Podkład Maybelline Fit me! - czy warto skusić się na niego podczas najbliższej promocji?

Heeeej :)
Jak zapewne wiecie wielkimi krokami zbliża się sławna już promocja w Rossmannie na kolorówkę. Tym razem odbędzie się ona w dniach 10 - 19 października, więc już niedługo. Dlatego postanowiłam napisać dzisiaj kilka zdań na temat produktu, który cieszył się niezłym powodzeniem podczas ostatniej promocji. Mowa o podkładzie marki Maybelline - Fit me! Akurat ja kupiłam go nieco później, ale już zdążyłam wyrobić sobie o nim całkiem jasne zdanie. Jak się sprawdził u mnie i przede wszystkim czy warto mu się przyjrzeć bliżej podczas obniżek w R.? - tego dowiecie się czytając dzisiejszy wpis ;)
Sam wygląd produktu jak dla mnie jest przyjemny dla oka, sprawia wrażenie jakby wszystko do siebie pasowało. Niestety podczas używania sprawa wygląda nieco gorzej, bowiem czarne - matowe elementy bardzo łatwo się brudzą.. Pojemność produktu to 30 ml.
Kolor podkładu jaki posiadam to 105, a więc najjaśniejszy odcień z całej gromadki liczącej 6 odcieni. Niestety odcień nie jest wcale taki jasny - podejrzewam, że dla typowych 'bladziochów' będzie zbyt ciemny. U mnie pasuje idealnie teraz - po lecie, gdy cera jest nieco opalona. Podejrzewam, że zimą i mnie by nie zadowolił. Ostatnio czytałam, że zagranicą jest dostępny jeszcze jaśniejszy odcień (bodajże 100) i on mógłby być już całkiem fajny - nawet zimą. Co samego koloru, jest to typowy ciepły odcień z żółtymi tonami. Na całe szczęście nie zawiera tych różowych, świnkowych :D
Zapach jest baaaardzo delikatny i raczej nie męczący dla nosa. Jeśli chodzi o konsystencję to podobnie jak wypadku innego podkładu tej marki - affinitone jest ona dość rzadka. Nie przepadam jak wiecie za taką, aczkolwiek ostatnio nauczyłam się już z nią obchodzić i już tak mi nie przeszkadza. 
Podczas nakładania nie tworzy smug i przeciwnie wydaje się, że od razu wtapia się w cerę tworząc przyjemne matowe, wręcz pudrowe wykończenie. Myślę, że można by nawet na szybkości zrezygnować z pudru, jednak z przyzwyczajenia i dla większej trwałości zawsze go dawałam. Nie zauważyłam, żeby produkt oscylował i znacząco ciemniał na twarzy. Co do jego krycia określiłabym go jako średnie. Na pewno nie jest to mocno kryjący podkład, bo nawet u mnie podczas gorszych dni mojej cery nie przykrywał pojedynczych niedoskonałości na tyle, żeby były niewidoczne. Raczej delikatnie je maskował.. Osoby mające problemy skórne - liczące, że ten podkład zapewni im efekt nieskazitelnej gładkiej cery mogą być rozczarowane. Zauważyłam także, że lubi on podkreślać suche skórki. 
Wyżej możecie zobaczyć małe porównanie z 2 innymi podkładami, które miałam 'na stanie' kiedy robiłam zdjęcia. Od góry: Rimmel lasting finish w najjaśniejszym odcieniu, nasz bohater Fit me i Affinitone o którym pisałam tutaj. Jak widać oba podkłady marki Maybelline mają bardzo zbliżone kolory. Jednak wybierając między nimi skłaniałabym się do Fit me właśnie :)
Na plus jak dla mnie ciepły kolor podkładu i bardzo ładne wykończenie, brak drobinek. Jeśli mamy cerę w dobrym stanie prezentuje się na prawdę ładnie i co ważne - nie czuć go wcale na twarzy. Poza tym ma jednak kilka minusów o których należy pamiętać podczas zakupu.

Znajdziecie go w Rossmannie i innych drogeriach. W regularnej cenie kosztuje ok. 28-29 zł. Sama kupiłam go za ok. 16 zł w mniejszej drogerii. Na najbliższej promocji w Rossmannie dostaniecie go za ok. 13 zł. 

Znacie ten sławny już podkład? Jak u Was się sprawdził? 
Jakich podkładów aktualnie używacie? Możecie mi coś polecić? :)
Czytaj dalej

Etykiety

4 pory roku AA Alterra alverde anatomicals avon Balea Balmi balsam do ciała balsam do ust Barwa bebeauty bell Bielenda Biolove catrice celia ciało cienie do brwi denko dermena dm ecocera efektima elfa-pharm eos essence Eveline Evree Farmona film Flormar Garnier gliss kur Golden Rose Green Pharmacy Himalaya hity roku Isana Joanna Kallos kobo kolastyna kolorówka kosmetyczne premiery kosmetyczni ulubieńcy krem bb krem cc krem do rąk krem do twarzy krem pod oczy książki kulturalne podsumowanie roku L'biotica lakier do paznokci lemax lifestyle Lirene liście manuka Loreal lovely makijaż Marion mariza maseczka do twarzy maseczki w płachcie maska/odżywka do włosów masło do ciała Maxfactor Maybelline mini recenzje miss sporty miyo mus do ciała muzyka my secret mydło do ciała i włosów Nacomi naklejki wodne naturalnie Neutrogena niekosmetyczni ulubieńcy nivea nowości oceania odżywka do paznokci olejek do twarzy Organic shop Organique organizacja Palmolive paznokcie peeling peeling do rąk peeling do skóry głowy peeling do twarzy perfecta pianka do twarzy pianka pod prysznic pielęgnacja pielęgnacja twarzy planet spa płyn micelarny podkład podróże pomadka promocja na kolorówkę w Rossmannie promocja na pielęgnacje twarzy w Rossmannie prywatnie Przegląd kulturalny przegląd marki puder Rimmel Rival de Loop rosyjskie kosmetyki bani agafii Sally Hansen Seche Vite selfie project serial serum skarpetki złuszczające soraya Stara Mydlarnia Sylveco szampon tag tanie kosmetyki Tatry tołpa tonik treaclemoon Tutti Frutti twarz Ulubione blogi usta Venus Vianek Vipera wcierka wibo wieczorna pielęgnacja wishlista włosy wygląd bloga wyjazdowa kosmetyczka wzorki na paznokciach Yves Rocher zagraniczne kosmetyki ziaja żel do brwi żel pod prysznic
me & my passions © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka