Pierwsze denko w nowym roku - styczeń, luty.

Heeej :)
Ostatni dzień miesiąca to idealny czas na podsumowanie ostatnich zużyć. Podobnie jak w minionym roku tak i w tym ta seria pojawiać będzie się co 2 miesiące - na zmianę z nowościami kosmetycznymi. Wiem, że sporo dziewczyn zrezygnowało po czasie z tej serii jednak ja bardzo lubię ją pisać i czytać u innych :) Daje to fajny podgląd zużywanych produktów, wśród których zawsze można znaleźć coś dla siebie. Nie raz też jest to idealna okazja na wspomnienie o produktach o których wcześniej nie pisało się na blogu. 
W pierwszym odcinku tej serii w nowym roku uzbierała mi się całkiem spora gromadka produktów, w tym kilka z kolorówki ;) Patrząc na zdjęcie całości muszę przyznać, że z większości z tych produktów jestem zadowolona. Ale szczegółowy rozrachunek poniżej, więc jeśli jesteście ciekawe to zapraszam! :) Standardowe oznaczenie: kosmetyk z którego jestem bardzo zadowolona, średniak - nie wiem czy kupię ponownie, nie sprawdził się - raczej nie wrócę do niego. Jeśli dany kosmetyk był opisany w osobnej recenzji to ją podlinkuję ;)
Przyjemny produkt dający całkiem niezłe nawilżenie, który posiada jednak spory minus - długo się wchłania. Więcej w osobnej recenzji, nie wiem czy do niego wrócę.
Żel pod prysznic - Isana
Bardzo lubię te żele - mają piękne zapachy i kosztują grosze ;) Tą wersje zapachową bardzo polubiłam - to już moje drugie opakowanie tego wariantu.
Żel pod prysznic - Dove
Jestem chyba ostatnią osobą, która dopiero teraz poznała te żele :) Największą zaletą jest chyba przyjemna, kremowa konsystencja. Jednak w kwestii zapachu jakiegoś wielkiego 'wow' nie było. Ogólnie ciężko było mi wybrać zapach dla siebie, bo większość żeli tej firmy wydawała mi się bardzo słodka. Moja wersja z mandarynką była przyjemna, nieco cierpka, ale pod koniec powoli zaczęła się nudzić.. Pewnie jeszcze wrócę do tych żeli kiedyś, jednak nie planuje jakiś zmian aktualnie używanych żeli na te z dove :D
Szampon - Barwa
Jeden z fajniejszych szamponów do mocniejszego oczyszczania, często do nich wracam.
Szampony rosyjskie - Babuszka Agafii
Kolejny ulubieniec wśród szamponów - kupuję je praktycznie non stop, zmieniając tylko wersje. Co zresztą widać po zdjęciu wyżej :D Wersja ze zsiadłym mlekiem jednak nie przypadła mi za bardzo do gustu, zresztą nie była też przeznaczona za bardzo do moich włosów. Do niej więc pewnie nie wrócę, ale inne chętnie wypróbuję ;)
Maska Kallos - omega
Tutaj znowu mój ulubieniec do włosów, którego kupuję regularnie zmieniający tylko wersje. Ta była na prawdę przyjemna i plasuje się dość wysoko w rankingu masek tej firmy ;D Chociaż nie przebiła ulubionego banana i multiwitaminy :) 
Bardzo przyjemny peeling - dobry zdzierak posiadający przyjemny owocowy, nieco cierpki zapach. Nie przeszkadzała mi nawet jego duża pojemność, z przyjemnością spróbuję innych wersji zapachowych :)
Jedno z noworocznych odkryć! ♥ Bardzo fajna maseczka, dobrze oczyszczająca i regenerująca cerę, więcej o niej znajdziecie w podlinkowanej recenzji. 
Produkt 3 w 1, który super sprawdzał się w roli peelingu. Określiłabym jako taki konkretniejszy, czyli dokładnie taki jakie lubię :) Dobrze oczyszczał też skórę - fajny produkt w niskiej cenie, do którego pewnie też wrócę.
Bardzo przyjemny produkt, który całkiem przyzwoicie nawilżał skórę. Do tego miał piekny zapach, nad którym zachwycałam się przy każdej aplikacji. Nie wiem czy do niego wrócę, z tego względu, że chcę wypróbować inne kremy do twarzy ;)
Nie do końca się polubiłyśmy.. Przede wszystkim słabo dogadywał się z moją cerę i szybko 'schodził z twarzy'. Wolę jednak bardziej matujące produkty, już się nie spotkamy.
Ostatnia zachowana przeze mnie tubka mojego ulubionego podkładu dobiła dna :( Był na prawdę świetny i bardzo, baaaaardzo żałuję, że nie jest już dostępny. Być może skuszę się na nową wersję od Rimmela - dajcie znać czy warto, jeśli miałyście! :)
Tutaj mamy bardzo udany produkt! :) Dość znaczący minus jaki w nim zauważam to fakt, że podkreśla suche skórki. Trzeba mieć po prostu cerę w dobrym stanie - wtedy wygląda na prawdę ładnie. Jeden z fajniejszych podkładów mimo wszystko, do którego będę wracać. 
To już moja druga wersja tego produktu - nie jest najgorszy, bo nałożony na noc w grubszej warstwie ładnie nawilża usta.  Jednak pod koniec zawsze mi się już nudzi :D Poszukam czegoś lepszego, ale nie wykluczam, że jeszcze do niego wrócę.
Tusz - Eveline
Bardzo fajny tusz do rzęs w niskiej cenie. Nie miałam zresztą jeszcze maskary tej firmy, która by się u mnie nie sprawdziła. Ta miała bardzo fajną - silikonową szczoteczkę w kształcie klepsydry, która ładnie rozdzielała i wydłużała rzęsy.
Tutaj mamy miniaturki z kalendarza adwentowego Douglas. W sumie każda z nich się u mnie sprawdziła. Najmilej jednak wspominam maseczki i krem do twarzy :)
Na sam koniec porcja maseczek do twarzy w saszetkach, żadna z nich nie wyrządziła mi krzywdy. Do maseczek z glinką Ziaji często wracam, ta z serii zielone oliwki jest moją ulubioną. Bardzo przyjemne były też maseczki od Bielendy i z Multibiomask. Z całonocnej z Eveline tez o dziwo byłam zadowolona. Zielona z serii oliwkowej i niebieska z jagodowej od Ziaja to takie średniaki. Do masek w płacie nie jestem przekonana, więc i ta z Hoika hoika mnie nie zachwyciła. 

Znacie coś z tej gromadki? Zgadzacie się z moją opinią, czy macie może zupełnie inne zdanie?
Czytaj dalej

Kosmetyczne premiery, czyli co nowego czeka nas w drogeriach? - marzec.

Heeej ;)
Stosunkowo nowa na moim blogu seria na temat kosmetyków jakie w najbliższym czasie mają pojawić się w drogeriach cieszy się wśród Was całkiem niezłym zainteresowaniem. Z czego zresztą sama jestem zadowolona i w sumie specjalnie się temu nie dziwię :D Bowiem sama lubię wyszukiwać dla Was perełki wśród nowości na które warto zwrócić uwagę. Tym razem przegląd obejmie w głównej mierze marzec, ale znajdzie się też kilka produktów, które będą dostępne w kwietniu. Mimo, że tym razem przegląd dotyczy jednego miesiąca to kosmetyków będzie całkiem sporo, więc nie przedłużając - zaczynamy! :D
Zacznę standardowo już od Bielendy, która nie przestaje mnie zaskakiwać i co miesiąc praktycznie kusi nas nowymi produktami. Na początek przygotowałam maski w płachcie z przeuroczymi wzorami. Jak wiecie nie jestem fanką masek akurat w takiej formie, ale tym razem trudno będzie mi się im oprzeć :D
W marcu w ofercie marki pojawi się też nowa seria przeznaczona głównie do pielęgnacji twarzy, która ma być oparta na naturalnych składnikach. Najciekawiej jak dla mnie brzmi 'śmietanka do oczyszczania i demakijażu' --> to całkowita nowość na rynku, chyba, że będzie to coś a'la mleczko do demakijażu :D Poza tym w ofercie będą też olejki, hydrolat, płyn do demakijażu, krem i maseczka do twarzy (te 2 ostatnie na kolejnym kolażu). Kosmetyki będą dostępne w 3 wariantach: kurkuma + chia, olejek z pestek malin + melisa i opuncja figowa + aloes. Do kolażu użyłam przykładowych produktów z różnych serii, w większości każdy z nich będzie dostępny w tych 3 wersjach.
Oprócz kosmetyków do twarzy w nowej serii dostępne będzie także mleczko i masło do ciała. Podobnie jak wyżej każdy z tych produktów będzie dostępny w 2 wersjach zapachowych: ostropest + szałwia i len + rozmaryn.
Bielenda podobnie jak i wiele innych firm wprowadziła do swojej oferty jajeczka wzorowane na sławnych w eos-ach. Muszę przyznać, że te wyglądają na prawdę uroczo, choooociaż trochę dziecinnie. Oprócz dwóch wersji pokazanych wyżej w ofercie znajdzie się także trzecia - truskawkowa jeśli się nie mylę. Balsamy pojawią się w ofercie w kwietniu.
Już w tym miesiącu za to pojawi się mgiełka wykończająca makijaż i dwie wersje baz pod makijaż. Tym razem nie są to bazy 'w kulkach', ale żelowo - perłowe dające efekt BB.
Wśród nowości dove pojawią się pianki pod prysznic, które z tego co wiem już od kilku tygodni można znaleźć w hebe. Oprócz tego do  oferty dołączą także kremy do rąk - sama co prawda mam już swoich ulubieńców, ale pewnie sporo osób będzie nimi zainteresowane :)

Skoro już o ulubieńcach mowa to pojawi się właśnie wersja mojego ulubionego kremu do rąk w nowym - wielkim opakowaniu 250 ml. Mimo mojej wielkiej sympatii do czerwonej wersji chyba się na nią nie zdecyduje, bo szybko by mi się znudziła :D Jedną z fajniejszych nowości jest dla mnie nowa seria marki, a szczególnie sodowy puder do mycia twarzy. Jestem go bardzo ciekawa i pewnie prędzej czy później się na niego zdecyduję :)
Całkiem przyjemne produkty czekają nas od firmy AA, która do oferty wprowadza nową linię wegańskich produktów. Wielbiciele takich produktów pewnie będą zainteresowani :) Jeśli się nie mylę - nie są to wszystkie nowości z tej serii, tylko te najciekawsze według mnie.
Jak na maseczkomaniaczkę przystało bardzo zainteresowały mnie nowe maseczki także od firmy AA, ale już z 'klasycznej' serii. Na pewno na którąś się skuszę - póki co najbardziej kusi mnie niebieska. W ofercie jest także wersja z czerwoną glinką, której nie zamieściłam na zdjęciu. Z tego co wiem te maski też chyyyyba są już dostępne w super - pharm (?). Oprócz tego znowu produkty 'sodowe' - jak dla mnie odrobinę mniej kuszące od tych z Evree, ale i tak ciekawe :D

W Rossmannie możemy też spodziewać się nowej linii żeli pod prysznic Tahiti o której mówiąc szczerze pierwsze słyszę. Oprócz tego mydło w płynie będące połączeniem mydła i... kremu do rąk. Dla wielbicieli pianek - w ofercie Palmolive pojawi się nowa jaśminowa wersja.
Coś dla fanek kosmetyków Biovax, czyli nowa linia kosmetyków do włosów pozbawionych blasku. Oprócz maski i szamponu pojawi się także peeling, którego chyyyyba jeszcze nie było w ofercie marki ;)

Isana także przygotowała kilka nowości do włosów, a wśród nich olejek kokosowy do włosów - dostępny od kwietnia. Do chwalonej 'profesjonalnej' serii do włosów dołączy szampon i odżywka. Duet ma zapobiegać łamaniu się włosów. Z kolei wśród nowości od Selfie project (także dostępnej tylko w Rossmannie) znajdziemy maseczkę, na którą pewnie się skuszę i krem matująco wygładzający.
Nie raz wspomniałam Wam o kremach marki Eveline, które uważam za całkiem przyzwoite. Tym razem mamy kilka nowości do różnych typów cery - każdy znajdzie coś dla siebie. Oprócz tego ciekawe produkty do makijażu, czyli duet pomadka w błyszczyku + konturówka i tusz do rzęs. Pomadki są dostępne bodajże w 8 odcieniach, a maskara wydaje się być podobna do sławnej lovely. Bardzo lubię ich tusze, więc być może i ten trafi do mnie :)
Wśród nowości wibo znajdziemy dwie rodzaje kasetek na cienie. Na zdjęciu zamieściłam dużą, ale w ofercie jest też mniejsza - na 4 wkłady. Oprócz tego znajdziemy pudry do twarzy (transparentny i bambusowy), rozświetlacze, bronzery i róże. Ostatnie 3 są dostępne w 2 wersjach jeśli się nie mylę ;)
W ofercie lovely także nowości i znowu różne rodzaje pudrów i bronzerów. Dla mnie najciekawsze wydają się czekoladki - miałam biały puder w takiej wersji i miło wspominam :)
Na koniec standardowo - miks różnych marek. Nawet mnie anty-fankę wszelkich cieni zaciekawiły paletki cieni Loreal. Super wyglądają, a w ofercie czeka na nas wiele wersji do wyboru ;) Oprócz tego błyszczyki max factor, bardzo podobne do catrice na moje oko i żel do brwi Rimmel.

Co tym razem wpadło Wam w oko? Czy może tym razem pozostajecie niewzruszone? :D
Czytaj dalej

Wegańskie masło do ciała od Bielenda - pomarańcza.

Heeeej :)
Jeśli chodzi o balsamy do ciała i masła to jeszcze kilka miesięcy temu były to niezbyt lubiane przeze mnie produkty. Jednak od ubiegłorocznych wakacji kwestia balsamowania znacznie się u mnie poprawiła. Dzięki temu niemal w każdym denku pojawia się jakiś produkt nawilżający. W tym miesiącu zapewne pojawi się kosmetyk, który dzisiaj chciałabym Wam krótko przedstawić. Jest nim masło do ciała z jednej z nowszych serii Bielendy - wegańskiej. Zazwyczaj produkty tej firmy się u mnie sprawdzają, a jak było z tym produktem? Jeśli jesteście ciekawe - zapraszam do czytania :)
Opakowanie produktu to klasyczny plastikowy, zakręcany słoiczek jak w większości masełek do ciała. Jego pojemność to 250 ml. Muszę przyznać, że na tą chwilę bardziej polubiłam chyba tubki, które są dużo wygodniejsze w użyciu. 
Zapach nie jest zbyt intensywny i jak dla mnie nie odzwierciedla w 100% zapachu pomarańczy. Myślałam, że będzie idealny w na zimowy czas, a nie ukrywam, że nieco się rozczarowałam. Pachnie bardziej kremowo jak dla mnie, delikatnie. Jest miły dla nosa i zasadniczo mogę określić go jako 'ładny', jednak jeśli oczekujecie pięknego owocowego zapachu to możecie się rozczarować :D
Konsystencje określiłabym jako 'śmietankową' - dość gęstą i kremową. Typową dla maseł do ciała :P Łatwo rozsmarować ją na ciele, jednak przy tej czynności lubi smużyć i zostawiać białą warstewkę. Wchłania się raczej długo i nawet gdy wydaje się, że już się wchłonęło to lubi zostawiać białe ślady na piżamie. 
Na lato czy stosowane rano raczej się nie sprawdzi.. Ale zimą na wieczór można przeboleć to długie wchłanianie. Zwłaszcza, że działanie jest jak najbardziej odpowiednie ;) Masło bowiem całkiem przyzwoicie nawilża skórę, która po jego zastosowaniu jest gładka i miękka. Na pewno nie przebije on musów z biolove/nacomi, ale jeśli szukacie nieco tańszego produktu nawilżającego to masło może być fajnym wyborem :)
Cena masła to ok.16 zł, ale często można go dorwać sporo taniej nawet za dyszkę (jeśli się nie mylę to nawet teraz za tyle jest w hebe). Na plus także całkiem przyzwoity skład jak na produkt drogeryjny. Masło także jest produktem wegańskim więc sporo osób będzie zadowolonych :)
W ofercie mamy do wyboru kilka innych wariantów zapachowych - awokado, karite, buriti, czy kokos, który też mnie ciekawił. Sama nie wiem czy jeszcze na jakieś się skuszę, bo jak widać masło wzbudziło u mnie mieszane uczucia ;D

Znacie tego gagadka? Jak się u Was sprawdził? A może znacie inne warianty zapachowe? :)
Czytaj dalej

Czarna róża od Evree, czyli o detoksykującej masce do twarzy.

Heeej :)
Tym razem przychodzę do Was z recenzją produktu, który mogliście już zobaczyć w zimowych ulubieńcach kosmetycznych. Mowa o różanej masce do twarzy z węglem od Evree. Przed jej kupnem słyszałam o niej wiele pozytywnych opinii, więc oczekiwania co do niej miałam spore. Na szczęście niemal wszystkie zostały spełnione ;) 
Zanim jednak opowiem Wam dlaczego tak ją polubiłam kilka kwestii technicznych.. Maskę kupujemy w kartoniku na którym znajdują się wszystkie podstawowe informacje o produkcie, łącznie ze składem. Sama tubka jest wykonana z miękkiego plastiku zamykanym na zatrzask. Już sam początek jest więc bardzo zachęcający, bo to chyba najlepsze rozwiązanie jeśli chodzi o maski :)
Maseczka ma czarną konsystencję o idealnej gęstości - nie za gęstej, ani też nie spływającej z twarzy. Bez problemu nakłada się ją na twarz, ze zmywaniem jest nieco gorzej - trzeba się trochę pomęczyć, ale nie ma katastrofy ;) Na plus także fakt, że nie zastyga na skorupę jak typowe glinki.
Zapach jest jak można się domyślić różany - delikatny i raczej miły dla nosa. Większość osób powinna być z niego zadowolona ;) 
Przechodząc już do najważniejszego czyli działania.. Po maseczkę sięgałam głównie wtedy gdy chciałam dobrze oczyścić skórę twarzy. W tej roli spisywała się super - po zmyciu cera była wyraźnie oczyszczona, a pory były mniej widoczne. Miałam też wrażenie, że przy dłuższym stosowaniu przyczyniła się do zmniejszenia zaskórników. Poza oczyszczeniem maska zapewniała mi ukojenie cery i przyjemne jej nawilżenie. Cera była po użyciu mięciutka, wyraźnie zregenerowana i po prostu lepiej się prezentowała niż przed użyciem :) 
Jest to więc bardzo dobra maska jeśli potrzebujemy małego detoksu. Oprócz niego dostaniemy też całkiem niezłą porcję regeneracji i odżywienia. Mogę uznać, że większość obietnic producenta została spełniona, a sama maska pewnie znajdzie się w całorocznych hitach! ♥
Jeśli jeszcze jej nie znacie, a tak jak ja macie cerę mieszaną, czy tłustą to warto się z nią zapoznać. A nuż spodoba się Wam tak jak i mi :) Znajdziecie ją w większości drogerii np. hebe, czy rossmannie. Jej cena to ok. 30 zł za 75 ml, ale na promocji można ją kupić nawet o połowę taniej.

Znacie ją? Jak u Was się sprawdziła? 
A może miałyście 'białą' wersję tych różanych masek?
Czytaj dalej

Przegląd aktualnie używanych kosmetyków kolorowych - jak wygląda mój makijaż? (cz.1)

Heeeej :)
Pomysł na kolejną - nową serie na moim blogu chodził mi po głowie przez dłuższy czas. Zawsze jednak odkładałam go na później, aż do dzisiaj :D Jak widzicie po tytule będzie on dotyczył mojego makijażu i kosmetyków jakich do niego używam. Dobrze wiecie, że nie jestem w tej kategorii ekspertem i rzadko pojawia się taka tematyka u mnie. Uznałam więc, że nowa seria będzie idealną okazją do opowiedzenia krótko o produktach, których aktualnie używam. Fajnie też będzie zobaczyć za jakiś czas jak być może zmienia się u mnie kwestia makijażu :) Aktualizacje pewnie nie będę się pojawiać często, bo tego typu produktów używa się jednak dość długo..
Zacznę od tego, że mój makijaż należy raczej do szybkich i minimalistycznych - nie zobaczycie tutaj róży, eyelinerów itd. Rano lubię jednak dłużej pospać :D Na zdjęciu wyżej widzicie wszystkie produkty, których teraz używam. Większość z nich jest ze mną już od jakiegoś czasu, więc mam o nich już wyrobione zdanie.
Pierwszymi kosmetykami po które sięgam rano są korektor catrice i podkład bell. Oba są w kolorze 01 i jeśli chodzi o kolory to jestem z nich raczej zadowolona.
Korektor ląduje głównie pod oczami i ładnie kryje cienie spowodowane często zbyt małą ilością snu. Nie wchodzi w załamania, ani raaaaczej nie wysusza, a przynajmniej póki co tego nie zauważyłam.
Podkład z kolei mam już nie pierwszy raz, bo używałam go także i latem. Krycie jakie zapewnia na pewno nie jest mocne, określiłabym go raczej jako średnie w kierunku lekkiego. Jak dla mnie jest wystarczające odkąd uporałam się z niedoskonałościami :) Przy większych problemach może jednak być nie wystarczające. Nie jest to na pewno produkt matujący, producent określa go jako podkład rozświetlający. Przypudrowanie jest więc raczej konieczne, sama zawsze i tak to robię, więc nie jest ono dla mnie problemem. Jak na podkład za 7 zł (na promocji) uważam, że jest to całkiem dobry produkt - jestem z niego jak najbardziej zadowolona :)
Jeśli już o przypudrowaniu mowa to już od dobrych miesięcy używam w tym celu pudru ryżowego od Ecocera. Muszę przyznać, że jest to jeden z lepszych pudrów jakie miałam okazję używać. Do tego jest piekielnie wydajny :D Używam go bowiem już jakoś od września. Więcej o nim za jakiś czas - wpis już czeka w wersjach roboczych, więc więcej się o nim nie rozpisuje ;)
Do brwi mniej więcej od wakacji używam zestawu cieni od Catrice. To pierwszy produkt tego typu u mnie, ale zdecydowanie będę wracać do niego. Ładnie podkreśla on brwi, wypełnia luki, a przy tym daje naturalny efekt - co dla mnie jest szczególnie ważne :) Pełną recenzję tego zestawu mogliście ostatnio czytać na blogu - tutaj. Do aplikacji cieni używam skośnego pędzelka od Hakuro (H85) i przeczesuję je dodatkowo starą, umytą szczoteczką. Dodatkowo całość utrwalam żelem do brwi z lovely. Dawniej używałam wyłącznie tego produktu i nawet do dziś jak się śpieszę to sam też daje radę :)
Jeśli chodzi o tusze do rzęs to staram się nie mieć otwartych zbyt wielu opakowań - max 2 sztuki. Aktualnie na wykończeniu już jest zielona wersja od Eveline. To już kolejny tusz tej marki u mnie i póki co z każdego z nich byłam bardzo zadowolona. Ten ładnie rozdziela rzęsy, wydłuża je i do tego jest dość tani :) Szczoteczkę także ma bardzo wygodną, z tego co pamiętam identyczną - w kształcie klepsydry mają jeszcze 2 inne tusze tej firmy. 
Tusz Maybelline z kolei to dla mnie całkowitą nowość, na którą skusiłam się po wielu pozytywnych recenzjach. Nie mam jeszcze wyrobionego zdania o nim, bo używałam go dosłownie kilka razy. Początkowo był on bowiem za mokry i sklejał rzęsy.. Mam nadzieję, że teraz będzie lepiej i na pewno dam Wam znać przy następnej okazji jak się sprawdza :)
W kategorii 'usta' zimą raczej stawiam na nawilżenie niż na kolorowe pomadki. W tym sezonie w tym celu służy mi balsam od evree. To po niego najczęściej sięgam rano, ale muszę przyznać, że mimo wszystko chyyyba nie jest on wystarczający dla mnie. Ma dość zbitą konsystencję, która pod wpływem ciepła zamienia się w coś a'la olejek. Mam wrażenie, że szybko schodzi z ust i daje dość krótkotrwałe ukojenie i nawilżenie. Cóż zimą moje usta są dość wybredne i raczej mało co daje sobie z nimi radę :P 
Jeśli chodzi o kolorowe pomadki to jeśli tylko moje usta są w dobrym stanie to stawiam najczęściej na te dwa produkty ze zdjęcia wyżej. Obie pomadki są całkowicie matowe i jak dla mnie mają kolory idealne na zimowe miesiące. Matowy błyszczyk IsaDory mogłyście zobaczyć już w ostatnich kosmetycznych ulubieńcach. Kolor 01 nude attitude to przepiękny nude z różowymi tonami. Bezpieczny odcień na co dzień, który będzie pasował większości dziewczyn ;) Z kolei 8 z Golden rose to zdecydowanie ciemniejszy odcień, który trudno opisać.. Dla mnie to taki brudny róż mający w sobie nieco fioletowe tony. Jeśli dobrze pamiętam to umieszczałam go także w ulubieńcach 2016 roku :) Jego minusem może być fakt, że podkreśla suche skórki i usta rzeczywiście muszą być w bardzo dobrej kondycji, aby ładnie się prezentowały. Często przed jego nałożeniem nakładam dodatkowo nawilżające pomadki.

To wszystko jeśli chodzi o pierwszą część :) Prawda, że malutko? Jestem pewna, że większość Was używa więcej kosmetyków do makijażu rano :D 
Jak to u Was wygląda? Znacie produkty z dzisiejszego zestawienia? Jak u Was się one spisują? :)
Czytaj dalej

Zestaw cieni do brwi - Catrice, czyli o tym jak jeden produkt może odmienić makijaż.

Heeeej :)
Muszę przyznać, że produkty do makijażu rzadko są przeze mnie opisywane na blogu. Powód jest bardzo prosty - nie czuję się ekspertem w tej dziedzinie, a dodatkowo uznaję wyższość pielęgnacji nad kolorówką. Dzisiaj jednak chciałabym Wam krótko opowiedzieć na temat bardzo udanego kosmetyku, który odmienił mój makijaż. Mowa o zestawie cieni do brwi od Catrice - jeśli jesteście ciekawe, dlaczego tak się polubiłyśmy to zapraszam do dalszej lektury :)
Nasz zestaw znajdują się w wygodnej kasetce z lusterkiem i szufladką. Muszę przyznać, że całość super się prezentuje, jednak opakowanie nie należy do najtrwalszych. Już przy pierwszym bliskim spotkaniu z podłogą bowiem zatrzask pękł i odpadła 'górna' część z lusterkiem. A może to po prostu moja niezdarność!? :D
W zestawie dodatkowo znajdziemy pęsetę i mały pędzelek do cieni. Jeśli chodzi o pierwszy 'dodatek' to do niczego się on nie nadaje, bo nawet dobrze nie łapie włosków. Chyba tym nikogo nie zaskoczyłam!? :D Za to pędzelek na upartego daje radę zarówno przy nakładaniu jak i wyczesywaniu cieni. Jak jeszcze nie miałam pędzelka z hakuro radziłam sobie nim i nie było najgorzej :D
Jeśli chodzi o cienie to w zestawie mamy dostępne dwa odcienie. Muszę jednak przyznać, że sama używam tego chłodniejszego, jako że jestem szatynką. Myślę, że dziewczyny z podobnym - ciemnym odcieniem włosów będą także zadowolone z tego koloru. Jest on dość neutralny i w żaden sposób nie wpada w rudości. Jaśniejszego odcienia praktycznie u mnie nie widać, wygląda jakbym była brudna :D Ale wiem, że blondynki używają go z powodzeniem..
Jeśli chodzi o aplikację to aktualnie do nakładania cieni używam pędzla hakuro H85, a na końcu brwi przeczesuje starą, umytą szczoteczką z żelu do brwi wibo. Cienie są 'mięciutkie' i mają bardzo dobrą pigmentację. Nakładają się bez większych problemów. Minusem jest jednak to, że podczas aplikacji łatwo się osypują.. Fajne jest to, że efekt jaki uzyskamy można stopniować. Sama zawsze na końcu dodatkowo przeczesuję brwi szczoteczką, aby uzyskać naturalny efekt. Na samym końcu nakładam też dodatkowo żel lovely, który utrwala całość. Dzięki niemu uzyskuje dobrą trwałość i makijaż brwi nie wymaga większych poprawek do końca dnia ;)
Za zestaw zapłaciłam jeśli się nie mylę ok. 16 zł, co jak dla mnie nie jest zbyt wygórowana ceną :) Zwłaszcza, że ich wydajność jest bardzo dobra - mam je od lata, a dopiero niedawno dobiłam dna. Ale myślę, że wystarczy mi jeszcze ich do kolejnego lata :D Chociaż równie dobrze mogłabym kupić jakiś inny - pojedynczy cień.. Jeśli macie coś do polecenia dajcie znać :) Znajdziecie je w sklepach z szafami catrice, czyli np. w hebe, czy naturze.

Znacie ten zestaw? Jakich produktów używacie do swojego makijażu brwi? Co możecie mi polecić?
Czytaj dalej

Serum - żel na dobranoc od Eveline. Efekt 8-godzinnego snu?

Heeej :)
Na dzisiaj przygotowałam recenzję produktu marki, która nie pojawia się na moim blogu pierwszy raz. Już kilka razy wspominałam Wam bowiem o kremach firmy Eveline. Były to jednak lekkie kremy matujące, idealne na lato. Tym razem mam dla Was coś zupełnie innego, bo jest to serum - żel na dobranoc. Co ciekawe producent zapewnia nas, że krem daje efekt 8-godzinnego snu.. Cóż nie ukrywam, że bardzo często zdarza mi się spać mniej niż 8 h, więc krem wydawał się wręcz stworzony dla mnie :D Jak się spisał? Tego dowiecie się czytając wpis ;)
Produkt kupujemy w niebieskim kartoniku, na którym znajdziemy sporo obietnic od producenta. Pudełeczko dodatkowo pięknie mieni się pod światło, co próbowałam uchwycić na zdjęciu niżej. Wygląd jest więc bardzo przyjemny dla oka..
 W środku znajduje się już właściwe opakowanie, czyli szklany słoiczek o pojemności 50 ml. Wiem, że spora część osób nie przepada za takim rozwiązaniem, ja jednak nie mam z nim żadnego problemu. W końcu kremu używamy w domu i nikt przecież nie pcha tam brudnych paluchów :D Tubka na pewno jest wygodniejszym rozwiązaniem, ale i taki słoiczek nie jest dla mnie problemem.
Jeśli chodzi o zapach, to zachwycałam się nim za każdym razem kiedy używałam kremu. Pachnie on przepięknie jak dla mnie - delikatnie i pudrowo ♥ Konsystencje określiłabym jako dużo bardziej bogatą niż we wcześniej używanych kremach. Na okres zimowo-jesienny jest jak dla mnie idealna.
Po nałożeniu na twarz zostawia on po sobie cienką powłoczkę, ale nie jest to w żadnym wypadku tłusty film. Określiłabym ją raczej jako 'ochronną', dającą efekt wygładzenia. Ciężko mi ją opisać, ale mam nadzieje, że wiecie o co mi chodzi :) 
Kremu używałam na noc na zmianę z ulubionym serum z kwasami od Bielenda. Po obudzeniu twarz była całkiem przyjemnie nawilżona, wygładzona i jakby rzeczywiście zregenerowana :) Wiadomo, że nie był to efekt jak po długim śnie, ale cera prezentowała się na prawdę dobrze.
Co ważne krem nie zapchał mnie, ani nie spowodował wysypu niedoskonałości. Wiem, że skład nie jest idealny i pewnie przez niego dla wielu osób krem jest nie do kupienia. Ale skoro fajnie się u mnie sprawdza to nie widzę przeciwwskazań dlaczego sama nie miałabym go używać :)
Jeśli czujecie się chociaż trochę zainteresowane to na koniec dodam, że kilka dni temu widziałam go w Rossmannie w 'cenie na do widzenia' za ok. 10 zł. A przynajmniej tak mi się wydaje, że to był właśnie ten krem :) Więc myślę, że to okazja idealna do wypróbowania, jeśli czujecie się zainteresowane. W regularnej cenie kosztuje mniej niż 20 zł, koło 15 zł - więc też nie ma tragedii.

Znacie? Jak sprawdza się u Was?
Jakich kremów aktualnie używacie?
Czytaj dalej

Etykiety

4 pory roku AA Alterra alverde anatomicals avon Balea Balmi balsam do ciała balsam do ust Barwa bebeauty bell Bielenda Biolove catrice celia ciało cienie do brwi denko dermena dm ecocera efektima elfa-pharm eos essence Eveline Evree Farmona film Flormar Garnier gliss kur Golden Rose Green Pharmacy Himalaya hity roku Isana Joanna Kallos kobo kolastyna kolorówka kosmetyczne premiery kosmetyczni ulubieńcy krem bb krem cc krem do rąk krem do twarzy krem pod oczy książki kulturalne podsumowanie roku L'biotica lakier do paznokci lemax lifestyle Lirene liście manuka Loreal lovely makijaż Marion mariza maseczka do twarzy maseczki w płachcie maska/odżywka do włosów masło do ciała Maxfactor Maybelline mini recenzje miss sporty miyo mus do ciała muzyka my secret mydło do ciała i włosów Nacomi naklejki wodne naturalnie Neutrogena niekosmetyczni ulubieńcy nivea nowości oceania odżywka do paznokci olejek do twarzy Organic shop Organique organizacja Palmolive paznokcie peeling peeling do rąk peeling do skóry głowy peeling do twarzy perfecta pianka do twarzy pianka pod prysznic pielęgnacja pielęgnacja twarzy planet spa płyn micelarny podkład podróże pomadka promocja na kolorówkę w Rossmannie promocja na pielęgnacje twarzy w Rossmannie prywatnie Przegląd kulturalny przegląd marki puder Rimmel Rival de Loop rosyjskie kosmetyki bani agafii Sally Hansen Seche Vite selfie project serial serum skarpetki złuszczające soraya Stara Mydlarnia Sylveco szampon tag tanie kosmetyki Tatry tołpa tonik treaclemoon Tutti Frutti twarz Ulubione blogi usta Venus Vianek Vipera wcierka wibo wieczorna pielęgnacja wishlista włosy wygląd bloga wyjazdowa kosmetyczka wzorki na paznokciach Yves Rocher zagraniczne kosmetyki ziaja żel do brwi żel pod prysznic
me & my passions © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka