Nawilżający peeling cukrowy Tutti frutti, czyli o jednym z większych kosmetycznych rozczarowań..

Heeeej :)
Nie ma chyba osoby, która nie miałaby sławnych peelingujących maluszków od Farmony, lub chociaż nie słyszała o ich serii Tutti Frutti. Sama byłam swego czasu fanką tych małych zdzieraków, więc gdy rok temu w ofercie marki pojawiły się nowe peelingi w tubce nie mogłam sobie odpuścić zakupu. Rok temu skusiłam się na wersję kokos i ananas (balsam i peeling 2 w 1), który zapachowo specjalnie mi nie podpasował. Jednak nie zrażając się sięgnęłam po wersję truskawkowo-pomarańczową, która będzie bohaterem dzisiejszego wpisu. Jesteście ciekawe jak wypadła, albo raczej dlaczego nie przypadła mi do gustu (jak można domyśleć się po tytule wpisu)? Jeśli tak to zapraszam dalej :)
 Opakowanie to przeźroczysta tubka o kolorowym i miłym dla oka wyglądzie. Plastik jest miękki i nie sprawia problemów przy używaniu. W kokosowej wersji trudno było wydobyć produkt, bo w tubie było sporo powietrza - tutaj jednak nie ma tego problemu. Pojemność peelingu to 210 g.
Nie wiem jak Wam, ale mi cała seria tutti frutti kojarzy się z pięknymi, naturalnymi owocowymi zapachami. Jednak ich 'nowe' peelingi nie pachną naturalnie, ani nawet specjalnie owocowo. W tej wersji nie wyczuwam ani pomarańczy, ani truskawki.. Zapach jest sztuczny i 'mydlany' - myślę, że to określenie idealnie do niego pasuje.. W drugiej wersji kokos był może wyczuwalny, ale w takiej 'ciężkiej' i chemicznej wersji.
Jeśli chodzi o samą konsystencję to peeling jak dla mnie jest po prostu gęstym żelem z średnią ilością drobinek cukru i jeszcze mniejszą ilością innych - czerwonych drobinek. Na pewno nie należy on do mocnych zdzieraków, ale takich, których możemy używać nawet codziennie.
Mimo to ładnie radzi sobie z wygładzeniem skóry, nie zostawia tłustej warstwy, a po jego użyciu sprawia ona wrażenie nawet delikatnie nawilżonej. Jednak mimo wszystko od produktów tego typu oczekuję ładnych zapachów oprócz przyzwoitego działania, a tutaj ten produkt jednak zawodzi dość mocno! Jeśli chodzi o cenę to kupiłam go za ok. 12 zł w mniejszej drogerii.
 Znacie te peelingi Farmony? Jak u Was się sprawdziły?
Czytaj dalej

Kosmetyczni ulubieńcy - jesień 2017 r.

Heeeej :)
Jesień już w sumie od dobrych tygodni trwa w najlepsze, więc najwyższy czas na 'krótkie' podsumowanie kosmetyków, które umilają mi tą porę roku. A mają co umilać, bo to u mnie najmniej lubiana pora roku. Mimo wielu prób przekonania się do niej, chyba nie jestem w stanie jej pokochać.. :D
Za to w tym roku nie miałam problemu z wyborem jesiennych perełek :) Jeśli jesteście ciekawe co tym razem dla Was mam to zapraszam dalej.

Na wstępie dodam, że musicie mi wybaczyć różną jakość zdjęć, niestety jesienna pogoda im także nie sprzyja, bo szybko zmienia się światło :(

BRZOSKWINIOWY ŻEL POD PRYSZNIC Z PEREŁKAMI OLEJU - BALEA
Zacznę od produktu, który od razu przyszedł mi na myśl jak zastanawiałam się nad postem z ulubieńcami. Jak wiecie jestem fanką żeli Balea. Większość z nich jest na prawdę udana i zachwyca swoimi oryginalnymi zapachami. Chociaż zdarzają się też średnio udane wersje (jak ostatnia limitka i wariant kokosowy)..  Jednak żel z powyższego zdjęcia zdecydowanie zalicza się do tej pierwszej grupy :) Jego największy atut to przepiękny, naturalny zapach brzoskwini, czy też świeżo wyciśniętego soku brzoskwiniowego ♥ Zdecydowanie umila jesienne wieczory :)


Pamiętam doskonale, że w poście z recenzją tego podkładu wymieniłam kilka jego wad. Jednak ostatnio zdałam sobie sprawę, że jest to na prawdę fajny produkt! :D Dostałam nawet komplement od koleżanki na temat tego jak wygląda na twarzy.. Bowiem trzeba mu to przyznać, że prezentuje się bardzo naturalnie i nie czuć w ciągu dnia, że cokolwiek mamy na twarzy. Na co zresztą szczególnie zwracam uwagę wśród podkładów. Polubiłam też go za ładny kolor z żółtymi tonami i lekko matowe wykończenie. Dodatkowo zauważyłam, że teraz - jesienią całkiem nieźle 'trzyma się' na twarzy, nie wymaga większych poprawek. Chociaż tutaj to może też zasługa pudru ryżowego z ekocery :D Jednak wszystko pięknie jeśli mamy cerę w dobrej kondycji, bez większych niedoskonałości.. Przy gorszych dniach lubi podkreślać suche skórki - tutaj nic się nie zmieniło :D


REGENERUJĄCA MASKA Z OLEJKIEM ROZMARYNOWYM - LIRENE
Wybaczcie, że pokazuję Wam pustą saszetkę, ale w tym wypadku dziwne w sumie byłoby gdybym pokazywała ją zaraz po kupnie :D Powyższa maseczka to powód moich ostatnich zachwytów. W sumie nakładając ją nie liczyłam na wiele, a jednak pozytywnie mnie zaskoczyła. Przepięknie wygładziła i wyciszyła moją cerę, ale też i zregenerowała ją właśnie. Zaskoczeniem było to, że taki efekt utrzymywał się kolejnego dnia - co bardzo rzadko zdarza się przy jednorazowych maseczkach. Nie mogę się doczekać testowania pozostałych wariantów tych maseczek i nie omieszkam podzielić się swoimi wrażeniami na temat tych nowości w osobnym poście! Także jeszcze o niej 'usłyszycie' :D


Produkt, o którym pisałam nie tak dawno, jednak nie mogłam o nim zapomnieć i w tym zestawieniu :) Bardzo polubiłam się z jego konsystencją, która tworzy na włosach mnóstwo piany. Dodatkowo lubiłam efekt oczyszczonych i delikatnie nawilżonych włosów po jego użyciu, nawet wtedy gdy nie sięgałam po maskę. Po jego użyciu włosy zawsze prezentowały się zaskakująco dobrze :)


SECHE VITE, LAKIERY GOLDEN ROSE I MISS SPORTY
Dawno nie pisałam tutaj na tematy paznokciowe, a przecież maluję paznokcie praktycznie non stop.. Dlatego postanowiłam wspomnieć tym razem o 3 produktach, które szczególnie przypadły mi do gustu w ciągu ostatnich miesięcy. 
Na pierwszy rzut - seche vite.. Po skończeniu kolejnej buteleczki insta dri postanowiłam sięgnąć po coś innego. Ten gagatek był doskonałym wyborem, bowiem szybko radzi sobie z wysuszeniem lakieru i nadaje mu piękny połysk. Do tego oczywiście przedłuża jego trwałość - nawet do tygodnia :) 
Jeśli chodzi o lakiery to szaraczek z GR to jeden z moich ulubionych lakierów, który jest ze mną już od jakiegoś czasu. Jednak na początku miałam z nim pewien problem - szybko odpryskiwał z paznokci.. Jednak odkąd używam SV nie mam z tym problemu, więc tutaj kolejny duży plus dla tego produktu! :) Wracając do lakieru - uwielbiam jego kolor i bardzo często sięgam po niego właśnie jesienią. Miss sporty z kolei to mój najnowszy nabytek, który wypatrzyłam na insta i już wtedy bardzo mi się spodobał. Muszę jednak napisać, że zdjęcie nie oddaje jego koloru - na nim wygląda dość zwyczajnie :D W rzeczywistości ma większą 'moc' i powiedziałabym, że wpada w nieco fioletowe tony (?). Przepięknie wygląda na dłuższych paznokciach i jak go nosiłam to dostawałam sporo pochwał na jego temat :) Pokazywałam go jakiś czas temu na moim ista - więc jeśli jesteście ciekawe jak wygląda to tam go możecie poszukać. 

Tak wygląda tym razem gromadka ulubieńców - swoją drogą dość różnorodna, bo znalazło się coś do włosów, twarzy, ciała i nawet kolorówka :)
Coś Wam jest znane? Na coś Was skusiłam? Jakie produkty Wam ostatnio szczególnie przypadły do gustu? :)
Czytaj dalej

Czarne mydło do ciała i włosów - Bania Agafii.

Heeeej :)
Chyba nie ma osoby, która nie słyszałaby o czarnym mydle do ciała i włosów.. Swego czasu było ono bardzo popularnym produktem w blogosferze, że i ja zachęcona opiniami chciałam go wypróbować. 'Chciejstwo' zwiększał jeszcze fakt, że miałam okazje wcześniej wypróbować podobny produkt - mydło miodowe, który się świetnie u mnie sprawdził :) Pisałam nawet o nim na blogu, w tym poście. Niedawno czarne mydło widziałyście w ostatnim denku, więc czas najwyższy napisać o nim krótką opinię.
Produkt znajduje się w półlitrowym plastikowym, zakręcanym słoiczku. Jeśli chodzi o  wygląd to jest on 'spójny', utrzymany w zielonej kolorystyce. Wszystkie informacje na opakowaniu są w języku rosyjskim, ale jest też dodatkowo nalepka w naszym języku z podstawowymi informacjami. Niestety namaka ona pod wpływem wody i pod koniec użytkowania już jej nie ma..
Zapach mydła jest typowo ziołowy, chociaż dla mnie przebijają też kwiatowe nuty. Ogólnie określiłabym go jako neutralny dla nosa i raaaaczej przyjemny :) Chociaż... zdaję sobie sprawę, że przy tak dużej pojemności może się znudzić.
Po odkręceniu pierwsze co zwraca naszą uwagę podczas aplikacji to.. liście zatopione w żelu. Początkowo byłam pewna, że są sztuczne, jednak to nic bardziej mylnego - są jak najbardziej 'prawdziwe' :D Jak dla mnie fajna sprawa i bardzo oryginalny pomysł - raczej nie spotykany wśród kosmetyków. No i potwierdza 'naturalność' naszego kosmetyku.. ;)
Konsystencja mydła jest typowo żelowa, powiedziałabym, że 'glutkowata'. Dzięki czemu nasz produkt jest na prawdę wydajny. Wystarczy niewielka ilość, a on już bardzo dobrze się pieni. Muszę przyznać, że mydło polubiłam także dzięki właśnie tej charakterystycznej konsystencji :)
Przechodząc do samego działania, zacznę od tego, że sama używałam głównie mydła jako szamponu do włosów. Byłam bardzo z niego zadowolona w tej roli - dobrze oczyszczał włosy, nawet po olejowaniu. Przy tym był on dużo delikatniejszy od drogeryjnych szamponów dzięki przyjemnemu składowi. Zdarzało się, że nie użyłam po nim maski/odżywki, a włosy i tak super się po nim prezentowały i nie  miałam nawet wielkich problemów z ich rozczesaniem :) 
Próbowałam go używać także do mycia twarzy i tu także się sprawdził. Myślę, że z powodzeniem można by go też używać zamiast żelu pod prysznic, ale sama wolę w tej kwestii  owocowe zapachy.
Jeśli chodzi o dostępność to mydło znajdziecie na pewno w sklepach z naturalnymi kosmetykami, ale także w mniejszych drogeriach mających w ofercie rosyjskie kosmetyki. Jeśli się nie mylę to właśnie w takim sklepie ostatnio widziałam nasz produkt za ok. 25 zł. Powinien być on także dostępny w hebe, bo widziałam tam białe mydła niedawno, więc może i czarne jest w ofercie ;)

Znacie ten produkt? Jakie mydła do włosów i ciała miałyście okazje używać? Jak się u Was sprawdziły?
Mnie osobiście teraz kusi białe - macie z nim jakieś doświadczenia? :D
Czytaj dalej

Kosmetyczne premiery, czyli co nowego czeka nas w listopadzie w drogeriach? (cz.2)

Heeej :)
Pierwszy post (klik!) z serii kosmetycznych premier cieszył się całkiem niezłym zainteresowaniem. Czemu w sumie się specjalnie nie dziwie, bo sama lubię czytać o wszelkich nowinkach kosmetycznych :D W ankiecie, którą przeprowadziłam z okazji urodzin bloga ta tematyka wpisów także zyskała sporą ilość głosów. Nawet przy uwagach pisałyście o większej ilości wpisów z tej serii.. Dlatego postanowiłam, że będę starać się pisać ich więcej niż 4 w roku, jak miałam w planach :) Uznałam dodatkowo, że fajnie teraz przyjrzeć się listopadowym premierom, w końcu niedługo grudzień - mikołajki, święta.. Być może w tym poście zainspiruję Was do jakiegoś fajnego prezentu dla kogoś lub.. siebie!? :D Tak więc, bez przedłużania zaczynamy!
Zacznę od jednej z moich ulubionych kosmetycznych firm, czyli Bielendy. Ostatnimi czasy kusi ona swoimi nowymi seriami. Zaraz po linii z zieloną herbatą marka wypuściła serię kokosowo - aloesową. Jako wielka fanka kokosa pod każdą postacią czuje się mocno zainteresowana tymi produktami. Oprócz 'klasycznych' kosmetyków typu płyn micelarny, olejek, kremy, maseczka Bielenda wprowadziła także i całkowitą nowość do swojej oferty - nawilżającą mgiełkę do twarzy i ciała. 
 Kolejna nowość marki to swojego rodzaju rozszerzenie serii carbo detox. Do kosmetyków z czarnym węglem dołącza ta 'biała' trójka. Mimo, że pasta w wersji czarnej średnio się u mnie sprawdziła to pewnie i tak wypróbuję tą jasną wersję :D
Wśród listopadowych nowości Bielendy znalazły się też dwa kremy uniwersalne w wersji różanej i aloesowej. Nieco dłużej musimy poczekać na nową wersję masła do ciała z serii Vegan friendly z beta-karotenem. Pojawić się ma ona bowiem dopiero w lutym.

Maseczki z aktywnym węglem wprowadza do swojej oferty także i marka Eveline. Oprócz tego już w tym miesiącu możemy szukać w drogerii nowej wersji płynu micelarnego, z aloesem.
Całkiem ciekawie wyglądają też nowości od Evree, która rozszerza serię black rose. Do maski do twarzy dołączają: krem-maska na noc, eliksir i olejek. Sama najpierw muszę nadrobić zaległości i kupić maseczkę dostępną już w ofercie, ale być może skuszę się dodatkowo na eliksir, albo krem? :)
Wśród nowości do pielęgnacji ciała wypatrzyłam m.in. krem do rąk i balsamy (w różnych wersjach) od Lirene. Zapachy wydają się 'klasyczne' i mało wydziwiane, za to opakowania wydają się bardzo wygodne. Lubię w balsamach właśnie takie rozwiązania z pompką. Do oferty Isany dołączy nowy płyn do kąpieli o zapachu kwiatu wiśni, który podejrzewam zastępuje złotą wersję (będącą niedawno w cnd). Dodatkowo w styczniu możemy spodziewać się też nowej karmelowej wersji balsamu do ciała.
Wśród włosowych nowości wypatrzyłam nową serię Garniera dostępną w różnych wersjach. Natomiast do oferty L'oreala wejdą kremy myjące 3 w 1. Premiera tych nowości również przewidziana jest na styczeń (aczkolwiek, nie zawsze te miesiące się dokładnie zgadzają, jak zdążyłam zorientować się po ostatnim poście z tej serii..).
 Na koniec coś dla fanów kolorówki.. Wśród których na największą uwagę jak dla mnie zasługuje nowa wersja bazy Bielenda, podkłady Rimmela i Manhattan (swoją drogą łudząco do siebie podobne) i nowe metaliczne, matowe pomadki od Revlon (premiera w lutym). Rimmel do swojej oferty dołoży także rozświetlacz i bronzer w tubce (premiera - styczeń), lovely - paletki cieni, a wibo nowe pomadki. Wszystkie kosmetyki, jeśli nie zaznaczyłam inaczej, dostępne będą jeszcze w listopadzie :)
Na koniec grudniowe nowości.. Wśród nich pięknie prezentująca się paleta cieni Bourjois, cienie w kremie i korektor od AA, oraz nowe pomadki w ciekawych kolorach od Rimmel.

Czym tym razem Was skusiłam? :D 
Czytaj dalej

Etykiety

4 pory roku AA Alterra alverde anatomicals avon Balea Balmi balsam do ciała balsam do ust Barwa bebeauty bell Bi-es Bielenda Biolove catrice celia ciało cienie do brwi denko dermena dm Dr.Konopka's ecocera efektima elfa-pharm eos essence Eveline Evree Farmona film Flormar Garnier gliss kur Golden Rose Green Pharmacy Himalaya hity roku Holika holika Ingrid Isana Jantar Joanna Kallos kobo kolastyna kolorówka korektor pod oczy kosmetyczne premiery kosmetyczni ulubieńcy krem bb krem cc krem do rąk krem do twarzy krem pod oczy książki kulturalne podsumowanie roku L'biotica La Rive lakier do paznokci lemax lifestyle Lirene liście manuka Loreal lovely Luksja makijaż Marion mariza maseczka do twarzy maseczki w płachcie maska/odżywka do włosów masło do ciała Maxfactor Maybelline mini recenzje miss sporty Miya miyo mus do ciała muzyka my secret mydło do ciała i włosów Nacomi naklejki wodne Natura Estonica naturalnie Neutrogena niekosmetyczni ulubieńcy nivea nowości oceania odżywka do paznokci Oillan olej do włosów olejek do twarzy Organic shop Organique organizacja Originals Palmolive paznokcie peeling peeling do rąk peeling do skóry głowy peeling do twarzy perfecta pianka do twarzy pianka pod prysznic pielęgnacja pielęgnacja twarzy planet spa płyn micelarny podkład podróże pomadka promocja na kolorówkę w Rossmannie promocja na pielęgnacje twarzy w Rossmannie prywatnie Przegląd kulturalny przegląd marki puder Rimmel Rival de Loop rosyjskie kosmetyki bani agafii Sally Hansen Seche Vite selfie project serial serum skarpetki złuszczające soraya Stara Mydlarnia Sylveco szampon tag tanie kosmetyki Tatry tołpa tonik top coat treaclemoon Tutti Frutti twarz Ulubione blogi usta Venus Vianek Vipera wcierka wibo wieczorna pielęgnacja wishlista włosy wygląd bloga wyjazdowa kosmetyczka wzorki na paznokciach Yves Rocher zagraniczne kosmetyki ziaja żel aloesowy żel do brwi żel pod prysznic
me & my passions © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka