Nawilżająca maseczka do twarzy od Bielendy - Botanic Spa Rituals.


Bielenda należy do moich ulubionych marek kosmetycznych. Ostatnio zauważyłam, że pół mojej łazienki to kosmetyki tej firmy :D Zazwyczaj ich produkty bardzo dobrze się u mnie sprawdzają, więc w sumie nie jest to nic dziwnego, że chętnie sięgam po kolejne nowości marki. 
Bielenda + maseczka to połączenie do którego nie trzeba mnie długo namawiać. Tak więc jak tylko seria Botanic Spa Rituals pojawiła się w Rossmannie, a było to już dobrych kilka miesięcy temu, wiedziałam, że maseczki będą moje. Wersję regenerującą już opisywałam Wam tutaj, jeśli ktoś nie czytał to zdradzę, że była na prawdę świetna! Z kolei wersja nawilżająca - malina i melisa zbierała jeszcze lepsze opinie.. Czy i u mnie okazała się jeszcze lepsza? O tym przeczytacie w dzisiejszym wpisie :)
Maseczkę zakupujemy w kartoniku dodatkowo zabezpieczonym folią, dzięki czemu mamy pewność, że nikt wcześniej nie zaglądał do kosmetyku. Właściwe opakowanie to szklany, zakręcany słoiczek w kolorze głębokiej zieleni. Całość utrzymana jest w podobnym stylu co cała seria Botanic Spa i muszę przyznać, że taki wygląd bardzo mi odpowiada! Moim zdaniem pięknie się prezentuje i wzbudza skojarzenia z naturalnością :)
Pojemność maski to 50 ml, które według producenta ma starczyć na 12 użyć. Tym razem odpuściłam sobie liczenie, ale przy masce regenerującej wyszło mi dokładnie tyle użyć. Także myślę, że tu byłoby podobnie :)
Wybaczcie zdjęcie z innej 'bajki', ale to jedyne zdjęcie konsystencji jakie posiadam.
Konsystencja maski jest gęsta, powiedziałabym, że taka masełkowa. Moim zdaniem bardzo przyjemna. Dobrze się ją nakłada, a i ze zmywaniem nie ma najmniejszych problemów. Nie musimy się obawiać zasychania na skorupę. Maska co prawda delikatnie zastyga, ale nie jest to jakiś wielki problem.
Przed zakupem maski czytałam, że ma zapach malinowej mamby. Cóż dla mnie.. nie do końca :D Moim zdaniem aromat jest bardziej naturalny, niż słodki. Nie jest zbyt intensywny - powiedziałabym, że jest to taka naturalna malinowa woń z nutą czegoś ziołowego. Całość jak dla mnie na plus, bo pierwszy raz spotkałam się z taką (całkiem dobrą) interpretacją malinowego zapachu :)
Pierwsze co rzuca się w oczy po użyciu maski to efekt wygładzenia cery i jej ukojenia. Dodatkowo jest ona niezwykle miękka i bardziej promienna. Jeśli chodzi o nawilżenie to nie jest to moim zdaniem nic szczególnego. Po maseczce nawilżającej i co więcej tylu zachwytach nad nią spodziewałam się czegoś lepszego. Na lato, kiedy moja cera nie potrzebuje jakiegoś super zastrzyku nawilżenia, a raczej oczyszczenia było ono jak najbardziej wystarczające. Ale na zimę? Wydaje mi się, że mogłoby być to jednak za mało. Jeśli chodzi o wpływ na niedoskonałości to tutaj szczerze mówiąc nie obserwowałam nawet zbytnio efektów jakie daje. Ostatnio (odpukać) nie mam z nimi też aż takiego problemu, więc nawet nie wymagam specjalnie takiego działania :)
Od siebie polecałabym bardziej wersję regenerującą, która zrobiła na mnie większe wrażenie. Co nie znaczy, że ten wariant był zły - przeciwnie był bardzo przyjemny, cieszę się, że go wypróbowałam :) Koszt maseczki to ok. 24 zł w Rossmannie, znajdziecie ją wyłącznie w tej sieci drogerii. 

Znacie tą maseczkę? A może miałyście zarówno wariant nawilżający jak i regenerujący? - Jestem ciekawa jak je porównujecie :)
Jakie maseczki nawilżające możecie mi od siebie polecić?
Czytaj dalej

Kosmetyczne premiery, czyli co nowego czeka na nas w drogeriach? - sierpień 2019.


Już dawno nie dodawałam dla Was wpisu z chyba najchętniej czytanej przez Was serii dotyczącej kosmetycznych premier. Ostatni odcinek bowiem dotyczył maja, tak więc wkradła się 3 miesięczna przerwa związana z różnymi obowiązkami. Wpisy z tego cyklu wymagają jednak trochę czasu, a w ciągu tych miesięcy nie miałam go na tyle. Ale nie przedłużając zapraszam Was na mały przegląd nowości jakie pojawią się w sierpniu w drogeriach. Standardowo zaznaczam, że jest to miesiąc umowny, bo część z nich nawet może być już gdzieś dostępna :)
Na sam początek Bielenda, w końcu czym byłby ten post bez tej marki, która przyzwyczaiła już nas do niemal comiesięcznych nowości. Całkiem nową serią jaka pojawi się wśród oferty marki będzie Cbd Cannabidiol. Opiera się ona na ekstrakcie z konopi siewnej i przeznaczona jest według producenta do cer suchych i wrażliwych. W skład serii będą wchodzić: serum booster nawilżająco - detoksujące, olejek nawilżająco - kojący, emulsja do mycia twarzy oraz krem. Warto zaznaczyć, że będą to kosmetyki wegańskie, co pewnie ucieszy wiele osób :)
Oprócz tego z nowych linii pojawi się cała seria produktów przeznaczonych do cery naczynkowej, składająca się z serum oraz kremów, w tym jednego z pigmentem. Kolejna nowość to kremy przeciwzmarszczkowe dla cer dojrzałych Japan Lift. Opakowania praktycznie nie różnią się między sobą, ale w zależności od przeznaczenia - dzień/noc składają się z innych składników.
Mówiąc szczerze przed momentem opisywane serie nie robiły na mnie specjalnego wrażenia, jako że były przeznaczone do innych typów skóry.. Jednak kremy booster uzupełniające linię Fresh Juice już mnie ciekawią :D Mam z tej serii płyn i esencję, które zapowiadają się na prawdę dobrze, więc chętnie poszerzyłabym swoją 'kolekcję' o kolejne produkty. Z kolei do serii Smoothie Care dołączą prebiotyczne kremy multifunkcyjne - do dłoni, twarzy i ciała. Jeśli chodzi o tą linię to tutaj zapachy mnie nieco rozczarowały, więc jeśli już to mogłabym polecić jedynie wersję żółtą - banan i melon pod tym względem.
Z typowo rossmann'owskich nowości w sierpniu będzie miała premierę czarna - węglowa maska peel off, turban do włosów oraz krem do rąk w wygodnym opakowaniu z pompką. Ciekawą nowością jak dla mnie jest też aloesowy tonik w mgiełce od Lirene. Sama mimo, że jestem ostatnio fanką Vianka jeśli chodzi o tego typu produkty to chętnie się na niego skuszę jeśli okaże się przyzwoity. Oprócz tego do oferty dołączy kolejny krem do rąk - tym razem w wersji liliowej.

Maska Garniera to przykład nowości, którą spokojnie można już teraz znaleść w sklepach. Mnie osobiście średnio przekonuje takie rozdzielenie maski i esencji, które tylko dodaje roboty i sprawia wrażenie starty produktu. Maski Dermika są już o wiele bardziej kuszące, z tego co pamiętam oprócz wersji z kolażu dostępna jest także wersja do cery naczynkowej. Kolejną nową maskę - krem znajdziemy wśród marki Biotenique, dostępnej wyłącznie w Rossmannie.
Wiele osób pewnie ucieszy fakt pojawienia się nowych wersji kremów do rąk, które zyskały już sporą rzeszę 'fanów'. Nowe warianty zapachowe to: cytryna, limonka, masło shea oraz papaja, kokos i masło shea. Dodatkowo pojawią się nowości w kategorii pielęgnacji twarzy - oczyszczająca maska w płachcie 3D oraz peeling enzymatyczny.

W kwestii pielęgnacji włosów zdecydowanie warto zwrócić uwagę na nowy duet do pielęgnacji włosów Petal Fresh - algi i olej arganowy. Co prawda to połączenie jakoś średnio mi do siebie pasuje, ale sama miałam szampon z tej serii i był genialny! Oprócz tego w kategorii 'włosy' pojawi się nowa - kawowa wersja maseczki do włosów od Biovax oraz duet od L'oreal.
W sierpniu czeka nas premiera kultowych szczotek Tangle Teezer w nowych wersjach kolorystycznych - dwóch metalicznych (wersja kompaktowa) i z jednorożcem (klasyczna).
 
Na koniec kolorówka, tym razem wybrałam tylko te najciekawsze nowości. Z niższej półki cenowej warto zwrócić uwagę na nową serię miss sporty - naturally perfect. Sama bardzo lubię ich lakiery, co prawda w innych opakowaniach, ale może i te są podobnej jakości. W ofercie MS pojawi się także nowy tusz do rzęs, ale niestety nie znalazłam informacji na temat jego szczoteczki.. Z tej nieco wyższej półki cenowej pewnie wiele osób będzie ciekawych nowych paletek cieni Revlon. Sama na zdjęciu umieściłam tylko przykładowe, w rzeczywistości będzie ich oczywiście więcej :)

Jestem ciekawa jak Waszym zdaniem wypadają te nowości. Mnie najbardziej zainteresowały: krem Bielenda Fresh Juice, tonik Lirene oraz produkty do włosów Petal Fresh.

Czym Was skusiłam tym razem? Czy jednak nic Was nie zainteresowało?
Czytaj dalej

Normalizujący tonik - wcierka do skóry głowy Vianek. Moje wrażenia po zużyciu opakowania oraz porównanie do wcierki Jantar.


Recenzja na temat sławnej wcierki Jantar jest jednym z najpopularniejszych wpisów na moim blogu, o ile nie najpopularniejszym. Dzisiaj przychodzę do Was z opinią na temat kolejnej wcierki, mam wrażenie równie popularnej co ta z Farmony. Mowa o normalizującym toniku - wcierce marki Vianek. Jeśli jesteście ciekawe jak wypadła w porównaniu do wspominanej wcześniej wcierki Jantar to zapraszam do czytania wpisu. Postaram się częściowo porównać te produkty, więc mam nadzieje, ze wpis okaże się dla kogoś przydatny :)
Standardowo zacznę od opakowania - jest ono utrzymane w takim samym stylu jak wszystkie kosmetyki Vianka. Całość jest minimalistyczna, nieco góralska, ale i bardzo estetyczna. Buteleczka toniku ma pojemność 150 ml, która wystarczyła mi na kilka miesięcy, ale od razu zaznaczę, że tym razem nie używałam jej zbyt regularnie. Był czas kiedy stosowałam ją dzień w dzień, ale były też i np. tygodniowe przerwy..
Wcierkę dozujemy za pomocą niezbyt wygodnego moim zdaniem aplikatora. Średnio jest on przemyślany i jedynym sposobem na nakładanie wcierki jest aplikowanie jej przy spuszczonej w dół głowie. Wtedy idzie to w miarę sprawnie, chociaż mniej więcej w połowie opakowania aplikator lubi się zacinać.. Wiem, że wcześniej aplikacja była standardowa jak przy tonikach do twarzy. Sama próbowałam i tego sposobu, ale wtedy z kolei mam wrażenie, że dużo produktu się marnuje przy dozowaniu na dłoń. Średnio wydajny też to sposób, z kolei przy dozowaniu bezpośrednio na skórę głowy mało produktu dociera na skalp. Jeśli chodzi o ogólną wygodę dozowania i opakowanie to zdecydowanie lepiej sprawdzał się u mnie Jantar.
Konsystencja produktu jest wodnista, jak możecie się domyśleć :D Zapach jest mocno ziołowy, wyczuwam na pewno pokrzywę i skrzyp, ale i inne zioła. Mi zupełnie on nie przeszkadza, bo jak wiecie lubię ziołowe szampony i niemal samych takich używam, więc tutaj woń jest niemal identyczna.
Wcierkę aplikowałam tak jak zaleca producent po umyciu włosów. Tutaj duży plus za to, że nie przeciążała ona skóry głowy. W wypadku Farmony nie możliwa była aplikacja po myciu, bo włosy były wtedy obciążone przy skalpie, jakbym ich nie myła.. Tutaj wszystko jest okej, nie są obciążone, ale na dłuższą metę nie zauważyłam różnicy w przedłużeniu świeżości włosów. Tak samo jak i wcześniej myję je codziennie.. Jeśli chodzi o wypadanie to tutaj znowu nie widzę wielkiej różnicy. Nie mam obecnie może wielkiego problemu z wypadaniem, ale i tak nie zauważyłam żadnej różnicy w ilości włosów jaka pozostaje na szczotce. Moim zdaniem pod tym względem akurat dużo lepiej wypada Jantar, bo tam już po krótkim okresie czasu widać było różnicę, a dodatkowo także sporą ilość baby hair (gdzie tu nie ma praktycznie wcale). Na plus fakt, że wcierka przyjemnie łagodzi skórę głowy.
Według producenta cena wcierki to ok. 21 zł, ale stacjonarnie myślę, że można spokojnie ją dorwać za 15-19 zł. Sama kupiłam go z gazetą za mniej niż dychę, więc super deal :) Z dostępnością nie powinno być problemu, bo znajdziecie ją w hebe, naturze czy innych mniejszych drogeriach, a nawet w aptece. Czy ją polecam? U mnie akurat znacznie lepiej sprawdził się Jantar, mimo słabszego składu. Ale wiem, że wiele osób lubi ten produkt Vianka i chwali, także być może warto wypróbować, by przekonać się samemu ;)

Znacie tą wcierkę? Jak u Was się sprawdziła? 
Jakie wcierki wspomagające wypadanie czy przedłużające świeżość włosów możecie mi polecić? :)
Czytaj dalej

Trzy produkty warte wypróbowania w mini recenzjach cz.6 - Tołpa, Cien, Hania Beauty.


Już dawno nie publikowałam dla Was wpisu zawierającego mini recenzję 3 produktów. Dzisiaj nadrabiam zaległości, bo znalazłam 3 produkty, które są na tyle ciekawe, że warto poświęcić dla nich chwilę, ale nie koniecznie pisać o nich cały wpis. We wpisie znajdziecie opinie o przyjemnej oczyszczającej maseczce Tołpa, która jakiś czas temu wylądowała już w denku. Oprócz niej napiszę o znanych już kremach Cien produkowanych także przez Tołpa dla Lidla oraz peelingu do ust idealnego na lato! :)
MASKA - PEELING - ŻEL 4 W 1 KORYGUJĄCA NIEDOSKONAŁOŚCI, TOŁPA
Zacznę od produktu, który już zdążyłam użyć i pojawił się nawet w denku. Producent określa go jako produkt wielofunkcyjny 4 w 1: 1. peeling mechaniczny, 2. peeling enzymatyczny, 3. maska i 4. żel do mycia twarzy. Sama używałam go głównie jako maseczki, przy okazji łącząc w sumie pozostałe działania. Produkt zamknięty jest w wygodnym opakowaniu w formie tubki o pojemności 25 ml, ale wiem, że jest też dostępny w formie saszetki. Jego konsystencja przypomina pastę, dodatkowo z zatopionymi w niej maleńkimi drobinkami. Zapach jest raczej delikatny. Jeśli chodzi o działanie w funkcji maski - muszę przyznać, że było ono na prawdę przyjemne! Cera była wygładzona, odświeżona i czuć było oczyszczenie. Jako peeling muszę przyznać, że wypadł dość słabo, bo drobinek jest malutko i nie są one zbyt ostre. Jako żelu do mycia użyłam go raz i w sumie był spoko. Ogólnie uważam, że jest on dobrym wyjściem na jakiś wyjazd przy ograniczonym bagażu. Ale dobrze spisuje się także w roli maseczki oczyszczającej i w takiej roli mogę go polecić :)
Dostępność: głównie drogerie internetowe. Cena: ok. 10 zł.
KREM DO RĄK FOOD FOR SKIN - PAPAJA, CIEN
Kolejny produkt to już dobrze znany większości osób krem do rąk dostępny w Lidlu. Skusiłam się na niego podobnie jak większość osób i już mogę zdradzić, że się polubiłyśmy. Po pierwsze bardzo podoba mi się jego opakowanie! Miękka, zakręcana tubka - super się prezentuje, jest całkiem wygodna i idealna do torebki. Konsystencja też przypadła mi do gustu - jest leciutka, nie typowo kremowa, ale taka żelowo - kremowa moim zdaniem :) Szybciutko się wchłania, daje uczucia wygładzenia dłoni, ale nie zostawia tłustej warstwy przeszkadzającej w funkcjonowaniu. Nawilżenie jakie daje też jest całkiem przyzwoite - nie jakieś mocne, nie zadowoli na pewno mocno wymagających osób. Sama nie byłabym pewnie w pełni usatysfakcjonowana z niego w zimie, ale na lato? Jest idealny! Zapach tego gagatka z kolei jest kwestią sporną - mi osobiście się podoba, jest dość delikatny i nie męczy mnie jak np. krem evree także o zapachu papai. Ale wiem, że niektórym przypomina.. płyn do naczyń! :D Jednak za tak niską cenę moim zdaniem warto wypróbować :)
Dostępność: Lidl. Cena: ok. 4 zł.
MIĘTOWY PEELING DO UST - HANIA BEAUTY 
Na koniec zostawiłam produkt, który w przeciwieństwie do pozostałych produktów jest nieco słabiej dostępny. Peeling do ust zamknięty jest z szklanym słoiczku z plastikową zakrętką i pastelową grafiką dopasowaną do wariantu kosmetyku. Pojemność to 20 g, więc powiedziałabym całkiem sporo jak na tego typu produkty. Konsystencja zasadniczo jest zbita i odpowiednio mokra, ale zależy także od temperatury panującej w pomieszczeniu. Gdy jest ciepło jest nieco rzadsza, co jest uzasadnione jako, że jest to kosmetyk oparty głównie na naturalnych składnikach. Za to też duży plus! Peeling nie osypuje się jakoś szczególnie, delikatnie może to robić (wydaje mi się, że nie jest możliwe całkowite wyeliminowanie straty produktu), ale nie jest to jakaś wielka strata. Dobrze trzyma się ust, a drobinki cukru są na tyle duże, że można zrobić nimi solidny peeling ust. Po użyciu kosmetyku są ona wygładzone i delikatnie nawilżone. Mogę nawet powiedzieć, że w okresie letnim praktycznie zastąpił on mi balsam do ust. Dzięki zawartości olejku miętowego dawał dodatkowo przyjemne uczucie chłodu, a zapach był świeży - idealny na tą porę roku. Nie jest to moim zdaniem kosmetyk niezbędny i nawet sama z siebie bym go nie kupiła w takiej formie, co nie zmienia faktu, że działanie ma na prawdę dobre :)
Dostępność: sklep Hani, drogerie internetowe. Cena: ok. 15-20 zł.

Znacie któryś z tych produktów? Jak sprawdziły się u Was?
Czytaj dalej

#Blogerkipolecają: Kosmetyczne must have na lato, czyli 5 kosmetyków bez których nie wyobrażam sobie wakacji.


Dzisiaj przychodzę do Was ze specjalnym postem, który mam nadzieje zapoczątkuje całą serię regularnie pojawiających się wpisów. Co więcej, nie będę tworzyć go sama, ale z kilkoma zaprzyjaźnionymi blogerkami! :) Pierwszym tematem jaki zaplanowałyśmy jest wakacyjne must have na lato. Tak więc dzisiaj pokażę Wam 5 moich kosmetycznych hitów, które idealnie nadają się na wakacyjny czas i niejednokrotnie pozwalają mi 'przetrwać' czas upałów. Na końcu wpisu znajdziecie linki do postów reszty dziewczyn, które razem ze mną będą tworzyć serię #Blogerkipolecaja, także już teraz zapraszam Was także i na blogi dziewczyn, gdzie również pojawiły się wakacyjne perełki! :)

Na wstępie dodam, że do stworzenia wpisu wykorzystałam zdjęcia częściowo zrobione na potrzeby innych postów. Stąd też różnice w 'scenerii' :) Jeśli na temat danego produktu pojawiła się już recenzja to zostanie ona podlinkowana.
1. MGIEŁKI DO CIAŁA 
W lecie zapewne jak większość z Was perfumy zamieniam na lżejsze mgiełki co ciała. Moja ulubioną jest tutaj zdecydowanie melonowa mgiełka Jacques Battini produkowana dla Hebe. Jest ona słodka, ale i jednocześnie świeża - iście wakacyjna! Jeśli tak jak ja jesteście fanką melona to na pewno będziecie zadowolone :) Zauważyłam, że już od kilku miesięcy jeśli się nie mylę mgiełki tego producenta można znaleść także w biedronce. Gdzie mają one także niższą cenę niż w hebe, kosztują bowiem ok. 10 zł, a na promocji ok. 8 zł. Natomiast w hebe regularna cena wynosi 20 zł, a na promocji często można je dorwać za 15 zł. Oprócz wariantu z melonem, można dorwać też wersje: owoce leśne, mango, kwiaty i zielona herbata. Z tych wersji mi samej spodobała się także ta kwiatowa, dwie pierwsze są dość słodkie, więc jeśli lubicie takie wonie to mogę być idealne dla Was :)
2. CHŁODZĄCE MASECZKI DO TWARZY - ODŚWIEŻAJĄCA BANII AGAFI ORAZ OCHŁADZAJĄCA DR. KONOPKA'S
W upalne miesiące często sięgam także po maseczki dające efekt chłodzenia cery. Tutaj mam Wam do pokazania dwie maseczki, które towarzyszyły mi podczas ubiegłych wakacji oraz 2 lata temu. Pierwsza z nich - ekspresowa maska odświeżająca Banii Agafii zdecydowanie ma większą moc, zwłaszcza po włożeniu na chwilę do lodówki. Jako, że jest miętowa chłodzi na prawdę konkretnie! Przyjemnie odświeża skórę, koi ją i tonizuje - na upalne lato jest wprost idealna! Jeśli jednak wolicie łagodniejszy efekt ochłodzenia oraz 'szersze' działanie to lepszym wyjściem  może okazać się mniej znana maska dr. Konopka's. Tutaj chłód czuć głównie podczas zmywania maski, a oprócz efektów jakie daje nam rosyjska maska Babuszki mamy dodatkowo delikatne nawilżenie skóry, która po użyciu jest miękka i napięta. Wybór maski należy do Was, od siebie dodam, że ceny obu są całkiem przyjemne - tańsza jest maska Banii, którą kupicie już za ok. 7-8 zł, Dr. Konopka's kosztuje 2 razy więcej ok. 14-15 zł.
3. TONIKI DO TWARZY 
Było coś do odświeżenia ciała w ciągu dnia, więc teraz czas na coś do twarzy :) W takim celu wykorzystuje właśnie toniki, bez których często w lecie ani rusz. Oczywiście stosuje je przez cały rok, ale w lecie zdecydowanie znacznie częściej! Oprócz stosowania rano/wieczorem sięgam po nie w czasie upałów także w ciągu dnia. Idealnym sposobem aplikacji tutaj jest moim zdaniem atomizer, który pozwala na aplikację na twarz w formie drobnej mgiełki. Przerabiałam już różne rodzaje toników - Ziaji, Evree, jednak po czasie muszę stwierdzić, że o niebo lepsze od wspomnianych przed chwilą są te od Vianka! Mają one znacznie lepsze działanie, bo oprócz samego odświeżenia dają delikatne, lecz widoczne nawilżenie skóry :) 
4. ŻELOWE BALSAMY DO CIAŁA AA, SORAYA, HOLIKA HOLIKA
Jedyną akceptowalną przeze mnie formą balsamów do ciała w upały są te o żelowej, lekkiej konsystencji. Zapewne wiele z Was uwielbia o tej porze roku sławny żel aloesowy, który rzeczywiście jest na tyle uniwersalny, że zdecydowanie warto o nim wspomnieć w tym zestawieniu. Zwłaszcza pod kątem wakacyjnych wyjazdów! Sama jednak, chociaż stosowało mi się go niezwykle przyjemnie to nie mogę do końca zaliczyć się do grona jego wielkich fanek :D Za to w ciepłe miesiące bardzo często sięgam po leciutkie, żelowe balsamy, które szybko się wchłaniają, nie zostawiając po sobie lepiej warstwy. W tym roku takim produktem był u mnie balsam inspirowany azjatycką pielęgnacją od AA. Jednak dobrym wyborem na lato mogą być także produkty z serii foodie od soraya o zapachu melona (znowu! :D) i jagody. Sama co prawda jagody jeszcze nie miałam, ale z tego co wiem ma formę lekkiej galaretki. Melonowy sorbet oprócz pięknego zapachu, całkiem przyjemnie nawilża i ma genialną konsystencję! Oprócz wersji w słoiczkach znajdziemy też musy w tubkach, więc każdy znajdzie coś dla siebie :)
5. MORSKIE ŻELE POD PRYSZNIC - BEBEAUTY
W ostatnim punkcie postanowiłam umieścić kosmetyk, który może nie jest niezbędny, bo da się bez niego obyć, jednak u mnie co lato pojawia się w łazience. Mowa o odświeżających morskich żelach pod prysznic! Po ten zapach sięgam praktycznie tylko latem i na tą porę roku jest dla mnie idealny. Najczęściej wybieram żele z Biedronki, które pojawiają się co sezon w tej sieci. Tym razem nazwa żelu to ozonowa świeżość, wcześniej dostępne były w wariancie algi i sól morska jak dobrze pamiętam. Jednak jeśli chodzi o zapach to są one co sezon bardzo zbliżone, jeśli nie identyczne. Mają świeże, nieco 'męskie' zapachy, a do tego kosztują grosze - ok. 3 zł. Myślę, że nawet jeśli się Wam nie spodobają to nie będzie to wielka strata dla Waszego portfela :) Oprócz bebeauty podobne morskie zapachy można znaleść też wśród innych firm np. Palmolive, ale są one już nieco gorzej dostępne, a tym z biedronki jak dla mnie nic nie brakuje ;)

Tak prezentowała się moja piątka, jak widzicie postawiłam na kosmetyki chłodzące i odświeżające. Na blogu pozostałych dziewczyn znajdziecie kolejne 20(!) perełek kosmetycznych idealnych na lato! Zapraszam do zajrzenia na blogi pozostałych autorek, biorących udział w akcji :) Linki do bezpośrednich wpisów u dziewczyn znajdziecie poniżej:

Jakie są Wasi letni ulubieńcy do których zawsze wracacie podczas wakacji? Koniecznie podzielcie się nimi w komentarzach!
Jestem też ciekawa co myślicie na temat samego pomysłu na serię wpisów - mam nadzieję, że będziecie je czytać z przyjemnością  :)
Czytaj dalej

Przegląd kulturalny - maj, czerwiec (2019). Kontrowersyjna produkcja i nadrabianie zaległości w polskich 'premierach'.


Na koniec weekendu przygotowałam dla Was lekki post z przeglądem kulturalnym ostatnio obejrzanych filmów, serialów i piosenek jakie często gościły w moich głośnikach w ciągu ostatnich 2 miesięcy. Tym razem nie pisałam go na bieżąco, więc o części pozycji zdążyłam nieco zapomnieć, więc wpis będzie dość szybki w porównaniu do poprzednich z tej serii :) Będzie sporo polskich produkcji - głównie tych nowszych, ale napiszę także o dość kontrowersyjnym mam wrażenie filmie i dość szeroko reklamowanym serialu. Ciekawi? W takim razie zapraszam do czytania :D

Muzyka
Męskie Granie Orkiestra 2019 - Sobie i Wam

Shawn Mendes  - If I Can't Have You

One Republic - Rescue Me

James Bay - Us

Jeśli chodzi o muzykę to w tym przeglądzie nie mogło zabraknąć piosenki 'promującej' trasę Męskiego Grania. Praktycznie zawsze mi się one podobają, co prawda tutaj przekonałam się do niej dopiero po którymś z kolei odsłuchaniu. Ubiegłorocznego Początku który uwielbiam do dzisiaj nie przebiła (w sumie nie wiem czy cokolwiek jest w stanie go przebić :D), ale i tak jest całkiem udana. Oprócz tego często słuchałam dwa nowe kawałki od One Republic i Shawn'a Menders'a, które całkiem lubię i dość regularnie słucham. Ostatnim muzycznym odkryciem jest piosenka Us z pewnego filmu, który oglądałam w czerwcu, ale o nim będzie niżej :D

Filmy
https://www.filmweb.pl/film/Pech+to+nie+grzech-2018-811026
Pech to nie grzech
Piotr oraz jego narzeczona Weronika zakładają się, że Natalia przez 3 miesiące z nikim się nie zwiąże, ani nie zakocha. Chcąc odegrać się na znajomych, kobieta wpada w romantyczną intrygę.
Na początek typowa polska komedia romantyczna - dość przewidywalna, ale całkiem przyjemna w odbiorze. Na tle innych polskich produkcji jakie pojawią się w tym przeglądzie wypada zdecydowanie najlepiej. Co prawda mamy tu mega wkurzającą Kurdej - Szatan, która przebiła nawet dla mnie Karolaka, a to nie jest łatwe.. :D Ale Roznerskiego, Dębską, Tkacz i Kostow ogląda się całkiem znośnie. Nie jest to nic odkrywczego, ale jeśli lubicie od czasu do czasu takie kino to może Wam się spodobać, jeśli nie to nie ma sensu go oglądać :)

https://www.filmweb.pl/Jeszcze.Raz
Jeszcze raz
Samotna Anna wybiera się ze znajomymi w Tatry. Równocześnie jej nastoletnia córka jedzie z nowo poznanym chłopakiem nad morze.
Głównym powodem obejrzenia tego filmu było to, że akcja częściowo rozgrywa się w Tatrach, które uwielbiam. Jednak nie jest to film super jakości, że nawet widok gór nie jest w stanie uratować tej produkcji :D Przy okazji swoją drogą można zobaczyć różnicę między obecnymi polskimi produkcjami i tymi starszymi, która jest spooora. 

https://www.filmweb.pl/film/Miszmasz+czyli+Kogel+Mogel+3-2019-814945
Miszmasz czyli Kogel Mogel 3
Kasia nadal mieszka we wsi Brzóski i walczy z niechcianymi zalotnikiem Staszkiem Kolasą. Do Polski wraca niespodziewanie jej syn Marcin.
Nie wiem w sumie dlaczego obejrzałam ten film, chyba jedynym powodem była opinia koleżanek, które były na nim w kinie i go polecały. Cieszę się, że obejrzałam go w domu i to jako 'tło', nie skupiając się zbytnio na fabule, bo nie podobał mi się.. W sumie nie jest to nic dziwnego, bo nie jestem nawet fanką 1 czy 2 części :D

https://www.filmweb.pl/film/Zabawa+zabawa-2018-791446
Zabawa zabawa
Trzy kobiety nadużywające alkoholu próbują pokonać przeciwności losu, które nasilają ich problemy z alkoholem.
Niby temat trudny i ważny, ale w tej produkcji został pokazany jakoś mało przekonująco. Nie do końca mi się on podobał, chyba liczyłam jednak na coś lepszego. Ale być może nie miałam po prostu do niego dnia, tak czy siak według mnie to taki przeciętniak.

https://www.filmweb.pl/film/Planeta+Singli+3-2019-814592
Planeta Singli 3
Ania i Tomek planują wesele na wsi u rodziny mężczyzny. Niespodziewanie przyjazd ojca pana młodego jeszcze bardziej wszystko komplikuje.
Kolejna polska komedia romantyczna, ale już nieco lepsza od pozostałych. Jeśli miałabym oceniać ją na tle 1 i 2 części to 3 zdecydowanie wygrywa z 2, ale jest też gorsza od 1, którą bardzo miło wspominam! W tej produkcji fajne jest to, że potrafi widza i bawić i też delikatnie wzruszyć. Jednak uważam, że kilka scen można by sobie spokojnie darować.. :D Ale w ogólnym rozrachunku wypada całkiem dobrze, jeśli widziałyście poprzednie części to moim zdaniem warto obejrzeć. Na luźny wieczór, kiedy szukacie czegoś nie wymagającego to może być idealna :)


https://www.filmweb.pl/film/After-2019-810142
After
Tessa rozpoczyna wymarzone studia. Jej uporządkowany świat staje na głowie, kiedy poznaje buntowniczego Hardina.
Na początku zaznaczę, że nie czytałam książki na podstawie której powstał film, więc moja opinia będzie się opierać tylko na obejrzeniu ekranizacji.
Zupełnie nie rozumiem porównywania tej pozycji do Grey'a, bo sama zupełnie podobieństw nie widzę. Ot takie typowe romansidło, całkiem udane moim zdaniem :) Może nieco naiwne i skierowane do młodszego grona odbiorców (ale chyba mogę się do niego jeszcze zaliczyć :D), ale na prawdę przyjemne! Jeśli lubicie lekkie kino, taki gatunek filmu, a dodatkowo zwracacie uwagę na soundtrack w filmie to jest to pozycja dla Was! Bo muszę powiedzieć, że ścieżka dźwiękowa jest tutaj na prawdę dobra - idealnie dobrana, z tego filmu pochodzi też piosenka z początku wpisu. A no i obsada filmu też jest niczego sobie! :D

Serial
https://www.filmweb.pl/serial/S%C5%82odkie+k%C5%82amstewka%3A+Perfekcjonistki-2019-800845
Słodkie kłamstewka: Perfekcjonistki
Nowy serial o perfekcyjnym miasteczku, w którym dochodzi niespodziewanie do morderstwa.
Całkiem nowa propozycja, dość dobrze reklamowana, przez nawiązanie do starszej wersji słodkich kłamstewek, których nie oglądałam. Moim zdaniem jest bardzo podobna do Riverdale - ale tych jeszcze dobrych początkowych sezonów, nie ostatniego będącego niewypałem :P Ma podobny klimat i tematykę, a akcja także dzieje się w szkole. Może obyło się u mnie bez wielkich zachwytów, ale oglądało się go całkiem dobrze :)

Znacie coś z moich propozycji? Jakie macie zdanie na ich temat?
Jak zwykle czekam też na Wasze polecenia seriali, filmów, muzyki i książek :)
Czytaj dalej

Denko - maj, czerwiec (2019).


Ostatnie dwa miesiące zleciały mi nie wiadomo kiedy.. Czerwiec był intensywnym miesiącem, który minął mi głównie pod znakiem zaliczeń czy egzaminów na uczelni. Dopiero w jego ostatnich dniach, gdy zdałam sobie sprawę, że czas przygotować kolejne denko uświadomiłam sobie jak zaskakująco szybko mi minął. Mimo wielu obowiązków udało mi się zużyć całkiem rozsądną liczbę kosmetyków, jak zwykle dominuje pielęgnacja, ale znalazło się także miejsce i na kilka kosmetyków kolorowych. Jeśli ciekawi Was co tym razem dla Was przygotowałam to zapraszam do czytania :)
✔ Żel Isana - Owoce i jogurt
Ta wersja jest chyba najczęściej kupowaną przeze mnie jeśli chodzi o żele isany. Ma bardzo przyjemny zapach, ale ostatnio zauważyłam, że konsystencja tych żeli jest jakby rzadsza niż wcześniej, co trochę mi się nie podoba :D
✘ Żel Isana Sport
Mimo, że lubię żele tej marki za przyjemne zapachy i niską cenę to tutaj szału nie było. Zapach jest raczej zwyczajny i nijaki..
✘ Żel pod prysznic Palmolive
Przyjemnie kremowy żel o słodkawym zapachu owoców leśnych. Moim zdaniem będzie fajnym wyborem na jesienne, czy nawet zimowe miesiące, ze względu na swój zapach. Nie jest może maga słodki, bo nawet mi się podobał ;) Jednak trochę nie odpowiadała mi jego wydajność - otwór jest dość duży, przez co jednorazowo wylewa się za dużo produktu. Wystarczył mi praktycznie na tyle samo co żele Isany, które są znacznie mniejsze..
✘ Szampon z glinką Loreal
Wiele osób poleca ten szampon, ale na mnie nie zrobił większego wrażenia. Owszem dobrze oczyszcza włosy, ale nie przedłuża ich świeżości. Dlatego raczej się nie spotkamy, bo lepiej sprawdzają się u mnie ziołowe szampony :)
✘ Żel - peeling Cien
To właściwie bardziej taki żel pod prysznic z drobinkami, niż typowy peeling. Po użyciu pozostawia uczucie przyjemnego wygładzenia, ale ogólnie niczym się nie wyróżnia. Taki średniak do jednorazowego spotkania ;)
Jak dla mnie jest to produkt o bardzo podobnym działaniu i konsystencji do żelu aloesowego i można spokojnie go stosować jako jego zamiennik. Idealny produkt na lato, po którego bardzo chętnie sięgałam. Żałuję jednak, że nie ma nieco bardziej charakterystycznego zapachu :)
Olejki Alterra to moi niekwestionowani ulubieńcy jeśli chodzi o olejowanie włosów ♥ Pięknie je pielęgnują - włosy są nawilżone, gładkie, niesamowicie błyszczące i zdecydowanie lepiej się układają. Ta wersja nie jest co prawda już dostępna, ale inne warianty na pewno kupię :)
✘ Wcierka Vianek
Tutaj mamy mały zawód - dużym minusem jest tu już samo opakowanie, bardzo nie wygodne. Działanie też moim zdaniem jest słabe, u mnie nie było ani ograniczenia wypadania, ani przedłużenia świeżości włosów. Dużo lepiej sprawdziła się u mnie wcierka Jantar, do tej nie wrócę.
Krem o mega przyjemnej konsystencji i dobrym działaniu! Moim zdaniem jest idealny na wiosnę, kiedy nie potrzebujemy już mocnego nawilżenia. U mnie całkiem fajnie się sprawdził i chętnie do niego wrócę :)
Jedna z fajniejszych maseczek dla cer mieszanych i problematycznych. Dobrze oczyszczała i wspomagała walkę o piękną cerę. Cena może nie jest najmniejsza, ale moim zdaniem maska jest jej warta :)
~ Maseczka Tołpa
W sumie jest to produkt 4 w 1, ale ja zawsze używałam go jako maseczki i w tej roli sprawdzał się bardzo dobrze. Przyjemnie oczyszczała cerę i pozostawiał ją delikatnie matową, być może jeszcze do niego wrócę.
 Bubel! Zostawiał okropną warstwę parafiny, a zdzieranie było niezbyt mocne, praktycznie zerowe..
Ulubieniec, który chwaliłam już wielokrotnie! Wielki hit w mojej pielęgnacji którego już nie może zabraknąć :D
Wiele osób chwali te produkty, ale ja mimo kolejnego podejścia nie mogę się do nich przekonać. Jak na moje potrzeby są zbyt mało oczyszczające. Jednak jeśli lubicie jak peeling zostawia nawilżającą warstwę to może się Wam on spodobać, ja już do niego nie wrócę.
✘ Lakier do paznokci Miyo
Bardzo rzadko w denku pojawiają się lakiery do paznokci, ale tym razem udało mi się zużyć praktycznie do dna buteleczkę od Miyo, co można uznać za jakiś wyczyn :D Ogólnie lubię lakiery tej marki, ten też był na prawdę dobry jakościowo i miał ładny kolor. Jednak teraz już ciężej je dorwać (zwłaszcza w tylu kolorach co kiedyś) więc raczej już go nie kupię.
Bardzo dobry puder, chyba najlepszy z dostępnych w drogerii pudrów transparentnych! Konkretnie matuje i jest trwały. U mnie wytrzymywał nawet kilkanaście godzin poza domem w ciepłe dni :)
Z kolei ten wariant nie sprawdził się u mnie w 100%. Co prawda ładnie wyglądał pod oczami i lubiłam go używać solo, bez podkładu, ale nie widzę sensu specjalnie go kupować tylko do takich ról. Na całą twarz u mnie jest zbyt delikatny i za mało matowy.
✔ Płatki Bebeauty
Ulubione! Zawsze do nich wracam :)
✔ Dezodorant Dove
Baaaradzo lubię dezodoranty tej firmy - zapewniają optymalną ochronę i mają przyjemne zapachy. Tu było nie inaczej, a sama wersja z jabłkiem zostanie jedną z moich ulubionych, tuż obok gruszkowej :)
✘ Maseczka do twarzy Rituals
Zwyczajna sypka maska podobna do glinek, z tym, że o znacznie gorszym działaniu :P

To już wszystko, mam wrażenie, że tym razem sporo kosmetyków mi nie odpowiadało pod jakimś względem, czy zwyczajnie mnie nie zachwyciło :D Standardowo, znalazło się także kilka moich ulubieńców do których zawsze wracam. 

Dajcie znaczy czy coś znacie i czy podzielacie moje zdanie. Czy może przeciwnie - macie zupełnie inne? :)
Czytaj dalej

Hydro balsam CHOK CHOK inspirowany koreańską pielęgnacją od AA. Godny zastępca żelu aloesowego?


W ostatnim czasie kosmetyki inspirowane koreańską pielęgnacją zalewają polski rynek kosmetyczny. Hydro balsam chok chok od AA jest jedną z nowszych propozycji jeśli chodzi o produkty wzorowane na tych azjatyckich. Nazwa produktu - chok chok jak informuje producent pochodzi od Koreańskiego sposobu aplikacji balsamu, czyli wklepywania. Cóż nie wiem na ile to prawda, ale sam zamysł na nazwę balsamu jest całkiem ciekawy :)
Mimo, że sama nie jestem wielką fanką tej marki to skuszona uroczym opakowaniem, obietnicą ciekawej konsystencji i promocją kupiłam ten produkt. Jak się sprawdził i czy zmieniłam swoje zdanie na temat tej firmy? - o tym w dzisiejszym wpisie :)
Jak wspominałam wygląd opakowania jest przeuroczy! Pastelowe, na moje oko nieco 'piżamowe' opakowanie od razu przyciąga nasz wzrok :) Jeśli chodzi o samą wygodę to tutaj też duży plus dla producenta, bo tubka jest miękka i zamykana na klik. Dokładnie taka jak lubię najbardziej, nie sprawia problemów przy aplikacji. Pojemność balsamu to 200 ml.
Zapach balsamu jest świeży, ale i bardzo delikatny, dla mnie podobny (zwłaszcza jeśli chodzi o 'moc') do zapachu żelu aloesowego. O ile w opakowaniu jest jeszcze w jakiś sposób wyczuwalny, tak przy aplikacji niemal wcale.. Sama wolę co prawda bardziej charakterystyczne wonie, ale nie mogę też powiedzieć, żeby mi to jakoś przeszkadzało.
Konsystencja jest żelowa, mogę przyznać rację producentowi, że przypomina sorbet. Znowu mogłabym ją porównać do żelu aloesowego, bo tak samo szybko się wchłania i łatwo aplikuje. Różni się tylko tym, że AA ma delikatne białe zabarwienie, które jednak znika podczas rozsmarowywania produktu.
Już początku opisu działania zaznaczę, że sorbet jest produktem idealnym moim zdaniem na lato! W inne pory roku może nie do końca się sprawdzić, ale w lecie posiada wszystkie cechy balsamu jakich oczekuje :) Wchłanianie jest błyskawiczne, niemal momentalnie się wchłania nie zostawiając po sobie żadnej warstwy. Skóra za to jest przyjemnie nawodniona i bardzo gładka. Nie jest to na pewno nic długotrwałego, ani mocno nawilżającego, czy odżywczego. Ale na lato nie potrzebuję aż takiego działania, takie jakie zapewnia mi hydro balsam od AA jest w zupełności wystarczające.
Sorbet znajdziecie na pewno w Rossmannie, w cenie regularnej kosztuje ok.16 zł. Często jednak można go znaleść na promocji, sama kupiłam go za ok. 12 zł. Jeśli tak jak ja lubicie lekkie żelowe konsystencje na lato, czy nawet sam żel aloesowy i nie przeszkadza Wam delikatny zapach produktu to myślę, że jest to produkt dla Was :)

Miałyście okazje już poznać tą nowość? Jaki inne produkty o podobnej żelowej konsystencji możecie mi polecić?
Czytaj dalej

Etykiety

#Blogerkipolecaja 4 pory roku AA Alterra alverde anatomicals avon Balea Balmi balsam do ciała balsam do ust Barwa bebeauty bell Bi-es Bielenda Biolove buna catrice celia ciało cienie do brwi delia denko Dermedic dermena dm Dr.Konopka's ecocera efektima elfa-pharm eos essence Eveline Evree Fa Farmona film Flormar Garnier gliss kur Golden Rose Green Pharmacy hean Himalaya hity roku Holika holika Ingrid Isana Jantar Joanna Kallos kobo kolastyna kolorówka korektor pod oczy kosmetyczne premiery kosmetyczni ulubieńcy krem bb krem cc krem do rąk krem do twarzy krem pod oczy książki kulturalne podsumowanie roku L'biotica La Rive lakier do paznokci lemax lifestyle Lirene liście manuka Loreal lovely Luksja Makeup Revolution makijaż Marion mariza maseczka do twarzy maseczki w płachcie maska/odżywka do włosów masło do ciała Maxfactor Maybelline mini recenzje miss sporty Miya miyo mus do ciała muzyka my secret mydło do ciała i włosów Nacomi naklejki wodne Natura Estonica naturalnie Neutrogena niekosmetyczni ulubieńcy nivea nowości oceania odżywka do paznokci Oillan olej do włosów olejek do twarzy Organic shop Organique organizacja oriflame Originals Palmolive paznokcie peeling peeling do rąk peeling do skóry głowy peeling do twarzy perfecta Petal Fresh pianka do twarzy pianka pod prysznic pielegnacja pielęgnacja pielęgnacja twarzy planet spa płyn micelarny podkład podróże pomadka promocja na kolorówkę w Rossmannie promocja na pielęgnacje twarzy w Rossmannie prywatnie Przegląd kulturalny przegląd marki puder Rimmel Rival de Loop rosyjskie kosmetyki bani agafii Sally Hansen Seche Vite selfie project serial serum skarpetki złuszczające soraya Stara Mydlarnia Sylveco szampon tag tanie kosmetyki Tatry tołpa tonik top coat treaclemoon tusz do rzęs Tutti Frutti twarz Ulubione blogi usta Venus Vianek Vipera wcierka wibo wieczorna pielęgnacja wishlista włosy wygląd bloga wyjazdowa kosmetyczka wzorki na paznokciach Yves Rocher zagraniczne kosmetyki ziaja żel aloesowy żel do brwi żel pod prysznic
me & my passions © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka