10.11.19
Kultowe produkty Miya: aktywna esencja myBEAUTYessence i maseczka wygładzająca myBEAUTYexpress.
Marka Miya chociaż powstała stosunkowo nie dawno zyskała już sporą rzeszę fanek. Wiele osób chwali ich produkty, które charakteryzują się pięknymi prostymi opakowaniami oraz obietnicą naturalnych składników. Sama nie należę ani do fanów tej marki, ani do jej przeciwników, bo miałam już zarówno produkty, które były genialne jak maska oczyszczająca myPUREexpress oraz budzące mieszane uczucia jak niebieski krem regenerująco - odżywczy z masłem shea.
Od początku września testuje kolejne produkty tej marki - aktywną
esencję oraz maseczkę wygładzającą. Zdążyłam już wyrobić sobie o nich
zdanie, więc zapraszam Was na zbiorczą recenzję tych produktów :)
3-MINUTOWA MASECZKA WYGŁADZAJĄCA Z AKTYWNYM WĘGLEM KOKOSOWYM
Zacznę od produktu, który najbardziej mnie ciekawił z tej dwójki, jako fankę maseczek. Maseczka wygładzająca, podobnie jak i wersja oczyszczająca zamknięta jest w plastikowym, pastelowym słoiczku o pojemności 50 ml. Dodatkowo jest on zabezpieczony sreberkiem, co na pewno jest zaletą produktu.
Po otwarciu produktu pierwsze co zwróciło moją uwagę to kokosowy zapach, niestety od początku budził mieszane uczucia u mnie. Woń jest słodka i sztuczna, po czasie zaczęła mnie nieźle męczyć. Jeśli esencja ma taki sam zapach to cieszę się, że wybrałam właśnie wersję kwiatową :D Różowa maseczka oczyszczająca posiadała zdecydowanie przyjemniejszy zapach - mniej nachalny, bardziej neutralny.
Konsystencja wersji wygładzającej też jest zdecydowanie inna niż oczyszczającej. Tam była raczej rzadka i z łatwością się ją nakładało. Tutaj jak widzicie jest to czarna, gęsta maź. Nakładanie może nie jest takim problemem, ale zmywanie już tak..
Trzeba być na prawdę dokładnym zmywając ją i robić to kilka razy nawet. U mnie jeśli nie użyję dodatkowego produktu do zmywania (a nawet jak go użyję) to maska gdzieś zostanie na twarzy.. Nie muszę chyba dodawać, że brudzi wszystko wkoło. Wiadomo, że zazwyczaj produkty z węglem lubią brudzić umywalkę, czy ręczniki, ale ta jest wyjątkowo "upierdliwa". Mam wrażenie, że zostawia ona na twarzy czarny 'nalot' oraz wchodzi w rozszerzone pory, sprawiając, że cera wygląda nie za ciekawie. Nie zgodzę się więc, ze szybkim zmywaniem, które obiecuje producent.
Pewnie to, że sprawia, iż cera wygląda szaro psuje mi ogólny ogląd maski i jej działania, ale z pewnością nie zgodzę się z oczyszczaniem cery, rozjaśnianiem czy rozświetlaniem, ani poprawą kondycji czy wyglądu skóry. Za to cera rzeczywiście jest przyjemnie wygładzona. Maska nie wpływa raczej na niedoskonałości - ani pozytywnie, ani też negatywnie.
AKTYWNA ESSENCJA W LEKKIEJ MGIEŁCE - FLOWER BEAUTY POWER
Aktywna essencja okazała się jednak znacznie lepszym produktem, ale po kolei.. :) Kupujemy ją w dodatkowym kartoniku z mnóstwem informacji na temat produktu. Właściwe opakowanie z kolei to plastikowa pastelowo - różowa buteleczka z atomizerem. Jej pojemność to 100 ml.
Muszę przyznać, że aplikator zrobił na mnie niezłe wrażenie, bowiem rzeczywiście aplikuje esencję w formie drobniutkiej mgiełki! Ostatnio używane toniki Vianka przyzwyczaiły mnie do mocniejszego strumienia produktu, który trudno nawet nazwać mgiełką :D Tu jednak jest inaczej, myślę, że z powodzeniem można by używać produktu jako fixera - na makijaż.
Sam zapach esencji jest też zgoła inny niż w wypadku maseczki wcześniej opisywanej. Kwiatowy, bardzo naturalny, dominuje w nim róża jak dla mnie, ale w żadnym wypadku nie 'babcina'. Myślę, że przypadnie do gustu większości osób, sama jestem w nim wręcz zakochana ♥
Przechodzą do działania zacznę od tego, że sama esencji używam kilka razy dziennie. Rano często zamiast kremu, w dużej mierze z wygodny. Po powrocie do domu dla odświeżenia cery oraz wieczorem przed nałożeniem kremu. Ogólnie esencja zastępuje mi tonik i w tej roli spisuje się bardzo dobrze. Za każdym razem przyjemnie odświeża i koi skórę. Może nie jest tak nawilżająca jak tonik Vianka z niebieskiej serii, ale i tak za każdym razem z przyjemnością po nią sięgam :)
Cena maseczki według strony producenta to ok. 35 zł, a esencji 30 zł. Często można jednak dorwać te produkty na promocji np. w hebe. Właśnie wtedy polecam je kupować, bo sama zakupiłam je za nieco ponad 20 zł :)
Miałyście okazję testować produkty od Miya? Jak się u Was sprawdziły, co polecacie, a co niekoniecznie?
