Serum do twarzy Zielona Herbata od Bielenda - jak się sprawdziło i czy pokonało mojego dotychczasowego ulubieńca? Porównanie z serum z kwasem migdałowym Bielenda.


Jak doskonale wiecie, jeśli odwiedzacie mnie regularnie serum z kwasem migdałowym od Bielenda to mój niekwestionowany ulubieniec! Zużyłam niezliczoną ilość buteleczek i wracam do niego praktycznie non stop :D Tym  razem postanowiłam jednak wypróbować serum z serii zielona herbata również firmy Bielenda. Polecało je wiele osób, więc chciałam i ja je wypróbować by porównać go z moim ulubieńcem. Recenzję serum z kwasem znajdziecie tutaj, a w dzisiejszym wpisie opiszę Wam to z serii zielona herbata. Odniosę się też do różnic między nimi, więc jeśli zastanawiacie się które wybrać to dzisiejszy wpis być może Wam pomoże :)
Kosmetyk kupujemy w kartoniku, który zawiera wszelkie interesujące nas informacje. Nie są one już powtórzone na właściwym opakowaniu, czyli szklanej buteleczce. Jeśli chcemy np zerknąć na skład to warto zostawić sobie kartonik. Pojemność serum to 15 ml, a więc jest to taki maluszek. Tutaj z miejsca jak dla mnie serum miało minus, bo mój ulubieniec jest 2 razy większy! :D
Aplikacja bardzo wygodna, bo znowu mamy pipetę, która to umożliwia. U mnie wystarczają zazwyczaj 2 'porcje' na pokrycie całej twarzy :) Konsystencja jest wodnista, jak dla mnie niemal identyczna jak we wspomnianym serum korygującym. Szybko się wchłania, więc nie musimy obawiać się żadnego filmu.
Zapach należy jednak już do bardziej charakterystycznych. Jest identyczny jak i w całej herbacianej serii, a miałam już krem, płyn micelarny i maseczkę. Został jak dla mnie dobrze odwzorowany, ale może być na dłuższą metę nieco męczący. Zwłaszcza, że czuć go nawet na długo po aplikacji. W mezo serum jest o wiele delikatniejszy - nie znudził mi się, nawet pomimo zużycia tylu buteleczek :)
Oba sera ładnie rozjaśniają cerę i przebarwienia stają się mniej widoczne. Oba też mają całkiem przyjemne składy jak na kosmetyki typowo drogeryjne. Jeśli chodzi o działanie na zmiany trądzikowe to z tym znacznie lepiej jak dla mnie radzi sobie serum z kwasem migdałowym, czyli mój ulubieniec. Tam powstałe niedoskonałości dużo szybciej znikają i przeciwdziała ono pojawianiu się nowych. W wypadku stosowania dzisiejszego bohatera w gorszych dniach mojej cery musiałam wspomagać się dodatkowo maścią Benzacne, gdzie wcześniej nie było to konieczne. Miałam wrażenie, że mimo stosowania serum jakieś drobne niedoskonałości nadal się pojawiają gdzie wtedy gdy stosowałam serum korygujące nie miało to miejsca. Dodatkowo przy stosowaniu serum z kwasami cera była niesamowicie gładka, nie było żadnych grudek i tym podobnych niedoskonałości.. Tutaj w wypadku zielonej herbaty bardzo mi tego niesamowitego wygładzenia brakowało! W lepszych dniach mojej cery, a ich na szczęście jest nieco więcej (:D) serum ZH było już jak najbardziej wystarczające i obeszło się bez jakiegokolwiek wysypu. Wydaje mi się, że delikatnie dbało ono o poziom nawilżenia skóry, lepiej niż serum z kwasem migdałowym. Ale też nie był to efekt spektakularny, czy nawet na dłuższą metę wystarczający - bez kremu to się nie obejdzie :)
Cieszę się, że wypróbowałam to serum, bo okazało się na prawdę fajne. Na dłuższą metę pozostanę jednak przy moim ulubieńcu, bo przy mojej mieszanej cerze sprawdza się jednak lepiej. Na korzyść działa też jego większa pojemność i przez co korzystniejsza cena. Oba kosztują bowiem w cenie regularnej 30 zł, ale na promocji często można dorwać je taniej za ok. 15-17 zł. Znajdziecie je w większości drogerii - na pewno w hebe, czy rossmannie. Przy mniejszych problemach z niedoskonałościami jednak myślę, że i serum herbaciane da radę :)

Znacie ten produkt? A może miałyście także serum z kwasem migdałowym Bielenda? - Jak wypadają te kosmetyki w Waszym porównaniu? :)
Czytaj dalej

Przegląd kulturalny - październik, listopad (2018). Nowy 'ulubiony' film, świetny polski serial, małomiasteczkowa płyta i ostatni odcinek serii?


Mamy już grudzień, więc najwyższy czas podsumować ubiegłe miesiące pod względem kulturalnym. Październik nie obfitował w wiele propozycji, ale już po listopadzie udało się w sumie ich kilka(naście) uzbierać :)
Zanim przejdę do konkretów dodam, że zastanawiam się nad zmianą formy tej serii. Nie raz opisywanie tych słabszych propozycji jest już dla mnie nieco męczące, kiedy w sumie nie wiadomo co na jej temat napisać. Dlatego od nowego roku najprawdopodobniej zamiast 'przeglądów kulturalnych' pojawią się 'ulubione rzeczy' (tytuł póki co jest roboczy). W nowej serii obok serialów, muzyki, filmów i książek - tym razem wyłącznie tych wartych uwagi, pojawiałyby się kosmetyki. W ten sposób połączyłabym dwie serie i byłoby to może ciekawsze dla Was i dla mnie - dajcie znać co myślicie :) Z polecania kulturalnych propozycji nie zamierzam jednak rezygnować, bo bardzo to lubię! Tyle słowem wstępu.. :)

Muzyka
Dawid Podsiadło - Nie ma fal

Piotr Cugowski - Kto nie kochał

Dean Lewis - Be Alright

Dermot Kennedy - Power Over Me

W ostatnich miesiącach w moich głośnikach rozbrzmiewała głównie najnowsza płyta Dawida Podsiadło, która okazała się prawdziwą petardą! Zaczęło się od 'nie ma fal' chociaż, nie ukrywam, że nie jest to mój ulubiony utwór z płyty i dla większości może być już męczący przez częstotliwość puszczania go w radiu. W każdym razie płyta jest bardzo różnorodna, polecam przesłuchać - każdy znajdzie coś dla siebie. Kolejny polski utwór jaki często leciał w głośnikach to 'Kto nie kochał' Piotra Cugowskiego. Nigdy nie byłam jego specjalną fanką, ale dzięki jego obecności w the voice na prawdę go polubiłam. Z zagranicznych piosenek niesamowicie spodobała mi się spokojna 'be alright' i 'power over me'.

Filmy
https://www.filmweb.pl/film/Forever+My+Girl-2018-801981
Forever My Girl
Jeden z najsłynniejszych piosenkarzy muzyki country na świecie, 8 lat temu zostawił swoją narzeczoną przed ołtarzem. Liczyła się dla niego sława i pieniądze. Gdy przyjeżdza do rodzinnego miasta na pogrzeb przyjaciela musi stawić czoła konsekwencją porzucenia dawnego życia.
Na początek film, który z jednej strony bardzo mnie ciekawił, a z drugiej nieco się go obawiałam. Chodziło głównie o muzykę country - nie do końca to moje klimaty i obawiałam się nieco, że wyjdzie z tego western ;D Na szczęście baaaardzo, bardzo się myliłam! Muzyka bowiem jest tylko tłem i daje fajny klimat filmowi, który był na prawdę świetny! Wbrew pozorom nie jest to zwykłe romansidło - ma ważne przesłanie, opowiada o tym co w życiu najważniejsze. Do tego jest na prawdę fajnie zagrany, aktorzy chociaż mniej znani idealnie są dopasowani jak dla mnie :) Warto obejrzeć, u mnie trafił na listę ulubionych filmów ♥

https://www.filmweb.pl/film/Carrie+Pilby-2016-734131
Carrie Pilby
Inteligentna samotniczka o niezłomniej moralności dostaje od swojego terapeuty listę rzeczy do zrealizowania.
Tą propozycję zobaczyłam u którejś z Was i mówiąc szczerze nie była szałowa. Taki typowy średniak jak dla mnie - niewymagający, oglądany np do porządków (jak u mnie :D) był całkiem okej. Ale dużo mu brakuje do dobrego filmu.

https://www.filmweb.pl/film/I+%C5%BCe+ci+nie+odpuszcz%C4%99-2018-796933
I że Ci nie odpuszczę
 Gdy bogaty playboy traci pamięć, samotna Kate udaje, że jest jego żoną. Ku jej zaskoczeniu beztroski macho zaczyna doskonale się odnajdywać jako tata i obowiązkowy mąż.
Na temat tego filmu słyszałam sporo, kilkukrotnie widziałam go na blogach, insta - ale jakoś byłam przekonana, że będzie to kolejna głupkowata komedia. Jednak myliłam się, bo był na prawdę przyjemny, idealny na wieczór i nawet kilka razy mnie rozbawił, a to nie zdarza się często :)
https://www.filmweb.pl/film/Dziewczyna+we+mgle-2017-796891#
Dziewczyna we mgle
Agent specjalny Vogel zostaje wysłany do górskiego miasteczka, aby rozwiązać sprawę zaginięcia 16-letniej dziewczyny.
Połączenie thrilleru i kryminału, który trzeba oglądać dość uważnie. Sama przyznaję, że niezbyt uważnie go śledziłam, przez co może nie do końca zrozumiałam na początku zakończenie. Do połowy oglądało mi się go na prawdę fajnie, ale po połowie jakoś zaczął mnie rozczarowywać.. Nie jest zły, ma fajny klimat, jednak liczyłam na inne zakończenie.

https://www.filmweb.pl/film/Upadli-2016-554720
Upadli
Po traumatycznych przeżyciach Lucinda trafia do szkoły z internatem, gdzie poznaje dwóch nietypowych mężczyzn.
Typowa młodzieżówka ze sporym elementem fantastyki. Poleciła mi go koleżanka, ale ja niestety nie mogę go polecić dalej :P Chyba wyrosłam już z tego typu filmów, propozycja raczej skierowana do nastoleniego odbiorcy. 

Seriale
https://www.filmweb.pl/serial/Ksi%C4%99ga+czarownic-2018-800443
Księga czarownic
Serial, który polecało mi na prawdę wiele osób. Początkowo pozostawałam wobec niego obojętna, ale z kolejnymi poleceniami w końcu się skusiłam :D Na luźny wieczór jest całkiem fajną propozycją, nie wymagającą szczególnej uwagi. Największa zaleta tego filmu to chyba jej klimat - wszystko jest idealnie do siebie dopasowane.. Niektóre odcinki podobały mi się bardziej, drugie mniej (te mocno fantasty), ale ogólnie całkiem przyjemny serial. Aktorzy też idealnie dopasowani - mimo, że początkowo byłam do nich sceptycznie nastawiona.

https://www.filmweb.pl/serial/Ty-2018-801283
Ty 
Kolejna propozycja o której było ostatnio całkiem głośno. Muszę przyznać, że jednak nie przypadła mi do gustu. Jest bardzo, baaaaardzo monotematyczna.  Na początku jeszcze byłam ciekawa do czego posunie się główny bohater, ale pod koniec już było to po prostu nudne - nie polecam.

https://www.filmweb.pl/serial/Pod+powierzchni%C4%85-2018-810069
Pod powierzchnią
Na koniec perełka i to nasza rodzima polska produkcja! Która dowodzi, że mamy na prawdę potencjał jeśli chodzi o seriale. Bo jest to kolejny świetny, polski serial trzymający widza w napięciu i sprawiający, że nie można się doczekać kolejnego odcinka. Do tego w każdym odcinku jest mnóstwo zwrotów akcji, a tajemnice są rozwiązywane stopniowo. Polecam Wam obejrzeć, bo obok Belfra, Pułapki to jeden z najlepszych seriali jeśli chodzi o te polskie ;)

Znacie którąś z moich propozycji? Jak ja oceniacie?
Co możecie od siebie mi polecić?

Nie zapomnijcie wyrazić swojego zdania na temat zmiany formy 'przeglądów kulturalnych' - będzie to dla mnie bardzo pomocne ;)
Czytaj dalej

Nowości w mojej kosmetyczce - październik, listopad (2018). Czy udało mi się przeżyć te miesiące za 50 zł?


Tym razem wpis zacznę od małego ogłoszenia.. W ciągu najbliższych 2/3 miesięcy może być mnie tu nieco mniej.. Są sprawy ważne i ważniejsze, dlatego postanowiłam zmniejszyć ilość publikowanych postów w tygodniu z dwóch na jeden.
Tyle słowem wstępu, a dzisiaj zapraszam Was na wpis z nowościami kosmetycznymi. Jako, że listopad dobiega końca pora je pokazać i 'rozliczyć' się z moich wydatków. Jeśli jesteście ciekawe co kupiłam i czy udało mi się nie przekroczyć magicznego progu 50 zł to zapraszam do czytania! :)
W pierwszym tygodniu października po małym dwumiesięcznym detoksie udałam się do hebe, które jak zawsze kusiło mnie atrakcyjnymi promocjami. W ten sposób dzięki obniżkom bodajże -40% na pielęgnacje twarzy do koszyka wpadł ulubiony płyn micelarny Bielenda (10,20 zł) i serum do twarzy (16,80 zł). Tym razem postanowiłam wypróbować to z chwalonej serii zielona herbata. Już mam małe porównanie do mojego ulubieńca i zdradzę Wam, że na dłuższą metę ten produkt ze mną nie zostanie. Do tego postanowiłam kupić podkład Catrice - all matt, który również wiele osób od dawna chwaliło. Na niego też była niezła promocja - kosztował 16,20 zł.
Nie mogłam sobie także odpuścić zakupów podczas sławnej promocji na kolorówkę w Rossmannie. Muszę przyznać, że jestem na prawdę zadowolona z zakupów, bo jak nigdy udało mi się kupić wszystko co planowałam. Podczas zamówienia online udało mi się dorwać ulubiony zmywacz Isana (1,80 zł), matowy błyszczyk Lovely (4,95 zł), ryżowy puder wibo (7,65 zł) i podkład Eveline (16,43 zł). Z kolei podczas odbioru zamówienia w drogerii skusiłam się jeszcze na żel do brwi Lovely (4,40 zł), który jest już stałym bywalcem u mnie i puder bananowy wibo (7,65 zł). Najbardziej jestem ciekawa pudrów i podkładu, który wiele osób chwaliło :)
Przy okazji innej wizyty w Rossmannie trafiłam na maskę Perfecta w 'cenie na do widzenia' za zawrotną kwotę 8,40 zł. W sumie to żałuję, że nie wzięłam też wersji węglowej :D Przy okazji zakupów spożywczych do moich zbiorów dołączył szampon Babuszki, chociaż jego (na szczęście) nie wliczam do rachunku, bo zapłaciła za niego mama :) W innej drogerii z kolei kupiłam peeling Organic shop (ok. 10 zł).
Pod koniec października wpadły jeszcze zakupy 2 niezbędnych kosmetyków. Są to produkty do podstawowej pielęgnacji, czyli dezodorant adidas (8,60 zł) i siarkowe mydło do mycia twarzy (3,90 zł), które bardzo lubię :)
Listopadowe zakupy rozpoczęłam od kupna żeli Isana z limitowanej edycji. Zazwyczaj nie dane było mi wypróbować edycji limitowanych, ale tym razem skorzystałam z tego, że moje zapasy się uszczupliły. Darowałam sobie zakup wersji 'fall in love', bo wydawała się w opakowaniu obrzydliwie słodka :P Wersję herbacianą używam aktualnie i w sumie nie ma wielkiego szału, pomarańczę z cynamonem zostawię sobie na grudzień. Za dwie sztuki na promocji zapłaciłam ok. 7 zł. W mniejszej drogerii skusiłam się na krem Evree (7 zł). Uwielbiam kremy do rąk tej firmy, ale ta wersja jest dla mnie nowością :)
Skusiłam się jak większość z Was także na zakup zwierciadła z tonikiem Vianek (8 zł) - jako, że wersja normalizująca powoli sięga dna. Brakowało mi w moich zbiorach mocno oczyszczającej maseczki, więc postanowiłam kupić klasyczną czarną glinkę (5 zł).
Na promocji 'black week' w hebe skusiłam się na ulubione serum Bielenda, które było w bardzo korzystnej cenie - 14,20 zł. Do tego w koszyku wylądował melonowy sorbet Soraya (9 zł). Dłuuugo kusiła mnie ta seria, więc cieszę się, że będę miała możliwość w końcu ją wypróbować :D Szampon Babuszki to znowu zakup przy okazji jedzeniowych zakupów, za który zapłaciła mama :)

To wszystko - chyba nie jest tego, aż tak dużo :D
W październiku kupiłam 14 produktów za które zapłaciłam ok. 116,98 zł, a w listopadzie - 8 produktów na które wydałam ok. 50,20 zł. Tak więc w pierwszym miesiącu trochę poszalałam, ale już w (jeszcze) trwającym poszło mi bardzo ładnie :D

Coś znacie? Coś Was ciekawi?
Czytaj dalej

Normalizujący tonik i maseczka do twarzy - Vianek.


Muszę przyznać, że nie testowałam zbyt wielu produktów Sylveco, czy jej siostrzanych marek. A dzisiaj będzie właśnie mowa o produktach siostrzanej marki - Vianek. Wcześniej miałam od nich jedynie krem do rąk, który zresztą niezbyt się u mnie sprawdził.. Tym razem mam jednak do przedstawienia kosmetyki do pielęgnacji twarzy - maseczkę i tonik. Jak się sprawdziły? - o tym przeczytacie w dzisiejszym wpisie :)
Zacznę od toniku do twarzy, który będzie ze mną nieco dłużej niż maseczka :) Kupujemy go w buteleczce o pojemności 150 ml z zamykaniem na 'klik'. Mówiąc szczerze znacznie bardziej wolę rozwiązania z atomizerem, które rozpylają delikatną mgiełkę. Wygląd jest minimalistyczny charakterystyczny dla marki - kojarzy się z 'naturalnością' i jest miły dla oka. 
 Żeby nie tracić cennych właściwości toniku zamiast na płatek wylewam go bezpośrednio na dłoń i delikatnie wklepuję w twarz. Jego zapach jest przyjemny i w głównej mierze miętowy. Przez co rankiem fajnie rozbudza, a wieczorami odświeża zmęczoną skórę. Mi przypadł do gustu - jest bardzo świeży i zarazem nie męczący, ale jeśli ktoś nie lubi miętowych woni zapewne nie będzie zadowolony.
Jeśli chodzi o działanie to moim zdaniem w tonikach ciężko do końca je w 100% ocenić, bo np. trudno stwierdzić czy przywraca cerze optymalne pH :) W tej kwestii możemy jedynie ufać producentowi. Na pewno tak jak wspominałam przyjemne odświeża cerę, przez co rankiem, czy wieczorem z przyjemnością po niego sięgam. Dodatkowo fajnie koi skórę i ją 'uspokaja' - na mojej problematycznej cerze jak najbardziej dobrze się sprawdza. Warto jednak zaznaczyć, że nie zauważyłam podczas jego stosowania wpływu na nawilżenie skóry, dlatego moim zdaniem lepiej sprawdzi się w okresie letnio - jesiennym. Na zimę może nie być wystarczający, jeśli szukamy toniku, który będzie miał wpływ na nawilżenie skóry. Na duży plus zasługuje naturalny skład toniku.
Jeśli chodzi o cenę, to sama kupiłam go za ok. 16-17 zł, co jak dla mnie nie jest zbyt wygórowaną ceną. Zwłaszcza biorąc pod uwagę przyjemne działanie. Kupicie go w aptekach i wielu już drogeriach np. hebe czy naturze.
Maseczkę z kolei kupujemy w saszetce o pojemności 10 ml - u mnie taka pojemność wystarczyła spokojnie na dwa użycia. Sam wygląd jest identyczny jak w toniku, więc tu nie ma co się rozwodzić. Za to zapach jest nieco inny, powiedziałabym, że mniej czuć mięte i jest bardziej ziołowy. Konsystencja jest przyjemnie glinkowo - kremowa, bez problemu nakłada się ją na twarz. Początkowo jej barwa jest zielonkawa, ale zasychając zmienia kolor na nieco szarawy. Co do zasychania - na pewno nie zasycha tak szybko jak glinki, ale też trzeba mieć to na uwadze. Fajnie pod ręką mieć jakiś tonik czy cokolwiek do spryskania ;)
Jeśli chodzi o działanie to już podczas 1 użycia byłam nim zdecydowanie oczarowana! ♥ Używałam jej podczas gorszych dni mojej cery i wtedy zdała na prawdę dobrze egzamin. Skóra była dobrze oczyszczona, ale nie wysuszona jak to czasami ma miejsce przy glinkach. Dodatkowo po zmyciu była przyjemnie matowa. Niedoskonałości były przygaszone i mniej widoczne - co szczególnie mi się spodobało ;) Mało która maska daje pod tym względem tak fajny efekt! Jak dla mnie jest ona idealna właśnie na takie gorsze dni naszej cery. Z pewnością do niej jeszcze wrócę. Cena saszetki to ok.5-6 zł. Normalnie powiedziałabym, że jak na saszetkę to nie mało, ale jako, że jest jej w opakowaniu całkiem sporo to na prawdę nie jest źle. Biorąc pod uwagę efekty, czy naturalny skład.

Znacie te produkty? Jak u Was się sprawdziły? A może znacie jakieś inne kosmetyki tej serii/tej firmy? Co mi od nich polecacie?
Czytaj dalej

Maska do włosów Garnier Fructis - Papaya Hair Food.


Jeśli chodzi o markę Garnier to jakoś nigdy nie było nam specjalnie po drodze.. Owszem miałam sławny różowy płyn micelarny i w sumie na nim skończyła się moja przygoda z tą marką. Jednak gdy na rynku pojawiła się nowa seria masek do włosów - Hair Food wiedziałam, że w końcu któraś z wersji będzie moja. W ten sposób na wakacjach do moich zbiorów trafiła do mnie wersja z papają, ale kusiła i nadal kusi mnie jeszcze bananowa :) Jeśli jesteście ciekawe czy maska przekonała mnie do kosmetyków tej marki to zapraszam do czytania.
Opakowanie produktu to plastikowy słoiczek o pojemności 390 ml. Wiem, że sporo dziewczyn pisało gdzieś w recenzjach, czy komentarzach, że to duża pojemność - dla mnie jednak nie jest taka wielka w porównaniu do litrowych kallosów :P Zresztą nawet wolę maski w takich większych pojemnościach.
Sam wygląd jest bardzo kolorowy - moim zdaniem miły dla oka i rzucający się w oczy na sklepowych półkach. Pierwsze co zachwyciło mnie po otwarciu maski w domu to zapach - mocno owocowy, słodki jakby tropikalny i niesamowicie intensywny! Czułam go nawet gdy leżał zakręcony w łazienkowej szafce! :D 
Nie wiem jak pachnie papaja, więc nie mogę stwierdzić na ile woń jest do niej zbliżona, ale miałam jakiś czas temu krem do rąk evree też w wersji papaja i to zuuuuupełnie inne zapachy. Ten nie jest tak męczący, także jeśli znacie ten kosmetyk to macie jakieś porównanie ;) W masce jest na prawdę apetyczny, więc zrozumiały jest napis na opakowaniu  'nie połykać' :D
Konsystencja jest gęsta i przyjemnie kremowa, nie ma jednak problemów z rozprowadzeniem maski na włosach. Porównałabym ją do budyniu, nie jest też tak wodnista jak niektóre kallosy. 
Producent na opakowaniu umieszcza 3 sposoby na stosowanie maski, co widzicie powyżej. Sama skorzystałam tylko z 2 i używałam jej jako odżywki lub maski. Za każdym razem włosy po użyciu były niesamowicie miękkie, gładkie, nawilżone i mięsiste. Do tego nie było żadnych problemów z ich rozczesaniem i na długo po myciu pachniały jeszcze owocowo! Muszę przyznać, że to chyba pierwsza maska, przy której zapach utrzymywał się u mnie tak długo :) Jednak należy uważać z ilością nakładaną na włosy, bo kilka razy miałam wrażenie, że delikatnie je obciążyła. Zwłaszcza jak wcześniej jeszcze stosowałam olej.. Minimalna ilość w zupełności wystarczy. Co przekłada się też i na jej wydajność. Na 3 sposób bez spłukiwania nie odważyłam się choćby właśnie ze względu na to obciążenie moich cienkich włosów mimo spłukiwania.
Bardzo spodobał mi się też pomysł z 'rozpisaniem' składu. Pierwszy raz spotykam się z takim omówieniem każdego składnika - duży plus za to się należy dla marki! :) Sam w sobie skład należy do bardzo przyjemnych, zwłaszcza na kosmetyk typowo drogeryjny. Ogólnie maska jest warta uwagi, chociaż to obciążanie znacznie ostudziło mój zapał do niej :D
Maskę znajdziecie na pewno w hebe i rossmannie. W cenie regularniej kosztuje ok. 25 zł, ale często można ją spotkać za ok. 18 zł. W ofercie znajduje się też wersja bananowa, jagody goji i macadamia. Niedługo też w sklepach ma pojawić się nowa wersja aloesowa :) 

Znacie te maski? Jak u Was się sprawdziły? Polecacie inne wersje?
Czytaj dalej

Aktualna wieczorna pielęgnacja twarzy - jesień 2018.


Czas na aktualizację kolejnej z serii prowadzonych na moim blogu. Tym razem podzielę się z Wami moją aktualną pielęgnacją twarzy. Muszę przyznać, że w ostatnich tygodniach moja cera była mocno kapryśna i ciężko było mi ją okiełznać. Na szczęście w ostatnich dniach sporo się poprawiło, więc mam nadzieję, że zostanie tak na dłużej. Chociaż już teraz dostrzegam kilka braków wśród aktualnie używanej gromadki - co nadrobię podczas listopadowych zakupów :)
Tak prezentuje się tym razem mój zestaw - pojawiło się kilka nowych produktów, ale jest też parę ulubieńców. Jeśli jesteście ciekawe co się u mnie sprawdziło, a co nie do końca to zapraszam na moje wstępne wrażenia :)
DEMAKIJAŻ - PŁYN MICELARNY EXPERT CZYSTEJ SKÓRY BIELENDA
Pierwszym kosmetykiem po który sięgam podczas wieczornej pielęgnacji jest płyn micelarny. Nadal jestem wierna takiej formie zmywania makijażu - tutaj nic się nie zmieniło ;) Nadal jestem też wierna temu gagatkowi od Bielendy, który radzi sobie doskonale ze zmywaniem makijażu i nie podrażnia oczu. Nie ma też mowy o wysuszeniu cery, nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że delikatnie ją pielęgnuje :) Zapach jest na tyle delikatny, że uprzyjemnia cały rytuał i nie męczy nosa. Do tego opakowanie płynu jest spore i można często je dorwać w fajnej cenie ok. 10 - 12 zł. Na zdjęciu widzicie końcówkę, ale nowe opakowanie jest już podmienione.
OCZYSZCZANIE I PEELING - MYDŁO SIARKOWE ELFA PHARM I PEELING SELFIE PROJECT
Kolejnym krokiem w mojej pielęgnacji jest oczyszczenie twarzy i zmycie pozostałości makijażu w tym celu używam od dawna mydełek z przyjemniejszymi składami. Tym razem nie załapały się one na zdjęcie, bo jeden egzemplarz już się kończył gdy robiłam zdjęcia i z wiadomych względów się do nich nie nadawał :D Są jednak dni, gdy zamiast mydła (zazwyczaj gdy w danym dniu nie wychodziałam z domu i nie miałam makijażu) lub też dodatkowo sięgam po peeling. Staram się o nim pamiętać zwłaszcza przed nakładaniem maski. Tym razem w tym celu służy mi produkt od Selfie Project. Jak już wspominałam w jednym z wpisów bardzo go lubię. Ma spore drobinki dzięki czemu zapewnia konkretny peeling, a dzięki zawartości glinki daje uczucie porządnego oczyszczenia cery.
TONIZOWANIE - NORMALIZUJĄCY TONIK DO TWARZY VIANEK
Tutaj mamy jedną z nowości w mojej pielęgnacji, którą stosuję już ponad miesiąc i bardzo się z nią polubiłam. Ma przyjemny miętowy zapach dzięki któremu daje świetne uczycie odświeżenia cery. Do tego doskonale przygotowuje skórę na kolejne etapy pielęgnacji i wierzę producentowi na słowo, że przywraca cerze naturalne pH :D
PIELĘGNACJA - KREM-MASKA DO TWARZY TOŁPA I SERUM ZIELONA HERBATA BIELENDA
Tutaj kolejne nowości, które podobnie jak i w poprzednich odsłonach stosuje w zależności od potrzeb mojej cery. Kiedy pojawiają się na niej niedoskonałości sięgam po serum Bielenda, chociaż muszę przyznać, że nie działa tak fajnie jak mój ulubieniec z kwasem migdałowym. Musiałam się wspomagać w walce z niedoskonałościami maścią Benzacne (której zapomniałam do zdjęć :D). Chociaż nie mogę go też nazwać złym produktem, bo jest niezły, ale więcej zdradzę Wam osobnym poście na jego temat. Zaś gdy cera domaga się nawilżenia sięgam po produkt Tołpy, którego z początku się obawiałam. Miałam już bowiem podobny produkt tej marki, który się u mnie nie sprawdził. Ten jednak wzbudził we mnie pozytywne pierwsze wrażenie, ale by ocenić go dokładnie potrzebuję jeszcze trochę czasu.
PIELĘGNACJA - KREM POD OCZY OILLAN
Kolejna nowością, znowu całkiem udaną jest krem pod oczy Oillan. Muszę przyznać, że nigdy jakoś specjalnie nie kusiła mnie ta firma, ale krem okazał się pozytywnym zaskoczeniem. Polubiłam go przede wszystkim za przyjemną, nieco treściwą powiedziałabym konsystencję. Dzięki niej produkt przyjemnie nawilża delikatne okolice oczu i w końcu znalazłam produkt, który używam (w miarę) regularnie :)
PIELĘGNACJA - BALSAM DO UST EVREE
Tutaj produkt, który już możecie znać z poprzednich odsłon, a który bardzo polubiłam. Ma mega przyjemną konsystencję - co prawda w słoiczku wydaje się mocno zbita, ale pod wpływem ciepła zamienia się w przyjemny olejek, który natychmiastowo przynosi ulgę ustom. Nie nadaje się przez słoiczek może do stosowania na zewnątrz, ale w domu taka forma nie stanowi dla mnie problemu. Dodatkowo przez swoją konsystencję jest na prawdę wydajnym produktem!
PIELĘGNACJA - MASECZKI DO TWARZY
Maseczki nie są produktem po który sięgam każdorazowo, chociaż nie ukrywam, że jestem ich maniaczką i mogłabym je stosować nawet codziennie! :D W każdym razie są idealnym uzupełnieniem pielęgnacji i u mnie miały duży wpływ na poprawienie stanu cery. Z tego grona Perfecta wywarła na mnie całkiem fajne wrażenie - przyjemnie koi cerę, która po użyciu jest gładziutka :) Maski Marion nie używałam zbyt regularnie (użyłam jej może 2-3 razy), bo chciałam zużyć najpierw wszystkie zalegające u mnie saszetki. Ale pierwsze wrażenie wskazują, że będzie całkiem przyzwoita - może nie szałowa, ale niezła. Postaram się o obu jeszcze wspomnieć ;) Do dwójki ze zdjęcia dołączy na pewno jakaś glinka, bo to produkt o którym wspomniałam na wstępnie - brakuje mi czegoś typowo oczyszczającego :)

Znacie produkty z dzisiejszego zestawienia? - Jak u Was się sprawdziły?
Jak wygląda u Was pielęgnacja twarzy? Stosujecie podobną ilość produktów, czy jest ich może nieco więcej?
Czytaj dalej

Podkład 'mineralny' za grosze - Ingrid Silk & Lift. Jak hit internetu sprawdził się u mnie.


Na dzisiaj wyjątkowo zaplanowałam recenzję kosmetyku do makijażu. O podkładzie 'mineralnym' od Ingrid było swego czasu bardzo głośno na blogach czy youtube. Wiele osób pokazywało go w ulubieńcach, że i ja po pewnym czasie zdecydowałam się na jego kupno. Jak się sprawdził u mnie i jak go oceniam? - O tym przekonacie się czytając wpis :)
Podkład zamknięty w miękkiej plastikowej tubie z zakręcanym zamknięciem. Pamiętam, że kupując go był on dodatkowo zabezpieczony taśmą także miałam pewność, że nikt wcześniej nie otwierał mojego egzemplarza. Jeśli chodzi o wygląd to prezentuje się całkiem nieźle jak dla mnie - nie można mu nic zarzucić pod tym względem :)
Zapach jest nie szczególnie przyjemny - trochę pachnie jak inne tanie podkłady. Ale nie ma też tragedii i nie przeszkadza w aplikacji - nie jest wtedy zbytnio wyczuwalny. Jeśli chodzi o gamę kolorystyczną to aktualnie w ofercie z tego co widzę znajdziemy 5 kolorów. Gdy kupowałam go wiosną w ofercie było ich 4 i moja - 29 w odcieniu porcelanowym była wtedy najjaśniejsza. Kupując obawiałam się nieco różowych tonów, ale w drogeryjnym świetle wydawała mi się dla mnie najbardziej odpowiednia. W domu okazało się jednak, że jak na wiosnę jest zdecydowanie za ciemna, zwłaszcza, że jak się okazało po czasie kolor ciemnieje. W ten sposób czekała na lato i dopiero wtedy, gdy cera nabrała koloru wydał się być odpowiedni. 
źródło
Także dobrze, że producent pokusił się na nowy kolor - jeszcze jaśniejszy (280). Na zdjęciu powyżej możecie zobaczyć wszystkie dostępne odcienie. Najjaśniejszy - najnowszy wygląda na prawdę jaśniutko, ale warto pamiętać przy wyborze odpowiedniego koloru, że podkład po nałożeniu ciemnieje. Poniżej możecie zobaczyć jak wyglądała moja 29, która znajduje się po prawej. Po lewej jest bodajże rozświetlający podkład z bell (dostępny w biedronce) w kolorze 01 light beige. Nie jestem tego w 100% pewna, bo zdjęcia robiłam w marcu, ale najprawdopodobniej to był on :)
Jak można też zauważyć oba podkłady znacznie różnią się konsystencją - podczas gdy bell był rzadki, Ingrid należał do tych gęstych. Pierwsza próba nałożenia go palcami zakończyła się klęską - wyglądał tragicznie! Bardzo ciężko było go rozprowadzić w odpowiedniej ilości przez co tworzył efekt maski i wyglądał na prawdę źle. Podjęłam wtedy jeszcze kilka prób, ale za każdym razem wyglądał tak samo źle, zwłaszcza, że był stanowczo za ciemny. Sytuacja zmieniła się dopiero latem, gdy podjęłam próby nałożenia go gąbeczką. Taki sposób aplikacji okazał się strzałem w 10! Wtedy nałożony na prawdę w małej ilości i przypudrowany wyglądał zaskakująco ładnie! Jeśli chodzi jeszce o różowe tony to na buzi zdecydowanie ich nie dostrzegam, dopiero podczas zmywania mam wrażenie, że na waciku są one niekiedy delikatnie widoczne. Ale ogólnie 29 należy raczej do tych beżowych, aczkolwiek nieco ciemnych kolorów.
Patrząc na skład myślę, że nazywanie go 'mineralnym' jest zdecydowanie określeniem nad wyraz :D Bo ani nie jest on krótki, ani zbytnio 'naturalny'.
Warto jeszcze wspomnieć, że dzięki konsystencji krycie jest całkiem dobre. Mogę nawet pokusić się o stwierdzenie, że podkład należy do jednego z najbardziej kryjących jeśli chodzi o tanie podkłady jakie miałam okazję stosować. Wiadomo, że daleko mu do np. Revlona, ale jest na prawdę nieźle ;)
Podsumowując trzeba z nim się trochę pobawić, żeby uzyskać zadowalający efekt. Nie należy przesadzać przede wszystkim z ilością i jeśli macie jasną cerę to warto poczekać na lato z jego kupnem, albo wypróbować najnowszy nr 280 - być może będzie odrobinę jaśniejszy (ciężko mi stwierdzić, bo nie widziałam nawet testera) :) 
Podkład znajdziecie w drogeriach internetowych oraz stacjonarnie tam gdzie dostępne są szafy Ingrid, czyli na pewno w Naturze, bo tam właśnie go kupowałam. Być może będzie też w Hebe. Jego ceny z tego co zdążyłam się zorientować wahają się między 8-13 zł. Sama dorwałam go jeszcze taniej za 6 zł - z tego co pamiętam podczas jakiś promocji typu -50%.

Znacie tego gagadka? Jak się u Was sprawdził?
Czytaj dalej

Sobotnie spa, czyli moja wieczorna pielęgnacja (3) - jesień 2018.


Jak mogliście zauważyć w ostatnim czasie na blogu wzięłam się za nadrabianie zaległości w prowadzonych przeze mnie seriach. Jedne serie publikowałam całkiem regularnie, a z innymi szło mi nieco gorzej. Wpisy z serii sobotnie spa, czyli moja wieczorna pielęgnacja mogę zaliczyć niestety do tej drugiej grupy. Ostatni post pojawił się bowiem (o zgrozo!!) jakoś półtora roku temu! Zupełnie nie wiem dlaczego skoro jak nie raz wspominałam lubię pisać wpisy z takimi 'zbiorczymi zestawieniami'. Chyba trochę zapomniałam o tej serii, ale już nadrabiam i zapraszam Was na jesienną odsłonę ;)
Tak prezentuje się mniej więcej całość. Wiadomo, że nie zawsze używam wszystkich produktów ze zdjęcia, ale chciałam pokazać taki pełny zestaw, który zabieram pod prysznic. Tyle słowem wstępu, a teraz czas po kolei opisać poszczególne produkty.
Zacznę od produktu, który nakładam około godzinę przed myciem. Oczywiście nie zawsze mam czas i chęci na olejowanie, ale staram się minimum raz w tygodniu to robić ;) Na zdjęcie już praktycznie ostatnim rzutem załapał się rosyjski olej, który był na prawdę świetny! Jeśli śledzicie mnie w miarę na bieżąco to z recenzji wiecie jak bardzo przypadł mi do gustu.
Kolejny krok w mojej wieczornej rutynie to peeling, który przygotuje twarz przed nałożeniem maseczki. Tym razem używam peelingu Selfie Project z Rossmanna i muszę przyznać, że to jeden z lepszych peelingów jakie miałam. Nie jest to moje pierwsze opakowanie, bo na prawdę lubię do niego wracać. Zawiera on drobinki w postaci pestek moreli, które świetnie radzą sobie z usuwaniem skórek. Do tego w składzie znajdziemy glinkę, która daje świetne uczucie oczyszczenia. Podsumowując - dobry i tani produkt, zdecydowanie wart wypróbowania ♥
MASKA BĄBELKOWA - AA
Jeśli chodzi o maseczki to zazwyczaj wolę te w większych opakowaniach, ale zdarza się mi też stosować saszetki. Postanowiłam zamieścić tutaj bąbelkową, która ostatnio stała się dość popularna. Pisałam o nich na moim instagramie, ale stwierdziłam, że i tu o warto o nich wspomnieć. Główna zaleta tych maseczek to jak można domyślić się sam efekt bąbelek i przyjemne uczucie musowania podczas aplikacji. Chociaż muszę przyznać, że trwa ono króciutko, a sama maska jest wręcz błyskawiczna! Efekty zdecydowanie nie są spektakularne, ale dzięki delikatnemu 'masażowi' jest wręcz idealna na wieczorne spa po ciężkim dniu/tygodniu! Gdyby była jeszcze tańsza, bo według mnie nie jest warta swojej regularnej ceny, zważywszy na jej bardzo oszczędną pojemność (2x4 ml).
ŻEL POD PRYSZNIC - LUKSJA
Jeśli chodzi o żele najważniejszy jest dla mnie zapach i tutaj wystarczają mi najtańsze żele Isany czy Balea. W tej kategorii nie jestem zbyt wymagająca - mają myć, pachnieć i tyle :D Nie sięgam za często po duże opakowania myjadeł, ale na jednej z promocji w Rossmannie skusiłam się na pół litrowy żel Luksja. Który okazał się zresztą bardzo dobrym produktem - ślicznie owocowo pachnie i do tego ma przyjemną kremową konsystencję. Jak dla mnie jest dużo lepszy od dove, którego fenomen średnio rozumiem :P
 
PEELING - ORGANIC SHOP
Pod prysznicem nie może zabraknąć też i peelingu do ciała. Jeśli chodzi o markę Organic shop to jak dla mnie oferuje jedne z najlepszych peelingów! Miałam zarówno wersję w wielkich słoikach (450 ml), jak i te mniejsze (200 ml). Oba zapewniają porządny peeling dzięki zawartości bardzo dużej ilości drobinek - fanki mocnego zdzierania będą na pewno zadowolone. Dodatkowo te w większych wersjach mają genialne zapachy! Z tymi mniejszymi nie do końca trafiam w swoje gusta, ale tym razem nie jest źle. Bambusowy wariant pachnie dość świeżo i przyjemnie, będzie idealny na lato :)
MUS DO CIAŁA - NEUTROGENA
O nawilżenie po prysznicu tym razem dba mus od Neutrogena, który od dłuższego czasu mnie kusił. Muszę jednak przyznać, że z wszystkich przedstawionych tu produktów ten najbardziej mnie rozczarował. Głównie przez konsystencję, która krótko mówiąc jest dziwna. Więcej zdradzę w recenzji,ale na pewno nie zachęca od do regularnego używania.
SZAMPON - BANIA AGAFII
Kolejny produkt do włosów od Babuszki i kolejny udany produkt :) Dobrze radzi sobie z myciem włosów, nawet po olejowaniu! Do tego ma przyjemną cenę, ogólnie szampony to jedne z moich ulubionych produktów tej marki. Jeśli nie znacie - warto nadrobić!
MASKA DO WŁOSÓW - GARNIER
Na koniec kolejny internetowy hit, co do którego.. mam mieszane uczucia. Na pewno cudownie pachnie! Od pierwszego użycia jestem oczarowana tym zapachem :) Co do działania mam mieszane uczucia, więc jeszcze powstrzymam się od dokładnych ocen. Na pewno jeszcze wspomnę o tym produkcie :)

To wszystko, jak widzicie coś mało jesienna ta moja odsłona :D W kolejnej zapewne będzie więcej otulających zapachów, jak zużyję to co mam :)
Znacie któryś z produktów? Jak u Was się sprawdził?
Jak u Was wygląda takie wieczorne spa?
No i oczywiście dajcie znać co myślicie o samej serii i czy chcecie kolejne odcinki :)
Czytaj dalej

Etykiety

4 pory roku AA Alterra alverde anatomicals avon Balea Balmi balsam do ciała balsam do ust Barwa bebeauty bell Bi-es Bielenda Biolove catrice celia ciało cienie do brwi denko dermena dm Dr.Konopka's ecocera efektima elfa-pharm eos essence Eveline Evree Farmona film Flormar Garnier gliss kur Golden Rose Green Pharmacy Himalaya hity roku Holika holika Ingrid Isana Jantar Joanna Kallos kobo kolastyna kolorówka korektor pod oczy kosmetyczne premiery kosmetyczni ulubieńcy krem bb krem cc krem do rąk krem do twarzy krem pod oczy książki kulturalne podsumowanie roku L'biotica La Rive lakier do paznokci lemax lifestyle Lirene liście manuka Loreal lovely Luksja makijaż Marion mariza maseczka do twarzy maseczki w płachcie maska/odżywka do włosów masło do ciała Maxfactor Maybelline mini recenzje miss sporty Miya miyo mus do ciała muzyka my secret mydło do ciała i włosów Nacomi naklejki wodne Natura Estonica naturalnie Neutrogena niekosmetyczni ulubieńcy nivea nowości oceania odżywka do paznokci Oillan olej do włosów olejek do twarzy Organic shop Organique organizacja Originals Palmolive paznokcie peeling peeling do rąk peeling do skóry głowy peeling do twarzy perfecta pianka do twarzy pianka pod prysznic pielęgnacja pielęgnacja twarzy planet spa płyn micelarny podkład podróże pomadka promocja na kolorówkę w Rossmannie promocja na pielęgnacje twarzy w Rossmannie prywatnie Przegląd kulturalny przegląd marki puder Rimmel Rival de Loop rosyjskie kosmetyki bani agafii Sally Hansen Seche Vite selfie project serial serum skarpetki złuszczające soraya Stara Mydlarnia Sylveco szampon tag tanie kosmetyki Tatry tołpa tonik top coat treaclemoon Tutti Frutti twarz Ulubione blogi usta Venus Vianek Vipera wcierka wibo wieczorna pielęgnacja wishlista włosy wygląd bloga wyjazdowa kosmetyczka wzorki na paznokciach Yves Rocher zagraniczne kosmetyki ziaja żel aloesowy żel do brwi żel pod prysznic
me & my passions © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka