Przegląd kulturalny - sierpień 2018. (Świetny serial, 3 część 3 metrów nad niebem i m jak...)

Heeeej :)
Sierpień dobiega końca, a wraz z nim dla wielu osób wakacje.. Chociaż sama mam jeszcze miesiąc to pewnie minie nim się obejrzę. Ostatni dzień miesiąca jest idealnym czasem na kulturalne podsumowanie, być może w ostatni weekend wakacji jeszcze skorzystacie z którejś z moich propozycji. Tym razem może nie jest ich wiele, ale starałam się, żeby było różnorodnie :) No i w końcu są książki.. Nie przedłużając zapraszam do czytania!

Muzyka
 Kortez - Zostań

Imagine Dragons - Natural

Kygo, Imagine Dragons - Born to be yours

gnash - i hate u, i love u

Jeśli chodzi o muzykę to w tym miesiącu słuchałam zarówno swoich starych ulubionych kawałków jak i odkryłam kilka nowych. Nie mogło zabraknąć przede wszystkim Korteza, nie wiem jak to się stało, że nie umieściłam jednego z moich ulubionych utworów - Zostań w żadnym z dotychczasowych zestawień.. Z zagranicznych, radiowych hitów wpadły mi w ucho dwa utwory Imagine Dragons. Nie wiem czy już o tym wspominałam, ale bardzo lubię ten zespół :) Ostatnia piosenka z kolei to utwór o którym przypomniały mi dziewczyny z bloga Outfitownia i słuchałam go przez cały miesiąc :D

Filmy
https://www.filmweb.pl/film/Jestem+taka+pi%C4%99kna-2018-789768
Jestem taka piękna!
Przeciętna Renee pewnego dnia spada z roweru treningowego, uderza się w głowę i traci przytomność. Gdy odzyskuje świadomość zaczyna się jej wydawać, że jest niespotykanie piękna.
Zacznę od filmu o którym słyszałam sporo dobrego, wiele osób wybrało się do niego na kina i wyszło z niego zachwycona. A ja? Mam mieszane uczucia.. Z jednej strony ma fajny przekaz, że wszystko siedzi w naszych głowach i wszelkie ograniczenia często sami sobie stawiamy. Z drugiej momentami mi się dłużyła. Być może po prostu liczyłam na coś lepszego :) Można go obejrzeć, będzie fajnym wyjściem np na babski wieczór.

https://www.filmweb.pl/film/Niezwyci%C4%99%C5%BCony-2017-763837
 Niezwyciężony
Ofiara zamachu bostońskiego maratonu z 2013 roku pomaga policji wytropić zabójców, starając się jednocześnie otrząsnąć z traumy.
Kolejna propozycja to bardzo dobry dramat biograficzny. Sama lubię obejrzeć od czasu do czasu takie filmy, które pozwalają się na chwilę zatrzymać. Może nie jest to najlepszy film o takiej tematyce jaki widziałam, ale ogólnie wart obejrzenia :)

https://www.filmweb.pl/film/Do+wszystkich+ch%C5%82opc%C3%B3w%2C+kt%C3%B3rych+kocha%C5%82am-2018-805947
Do wszystkich chłopców, których kochałam
Sekretne listy miłosne nastolatki Lary zostają odkryte i zaczynają siać spustoszenie w jej życiu miłosnym.
Muszę przyznać, że mimo, że już nieco wyrosłam z takich młodzieżowych, 'szkolnych' filmów to ten przypadł mi do gustu. Jest idealnym sposobem na wieczorny relaks poprawiający humor, kiedy szukamy czegoś mniej wymagającego. W kilku momentach potrafił widza rozbawić, a do tego  aktorzy zostali idealnie dobrani do swoich ról. Jak wszystkie filmy Netflixa został całościowo dobrze zrobiony, spodoba się nie tylko młodszej widowni :)

M jak morderca
Doświadczeni policjanci dostają zadanie, którym jest złapanie groźnego seryjnego mordercy. Zostają wplątani w wisielczą grę.
Zacznę od tego, że nasz tytuł filmu przebił wszystko.. Często polskie tytuły nie są bezpośrednim tłumaczeniem oryginału i są mało z nim związane, ale tutaj to już w ogóle.. :D Jednak sam film całkiem fajnie się oglądało, fani kryminałów powinni być zadowoleni :)


Serial
https://www.filmweb.pl/serial/Eye+Candy-2015-721624
 Eye candy
Podczas randki przez internet Lindy odkrywa, że jeden z jej wielbicieli jest psychopatą.
Nieznany, ale bardzo, bardzo fajny serial! Jest on połączeniem romansu z kryminałem, chociaż filmweb wskazuje na ten drugi gatunek. Są seriale, które oglądamy, bo są po prostu przyjemne - do prasowania, zajęcia myśli itp. Ale są też takie które oglądamy z zaciekawieniem i nie możemy doczekać się kolejnego odcinka. Ten zdecydowanie należy do tej drugiej grupy, sama wręcz go pochłaniałam! :D Był świetny i bardzo żałuję, że skończył się na jednej serii, pomimo, że nie wszystkie wątki zostały zakończone i rozwiązane.. Ma zaledwie 10 odcinków, więc też nie pochłonie całkowicie Waszego czasu. Obejrzeć zdecydowanie WARTO! :)

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4848213/trzy-razy-ty
 Trzy razy Ty
Oto i książka o której chodziły legendy! :D Po kilku latach doczekaliśmy się kontynuacji 3 metrów nad niebem i Twój na zawsze. Zacznę od tego, że książka jest dość sporym 'grubaskiem' pewnie przez nią liczba przeczytanych prze mnie książek w wakacje jest tak mizerna :P Momentami mocno się dłuży, zwłaszcza na samym początku. Za dużo jest opisu pracy Stepa i związanych z tych z tym wątków - mi ciężko było przez nie przebrnąć i moim zdaniem można było je sporo skrócić. Jednak po przeczytaniu kilkuset (:D) stron w końcu zaczyna się coś dziać i szczególnie w drugiej połowie książkę czyta się z większą przyjemnością. Cieszę się, że ją przeczytałam, bo dzięki temu znam zakończenie historii ulubionej pary sprzed lat :) Oprócz tego kogo wybrał Step dowiadujemy się też nowych faktów co do historii innych bohaterów książki. Dla fanów tej historii jest to pozycja obowiązkowa! :D

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/242222/obietnica-lucji
Obietnica Łucji
Tą książkę z kolei męczę od roku.. Tak jak lubię polskie filmy, tak do książek chyba nigdy się nie przekonam. Akcja jest dość słaba jak dla mnie, mało się tam dzieje, że ostatecznie stwierdziłam, że nie ma co się z nią męczyć i odłożyłam ją w kąt mimo, że do końca zostało mi pewnie koło 80 stron :D

Coś znacie? Do czegoś Was zachęciłam? :)
Co ciekawego sami widzieliście ostatnio i możecie mi polecić?
Czytaj dalej

30 przypadkowych faktów o mnie (i o moim blogu) z okazji 6 urodzin!

Heeeeej :) 
Tak, to właśnie dzisiaj mija 6 lat odkąd prowadzę to miejsce! Z roku na rok wydaje mi się, że to już kawał czasu.. Jednak nie byłoby to możliwe bez Was czyli czytelników :) W obecnym momencie mam prawie 900 obserwujących, ale tak na prawdę już dawno uświadomiłam sobie, że to tylko liczba nie będąca w cale wyznacznikiem. Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie odwiedza mnie nawet 1/9 tej liczby. Dlatego tym bardziej dziękuję tym, którzy poświęcają swój cenny czas na napisanie komentarza pod danym wpisem! ♥
Co roku staram się wymyślić coś specjalnego na ten dzień. Tym razem postawiłam na 30 faktów o mnie jako, że naprawdę rzadko piszę w tym miejscu coś o sobie. Myślę więc, że to fajna okazja na taki wpis, zresztą sama bardzo chętnie czytam takie posty u innych :) Jeśli więc macie ochotę na taką formę wpisu to zapraszam do czytania!

1. Nie lubię adresu/nazwy swojego bloga, wydaje mi się nieco 'dziecinny'. Zakładając bloga kończyłam gimnazjum, więc w sumie nie ma się co dziwić :D Z drugiej strony nie mam na razie pomysłu na inną nazwę i druga, ważniejsza sprawa - obawiałabym się, że stracę stałych czytelników po zmianie adresu..
2. Obecny wygląd bloga jest chyba wyglądem, który przetrwał w tym miejscu najdłużej. W kwestii szablonu i ogólnie bloga ciężko mnie zadowolić, zawsze wydaje mi się, że można 'lepiej'. Jednak poszukiwania nowego szablonu zazwyczaj kończą się fiaskiem, bo w każdym mi coś nie odpowiada. Ale może w końcu trafię na ideał :D
3. Jestem strasznie niezdecydowaną osobą, nawet podczas zwykłych zakupów spożywczych nie umiem zdecydować się na daną rzecz. Jak już zadecyduję to w 80% po wyjściu ze sklepu stwierdzę, że mogłam wziąć coś innego.. :DD
4. Najgorsza część pisania nowego wpisu na bloga to.. nadanie tytułu i napisanie wstępu. W wypadku pierwszej kwestii zawsze chciałabym, żeby zachęcała ona w jakiś sposób do danego wpisu, a i tak zwykle kończy się na nazwie kosmetyku. Ale pisanie wstępu to dopiero dla mnie dramat - zazwyczaj nie wiem co mam napisać, albo wydaje mi się, że piszę wciąż to samo.
5. Jeśli miałabym wymienić kosmetyki, który zupełnie mnie nie kuszą to byłyby to wszelkie palety cieni. Bardzo rzadko ich używam i jeśli już to są to 'bezpieczne' odcienie, dlatego chyba nie sposób póki co namówić mnie do ich zakupu.
6. Uwielbiam za to maseczki do twarzy! Miesiąc bez nowej maseczki (i żeby to jednej!) jest miesiącem straconym :D Kiedyś w tym miejscu umieściłabym lakiery do paznokci, ale doszłam już do tego momentu, gdzie czuję ich przesyt i dążę do ograniczenia ich ilości.
7.  Jestem fanką seriali medycznych. Od lat oglądam 'na dobre i na złe', a teraz doszły do tego chyba wszystkie pozostałe polskie seriale w podobnej tematyce.
8. Wbrew pozorom uważam się za oszczędną osobę (mimo, że czasami podsumowanie moich kosmetycznych nowości mówi coś innego :D). Na wiele rzeczy zwyczajnie szkoda mi kasy, nawet jeśli w grę chodzą kosmetyki np. na tą chwilę nie kupiłabym perfum za ponad 100 zł :)
9. W ciągu ostatnich kilku lat mam wrażenie, że bardzo zmienił mi się gust muzyczny. Kiedyś podobała mi się większość piosenek lecących w radiu. Teraz często sięgam po utwory mniej znanych wykonawców, a moim ulubieńcem i największym odkryciem jest zdecydowanie Kortez. Nadal jednak lubię Dawida Podsiadło i zespół Lemon - to nie zmieniło się od lat.
10. Mam małego hopla na punkcie organizacji, często przeglądam różne artykuły w poszukiwaniu sposobu na wydłużenie doby :D
11. Mając do wyboru nasze polskie góry vs jakikolwiek egzotyczny zakątek świata zawsze wybiorę to pierwsze, ku zaskoczeniu wielu osób. Jestem zdania, że Tatry to jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie, które nigdy się nie nudzi i zawsze jest tam co robić :)
12. Jestem małomiasteczkowa (kto dostrzegł nawiązanie do  9 faktu!? :D), nie wyobrażam sobie życia w dużym mieście.
13. Mój ulubiony sport 'do oglądania w tv' (i w sumie jedyny jaki oglądam) to skoki narciarskie. Tutaj znowu pewnie wiele osób się zdziwi, bo zdaję sobie sprawę, że wiele ludzi uważa go za najnudniejszy sport ever :D Na co dzień jednak  nie mam z  nim zupełnie nic wspólnego..
14. ... za to uwielbiam jazdę na rowerze i jak już nie raz wspominałam to moja ulubiona forma aktywności :)
15. Zdecydowanie nie mam pamięci do twarzy i często nie poznaję ludzi na ulicy. Dopiero gdy widzę kogoś po raz któryś z kolei potrafię go zapamiętać.
16. Jestem dość wysoka i... bardzo to w sobie lubię. Tak, nie noszę szpilek, ale zupełnie mi to nie przeszkadza ;)
17. Jem bardzo mało mięsa, więc teoretycznie mogłabym zostać wegetarianką :D
18. Nie lubię kupować ubrań, ale lubię je mieć - to coś jak mieć ciastko i zjeść ciastko :D Męczy mnie chodzenie po sklepach, bo rzadko mi się coś podoba.
19. Nie oglądam i nie czytam wiadomości przez co często nie wiem co dzieje się na świecie. Ale przynajmniej żyje mi się spokojniej..
20. Często miewam słomiany zapał, dlatego sama się sobie dziwię się, że wytrwałam tutaj 6 lat :D
21. Jestem typem 'sowy' i na prawdę muszę się źle czuć, żebym poszła spać wcześniej niż 23-24. Często to planuję, ale oczywiście nigdy mi to nie wychodzi :D Z drugiej strony uwielbiam spać i często mam wrażenie, że niezależnie ile śpię i tak jestem niewyspana.
22. Moją ulubioną porą roku jest lato - uwielbiam długie, letnie wieczory! Mam wrażenie, że wszystkie fajne rzeczy dzieją się o tej porze roku. Z drugiej strony zawsze strasznie szybko mi ono mija i nigdy nie mogę się nią w 100% nacieszyć..
23. Nie lubię pracować w grupie.
24. Mam kota na punkcie kota - szczególnie swojego. Ale jeśli gdziekolwiek z kimś wychodzę to ta osoba może być pewna, że zauważę każdego kota w okolicy :D
25. W przeciwieństwie do wielu osób bardzo lubię polskie filmy i często je polecam.
26. Nie przepadam za jedzeniem z maka. Zresztą ogólnie lubię niewiele fast foodów - frytki, zapiekanki i pizze. Nigdy też nie jadałam kebaba, bo.. mi śmierdzi :D
27. Boję się.. wody. W liceum uczyłam się pływać, ale na darmo. Jestem w stanie 'pływać' (chociaż to za duże słowo na moje umiejętności :D) jedynie na głębokości gdzie dotykam dna basenu. Nie ma więc u mnie mowy o pływaniu w 'otwartych akwenach'.
28. W mojej szafie dominują klasyczne kolory typu biel, czerń, szarość i granat. Kolorowych rzeczy jest tam baaaaardzo mało.
29. Rzadko maluję usta. Pewnie to dlatego, że w większości wyglądam jak klaun :D Jeśli już to robię to stawiam na delikatne dzienne odcienie, typu brudny róż.
30. Ulubiony moment dnia? Wieczorna pielęgnacja! Nie raz wręcz nie mogę się doczekać momentu kiedy wrócę do domu i zmyję makijaż :D

To co - mamy coś wspólnego? :D Będzie mi bardzo miło jak w komentarzu odniesiecie się do chociaż jednego faktu :) 

Jeśli macie jakieś uwagi co do bloga czy chętnie poczytałybyście na jakiś temat to śmiało piszcie w komentarzach.
Jeżeli moje fakty nie były wystarczające i macie do mnie jakieś pytania to baaaaardzo chętnie na nie odpowiem! :) W minionych latach robiłam często urodzinowe ankiety, ale w tym roku chyba byłoby to już za dużo.. W razie czego jest też opcja zostawienia anonimowego komentarza, więc jeśli z jakichś powodów chcecie pozostać nierozpoznani to śmiało skorzystajcie z takiego sposobu :) 

Miłego dnia! ♥
Czytaj dalej

Aktualna pielęgnacja twarzy - lato 2018.

Heeeej :)
Mam wrażenie, że ostatnio jestem nieco monotematyczna i przedstawiam Wam niemal same kosmetyki do pielęgnacji twarzy :D Nie ukrywam jednak, że to mój ulubiony 'dział' pielęgnacji i zawsze takie kosmetyki z przyjemnością testuję :) Mam jednak kilka ulubieńców, którzy pozytywnie wpływają na stan mojej cery i do których non stop wracam. Dzisiaj przychodzę do Was z aktualizacją mojej pielęgnacji twarzy. W końcu lato w pełni, a sama osobiście czuję już (niestety) jesień, więc czas najwyższy na kolejną odsłonę tej serii! Jeśli mimo wszystko jesteście ciekawi czego aktualnie używam to zapraszam do czytania :)
Tak prezentuje się cała gromadka, jak zwykle jest coś co widzicie po raz kolejny jak i kilka nowości. Właśnie trudność w tworzeniu tej serii u mnie polega na tym, że praktycznie nigdy nie jest tak, że mam same używane już przez jakiś czas produkty. A tak właśnie byłoby najlepiej, bo o każdym można by coś już powiedzieć.. Zazwyczaj jest tak, że coś się kończy i jest też coś zupełnie nowego :D Na szczęście tym razem nowością jest jedynie jeden produkt, więc o reszcie mam już jakieś zdanie.
PŁYN MICELARNY BIELENDA, EXPERT CZYSTEJ SKÓRY
Jeśli tylko miałam w danym dniu makijaż to moją wieczorną pielęgnacje zaczynam od tego produktu. Zdecydowanie nie jest on jakąś nowością wśród mojej pielęgnacji, bo to mój zdecydowany ulubieniec i nr 1 wśród płynów micelarnych. Bez problemu radzi sobie z makijażem, ma przyjemny i delikatny zapach, nie podrażnia oczu. Robi co ma robić i do tego jest tani (biorąc pod uwagę jego dużą pojemność) :)
TONIK ZIAJA, JAGODY ACAI
Zupełnie nie wiem dlaczego umieściłam go obok płynu do demakijażu skoro używam go po umyciu twarzy :P Tak czy siak jest całkiem przyjemnym produktem, lubię szczególnie jego sposób aplikacji. Atomizer jest świetnym rozwiązaniem szczególnie latem i wtedy też używam go chyba najczęściej biorąc pod uwagę wszystkie pory roku. Ogólnie mam wrażenie, że bardzo długo schodzi mi używanie toników, ale ten na szczęście dobił już dna, a na zdjęcie załapała się jego końcówka :D
MYDŁO DO MYCIA TWARZY
Jak wiecie już od jakiegoś czasu zastąpiłam żele do mycia twarzy mydełkami z w miarę naturalnym składem. Służą mi one do oczyszczenia twarzy po całym dniu i zmycia resztek makijażu. Na zdjęciu akurat mydełko trochę 'w zastępstwie' jako, że kończę używać ulubione dotychczas siarkowe z Elfa pharm. Nie nadawało się już ono do zdjęć, kiedy je robiłam, więc sfotografowałam to, które goswoją drogą właśnie dziś zastąpiło :D Za jakiś czas postaram się o nim co nieco napisać na IG. Jedno jest pewne - pięknie się prezentuje jako, że jest wykonywane ręcznie :)
PEELING DO TWARZY NATURA ESTONICA
Zazwyczaj tego typu produktów używam kilka razy w tygodniu, coby z nimi nie przesadzić. Ale ten na tyle mnie rozczarował okazując się bardziej żelem z maleńkimi drobinkami, że używam go w sumie zamiennie z mydełkami.. Więcej o nim napiszę za jakiś czas, bo to temat na osobny wpis.
Ostatnim etapem w mojej pielęgnacji jest nałożenie kremu, serum lub żelu aloesowego. Wybieram je w zależności od aktualnych potrzeb mojej cery.
ŻEL ALOESOWY HOLIKA HOLIKA --> muszę przyznać, że spisuje się całkiem przyjemnie i często sięgam po niego jako zamiennik kremu. Najczęściej wybieram go w te najgorętsze dni, kiedy spędzałam na dworze sporo czasu lub po aktywności fizycznej. Wtedy kiedy czuję, że moja cera potrzebuje ukojenia, uspokojenia i ochłodzenia.
SERUM BIELENDA --> to wieeeelki ulubieniec bez którego już nie wyobrażam sobie mojej pielęgnacji, bo bardzo pomógł mi uporać się z niedoskonałościami. Stosuję go w sumie niezależnie od pory roku, wtedy kiedy moja cera ma gorsze dni. Super radzi sobie z niedoskonałościami, wyrównuje koloryt cery i wszelkie 'nierówności' cery (jakkolwiek to brzmi - myślę, że wiecie o co mi chodzi :D).
KREM DO TWARZY ZIAJA --> to nowość w mojej pielęgnacji cery o której wspominałam na początku wpisu. Swego czasu była bardzo popularna i uwielbiana przez wiele dziewczyn, więc po czasie skusiłam się na nią i ja. Zobaczymy jak się sprawdzi, zamierzam ja stosować po prostu na co dzień - dam znać za jakiś czas jak się sprawdziła :)
MASECZKI DO TWARZY - BIELENDA I DR. KONOPKA'S
Na koniec produkty, które stosuję kilka razy w tygodniu, ale w sumie chętnie stosowałabym je znacznie częściej :D Tym razem obie maski bardzo przypadły mi do gustu. O tej z serii Botanic Spa pisałam w ostatnim poście --> tutaj. W skrócie świetnie regenerowała i delikatnie oczyszczała moją cerę i do tego miała świetny zapach, który polubiłam od pierwszego użycia! O tej dr. Konopka's też na pewno napiszę Wam za jakiś czas. Idealnie się sprawdza w ciepłe dni, bo przyjemnie chłodzi cerę i ją odświeża, a do tego ma nie gorsze działanie :) Oprócz tego chętnie też próbuję masek w saszetkach. W dniu robienia zdjęć miałam akurat tą trójkę ze zdjęcia niżej, teraz mam ich znacznie więcej :D Pewnie z czasem ich krótkie recenzje pojawią się na moim instagramie, więc tam także Was zapraszam :)

Znacie coś z tej gromadki? Jak się u Was sprawdza? 
Jak wygląda Wasza pielęgnacja? Jestem ciekawa, czy używacie więcej kosmetyków, czy może jest tego mniej? :)
Czytaj dalej

Regenerująca maseczka do twarzy Botanic Spa Rituals od Bielendy.

Heeeeej :)
Nie ma chyba osoby, która nie słyszała o jednej z najnowszych serii Bielendy - Botanic Spa Rituals. Mimo, że pojawiła się stosunkowo niedawno na rynku to wiele osób niemal od razu skusiło się na produkty wchodzące w skład serii. Tym razem firma kusi nas naturalnym składem jej najnowszego 'dziecka', a do wyboru jest wiele produktów np. kremy do twarzy, płyny micelarne, olejki, maseczki i wiele, wiele innych :) Do wyboru są 3 wersje do różnego typu cery, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Sama swoją przygodę z serią rozpoczęłam od maseczki do twarzy, co pewnie jak na mnie nie jest jakimś wielkim zaskoczeniem :D Wybrałam wersję z kurkumą i chia - jak się sprawdziła? Przekonacie się czytając wpis - uznałam, że może być on przydatny zwłaszcza podczas obecnych promocji 2+2 w Rossmannie. Być może zastanawiacie się czy warto ją kupić i wpis okaże się dla Was pomocny :)
Maseczkę kupujemy w kartoniku z mnóstwem informacji typu skład, czy obietnice producenta. Właściwe opakowanie to szklany słoiczek o pojemności 50 ml. Producent zapewnia, że wystarczy on na 12 aplikacji i u mnie dokładnie na tyle starczył (w końcu zmobilizowałam się do dokładnego liczenia :D). Oczywiście wszystko zależy też od tego ile maski nakładamy na twarz i na jaki obszar ją nakładamy.
Jeśli chodzi jeszcze o wygląd to muszę przyznać, że mi bardzo przypadł do gustu. Cała seria utrzymana jest w kolorze butelkowej zieleni i pięknie prezentuje się na sklepowej czy łazienkowej półce.
Konsystencja maski jest idealna - nie zbyt gęsta, bardzo łatwo i równomiernie rozprowadza się na twarzy. Zapach jest także niezwykle przyjemny i oryginalny - długo nie mogłam go zdefiniować, kojarzył mi się nieco męsko, ale i świeżo.. W końcu przeczytałam u kogoś, że jest to zapach orientalny i myślę, że to idealne określenie! Jedno jest pewne jest na maksa relaksujący i potrafi umilić nam nie jeden wieczór :)
Coby nie było tak kolorowo dodam, że po nałożeniu szybko zastyga wręcz momentalnie, wiec warto mieć pod ręką tonik, hydrolat czy coś innego do spryskania. Lubi też barwić twarz na żółto przez zawartość kurkumy, więc należy i to mieć na uwadze. U mnie często barwił poduszkę i w sumie tylko przez nią to zauważyłam :D Na twarzy nie było to zupełnie widoczne. Z resztą nawet gdy na jaśniejszych karnacjach da się to zabarwienie zauważyć, to na pewno nie jest to efekt transparentny, więc nie musimy się niczego obawiać :)
Na tym chyba kończą się jej minusy, które zdecydowanie rekompensuje działanie! Maseczkę nakładałam zazwyczaj gdy moja cera miała gorszy dzień i czułam właśnie, że potrzebuje regeneracji. Za każdym razem maska mnie nie zawiodła - cera po jej użyciu była niezwykle gładka i promienna. Dodatkowo wydawało się, że została delikatnie oczyszczona i prezentowała się po prostu znacznie lepiej. Zgadzam się więc z efektami jakie wymienia producent, a samą maskę określiłabym jako regenerująco - oczyszczającą :)
Maskę dostaniecie w Rossmannie, a jej cena regularna to ok. 24 zł. Warto więc polować na nią na promocjach czy właśnie teraz podczas promocji 2+2. Chociaż pewnie ciężko będzie ją na niej dostać, bo może być wyprzedana.. Oprócz mojej wersji z kurkumą dostępna jest jeszcze nawilżająca - malinowa i z opuncją figową - przeciw zmarszczkom. Sama na pewno kiedyś skuszę się na tą pierwszą, która podobno ma świetny zapach malinowej mamby :D

Znacie produkty z tej serii? Co polecacie?
Miałyście już okazje poznać tą maseczkę lub inne jej wersje? - jak się sprawdziły?
Czytaj dalej

Transparentny puder So Matte od miss sporty - tylko dla nastolatek?

Heeeeej :)
Jeśli jesteście ze mną od dłuższego czasu to doskonale wiecie, że jestem fanką wszelkich pudrów transparentnych i od dawna jedynie takich używam. Podczas ostatniej z promocji w Rossmannie rozglądałam się za pudrem ryżowym od wibo, ale jako, że nie był już dostępny skusiłam się na prasowany od miss sporty. Swego czasu polecała go Symforyna, więc długo nie wahałam się nad zakupem :) Mimo, że same kosmetyki tej marki nie do końca mnie przekonują, po koszmarnym podkładzie od nich. Wyjątkiem są lakiery, które bardzo lubię. Do której grupy zaliczył się puder? - tego dowiecie się czytając wpis ;)
 Puder znajduje się w niebieskim, plastikowym opakowaniu z białymi napisami. Skłamałabym mówiąc, że wygląda jakoś super :D Jednak grupą docelową marki są głównie nastolatki, więc nie ma co wymagać cudów.. W środku dodatkowo znajduje się małe lusterko (sama nie poprawiam makijażu w ciągu dnia, więc mi akurat się nie przydało) i coś a'la puszek, który jest na tyle twardy i cienki, że do niczego się nie nadaje. Od razu wylądował u mnie w koszu.
Na plus wygodne zamykanie, nie musimy obawiać się, że puder otworzy się nam w kosmetyczce :) Jeśli chodzi o zapach to tutaj zupełnie nie zapadł mi w pamięć, więc był dość neutralny dla nosa. Przy nakładaniu pędzlem puder lubi pylić wszystko wkoło, więc trzeba na to uważać. Jednak pędzel to najwygodniejsza opcja moim zdaniem, przy nakładaniu dołączoną gąbeczką zostawia tylko białe placki na twarzy..
Jeśli chodzi o działanie, czyli utrwalanie makijażu to u mnie sprawdził się niestety mizernie. Cera, a szczególnie strefa T była matowa przez dosłownie kilka godzin..  Na pewno wpływ miały na to ostatnie upały, bo używałam go w sumie w większości latem. Ale i tak efekt był bardzo słaby, miałam wrażenie, że musiałam nałożyć sporo produktu, żeby uzyskać jakikolwiek mat. A lubił on także bielić twarz, więc należyło i na to zwracać uwagę.
Zapewne lepiej sprawdziłby się zimą, bo latem kompletnie nie dawał rady u mnie. Ale muszę dodać, że w tegoroczne wakacje moja cera jest wyjątkowo kapryśna i baaaaardzo szybko zaczyna się świecić. Myślę, że puder może być odpowiedni dla osób z mało wymagającą cerą lub dla tych, które dopiero co zaczynają przygodę z makijażem. Zwłaszcza, że jest tanim produktem - kosztuje ok. 13 zł w cenie regularnej. Kupicie go w Rossmannie.

Znacie ten puder? Jak prawdził się u Was?
Czytaj dalej

Matujący krem do twarzy zielona herbata - kolejny hit od Bielendy!?

Heeeeej :)
Sierpień (w sumie jak co roku) okazał się bardzo gorącym miesiącem - nie wiem jak Wy, ale ja właśnie w takie upalne dni nie mam zupełnie ochoty na nakładanie makijażu. Z chęcią za to sięgam w tym okresie po matujące kremy do twarzy. Tym razem skusiłam się na krem z serii zielona herbata Bielenda. Zanim go wypróbowałam słyszałam mnóstwo pozytywnych opinii na jego temat, a dodatkowo jak wiecie bardzo lubię kosmetyki tej firmy. Moje oczekiwania były więc na prawdę spore, a czy krem im podołał dowiecie się czytając ten wpis ;)
Krem kupujemy w standardowym kartoniku ze wszystkimi interesującymi nas informacjami. Właściwe opakowanie to już szklany słoiczek o pojemności 50 ml, które jest dodatkowo zabezpieczone sreberkiem. Sam wygląd jest minimalistyczny idealnie dopasowany do swojej serii.
Co mnie urzekło zaraz po otwarciu kremu do jego konsystencja - lekka i żelowa. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam właśnie takie lekkie musy - zwłaszcza latem! ♥ Co prawda zużywają się one dużo szybciej niż standardowe kremy, ale ich nakładanie jest z pewnością duuuuuużo przyjemniejsze :)
Zapach kremu jak i w sumie całek serii jest bardzo świeży,  nie będę zbyt odkrywcza mówiąc, że czuć tutaj wyraźnie zieloną herbatę :D Znowu muszę przyznać, że to kolejny aspekt przemawiający za tym kremem na lato :) Myślę, że większość osób będzie z zapachu zadowolona, mało osób będzie nim rozczarowanym.
 Muszę przyznać, że gdy czytałam opis producenta to wydawał mi się to krem stworzony wręcz dla mnie. Jestem posiadaczką cery mieszanej z tendencją do przebarwień, niedoskonałości i błyszczenia, więc krem trafiony idealnie! A jak się u mnie sprawdził? Zacznę od tego, że stosowałam go zarówno na dzień jak i na noc, jako że nie jestem zwolenniczką otwierania dwóch kremów na raz :) Dzięki niesamowicie przyjemnej konsystencji krem przyjemnie się rozprowadzał i ekspresowo wręcz wchłaniał. Co do matu to początkowo byłam nieco zawiedziona, bo nie jest to jak dla mnie krem mocno matujący, nie daje na pewno takiego porządnego zmatowienia jak tołpa. Powiedziałabym, że jest to bardziej efekt 'satynowej miękkości i wygładzenia' o którym mówi producent :D
Z czasem jednak coraz bardziej byłam z niego zadowolona pomimo tego, że mat nie utrzymywał na skórze się długo. Podczas jego stosowania bowiem moja cera była w bardzo dobrej kondycji. Mimo, że nie jest to krem nawilżający typowo to nie narzekałam podczas jego stosowania na suche skórki. Przeciwnie cera była przyjemnie gładka i miękka. Dodatkowo pozytywnie wpływał on na niedoskonałości, których pojawiało się zdecydowanie mniej moim zdaniem. Co więcej podczas jego stosowania całkowicie zrezygnowałam z ukochanego serum z kwasami także Bielendy. Tak więc stan mojej cery był wyłącznie zasługą kremu. 
Z dostępnością kremu nie powinno być problemu - kupicie go chociażby w Rossmannie czy hebe. W cenie regularnej kosztuje ok. 19 zł, ale często można dorwać go taniej na promocjach. Muszę przyznać, że warto, bo jest to jeden z lepszych kremów jakie miałam okazję stosować. Zresztą cała seria moim zdaniem zasługuje na uwagę, a miałam okazję wypróbować także płyn micelarny i maseczkę peel off i oba produkty miło wspominam :)

Znacie już ten krem? Co z serii 'zielona herbata' możecie mi polecić?
Czytaj dalej

Kosmetyczne premiery, czyli co nowego czeka na nas w drogeriach? - sierpień, wrzesień.

Heeeej :)
Na dzisiaj przygotowałam dla Was kolejną odsłonę chyba najbardziej lubianej przez Was serii na moim blogu - kosmetycznych premier, czyli nowości jakie czekają na nas w najbliższym czasie w drogeriach. Ostatni post dotyczył czerwca i lipca (tutaj do przeczytania), więc dzisiaj ciąg dalszy - sierpień i wrzesień. Mówiąc szczerze nie znalazłam zbyt wielu ciekawych nowości miesiąca, który właśnie trwa, bo nie było też w czym wybierać. Dlatego też nieco zwlekałam z publikacją, czekając na nowości września. Nie przedłużając zapraszam do czytania, jeśli jesteście ciekawi co tym razem dla Was wybrałam :)

Kosmetyczne premiery - SIERPIEŃ
Wśród nowości do włosów w sierpniu znajdziemy przede wszystkim nowości od Elfa pharm wchodzące w skład serii O'Herbal. Muszę przyznać, że miałam kilka kosmetyków przeznaczonych do włosów tej firmy i sprawdzały się one u mnie bardzo dobrze :) Tym razem odżywka i szampon przeznaczone będą do włosów przetłuszczających się. Oprócz tego znajdziemy też nowy szampon od Isany, kosztujący zapewne grosze. Do tego coś dla wielbicieli kawy - kawowy peeling od Alterry, która jest często wybierana przez zwolenniczki naturalnych kosmetyków.
Wśród nowości Isana pojawiły się także maski w płachcie. Sama nie jestem do nich przekonana, ale wiem, że baaaardzo osób lubi taką formę maseczek.
Ostatni już kolaż nowości sierpnia to miks produktów do twarzy i rąk. Muszę przyznać, że sama jestem bardzo ciekawa kremu do twarzy Lirene i peelingu - maski Mixa. Oprócz tego nowości Bielenda, czyli dwa rodzaje serum do rąk w ogroooomnym opakowaniu i Garniera - aloesowy krem do twarzy i płyn micelarny, który skusi zapewne wiele osób :D

Kosmetyczne premiery - WRZESIEŃ

Tutaj mamy już nowości, które będą dostępne w drogeriach od września. Zacznę standardowo od pielęgnacji, a dokładniej od nowej serii Selfie Project - kuracja łagodząca. W jej skład wejdzie: maseczka kojąca, esencja i pianka oczyszczająca do twarzy. Oprócz tego znajdziemy dość ciekawy produkt dotychczas chyyyyba nie dostępny w sklepach, a przynajmniej nie pod nazwą koloryzującej maseczki peel off do ust :D
Kosmetyczne premiery bez Bielendy to nie kosmetyczne premiery :D Tym razem marka przygotowała produkty do pielęgnacji cer dojrzałych (bodajże 50+ i 60+) w nieco ekskluzywnej wersji. Wybór kosmetyków z nowej serii Camellia oil jest na prawdę duży, oprócz tego co na zdjęciu wyżej dostępne będą bodajże dwa rodzaje kremów.
Coś dla wielbicieli maseczek, tym razem nie tylko w płachcie przygotowała także firma Biotanique.
Maseczkomaniaczki ucieszy także kolejna wersja maski z serii 'czysta glinka'. Jedną z najciekawszych nowości jak dla mnie są też płatki pod oczy i przede wszystkim maska pod oczy. Być może w końcu wypróbuję w końcu taką formę 'maseczkowania', bo wyglądają na prawdę super!
Kolejny kosmetyk do kolekcji dla kawoszy, czyli kremowy żel pod prysznic Palmolive. Do tego do kosmetyków dostępnych w Rossmannie dołączy (co prawda dość spóźniony :D) balsam brązujący Alterra i mydła w płynie Isana w całkiem odmienionych opakowaniach.
Wielbicielki żeli dove (a wiem, że jest ich na prawdę wiele!) ucieszą nowe wersje żeli pod prysznic z formułą opartą na działaniu miceli. Lirene z kolei postawiło na nowości w postaci kremów i serum do rąk. Muszę przyznać, że ostatnio kilka ich produktów pozytywnie mnie zaskoczyło, więc być może skuszę się na te nowości ;)
Zwolenniczki wegańskich kosmetyków ucieszą balsamy do ust od Laura conti. W sumie zaskoczyła mnie obecność takich produktów w ofercie marki, która jakoś nigdy specjalnie nie kusiła mnie swoimi produktami.
Na koniec jak zawsze zostawiłam nowości do makijażu, a zacznę od marki dostępnej w Rossmannie, czyli miss sporty. Jeśli chodzi o tą markę to przyznam, że sama nie jestem fanką ich produktów, bo zazwyczaj się u mnie nie sprawdzały, wyjątkiem są lakiery. Nie miałam jednak ich tuszy, a te podobno są bardzo fajne :) Oprócz tego firma wprowadza nową serię 'Perfect to last 10 H' w której skład wejdą puder, korektor i podkład. Do wyboru będzie wiele odcieni, więc pewnie każdy znajdzie coś dla siebie.
Z kolei kolorówka Eveline zazwyczaj bardzo fajnie się u mnie sprawdza, szczególnie tusze do rzęs. Tym razem marka oferuje nam tusz pogrubiający 'z włosianą szczoteczką' (podejrzewam, że producentowi chodziło o tradycyjną, nie silikonową :D). Oprócz tego dostępnych będzie wiele odcieni lakierów do ust i paznokci z serii ICO chrome. Wibo nie pozostaje w tyle i także postanawia kusić nas nową maskarą, która ma zwiększyć objętość oraz podkładem w sztyfcie.


Do oferty Maybelline dołączy kolejna wersja rozświetlacza, kolejna paleta cieni z dość neutralnymi odcieniami i baza pod makijaż zmniejszająca widoczność porów.

Nowości Rimmela są bardzo podobne jak i w markach które przedstawiałam wyżej: kilka odcieni pomadek w płynie, tusz do rzęs, paleta cieni. Dodatkowo pojawi się też kilka odcieni róży.



L'Oreal i Max factor przygotowało na wrzesień mnóstwo nowości.. Sama wybrałam te najciekawsze moim zdaniem, czyli m.in dwie paletki cieni w pięknych kolorach i pomadki do ust.

To wszystko, muszę przyznać, że tym razem nic nie kusi mnie tak jakoś szczególnie do zakupu. Ale pewnie i tak na coś się skuszę :D

Skusiłam Was na coś? Czy tym razem nie szczególnie Was przekonują najbliższe kosmetyczne nowości? :D
Czytaj dalej

Balsam do ciała Lirene, minerały morza martwego - HIT wśród drogeryjnych balsamów!

Heeeej :)
Jakiś czas temu w poście z wiosennymi ulubieńcami kosmetycznymi mogliście zobaczyć balsam do ciała od Lirene, który bardzo przypadł mi do gustu. Dlaczego? O tym przeczytacie w dzisiejszym poście :)
Balsam znajduje się w wygodnym opakowaniu w formie zatykanej tuby. Do samego końca nie sprawia ona żadnych problemów. Jako, że jest wykonana z miękkiego plastiku wystarczy rozciąć opakowanie, by wydobyć kosmetyk do końca.
Od samego początku bardzo przypadł mi do gustu zapach balsamu. Niejednokrotnie pisałam Wam o tym jak bardzo lubię morskie i świeże wonie. Tutaj zapach dokładnie taki jest - idealny na lato, świeży i nie męczący nosa. Konsystencja także jest świetna! Kremowa, typowo balsamowa ze sporą ilością niebieskich kulek, które sprawiły, że sięgałam po balsam jeszcze chętniej :D Nie musimy obawiać się, że będą zostawiać ślady na ciele czy ubraniach. Nic takiego nie ma miejsca, niemal momentalnie się rozpuszczają pod wpływem ciepła. 
Po zaaplikowaniu balsamu zostawia on po sobie przyjemną ochroną warstewkę, która w żaden sposób nie jest tłusta. Muszę zgodzić się z producentem co do 'aksamitnej gładkości i miękkości', bo skóra po zastosowaniu kosmetyku jest wyraźnie wygładzona i nawilżona. Jeszcze kolejnego dnia rano czuć, że stosowałyśmy poprzedniego dnia balsam do ciała. Dodam jednak, że nie mam problematycznej skóry na ciele, więc nie wiem jak balsam sprawdziłby się u osób bardziej wymagających.
Za 200 ml balsamu zapłacimy w cenie regularnej ok. 16 zł. Z dostępem nie powinno być problemu - znajdziecie go chociażby w Rossmannie, czy hebe. Oprócz mojej wersji 'minerały morza martwego' dostępna jest także do skóry normalnej 'jedwab morski' - na który sama na pewno się skuszę :)

Znacie ten balsam? Jak u Was się sprawdził?
Czego aktualnie używacie? Co możecie mi polecić?
Czytaj dalej

Etykiety

4 pory roku AA Alterra alverde anatomicals avon Balea Balmi balsam do ciała balsam do ust Barwa bebeauty bell Bi-es Bielenda Biolove buna catrice celia ciało cienie do brwi delia denko Dermedic dermena dm Dr.Konopka's ecocera efektima elfa-pharm eos essence Eveline Evree Fa Farmona film Flormar Garnier gliss kur Golden Rose Green Pharmacy hean Himalaya hity roku Holika holika Ingrid Isana Jantar Joanna Kallos kobo kolastyna kolorówka korektor pod oczy kosmetyczne premiery kosmetyczni ulubieńcy krem bb krem cc krem do rąk krem do twarzy krem pod oczy książki kulturalne podsumowanie roku L'biotica La Rive lakier do paznokci lemax lifestyle Lirene liście manuka Loreal lovely Luksja Makeup Revolution makijaż Marion mariza maseczka do twarzy maseczki w płachcie maska/odżywka do włosów masło do ciała Maxfactor Maybelline mini recenzje miss sporty Miya miyo mus do ciała muzyka my secret mydło do ciała i włosów Nacomi naklejki wodne Natura Estonica naturalnie Neutrogena niekosmetyczni ulubieńcy nivea nowości oceania odżywka do paznokci Oillan olej do włosów olejek do twarzy Organic shop Organique organizacja oriflame Originals Palmolive paznokcie peeling peeling do rąk peeling do skóry głowy peeling do twarzy perfecta Petal Fresh pianka do twarzy pianka pod prysznic pielegnacja pielęgnacja pielęgnacja twarzy planet spa płyn micelarny podkład podróże pomadka promocja na kolorówkę w Rossmannie promocja na pielęgnacje twarzy w Rossmannie prywatnie Przegląd kulturalny przegląd marki puder Rimmel Rival de Loop rosyjskie kosmetyki bani agafii Sally Hansen Seche Vite selfie project serial serum skarpetki złuszczające soraya Stara Mydlarnia Sylveco szampon tag tanie kosmetyki Tatry tołpa tonik top coat treaclemoon Tutti Frutti twarz Ulubione blogi usta Venus Vianek Vipera wcierka wibo wieczorna pielęgnacja wishlista włosy wygląd bloga wyjazdowa kosmetyczka wzorki na paznokciach Yves Rocher zagraniczne kosmetyki ziaja żel aloesowy żel do brwi żel pod prysznic
me & my passions © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka