Denko - listopad, grudzień + podsumowanie --> ile zużyłam w 2017r?

Heeeej :)
Jak to mówią święta, święta i po świętach.. Zanim jednak wskoczymy w nowy rok pora rozliczyć się ze zużyciami z ostatnich miesięcy roku :D Nie będzie tym razem tego tak dużo.. Ale to nawet lepiej, bo pod koniec wpisu czeka Was roczne podsumowanie wszystkich zużytych przeze mnie kosmetyków. Jeśli jesteście ciekawe ile sztuk zużyłam to zapraszam :) Ale najpierw.. denko 2-miesięczne!
Bubel i zapewne największe rozczarowanie roku jeśli chodzi o zapach. Więcej przeczytacie o nim w podlinkowanej recenzji.
Żel pod prysznic Balea
Za to z tego zapachu byłam mega zadowolona! Zresztą zachwycałam się już tym żelem w poście z ulubieńcami jesieni co mówi samo przez się :D Z chęcią wróciłabym do niego!
Żel pod prysznic Joanna
Tutaj typowo zimowy, świąteczny zapach - bardzo fajny na grudniowy okres :) Na pozostałe miesiące - niekoniecznie, bo podejrzewam, że by mi się szybko znudził. Zresztą dobrze wiecie, że nie przepadam za słodkimi nutami :D
Płyn/żel pod prysznic Oceania
Bardzo przyjemny produkt o przyjemnym morskim zapachu, trochę męskim.. Jak wiecie lubię takie wonie więc używałam go z przyjemnością. Nie wiem czy kupię go ponownie tylko dlatego, że lubię zmieniać zapachy żeli pod prysznic. Ten nie wyróżnił się jakoś od innych i miał dużą pojemność :D\
Antyperspirant adidas
Jeden z moich ulubionych antyperspirantów - lubię go za działanie i nienachalny zapach.
Mimo mojej początkowej niechęci do jego konsystencji wspominam go bardzo pozytywnie! Głównie ze względu na świetny borówkowy zapach i super nawilżenie ♥
Na pewno nie jest to głęboko oczyszczająca maseczka - działa przyzwoicie i nic więcej :D Była przyjemna 'na raz', na dłużej u mnie nie zagości, bo znam kilka o wiele lepszych masek.
Mój wielki hit! O czym zresztą wspomniałam nie raz, wiec nie będę się już tu za dużo rozpisywać :D
Płyn micelarny Mixa
Bez problemu zmywał makijaż, ale poza tym nie zachwycił mnie szczególnie. Jak wiecie mam już swojego ulubieńca wśród płynów micelarnych i szybko go nic nie zamieni.
Mega wydajny produkt - nie pamiętam, żebym kiedykolwiek tak długo używała (a raczej męczyła) peeling. Pod względem działania jednak mnie nie zadowolił - brakowało mi mocnego oczyszczenia. Do tego miał 'tłustawą' konsystencję i małą ilość drobinek.
Tusz Rimmel
Ani nie był zły, ani też mnie szczególnie nie zachwycił, na tyle by kupić go ponownie :D Ładnie wydłużał rzęsy, ale na początku lubił je sklejać..
Pomadka alterra
Bardzo fajna pomadka z naturalnym składem i niską ceną :)
Płatki bebeauty
Stali bywalcy.
Z saszetkowego grona na uwagę zasługują maseczki z górnego rzędu. Czyli przede wszystkim świetne (chociaż dość drogie) maski od Lirene, nawilżająca od Ziaji i mikołajowa w płachcie z kalendarza Douglas. Ta ostatnia szczególnie pozytywnie mnie zaskochyła, bo buźka po niej była wyraźnie wygładzona i super nawilżona! Całkiem przyjemna była też ta niebieska z Bielendy. Do reszty mam mieszane uczucia, albo też mnie nie zachwyciły.
_______________________________________

Teraz czas na obiecane podsumowanie rocznych zużyć. Zrobiłam je w formie wykresów, postaram się nie rozpisywać :D
Na początek ogólne zestawienie  zużyć w formie procentowego porównania poszczególnych kategorii pielęgnacji.
Do stworzenia powyższego zestawienia wzięłam pod uwagę ilość kosmetyków w ml, a nie w sztukach. Porównanie obu 'przeliczników' możecie zobaczyć w poniższej tabelce:

Jak widać gdybym wzięła pod uwagę ilość sztuk proporcje byłby już na wykresie zupełnie inne, bo np. kosmetyki do twarzy stanowiłyby większą część od tych włosowych. Podobna sprawa będzie przy poniższych wykresach dotyczących poszczególnych kategorii. Gdybym do nich z kolei wzięła pojemność kosmetyków, a nie ich ilość wykresy znacznie by się zmieniły. Jednak uznałam, że ilość sztuk już przy poszczególnych kategoriach będzie bardziej działała na wyobraźnie :D Tyle słowem wstępu.
W tabelce na samym dole widzicie też ilość zużytych kosmetyków w całości. Tak więc zużyłam 98 opakowań różnego typu mazideł, co daje nam ok. 20,5 litrów :D

Zaczynając od pielęgnacji twarzy, jak widzicie dominują maseczki jak na maseczkomaniaczkę przystało :D Tak na prawdę było ich nieco więcej, bo nie liczyłam tutaj wszystkich saszetek. Żel jest tylko jeden, bo nie liczyłam mydełek, których używam już praktycznie od miesięcy. Najsłabiej 'poszło' mi chyba w wypadku toników - 1 to trochę marna ilość? Przyznaję, że nie używam ich zbyt regularnie.. 


Dwa mydła z tego wykresu to oczywiście miodowe i czarne mydło Babuszki. Używałam ich co prawda także i do mycia twarzy, ale jednak zastosowanie jako szampon dominowało. Masek było 'tylko' 5, bo 2 z nich to litrowe kallosy, więc one 'zaniżają' liczbę. Dodam, że nie rozdrabniałam się na odżywki w spreju itd tylko wszystko umieściłam pod 'maskami'.

 Żele wygrywają jeśli chodzi o ilość opakowań wszystkich zużytych kosmetyków, ale nie ma chyba się co temu dziwić :D Słabo poszło mi z kremami do rąk - w tej kwestii powinnam zdecydowanie się poprawić! 


Kolorówkę jak to mówią się używa, a nie zużywa, stąd niewielka ilość. Zresztą zawsze pielęgnacja u mnie była wyżej od kosmetyków do makijażu, dlatego ilości pewnie są jeszcze mniejsze niż 'statystyczne' :D W wypadku pomadek powinno być jednak znacznie lepiej. Chociaż to też pewnie wina otwartych kilku opakowań w jednym czasie - no nic za rok będzie więcej, jak już je skończę :D

Roczne podsumowanie w żadnym wypadku nie miało na celu 'chwalenia' się z ilości zdenkowanych kosmetyków. Zrobiłam je z czystej ciekawości dla samej siebie głównie, żeby zobaczyć czego używam sporo, a z czym ewentualnie można się poprawić. Fajnie też będzie porównać ilości kosmetyków za rok.. :) Dodatkowo myślę, że takie wykresy dobrze obrazują to, że nie ma co robić wielkich zapasów, skoro i tak możemy ich nie wykorzystać nawet w ciągu roku..

To wszystko na dzisiaj - jestem ciekawa ile osób dotrwało do końca :D
Jeśli robicie podobne zestawienia to koniecznie podzielcie się linkami do nich! - jestem bardzo ciekawa jak to u Was wygląda. Mam nadzieje, że chociaż dla części z Was zestawienie okazało się w jakiś sposób 'pomocne' :)

Znacie coś z mojego denka? Jak u Was się dany kosmetyk sprawdził? :)
Czytaj dalej

Algowe maski peel off od Lirene - porównanie wszystkich wersji.

Heeej :)
Jak Wasze przygotowania do świąt? Muszę przyznać, że sama się bardzo cieszę na ten czas, kiedy mogę nieco zwolnić tempo i cieszyć się chwilą :) Zanim jednak zabiorę się za przygotowania do nich przychodzę do Was z zapowiadanym już kilka razy porównaniem nowych maseczek od Lirene. Muszę przyznać, że zdjęcia nie będą szczególnie udane, bo robiłam je na szybko (na dodatek w deszczu :D) nie mogąc doczekać się użycia masek..
Na początek ogólne uwagi, łączące wszystkie rodzaje tych maseczek:
  • Każda z nich znajduje się w saszetce i jej pojemność to 10 g. Jak dla mnie taka ilość jest nie co za duża na jednorazowe użycie, bo często miałam wrażenie, że marnuję resztki maseczki. Mimo, że nakładałam naprawdę grubą warstwę to i tak zawsze coś mi zostawało. Planowałam rozdzielać je na pół, ale wydaje mi się, że wtedy byłoby z kolei jej za mało :D
  • Maseczki należy zmieszać z wodą, nałożyć na twarz, a potem ściągnąć jednym ruchem. Tutaj duży + dla marki za miarkę na opakowaniu z ilością wody jaką należy wlać do maseczki (zobaczycie ją na dalszych zdjęciach). Należy je dość szybko mieszać, bo łatwo gęstnieją - w sumie mi chyba przy żadnej nie udało się uzyskać 'masy' bez grudek.. Samo ściąganie jest praaawie bezproblemowe, mnie nieco denerwowały suche krańce masek - tam trzeba było wspomóc się wodą, czy peelingiem.
  • Zapach zależał od rodzaju, ale wszystkie miały taką specyficzną 'algową' woń, jeśli miałyście algowe maseczki będziecie wiedzieć o co mi chodzi.. :P
Po tym wstępie opiszę krótko każdą z maseczek od najlepszej do najsłabszej. Myślę, że to będzie fajne rozwiązanie szczególnie dla tych, którzy nie mogą się zdecydować, jaką wersję wybrać :)

Miejsce 1 - Regenerująca maska z olejkiem rozmarynowym
Najlepsza z całej 5 okazała się o dziwo wersja z olejkiem rozmarynowym. O dziwo, bo akurat najmniej mnie ciekawiła z wszystkich dostępnych wersji.. Zapach miała ziołowy - dość intensywny, chyba najbardziej wyczuwalny z wszystkich wariantów. Porównałabym z maścią rozgrzewającą, tudzież olejkami eterycznymi stosowanymi przy przeziębieniu. Nawet po jej użyciu w łazience rozchodziła się ta specyficzna woń - więc myślę, że byłoby to fajne rozwiązanie jak mamy np. katar :D Sama proszek był koloru zielonego z zatopionymi podejrzewam listkami rozmarynu. Jednak co mnie w niej zachwyciło to działanie - cera po użyciu była wyraźnie zregenerowana i odżywiona. W okresie jej stosowania akurat moja cera miała gorszy dzień, a po ściągnięciu niedoskonałości były jakby mniej widoczne, a cera wygładzona i jakby napięta. Jak dla mnie super, a co więcej efekt był widoczny nawet jeszcze przez kolejne dni :)

Miejsce 2 - napinająca maska z 24k złotem i perłą
Tutaj proszek był kremowy i połyskiwał złotymi i białymi drobinkami, wyglądało to więc mega :D Działanie w sumie było podobne do wersji z 1 miejsca, nie widzę większych różnic pomiędzy nimi. Ale myślę, że ta wersja była fajną opcją przed większym wyjściem, chociażby świętami czy sylwestrem :) Miałam bowiem wrażenie, że dodatkowo rozjaśniała cerę.

Miejsce 3 - algowa maska głęboko nawilżająca
Ta wersja z kolei miała niebieski kolor i intensywnie dało się wyczuć miętowy, mentolowy zapach. Podczas noszenia jak można się domyśleć dawała dość mocne uczucie chłodu. Jest więc ona idealnym rozwiązaniem na lato, albo po prostu relax po intensywnym dniu. Po zdjęciu dawała uczucie odświeżenia i ukojenia - uspokojenia cery. Nawilżenie też było zauważalne, ale jak dla mnie nie było jakieś mocne. Być może stosując ją przez dłuższy czas byłoby lepsze :)

Miejsce 4 - glinkowa maska głęboko oczyszczająca
Wersja oczyszczająca miała intensywny, cytrusowy zapach - mówiąc szczerze nieco chemiczny. W proszku znowu były zatopione jakieś małe drobinki, ale trudno tutaj ocenić co to tym razem mogłoby być :D Po użyciu twarz była delikatnie zmatowiona, wygładzona, a pory jakby oczyszczone. Chociaż nie jest to jakiś efekt detoksu jak po glince, jeśli wiecie o co mi chodzi. Jest łagodniejszą wersją :)

Miejsce 5 - rewitalizująca maska z witaminą c
Na koniec wiśniowa wersja - tutaj liczyłam na super zapach, a najbardziej się zawiodłam, bo był on chemiczny. Miałam też wrażenie, że efekt 'po' nie utrzymywał się tak długo jak w poprzednich wersjach. Jednak zaraz po użyciu cera była ukojona i delikatnie wygładzona.

Jak widzicie część wersji bardzo przypadła mi do gustu, druga nieco mniej, ale mimo wszystko jestem zdecydowanie zachwycona tymi maskami ♥ Nie przeszkadza mi wcale to, że trzeba je samemu przygotować - nie mam z tym najmniejszego problemu i nawet to lubię :) Jest to super rozwiązanie na 'wieczór spa'. Jedyne do czego mogę się przyczepić to cena - kosztują ok. 12 zł, a wersja złota bodajże 13 zł. Jak na jednorazowe użycie jest to jednak dość sporo.. A jak Wy uważacie?

Znacie je? Jeśli tak - jak wygląda Wasz ranking? Jeśli z kolei nie - która wersja Was kusi? :D


Czytaj dalej

Marka pod lupą: BANIA AGAFII - moje HITY. Na jakie kosmetyki tej marki warto zwrócić uwagę?

Heeej :)
Dzisiaj mam dla Was post, który mam nadzieję, rozpocznie na moim blogu nową serię. Na pewno nie jestem pierwszą osobą u której taki wpis się pojawia. Zawsze jednak czytam takie wpisy z przyjemnością u innych, więc mam nadzieje, że i u mnie się one sprawdzą. Poza tym mam wrażenie, że właśnie różnego typu zestawienia kosmetyczne są chętniej czytane, niż zwykłe recenzje.
O czym mowa? Na jaki temat będzie nowa seria? Będzie ona dotyczyła jednej marki kosmetycznej i w poście poświęconym jej będę głównie pisać o produktach z jej oferty na które warto zwrócić uwagę. Czasami wspomnę też o przeciętniakach, czy ewentualnie bublach, ale głównym celem jest pokazanie kosmetyków wartych uwagi :)

Dodam jeszcze, że zdjęcia w tych postach będą często 'z różnych parafii', bo będę zbierać je z różnych postów. Wiadomo, że nie mam zawsze w domu samych kosmetyków danej marki, żeby móc im zrobić specjalne zdjęcia :D Często będą one podglądowymi, przykładowymi..

Na pierwszy ogień idzie rosyjska marka - Bania Agafii, tudzież czasami Babcia Agafia. Kiedyś było dużo trudniej ją dostać, a teraz jest na prawdę całkiem niezły dostęp do tych kosmetyków. Sporo z nich znajdziemy chociażby w hebe, czy w mniejszych drogeriach np. wispolu i oczywiście sklepach z naturalnymi kosmetykami.
Teraz czas na konkretne kosmetyki - jakie są moje hity tej marki?

MASECZKI DO TWARZY
Nie mogłam zacząć inaczej, niż właśnie od tych produktów. Moja przygoda z maseczkami Babuszki zaczęła się już dobre kilkanaście miesięcy temu. Ale nadal trwa w najlepsze i niemal zawsze mam w łazience którąś z wersji tych masek. Do przetestowania pozostała mi ostatnia sztuka z ich oferty, a po tym zrobię Wam małe porównanie zbiorcze maseczek :) Co prawda mam kilka które szczególnie przypadły mi do gustu i świetnie się u mnie sprawdziły, ale każda z nich jak dla mnie jest warta uwagi. Wiem, że sporą część osób te maski podrażniły, jednak u mnie nie miało nigdy to miejsca.

MYDŁA DO WŁOSÓW I CIAŁA
Jeśli chodzi o mydła tej marki to są to dla mnie najbardziej oryginalne kosmetyki, które firma ma ofercie. Nie wiedziałam bowiem wśród innych marek kosmetycznych podobnego typu kosmetyków. Sama miałam dwie wersję: miodową i czarną. Oba z nich bardzo polubiłam - przede wszystkim za ich ciekawą konsystencję, dobre i zarazem łagodne oczyszczanie, wydajność i wielofunkcyjość.. Sama używam ich co prawda głównie do włosów, zdarza mi się czasami też do twarzy, ale z powodzeniem można by także próbować je stosować do mycia ciała. Byłyby więc opcją idealną na wyjazdy, gdyby nie fakt, że są to jednak sporych rozmiarów produkty (0,5 litra) :D

SZAMPONY DO WŁOSÓW
Czas zagłębić się jeszcze bardziej w tematy włosowe.. W tej kategorii zdecydowanie na uwagę zasługują szampony. Podobnie jak w wypadku maseczek tu także przetestowałam sporą ich ilość. W ofercie marka posiada jakby dwie serie szamponów w różnych opakowaniach. Jak dla mnie oprócz tego bardzo się one od siebie nie różnią jeśli chodzi o działanie. Sama częściej stawiam na wersję 'mniejsze', pewnie z przyczyn czysto ekonomicznych.. :D Jednakże wszystkie szampony z ich oferty sprawują się na prawdę dobrze i świetnie radzą sobie z oczyszczaniem włosów. Nie trafiłam tutaj jeszcze na spektakularnego bubla. Najwięcej opakowań wydaje mi się, że zużyłam nalewki ziołowej do włosów, czyli szamponu z pierwszego zdjęcia. Jego recenzję znajdziecie tutaj.

OLEJ DO WŁOSÓW
Jeśli chodzi o ten produkt to on akurat jest jednym z moich najnowszych odkryć tej firmy. Używam go bowiem gdzieś od końca sierpnia. Muszę przyznać, że w tej roli radzi sobie całkiem nieźle, włosy po olejowaniu są błyszczące i pięknie się prezentują. Ma to być rzekomo wersja wzmacniająca, jednak nie zauważyłam tutaj jakiejś większej poprawy. Mimo to myślę, że jest to produkt godny uwagi. Dodatkowo zioła w rurce umieszczonej w butelce prezentują się niezwykle efektowanie :)

MASKI/BALSAMY DO WŁOSÓW
Na koniec mam dla Was produkty do których osobiście nie jestem do końca przekonana. Wiem, że wiele osób je chwali, jednak na mnie nie wywarły specjalnego wrażenia. Sama testowałam kilka wersji w saszetkach i jedną nieco większą w 'normalnym opakowaniu' - wzmacniającą. Każda z nich niby robiła co ma robić, ale na tle innych testowanych przeze mnie masek nie wyróżniała się jakoś szczególnie. Przede wszystkim nie powalała ich wydajność, bo starczały mi one raczej na dość krótki okres czasu. Być może inne wersje lepiej się by sprawdziły - dajcie znać, jeśli macie wśród balsamów do włosów tej firmy swoje hity :)

To wszystko jeśli chodzi o pierwszą część ;) Na koniec dodam, że produkty Bani cieszą się całkiem przyjemnymi składami, co tym bardziej zachęca do zakupów. Jak wspominałam na wstępie z większością produktów z tego zestawienia nie ma problemu ze stacjonarnym dostępem. Jedynie ciężej znaleść miodowe mydło i olej do włosów. Te produkty najlepiej szukać w sklepach internetowych :)

Znacie moje typy? Jakie produkty tej firmy polecacie? Mnie samą kuszą jeszcze ich produkty typowo do ciała jak peelingi, czy masła i dodatkowo jeszcze peelingi do twarzy :)
Czytaj dalej

Borówkowy mus do ciała BioLOVE - czy na pewno?

Heeeej :)
Kosmetyki Biolove w ostatnim czasie zyskały całkiem sporą popularność i podobną ilość fanów. Sama miałam okazję poznać kilka produktów z ich oferty m.in. balsam w spreju i peeling do ciała. O obydwóch kosmetykach mogliście już przeczytać na moim blogu, natomiast dzisiaj chciałam przedstawić Wam kolejny - borówkowy mus do ciała. Muszę przyznać, że już od samego początku miałam co do niego mocno mieszane uczucia i w sumie do tej pory jeszcze nie wiem czy potrafię jasno określić moje odczucia co do niego :D Jeśli jednak jesteście ciekawe co mnie w nim zachwyciło, a co przeciwnie to zapraszam do czytania :)
Już niejednokrotnie wspominałam Wam, że jestem zachwycona szatą graficzną tej marki. Wygląd kosmetyków jest minimalistyczny, ale jednak wyróżnia się na tle innych :) Nasz mus znajduje się w plastikowym, zakręcanym słoiczku o pojemności 150 ml. Dodatkowo pod wieczkiem znajduje się plastikowe zabezpieczenie.
Już po odkręceniu słoiczka da się wyczuć piękny borówkowy zapach. Sama porównałabym go do jogurtu jagodowego. Ale spotkałam się też z skojarzeniem jego woni z zapachem jogowafli i także jest to całkiem trafne porównanie :) Ogólnie jest on mega przyjemny dla nosa, nie chemiczny i zdecydowanie umilający aplikację. Należy do jednego z najpiękniejszych zapachów jakie spotkałam w kosmetykach :)
Nie wiem jak Wam, ale mi mus kojarzy się z leciutką, aksamitną, wręcz chmurkową konsystencją. No i rzeczywiście tak określiłam ją jak tylko ją zobaczyłam po raz pierwszy. Jednak jakie było moje zdziwienie jak okazało się, że zamienia się ona pod wpływem ciepła w gęsty olejek. Jeśli czytacie mnie dłużej to doskonale wiecie, że za olejkami do ciała nie przepadam.. Bardzo więc żałuję, że piankowa konsystencja jest w sumie obecna tylko w opakowaniu, a przy aplikacji czar pryska i zamienia się w niezbyt przyjemny (jak dla mnie) olejek.
Wszystko byłoby jednak fajnie, gdyby jeszcze olejek wchłaniał się w miarę szybko, a tutaj jest wręcz przeciwnie.. W sumie mam wrażenie, że praktycznie się on nie wchłania. Nie wyobrażam więc sobie go stosować latem, czy ogólnie rano. W zimniejsze wieczory, gdy zaraz po balsamowaniu wkładamy piżamkę jest do zniesienia. W sumie po czasie idzie się przyzwyczaić i muszę stwierdzić, że już tak nie przeszkadza :D
Muszę jednak przyznać, że działanie może nam sporo zrekompensować, bo nawilża on na prawdę porządnie! Zaliczyłabym go do jednego z najlepiej nawilżających balsamów. Podejrzewam, że nawet mocno wymagające osoby z suchą skórą będą zadowolone. U mniej wymagających osób pewnie sprawdzi się stosowany nawet np. co 2 dzień :) Na plus także zasługuje naturalny skład pełen dobroci i olejków.
Teraz gdy skończyłam cały słoiczek muszę stwierdzić, że całkiem polubiłam się z tym produktem mimo wszystko. Pewnie głównie to zasługa zapachu sprawiła, że chętnie po niego sięgałam.. Chociaż uważam, że na pewno nie jest to produkt do stosowania przez cały rok. W zimniejszych miesiącach jest na prawdę fajnym rozwiązaniem :) Sama jestem ciekawa pozostałych wersji zapachowych. 
Zarówno mój mus jak i inne kosmetyki marki znajdziecie w drogerii internetowej Kontigo. Stacjonarnie są do dorwania w Warszawie i Poznaniu jeśli się nie mylę. Część wersji zapachowych tych musów z tego co wiem pokrywa się z tymi z oferty Nacomi - są to siostrzane marki :)

Znacie musy Biolove? Może możecie je porównać z Nacomi? Jakie wersje zapachowe miałyście okazje wypróbować?
Czytaj dalej

Maseczka z zieloną glinką od Eveline - alternatywa dla klasycznych glinek!?

Heeeej :)
Jak wiecie jestem fanką wszelkich maseczek do twarzy, przetestowałam ich już sporo, a jeszcze więcej przede mną :D Nie tak dawno wykończyłam maseczkę z glinką zieloną od Eveline, która jest stosunkową nowością na drogeryjnych półkach. Jeśli jesteście ciekawe jak wypadła w porównaniu z klasycznymi glinkami, które wcześniej stosowałam to zapraszam do czytania.
Maseczka znajduje się w szklanym słoiczku - jeśli o mnie chodzi średnio lubię akurat opakowania szklane. Kupujemy ją zapakowaną dodatkowo w kartonik na którym znajdują się wszelkie potrzebne nam informacje.
 Zapach jest bardzo delikatny i raczej miły dla nosa. Powiedziałabym nawet, że rzeczywiście czuć delikatnie zieloną herbatę przez co jest on nieco bardziej przyjemny od tego w klasycznych glinkach :) Konsystencja maseczki jest typowo kremowa i tu także wypada lepiej od glinek, bo nie zasycha tak szybko na 'skorupę'. Nie ma problemów więc z jej zmywaniem.
Producent informuje nas, że pojemność 50 ml powinna nam wystarczyć na 12 zabiegów. Sama starałam się liczyć ile razy używam maseczki, ale szczerze mówiąc średnio mi to wyszło :D Ale rzeczywiście liczba użyć była bliska 12 i raczej znacząco jej nie przekroczyła..
 Przy używaniu jej na zmianę z innymi produktami używałam jej ok. 2 miesiące. Zdążyłam więc ją dokładnie przetestować. O obietnicach producenta możecie przeczytać na zdjęciu wyżej. W skrócie cera po jej zastosowaniu powinna być oczyszczona i wygładzona. O ile z drugą obietnicą się w zupełności zgadzam to z pierwszą już tak średnio. To nie tak, że maseczka nie oczyszcza.. Robi to na prawdę delikatnie - tak, że kolejnego dnia nie widzę już większych efektów. Za to wygładzenia nie mogę jej odmówić, bo twarz po jej użyciu jest mięciutka, a sam koloryt jest wyrównany. Dodatkowo po użyciu zyskujemy fajne zmatownie cery.  Na dłuższą metę jednak nie zanotowałam zmniejszenia produkcji sebum, czy zwężenia porów.
Maseczka jest więc nie najgorszą opcją na małe domowe spa, jednak jeśli oczekujemy mocnego oczyszczenia to możemy się dość mocno zawieść. Znam bowiem w tej kwestii sporo dużo lepszych masek jak np. babuszki agafii, czy właśnie same glinki :)
Produkt kupicie w cenie regularnej za ok. 20 zł, ale warto szukać jej na promocjach. Z dostępnością nie powinno być problemu - sama kupiłam ją w hebe, ale też na pewno w Rossmannie jest dostępna :) Wiem, że w ofercie marki znajduje się także wersja węglowa i pewnie nie omieszkam sama jej wypróbować. Być może ona wypadnie nieco lepiej od tej koleżanki :D

Znacie już maseczki Eveline? Jak u Was się sprawdziły?
Jakie inne maseczki jesteście w stanie mi polecić? :)
Czytaj dalej

Nowości w mojej kosmetyczce - czy udało mi się przeżyć październik i listopad za 50 zł?

Heeej :)
Kilka dni temu zaczął się jeden z moich ulubionych miesięcy w ciągu roku, więc najwyższy czas podsumować moje kosmetyczne zakupy z dwóch poprzednich miesięcy. Nadal próbuję zmieścić się w ustalonym limicie 50 zł, ale doskonale wiecie, że różnie mi to dotychczas wychodziło :D Jeśli jesteście ciekawe czy tym razem mi się udało to zapraszam do czytania! :)
Zanim przejdziemy do moich zakupów, na zdjęciu wyżej możecie zobaczyć nagrodę z instagramowego rozdania u Kasi. Muszę przyznać, że bardzo ucieszyłam się, gdy dowiedziałam się, że będę miała okazję przetestować nowe maseczki od Lirene. Już teraz mogę Wam zdradzić, że bardzo przypadły mi do gustu :) Więcej przeczytacie za jakiś czas w zbiorczym zestawieniu, jak tylko wypróbuję wszystkie rodzaje.
Początkiem października w hebe ruszyła promocja -40% na pielęgnacje twarzy, więc skorzystałam z okazji kupując moje ulubione serum z Bielendy. Zapłaciłam za nie 15 zł. Jako, że skończyła się mi glinka w koszyku wylądowała maseczka Eveline z zieloną glinką. Od jakiegoś czasu już chciałam ją kupić, więc teraz nadarzyła się okazja idealna :D W promocyjnej cenie dałam za nią 13,20 zł.  Innym razem skusiłam się w promocji na stosunkowo nową wersję maski kallos (ok. 9 zł).
Na powyższym zdjęciu możecie z kolei zobaczyć całe moje zakupy z promocji na kolorówkę w Rossmannie. Przy zamówieniu online skusiłam się na sławny tusz Maybelline (16,65 zł). Dodatkowo w cnd (1,80 zł) dorwałam maseczkę Bielendy - ostatnio bardzo polubiłam się z ich saszetkami :) Podkład Lirene (15,75 zł) zamówiłam online, ale że nie było go na magazynie to udało mi się go dorwać stacjonarnie. Na promocji skusiłam się też lakier miss sporty (3,15 zł) w pięknym kolorze i ulubiony zmywacz 'na zapas'. On dodatkowo był w promocji więc wyszedł mega tanio, nie pamiętam ile dokładnie kosztował, ale na pewno mniej niż 1,80 zł.
Pierwsze listopadowe zakupy to same niezbędniki i następcy kończących się produktów. Jak wiecie bardzo lubię mydełka z Elfa pharm, więc tym razem postanowiłam wypróbować kolejną wersję. Zapomniałam jednak, że dziegieć nie zachwyca zapachem, aleee jakoś zużyje ;D Mydło kosztowało 3,60 zł. Szampon babuszki także widzicie nie pierwszy raz, tym razem jest to wersja tonizująca (5,90 zł). Peeling z Selfie project kusił mnie od jakiegoś czasu, więc jak tylko trafiła się promocja nie wahałam się zbyt długo nad zakupem (ok. 11,50 zł).
W listopadzie w jednej z drogerii natrafiłam też na obniżkę -40% na markę Eveline, wzięłam więc na wypróbowanie dwie maseczki. Niebieska, naprawcza wyszła po 1,10 zł, a rozświetlająca 1,80 zł - kosztowały więc grosze :D
Na zdjęciu wyżej widzicie m.in. małe prezenty od siebie dla siebie jako nagrodę za małe sukcesy listopadowe :DD Postanowiłam spełnić dwa moje chciejstwa --> peeling Organic shop i korektor catrice. Peeling kusił mnie od dawna, a że była promocja to wykorzystałam okazję i zamiast nieco ponad 30 zł zapłaciłam 26 zł. Korektor kupiłam już w 'normalnej' cenie 15 zł :)
Masełko Bielendy przybyło do mnie z kolei przy okazji promocji 1+1 na zestawy w Rossmannie. Robiłam wtedy w sumie zakupy zbiorowe, ale dla mnie trafiło tylko to to masło. Po przeliczeniu kosztowało mnie jakieś 7 zł.
Z okazji czarnego piątku, drogeria hebe kusiła nas całkiem fajnymi obniżkami -50% m.in. na Bielende. Jako, że jest to jedna z moich ulubionych marek kosmetycznych nie mogłam odmówić sobie zakupów :D Głównym celem było kupno ulubionego serum (tak, już 2 butelki w tym zestawieniu :D) (12,50 zł) i płynu micelarnego. Jednak tym razem zamiast ulubionej niebieskiej - nawilżającej wersji skusiłam się na stosunkowo nową z serii zielona herbata (8,20 zł). Dodatkowo do koszyka wpadła maseczka peel off z węglem. Kosztowała 2,50 zł, więc jak dla mnie duuuuużo korzystniej wypadł jej zakup niż w cenie regularnej --> 5 zł :) Pewnie gdyby były dostępne jeszcze inne rodzaje tych nowszych maseczek to skusiłabym się i na nie.. :D W koszyku wylądował też dezodorant dove. Bardzo je lubię, ale akurat tej wersji jeszcze nie miałam - kosztował 5 zł.

Na koniec zostawiłam najlepsze.. :D Kilka dni temu udało mi się wygrać kalendarz adwentowy Douglasa na blogu perfect foundation. Z czego się mega ucieszyłam, bo zawsze chciałam taki kosmetyczny kalendarz i w końcu moje małe kosmetyczno - świąteczne marzenie się spełniło. Dziękuję! ♥ Zdjęcie dodaje z internetu, bo paczka jeszcze do mnie idzie :)

Sumując wydatki: październik--> ok.76 zł, listopad --> ok. 100 zł. Cóż trochę mi się poszalało, ale.. nie żałuję :DD Jestem wręcz zadowolona, bo większość kosmetyków zakupiłam w całkiem niezłej cenie :)

Co Was najbardziej zaciekawiło? Znacie coś z moich nowości? Jak u Was sprawdzają się te produkty? :)
Czytaj dalej

Przegląd kulturalny - październik, listopad.

Heeej :) 
W październiku nie ukazał się post z przeglądem kulturalnym, bo nie miałam zbyt wiele do pokazania, więc dzisiaj zapraszam Was na dwumiesięczne zestawienie :) Jeśli jesteście ciekawe jakie filmy obejrzałam i jaka muzyka mi towarzyszyła przez te miesiące to zapraszam!

Muzyka
 Ed Sheeran - Perfect


KORTEZ - Nic Tu Po Mnie


Ania Dąbrowska - Z Tobą Nie Umiem Wygrać 

Sarsa - Motyle i Ćmy

Przy wyborze muzycznych propozycji do dzisiejszego zestawienia miałam utrudnione zadanie, bo było ich na prawdę sporo w ciągu tych dwóch miesięcy.. 
Na początek klasyk, który towarzyszy mi do dzisiaj od samego października czyli Ed z piosenką Perfect. Największym odkryciem tych miesięcy z kolei jest utwór Nic tu po mnie Korteza♥ Bardzo lubię twórczość Ani Dąbrowskiej, więc i jej nowa piosenka wpadła mi w ucho (chociaż powoli w sumie zaczyna mi się nudzić :D). Sarsy z kolei nie jestem jakąś wielką fanką, aczkolwiek zamieszczona propozycja nawet jej się 'udała' :D

Filmy
http://www.filmweb.pl/film/Prze%C5%82%C4%99cz+ocalonych-2016-658802
 Przełęcz ocalonych
Schyłek II wojny światowej. Podczas krwawej bitwy o Okinawę amerykański sanitariusz odmawia noszenia broni i zabijania z powodów moralnych.
Już na sam początek mam dla Was prawdziwą perełkę w tym zestawieniu i ogólnie wśród filmów jakie widziałam. Obejrzeliśmy go z bratem w sumie ze względu na wysokie 37 miejsce w rankingu najlepszych filmów filmwebu. Sama nie jestem do końca przekonana do filmów wojennych, ale ten film nie do końca w sumie jest typowym filmem z tego gatunku. Opowiada o wierze, miłości o wojnie, a zdanie z plakatu idealnie go opisuje. Mimo, że trwa ponad 2 h praktycznie nie nudziłam się oglądając go, a wiele momentów może poruszyć widza. Zdecydowanie jest godny polecenia i wyróżniający się na tle innych! :)

http://www.filmweb.pl/film/Labirynt-2013-507169
Labirynt
6-letnia córka Kellera Dovera i jej koleżanka zostają uprowadzone. Zirytowany bezradnością policji ojciec bierze sprawy w swoje ręce.
Tutaj kolejny film obejrzany z bratem, kolejny wysoko w rankingu filmwebu i w sumie.. kolejna godna uwagi propozycja. Tym razem mamy dobry thriller trzymający widza w napięciu. Nawet mój brat który zazwyczaj w filmach z tego gatunku szybko domyśla się zakończenia, tutaj nie do końca go przewidział :D Tak więc jeśli lubicie filmy, gdzie do końca nie wiadomo jak ich fabuła się skończy to będzie to idealna propozycja dla Was. No i samo umieszczenie go wśród 500 najlepszych filmów przemawia za tym, że jest to ciekawa propozycja :)

http://www.filmweb.pl/film/You+Get+Me-2017-768966
You get me
Tutaj całkiem inna propozycja i średnio udana.. Jak dla mnie to taka typowa, wręcz banalna szkolna historia, z których chyba już wyrosłam :D Było wiele filmów w podobnej jeśli nie identycznej tematyce, nawet zakończenie jest łudząco podobne do innych podobnych do tego filmów. W skrócie dziewczyna z problemami psychicznymi zakochuje się w 'zajętym' facecie.. - chyba nawet po tym jesteście w stanie domyśleć się zakończenia!? :D Ta propozycja akurat netflixowi wyszła bardzo słabo. 


http://www.filmweb.pl/film/Sms+do+ciebie-2016-778918
Sms do Ciebie
Clara nie potrafi pozbierać się po śmierci ukochanego. Ciągle wysyła wiadomości na numer należący do zmarłego. Nie wie, że numer został przydzielony owdowiałemu dziennikarzowi Markowi.
Na koniec mam dla Was raczej nie znaną propozycję, bo nawet na filmwebie posiada niewiele głosów. Jest jednak warta obejrzenia jeśli szukacie niewymagającego filmu i lubicie komedie romantyczne. Na uwagę zaskakuje przede wszystkim ścieżka dźwiękowa, która nadaje filmowi fajny klimat. Aktorzy też świetnie grają swoje role, a w samym filmie jest kilka zabawnych momentów. Więc jeśli tylko lubicie ten gatunek to myślę, że możecie się po prostu dobrze bawić oglądając go ;)

To już wszystkie propozycje - coś jest Wam znane? Do obejrzenia któregoś filmu Was zachęciłam?
Może sami jesteście w stanie mi coś polecić godnego obejrzenia? :)
Czytaj dalej

Etykiety

4 pory roku AA Alterra alverde anatomicals avon Balea Balmi balsam do ciała balsam do ust Barwa bebeauty bell Bi-es Bielenda Biolove catrice celia ciało cienie do brwi denko dermena dm Dr.Konopka's ecocera efektima elfa-pharm eos essence Eveline Evree Farmona film Flormar Garnier gliss kur Golden Rose Green Pharmacy Himalaya hity roku Holika holika Ingrid Isana Jantar Joanna Kallos kobo kolastyna kolorówka korektor pod oczy kosmetyczne premiery kosmetyczni ulubieńcy krem bb krem cc krem do rąk krem do twarzy krem pod oczy książki kulturalne podsumowanie roku L'biotica La Rive lakier do paznokci lemax lifestyle Lirene liście manuka Loreal lovely Luksja makijaż Marion mariza maseczka do twarzy maseczki w płachcie maska/odżywka do włosów masło do ciała Maxfactor Maybelline mini recenzje miss sporty Miya miyo mus do ciała muzyka my secret mydło do ciała i włosów Nacomi naklejki wodne Natura Estonica naturalnie Neutrogena niekosmetyczni ulubieńcy nivea nowości oceania odżywka do paznokci Oillan olej do włosów olejek do twarzy Organic shop Organique organizacja Originals Palmolive paznokcie peeling peeling do rąk peeling do skóry głowy peeling do twarzy perfecta pianka do twarzy pianka pod prysznic pielęgnacja pielęgnacja twarzy planet spa płyn micelarny podkład podróże pomadka promocja na kolorówkę w Rossmannie promocja na pielęgnacje twarzy w Rossmannie prywatnie Przegląd kulturalny przegląd marki puder Rimmel Rival de Loop rosyjskie kosmetyki bani agafii Sally Hansen Seche Vite selfie project serial serum skarpetki złuszczające soraya Stara Mydlarnia Sylveco szampon tag tanie kosmetyki Tatry tołpa tonik top coat treaclemoon Tutti Frutti twarz Ulubione blogi usta Venus Vianek Vipera wcierka wibo wieczorna pielęgnacja wishlista włosy wygląd bloga wyjazdowa kosmetyczka wzorki na paznokciach Yves Rocher zagraniczne kosmetyki ziaja żel aloesowy żel do brwi żel pod prysznic
me & my passions © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka