Krem - maska do nocnej regeneracji 'świeża figa' od Tołpa - jedno z większych zaskoczeń minionego roku.


Mój stosunek do produktów marki Tołpa jest mocno mieszany. Kilka produktów określiłabym jako mocno przeciętne (np. peeling do ciała z tego wpisu), niektóre z nich okazały się bublami (np. krem-maska do twarzy), a inne z kolei bardzo dobrze wspominam (np. matujący krem do twarzy, czy krem do rąk o którym pisałam tutaj). Kiedy dostałam krem - maskę do nocnej regeneracji z serii Nature Story nie liczyłam na nic szczególnego. Przeciwnie - nieco się nawet go obawiałam, po przygodzie z podobnych produktem o którym wspominałam wyżej. Zostałam jednak pozytywnie zaskoczona. Dlaczego? O tym w dalszej części wpisu, zapraszam :)
Początkowo krem znajduje się w czarnym kartoniku z grafiką w większości w kolorze białym. Całość prezentuje się całkiem przyjemnie dla oka. Na kartoniku znajdziemy sporo informacji, nieco więcej niż na już właściwym opakowaniu np. skład, który tam nie jest już powtórzony. W dalszej części wpisu zobaczycie dokładniej to na zdjęciach ;)
Opakowanie właściwe to plastikowa tuba zamykana na 'klik' o pojemności 50 ml. Muszę przyznać, że takie rozwiązanie jest mega wygodne w użyciu :) Nie sprawia problemów z wydobywaniem kremu, dla wielu osób będzie ono też o wiele bardziej higieniczne niż słoiczek. Chociaż nie uważam się za jakąś wielką przeciwniczkę i takiej formy - w końcu kremów używamy w domu, a wcześniej myjemy ręce, więc ja nie widzę problemu :D
Konsystencja należy do tych gęściejszych i bardziej treściwych. Dla mnie jest bardzo przyjemna, szczególnie na zimę, kiedy szczególnie lubię bardziej treściwe kremy. Na lato już byłaby dla mnie nieco za ciężka. 
Zapach jest charakterystyczny, nie wiem jak pachnie figa, ale jestem w stanie uwierzyć producentowi, że krem pachnie właśnie nią :P Wiele osób pisało, że zapach został trafnie odwzorowany. Ba! Większość wręcz była nim zachwycona. Ja akurat tych zachwytów szczególnie nie podzielam, na początku nie byłam wręcz do niego przekonana. Z czasem do niego przywykłam i stał się dla mnie dość neutralny.
Krem nakłada się na twarz mega przyjemnie, zaraz po nałożeniu daje uczucie takiego ukojenia, zostawiając po sobie delikatny film. Nie jest jednak w żadnym stopniu tłusty, przeciwnie - szybko się wchłania i nie ma po nim śladu. Zostawia za to cerę przyjemnie nawilżoną i mega gładką. Podczas jego stosowania nie miałam problemów z suchymi skórkami, więc radził sobie na prawdę dobrze. Nie powiedziałabym natomiast, że wpływa na poprawę kolorytu, a o takim działaniu wspomina producent. Mimo niemal codziennego stosowania nie spowodował wysypu niedoskonałości, ani nic z tym podobnych rzeczy :)
Krem mimo, że z serii naturalnej z nazwy naturalny na pewno nie jest.. Mimo to okazał się na prawdę przyjemny i zostawił po sobie dobrze wspomnienia. Seria Nature Story dostępna jest jedynie w Lidlu, a krem kosztuje ok. 17 zł. Jednak wydaje mi się, że na promocji można go dorwać nawet taniej (?). Myślę więc, że cena jest całkiem fajna na tak przyjemnie działający krem - można się na niego skusić :) Cieszę się, że mogłam go wypróbować, bo pewnie sama bym się na niego nie zdecydowała.
Znacie ten produkt? Jak u Was się sprawdził?
Czytaj dalej

Kosmetyczne premiery, czyli co nowego czeka na nas w drogeriach? - grudzień, styczeń, luty.


Dzisiaj zapraszam Was na pierwszy w tym roku wpis dotyczący nowości jakie pojawią/pojawiły się w drogeriach. Zazwyczaj pisałam o premierach dla najbliższego miesiąca, ale tym razem zamiast 1 miesiąca będą 3. W grudniu właściwie niewiele nowości wartych uwagi wyłapałam, więc wpis się nie pojawił. Z kolei na przełomie grudnia/stycznia byłam mocno zabiegana, więc dzisiaj nadrobię zaległości jeśli chodzi o te miesiące. Nie przedłużając, bo będzie tego trochę zapraszam do czytania :)

GRUDNIOWE PREMIERY

W grudniu wśród nowości pojawiła się sama kolorówka, dominują marki własne Rossmanna. Najciekawszy jak dla mnie jest puder Lovely, chociaż sama nie jestem fanką słodkich woni w kosmetykach, a jak dobrze kojarzę ten ma zapach ciastek. Do tego ciekawie prezentują się też niektóre cienie wibo i pomadki Maxfactor.

STYCZNIOWE PREMIERY
Fa postawiło na 2 nowe serie wśród dezodorantów i żeli.. Jeśli się nie mylę zapach fioletowego żelu zdążyłam już sprawdzić w sklepie i był całkiem, całkiem :)
Nowości wśród żeli Isany dość mocno mnie zaskoczyły, bo oprócz nowego (dla mnie niezbyt interesującego) oliwkowego żelu z klasycznej serii, pojawią się 3 warianty w całkiem nowej odsłonie. Tutaj znowu szczególnie zaskoczyła mnie wersja '12 ziół', reszta zapachów taka klasyczna - bodajże mleko owsiane i kwiat wiśni.
Czym byłyby premiery bez kosmetyków Bielendy!? Marka przyzwyczaiła nas do nieustanych nowości w ich ofercie. Tym razem mamy serię z miodem manuka i mleczkiem pszczelim. Z pewnością nie jest to mój zapach, więc nie jestem aż tak nim skuszona jak zwykle.
Oprócz tego do oferty marki dołączą japońskie kremy w malutkich wersjach idealnych do torebki. Wszystkie posiadają kwiatowe zapachy. W ostatnim przeglądzie pokazywałam Wam piankę i peeling z nowej serii Isana young. Tym razem do jajecznej gromadki dołączy krem i maska, na tą drugą być może się skuszę, co do kremu nie jestem przekonana :D Dodatkowo w ofercie firmy pojawi się nowy dezodorant.
Z kolei do gromadki masek w płachcie Selfie project dołączą kolejne trzy jeżeli się nie mylę, tym razem powiedziałabym 'instagramowe' ;)
Całkiem ciekawą nowością jest też 'czarny' płyn micelarny Eveline, obok niego w premierach pojawiają się pomadki ochronne w wielu wersjach do wyboru.
Kolejne pomadki pojawią się w ofercie Nivea, która w sumie z nich słynie :) Muszę przyznać, że mimo, że nie jestem fanką marki to te nadające kolor w kredce wyglądają całkiem fajnie. Jeśli będą się dobrze spisywać być może się nawet na nie skuszę :D
Na koniec styczniowych nowości standardowo coś z kolorówki.. O paletach lovely słyszałam wiele dobrego, nawet już te które widzicie na zdjęciu wyżej zbierają już dobre opinie. Oprócz tego mamy korektory i rozświetlacze. Ten bananowy korektor szczególnie mnie ciekawi :)

LUTOWE PREMIERY
Premiery dotyczące najbliższego miesiące rozpocznę od nowości lubianej przeze mnie firmy Bielenda. Do miodowej serii nieco później dołączy seria z cukrem trzcinowym i węglem. Znowu takie 'zapachy' średnio mnie przekonują, ale maska + peeling pewnie będzie moja.
Do miodowej serii nieco później dołączy maseczka, która zapewne także w końcu będzie moja :D Oprócz tego wśród nowości kuszące masełka do rąk, czyli coś nowego na rynku oraz płyn micelarny. Jeśli jesteście ze mną dłużej to doskonale wiecie, że bardzo lubię ich płyny, więc i ten z nowej serii będzie w końcu mój :D
Isana z kolei znowu kusi żelami pod prysznic, alterra także nie pozostaje w tyle, bo i u niej znajdziemy nową wersję. Jeśli dobrze kojarzę ma być to wersja, której zapach jest długotrwały czy coś w tym stylu, także ciekawe.. :D
Obok żeli w ofercie marki pojawi się także krem do ciała o zapachu wanilii. Nowe żele w ciekawych wersjach z glinką pojawią się za to w ofercie Palmolive, a nowy pianka pod prysznic nivea ucieszy fanki takich konsystencji.
Wracając do pielęgnacji twarzy w ofercie firmy AA pojawią się nowe, ciekawe wersje płynów micelarnych, a u Neutrogeny peeling i maska.
Kolejne maseczki mają dołączyć grona kosmetyków firmy Dermaglin, choooociaż nie jestem pewna czy już ich nie widziałam w hebe.. Nowy - ananasowy carmex dołączy z kolei do grona balsamów tej firmy. Sama zdecydowanie nie należę do fanek tych produktów, ale wiem, że mają sporą grupę fanów :D
Nie tak dawno w Rossmannie pojawiła się nowa marka produktów Love beauty and planet, która z tego co wiem posiada w ofercie głównie kosmetyki do włosów - szampony i odżywki. W lutym do oferty dołączą produkty do pielęgnacji ciała m.in. balsamy. Oprócz tego w najbliższym miesiącu czekają na nas nowe warianty balsamów eos i nivea.
W ofercie Eveline pojawią się nowe kolory hybryd, z kolei marka Miss sporty zmienia chyba szatę graficzną swoich lakierów. W sumie oprócz etykietki na której pojawią się kolorowe nadruki nie zmieni się chyba nic, bo kolory wydaje mi się, że są identyczne jak te już teraz dostępne w sprzedaży :)
Zestawienie kończy kilka nowości do makijażu, czyli kredki do oczu Maybelline, pomadka i tusz także od nich oraz eyeliner od wibo. Zarówno pomadki jak i kredki oraz nawet tusz będą dostępne w kilku wersjach do wyboru, na grafice zamieściłam przykładowe odcienie ;)

Uff.. to wszystko na dzisiaj. Muszę przyznać, że nowości z 3 miesięcy to jednak sporo, mam wrażenie, że pisałam ten wpis wieki :D W sumie mimo tylu nowości jestem ciekawa najbardziej tych marki bielenda, a szczególnie ich nowego płynu micelarnego. Jeszcze pewnie coś ciekawego by się znalazło, ale już bez wielkiego 'chciejstwa' :)

Dajcie znać co Was zainteresowało ;) Czy może tym razem nie znalazłyście nic ciekawego?
Czytaj dalej

Kosmetyczne perełki odkryte w minionym roku - HITY 2018.


Na wielu blogach w ostatnim czasie można było zaobserwować wysyp postów z kosmetykami, które okazały się odkryciem minionego roku. Z wielką przyjemnością je czytałam, bo uważam, że to świetna okazja na poznanie bardzo dobrych kosmetyków wartych wypróbowania. Dlatego i ja nie pozostaję w tyle i już dzisiaj pokazuję Wam kosmetyki, które poznałam w minionym roku i które to okazały się być na prawdę genialne. Z przyjemnością będę do nich wracać i bez wahania mogę je Wam polecić :) Będzie typowo już dla mnie sporo pielęgnacji, ale znajdzie się też kilka produktów z działu 'kolorówka'. Nie przedłużając zapraszam do czytania, nie zapomnijcie jednak o kubku kawy/herbaty, bo jest tego 'trochę' :D
Zacznę od maseczek do twarzy, bo ich w 2018 zużyłam całkiem sporo, ale wyróżnić chciałam szczególnie dwie. Pierwszą z nich jest detoksykująca maska do twarzy - Black Rose od Evree. Poznałam ją na początku 2018 r, ale swoim działaniem zdecydowanie zapadła mi w pamięci. Sięgałam po nią gdy cera domagała się oczyszczenia i detoksu. Po jej użyciu skóra twarzy była ukojona, zauważalnie oczyszczona i po prostu prezentowała się o niebo lepiej niż przed użyciem maski. Do tego jak pisałam w recenzji miałam wrażenie, że przyczyniała się do redukcji zaskórników - a taki efekt powoduje niewiele masek. Dla cer mieszanych i tłustych moim zdaniem jest idealna!
Kolejna świetna maska dla cer mieszanych z tendencją do niedoskonałości to Regenerująca maseczka Kurkuma + Chia od Bielenda. Pochodzi ona ze stosunkowo nowej serii Bielenda o całkiem niezłym składzie, także już na wstępie mamy plus dla maski. Nie jest ona może tak oczyszczająca jak czarna maska Evree, bardziej powiedziałabym oczyszczająco - regenerująca. Ale łączy obie maski to, że obie były najczęstszym wyborem przy gorszych dniach mojej cery. Tutaj po użyciu cera była niezwykle miękka i promienna. Muszę tutaj dopowiedzieć, że lubiła ona barwić skórę, przez zawartość kurkumy, ale nie był to efekt transparentny i mi nie przeszkadzał w częstym jej używaniu :D Do tego ma ona jak dla mnie świetny - mega relaksujący zapach! Chociaż wiem, że nie wszyscy podzielają mój entuzjazm..
Bardzo rzadko polecam kremy do twarzy, bo jestem wybredna w tej kwestii. Także obecność kremu w tym zestawieniu to na prawdę coś! Jestem bardzo zadowolona z matującego kremu Bielenda z serii zielona herbata, więc musiałam o nim tutaj wspomnieć. Zwłaszcza, że zapomniałam o nim w postach z ulubieńcami. Stosowałam go latem i właśnie na tą porę roku jest moim zdaniem idealny! Ma lekką, kremowo - żelową konsystencję, błyskawicznie się wchłania i ma świeży zapach. Nie jest moim zdaniem typowo matujący, daje raczej taki satynowy efekt wygładzenia. Dodatkowo dba o stan nawilżenia i wpływa na niedoskonałości, podczas jego używania nie miałam bowiem problemu ani z suchymi skórkami, ani też nie pojawiały się zbyt często niedoskonałości. Osoby o cerze podobnej do mojej powinny się nim zainteresować :)
Ostatnim produktem do pielęgnacji twarzy jaki chciałam Wam polecić jest normalizujący tonik do twarzy Vianek. Tutaj znowu się powtórzę, że będzie idealny do cer z niedoskonałościami i skłonnych do przetłuszczania np. w strefie T. Nie jest on zbytnio nawilżający także inne cery mogę już nie być z niego zadowolone. Zresztą jak dla mnie nawet jest on lepszym wyborem na gorące miesiące, niż te zimne. Latem oprócz tonizowania przyniesie fajne odświeżenie i delikatnie uczucie chłodu podczas stosowania :) 
Jeśli chodzi o żele pod prysznic to bywam w tego typu produktach monotonna i zazwyczaj sięgam po sprawdzoną i tanią Isanę czy żele Balea. Jednak nie mogę nie wspomnieć o żelu Luksji, który w minionym roku okazał się prawdziwym odkryciem! Nie powiem Wam, że nawilża skórę, bo takich cudów nie ma od żeli co wymagać, ale polubiłam go za mega przyjemną kremową konsystencję i piękny tropikalny zapach! Na pewno sięgnę po inne wersję zapachowe, a Wam bardzo polecam żele z tej serii jeśli jeszcze ich nie mieliście. Dla mnie są dużo, dużo lepsze od żeli Dove, które są tak zachwalane przez wiele osób.
Kolejnym już kosmetyk marki Bielenda, który bardzo polubiłam minionego roku to peeling do ciała - bambus i zielona herbata. Jest to peeling cukrowy, więc działanie jest na prawdę konkretne, fanki mocnych zdzieraków będą zadowolone zdecydowanie! Do tego ma piękny, świeży zapach, który spodobał mi się od pierwszego użycia. Żałuję, że nie jest dostępnych więcej wersji zapachowych, oprócz mojej którą szczególnie polecam mamy jeszcze wariant z miodem i pomarańczą.
Gdybym miała wyróżnić balsam do ciała to z pewnością byłby to multi-regenerujący balsam do ciała Lirene z serii minerały morza martwego. Całkiem nieźle radził sobie z nawilżaniem ciała, chociaż dla skór mocno suchych może nie dać rady. Po jego użyciu skóra była gładka i miękka, na okres letni był dla mnie idealny. Do tego miał świetny morski zapach, który bardzo lubię w kosmetykach :) Fajnym dodatkiem były też niebieskie kulki zatopione w balsami, ale wiadomo, że to rzecz  bardziej ciesząca oko niż o jakichś większych właściwościach pielęgnacyjnych :D
Pierwszym kosmetykiem kolorowym, który absolutnie musiał znaleść się w tym zestawieniu jest podkład all matt plus - Catrice. Długo szukałam czegoś co zastąpi mi ukochany podkład Rimmela, który został wycofany i chyba w końcu znalazłam zamiennik! Podkładu używam od jesieni, więc nie wiem do końca jak radziłby sobie latem, ale na zimniejsze miesiące był idealny. Polubiłam go przede wszystkim za przyjemną, kremową konsystencję, która bez problemu rozprowadza się nawet bez użycia gąbeczki. Na twarzy jest totalnie nie wyczuwalny - na co zwracam szczególnie uwagę i co też ważne nie ciemnieje po nałożeniu. Wiem, że wiele osób podziela moje zdanie na jego temat, więc pewnie większość z Was doskonale go zna. Sama żałuję, że poznałam go dopiero teraz i z pewnością będę do niego wracać!
Pomadka która totalnie skradła moje serce to Isa Dora - ultra matt liquid Lipstick. Numer 01 Nude attitude okazał się być idealnym nudziakiem, którego od dawna szukałam! Nie jest brązowy jak większość odcieni nude, przeciwnie - ma w sobie jak dla mnie nuty brudnego różu. Jest idealny na codzień - po prostu :) Aktualnie szukam jego zamiennika, bo niestety to tylko miniaturka, którą znalazłam w kalendarzu douglas. Także, ktokolwiek widział ktokolwiek wie.. :D
Korektor Catrice jest doskonale znany większości osób, więc nie ma co się nad nim rozwodzić. Zastanawiałam się, czy w ogóle go tutaj umieszczać, jednak okazał się na tyle fajny, że mam już kolejne opakowanie, a w planach następne także.. musiałam! :) Używam go pod oczy, ale wiem, że i na niedoskonałości u wielu dziewczyn się sprawdza.
Odżywka Maxium growth - Sally Hansen to kolejny kultowy produkt, którego nie mogłam pominąć w tym zestawieniu. Nie jestem pewna czy poznałam go w 2018 r, czy nieco wcześniej, za to jestem przekonana, że jest to jedna z najlepszych, jeśli nie najlepsza odżywka jaka miałam! Bardzo poprawiła stan moich paznokci, które stały się mocniejsze i przestały się rozdwajać. Być może miała też wpływ na ich wzrost, ale w sumie nigdy nie miałam problemu akurat z wolnym wzrostem, więc tutaj nie jestem do końca pewna tego działania.
Balsam do ust My Super Balm od Evree to z pewnością produkt z którym znam się dłużej niż od roku. Jednak podczas minionego roku, sięgałam po niego na prawdę często. Jest on piekielnie wydajny przez swoją zbitą konsystencję! Nie jestem pewna, czy nawet zdołam go zużyć do końca daty ważności.. Jednak w kontakcie ze skórą zmienia swoją konsystencję na przyjemny olejek, który od razu przynosi ulgę ustom. Skład też jest bardzo fajny jak na drogeryjny kosmetyk, na pewno będę wracać do balsamów tej firmy, bo to jedne z najlepszych produktów do ust jakie używałam :)

Znacie moich ulubieńców? Jesteście tak samo z nich zadowolone jak ja?
Jakie kosmetyki zachwyciły Was w 2018 roku?
Czytaj dalej

Aksamitny mus do ciała do skóry suchej - czy na pewno? Czyli o kolejnym rozczarowaniu od Neutrogena.


Muszę przyznać, że nigdy nie byłam specjalną fanką marki Neutrogena, niewiele kosmetyków tej marki mnie kusi ogólnie i rzadko decyduje się na ich produkty. Jednak po pojawieniu nowej serii Hydro Boost byłam nią mega zaciekawiona, że postanowiłam skusić się na któryś z produktów do pielęgnacji ciała. Ostatecznie zdecydowałam się na aksamitny mus do skóry suchej i w sumie był to zakup w ciemno, bo wcześniej nie czytałam opinii na jego temat.
Opakowanie to plastikowy słoiczek o pojemności 200 ml. Jest on dodatkowo zabezpieczony sreberkiem, więc mamy pewność, że nikt wcześniej nie próbował dostać się do środka. Szata graficzna jest w sumie podobna w całej serii - niebieska, minimalistyczna, miła dla oka. Na opakowaniu nie ma zbyt wielu informacji w języku polskim na temat produktu - oprócz składu znajdziemy jedynie krótki opis, który zobaczycie na jednym z kolejnych zdjęć.
Po odkręceniu słoiczka pierwsze na co zwróciłam uwagę to zapach. Początkowo byłam nim wręcz zachwycona! Mimo, że dość sztuczny bardzo mi się spodobał - wydawał się taki delikatny, kwiatowo - wodny, no cudo :D Jednak wraz z kolejnym użyciami na myśl przywodził mi zapach płynu do prania i nieco ostudził mój zapał wobec niego.
 Konsystencja musu jest jednym słowem dziwna.. Niby lekka, ale przy większej ilości lubi smużyć i zostawiać ślady na ciele. Określiłam to jako coś a'la miąższ przy sokach, ale spotykałam się też z porównaniem do wosku, także coś w tym jest. Przy mniejszej ilości wydaje się, że skóra jest mega wygładzona, ale po przejechaniu ręką czuć znowu tą woskową warstwę, która zaczyna się rolować.
 Właśnie to spowodowało, że mus męczyłam bardzo dłuuugo. Dobrze, że zdecydowałam się go używać po lecie, bo w gorących miesiącach byłby zapewne jeszcze większą katastrofą.. Nawilżenie na pewno nie jest tak intensywne jak to opisuje producent, dla mnie raczej złudne, przez tą warstwę jaką zostawia.
Mus znajdziecie w Rossmannie za ok. 17 zł, na promocji można go dorwać nawet za 12 zł. Jednak nie mogę go od siebie zbytnio polecić, jeśli już kusi Was ta seria to myślę, że lepszym wyborem byłby balsam. Jest nieco droższy, ale wiele osób go poleca, więc będzie zapewne też lepszy :)

Znacie tego gagadka? Jak się sprawdził? A może miałyście balsam i macie jakieś porównanie? :)
Czytaj dalej

Denko - listopad, grudzień + ile kosmetyków zużyłam w 2018 roku?


Z małym opóźnieniem przychodzę do Was z denkiem z ostatnich miesięcy minionego roku. Ostatnio byłam zabiegana i wciąż brakowało mi czasu, stąd ta mała obsuwa. Oprócz zużyć, jak rok temu w poście przedstawię zestawienie moich zużyć z całego minionego roku. Jeśli jesteście ciekawe ile kosmetyków zużyłam w 2018 to zapraszam do czytania. Ale na początku czas rozliczyć się z listopadowych i grudniowych zużyć.
✔ Żel pod prysznic Luksja - marakuja i granat
Bardzo fajny żel o przyjemnej kremowej konsystencji i pięknym egzotycznym zapachu ♥ Chętnie do niego wrócę i wypróbuję inne wersje, bo pozytywnie mnie zaskoczył.
✔ Żel pod prysznic Isana - pomarańcza i cynamon
Używałam tego żelu w okresie przedświątecznym i wtedy sprawdzał się idealnie. Na dłuższą metę nie jest to może mój zapach, ale na zimowy okres jak najbardziej - chętnie wrócę do niego za rok o ile będzie dostępny :D
✘ Żel Isana - biała herbata
Ta wersja limitowana z kolei mnie specjalnie nie zachwyciła. Na początku było spoko, nawet mi się podobała, ale im dłużej jej używałam tym bardziej wydawała mi się zwyczajna.
~ Peeling do ciała Organic Shop - trawa cytrynowa
 Bardzo fajny peeling - lubię ogólnie zdzieraki tej firmy za dobre działanie. Tutaj też nie było gorzej, ale zapach nie do końca mi się podobał, więc będę szukać czegoś lepszego w innych wersjach :)
✘ Mus do ciała Neutrogena
Jeden z gorszych kosmetyków do pielęgnacji ciała jakich używałam - zostawiał nieprzyjemną woskową warstwę, nawilżenie było znikome i zapach też na dłuższą metę mnie męczył.
✔ Szampon Bania Agafii
Często wracam do szamponów tej marki - dobrze myją włosy, a przy tym jakoś specjalnie ich nie plączą. Przy mniejszej ilości czasu można nawet sobie darować odżywkę ;) Do tego kosztują niewiele.
Przyjemna maska, choooociaż nie zachwycająca moim zdaniem :) Trzeba było uważać, żeby nie przesadzić z jej ilością. Ale ogólnie miło się jej używało, kiedyś może jeszcze do niej wrócę, a na pewno wypróbuję inne wersje z tej serii.
Całkiem przyjemny produkt, warty wypróbowania. Jednak w porównaniu do mojego ulubieńca z kwasem migdałowym również Bielenda wypada znacznie słabiej. Na dłuższą metę przy nim nie zostanę, ale cieszę się, że go wypróbowałam ;)
Świetny produkt, który bardzo przypadł mi do gustu ♥ Z pewnością wrócę do niego latem, bo oprócz dobrego działania fajnie chłodził podczas używania.
Mam mocno mieszane uczucia co do niego - latem fajnie koił i chłodził cerę, ale już w zimniejszych miesiącach nie widziałam za bardzo zastosowania dla niego. Wyjątkiem jest zastosowanie do włosów np. pod olejowanie - tutaj sprawdzał się super, niezależnie od pory roku. Jeśli do niego wrócę to na pewno bliżej cieplejszych miesięcy :)

✘ Maseczka do twarzy Marion
Nie widziałam zbytnio efektów jej działania - krzywdy mi nie zrobiła, ale była mocno przeciętna. Nie spotkamy się ponownie.
Świetny produkt w niskiej cenie! Lubię do niego wracać, bo zdzieranie jest na prawdę dobre, a do tego daje przyjemne uczucie oczyszczenia :)
Kolejny przyjemny produkt w tym denku, ale znowu czegoś mi w nim zabrakło. Fajnie wygładzał cerę, która była po jego zastosowaniu niesamowicie gładka i ukojona - to jego największe zalety. Jednak z drugiej strony znam wiele masek o takim działaniu i kilka o znacznie lepszym.
✘ Dezodorant Fa 
Działanie na zimę było całkiem dobre, ale na dłuższą metę zapach mnie męczył. Dodatkowo podejrzewam, że latem działanie by mi już nie odpowiadało więc już do niego nie wrócę.
~ Żel do golenia Balea
Ułatwiał depilację i miał ładny zapach - robił co miał robić. Jak będę miała okazję to może do niego wrócę.
Bardziej z niego gadżet niż dobrze nawilżający dłonie kosmetyk. Czasami miałam wręcz wrażenie, że wysuszał dłonie, zamiast je nawilżać.. 
✔ Płatki Bebeauty 
Moi ulubieńcy, odkąd poznałam duże wersje tylko je kupuję :) 
Maseczki w saszetkach
Tym razem nie ma tutaj specjalnego szału - Lirene i Marion były całkiem okej, ale bez większych zachwytów. Kolagenowa w płachcie z kolei od razu wylądowała w koszu, bo rozdarła się podczas nakładania :D

Na koniec podsumowanie zużyć z 2018 roku. Myślę, że to fajny sposób na zobrazowanie tego ile zużywamy kosmetyków w ciągu roku - i w takim celu głównie go zrobiłam ;) Można zobaczyć ile tak na prawdę produktów używamy, żeby nie gromadzić niepotrzebnych zapasów. Tym razem daruje sobie długie komentarze, żeby nie wyszedł post tasiemiec :D Ale dodam kilka zdań porównując zużycia z 2018 do 2017 (zestawienie z nimi znajdziecie tutaj).


ml sztuk
Pielęgnacja twarzy 3420 28
Pielęgnacja ciała 8705 35
Pielęgnacja włosów 8455 20
Zapachy  855 7
Kolorówka 289,1 17

21724,1 107

 W minionym roku zużyłam więcej produktów z 'kategorii' pielęgnacja twarzy, ciała, włosów i kolorówki. Wśród zapachów liczba zmalała o 1 sztukę. Ogólnie jednak zużyłam więcej opakowań wszystkich produktów o 9 sztuk i nieco ponad 1200 ml.


Wśród produktów do pielęgnacji zabrakło żeli do twarzy, które zostały całkowicie porzucone na rzecz mydeł, których z kolei nie podliczam w denkach więc brakuje też ich na wykresie. Nie ma też kremu pod oczy (niestety i to należy poprawić!), ale w sumie po części to dlatego, że jeden z produktów którego używałam oddałam siostrze, bo u mnie się nie sprawdzał. Wzrosła liczba peelingów o 2 sztuki, maseczek - 2 krotnie (:D) i toników znowu o 2, co najbardziej mnie cieszy! Reszta produktów na podobnym poziomie.


Wśród produktów do włosów nie ma większych zmian, za wyjątkiem szamponów (+2 szt.), mydła (-1 szt.) i wcierki (+1 szt. --> co bardzo znowu cieszy) nie zmieniło się nic.


Ilość zużytych kosmetyków do ciała zwiększyła się o 1 opakowanie w wypadku żeli pod prysznic i kremów do rąk - co znowu cieszy, bo tutaj zależało mi na poprawie. Reszta bez zmian, podobnie jak w zapachach na poniższym wykresie.



Wśród kolorówki zmniejszyła się liczba zużytych żeli do brwi (-2 szt.), jako że przerzuciłam się częściowo na cienie do brwi. Liczba podkładów wzrosła (+2) podobnie jak i pomadek (+1). Pojawiły się też gąbeczki i korektor, więc jest jakiś progres :D

W czym należy się poprawić w tym roku? Zdecydowanie z liczbą pomadek, kremów pod oczy, wcierek i ewentualnie olejów do włosów.

Znacie coś z moich zużyć? Jak te produkty sprawdziły się u Was?
Robiłyście u siebie podobne zestawienie z rocznymi zużyciami? Jeśli tak to koniecznie zostawcie linki do tych postów - jestem ciekawa jak to u Was wygląda :)
Czytaj dalej

Etykiety

4 pory roku AA Alterra alverde anatomicals avon Balea Balmi balsam do ciała balsam do ust Barwa bebeauty bell Bi-es Bielenda Biolove buna catrice celia ciało cienie do brwi delia denko Dermedic dermena dm Dr.Konopka's ecocera efektima elfa-pharm eos essence Eveline Evree Fa Farmona film Flormar Garnier gliss kur Golden Rose Green Pharmacy hean Himalaya hity roku Holika holika Ingrid Isana Jantar Joanna Kallos kobo kolastyna kolorówka korektor pod oczy kosmetyczne premiery kosmetyczni ulubieńcy krem bb krem cc krem do rąk krem do twarzy krem pod oczy książki kulturalne podsumowanie roku L'biotica La Rive lakier do paznokci lemax lifestyle Lirene liście manuka Loreal lovely Luksja Makeup Revolution makijaż Marion mariza maseczka do twarzy maseczki w płachcie maska/odżywka do włosów masło do ciała Maxfactor Maybelline mini recenzje miss sporty Miya miyo mus do ciała muzyka my secret mydło do ciała i włosów Nacomi naklejki wodne Natura Estonica naturalnie Neutrogena niekosmetyczni ulubieńcy nivea nowości oceania odżywka do paznokci Oillan olej do włosów olejek do twarzy Organic shop Organique organizacja oriflame Originals Palmolive paznokcie peeling peeling do rąk peeling do skóry głowy peeling do twarzy perfecta Petal Fresh pianka do twarzy pianka pod prysznic pielegnacja pielęgnacja pielęgnacja twarzy planet spa płyn micelarny podkład podróże pomadka promocja na kolorówkę w Rossmannie promocja na pielęgnacje twarzy w Rossmannie prywatnie Przegląd kulturalny przegląd marki puder Rimmel Rival de Loop rosyjskie kosmetyki bani agafii Sally Hansen Seche Vite selfie project serial serum skarpetki złuszczające soraya Stara Mydlarnia Sylveco szampon tag tanie kosmetyki Tatry tołpa tonik top coat treaclemoon Tutti Frutti twarz Ulubione blogi usta Venus Vianek Vipera wcierka wibo wieczorna pielęgnacja wishlista włosy wygląd bloga wyjazdowa kosmetyczka wzorki na paznokciach Yves Rocher zagraniczne kosmetyki ziaja żel aloesowy żel do brwi żel pod prysznic
me & my passions © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka