Miya jest jedną z tych marek, której nowości zawsze mnie kuszą i sporo z nich ląduje w mojej łazience. Na blogu mogłyście przeczytać już sporo recenzji ich produktów (wszystkie są dostępne tutaj). Raczej skupiałam się na kategorii pielęgnacja twarzy, ale zdarzały się też produkty do włosów czy ciała. Dzisiaj postanowiłam napisać coś więcej na temat regenerującego masła do ciała z egzosomami. Jest ono dostępne na rynku od kilkunastu miesięcy, ale sama nie spotkałam się z żadną opinią na jego temat. Uznałam, że tym bardziej warto o nim wspomnieć! Jeśli jesteście ciekawi to zapraszam na recenzję :)
Masło kupujemy zapakowane w plastikowy, pomarańczowy słoiczek o pojemności 200 ml. Na zakręcaniu znajduje się charakterystyczne logo marki, a po odkręceniu naszym oczom ukazuje się dodatkowe zabezpieczenie w postaci sreberka.
Zapach to jedyny aspekt produktu, który odrobinę mnie rozczarował. Lubię pięknie pachnące mazidła do ciała o charakterystycznych zapachach, a tutaj woń jest bardzo delikatna i klasyczna - kremowa. Nie jest oczywiście zła, nawet przeciwnie, ma swoje plusy - jest bardzo neutralna, każdemu powinna odpowiadać. Dzięki temu, że nie jest intensywna nie będzie na dłuższą metę męcząca.
Przyznam, że znacznie częściej sięgam po balsamy do ciała. Masła dawno nie miałam i trochę zapomniałam jaka to formuła - dobrze było ją sobie przypomnieć :D Konsystencja jest gęsta, mocno kremowa i odżywcza. Nie sunie tak gładko po skórze jak balsam, ale bardziej opornie. Wymaga nieco dłuższej aplikacji i wmasowania. Potrzebuje również więcej czasu na wchłonięcie. Można by powiedzieć, że lepiej sprawdzi się zimą, ale z drugiej strony - przy długiej piżamie? Dla mnie niekoniecznie :D Na obecny okres jest według mnie idealna - można ubrać spodenki, a masło będzie w międzyczasie wysychać.
Na upalne lato masło byłoby zdecydowanie zbyt bogate, ale teraz uważam, że wybrałam idealny moment na jego używanie. Po poprzednim balsamie moja skóra była bardzo sucha, ponieważ okazał się zbyt lekki. Masło zdecydowanie poprawiło stan skóry. Świetnie ją nawilżyło i zregenerowało. Zauważyłam, że skóra stała się widocznie gładsza i bardziej elastyczna. Działanie masła jest długofalowe - dobry stan skóry utrzymany jest przez dłuższy czas. Jeszcze kolejnego dnia przed myciem czuć na skórze wczorajsze balsamowanie :)
W kwestii działania jest to jeden z najlepszych produktów do balsamowania jaki stosowałam. Gdyby jeszcze zapach był ciekawszy byłoby idealnie :D No i cena.. niestety jest dość wygórowana - regularnie kosztuje ok. 45 zł. Zdecydowanie warto polować na promocje :) Z tego co wiem jest ono dostępne stacjonarnie wyłącznie w Hebe.
Miałyście okazje je poznać? Jak oceniacie?
Wolicie balsamy czy masła do ciała?
Brak komentarzy:
Dziękuję za każdy komentarz - sprawia mi on sporo radości! :)
Na wszystkie pytania zamieszczone w komentarzach pod danym postem odpowiadam bezpośrednio pod nimi w komentarzu.
Zapraszam również do pozostania ze mną na dłużej. Będzie mi bardzo miło ♥
Większa część zdjęć zamieszczonych na blogu jest mojego autorstwa (jeśli nie - wyraźnie jest to zaznaczone). Ich kopiowanie jest zabronione! Nie kradnij, jeśli chcesz je gdzieś udostępnić najpierw zapytaj!