Obserwatorzy


Marka Miya chociaż powstała stosunkowo nie dawno zyskała już sporą rzeszę fanek. Wiele osób chwali ich produkty, które charakteryzują się pięknymi prostymi opakowaniami oraz obietnicą naturalnych składników. Sama nie należę ani do fanów tej marki, ani do jej przeciwników, bo miałam już zarówno produkty, które były genialne jak maska oczyszczająca myPUREexpress oraz budzące mieszane uczucia jak niebieski krem regenerująco - odżywczy z masłem shea.
Od początku września testuje kolejne produkty tej marki - aktywną esencję oraz maseczkę wygładzającą. Zdążyłam już wyrobić sobie o nich zdanie, więc zapraszam Was na zbiorczą recenzję tych produktów :)
3-MINUTOWA MASECZKA WYGŁADZAJĄCA Z AKTYWNYM WĘGLEM KOKOSOWYM
Zacznę od produktu, który najbardziej mnie ciekawił z tej dwójki, jako fankę maseczek. Maseczka wygładzająca, podobnie jak i wersja oczyszczająca zamknięta jest w plastikowym, pastelowym słoiczku o pojemności 50 ml. Dodatkowo jest on zabezpieczony sreberkiem, co na pewno jest zaletą produktu.
Po otwarciu produktu pierwsze co zwróciło moją uwagę to kokosowy zapach, niestety od początku budził mieszane uczucia u mnie. Woń jest słodka i sztuczna, po czasie zaczęła mnie nieźle męczyć. Jeśli esencja ma taki sam zapach to cieszę się, że wybrałam właśnie wersję kwiatową :D Różowa maseczka oczyszczająca posiadała zdecydowanie przyjemniejszy zapach - mniej nachalny, bardziej neutralny.
Konsystencja wersji wygładzającej też jest zdecydowanie inna niż oczyszczającej. Tam była raczej rzadka i z łatwością się ją nakładało. Tutaj jak widzicie jest to czarna, gęsta maź. Nakładanie może nie jest takim problemem, ale zmywanie już tak..
Trzeba być na prawdę dokładnym zmywając ją i robić to kilka razy nawet. U mnie jeśli nie użyję dodatkowego produktu do zmywania (a nawet jak go użyję) to maska gdzieś zostanie na twarzy.. Nie muszę chyba dodawać, że brudzi wszystko wkoło. Wiadomo, że zazwyczaj produkty z węglem lubią brudzić umywalkę, czy ręczniki, ale ta jest wyjątkowo "upierdliwa". Mam wrażenie, że zostawia ona na twarzy czarny 'nalot' oraz wchodzi w rozszerzone pory, sprawiając, że cera wygląda nie za ciekawie. Nie zgodzę się więc, ze szybkim zmywaniem, które obiecuje producent.
Pewnie to, że sprawia, iż cera wygląda szaro psuje mi ogólny ogląd maski i jej działania, ale z pewnością nie zgodzę się z oczyszczaniem cery, rozjaśnianiem czy rozświetlaniem, ani poprawą kondycji czy wyglądu skóry. Za to cera rzeczywiście jest przyjemnie wygładzona. Maska nie wpływa raczej na niedoskonałości - ani pozytywnie, ani też negatywnie.
AKTYWNA ESSENCJA W LEKKIEJ MGIEŁCE - FLOWER BEAUTY POWER
Aktywna essencja okazała się jednak znacznie lepszym produktem, ale po kolei.. :) Kupujemy ją w dodatkowym kartoniku z mnóstwem informacji na temat produktu. Właściwe opakowanie z kolei to plastikowa pastelowo - różowa buteleczka z atomizerem. Jej pojemność to 100 ml.
Muszę przyznać, że aplikator zrobił na mnie niezłe wrażenie, bowiem rzeczywiście aplikuje esencję w formie drobniutkiej mgiełki! Ostatnio używane toniki Vianka przyzwyczaiły mnie do mocniejszego strumienia produktu, który trudno nawet nazwać mgiełką :D Tu jednak jest inaczej, myślę, że z powodzeniem można by używać produktu jako fixera - na makijaż.
Sam zapach esencji jest też zgoła inny niż w wypadku maseczki wcześniej opisywanej. Kwiatowy, bardzo naturalny, dominuje w nim róża jak dla mnie, ale w żadnym wypadku nie 'babcina'. Myślę, że przypadnie do gustu większości osób, sama jestem w nim wręcz zakochana ♥
Przechodzą do działania zacznę od tego, że sama esencji używam kilka razy dziennie. Rano często zamiast kremu, w dużej mierze z wygodny. Po powrocie do domu dla odświeżenia cery oraz wieczorem przed nałożeniem kremu. Ogólnie esencja zastępuje mi tonik i w tej roli spisuje się bardzo dobrze. Za każdym razem przyjemnie odświeża i koi skórę. Może nie jest tak nawilżająca jak tonik Vianka z niebieskiej serii, ale i tak za każdym razem z przyjemnością po nią sięgam :)
Cena maseczki według strony producenta to ok. 35 zł, a esencji 30 zł. Często można jednak dorwać te produkty na promocji np. w hebe. Właśnie wtedy polecam je kupować, bo sama zakupiłam je za nieco ponad 20 zł :)

Miałyście okazję testować produkty od Miya? Jak się u Was sprawdziły, co polecacie, a co niekoniecznie?

22 komentarze:

  1. Ta esencja Miya brzmi bardzo fajnie i jak wykończę tę marki Soraya, której właśnie używam może się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam esencję kokosową, ale dopiero się poznajemy ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Znam markę, ale niestety tylko z blogów :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Polubiłem się z maską z kwasem azelainowym :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kupiłam jakiś czas temu tą maseczkę, jak na razie czeka w zapasach. Po tym co przeczytałam u Ciebie to nie jestem pewna, czy chcę ją faktycznie testować.

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam kremy do twarzy z tej firmy (różowy i żółty), a tych kosmetyków Miya jeszcze nie stosowałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam saszetkę tej maski i na pewno nie zdecyduję się na duże opakowanie. Tak jak piszesz - zmywanie to był jakiś totalny koszmar :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadzam się zmywanie tej maseczki z twarzy to istny dramat :D Co do zapachu mi akurat on nie przeszkadza :)Esencji w mgiełce nie miałam, więc się nie wypowiem :)

    OdpowiedzUsuń
  9. O tej marce wiele już czytałam, ale jeszcze nie miałam żadnego produktu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja miałam tylko ich krem mango, co do którego mam mieszane uczucia. Przyznaję, że właśnie przez to, że moje pierwsze spotkanie z marką Miya niezbyt wypaliło, teraz jakoś ich kolejne produkty mnie nie kuszą i nawet przestałam nadążać za wszystkim, co wypuszczają w świat.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale bym się wkurzyła na tą maseczkę jakby u mnie tak działała...
    Ja z kokosowych kosmetyków Miya miałam esencję i peeling do ciała. W zapachu esencji się zakochałam, w peelingu był zbyt słodki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo to peelingu na pewno nie kupię w tej wersji, dobrze, że o tym piszesz - dzięki! :)

      Usuń
  12. Własnie testowałam obie maseczki w próbkach i mam zupełnie odmienne odczucia :D Tzn wersja kwiatowa miała dla mnie zbyt mocny zapach, a kokosowa była delikatniejsza ;-) Miałam też esencję kokosową i ona pachniała mocniej niż maska. W sumie to wszystko może być też związane z naszymi nosami - większą wrażliwością na poszczególne nuty zapachowe itp. Nie miałam jednak problemów ze zmywaniem maski, nawet właśnie mnie to trochę zaskoczyło. Ale przyznaję, że zmywałam ją gąbką (ja już wszystkie maski tak zmywam). No i ostatnia kwestia - w próbce było dość mało maski, chciałam jej dołożyć grubszą warstwą, a chyba właśnie nie powinno się jej za grubo stosować. Więc może też stąd problemy ze zmywaniem? Nie wiem ;-) Ja miałam z MIYA już wszystkie wonderbalm i najbardziej uwielbiam Hello Yellow. Obecnie obok kremów używam też serum My power eliksir oraz kremu sercet glow - jako kremu pod oczy. Z wszystkiego jestem bardzo zadowolona ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co Ty mówisz :o Jestem w szoku, bo dla mnie różowa miała dużo delikatniejszy zapach :D Ooo to esencji na pewno nie kupię kokosowej. A to jak gąbką to inna sprawa, to się nie liczy :D W poście chodziło mi o zmywanie samą wodą, u mnie już przy użyciu mydełka do twarzy nawet schodzi w miarę spoko :P Może spróbuję nałożyć cieniutką warstwę, chociaż nie uważam, żebym nakładała jej jakoś grubo.. A jak z działaniem masek? Która wydała Ci się pod tym względem lepsza?

      Usuń
  13. nie miałam jeszcze nic kompletnie z tej marki i strasznie żałuję, chciałabym wszytsko wypróbować, ale na razie mam taaaakie zapasy, że hej :D

    OdpowiedzUsuń
  14. maski na pewno nie kupię! to brudzenie mnie odstrasza w każdym kosmetyku z węglem.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ej no, moja maska kokosem nie pachniała :D ja się tak nie bawię bo moja miała typowy zapach węgla :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie testowałam jeszcze żądnego produktu tej marki, ale może kiedyś przetestuję :)

    OdpowiedzUsuń
  17. O oczyszczającej pamietam i na sto procent ją kiedyś kupię. Ta już kusi mnie znacznie mniej. Zwłaszcza przez to że brudzi. To jest dla mnie nie akceptowalne ;). Mgiełka brzmi bardzo ciekawie. Fajnie że podałaś ceny. Chyba teraz częściej będę zaglądać do hebe. Z tego co widziałam można tam znaleźć wiele ciekawych produktów w niższych cenach ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz - sprawia mi on sporo radości! :)
Na wszystkie pytania zamieszczone w komentarzach pod danym postem odpowiadam bezpośrednio pod nimi w komentarzu.

Zapraszam również do pozostania ze mną na dłużej. Będzie mi bardzo miło ♥

Większa część zdjęć zamieszczonych na blogu jest mojego autorstwa (jeśli nie - wyraźnie jest to zaznaczone). Ich kopiowanie jest zabronione! Nie kradnij, jeśli chcesz je gdzieś udostępnić najpierw zapytaj!