Obserwatorzy


Jakiś czas temu na promocji w Rossmannie udało mi się kupić trzy maski glinkowe od Perfecta w bardzo przyjemnej cenie. Ich testowanie zajęło mi trochę czasu, bo zależało mi na recenzji zbiorczej wszystkich wersji, ale w końcu się udało. Tak więc jeśli jesteście ciekawe która z wersji sprawdziła mi się najlepiej i jak ogólnie wypadły to zapraszam do czytania :) Warianty jakie posiadam to:
  • nawilżenie i rozświetlenie
  • detox, matowienie, zwężenie porów
  • złuszczenie i wygładzenie
 Zacznę od ogólnych informacji na temat masek i ich cech wspólnych. Każda z masek znajduje się w wygodnej, przeźroczystej saszetce tak więc bez problemu kontrolujemy ich zużycie. Pojemność jednego opakowania to 50 g, przy pierwszej masce starczyło mi to na ok. 6 użyć, jednak przyznaję - nie byłam zbyt oszczędna :D Przy ostatniej doliczyłam się ich więcej jakoś 7-8. Konsystencja każdej maseczki jest przyjemnie kremowa i gładka, warto jednak mieć pod ręką tonik czy inny produkt, by zapobiec ich zaschnięciu, co może się zdarzyć.. Zapachy masek są w sumie do siebie podobne - delikatne i takie kremowe. W wypadku czarnej maski woń jest nieco męska, natomiast w 2 pozostałych bardziej świeża - cytrusowa.
DETOX, MATOWIENIE, ZWĘŻENIE PORÓW
Pierwszą wersją po jaką sięgnęłam była czarna wersja, która wydawała się idealna na okres letni do dobrego oczyszczania cery. Liczyłam w jej wypadku na dobre oczyszczenie, jednak nieco się rozczarowałam. Na pewno nie można mówić o detoxie i głębokim oczyszczeniu, bo jest ono raczej doraźne i delikatne. Już kolejnego dnia działanie nie jest zbytnio widoczne.. Bezpośrednio po użyciu maski cera jest jednak odświeżona i całkiem dobrze się prezentuje. Mimo to jestem z niej najmniej zadowolona, bo najbardziej na nią liczyłam, a efekty jednak nie były zadowalające. Dodatkowo mocno brudziła ona wszystko w koło, trzeba było dokładnie ją zmywać, tak by nie pobrudzić ręcznika itp.
NAWILŻENIE I ROZŚWIETLENIE 
W wypadku pomarańczowej siostry było już lepiej. Działanie chociaż wciąż bez szału było jakby dłużej widoczne. Co prawda nie zauważyłam rozświetlenia, ale cera była delikatnie nawilżona i oczyszczona, bardziej promienna. Łatwiejsze było także jej zmywanie.
ZŁUSZCZENIE I WYGŁADZENIE
Ostatnią wersją jaką testowałam była zielona. W odróżnieniu od poprzednich masek, w tej przy pierwszych użyciach czuć było delikatne pieczenie na policzkach. Zapewne jest to zasługa enzymu z papai. Przy kolejnych użyciach już nie było ono u mnie wyczuwalne, ale warto się liczyć z takim "efektem" kupując maskę. Nie wyrządza ona jednak jakichkolwiek szkód cerze - przeciwnie cera po użyciu jest wyraźnie wygładzona, nie czuć podskórnych nierówności jakie nie raz mi się zdarzają. Dodatkowo cera jest przyjemnie matowa - taki efekt sprawia, że ten wariant najbardziej zapadł mi w pamięci i najmilej go wspominam :)
Ogólnie maski z tej serii nie wywołały jakiś zachwytów u mnie, ale są ciekawą (i szybszą) alternatywą dla tradycyjnych glinek. Jeśli miałabym uszeregować je w rankingu to wyglądałby on następująco: zielona, pomarańczowa, czarna. Na plus także niska cena - sama dorwałam je za ok 5 zł na promocji 2+2, później były one także dostępne w podobnej cenie na do widzenia w Rossmannie. Być może jeszcze je gdzieś znajdziecie, także warto ich wypatrywać, bo za taką cenę są całkiem przyzwoite :)

Znacie maski tej firmy? Która z nich najlepiej się u Was sprawdziła?
Jakie maseczki oczyszczające możecie mi polecić?

21 komentarzy:

  1. Ja uwielbiam oczyszczającą maseczkę z Evree, która niestety jest już wycofana oraz Pixi. Te widziałam kiedyś w Rossmannie, ale jakoś mnie nie kusiły. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bardzo lubiłam tą Evree kiedyś, teraz jak miałam ją 2 raz już mniej, nie mniej jednak była przyjemna :)

      Usuń
  2. Wolę jednak mieszać sobie czyste glinki. Najlepiej u mnie działają, a ich przygotowanie nie jest trudne :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na początku byłam ciekawa czarnej, ale widzę, że w działaniu bez szału, więc nie dla mnie ;) Chętnie za to wypróbowałabym złuszczającą :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę je koniecznie wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Liczyłam na to, że czarna da najlepszy efekt ... No trudno, pozostaje zielona i pomarańczowa. Może uda się za jakiś czas dorwać na promocji, więc jest trochę czasu do namysłu, którą wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Podoba mi się ich wielkość, jest w sam raz :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja kupiłam tę zieloną wersję, super, że wygładza nierówności, bo czasem kapryśna cera mi takie funduje, więc mam nadzieję, że się z nimi rozprawi :D a jak nie to złożę ci zażalenie xD bardzo ładnie wygląda teraz twój blog, super zmiana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah okej, chociaż ja jakoś szczególnie jej nie zachwalałam także na szał bym nie liczyła w jej wypadku :D
      Dziękuję ślicznie ♥

      Usuń
  8. Oo..muszę się za nimi rozejrzeć. Jestem maseczkowym freakiem :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Miałam wersję zieloną i pomarańczową i byłam z nich zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie miałam żadnej z podanych przez Ciebie wersji, jednak jako miłośniczka glinek na pewno wypróbuję. Zielona na pewno wpadnie do mojego koszyka! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kusiły mnie w cnd, ale tak przeciągałam zakup, że już nie było haha jednak wolę glinki sobie mieszać ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Lubię te maseczki i ogólnie markę Perfecta :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wymagania do maseczek mamy inne i o tym się przekonałyśmy już nie raz :D. Ogólnie perfecta do twarzy mi się sprawdza, a ich glinki i algi już w ogóle. Musiałabym je przetestować na własnej skórze, bo wszystkie kuszą równie mocno ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Widzę, że szału nie było. Szkoda, że akurat ta oczyszczająca okazała się największym niewypałem. Ogólnie rzadko sięgam po kosmetyki z Perfecty, zwykle okazują się typowymi średniaczkami ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz - sprawia mi on sporo radości! :)
Na wszystkie pytania zamieszczone w komentarzach pod danym postem odpowiadam bezpośrednio pod nimi w komentarzu.

Zapraszam również do pozostania ze mną na dłużej. Będzie mi bardzo miło ♥

Większa część zdjęć zamieszczonych na blogu jest mojego autorstwa (jeśli nie - wyraźnie jest to zaznaczone). Ich kopiowanie jest zabronione! Nie kradnij, jeśli chcesz je gdzieś udostępnić najpierw zapytaj!