Jeszcze w lutym po raz pierwszy zgłosiłam się do testowania nowej serii kosmetyków do włosów od Marion na stronie Ambasadorka Kosmetyczna. Ku mojemu zaskoczeniu dostałam się do kampanii i od kilkunastu tygodni miałam okazję poznać kurację octową do włosów składającą się z płukanki i spreju. Jak wypadł ten duet i czy są to kosmetyki niezbędne do pielęgnacji naszych pasm? - o tym możecie przeczytać w dzisiejszym wpisie :)
Oba produkty są przeznaczone do włosów normalnych i przetłuszczających. Ich głównym zadaniem jest domknięcie łusek włosów dzięki zawartości octu jabłkowego i pozostawienie ich błyszczących. Zanim przejdę do działania napiszę o zapachu tego duetu, który jest ich cechą wspólną. W obu produktach bowiem świeży, jabłkowy, lekko kwaśny - moim zdaniem bardzo przyjemny :)
KURACJA OCTOWA - PŁUKANKA DO WŁOSÓW Z OCTEM JABŁKOWYM
Zacznę od produktu, który skończył mi się zdecydowanie szybciej. Płukanka zamknięta jest w plastikowym opakowaniu o pojemności 130 ml, zamykanym na klik. Ciężko mi ocenić taką formę dozowania, bo nie uważam, żeby było jakieś super wygodne, ale nie mam też pomysłu jak mogłoby ono wyglądać inaczej :D
Na plus to, że płukana nie wydobywa się od razu po przechyleniu opakowania, ale dopiero po przyciśnięciu butelki. Sama używałam produktu tak jak zaleca producent - po umyciu włosów szamponem aplikowałam płukankę na włosy, a następnie spłukiwałam ją ciepłą wodą. Najczęściej bezpośrednio z opakowania 'polewałam' nią włosy, bo miałam wrażenie, że przy dozowaniu na dłoń, a potem na włosy dużo produktu się marnuje. Mimo to płukanka jest na prawdę mało wydajna, sama stosowałam ją codziennie i wystarczyła mi jedynie na 1,5 tygodnia.
Płukaniu włosów towarzyszy przyjemny jabłkowy zapach. Miałam wrażenie, że już podczas spłukiwania włosy są bardziej lejące i mniej się plątają. Dodam, że zazwyczaj stosowałam go bez odżywki, by lepiej ocenić to działanie :) Po wysuszeniu włosy rzeczywiście były błyszczące i wyglądały zdecydowanie lepiej niż przy użyciu samego szamponu. Jednak dużo lepsze efekty uzyskiwałam po dodatkowym użyciu spreju, o którym poniżej..
SPREY DO WŁOSÓW Z OCTEM JABŁKOWYM
Sprej do włosów podobnie jak płukanka ma pojemność 130 ml, jednak jest on o wiele wydajniejszy. Sama aplikacja produktu jest bardzo wygodna, dzięki atomizerowi, który pozwala na dokładne pokrycie włosów produktem. Mgiełka jest drobna, ale dość gęsta.
Zapach podobnie jak w wypadku płukanki jest wyczuwalny podczas samej aplikacji i na mokrych włosach. Po wysuszeniu już nie czuć go niestety. Jeśli chodzi o efekty to dla mnie przypominają one te po aplikacji odżywek bez spłukiwania. Sprej delikatnie ułatwia rozczesanie włosów, po wysuszeniu lepiej się one układają, nie puszą i nie elektryzują. Dodatkowo są miękkie, gładkie i oczywiście bardziej lśniące - zwłaszcza przy jednoczesnym użyciu i płukanki i spreju :)
Podsumowując oba produkty okazały się na prawdę przyjemne. Nie obciążyły moich włosów, czego się obawiałam, zwłaszcza w wypadku spreju. Nie przyniosły może one spektakularnych efektów, ale uważam, że jest to coś innego, wartego wypróbowania. Zwłaszcza, że oba kosmetyki są bardzo tanie, ich cena to bodajże 7-8 zł, na pewno nie więcej niż 10 zł :)
Miałyście okazję poznać ten duet? Jak u Was się sprawdził?
Spotkałyście się z podobnymi produktami innych marek?
Ostatni wpis z serii kosmetycznych premier pojawił się w listopadzie, więc dosyć dawno. Jakoś w ostatnich miesiącach nie miałam albo czasu na przygotowanie postów z tej serii, albo nowości było zbyt mało by stworzyć taki wpis. Teraz dla odmiany jest ich na prawdę sporo! Na tyle, że musiałam podzielić je na dwie części, tak więc dzisiaj zapraszam Was na pierwszą z nich, a za jakiś czas pojawi się druga.
Na początek nowości, które z pewnością ucieszą sporą ilość osób, czyli rozszerzenie naturalnej linii Soraya Plante. Kosmetyki z tej serii do pielęgnacji twarzy chwaliło wiele osób, a od kwietnia dostępne będą także 3 warianty balsamów do ust oraz.. balsamy i scruby do ciała! :)
Pozostając w tematyce naturalnych produktów w Rossmannie pojawi się też nowa firma Fluff. Musicie przyznać, że już same opakowania i ciekawe zapachy kuszą by wypróbować te cuda! Do tego te genialne nazwy - sorbet do dłoni, śmietanka i jogurt do ciała, balsam pod prysznic ♥ Można je zdecydowanie pomylić z czymś smakowitym do jedzenia :D
Gift od Nature to nic innego jak nowa seria firmy Elfa Pharm - bardzo bogata! Wiem, że na rynku dostępne są już kremy do twarzy z tej linii, a od przyszłego miesiąca dostępne będą także - pianka, żel i emulsja do mycia, serum oraz mgiełka tonizująca. Oprócz tego pojawią się też kosmetyki do pielęgnacji włosów - szampony i odżywki oraz do pielęgnacji ciała i dłoni - kremy i balsamy. Produkty będą dostosowane do różnych typów cery, czy włosów, więc każdy znajdzie coś dla siebie :)
Garnier także zdecydował się na rozszerzenie swoich serii do twarzy oraz włosów. Do serii Hair food dołączą odżywki i szampony, które w sumie nie są takie 'premierowe', bo są od kilku tygodni już do dostania. Oprócz tego pojawią się imbirowe kosmetyki z linii Botanic Therapy - szampon, odżywka i maska (która akurat nie załapała się na zdjęcie) oraz mleczna maska z odrębnej serii, która bardziej konsystencją odpowiada odżywce :) Pielęgnację twarzy Garnier Bio uzupełnią nowe płyny micelarne oraz lawendowy olejek.
Jeśli myślałyście, że możliwe są kosmetyczne premiery bez Bielendy to się myliłyście :D Tym razem marka stawia na nowości typowo letnie, czyli serię antycellulitową z najdziwniejszym produktem jaki ostatnio widziałam - masce w płacie.. na pośladki i uda oraz koncentratem i serum. Oprócz tego pojawi się miętowa linia do pielęgnacji stóp i nowe odżywki do paznokci Bio Vegan.
Do produktów Alterra dostępnych w rossmannie dołączą Booster'y - witaminowy oraz hialuronowy, suchy szampon i puder zwiększający objętość oraz sole do kąpieli w wersji kokosowej i malinowej.
Venus postanowiło wprowadzić balsamy do ciała i kremy do rąk w przeuroczych opakowaniach! Muszę przyznać, że zapachy tych produktów wydają się na prawdę obiecujące - arbuz, smoczy owoc, melon i banan zdecydowanie są w moim guście :D
Lirene to kolejna marka, która na kwiecień zaplanowała na prawdę dużo nowości do pielęgnacji twarzy. Wśród nich znajdziemy peelingi, żele i pianki do mycia twarzy, bio wody micelarne, które mają mieć lepszy skład. Czarny tulipan to z kolei propozycja dla naszych mam i babć, która z tego co czytałam ma mieć zaskakująco dobry skład!
Nie były to jednak jedyne nowości od Lirene, bo firma wprowadza także do oferty nowe bazy pod makijaż inspirowane nazwami kwiatów o różnym działaniu oraz krem bb wyrównujący koloryt z kwasem hialuronowym oraz witaminą c.
Na koniec kolorówka marek dostępnych w Rossmannie, czyli Lovely i wibo. Wśród pierwszej z nich przede wszystkim kolorowe palety, cała linia błyskotek oraz.. sztuczne rzęsy! W ofercie wibo z kolei pojawią się: baza pod podkład, podkład pod makijaż, maskara do rzęs, puder oraz bibułki 2 w 1, złoty rozświetlacz oraz puder pod oczy.
Tak prezentuje się pierwsza część nowości jakie czekają nas w przyszłym miesiącu. Muszę przyznać, że pojawi się sporo ciekawych produktów, sama skuszę się z pewnością na którąś z nowości Fluff, Gift od Nature i być może na balsamy Soraya Plante.
Coś Was zaciekawiło z tej gromadki? Na co się skusicie?
Wydaje mi się, że seria z piątką kosmetyków do 10 zł, które warto wypróbować jest przeze mnie najbardziej zaniedbywana. Niestety często o niej zapominam i kolejne części pojawiają się po dobrych kilkunastu miesiącach.. :( Mimo tego łącznie pojawiło się już 12 części tej serii (wszystkie odcinki znajdziecie tutaj), więc całkiem sporo! Dzisiaj zapraszam Was na kolejną - 13 już odsłonę.
Jak widzicie tym razem znalazło się w zestawieniu zarówno coś z kolorówki jak i pielęgnacji. W sumie są to głównie dwie marki kosmetyków, w tym jedna bardzo łatwo dostępna :)
PODKŁAD MATT MY DAY - EVELINE (ok. 13 zł na promocji)
Ten produkt w cenie regularnej zdecydowanie przekracza dychę, ale często jest na promocji. Wtedy kupimy go za ok. 13 zł, więc świadomie postanowiłam go tu umieścić. Ma bardzo ładny jasny i żółty kolor, czym bardzo mnie zaskoczył. Naturalnie wygląda na skórze i nie podkreśla skórek, a do tego ma wygodną pompkę. Myślę, że warto się na niego skusić, chociaż konsystencja mogłaby być bardziej kremowa - dla mnie jest nieco 'tempa'.
ŻEL DO BRWI BROW & GO! - EVELINE (ok. 13 zł - cena regularna)
Kolejny udany produkt od Eveline, tym razem już w cenie regularnej możemy go zakupić za 13 zł np. w Rossmannie. Na promocji zapewne nawet za ok. 10 zł. Zdecydowanie jest to jeden z moich ulubionych produktów do podkreślania brwi! Bardzo szybko można wykonać nim makijaż, a szczoteczka jest mega wygodna, że nie musimy się obawiać, że wyjedziemy poza kontur itd. Daje bardzo naturalny, ale widoczny efekt, więc jeśli jesteście fanką właśnie takiego podkreślenia brwi to zdecydowanie polecam!
SZAMPON DO WŁOSÓW CARE & GO (ok. 6 zł (?))
Tutaj propozycja zwłaszcza dla wielbicieli szamponów Head Shoulders, bowiem dla mnie propozycja z biedronki jest do nich łudząco podobna. Sama podkradam go często bratu do mocniejszego oczyszczania włosów raz na jakiś czas i radzi sobie w tej roli super :) Do tego ma bardzo ładny zapach i jest wydajny, bo butelka ma aż 500 ml. Swego czasu była dostępna też wersja z mentolem (nie jestem pewna czy nadal jest), która była genialna latem - dając uczucie przyjemnego chłodu ♥
ŻEL POD PRYSZNIC BEBEAUTY (ok. 3-4 zł)
Kolejna biedronkowa propozycja, która ostatnio wręcz króluje w mojej łazience. Osobiście dużo bardziej lubię te żele od tych Isana. Są przyjemnie kremowe, mają ładne owocowe zapachy, dobrze myją i kosztują grosze. Czego chcieć więcej? :) Warto jednak pamiętać, że lepiej sugerować się opisem zapachu zamieszczonym z tyłu opakowania, który lepiej go odwzoruje. Do wyboru mamy kilka wersji zapachowych - owocowe i te bardziej kremowe.
PŁATKI POD OCZY - ACTION (ok. 4 zł)
Powyższy produkt to moje najnowsze odkrycie! Kupiłam je stosunkowo niedawno w sklepie Action za 4 zł, a w opakowaniu mamy aż 4 pary, więc wychodzą po 1 zł! Także są to chyba najtańsze płatki jakie widziałam :D Wbrew pozorom za taką cenę na prawdę są okej - przyjemnie chłodzą i koją okolice pod oczami. Dlatego są świetną opcją na 'zmęczone' oczy! Postaram się jeszcze o nich wspomnieć w osobnym poście. Tutaj pojawia się też prośba do Was - miałyście okazję wypróbować jakieś kosmetyki z sieci Action? Coś możecie mi polecić?
Tak prezentowała się dzisiejsza piątka, postaram się, by kolejna pojawiła się przede wszystkim wcześniej (:D) niż ta i była bardziej urozmaicona :)
Czymś Was zaciekawiłam? Coś znacie?
Jakie produkty do 10 zł same umieściłybyście w takim poście? - chętnie poznam Wasze typy :)
Jeśli czytacie mnie dłużej doskonale wiecie, że Bielenda jest jedną z moich ulubionych marek. Ich produkty często przewijają się w mojej kosmetyczce i wiele z nich świetnie się u mnie sprawdza. Na miano hitu zasłużyło zdecydowanie serum z kwasem migdałowym tej firmy. Jakiś czas temu zauważyłam, że nieco ciężej je dostać, więc zdecydowałam się na kupno innego serum tej marki podczas jednej z promocji w hebe na pielęgnacje twarzy. Dzisiejszy bohater, czyli serum z serii Black Sugar zbierało całkiem dobre opinie, więc liczyłam, że i u mnie dobrze się sprawdzi. Czy rzeczywiście tak było? - O tym w dzisiejszym poście :)
Serum standardowo kupujemy w kartoniku na którym mamy zawarte wszystkie niezbędne informacje. Właściwe opakowanie to szklana buteleczka o pojemności 30 g. Przeciwnie do serum z kwasami to z serii Black Sugar posiada pompkę zamiast pipetki. To całkiem wygodne rozwiązanie, nic się nie zacina, a ilość produktu jaką wydobywa jest idealna.
Konsystencja jest podobna do tej w moim ulubionym serum taka żelowo - wodnista. Gdy po raz pierwszy zobaczyłam tą serię dużą niewiadomą był dla mnie zapach. Jak się okazało jest on perfumowany z nutą słodyczy. Nie najgorszy, ale muszę przyznać, że po dłuższym używaniu nieco mnie męczy.
Producent dedykuje serum dla skór mieszanych i tłustych czyli takich jak moja. Obiecuje nawilżenie oraz oczyszczenie - niezłe kombo, ale czy rzeczywiście tak jest? Zacznę od tego, że zaskoczyło mnie to jak serum szybko się wchłania i nadaje pod makijaż! Nałożony w małej ilości wchłania się po kilku minutach do matu i spokojnie można nakładać podkład. Nic się nie waży, ani nie roluje, super dogaduje się z podkładami. Na twarzy daje przede wszystkim uczucie zmatowienia i to na kilka dobrych godzin! Jednak jednocześnie mam wrażenie, że cera domaga się nawilżenia i jest jakby ściągnięta i wysuszona (?). Być może wybrałam słabą porę na jego testowanie i lepiej sprawdziłoby się latem.. Tak czy siak dla mnie na pewno nie wpływa na nawilżenie skóry i odpada stosowane solo na noc, jak używałam często serum z kwasami. Tutaj wieczorem konieczne jest nałożenie dodatkowo kremu. Wpływu na niedoskonałości i koloryt za bardzo nie zauważyłam - pod tym względem bezkompromisowe jest jednak serum z kwasem migdałowym! Być może pory są mniej widoczne, ale nie jestem pewna czy to na pewno zasługa tego produktu.
Serum wywołuje u mnie dość mieszane uczucia, ale trzeba mu przyznać, że świetnie nadaje się pod makijaż! Ale czy to wystarczający powód do powrotu? :D
Serum dostaniecie na pewno w hebe, ale i w mniejszych drogeriach. Cena regularna to ok. 22 zł, ale na promocji można je dostać taniej.
Miałyście okazje testować coś z serii Black Sugar od bielendy? Może macie do polecenia inne sera tej firmy?
Luty był dziwnym miesiącem.. Pierwsza jego połowa była dla mnie pracowita i nieco stresująca, za to druga bardzo luźna. Dzięki temu udało mi się zobaczyć na prawdę sporo propozycji i przygotować dla Was przegląd kulturalny wyjątkowo z jednego miesiąca! :) Przede wszystkim mam Wam do polecenia kilka genialnych seriali, ale znajdzie się też i książka, filmy oraz muzyka.
Muzyka
Sanah - Szampan
Marcin Sójka - Wróć
ZEUS - Siewca
Harry Styles - Watermelon Sugar
Szampan Sanah i Watermelon Sugar są ze mną nieco dłużej niż miesiąc. Natomiast największym odkryciem był zdecydowanie kawałek Zeusa - Siewca, który ma genialny przekaz! Musicie go posłuchać :) Wróć Sójki to stosunkowo nowa premiera, która wyjątkowo wpadła mi w ucho.
Seriale
Chyłka - Kasacja
Pracownicy kancelarii Żelazny&McVay podejmują się obrony Piotra Langera juniora, oskarżonego o brutalne morderstwo.
Jak wiecie jestem wielką fanką serii z Joanną Chyłką Mroza, a zaczęło się właśnie od obejrzenia serialu - ekranizacji 2 części. Tym razem na ekrany powróciła seria, ale z 1 częścią całej serii. Muszę przyznać, że trochę mi zeszło zanim się zebrałam za oglądanie. Po przeczytaniu książki i poznaniu całej historii serial oglądało się mniej przyjemnie. Jednak nie ze względu na samą realizację, ale fakt, że znałam już tą historię :D Samą pozycję warto obejrzeć, zwłaszcza jeśli jej nie znacie z książek. Od marca ma lecieć na TVN więc tym bardziej warto :)
★★★★★★★☆☆☆
Wataha - sezon 3
W lutym udało mi się nadrobić zaległości także w serialu Wataha, który miał swoją premierę w grudniu. Po raz kolejny zachwyca samo wykonanie serialu i genialne ujęcia Bieszczadów. Zrobiony jest on na prawdę na super poziomie, wręcz światowym! Co do samej fabuły uważam, że 3 sezon jest najlepszym z wszystkich jakie się pojawiły. I wiem, że nie jestem jedyną osobą, która tak uważa :) Pojawiają się nawiązania do poprzednich sezonów (więc raczej warto obejrzeć poprzednie sezony wcześniej, chociaż ja nie pamiętałam ich zbyt dokładnie) i w każdym odcinku coś się dzieje. Jeśli jakimś cudem jeszcze nie znacie to polecam! :)
★★★★★★★★★☆
Spinning out
Gwiazda łyżwiarstwa figurowego próbuje poradzić sobie z miłością, rodziną i problemami psychicznymi, gdy szansa na olimpijski medal coraz bardziej się oddala.
Tym razem coś od Netflix'a, serial na który trafiłam zupełnie przypadkowo i co więcej nie byłam do niego przekonana. Łyżwiarstwo figurowe? Nie byłam pewna czy mi się to spodoba. Jak się jednak okazało serial okazał się genialny i bardzo mnie wciągnął! Zwłaszcza w drugiej połowie sezonu i bardzo, baaardzo żałuję, że nie będzie kolejnych... Zaliczyłabym go do kategorii young adult, ale z pewnością nie jest to serial jedynie dla nastolatków. Myślę, że niezależnie od wieku warto go obejrzeć. Nie jest to typowe romansidło, ale słodko-gorzka historia o walce o marzenia, walce z chorobami (nie tylko głównej bohaterki) z miłością w tle okraszona pięknymi pokazami na lodzie! Bardzo spodobała mi się też tutaj rola Evan'a Roderick, którego wcześniej nie znałam :D
★★★★★★★★★☆
Ultraviolet - sezon 1 i 2
Ola Serafin dołącza do grupy detektywów amatorów rozwiązujących sprawy, których policja nie rozwikłała.
Tutaj nieznana mam wrażenie polska produkcja, na którą jednak zdecydowanie warto zwrócić uwagę! U mnie bardzo długo była na liście "do zobaczenia" na filmwebie, bo jakoś sam zwiastun mnie nie przekonywał. Jednak po poleceniu jednej z Was na instagramie zdecydowałam się w końcu ją obejrzeć i nie żałuję! Super jest to, że w każdym odcinku mamy praktycznie inną sprawę - zagadkę do rozwiązania. Jedne są bardziej udane, drugie mniej - wiadomo, ale ogólnie serial świetnie się ogląda i bardzo wciąga! Zaznaczę, że nie trzeba się zniechęcać początkowo, bo mi samej 1 odcinek nie do końca się spodobał. Potem było dużo, dużo lepiej :) Bardzo zaskoczyła mnie rola Sebastiana Fabijańskiego, którego wcześniej jakoś nie lubiłam! :D
★★★★★★★★☆☆
Filmy
Każdego dnia
16-letnia Rhiannon poznaje chłopaka, który powierza jej niezwykłą tajemnicę - każdego dnia budzi się w ciele kogoś innego. Młodzi kochankowie co rano usiłują siebie odnaleźć.
Cóż to był za dziwny film! Mam do niego mocno mieszane uczucia.. Z jednej strony jest to coś innego, czego jeszcze nie było, ale z drugiej historia zawarta w filmie jest nieco.. dziwna - chyba się zgodzicie czytając opis? :D Mimo to oglądało się go całkiem przyjemnie, chociaż bez większego wow. Wiem, że jest to ekranizacja książki, której jednak nie czytałam.
★★★★★★☆☆☆☆
Do wszystkich chłopców: P.S. Wciąż Cię kocham
Lara Jean i Peter właśnie oficjalnie ogłaszają, że są parą. Tymczasem na scenę wkracza jeszcze jeden adresat miłosnych listów.
Kontynuacja losów Lary i Petra. Ponownie oglądało się ją bardzo przyjemnie. Utrzymana jest w podobnym klimacie co poprzednia część. Nie jest to nic ambitnego co prawda, ale na luźny wieczór jak najbardziej można obejrzeć, o ile lubicie takie historie :)
★★★★★★★☆☆☆
Cicha noc
Pracujący za granicą Adam niespodziewanie wraca do rodzinnego domu na Boże Narodzenie. Nikt z krewnych nie spodziewa się, jak wielki wpływ na ich życie będą miały dalsze wydarzenia wigilijnej nocy.
Na temat tej pozycji słyszałam wiele dobrego, ale jakoś nie mogłam się za nią zabrać. Wiele razy widziałam ją w różnych rankingach, a ja.. mam mieszane uczucia. Na plus sam dobór aktorów, dobre zagranie, które sprawia, że ogląda się go przyjemnie. Jednak jak tak zastanawiam się o czym on właściwie był to ciężko powiedzieć :D Przedstawia przede wszystkim nieco smutny obraz świąt, więc zdecydowanie nie nadaje się na okres bezpośrednio Bożego Narodzenia. Pojawia się motyw emigracji. Ogólnie ani nie był dobry, ani zły - trochę nijaki.
★★★★★☆☆☆☆☆
(Nie)znajomi
Grupa przyjaciół postanawia, że do końca kolacji wszystkie rozmowy telefoniczne mają być w trybie głośnomówiącym, a sms-y odczytywane.
Pomimo ostrzeżeń Sabiny skusiłam się na tą pozycję, chyba głównie dlatego, że jednym producentów był Dawid Podsiadło :D Cóż podobnie jak oryginał 'Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie' nie przypadł mi do gustu, a nawet okazał się gorszy. Fabuła bardzo opiera się na oryginale dla mnie, jedynie końcówka jest nieco inna. O ile początek był taki do zniesienia, tak końcówkę ciężko znieść.. Dobrze, że oglądałam go 'jednym okiem', bo na prawdę wypadł słabo. Nie wiem skąd te wszystkie polecenia, dobrze, że nie byłam na nim w kinie, a był taki plan :D
★★☆☆☆☆☆☆☆☆
Nienawiść, którą dajesz
Balansująca między dwoma światami Starr staje się świadkiem zabójstwa przyjaciela z rąk policjanta. W obliczu presji lokalnej społeczności i mediów nastolatkę czeka podjęcie ważnej decyzji.
Powiedziałabym, że sam temat który porusza film jest bardzo "na czasie". Opowiada o tolerancji, postrzeganiu innych nacji - ogólnie trudnych tematach. Fajnie zrobiony, ciekawy temat, ale trochę mi się dłużył. Mimo wszystko myślę, że warto zwrócić na niego uwagę :)
★★★★★★☆☆☆☆
Książki
Lato koloru wiśni
Lekkie romansidło, które bardzo długo było na mojej liście do przeczytania! Muszę przyznać, że chyba liczyłam na coś lepszego.. Oczywiście książkę czyta się przyjemnie i szybko. Jednak mam wrażenie, że akcja dzieje się trochę zbyt wolno i jest mało rozbudowana ogólnie. Mimo to z pewnością sięgnę po 2 część :)
★★★★★★★☆☆☆
To już wszystkie propozycje. Dajcie znać czy coś znacie, a może do czegoś Was zachęciłam? :)
Jakie seriale możecie od siebie mi polecić? W marcu mają premierę co prawda kolejne sezony dwóch seriali, które bardzo lubię, ale chętnie poznam także Wasze typy! :D