Sobotnie spa, czyli moja wieczorna pielęgnacja (3) - jesień 2018.


Jak mogliście zauważyć w ostatnim czasie na blogu wzięłam się za nadrabianie zaległości w prowadzonych przeze mnie seriach. Jedne serie publikowałam całkiem regularnie, a z innymi szło mi nieco gorzej. Wpisy z serii sobotnie spa, czyli moja wieczorna pielęgnacja mogę zaliczyć niestety do tej drugiej grupy. Ostatni post pojawił się bowiem (o zgrozo!!) jakoś półtora roku temu! Zupełnie nie wiem dlaczego skoro jak nie raz wspominałam lubię pisać wpisy z takimi 'zbiorczymi zestawieniami'. Chyba trochę zapomniałam o tej serii, ale już nadrabiam i zapraszam Was na jesienną odsłonę ;)
Tak prezentuje się mniej więcej całość. Wiadomo, że nie zawsze używam wszystkich produktów ze zdjęcia, ale chciałam pokazać taki pełny zestaw, który zabieram pod prysznic. Tyle słowem wstępu, a teraz czas po kolei opisać poszczególne produkty.
Zacznę od produktu, który nakładam około godzinę przed myciem. Oczywiście nie zawsze mam czas i chęci na olejowanie, ale staram się minimum raz w tygodniu to robić ;) Na zdjęcie już praktycznie ostatnim rzutem załapał się rosyjski olej, który był na prawdę świetny! Jeśli śledzicie mnie w miarę na bieżąco to z recenzji wiecie jak bardzo przypadł mi do gustu.
Kolejny krok w mojej wieczornej rutynie to peeling, który przygotuje twarz przed nałożeniem maseczki. Tym razem używam peelingu Selfie Project z Rossmanna i muszę przyznać, że to jeden z lepszych peelingów jakie miałam. Nie jest to moje pierwsze opakowanie, bo na prawdę lubię do niego wracać. Zawiera on drobinki w postaci pestek moreli, które świetnie radzą sobie z usuwaniem skórek. Do tego w składzie znajdziemy glinkę, która daje świetne uczucie oczyszczenia. Podsumowując - dobry i tani produkt, zdecydowanie wart wypróbowania ♥
MASKA BĄBELKOWA - AA
Jeśli chodzi o maseczki to zazwyczaj wolę te w większych opakowaniach, ale zdarza się mi też stosować saszetki. Postanowiłam zamieścić tutaj bąbelkową, która ostatnio stała się dość popularna. Pisałam o nich na moim instagramie, ale stwierdziłam, że i tu o warto o nich wspomnieć. Główna zaleta tych maseczek to jak można domyślić się sam efekt bąbelek i przyjemne uczucie musowania podczas aplikacji. Chociaż muszę przyznać, że trwa ono króciutko, a sama maska jest wręcz błyskawiczna! Efekty zdecydowanie nie są spektakularne, ale dzięki delikatnemu 'masażowi' jest wręcz idealna na wieczorne spa po ciężkim dniu/tygodniu! Gdyby była jeszcze tańsza, bo według mnie nie jest warta swojej regularnej ceny, zważywszy na jej bardzo oszczędną pojemność (2x4 ml).
ŻEL POD PRYSZNIC - LUKSJA
Jeśli chodzi o żele najważniejszy jest dla mnie zapach i tutaj wystarczają mi najtańsze żele Isany czy Balea. W tej kategorii nie jestem zbyt wymagająca - mają myć, pachnieć i tyle :D Nie sięgam za często po duże opakowania myjadeł, ale na jednej z promocji w Rossmannie skusiłam się na pół litrowy żel Luksja. Który okazał się zresztą bardzo dobrym produktem - ślicznie owocowo pachnie i do tego ma przyjemną kremową konsystencję. Jak dla mnie jest dużo lepszy od dove, którego fenomen średnio rozumiem :P
 
PEELING - ORGANIC SHOP
Pod prysznicem nie może zabraknąć też i peelingu do ciała. Jeśli chodzi o markę Organic shop to jak dla mnie oferuje jedne z najlepszych peelingów! Miałam zarówno wersję w wielkich słoikach (450 ml), jak i te mniejsze (200 ml). Oba zapewniają porządny peeling dzięki zawartości bardzo dużej ilości drobinek - fanki mocnego zdzierania będą na pewno zadowolone. Dodatkowo te w większych wersjach mają genialne zapachy! Z tymi mniejszymi nie do końca trafiam w swoje gusta, ale tym razem nie jest źle. Bambusowy wariant pachnie dość świeżo i przyjemnie, będzie idealny na lato :)
MUS DO CIAŁA - NEUTROGENA
O nawilżenie po prysznicu tym razem dba mus od Neutrogena, który od dłuższego czasu mnie kusił. Muszę jednak przyznać, że z wszystkich przedstawionych tu produktów ten najbardziej mnie rozczarował. Głównie przez konsystencję, która krótko mówiąc jest dziwna. Więcej zdradzę w recenzji,ale na pewno nie zachęca od do regularnego używania.
SZAMPON - BANIA AGAFII
Kolejny produkt do włosów od Babuszki i kolejny udany produkt :) Dobrze radzi sobie z myciem włosów, nawet po olejowaniu! Do tego ma przyjemną cenę, ogólnie szampony to jedne z moich ulubionych produktów tej marki. Jeśli nie znacie - warto nadrobić!
MASKA DO WŁOSÓW - GARNIER
Na koniec kolejny internetowy hit, co do którego.. mam mieszane uczucia. Na pewno cudownie pachnie! Od pierwszego użycia jestem oczarowana tym zapachem :) Co do działania mam mieszane uczucia, więc jeszcze powstrzymam się od dokładnych ocen. Na pewno jeszcze wspomnę o tym produkcie :)

To wszystko, jak widzicie coś mało jesienna ta moja odsłona :D W kolejnej zapewne będzie więcej otulających zapachów, jak zużyję to co mam :)
Znacie któryś z produktów? Jak u Was się sprawdził?
Jak u Was wygląda takie wieczorne spa?
No i oczywiście dajcie znać co myślicie o samej serii i czy chcecie kolejne odcinki :)

40 komentarzy :

  1. Kocham tą maskę Garniera, wersję bananową :) Nie wiem, ile już opakowań zużyłam :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Same super produkty, które chciałabym mieć ;) Też mam dzisiaj ,,dzień urody" - naolejowane włosy, pomalowane paznokcie... :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znam żadnego z przedstawionych przez Ciebie produktów, ale bardzo zaciekawił mnie olej do włosów. Dopiero niedawno odkryłam tę metodę pielęgnacji włosów i nie znam jeszcze żadnych kosmetyków poza używanym obecnie przez mnie produktem z Vianka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Vianka nie miałam i słabo kojarzę ich oleje :D Sama lubię bardzo oleje z alterry i teraz właśnie już jedna z ich wersji poszła w ruch :)

      Usuń
  4. Mimo wszystko muszę wypróbować tę maskę Papaya ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Same fajne kosmetyki - namówiłaś mnie i będzie dziś spa :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Znam tylko Selfie Project, ale to Wzmacniający olejek wpadł mi w oko :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Też używam teraz tej maski Garnier wersja Papaya i również na ten moment mam dość mieszane uczucia. Czekam jednak na Twoją opinię ;) Również bardzo lubię peelingi z Organic Shop, niezwykle mile je wspominam i na pewno jeszcze do nich wrócę. Świetne są takie pielęgnacyjne zestawienia, chętnie będę czytać je u Ciebie częściej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno pojawi się za niedługo, bo mam już gotowy wpis na temat tej maski :)
      I dziękuję bardzo za odzew! :*

      Usuń
  8. Nie ma to jak domowe spa :) Trzeba sobie dogadzać :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Z Organic Shop to ja peeling mango kocham ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja za mango nie przepadam za bardzo, w większości jest za słodki jak dla mnie :P

      Usuń
  10. Zasmuciłaś mnie, że Neutrogena nie za bardzo, ja jeszcze mam ją w zapasach. A bomblująca maseczka daje dziwne uczucie haha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też na nią bardzo liczyłam, ale okazała się słaba - niestety..

      Usuń
  11. zdecydowanie wolę żele z Luksji niż z Dove:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzę, że nie jestem sama! :) W dove cieżko mi znaleść zapach dla siebie.

      Usuń
  12. Domowe spa to idealna sprawa😊 A peeling organic shop miałam, ale zapach inny akurat i wspominam dobrze 😊

    OdpowiedzUsuń
  13. Maska z papają również mnie nie przekonuje. Dużo szumu a działanie marne 😕 miałam kiedyś peeling z organic shop ale nie byłam z niego zadowolona. Ciekawi mnie ten peeling z selfie Project natomiast pod koniec roku stawiam na zużycie tego co mam. Jak tak czytałam post to zdałam sobie sprawę, że nigdy nie używałam żeli Luksja za to te z Dove lubię za zapach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Największy atut maski to zapach, ale działanie no nie ma wielkiego wow :) Peeling jest na prawdę świetny, mimo, że może nic na to nie wskazuje :D Koniecznie wypróbuj, jak zużyjesz co masz :) U mnie w dove ciężko znaleść zapach dla siebie, większość nie podoba mi się już w butelce.

      Usuń
  14. Muszę tę maskę wreszcie kupić, wszyscy się nią zachwycają! :D Mam z tej serii Neutrogeny balsam/żel do ciała, konsystencja rzeczywiście trochę specyficzna, chociaż mnie się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba nie należę do tej grupy :D Balsam/żel ma zupełnieeee inną konsystencję niż mus z tego co czytałam :) Żałuję teraz, że nie zdecydowałam się na właśnie balsam..

      Usuń
  15. Olejek z Bani Agafii również przypadł mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  16. Kojarzę wiele kosmetyków. Niektóre znam z drogeryjnych półek, inne sama kiedyś stosowałam :) Generalnie fajny post, ale radziłabym to podzielić np. na "pielęgnacja twarzy", "pielęgnacja włosów" itd :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie mialam nic z tych rzeczy.. włosów nie olejuję, ale chyba jednak zacznę.

    Zapraszam na mojego bloga

    OdpowiedzUsuń
  18. peeling od selfie project był dla mnie aż za mocny! zdecydowanie nie do codziennego użycia. a bubble mask z AA była... zabawna i tyle :D poza śmiesznymi bąbelkami nic więcej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Peeling jest idealny dla cer mieszanych, czy tłustych. Dla innych może być rzeczywiście nieco za mocny, dla mnie to akurat w nim jest świetne! :D Do maski mam takie same odczucia :)

      Usuń
  19. PEELING - SELFIE PROJECT znam ale nie należy on do moich ulubieńców. Znam również żel Luksja i uwielbiam chyba wszystkie warianty zapachowe ;) A maskę bombelkową mam w planach kupić :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Miałam ten szampon z Agafii i był całkiem dobry, a moja mama to była nim zachwycona :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Olejowania włosów nigdy nie próbowałam, chociaż już tyle razy czytałam, jakie cudne są potem efekty, że rozważałam wiele razy. Wiem jednak, jak to się skończy - na początku będę działać regularnie, a potem już odpuszczę;p Nawet z nakładaniem maski mam czasami problem czy raczej brak chęci;D Ten peeling mnie zaciekawił, zwykle sięgam po Ziaję liście manuka, ale jak zużyję to może się skuszę, żeby wypróbować:) Szczególnie, że nie miałam jeszcze nic z Selfie Project. Maski bąbelkowe póki co mnie nie kuszą, poza tym też raczej sięgam po duże opakowania, a nie saszetki, także to sobie odpuszczę raczej. Natomiast co do żelu pod prysznic - że fenomen na Dove jest, o tym nie wiedziałam, choć sama kupuję najczęściej żele tej marki. Jest to jednak spowodowane głównie moim uzależnieniem od zapachu wersji "silk glow". Zawsze do niego wracam i podejrzewam, że skończy się to jedynie, jeśli go wycofają (mam jednak nadzieję, że ten dzień nie nadejdzie). Jeśli jednak nie dove, to palmolive, bo też podobają mi się ich zapachy, a właśnie w przeciwieństwie do Ciebie - zależy mi na dużych opakowaniach. Do tego je też często znajduję w promocji, więc czego chcieć więcej:)
    Mam również jakiś peeling z Organic Shop - cukrowy malinowy i pachnie przecudownie. Aż chciałoby się go zjeść:( Jednak nie wiem czemu mam problem z peelingami i ich stosowaniem, jakoś zbyt mało wydajne mi się wydają, szczególnie w przypadku, gdy używa się ich na całe ciało. Albo tylko ja tak mam. Dlatego też obecnie raczej sięgam po rękawicę kessa i po prostu odpuszczam zakup jakichkolwiek peelingów do ciała. Mus od Neutrogeny mnie natomiast zawiódł. Myślałam, że może będzie to taka super seria i nawet zastanawiałam się nad tym, czy nie kupić czegoś do ciała właśnie, ale skoro mówisz, że Tobie się nie sprawdził, to chyba zostanę przy tym swoim kremie do twarzy i nie będę kombinować;D W sumie miałam chyba jakiś balsam z Neutrogeny, głęboko nawilżający z tego co widzę, bo go nawet do końca nie zużyłam, tak bardzo mnie nie powalił... Może po prostu lepiej im idzie z produktami do twarzy;D
    Szampon, o którym piszesz, miałam i niestety mi się nie sprawdził. Moja skóra głowy się z nim bardzo nie polubiła, tak samo jak z innym tej marki, ale generalnie mam tak często gdy zmieniam szampon, dlatego musiałam wrócić do swojego sprawdzonego z dove. Obecnie jednak testuję inny o lepszym składzie i póki co zapowiada się dobrze:)
    Na recenzję maski natomiast czekam, bo gdy pisałam o bananowej, dużo osób wspominało o wersji, którą posiadasz, więc jestem ciekawa czy wypadłaby lepiej:D Nie dziwię się jednak, że ma świetny zapach - to pewnie cecha wspólna całej tej serii od Garniera.
    Pozdrawiam!
    Indium

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do olejowania to ja też bywam mało regularna, albo raczej bywałam, bo teraz już staram się w sobotę o tym nie zapominać. Ale kiedyś bywało, że miałam np miesięczną przerwę.. Jednak efekty są na prawdę fajne, więc warto spróbować! :)
      Peeling Selfie Project polecam bardzo! Ziaję kiedyś też lubiłam, wręcz była moim ulubieńcem, ale teraz już w sumie trochę mi przeszło z nią. Co do samej marki SP zdaję sobie sprawę, że jest mało kusząca (dla mnie też), ale ten produkt na prawdę zasługuje na uwagę :)
      Muszę sprawdzić ten zapach dove, bo pamiętam, że jak kupowałam swoją - mandarynową wersję, to podobała mi się też jakaś żółta wersja :P
      Co do peelingów to niestety masz rację, dość szybko się kończą. Malinowa wersja OS jest podobno świetna jeśli chodzi o zapach, muszę ją spróbować, bo te co miałam to jakieś szałowe pod zapachowym względem no nie były..
      Z neutrogeny podobno lepsze są te wodne balsamy, także jeśli już to bym brała je. Do Twarzy miałam od nich peeling i był.. kiepski :D Także no chyba sympatia do tej marki nie jest mi dana :P
      Wszystko zależy od skóry głowy i włosów, na ig też czytałam, że u kogoś był kiepski. Ja akurat lubię ich szampony, a tych takich typowo drogeryjnych raczej nie kupuję. Także zaciekawiłaś mnie tym szamponem o lepszym składzie - co to takiego? :D

      Usuń
    2. Moooooże może kiedyś ewentualnie spróbuję, ale i tak podejrzewam, że mój słomiany zapał weźmie górę i wytrzymam max miesiąc:( W ogóle nie wiem sama co myśleć o tej marce, wiem, że wypuścili jakieś maseczki peel-off z brokatem, które miały być fajne a chyba wyszło średnio, raz chciałam kupić olejek do ust, ale też z tego co czytałam to jakiś wybitny to to produkt nie jest... No nie wiem, może faktycznie ten peeling to taki ich hit:)
      Co do dove to właśnie to jest taki powiedzmy bardziej kremowy zapach. Tradycyjnie, tak jak i z woskami i świecami i wszystkim innym raczej nie sięgam po te, które pachną czymś do jedzenia, więc wszelkie zapachy, które trudno jednoznacznie określić są zwykle w centrum mojej uwagi. Obczaj sobie jak pachnie, bo kto wie, może też Ci się spodoba.
      Nie wiem szczerze mówiąc jak pachną inne, bo ten malinowy wybrałam tak o szukając właśnie jakiegoś cukrowego (solne i jakiekolwiek ranki przez suche skórki wokół paznokci to zdecydowanie złe połączenie;p) i naprawdę polecam (szczególnie, że maliny już dla mnie zaliczają się do zapachów czegoś do jedzenia;d). Ale czy na neutrogenowe balsamy się skuszę? no chyba nie. Żele do mycia twarzy ok, kremy ok, ale w kwestii pielęgnacji ciała to jednak wolę bardziej szukać wśród dove albo chyba eveline, bo słyszałam, że coś fajnego mieli z olejkami.
      Hmmm no to może faktycznie moja skóra głowy po prostu się z tymi szamponami nie lubi... Aż mnie to nieco zniechęciło do tych bardziej naturalnych;c Nie mówiąc już o tym, że się często słabiej pienią, a tego to po prostu nienawidzę, bo włosów krótkich nie mam i wtedy szampon zużywa się w ekspresowym tempie. Ten szampon jest marki Petal Fresh - Kosmetyczna Hedonistka go polecała i stwierdziłam, że zaryzykuję, a jak się nie sprawdzi to odpuszczam z lepszymi składami na dobre. Chyba jednak mam się zagłębiać w ten temat dalej, bo naprawdę zaskoczył mnie fakt, że nie wystąpiły u mnie żadne negatywne skutki używania tego szamponu:) Także może to będzie jakiś kolejny ulubieniec, kto wie...Opinię chcę jeszcze sobie tak ostatecznie wyrobić, żeby nie polecić jakiegoś średniaka;p

      Usuń
    3. Miałam ich maski o których mówisz, tz jedną - czarną :D Powiem tak, że bardziej wygląda niż działa. Na poprawę humory jest na prawdę fajna, ale działanie jest znikome także nie kupowałabym jej pod tym kątem. No i warto wspomnieć, że trzeba trzymać je na prawdę długo, żeby efekt był zadowalający! U mnie było to 45 min..
      Za jedzeniowymi zapachami też nie przepadam, ale mam tu na myśli czekoladowe, waniliowe - takie typowo jedzeniowe, nie wliczam tu żadnych owocowych :)
      Te rosyjskie, akurat mają sls, albo ich słabszą postać więc pienią się dobrze - też zwracam na to uwagę :) A to znam, znam ze słyszenia - wiele osób je poleca, więc pewnie coś w tym jest. Chcę kiedyś je wypróbować :)

      Usuń
  22. U mnie świetnie sprawdziła się maską Papaya Hair Food, ale trzymana długo na włosach. Jako odżywka na szybko nie dawała rady, bo moje włosy potrzebują intensywniejszej pielęgnacji :) Używałam też kilka lat temu szamponów z tej rosyjskiej serii i z tego co pamiętam były bardzo fajne. Lubię też peelingi Organic Shop :) Mam Selfie Project 3w1, ale moje pierwsze wrażenie już znasz, więc nie będę się powtarzać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może spróbuję takiego sposobu, tzn też trzymałam ją tak dłużej do 10-15 min, ale to było maksimum :) Nawet chyba ostatnio znalazłam na Twoim blogu recenzje tych szamponów ;)

      Usuń
  23. Bąbelkową maseczkę muszę wreszcie przetestować. Peelingi organic shop kocham. Jak dla mnie najlepsze z dostępnych w drogeriach peelingów :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Muszę kiedyś kupić bąbelkową maseczkę, jeszcze nie miałam, a jestem bardzo ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz - sprawia mi on sporo radości! :)
Na wszystkie pytania zamieszczone w komentarzach pod danym postem odpowiadam bezpośrednio pod nimi w komentarzu.

Zapraszam również do pozostania ze mną na dłużej. Będzie mi bardzo miło ♥

Większa część zdjęć zamieszczonych na blogu jest mojego autorstwa (jeśli nie - wyraźnie jest to zaznaczone). Ich kopiowanie jest zabronione! Nie kradnij, jeśli chcesz je gdzieś udostępnić najpierw zapytaj!

Etykiety

#Blogerkipolecaja 4 pory roku AA Alterra alverde anatomicals avon Balea Balmi balsam do ciała balsam do ust Barwa bebeauty bell Bi-es Bielenda Biolove Biotaniqe buna catrice celia ciało cienie do brwi delia denko Dermedic dermena dm Dr.Konopka's ecocera efektima elfa-pharm eos esencja essence Eveline Evree Fa Farmona film Flormar Garnier gliss kur Golden Rose Green Pharmacy hean Himalaya hity roku Holika holika Ingrid Isana Jantar Joanna Kallos kobo kolastyna kolorówka korektor pod oczy kosmetyczne premiery kosmetyczni ulubieńcy krem bb krem cc krem do rąk krem do twarzy krem pod oczy książki kulturalne podsumowanie roku L'biotica La Rive lakier do paznokci lemax lifestyle Lirene liście manuka Loreal lovely Luksja Makeup Revolution makijaż Marion mariza maseczka do twarzy maseczki w płachcie maska/odżywka do włosów masło do ciała Maxfactor Maybelline mini recenzje miss sporty Miya miyo mus do ciała muzyka my secret mydło do ciała i włosów Nacomi naklejki wodne Natura Estonica naturalnie Neutrogena niekosmetyczni ulubieńcy nivea nowości oceania odżywka do paznokci Oillan olej do włosów olejek do twarzy Organic shop Organique organizacja oriflame Originals Palmolive paznokcie peeling peeling do rąk peeling do skóry głowy peeling do twarzy perfecta Petal Fresh pianka do twarzy pianka pod prysznic pielegnacja pielęgnacja pielęgnacja twarzy planet spa płyn micelarny podkład podróże pomadka promocja na kolorówkę w Rossmannie promocja na pielęgnacje twarzy w Rossmannie prywatnie Przegląd kulturalny przegląd marki puder Rimmel Rival de Loop rosyjskie kosmetyki bani agafii Sally Hansen Seche Vite selfie project serial serum skarpetki złuszczające soraya Stara Mydlarnia Sylveco szampon tag tanie kosmetyki Tatry tołpa tonik top coat treaclemoon tusz do rzęs Tutti Frutti twarz Ulubione blogi usta Venus Vianek Vipera wcierka wibo wieczorna pielęgnacja wishlista włosy wygląd bloga wyjazdowa kosmetyczka wzorki na paznokciach Yves Rocher zagraniczne kosmetyki ziaja żel aloesowy żel do brwi żel pod prysznic
me & my passions © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka