Muszę przyznać, że w ostatnim czasie na nowo odkryłam markę Eveline. Bowiem o ile po ich kosmetyki do makijażu chętnie sięgałam to do pielęgnacji miałam mieszane uczucia. Wszystko zaczęło się od balsamu do ciała z maliną nordycką, o którym pisałam tutaj. Okazał się tak fajny, że postanowiłam sprawdzić także inne wersje. Tym razem z serii I love vegan food, reklamowanej jako posiadająca lepszy, bardziej naturalny skład. Moja wersja to silnie odżywcza do skóry bardzo suchej z mango i awokado. Jeśli jesteście ciekawe jak się sprawdziła to zapraszam do czytania :)
Opakowanie mojej wersji to plastikowa tuba zamykana na klik o pojemności 175 ml. Jest to wersja produkowana dla biedronki. Z kolei w drogeriach identyczny wariant znajdziecie w większym opakowaniu z pompką.
Jeśli chodzi o samą aplikację to nie mam tutaj balsamowi nic do zarzucenia. Dzięki zamknięciu na klik jest ona bardzo wygodna. Bez problemu wydobywamy odpowiednią ilość balsamu. Jeśli chodzi o konsystencję to jest ona przyjemnie kremowa, raczej lekka. Łatwo się rozsmarowuje, nie smuży i szybko wchłania.
Jeśli czytacie mnie dłużej to doskonale wiecie, że mango to zapach po jaki nie sięgam w kosmetykach za często. Wydaje mi się za słodki, wręcz mdlący. W balsamie Eveline jest jednak zupełnie inny! Bardzo owocowy, przypomina mi pomarańczową mambę, która kojarzy mi się z dzieciństwem! ♥ Na instagramie czytałam podobną opinię i to właśnie ona skusiła mnie do kupna.
Jak widzicie producent informuje nas, że w składzie znajdziemy masło pomarańczowe, więc moje odczucia zapachowe są jak najbardziej uzasadnione :) Jeśli chodzi o działanie to podobnie jak w malinowej wersji jestem w 100% zadowolona, powiedziałabym nawet, że ta wersja jest jeszcze lepsza. Skóra po użyciu balsamu jest przede wszystkim gładziutka i miła w dotyku. Do tego nawilżenie jakie daje jest jak najbardziej widoczne już podczas pierwszych aplikacji. Dzięki temu, że balsam nie pozostawia jakiejkolwiek warstwy na skórze nadaje się także na letnie upały :)
Skład może nie należy do najkrótszych i wydaje mi się, że nie jest jakiś super naturalny. Jednak działanie jest na prawdę dobre, co dla mnie najważniejsze. Do tego w biedronce z łatwością znajdziemy go już za 10 zł, a często nawet taniej na promocji, więc zdecydowanie warto się skusić :)
Sama chętnie sprawdzę inne wersje balsamów Eveline, więc jeśli jakąś konkretną polecacie to koniecznie dajcie znać :) Za jakiś czas też napiszę Wam o innym produkcie z serii I love vegan food, tym razem do pielęgnacji twarzy.
Znacie ten produkt? Jakie inne produkty marki Eveline polecacie?
Czerwiec za nami, a wraz z nimi kolejny kwartał 2020, więc czas najwyższy na kosmetyczną odsłonę ulubieńców! Tym razem (jeszcze) w bardzo czerwcowej odsłonie, bo z akompaniamentem piwonii :D
Muszę przyznać, że zawsze staram się bardzo dokładnie przemyśleć wybór
kosmetyków do serii ulubieńców. Często rezygnuję z niektórych
kosmetyków, bo wydają mi się nie wystarczająco zachwycające, a przecież
używam tylu fajnych kosmetyków! Macie podobnie, czy to tylko moje rozkminy? :D
Nawiązując do wstępu dzisiaj postanowiłam w końcu wspomnieć o żelach, których używam od kilku dobrych miesięcy! Do tego będzie kilka kremów do pielęgnacji twarzy, bowiem ostatnio odkryłam, że naturalna pielęgnacja bardzo mi służy ♥ Znajdzie się także cośdla fanów kolorówki, więc całkiem różnorodnie - jeśli jesteście ciekawe moich typów, zapraszam do czytania :)
Muszę przyznać, że bardzo polubiłam nową - naturalną serię od Lirene. Fajnie, że drogeryjne marki wprowadzają do swojego asortymentu także kosmetyki z dobrym składem! W ulubieńcach z pierwszego kwartału 2020 pokazywałam Wam wersję nawilżającą kremu na dzień. Dzisiaj z kolei mam wersję regenerującą na noc, którą... polubiłam jeszcze bardziej ♥ Cudownie regeneruje cerę i dba o odpowiedni poziom nawilżenia, a do tego przyjemnie pachnie. Muszę przyznać, że to jeden z najlepszych kremów do twarzy jakie miałam! Po komentarzach na instagramie widzę, że nie jestem jedyna :)
PRZECIWZMARSZCZKOWY KREM POD OCZY PAPAJA I MANGO - BE. LOVED
W ostatnim czasie odkryłam również, że kremy pod oczy w nieco bogatszej konsystencji super się u mnie sprawdzają. Dużo, dużo lepiej nawilżają delikatne okolice niż takie typowe kremowe konsystencje z drogerii. Działanie tego gagatka było widać gołym okiem, bardzo żałuję, że kosztuje.. ok. 100 zł (a może i więcej). Dla mnie to cera zaporowa jednak, na pewno już do niego nie wrócę. Sama dostałam tą miniaturę, która była bodajże dostępna w którymś z boxów kosmetycznych, więc tam warto go szukać. Ja z kolei skusiłam się teraz na Botanic Food, a potem mam w planach Nacomi, które mają chyba podobną treściwą konsystencję :)
Tak, to kolejny krem w dzisiejszym zestawieniu, zastanawiałam się czy na pewno go tu umieścić.. Ale skoro udało mi się poznać tak fajne kremy to dlaczego się nimi nie podzielić :) Zwłaszcza, że kiedyś miałam duży problem z kupnem dobrego kremu, który będzie mi w 100% odpowiadać. Ten może nie jest idealny całkowicie (szczegóły w polinkowanej recenzji), ale genialnie wpływa na niedoskonałości! Więc chociażby dlatego warto go kupić, jeśli tak jak ja macie problem z okresowo pojawiającymi się niedoskonałościami. Gdy nałożymy produkt na noc to rano niedoskonałości są zdecydowanie mniej widoczne, a po paru dniach znikają całkowicie ♥ W tym miejscu dziękuję Kamili za polecenie ;)
KREMOWY ŻEL POD PRYSZNIC, BE BEAUTY
Żele z biedronki są ze mną już od dłuższego czasu, ale jakoś zawsze pomijałam ich w ulubieńcach.. A przecież i te produkty warto polecać! :) Mają przyjemną kremową konsystencję, nie są zbyt lejące, ładnie pachną i kosztują niewiele. Sama znam trzy wersje tych produktów, najbardziej lubię brzoskwiniową oraz właśnie limonkę - idealną na lato, ale i truskawka jest przyjemna. Chociaż bardziej słodka, więc dla mnie lepsza na zimniejsze miesiące. Moim zdaniem żele be beauty wypadają znacznie lepiej niż te isany, które są mniej wydajne, droższe i przede wszystkim zapachowo już nie zachwycają. Większość jest na jedno kopyto.. Także jeśli jeszcze nie znacie tych biedronkowych myjadeł to zdecydowanie warto je wrzucić podczas najbliższych zakupów do koszyka!
BŁYSZCZYK DO UST BRILLIANT SIGNATURE GLOSS - LOREAL (302 BE OUTSTANDING)
Jedna z moich nowości z początku czerwca, która jednak tak mi się spodobała, że musiałam ją tu umieścić. Mimo, że jest to błyszczyk to jest dość trwały, bo częściowo 'wpija' się w usta. Co ważne nie lepi się, więc nie musimy się obawiać, że będzie mocno wyczuwalny. Sam aplikator jest do tego bardzo precyzyjny, więc umożliwia szybką aplikację. Kolor jaki posiadam - 302 to dla mnie taka wiśnia, idealna na lato. W sumie to nie spodziewałam się, że taki odcień aż tak mi podpasuje :D
O produkcie tej firmy mogliście już przeczytać na blogu pełną recenzję. Byłam i nadal jestem zachwycona samą szczoteczką tego produktu, a dokładniej precyzją jaką daje. Nie musimy się obawiać przedobrzenia, bo maskara praktycznie nie maluje skóry, a jedynie same włoski dając bardzo naturalny efekt. Dodatkowo można go stopniować zależnie od potrzeb. Jest to chyba najtrwalszy żel do brwi jaki miałam! Podczas demakijażu długo nie widać go na waciku :D Do wyboru jest aż 3 wersje, więc każdy znajdzie coś dla siebie. Warto polować na promocje, bo jednak jego cena regularna jest dość wysoka w porównaniu z innymi produktami do brwi jakie miałam.
Tak wyglądała dzisiejsza piątka ulubieńców. Coś z niej znacie?
Jakie kosmetyki same poznałyście w ostatnim czasie, które stały się Waszymi ulubieńcami?
Kremy do twarzy Vianek były od dawna na mojej liście zakupowej. Kusiła mnie zwłaszcza wersja normalizująca, która wydawała mi się idealna do mojej problematycznej cery, zwłaszcza latem. Dodatkowo bardzo polecała ją Kamila, więc w końcu wersja na noc trafiła do mojego koszyka :) Jak się sprawdziła? O tym przeczytacie w dzisiejszym wpisie.
Nasz krem standardowo kupujemy zapakowany w kartonik na którym znajduje się multum informacji o obietnicach, składzie itd. Sam wygląd jak wspominałam już wielokrotnie tworzy spójny obraz polskiego kosmetyku - bardzo mi się podoba!
Właściwe opakowanie to z kolei plastikowa buteleczka o pojemności 50 ml. Posiada wygodną pompkę, więc aplikacja jest super wygodna i do tego higieniczna ♥ Jeśli chodzi o konsystencje to jest ona idealna - ani nie za gęsta, ani też nie rzadka, coś pośredniego.
Łatwo się rozprowadza, nie smuży i dość szybko wchłania. Chociaż jeszcze przez chwilę zostawia po sobie lekką warstewkę, ale nie tłustą, a bardziej 'ochronną'. Podczas robienia zdjęć produktu, kiedy pierwszy raz miałam okazję go poznać przeżyłam niezły szok zapachowy :D Dość mocno czuć było siarkę, że podeszłam do kremu z mocno mieszanymi uczuciami..
Jednak już podczas bezpośredniej aplikacji nie było już takich problemów z zapachem. Już nie czułam tak intensywnej woni siarki, a bardziej ziołowy pokrzywowy zapach. Nie mniej jednak na pewno woń nie przypadnie wszystkim do gustu, bo fiołkami to on nie pachnie. Zapach jest też inny niż w maseczce, czy toniku z tej serii. Także warto wziąć to pod uwagę, nie mniej jednak do wszystkiego idzie się przyzwyczaić. Mi osobiście zapach już aż tak nie przeszkadza.
Bez wątpienia jednak obecność wspomnianej siarki czy olejku z drzewa herbacianego wspaniale działa na wszystkie niedoskonałości. Kilka razy borykałam się bowiem z większymi niedoskonałościami i zauważyłam, że krem wspaniale je łagodzi, wysusza i stają się zdecydowanie mniej widoczne! Tak więc jako krem 'dbający o stan cery' sprawdza się genialnie! Rano budzimy się z cerą w wyraźnie lepszym stanie. Jednak mam małe 'ale' co do nawilżenia, bo w tym wypadku nie jestem do końca zadowolona. Podczas jego stosowania musiałam wspomagać się maseczkami, bo skóra była miejscami lekko przesuszona. Dlatego na zimę nie zdecydowałabym się go kupić, ale na lato jest jak najbardziej okej :)
Moim zdaniem jest to bardzo dobry wybór dla cer trądzikowych, czy mieszanych jak moja z okresowo pojawiającymi się niespodziankami. To jak na nie wpływa zdecydowanie robi wrażenie! ♥ Do tego jest to polski produkt z bardzo dobrym składem naturalnym.
Cena regularna kremu to ok. 30 zł, ale bardzo często można go znaleźć taniej za 22-25 zł. Znajdziecie go w hebe, naturze, mniejszych drogeriach i aptekach :)
Znacie ten produkt? Może miałyście inne kremy do twarzy tej marki? Jak się u Was sprawdziły?
W pierwszym poście lipca zapraszam Was na przegląd kulturalny z minionego miesiąca. Miał on co prawda pojawić się wcześniej, ale obrona pracy magisterskiej 'pokrzyżowała' mi nieco plany :D Ale skoro jestem już po to nadrabiam zaległości. Tym razem mam dla Was muzyczne odkrycie czerwca,kilka seriali i filmów, większość to warte uwagi pozycje, wiec powinniście znaleść coś dla siebie :)
Muzyka
Meek, Oh why? x Sarsa - Zachód
Meek, Oh Why? - Nów
Meek, Oh Why? - Dżentelmen
Meek, Oh Why? - Przeźroczysty
Muzycznie czerwiec bezapelacyjnie należał do Meek, Oh Why? czyli mojego odkrycia z połowy miesiąca. Zauważyłam, że w ostatnich miesiącach mój gust muzyczny (i nie tylko) trochę się zmienił i ostatnio bardziej ciągnie mnie w nieco rapowe kawałki :) Meek, Oh Why? wyróżnia się zdecydowanie moim zdaniem na tle innych, bo jest to jednak coś bardziej ambitnego niż to co prezentuje większość podobnych twórców. Myślę, że raczej nie będziecie go znać, dlatego polecam Wam caaaaałą płytę Zachód! ♥ Sama pokazałam w poście czwórkę, która najbardziej przypadła mi do gustu.
Seriale
Control Z
Gdy tajemniczy haker zaczyna ujawniać najbardziej intymne sekrety uczniów w całej szkole, bystra samotniczka Sofía rozpoczyna walkę z czasem, by odkryć jego tożsamość.
Właściwie ten serial powinien pojawić się już w majowym przeglądzie. Ale jako, że skończyłam go po opublikowaniu wpisu pojawia się teraz. Muszę przyznać, że to jedno z zaskoczeń tego roku! Oczywiście odkryłam go dzięki Sabinie :D Obejrzałam go w ciągu kilku dni, więc zdecydowanie mnie wciągnął, czego się nie spodziewałam. Dla mnie to takie połączenie eye candy, 13 powodów, może trochę Szkoły dla Elity.. Więc jeśli któryś z tych serialów Wam się podobał to i tu będziecie zadowoleni :) Polecam, jeśli lubicie takie luźne szkolne seriale z tajemnicą do rozwiązania!
★★★★★★★★☆☆
13 powodów - 4 sezon (finałowy)
Zbliża się koniec szkoły. W ostatnim sezonie serialu Clay i inni uczniowie stają przed trudnymi wyborami, gdy ich przyszłości zagrażają sekrety z przeszłości.
Jeśli jesteście ze mną dłużej to doskonale wiecie, że baaaardzo lubię ten serial, więc z niecierpliwością czekałam na nowy sezon. Ale i z drugiej strony bardzo żałowałam, że to już ostatni.. Jak oceniam finałowy sezon? Dla mnie na pewno nie był tak dobry jak 2 i 3, które najbardziej mi się podobały. Podobnie jak w 1 sezonie były odcinki, które były świetne, ale były też takie mocno średnie, które nieco rozczarowywały. Jednak ostatni odcinek to złoto! Prze-genialny, poruszający, wbijający w fotel ♥ Zdecydowanie uratował cały sezon i dla mnie fajnie zakończył cały serial. Jeśli jeszcze nie widzieliście tego serialu to zdecydowanie WARTO! Jest mocny momentami przygnębiający i oczywiście zapadający w pamięć. Chyba dlatego go tak uwielbiałam! To jeden z moich ulubionych seriali, więc będę tęsknić, no i pewnie za jakiś czas wrócę do całości :)
★★★★★★★★★☆
Szadź
Historia seryjnego mordercy oraz podążającej jego tropem komisarz policji.
Mocno przeciętna propozycja. Na początku nie byłam wcale przekonana, w środkowych odcinkach coś się rozkręcił, ale końcówka znowu bez szału. Niby jest to coś innego, bo zazwyczaj szukamy mordercy, a tu znamy go od pierwszego odcinku, a zastanawiamy się nad jego motywem, ale na dobrą sprawę niczym mnie nie zaskoczył.. No i ten Stuhr niby dobrze grał swoją rolę, ale jednocześnie okropnie mnie irytował przez cały serial! Najlepiej z całej obsady wypadł dla mnie Gelner :D
★★★★★☆☆☆☆☆
W głębi lasu
Odnalezione ciało zostaje powiązane ze sprawą siostry warszawskiego prokuratora, która zniknęła 25 lat wcześniej.
Polski serial na Netflixie (jeśli się nie mylę to druga krajowa produkcja na tym serwisie) na podstawie książki Cobena. Poprzednie ekranizację jego książek - Safe i Stranger nie podobały mi się za bardzo, bo wcale mnie nie wciągnęły. Tu jednak było dużo lepiej, bardzo dobrze się go ogląda. Potrafi nawet zaskoczyć, obsada też dobrze dobrana. Warto zobaczyć ;)
★★★★★★★☆☆☆
Zdążyć przed zmrokiem
W podmiejskim lesie giną dzieci. Aby rozwiązać sprawę, pracujący nad nią detektyw musi skonfrontować się z przeszłością.
To propozycja, którą w sumie oglądałam w maju do połowy sezonu. W czerwcu myślałam, że do niej wrócę, ale chyba nie.. Obejrzałam 4/8 odcinków i w sumie sprawa morderstwa ani trochę nie została posunięta do przodu. Niby jest fajny klimat, nieco mroczny, ale akcja mnie zwyczajnie męczy, strasznie jest rozwleczona.
Nie oceniam, bo nie obejrzałam do końca, wspominam o nim 'bonusowo'.
Filmy
Legiony
Pośród walki o wolną Polskę dwaj legioniści zakochują się w tej samej dziewczynie.
Bardzo długo miałam go na liście do zobaczenia, bo rzadko sięgam po tematykę historyczną. Muszę przyznać, że oglądało mi się go jednak bardzo dobrze, jak na film o takiej tematyce! Pewnie dużo zrobił fakt, że ostatnio polubiłam Fabijańskiego (po ultraviolet), Gelnera też lubię - więc obsadę oceniam bardzo dobrze :D No i świetnie też jest zrobiony, z tego co wiem to poszły na realizacje 'grube miliony' :P Polecam!
★★★★★★★☆☆☆
Mayday
Janek, posiadający dwie żony, umiejętnie lawiruje pomiędzy nimi. Do czasu, gdy pojawią się kłopoty i powstanie zagrożenie, że cała sprawa się wyda.
Kolejna polska propozycja, ale zupełnie inna, sama wypatrzyłam ją u Magdy bodajże. Z tego co wiem to oryginalne Mayday było grane w teatrze. To taka luźna propozycja na wieczór, jeśli szukamy czegoś na 'odmóżdżenie' nawet do oglądania 'w tle'. Były momenty żenujące jak to w niektórych polskich filmach bywa, ale też kilka było zabawnych, więc oglądało mi się go całkiem spoko. Nie jest to jednak film dla anty-fanów polskich propozycji. Jeśli nie lubicie polskich produktów to raczej nie oglądajcie, bo nie sprawi on, że zmienicie zdanie. Ale jeśli nie macie 'problemu' z polskimi filmami to można zobaczyć, aczkolwiek, bez wielkich poleceń z mojej strony :P
★★★★★★☆☆☆☆
Tylko sprawiedliwość
Światowej sławy adwokat Bryan Stevenson wspomina sprawę skazanego na karę śmierci mordercy osiemnastolatki Waltera McMilliana, którego udało mu się wybronić.
Wypatrzyłam ten film u Justyny na story. Mi osobiście kojarzy się trochę z 'zieloną milą', więc jest to dla mnie bardzo uniwersalna propozycja. Będzie odpowiednia dla wielu osób i pewnie większość ją doceni. Może nawet bardziej niż ja :P Oczywiście porusza on widza i ogólnie robi wrażenie, ale mi trochę się dłużył. Musicie jednak wiedzieć, że ostatnio bardzo ciężko utrzymać moją uwagę i chyba wolę lżejsze propozycje w ostatnich tygodniach, ale.. warty polecenia!
★★★★★★☆☆☆☆
Poczujcie rytm
Po niepowodzeniu na Broadwayu egocentryczna tancerka wraca do rodzinnego miasta i rozpoczyna treningi z grupą niesfornych tancerek przygotowujących się do zawodów.
Tutaj bardzo luźna propozycja od netflixa, dokładnie taka jakiej potrzebowałam po dniach nauki do egzaminu. Muszę przyznać, że jest bardzo udana, momentami zabawna, momentami może lekko żenująca, ale ogólnie super mi się ją oglądało! Jeśli szukacie czegoś lekkiego, będzie odpowiednia dla rozrywki. W innym wypadku może Wam się nie spodobać :)
★★★★★★★☆☆☆
To już wszystkie czerwcowe propozycje. Coś znacie? Coś Was ciekawi? Co same oglądałyście w ostatnim czasie?
Czerwiec kończę wpisem denkowym z ubiegłych dwóch miesięcy - maja i czerwca. Muszę przyznać, że tym roku wakacje na prawdę mnie zaskoczyły :P Ale prawie każde denko zaczynam zaznaczając szybkość przemijającego czasu, więc może na tym zdaniu zakończę.. :D
Tym razem nie pomyślałam o zbiorczym zdjęciu, więc zestawienie widzicie w formie kolażu. Wyjątkowo udało mi się zużyć równą liczbę kosmetyków pełnowymiarowych do pielęgnacji ciała, włosów i twarzy. Na uwagę zdecydowanie zasługuje ostatnia grupa, bo to prawdziwe petardy! Ale po kolei.. Jeśli jesteście ciekawe co tym razem zużyłam, zapraszam do czytania :)
PIELĘGNACJA CIAŁA
✔ Żel pod prysznic aloes i limonka - Be beauty
To już kolejne opakowanie tego żelu u mnie. Bardzo je lubię - mają ładne, orzeźwiające zapachy, są przyjemnie kremowe i do tego tanie. Ta wersja jest świetna zwłaszcza na lato, bo zapach jest bardzo świeży.
✘ Krem do rąk żurawina i awokado - Balea
Baaaardzo
lekki kremik i do tego mega rzadki, co mi zwłaszcza nie odpowiadało. U
mnie na moich wtedy dość wymagających dłoniach prawie nic nie robił.
Zapachowo też bez szaleństw.
Muszę przyznać, że pozytywnie zaskoczył mnie ten produkt! Ładnie rozsmarowuje się na ciele, mimo, że to krem nie smuży i szybko się wchłania. Przyjemnie też nawilża, ma ładny i delikatny zapach, a do tego skład opiera się na naturalnych składnikach. Chętnie sprawdziłabym jeszcze inne wersje, zwłaszcza, że kosztuje mniej niż 10 zł.
✔ Peeling do ciała papaja - Organic Shop
To kolejny peeling tej firmy u mnie i podobnie jak poprzednie wersje w działaniu mnie nie rozczarował. Jest odpowiednio mocny, ma duże drobiny, zbitą konsystencję jak lubię i nie zostawia żadnej warstwy na ciele. Jednak zapachowo znowu mam do niego 'ale', bo jest mało owocowy, bardziej przypomina cukierki. Więc mogło być bardziej owocowo i świeżo.
PIELĘGNACJA WŁOSÓW
✘ Szampon z olejem z zielonych oliwek - Nature Box
W
przeciwieństwie do wersji w kostce nie sprawdził się zbytnio. Miałam
wrażenie, że obciąża mi włosy, gdy stosowałam go częściej. Wchodziło w
grę jedynie używanie raz na jakiś czas, ale ogólnie i tak bez szału..
Ostatecznie często używałam go jak żelu pod prysznic, żeby tylko zużyć.
✔ Szampon do włosów cienkich bawełna i len - Vis Plantis
Kolejne
opakowanie tego produktu u mnie i ponownie zachwyt! ♥ Mimo, że jest
delikatny dobrze myje, włosy mają niezłą objętość i super się
prezentują. Nie wymaga nawet użycia odżywki po, cudo!
Pozytywne zaskoczenie! Dobrze mył włosy (nawet z oleju) i całkiem fajnie się pienił. Coś innego, chętnie jeszcze kiedyś wrócę (lub wypróbuję inne wersje), pomimo tego, że wymagają nieco więcej czasu :P
Ten produkt okazał się rozczarowaniem, bo niewiele robił. Głównie ułatwiał rozczesywanie i nic poza tym, dodanie olejku pod koniec opakowania nieco polepszyło jego działanie, ale do tej wersji nie wrócę.
Świetna mocno oczyszczająca maska. Dobrze się sprawdza przy cerach mieszanych/tłustych do stosowania raz na jakiś czas. Matuje skórę, ale też może ją wysuszać lekko, zwłaszcza przy częstym stosowaniu.
Jeden z lepszych kremów jakie miałam! Super wygładzał buzie i rzeczywiście ją regenerował, a do tego miał super skład. Na pewno wrócę ♥
✘ Krem pod oczy przeciwzmarszczkowy mango i papaja - Be loved
Świetny, naturalny mocno treściwy krem! Widziałam dużą różnicę między nim, a typowo drogeryjnymi kremami pod oczy. Cudnie odżywiał i nawilżał skórę, ale zapach był praktycznie nie wyczuwalny. Dlaczego nie kupię skoro był tak fajny? Bo jest strasznie drogi - ponad 100 zł to jednak cena zaporowa dla mnie..
Jedno z odkryć kosmetycznych! Miał prze-genialną konsystencję musu, drobinek było sporo, więc peeling był też konkret jak lubię. Do tego miał super skład i kosztował niewiele, kolejne cudo - warte poznania!
✘ Maska w płachcie nawilżająco - wygładzająca - Loral
Bardzo zaskoczyła mnie jej jakość - była ultra cienka, łatwo się dopasowała do cery i nie zsuwała z niej. Działanie też w porządku - nawilżała, wygładzała i koiła. Jednak nadal nie przekonują mnie maski w płachcie, a zwłaszcza w takiej cenie, wiec nie wrócę :P
Kolejny super produkt - miał wygodną szczoteczkę, naturalnie podkreślał brwi i przede wszystkim był szybki w użyciu. Ponownie - chętnie wrócę!
✔ Płatki Bebeauty
Często do nich wracam, chociaż wolę te większe :)
To już wszystkie produkty jakie ostatnio zużyłam, muszę przyznać, że to chyba najbardziej 'udane' zużycia jakie tu ostatnio publikowałam. Tylko niektóre produkty okazały się bardzo złe, większość była wręcz zachwycająco dobra! :D
Znacie coś z tego grona? Jak u Was się sprawdziły?