Maseczkowe szoty, czyli maseczki w kapsułkach od Marion - wersja: rozświetlająca, odżywcza i wygładzająca.


Jakiś czas temu na rynku kosmetycznym pojawiły się maseczki do twarzy w formie kapsułek firmy Marion. Od razu zainteresowały mnie one swoim wyglądem i jak na typową maseczkomaniaczkę przystało od razu włączyło mi się 'chciejstwo'. Dzięki Korneli mogłam wypróbować 3 z 6 dostępnych wersji i dzisiaj opiszę krótko każdą z nich :)
Zanim zacznę opisywać działanie każdej z osobna, zacznę od kwestii wspólnych. Każda z nich znajduje się jak wspomniałam w opakowaniu w formie kapsułek, podobnych tych do kawy, czy też do mini opakowań dżemów/miodów :D Jest to na pewno coś nowego, co rzuca się w oczy, więc tutaj duży plus za sam wygląd. Design każdej z nich jest idealnie dopasowany do zawartości. Pojemność kapsułki to 10 ml - więc całkiem sporo, sama używałam ich 'na dwa razy' :) Składy masek na pewno nie powalają naturalnością i kupując maski należy się liczyć z typowo drogeryjnymi składami.

Wersje jakie posiadam to:
  • WYGŁADZAJĄCA - kwas hialuronowy i algi 
Swoją przygodę z tymi maseczkami rozpoczęłam od niebieskiej wersji, gdyż ta ciekawiła mnie najbardziej. Niebieskie opakowanie i rzekoma obecność alg sprawiła, że liczyłam na przyjemny, letni morski zapach. Niestety nieco się przeliczyłam, bo był on dość alkoholowy i bardziej perfumowany niż taki na jaki liczyłam. Mógłby być milszy, ale nie ma tragedii :D Konsystencja była przyjemna i żelowa - bez problemu się nakładała. Jednak od razu po nałożeniu przy obydwóch użyciach maska spowodowała dość konkretne pieczenie. Jednak nie zrażając się trzymałam ją na buzi i po chwil ono zniknęło. Na całe szczęście mnie nie podrażniła, ani nie spowodowała wysypu niedoskonałości. Cera po zmyciu maski (tak, wciąż nie jestem przekonana do tych niezmywalnych :D) była rzeczywiście przyjemnie wygładzona, odrobinę nawilżona i przede wszystkim jakby rozświetlona, co szczególnie mi się spodobało :)

  • ODŻYWCZA - miód i skórka cytryny

Kolejną wersją jaką wypróbowałam była odżywcza, która podobnie jak i poprzedniczka miała przyjemną żelową konsystencję :) Zapach może i przypominał miód, ale był nieco sztuczny. Po nałożeniu w przypadku tej maski szczypanie było dużo łagodniejsze i raczej krótkotrwałe. Skóra po użyciu była przede wszystkim miękka i gładka. Można powiedzieć, że nawet delikatnie nawilżona i odżywiona - jednak był to efekt raczej krótkotrwały i niezbyt spektakularny. Ogólnie była taka nijaka - ani nie szałowa, ani nie wyrządziła mi krzywdy.

  •  ROZŚWIETLAJĄCA - złota glinka i masło shea

Ostatnia z maseczek - wersja rozświetlająca już nieco różniła się od pozostałych dwóch maseczek opisanych wyżej. Zaczynając od konsystencji - nie była ona typowo żelowa jak w pozostałych, ale bardziej kremowa o brązowo - pomarańczowym zabawieniu. Przed otwarciem myślałam, że można spodziewać się w niej drobinek rozświetlających, ale takowych nie było. Zapach był śliczny! W przeciwieństwie do powyższej dwójki tutaj nie mam się czego przyczepić, bo był bardzo ładny i zarazem bardzo specyficzny. Zupełnie nie wiem do czego go przyrównać.. :D Początkowo czułam w nim jakiś syrop dla dzieci, a ostatecznie zakwalifikowałabym go do takich owocowo - kwiatowych zapachów. Kolejna różnica to to, że maskę rozświetlającą zmywamy w przeciwieństwie do dwóch pozostałych (chociaż ja także i je zmywałam :P). Po pierwszym użyciu zauważyłam, że podobnie jak w pozostałych dwóch wersjach tak i teraz cera była wygładzona i mięciutka. Jednak kolejnego dnia wieczorem zauważyłam, że moja twarz woła wręcz o dawkę nawilżenia - zauważyłam sporo suchych skórek. Za drugim razem już nie zauważyłam barku nawilżenia, ale efekty były podobne - cera zyskała na gładkości i była nieco uspokojona :) Rozświetlenia specjalnie nie odnotowałam.

Podsumowując bardzo się cieszę, że miałam okazję wypróbować te maseczki, bo ich używanie sprawiło mi sporo radości. Świetny pomysł także z oryginalnymi opakowaniami - za to należy się na prawdę duży plus! Żadna z masek nie wyrządziła mi krzywdy i w sumie każda była bardziej lub mniej przyjemna. Najlepiej wspominam wersję wygładzającą, później rozświetlającą, a na końcu odżywczą. Na pewno będę chciała wypróbować też pozostałe 3 wersje, czyli złuszczającą, liftingującą i wzmacniającą. Jeśli tylko zobaczę je gdzieś stacjonarnie to na pewno wpadną do mojego koszyka i zrobię z nimi podobne zestawienie ;) Póki co widziałam je w sklepach internetowych - na ezebra kosztują 4 zł za sztukę, więc całkiem nieźle. 

Miałyście okazję wypróbować już te maseczki? Jak się u Was sprawdziły?

18 komentarzy :

  1. Nie wiedziałam, że mają maseczki w kapsułkach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię takie minimalistyczne maseczki. Wizualnie bardzo mi się podobają. Nie miałam okazji wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tych maseczek jeszcze nie stosowałam, ale jestem bardzo zachęcona tym postem! Zaintrygowałaś mnie :) Na pewno zwrócę na nie uwagę podczas kolejnych zakupów kosmetycznych :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawe warianty. Można wybrać z oferty coś dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Powiem szczerze, że nie jestem zachęcona ani przekonana, aby po nie sięgnąć. Ale opakowania mają faktycznie fajne - ja saszetek nie lubię m. in. ze względu na to, że ciężko się zawartość wydobywa, a tutaj można łatwo zaaplikować na buzie:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, że skład Cię nie przekonuje? :)

      Usuń
  6. W sumie to nawet miałam je zakupić ;) może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawa jest ta forma kapsułek, miła odmiana od saszetek ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Widziałam te maseczki gdzieś, ale nie byłam przekonana do zakupu:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawe rozwiązanie :) Ja jednak stawiam na naturalne rozwiązania, nie przepadam raczej za saszetkami tylko za pełnowymiarowymi produktami :) Wolę mieć jeden a porządny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zazwyczaj też wybieram większe opakowania, ale od czasu do czasu lubię też wypróbować jakieś saszetki :)

      Usuń
  10. Hm w sumie dziwna reakcja cery z tym przesuszeniem po użyciu wersji rozswietlającej, nie spodziewałabym się, biorąc pod uwagę, że ma w składzie masło shea. Pierwszy raz czytam o tych maskach, ale nie lubię masek zmywalnych, chyba, że oczyszczające. Typowo pielęgnacyjne wolę w płacie, choć czasem się skuszę na coś o nietypowej formule, jak ostatnio na te galaretki. Na razie jednak zmywania mi wystarczy, więc podziękuje hahah :D

    Ale ogólnie maseczki w kapsułce nie są dla mnie nowością, taką formułę już widziałam, m.in. w koreańskich maseczkach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dziwna, dziwna - inne kosmetyki jakie stosowałam wtedy miałam już sprawdzone więc nie jest to ich zasługa ;) Ale za 2 razem już nie było wysuszenia, także no dziwne :D hahaha Ja akurat mam odwrotnie - nie lubię tych w płachcie za bardzo.

      Tak, wiem też widziałam już kapsułki, aczkolwiek nie w polskich kosmetykach :)

      Usuń
  11. Pierwszy raz widzę te maseczki, nie miałam pojęcia, że Marion wypuścił coś takiego. Za to samą formę kapsułek bardzo lubię:)

    OdpowiedzUsuń
  12. U mnie przekreśliło by je to, że szczypało :) Peeling ma prawo szczypać, maseczka dla mnie nie koniecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, ale szczypanie nie było jakieś super mocne, więc no nie było aż tak uciążliwe ;)

      Usuń
  13. Fajne mają opakowania, to dużo lepszy pomysł niż saszetki :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz - sprawia mi on sporo radości! :)
Na wszystkie pytania zamieszczone w komentarzach pod danym postem odpowiadam bezpośrednio pod nimi w komentarzu.

Zapraszam również do pozostania ze mną na dłużej. Będzie mi bardzo miło ♥

Większa część zdjęć zamieszczonych na blogu jest mojego autorstwa (jeśli nie - wyraźnie jest to zaznaczone). Ich kopiowanie jest zabronione! Nie kradnij, jeśli chcesz je gdzieś udostępnić najpierw zapytaj!

Etykiety

4 pory roku AA Alterra alverde anatomicals avon Balea Balmi balsam do ciała balsam do ust Barwa bebeauty bell Bielenda Biolove catrice celia ciało cienie do brwi denko dermena dm Dr.Konopka's ecocera efektima elfa-pharm eos essence Eveline Evree Farmona film Flormar Garnier gliss kur Golden Rose Green Pharmacy Himalaya hity roku Holika holika Isana Jantar Joanna Kallos kobo kolastyna kolorówka korektor pod oczy kosmetyczne premiery kosmetyczni ulubieńcy krem bb krem cc krem do rąk krem do twarzy krem pod oczy książki kulturalne podsumowanie roku L'biotica lakier do paznokci lemax lifestyle Lirene liście manuka Loreal lovely makijaż Marion mariza maseczka do twarzy maseczki w płachcie maska/odżywka do włosów masło do ciała Maxfactor Maybelline mini recenzje miss sporty Miya miyo mus do ciała muzyka my secret mydło do ciała i włosów Nacomi naklejki wodne Natura Estonica naturalnie Neutrogena niekosmetyczni ulubieńcy nivea nowości oceania odżywka do paznokci olej do włosów olejek do twarzy Organic shop Organique organizacja Originals Palmolive paznokcie peeling peeling do rąk peeling do skóry głowy peeling do twarzy perfecta pianka do twarzy pianka pod prysznic pielęgnacja pielęgnacja twarzy planet spa płyn micelarny podkład podróże pomadka promocja na kolorówkę w Rossmannie promocja na pielęgnacje twarzy w Rossmannie prywatnie Przegląd kulturalny przegląd marki puder Rimmel Rival de Loop rosyjskie kosmetyki bani agafii Sally Hansen Seche Vite selfie project serial serum skarpetki złuszczające soraya Stara Mydlarnia Sylveco szampon tag tanie kosmetyki Tatry tołpa tonik top coat treaclemoon Tutti Frutti twarz Ulubione blogi usta Venus Vianek Vipera wcierka wibo wieczorna pielęgnacja wishlista włosy wygląd bloga wyjazdowa kosmetyczka wzorki na paznokciach Yves Rocher zagraniczne kosmetyki ziaja żel aloesowy żel do brwi żel pod prysznic
me & my passions © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka