Obserwatorzy

 Ostatnio na blogu nie pojawiało się zbyt wiele recenzji masek do twarzy. Powiedziałabym, że jak na moje maseczkomaniactwo było ich wręcz zaskakująco mało. Wynikało to głównie z intensywnego testowania, by móc napisać dla Was posty zbiorcze na temat różnych serii. Dziś przychodzę z pierwszą odsłoną, a na tapecie wylądowały maski Eveline z serii Clay & Herbs.


W skład serii wchodzą 3 wersje i wszystkie 3 dostałam na urodziny od Sabiny. Z czego oczywiście się ucieszyłam, bo jestem wielką fanką właśnie masek oczyszczających z glinkami. Tu w każdej z saszetek znajdziemy inny rodzaj - zieloną, białą i różową.

Słowem wstępu napiszę, że już sam wygląd maseczek zachęca do zakupu. Dominuje motyw botaniczny, na metalicznym tle - pięknie się prezentują, ale gorzej zrobić im zdjęcia, więc musicie mi wybaczyć, że część wyszła nie ostra :D

WYGŁADZAJĄCO - DETOKSYKUJĄCA BIOMASECZKA - PEELING Z BIAŁĄ GLINKĄ - EVELINE NATURAL CLAY & HERBS

Pierwszą wersją po jaką sięgnęłam była biała glinka. Tego dnia zauważyłam, że buzia potrzebuje oczyszczenia i detoksu, stąd ten wybór ;) 

Konsystencja maseczki była przyjemnie masełkowa - pastowata, z łatwością suneła po skórze, nie miałam także problemów z jej zmyciem. W konsystencji rzeczywiście można dostrzec małe białe drobinki ryżu - może nie są one mocnymi zdzierakami, ale przyjemnie masują skórę i są fajnym 'dodatkiem'. Aplikacji maski towarzyszy neutralny zapach - kremowy, lekko perfumowany.

Po nałożeniu maski odczuwałam lekkie pieczenie twarzy, jednak w dniu kiedy ją nakładałabym była ona lekko podrażniona. Ciężko więc winić za to maskę, co prawda czytałam opinie, że u kogoś dała podobne 'efekty' :D Jednak nie podrażniała cery, a przeciwnie - pozytywnie mnie zaskoczyła. Po jej użyciu buzia stała się wyraźnie gładsza, oczyszczona i do tego przyjemnie zmatowiona! 

 

NAWILŻAJĄCO - ROZŚWIETLAJĄCA BIOMASECZKA Z RÓŻOWĄ GLINKĄ - EVELINE NATURAL CLAY & HERBS

Wersja z glinką różową podobnie jak biała siostra ma przyjemną kremową konsystencję. Tym razem jest ona 'gładka' pozbawiona jakichkolwiek drobinek. Łatwo sunie po buzi przy rozsmarowywaniu, pokrywając ją równomiernie bez smug.

Zapach jest w kwiatowy z dominującą nutą różaną w bardzo naturalnym wydaniu jak w hydrolatach :) Myślę, że woń spodoba się każdemu :)

Pierwsze efekty działania maski zauważyłam już podczas jej spłukiwania. Buzia była wręcz jedwabista - maksymalnie wygładzona! Już dawno nie odnotowałam przy maskach takiego efektu. Po osuszeniu twarzy buzia była lekko oczyszczona, nie przesuszona, ale wręcz ukojona i nawilżona. Koloryt został wyrównany, a buzia wyglądała promiennie. Kolejna udana maseczka! Myślę, że sprawdzi się nawet przy cerach suchych :) 

MATUJĄCO - OCZYSZCZAJĄCA BIOMASECZKA - PEELING Z ZIELONĄ GLINKĄ EVELINE CLAYS&HERBS

Na ostatni ogień zostawiłam wersję zieloną. Podobnie jak pozostałe ma ona przyjemną gęstą konsystencję, która jednocześnie jest masełkowata - z łatwością rozprowadza się po twarzy. Kolejny plus to fakt, że nie zastyga na skorupę jak inne glinki.

Podobnie jak w białej wersji tak i tutaj w formule zostały zatopione drobinki, pełniące funkcję peelingu. Tym razem jednak są to pestki moreli, które są zdecydowanie bardziej ostre niż ryżowe we wspomnianej wcześniej wersji.

Po nałożeniu maski, podobnie jak w wersji białej czułam lekkie pieczenie. Jednak podobnie jak wcześniej obyło się bez podrażnień czy nieprzyjemnych niespodzianek. Buzia została za to dobrze oczyszczona, zmatowiona i prezentowała się zdecydowanie lepiej niż przed nałożeniem maski. Dzięki obecności drobinek została także dobrze wygładzona, a aplikacji towarzyszył przyjemny zapach. Woń była świeża i 'zielona' - myślę, że najbardziej czuć awokado :)

CZY WARTO KUPIĆ MASKI Z SERII CLAY&HERBS? KTÓRA BYŁA NAJLEPSZA?

Zdecydowanie warto się na nie skusić! Nie spodziewałam się, że okażą się aż tak skuteczne :) Wcześniej maski tej firmy nie powodowały u mnie większych rewelacji, a ta seria okazała się dużym zaskoczeniem. Bardzo skutecznie oczyszczała buzie, która przy każdej wersji prezentowała się zdecydowanie lepiej :) Na tyle, że ciężko mi wybrać tą najlepszą, myślę, że tym razem warto kierować się potrzebami i typem naszej skóry. Przy normalnych i suchych najlepiej sięgnąć po wersję różową - jak dla mnie była najdelikatniejsza. Przy tłustych i mieszanych odpowiednia będzie i zielona i biała :)

Wszystkie wersje znajdziecie w hebe, gdzie cena regularna saszetki to 4 zł, jednak często bywają na promocji za 3 zł. 

Znacie je? Czujecie się skuszone? :D

11 komentarzy:

  1. Wciąż staram się nie kupować saszetkowych maseczek, ale poczytać o nich zawsze można :D Mogę się jedynie domyślać, że moja sucha cera polubiłaby się z wersją różową ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem ich ciekawa, lubię wszystko, co z glinkami związane :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem czy bylabym nimi zainteresowana. Wolałabym czyste glinki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie widziałam ich wcześniej, ale zachęciłaś mnie do poznania zielonej i białej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie stosowałam ich, obecnie tj. w ciąży przestałam kombinować z kosmetykami :)
    OBSERWUJĘ :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Już dawno nie miałam podobnych maseczek jednorazowych, chętnie bym je wypróbowała :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tych jeszcze nie znam, zwrócę na nie uwagę przy kolejnych zakupach :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja ostatnio jakoś przestałam się lubić z maseczkami i nawet nie zwracałam na nie uwagi :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Do cery mieszanej chętnie wypróbuję. Zielona glinka zawsze dobrze mi się sprawdza.

    OdpowiedzUsuń
  10. Miałam je kupić, nawet już miałam je w ręce w sklepie i odłożyłam, a teraz żałuję....

    OdpowiedzUsuń
  11. W sumie chciałam je przetestować, ale boje się że się nie sprawdzą, bo moja skóra niezbyt lubi pielęgnację Eveline. Bardziej odpowiada mi ich kolorówka 😉

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz - sprawia mi on sporo radości! :)
Na wszystkie pytania zamieszczone w komentarzach pod danym postem odpowiadam bezpośrednio pod nimi w komentarzu.

Zapraszam również do pozostania ze mną na dłużej. Będzie mi bardzo miło ♥

Większa część zdjęć zamieszczonych na blogu jest mojego autorstwa (jeśli nie - wyraźnie jest to zaznaczone). Ich kopiowanie jest zabronione! Nie kradnij, jeśli chcesz je gdzieś udostępnić najpierw zapytaj!